Dodaj do ulubionych

dlaczego nie chcemy byc zdradzani...

07.11.02, 22:32
wilki sa sobie bardzo wierne, wynika to ze sposobu w jaki zyja. Gdyby doszlo
do rywalizacji miedzy samcami rozbilo by to jednosc watachy, razem zerujacej
zima. Skrajny przypadkiem sa malpy, samica zeby byc zaakceptowana w stadzie
musi przypodobac sie wszystkim innym czlonkom stada uprawiajac seks z kazdym
samcem. ..
a TERAZ ludzie, nie chcemy byc zdradzani, wiernosc jest wazna itd itd.
Ale..Ja w moim malym mozgu jak wyobrazam sobie Jego z inna kobieta w intymnej
sytuacji to napawa mnie obrzydzeniem i to perwsze przychodzi mi do glowy. brr
chyba nie moglabym go po tym dotykac najnormalniej bym sie brzydzila.
Wzgledy inne, typu zdradzil oszukiwal itd itd to oczywiscie byloby szokiem
ale chyba takim wyuczonym gleboko zakorzenionym przez kulture, racje moralne
wszystko wyuczone...bo prawdziwe byloby te fizyczne obrzydzenie. Tak mi sie
wlasnie pomyslalo a jak Wam sie mysli.
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 07.11.02, 23:02
      A czy fizyczne obrzydzenie nie jest tez wyuczone? Jestes pewna?
    • Gość: Imagine Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.unl.edu 07.11.02, 23:04
      saana napisała:

      > wilki sa sobie bardzo wierne, wynika to ze sposobu w jaki zyja. Gdyby doszlo
      > do rywalizacji miedzy samcami rozbilo by to jednosc watachy, razem zerujacej
      > zima. Skrajny przypadkiem sa malpy, samica zeby byc zaakceptowana w stadzie
      > musi przypodobac sie wszystkim innym czlonkom stada uprawiajac seks z kazdym
      > samcem. ..
      > a TERAZ ludzie, nie chcemy byc zdradzani, wiernosc jest wazna itd itd.
      > Ale..Ja w moim malym mozgu jak wyobrazam sobie Jego z inna kobieta w intymnej
      > sytuacji to napawa mnie obrzydzeniem i to perwsze przychodzi mi do glowy. brr
      > chyba nie moglabym go po tym dotykac najnormalniej bym sie brzydzila.
      > Wzgledy inne, typu zdradzil oszukiwal itd itd to oczywiscie byloby szokiem
      > ale chyba takim wyuczonym gleboko zakorzenionym przez kulture, racje moralne
      > wszystko wyuczone...bo prawdziwe byloby te fizyczne obrzydzenie. Tak mi sie
      > wlasnie pomyslalo a jak Wam sie mysli.

      Zaluje ze nie jestesmy malpami.... hihihihi. A na powaznie. Skad sie bierze to
      fizyczne obrzydzenie ?
      • procesor Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 07.11.02, 23:26
        Jak powiedziała pewna dama:
        "A pan by chciał żeby ktos używał pańskiej szczoteczki do zębów?"

        Pewnie z tym obrzydzeniem tak samo.
        • saana Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 01:09
          obrzydzenie wyuczone...chyba nie, to odruch.
          • Gość: roxi Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.gt.saix.net 08.11.02, 08:12
            Nie rob drugiemu co tobie niemile.
            Mi nawet takie mysli do glowy nie przychodza, zamiast tracic czas na
            wyobrazanie sobie takich okropnych rzeczy wole zajac sie ulepszaniem naszego
            zwiazku duchowo,fizycznie i materialnie....to jest dopiero zajmujace.
        • matrek Ktoś inny za to powiedział... 08.11.02, 11:13
          procesor napisała:

          > Jak powiedziała pewna dama:
          > "A pan by chciał żeby ktos używał pańskiej szczoteczki do zębów?"
          >
          > Pewnie z tym obrzydzeniem tak samo.


          Lepiej podzielić się bananem, czy g... zjeść samemu ?

          Tak poważnie, to chyba dlatego nie chcemy być zdradzani, że chcemy mieć na
          własność kogoś kogo kochamy, komu powierzamy swoje ciało i uczucia. w tym
          kontekście, zdrada to zbrukanie tego ciała i uczuć.
          • ostinato Re: Ktoś inny za to powiedział... 11.11.02, 10:49
            matrek napisał:

            > chcemy mieć na własność kogoś kogo kochamy, komu powierzamy swoje ciało i ?
            > uczucia.

            to już nie miłość, to posiadanie. a posiadanie ma niewiele wspólnego z uczuciem.
            • matrek Ejże 13.11.02, 14:27
              ostinato napisał:

              > matrek napisał:
              >
              > > chcemy mieć na własność kogoś kogo kochamy, komu powierzamy swoje ciało i
              > ?
              > > uczucia.
              >
              > to już nie miłość, to posiadanie. a posiadanie ma niewiele wspólnego z
              uczuciem
              > .

              Nie wiem, czy trywializujesz, czy tylko sprowadzasz sprawę do absurdu. Przecież
              nie chodzi o zniewolenie. Posadam kogoś, ale i jemu się "daję", prawda ? Coś za
              coś.
              Jesteś z kimś, akceptujesz go, dajesz mu siebie dosłownie i w przenośni, tego
              samego oczekujesz też od niego. Mylę się ? Na czym w końcu polega związek ? Tak
              w jego kwintesencji, co tkwi u jego podstaw ? Wybieram tego, a nie innego
              człowieka, akceptujemy się nawzajem, a wybieram go dlatego, że chce być z tym a
              nie innym człowiekiem i na odwrót.
              Jeśli ktoś Cię wybrał, Ty akceptujesz to że Cię wybrał i - jakby na to nie
              patrzeć - robisz mu swego rodzaju łaskę, że zaspokajasz jego wybór, jego
              potrzebę posiadania Ciebie, powierzasz w jego ręce swoje własne życie (które
              masz tylko jedno do przeżycia), to masz prawo oczekiwać w zamian od niego co
              najmniej lojalności.
    • Gość: rybkaa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.acn.waw.pl 08.11.02, 09:28
      A jak sie czujesz gdy pomyslisz o jego wcześniejszych kobietach?
      • Gość: Malwina Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.abo.wanadoo.fr 08.11.02, 10:05
        mialbym prawdopodobnie wszelkie mozliwe odczucia i uczucia ale
        nie ...obrzydzenie(???)
        Mam wrazenie ze to obrzydzenie do samej siebie tak sie wyraza...
    • pastwa dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 10:47
      Moim zdaniem wrogosc wobec zdrady wynika głównie z naszego egoizmu i umiłowania
      siebie samego. Wszyscy ci, ktorych napawa ów seks poza zwiazkowy obrzydzeniem,
      tak siebie kochaja, że nie potrafia sie pogodzic z tym, ze nie sa jedynymi
      niezastapionymi partnerami seksualnymi, niewiedziec czemu tak naprawde.
      Zdrada bowiem, nie swiadczy o braku miłosci, tak samo wiernosc nie swiadczy tez
      wcale o istnieniu miłosci, bowiem seks jest co najwyzej dodatkiem do miłosci,
      ewentualnym.
      Tak szczerze, cóz złego jest w tym, ze nasz partner czerpie przyjemnosc
      seksualna nie tylko dzieki nam ?

      Nie przychodzi mi zaden sensowny argument przeciw, poza samolubstwem naturalnie.



      • Gość: Asioł Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: proxy / 212.244.226.* 08.11.02, 10:55
        Spoko, więc gdybym była Twoją partnerką (jestes facetem?) to moge czerpać do
        woli satysfakcje seksualną z innych żródeł?
        Hmm, taki wyrozumiały/a jesteś. Gdzie takich sieją?
        • pastwa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 11:22
          Gość portalu: Asioł napisał:

          > Spoko, więc gdybym była Twoją partnerką (jestes facetem?) to moge czerpać do
          > woli satysfakcje seksualną z innych żródeł?
          > Hmm, taki wyrozumiały/a jesteś. Gdzie takich sieją?

          Ja podchodze do tego inaczej, po pierwsze raczej nie przysiagłbym ( nie widze
          jakichkolwiek madrych przesłanek ku takim przysiegom ), ze oddam swoje ciało na
          wyłacznosc partnerce i tez nie chciałbym od niej takiej obietnicy. Z drugiej
          strony,nie popychałbym partnerki w ramiona innych, to tylko jej wybór z kim
          chce byc i sie kochac,bo na co mi niewolnica w domu, zadna przyjemnosc z bycia
          z takową.
          • Gość: inka_sama pytanko do Pastwy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 08.11.02, 11:28
            Pastwo?
            Zamierzasz mieć dzieci? Kiedyś niekoniecznie teraz?
            Jak widzisz taki układ między partnerami - rodzicami gdzie każde robi co chce?
            Co będzie widziało i czuło dziecko?

            Jeśli nie planujesz dzieci - jest to realne, jesli chcesz być kiedyś ojcem -
            możesz zmienić punkt widzenia.
            • pastwa Re: pytanko do Pastwy 08.11.02, 11:36
              Gość portalu: inka_sama napisała:

              > Pastwo?
              > Zamierzasz mieć dzieci? Kiedyś niekoniecznie teraz?

              Kiedys, niekoniecznie teraz.

              > Jak widzisz taki układ między partnerami - rodzicami gdzie każde robi co chce?
              > Co będzie widziało i czuło dziecko?

              Dziecko głownie bedzie widziało, to co widzi w zwiakach "tradycyjnych" ( o ile
              takie jeszcze sa ). Natomiast to ,co bedzie czuło nijak nie zalezy od popedu
              płciowego ich rodziców( miłosc to nie pozadanie, co sama zauwazyłas )ale od ich
              troski i madrosci wychowawczych. jedyne problemy moga stwarzac ludzie lubiacy
              oceniac innych ( Jezus mawiał, nie oceniajcie innych byscie sami nie byli
              oceniani, i ta mysl mu sie naprawde udała, ale jakzesz niewielu sie do niej
              stosuje).

              > Jeśli nie planujesz dzieci - jest to realne, jesli chcesz być kiedyś ojcem -
              > możesz zmienić punkt widzenia.

              Mogę z czasem zmienic punk, widzenia jak kazdy tutaj, włacznie z Toba Inko
              droga, ale na chwile obecna, nic nie wskazuje bym miał powody ku temu ;o)
              • Gość: Terry Pastwa filozofem IP: proxy / 217.153.50.* 08.11.02, 11:55
                Tak głębokie myśli tu wypowiadasz, że optuję za spisywaniem tego w jakąś księgę
                aby zostało to dla potomnych. Tradycyjne związki jeszcze funkcjonują, myślę na
                szczęście dla wielu, bo dzieki nim oni są i mogą tak właśnie filozofować.
          • zolza1 Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 15.11.02, 13:31
            Jak będziesz się czuł gdy Twoja partnerka przyjdzie i powie , że ędziesz
            ojcem? Czy lubisz wychowywać cudze dzoeci? Poza tym nie lepiej zająć się
            prostytucją. Z tego przynajmniej jest dochód a sam proceder nie jest karany.
      • malwinamalwina Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 10:55
        no a ja wprost przeciwnie, uwazam ze wychodzi tu pogarda dla samej siebie jako
        kobiety - cos obrzydliwego, oslizglego, odpychajacego, nizszego....
      • Gość: marzena49 Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 08.11.02, 11:04
        poza przyjemnością, która jest niewątpliwie w życiu ważna,ludzie kierują się
        też innymi wartościami np. lojalnością, wiernością właśnie, poszanowaniem
        czyichś uczuć itd.Wydaje mnie się, że warto wiedzieć czy partnerowi pasuje
        moja konsumpcja seksu poza związkiem. Jeśli na to się dwoje umawia, to OK, ale
        co jeśli umawiają się na wyłączność dawania tego"dobra" jedynie sobie? Wtedy
        właśnie naruszenie umowy boli, nazywamy to potocznie przeżywaniem zdrady. A co
        do obrzydzenia, to nie wiem czy tak przeżywasz właśnie zdradę, czy reagujesz
        cierpieniem, złością? Każdy ma jakiś swój sposób przeżywania zranień.
        pozdrawiam
      • Gość: ela Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 08.11.02, 11:31
        "Tak szczerze, cóz złego jest w tym, ze nasz partner czerpie przyjemnosc
        seksualna nie tylko dzieki nam ? "

        Można też założyć, że tej przyjemności seksualnej z Tobą nie ma więc poszuka
        sobie tego np. u Twojego kolegi/kolegów. Będzie więcej argumentów do
        podtrzymywania dobrze rokujących kontaktów towarzyskich.
        • pastwa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 11:40
          Gość portalu: ela napisała:

          > "Tak szczerze, cóz złego jest w tym, ze nasz partner czerpie przyjemnosc
          > seksualna nie tylko dzieki nam ? "

          > Można też założyć, że tej przyjemności seksualnej z Tobą nie ma więc poszuka
          > sobie tego np. u Twojego kolegi/kolegów.

          Droga, Elu, toz juz skurwysynstwem byłoby z mojej strony, zabraniac seksu z
          innymi mojej kobiecie, gdyby ze mna żadnej przyjemnosci z tego nie miała, toz
          to czysty sadyzm. Czy Ty mimo powyzszej zarzucanej mi "usterki" nakazywałabys
          swemu facetowi postawe meczenska( asceze moze nawet), byle tylko Tobie było
          oki ?

          • Gość: Malwina Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.abo.wanadoo.fr 08.11.02, 11:47
            ja wcale nie chce byc zdradzana ! czulabym sie paskudnie ! ale dlaczego
            obrzydzenie ????????
          • Gość: Terry Pastwa: załóż gruppen sex. IP: proxy / 217.153.50.* 08.11.02, 11:49
            • pastwa Terry 08.11.02, 11:52
              Miły Terry, gdyby wszystkie kobiety były tak pociagajace seksualnie jak
              niektóre Twoje poglady na zycie, zaden facet nie musiałby zkładac przysiegi
              małzenskiej.
              • Gość: Terry Re: Terry IP: proxy / 217.153.50.* 08.11.02, 14:58
                pastwa napisał:

                > Miły Terry, gdyby wszystkie kobiety były tak pociagajace seksualnie jak
                > niektóre Twoje poglady na zycie, zaden facet nie musiałby zkładac przysiegi
                =======
                > małzenskiej.
                Chyba "składać" nie sądzisz ?
          • Gość: ela Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 08.11.02, 12:30
            Drogi Pastwo, męczeństwo a w ślad za tym asceza to apogeum pewności, że jestem
            w jego życiu seksualnym JEDYNA. Więc sam rozumiesz ... Taka już jestem słaba i
            bezbronna... no i wogóle.... nie będę się już dalej chwalić.

            Podoba mi się Twoja mądrość dot. Twoich "usterek". To cieszy... a chyba
            najbardziej Twoją kobietę. Pozazdrościć!!!

            Pozdr.
            • pastwa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 13:24
              Gość portalu: ela napisała:

              > Drogi Pastwo, męczeństwo a w ślad za tym asceza to apogeum pewności, że
              >jestem w jego życiu seksualnym JEDYNA. Więc sam rozumiesz ... Taka już jestem
              >słaba i bezbronna... no i wogóle.... nie będę się już dalej chwalić.
              >
              > Podoba mi się Twoja mądrość dot. Twoich "usterek". To cieszy... a chyba
              > najbardziej Twoją kobietę. Pozazdrościć!!!

              Lubie nasze rozmowy Elu, chociazby z tego powodu, ze zawsze dostarczasz mi
              materiału, ktorego szybka analiza pozwala wyciagnac wygodne dla mnie wnioski,
              choc niekoniecznie dla Ciebie. W ramach symapatii daruje sobie dzisiaj
              złosliwosci, a zazdroscic Ci nie wbraniam ;o)

              Pozdrawiam ciepło
              • Gość: ela Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 08.11.02, 13:37
                Również pozdrawiam i cieszę się, że się znowu pojawiłeś na tym bożym świecie.
                Czyżby grypka poszczepionkowa targała Twoje ciałko ostatnimi czasy.
                • pastwa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 13:42
                  Rzeczywiscie, maltretowany byłem ostatnio róznym "diabelstwem", ale juz zdrów
                  jestem.
                  Wiedz, ze i mnie miło jest synapsę mą wirtualną podac Ci na powitanie ;o)


                  • Gość: ela Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 08.11.02, 13:58
                    To cieszę się, że zdrówko odzyskałeś. Cenię je bowiem w Tobie nie mniej niz Ty!
                    Pozdr.
                    • pastwa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 14:09
                      ...to wielce miłe co piszesz ;o)


                      Kłaniam sie i znikam, trzym sie !


                      • Gość: czaro PASTWO IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 00:06
                        Pastwo, odezwijże się na gg, please ;o)
                        czaro
      • pytka-ja Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 08.11.02, 14:31
        Witam. Weszlam, aby poszukac waznych dla mnie wiadomosci i zaczytalam sie w
        tym watku...
        Nie moge zgodzic sie z takim podejsciem do problemu zdrady- uwazam, ze jesli
        kogos kocham, to boli mnie bardzo jego zdrada, choc musze przyznac, ze chyba
        mniej ta fizyczna a zdecydowanie bardziej (!!!)- ta psychiczna. Co o tym
        myslicie?
        • Gość: ida Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.csk.pl / *.csk.pl 08.11.02, 17:28
          pytka-ja napisała:

          > - uwazam, ze jesli
          > kogos kocham, to boli mnie bardzo jego zdrada, choc musze przyznac, ze chyba
          > mniej ta fizyczna a zdecydowanie bardziej (!!!)- ta psychiczna. Co o tym
          > myslicie?

          Uważasz, że Cię boli (bo powinna bolec?) jego zdrada, czy też naprawdę cie boli?


          Zdrada psychiczna to tak de facto juz nie jest zdrada, tylko koniec związku.
          Przynajmniej pod wzgledem uczuciowym. Ktos kogos przestał kochać. Cóż, zdarza
          się... Żądanie od tej drugiej osoby miłości do grobowej deski jest równie
          irracjonalne jak żadanie wyłaczności fizycznej.

          A zdrada fizyczna?
          Jaki jest sens robienia z niej wielkiej tragedii? Brania tego aż tak powaznie?
          On przespał się z jakąs inną kobietą. No i co z tego? Po co zaraz afera, łzy i
          czarna rozpacz? Albo ja jestem nienormalna (a pewnie jestem;-), albo zarówno
          ból jaki obrzydzenie, tudzież inne takie reakcje, sa reakcjami całkowicie
          wyuczonymi. Cos co powstaje pod wpływem obserwacji- "Aha, wszyscy znani mi
          ludzie cierpia w takich sytuacjach, widać to jest prawidłowa reakcja, wiec i ja
          też powinnam cierpieć..." Eeee.. Jeszcze raz sie spytam- No i co z tego ze on
          sie przespał z kimś innym? Przecież to wciaż jest ten sam człowiek... Nie
          przepoczwarza się w jakiegoś karalucha tudzież inną pluskwę...
          • nowylogin Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 09.11.02, 22:41
            > Zdrada psychiczna to tak de facto juz nie jest zdrada, tylko koniec związku.
            > Przynajmniej pod wzgledem uczuciowym. Ktos kogos przestał kochać. Cóż,
            zdarza
            > się...


            niesety zdrada psychiczna niekoniecznie oznacza koniec zwiazku ...ah gdyby to
            wszystko bylo takie proste ..do 1 wrzesnia kocham asie , a od 2 basie ..

            Żądanie od tej drugiej osoby miłości do grobowej deski jest równie
            > irracjonalne jak żadanie wyłaczności fizycznej.
            >

            nie chodzi o zadanie , chodzi o zwiazek dwojki ludzi , pewne
            obietnice ,nadzieje wspolne plany , to ze w praktyce nie wystepuje zbyt czesto
            nie oznacza ze to irracjonalne ..

            > A zdrada fizyczna?
            > Jaki jest sens robienia z niej wielkiej tragedii? Brania tego aż tak
            powaznie?
            > On przespał się z jakąs inną kobietą. No i co z tego? Po co zaraz afera, łzy
            i
            > czarna rozpacz?

            mysle ze wszystko zalezy od pewnego ukladu . od tego jakie jest nasze
            podejscie do zwiazku , owszem lzy rozpacz ...po co .. ale nie sadze by z
            zalozenia mialo to jakikolwiek sens (wiec pytanie po co odpada - to tak jakby
            pytac dlaczego drapiesz jak swedzi :))) ..jest po porstu zwykla reakcja na
            BOL...
            Chyba naturalne jest ze jesli kogos sie naprawde kocha to to boli , boli w
            sercu w duszy .. dotyka ambicji . Oczywiscie jesli ktos woli otwarty zwiazek
            prosze bardzo ..ale czesto zastawiam sie czy w otwartych zwiazkach ( otwarty w
            sensie - miejmy roznych partnerow , sypiajmy zkim popadnie :) istnieje
            naprawde milosc ...nie wiem ale ze swojego doswiadczenia i obserwacji samej
            siebie i otoczenia dochodze do wniosku ...ze jednak gdy sie kocha dazy sie w
            jakis stopniu do wylacznosci , ceni sie poczucie wyjatowosci ..i bycia wlasnie
            w tym momencie i miejscu ta jedyna / jedynym . oczywiscie kazdy ma prawo do
            swoich koncepcji na ten temat :))

            > Albo ja jestem nienormalna (a pewnie jestem;-),

            nie nam oceniac :)

            albo zarówno
            > ból jaki obrzydzenie, tudzież inne takie reakcje, sa reakcjami całkowicie
            > wyuczonymi. Cos co powstaje pod wpływem obserwacji- "Aha, wszyscy znani mi
            > ludzie cierpia w takich sytuacjach, widać to jest prawidłowa reakcja, wiec i
            ja
            >
            > też powinnam cierpieć..." Eeee..

            nie zgodze sie, nie chodzi tu o wyuczenie czy noie , gdziez w tym logika ?
            czyzbys dopatrywala sie w calym spolecznestwie ukrytych sklonnosci
            masochistycznych ?? ludzie cierpia z jednych powodow ..ale nie wydaje mi sie
            ze ma do tego cokowliek wyuczenie , nawet jesli przyjmiemy ze monogamia nie
            lezy w naturze ludzkiej ( choc ja przyjmuje ze lezy w koncu ludzie to nie
            maszynki do prokreacji ale istoty z dusza i rozumem ! ) i ze czlowiek nie
            akceptuje wielu partnerow jednoczesnie jedynie dlatego iz przyjmuje pewien
            kulturowy schemta to nie oznacza to ze BOl ,cierpnienie , rozpacz ,nie sa
            autentyczne .


            Jeszcze raz sie spytam- No i co z tego ze on
            > sie przespał z kimś innym? Przecież to wciaż jest ten sam człowiek... Nie
            > przepoczwarza się w jakiegoś karalucha tudzież inną pluskwę...

            znowu wroce do tego ze chodzi o pewien uklad .. zazwyczaj gdy dwoje ludzi
            postanawia byc ze soba , w pewnym momencie stwierdzaja , czasem nawet
            rozmawiaja o tym ze chyba chca byc TYlko ze soba , ze nie potrzebuja innych
            osoba .. jelsi nie ustala sobie teho powiedza , hej zyjmy w otwartym zwiazku
            to pewnie wlasnie tak to sobie tlumacza . ze przeciez to ciagle ten sam
            partner , ale w wiekszosci zwiazkow , ludzie wlasnie ida na pewien uklad :
            teraz jestesmy tylko ze soba , skoro powstal pewien uklad , a partner zaczyna
            sypiac z kims innym jest to zlamianie teho ukladu . zawiedzione zaufanie ...
            to chyba poczatek pytania o sens znajomosci , o jej szczerosc i to czy
            wlasciwie istnieja pobudki dla ktorych warto ja kontynuowc, przynajmniej dla
            mnie .


            pozdrawiam i zycze jak najmniej zdrad po drodze :)

            • Gość: ida Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.csk.pl / *.csk.pl 10.11.02, 14:17
              nowylogin napisała:

              > > Zdrada psychiczna to tak de facto juz nie jest zdrada, tylko koniec związ
              > ku.
              > > Przynajmniej pod wzgledem uczuciowym. Ktos kogos przestał kochać. Cóż,
              > zdarza
              > > się...
              >
              >
              > niesety zdrada psychiczna niekoniecznie oznacza koniec zwiazku ...ah gdyby to
              > wszystko bylo takie proste ..do 1 wrzesnia kocham asie , a od 2 basie ..

              Postawę "do 1 wrzesnia kocham Asie, a od 2 Basię" nazywasz zdradą psychiczną???
              Widać mamy diametralnie inne definicje tego określenia...
              A zdrada psychiczna to jest koniec związku pod wzgledem uczuciowym, jeszcze raz
              powtarzam, no chyba, że ktoś/obie strony są zainteresowane utrzymywaniem
              związku gdzie przynajmniej z jednej strony zrobiło sie zupełnie zimno...

              >
              > Żądanie od tej drugiej osoby miłości do grobowej deski jest równie
              > > irracjonalne jak żadanie wyłaczności fizycznej.
              > >
              >
              > nie chodzi o zadanie , chodzi o zwiazek dwojki ludzi , pewne
              > obietnice ,nadzieje wspolne plany , to ze w praktyce nie wystepuje zbyt
              czesto
              > nie oznacza ze to irracjonalne ..

              Może "irracjonalne" nie jest najszczęśliwszym określeniem w tym przypadku, ale
              to nie zmienia faktu, że roszczenie sobie praw do kogos (fizycznie i
              psychicznie) żadanie, że bedzie uczestniczył w planach, które sobie
              wymyśliliśmy, obietnice de facto bez pokrycia (jak mozna obiecać komuś, że się
              będzie z nim do końca życia i będzie sie go kochało do grobowej deski?)... a
              potem łzy i pretensje, bo ten ktos tych obietnic nie dotrzymał, jest...no
              dobrze znów mi się to "irracjonalne" cisnie na klawiaturę, ale powiem inaczej -
              absurdalne

              >
              > > A zdrada fizyczna?
              > > Jaki jest sens robienia z niej wielkiej tragedii? Brania tego aż tak
              > powaznie?
              > > On przespał się z jakąs inną kobietą. No i co z tego? Po co zaraz afera, ł
              > zy
              > i
              > > czarna rozpacz?
              >
              > mysle ze wszystko zalezy od pewnego ukladu . od tego jakie jest nasze
              > podejscie do zwiazku , owszem lzy rozpacz ...po co .. ale nie sadze by z
              > zalozenia mialo to jakikolwiek sens (wiec pytanie po co odpada - to tak jakby
              > pytac dlaczego drapiesz jak swedzi :))) ..jest po porstu zwykla reakcja na
              > BOL...
              > Chyba naturalne jest ze jesli kogos sie naprawde kocha to to boli , boli w
              > sercu w duszy .. dotyka ambicji . Oczywiscie jesli ktos woli otwarty zwiazek
              > prosze bardzo ..ale czesto zastawiam sie czy w otwartych zwiazkach ( otwarty
              w
              > sensie - miejmy roznych partnerow , sypiajmy zkim popadnie :) istnieje
              > naprawde milosc ...nie wiem ale ze swojego doswiadczenia i obserwacji samej
              > siebie i otoczenia dochodze do wniosku ...ze jednak gdy sie kocha dazy sie w
              > jakis stopniu do wylacznosci , ceni sie poczucie wyjatowosci ..i bycia
              wlasnie
              > w tym momencie i miejscu ta jedyna / jedynym . oczywiscie kazdy ma prawo do
              > swoich koncepcji na ten temat :))
              >
              > > Albo ja jestem nienormalna (a pewnie jestem;-),
              >
              > nie nam oceniac :)
              >
              > albo zarówno
              > > ból jaki obrzydzenie, tudzież inne takie reakcje, sa reakcjami całkowicie
              >
              > > wyuczonymi. Cos co powstaje pod wpływem obserwacji- "Aha, wszyscy znani m
              > i
              > > ludzie cierpia w takich sytuacjach, widać to jest prawidłowa reakcja, wiec
              > i
              > ja
              > >
              > > też powinnam cierpieć..." Eeee..
              >
              > nie zgodze sie, nie chodzi tu o wyuczenie czy noie , gdziez w tym logika ?
              > czyzbys dopatrywala sie w calym spolecznestwie ukrytych sklonnosci
              > masochistycznych ??

              Nie, niczego się nie dopatruję. Napisałam to przez analogię do paru innych
              sytuacji. Np. co czuje dziewczyna, która wyrasta w środowisku, które jest
              święcie przekonane i ciągle jej to powtarza, że kobieta powinna wyjść za mąż,
              wszystkie jej koleżanki są już mezatkami, a ona nic...? Nie swego rodzaju ból?
              Tak samo jest z innym "świetym przekonaniem" tzn "w czasie trwania zwiazku
              obowiązuje 100% wyłaczność fizyczna". No i co jak któregoś dnia okazuje się, że
              wyłaczność została złamana? Znowu ból. Gdyby nie było "swietego przekonania"
              nie byłoby i bólu...


              > pozdrawiam i zycze jak najmniej zdrad po drodze :)

              Wykluczasz możliwość, że człowiek, który nie ma zakodowanego w głowie tego
              przekonania o 100% wyłaczności, może być jednocześnie monogamistą
              (monogamistką, bo tu konkretnie o mnie chodzi ;-)? I to monogamistka, nie z
              przymusu, bo jakieś obietnice, przysięgi, blablabla..., ale dlatego że po
              prostu taka jest, i tak jest jej dobrze? Ale jednacześnie nic jej nie boli ani
              nie uwiera jak sie okazuje, że komuś innemu z monogamizmem nie bardzo po
              drodze...
              • nowylogin Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 11.11.02, 11:42

                > Postawę "do 1 wrzesnia kocham Asie, a od 2 Basię" nazywasz zdradą
                psychiczną???

                nie , uwazam ze w zyciu wlasnie tak niejest ze mozna ustalic takie wyrazne
                granice ... czesto kocha sie 2 osoby , lub po porstu nie wie sie co do kotrej
                sie czuje do konca :)

                > A zdrada psychiczna to jest koniec związku pod wzgledem uczuciowym, jeszcze
                raz
                >
                > powtarzam, no chyba, że ktoś/obie strony są zainteresowane utrzymywaniem
                > związku gdzie przynajmniej z jednej strony zrobiło sie zupełnie zimno...


                wlasnie to usiluje powiedziec ze nie zawsze jest tak ze zdrada psychoiczna
                powduje ze robi sie ,,zupelnie zimno"

                >
                > >
                > > Żądanie od tej drugiej osoby miłości do grobowej deski jest równie
                > > > irracjonalne jak żadanie wyłaczności fizycznej.

                nikt nie mowi o zadaniach , ale o pewnym ukladzie dwojki ludzi , gdzie dwoje
                ludzie ustalaja cos miedzy soba , i jak przystalo na dwojke doroslychludzi
                staraja sie tego dotrzymac .


                > Może "irracjonalne" nie jest najszczęśliwszym określeniem w tym przypadku,
                ale
                > to nie zmienia faktu, że roszczenie sobie praw do kogos (fizycznie i
                > psychicznie) żadanie, że bedzie uczestniczył w planach, które sobie
                > wymyśliliśmy, obietnice de facto bez pokrycia (jak mozna obiecać komuś, że
                się
                > będzie z nim do końca życia i będzie sie go kochało do grobowej deski?)

                mowisz to tak jakby w milosci byly 2 rozne storny ta jedna ktora zmusza do
                bycia w zwiazku absurdalnych obietnic , przysiegach a ta druga to biedak /
                biedaczka ktore musza brac udzial w tych wsyztskich absurdalnych
                ceregielach .. w praktyce wszystko wyglada inaczej , zwykle to 2 osoby
                obiecuja , 2 chca byc ze soba i miec wylacznosc ..dopiero po wylamaniu sie ze
                ukladu jedna osoba lubi sobie dorobic teorie , przeciez ,,nie mozesz sobie
                rosic do mnie prawa " :)


                ... a
                > potem łzy i pretensje, bo ten ktos tych obietnic nie dotrzymał, jest...no
                > dobrze znów mi się to "irracjonalne" cisnie na klawiaturę, ale powiem
                inaczej -
                > absurdalne

                masz racje pretensje moze i sa aburdalne , po co plakac skoro ,,tego kwiatu
                jest pol swiatu " ale lzy to naturalan rekacj ana bol :)
                >
                > >



                >
                > Nie, niczego się nie dopatruję. Napisałam to przez analogię do paru innych
                > sytuacji. Np. co czuje dziewczyna, która wyrasta w środowisku, które jest
                > święcie przekonane i ciągle jej to powtarza, że kobieta powinna wyjść za
                mąż,
                > wszystkie jej koleżanki są już mezatkami, a ona nic...? Nie swego rodzaju
                ból?


                wydaje mi sie ze jest pewna roznica , otoz : bol w tej sytuacji jest
                spowodowany presja otoczenia i rodziny , pewnym ukladem spolecznym a w
                przypadku zdrady chodzi o nasz bol , nasze emocje .. dostrzegasz jakis prymus
                pt ,, cierp gdy cie zdradza ? " hmm ja nie dostrzeglam wmoim srodowisku :)



                > Tak samo jest z innym "świetym przekonaniem" tzn "w czasie trwania zwiazku
                > obowiązuje 100% wyłaczność fizyczna". No i co jak któregoś dnia okazuje się,
                że
                >
                > wyłaczność została złamana? Znowu ból. Gdyby nie było "swietego przekonania"
                > nie byłoby i bólu...


                wedlug mnie nie chodzi o zadne swiete przekonanie ale o UKLAD ?zwiazek dwojki
                ludzi ... , nie chodzi oto ze ciocia frania ci mowila ze nie wolno zdradzac i
                ze mezczyzna ma byc ci wierny ale o to jaka jest twoja relacja z czlowiekiem
                ktory ponoc kiedys cie kochal :) Zreszta w gruncie rzeczy rozmijasz sie z
                prawda , w spoleczenstwie isynieje duzo wieksza aprobata dla zdrady i jej
                wybaczania wlasnie niz jej potepienie , rodzina predzej zbagatelizuje problem
                niz powie ci ,,rzuc go ,on cie zawiodl " :) nie ma swietego przekonania ze
                mezycyzna ma byc wierny kobiecie , czesto sa natomiast inne ,, on sie musi
                wyszalec " , ,,jeden skok w bok to nie zdrada itp itd " ... niestety ale
                czesciej slyszy sie ze zdrade powinno sie przetrzymac dla dobra zwiazku niz na
                odwrot , a mowie to o przecietnej polskiej rodzinie .


                >
                > Wykluczasz możliwość, że człowiek, który nie ma zakodowanego w głowie tego
                > przekonania o 100% wyłaczności, może być jednocześnie monogamistą
                > (monogamistką, bo tu konkretnie o mnie chodzi ;-)? I to monogamistka, nie z
                > przymusu, bo jakieś obietnice, przysięgi, blablabla..., ale dlatego że po
                > prostu taka jest, i tak jest jej dobrze? A

                gdzie to wykluczam ? wlasnie nie wykluczam pozatym ... przez obietnice ,
                przysiegi - nie mam namysli wyznan przyksiezycu etc .. ale wychodze z
                zalozenia ze zwiazek tworza dojrzali ludzie i oni nie obiecuja,przysiegaja ble
                ble ale cos miedzy soba w jakis sposb ustalaj . Bycie wiernym dlatego bo
                przysiegalem bo ociebcywalem nigdy sie nie sprawdzi , czlowiek musi chciec
                inaczej zadne obietnice nie pomoga .


                le jednacześnie nic jej nie boli ani
                > nie uwiera jak sie okazuje, że komuś innemu z monogamizmem nie bardzo po
                > drodze...

                no nie wiem , rozumiem brak lez , rozpaczy , etc -nie kazdy lubi histeryczne
                rekacje na problem :)) ale mnie by jednak chyba zabolo.. jesli naprawde bym
                kochala :)



                • Gość: ida Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.csk.pl / *.csk.pl 11.11.02, 14:03
                  nowylogin napisała:

                  >
                  > > Postawę "do 1 wrzesnia kocham Asie, a od 2 Basię" nazywasz zdradą
                  > psychiczną???
                  >
                  > nie , uwazam ze w zyciu wlasnie tak niejest ze mozna ustalic takie wyrazne
                  > granice ... czesto kocha sie 2 osoby , lub po porstu nie wie sie co do kotrej
                  > sie czuje do konca :)


                  No to przepraszam, może piszę to za bardzo z własnej perspektywy. Nie
                  przypominam sobie sytuacji, żebym nie wiedziała co do kogo czuję do końca.
                  z nim do końca życia i będzie sie go kochało do grobowej deski?)


                  >
                  > mowisz to tak jakby w milosci byly 2 rozne storny ta jedna ktora zmusza do
                  > bycia w zwiazku absurdalnych obietnic , przysiegach a ta druga to biedak /
                  > biedaczka ktore musza brac udzial w tych wsyztskich absurdalnych
                  > ceregielach .. w praktyce wszystko wyglada inaczej , zwykle to 2 osoby
                  > obiecuja , 2 chca byc ze soba i miec wylacznosc ..dopiero po wylamaniu sie ze
                  > ukladu jedna osoba lubi sobie dorobic teorie , przeciez ,,nie mozesz sobie
                  > rosic do mnie prawa " :)

                  tylko, że ja twierdzę, że to teoria "nie możesz sobie rościć do mnie prawa"
                  była "najpierw", a wszelkie uklady o wyłączności powodują jej pogwałcenie i są
                  z góry skazane na niepowodzenie... Czyli, że prędzej czy później ktoś sie
                  bedzie chciał wyłamać... Oczywiście, jak to w zyciu, są też wyjątki.



                  > masz racje pretensje moze i sa aburdalne , po co plakac skoro ,,tego kwiatu
                  > jest pol swiatu " ale lzy to naturalan rekacj ana bol :)

                  Po co płakać NIE dlatego, że "tego kwiatu pół światu", ale dltego, że gdy się
                  ma absurdalne oczekiwania wobec innych osób, to zawód się ma jak w banku. Po co
                  płakać, skoro wystarczyłoby sobie to uzmysłowić?



                  > wedlug mnie nie chodzi o zadne swiete przekonanie ale o UKLAD ?zwiazek dwojki
                  > ludzi ... , nie chodzi oto ze ciocia frania ci mowila ze nie wolno zdradzac i
                  > ze mezczyzna ma byc ci wierny ale o to jaka jest twoja relacja z czlowiekiem
                  > ktory ponoc kiedys cie kochal :) Zreszta w gruncie rzeczy rozmijasz sie z
                  > prawda , w spoleczenstwie isynieje duzo wieksza aprobata dla zdrady i jej
                  > wybaczania wlasnie niz jej potepienie , rodzina predzej zbagatelizuje problem
                  > niz powie ci ,,rzuc go ,on cie zawiodl " :) nie ma swietego przekonania ze
                  > mezycyzna ma byc wierny kobiecie , czesto sa natomiast inne ,, on sie musi
                  > wyszalec " , ,,jeden skok w bok to nie zdrada itp itd " ... niestety ale
                  > czesciej slyszy sie ze zdrade powinno sie przetrzymac dla dobra zwiazku niz
                  na
                  > odwrot , a mowie to o przecietnej polskiej rodzinie .

                  Ależ ja wcale nie mówię o aprobacie czy braku aprobaty dla zdrady. Tym
                  bardziej, że w moim słowniku słowo "zdrada" wogóle nie funkcjonuje. Z tej
                  prostej przyczyny, że nie oczekuję tej wyłaczności. Trudno jest zdradzić kogoś
                  kto nie ma oczekiwań w tej materii. Jeśli on przespał sie z inna kobietą to
                  znaczy, że przespał się z inną kobietą, i tyle.

                  > gdzie to wykluczam ? wlasnie nie wykluczam pozatym ... przez obietnice ,
                  > przysiegi - nie mam namysli wyznan przyksiezycu etc .. ale wychodze z
                  > zalozenia ze zwiazek tworza dojrzali ludzie i oni nie obiecuja,przysiegaja
                  ble
                  > ble ale cos miedzy soba w jakis sposb ustalaj . Bycie wiernym dlatego bo
                  > przysiegalem bo ociebcywalem nigdy sie nie sprawdzi , czlowiek musi chciec
                  > inaczej zadne obietnice nie pomoga .

                  A czym się różni to ustalanie od obiecywania? Pare zdań wyżej mówisz jednak o
                  obiecywaniu...



                  > no nie wiem , rozumiem brak lez , rozpaczy , etc -nie kazdy lubi histeryczne
                  > rekacje na problem :)) ale mnie by jednak chyba zabolo.. jesli naprawde bym
                  > kochala :)

                  Tu wcale nie chodzi o histeryczne reakcje na problem. Zwłaszcza w układzie
                  kiedy to coś co Ty postrzegasz jako "problem" wcale problemem nie jest.
                  Gdzie leży różnica między "kochać naprawdę" a "kochać nie naprawdę/(na niby?)"?
                  • nowylogin Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 12.11.02, 15:59

                    >
                    >
                    > No to przepraszam, może piszę to za bardzo z własnej perspektywy. Nie
                    > przypominam sobie sytuacji, żebym nie wiedziała co do kogo czuję do końca.

                    no a jednak czasem sie zdarza .

                    > > mowisz to tak jakby w milosci byly 2 rozne storny ta jedna ktora zmusza do
                    >
                    > > bycia w zwiazku absurdalnych obietnic , przysiegach a ta druga to biedak /
                    >
                    > > biedaczka ktore musza brac udzial w tych wsyztskich absurdalnych
                    > > ceregielach .. w praktyce wszystko wyglada inaczej , zwykle to 2 osoby
                    > > obiecuja , 2 chca byc ze soba i miec wylacznosc ..dopiero po wylamaniu sie
                    > ze
                    > > ukladu jedna osoba lubi sobie dorobic teorie , przeciez ,,nie mozesz sobi
                    > e
                    > > rosic do mnie prawa " :)
                    >
                    > tylko, że ja twierdzę, że to teoria "nie możesz sobie rościć do mnie prawa"
                    > była "najpierw", a wszelkie uklady o wyłączności powodują jej pogwałcenie i

                    > z góry skazane na niepowodzenie...

                    no coz , chyba wymaganie w zwiaku zwyklej lojalnosci nie jest niczym zlym. to
                    ze jestes komus wierna nie znaczy ze ma on do Ciebie prawo :)
                    Zreszta jesli ktos naprade nie chce byc z kims to czemu nie zerwac najpierw ?
                    apotem wiazac sie zkimklowiek innym ??? to rozumiem dokonlae i wtedy zadna ze
                    stron rzecyziwsice nie ma co czuc sie pokrzywdzona .. ale w trakcie ? to po
                    porstu nie jest uczciwe i tyle :)

                    >
                    > Po co płakać NIE dlatego, że "tego kwiatu pół światu", ale dltego, że gdy
                    się
                    > ma absurdalne oczekiwania wobec innych osób, to zawód się ma jak w banku. Po
                    co
                    >

                    absurdalne jest toz e podczasbycia z kims oczekuejsz wiernosci ?? nie chodzi o
                    oczekiwanie wiernosci do grobowej deski , do 2014 czy cokolwiek .. ale podczas
                    bycia z kims , oczekiwanie wiernosci jest jaknajbardziej zorozumiale.ktos nie
                    chce z nami byc - ok , wporzadku ..ale zdradzanie to dla mnie cos bardzo
                    dziecinnego i swiadczacego o niedojrzalosci .

                    >
                    > Ależ ja wcale nie mówię o aprobacie czy braku aprobaty dla zdrady. Tym
                    > bardziej, że w moim słowniku słowo "zdrada" wogóle nie funkcjonuje. Z tej
                    > prostej przyczyny, że nie oczekuję tej wyłaczności. Trudno jest zdradzić
                    kogoś
                    > kto nie ma oczekiwań w tej materii. Jeśli on przespał sie z inna kobietą to
                    > znaczy, że przespał się z inną kobietą, i tyle.

                    to twoje zycie i ty ustalasz granice :) wiec jesli czujesz sie z tym
                    szczesliwa to ok :)


                    > A czym się różni to ustalanie od obiecywania? Pare zdań wyżej mówisz jednak
                    o
                    > obiecywaniu..

                    nie rozumiesz.. wedlug mnie wwiernosc w zwiazku najogolniej mowiac wynika z
                    pewnych ustalen w tym wlasnie zwiazku .. i te obietnice jesli takowe mialyby
                    byc ..(choc przeciez nie musza , partnerzy moga o tymnajzwyczajniej w swiecie
                    pomowic :)) musza wynikac z pewnego przekonania --> z ktorego wynika takze
                    uklad :)

                    ,,obiecywanie " i ,,przysiegi" sa niczym jesli nie idzie za nimi przekonanie ,
                    i chec :)
                    >
                    >
                    >
                    > > no nie wiem , rozumiem brak lez , rozpaczy , etc -nie kazdy lubi histerycz
                    > ne
                    > > rekacje na problem :)) ale mnie by jednak chyba zabolo.. jesli naprawde by
                    > m
                    > > kochala :)
                    >

                    Tu wcale nie chodzi o histeryczne reakcje na problem. Zwłaszcza w układzie
                    > kiedy to coś co Ty postrzegasz jako "problem" wcale problemem nie jest.

                    dla ciebie nie , co nie znaczy ze dla wszystkich nie jest , przekadza ci ze
                    inni nie aprobuja zdrady ws woich zwiazkach ?

                    > Gdzie leży różnica między "kochać naprawdę" a "kochać nie naprawdę/(na
                    niby?)"
                    > ?

                    czasem ludzia wydaje sie ze kochaja :) to bardzo powszechne ..ale nie mi
                    oceniac .kazdy wie najlepiej co czuje :)

                    pozdrawiam :)
      • Gość: ren.pan Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.02, 16:31
        A czy nie sądzisz ,że od fascynacji fizycznej zaczyna się zdrada.
        Będąc z kimś w stałym związku dzielisz z nim swoje życie ,dobre i złe momenty,
        a często finanse. Napewno oczekujesz od niego wsparcia w każdej sytuacji.
        Natomiast gdy Twój partner ogląda się za inną osobą przestaje się interesować
        Twoimi sprawami. Zostajesz samotnie w całej tej zabawie. Tracisz to na czym
        opierało się Twoje życie uczuciowe.
        Pozdrawiam.
        • Gość: Malwina Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.w.club-internet.fr 14.11.02, 17:04
          na fascynacji fizycznej ????????????????????????????????????????????
    • Gość: HAga Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.02, 18:58
      Widać z dyskusji,że żaden z Was nie został zdradzony.Cieszę się,że nie
      doświadczyliscie tego najgorszego!Zostaje się zranionym tak głęboko,że wręcz
      nie sposób o tym mówić.To BOLI,jak bardzo! Im większa miłość od drugiej osoby
      Ntym głębsza rana.Nie tylko chce się wyć,ale w samotnosci robi się to szukając
      winy w sobie za to co się stało i jest się zdumionym,ze zrobiła to osoba
      obdarzona głębokim zaufaniem wobec której było się ślepym w
      zakochaniu,lojalnym,uczciwym i którego kłamstwa (dwie delegacje
      tygodniowo,narady przeciągające się do póżna wieczorem,wyjazdy w teren) budziły
      jedynie myśl o przepracowaniu,nie nasuwają żadnych podejrzeń.Nie chcę i nie
      mogę o tym dalej pisać.
      • Gość: Mevillian Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.blich.krakow.pl 09.11.02, 15:19
        Gość portalu: HAga napisał(a):

        > Widać z dyskusji,że żaden z Was nie został zdradzony.Cieszę się,że nie
        > doświadczyliscie tego najgorszego!Zostaje się zranionym tak głęboko,że wręcz
        > nie sposób o tym mówić.To BOLI,jak bardzo!

        To boli. bardzo. nawet w sensie fizyczym boli.
        wiem, kilka przypadkow w zyciu mialam, ze strony facetow. i rzeczywiscie,
        pojawia sie fizyczne obrzydzenie, nawet w chwili, gdy ten ktos mowil: "to byl
        tylko seks". Nikomu tego nie zycze, zwlaszcza, jak ma podejscie do zwiazku
        takie, jak ja kiedys - calkowite oddanie, zaufanie, wrecz zaslepienie.
        HAgo - ...rozumiem i wspolczuje.
        pozdrawiam.
        mevillian
    • Gość: weronika Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.pik / *.kopernik.gliwice.pl 09.11.02, 19:38
      pastwa myślę że możesz znależć partnerkę dla siebie, jest wiele kobiet które podzielaja twój pogląd w tej
      kwesti
      ja osobiscie jestem wierna i wiernosci oczekuje. Nie czuje sie żadna niewolnicą takiego układu tylko to
      co mam mnie satysfakcjonuje. Owszem był taki okres kiedy powiedzmy szukałam boku, ale wynikało to z
      problemów w związku. Problemy zniknęły wieć problem tez zniknął.
      Czemu nie chcemy byc zdradzeni?
      Mysle ze burzy poczycie bezpieczenstwa i stałosci, bije w naszą wiarę w siebie, poza tym chcoby
      podswiadomie obawiamy sie chorób
    • Gość: Nati Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.11.02, 22:17
      wierność jest nawet biologicznie absourdalna. Człowiek nie jest z natury
      momogamiczny..a juz napewno nie facet...im wcześniej to się zrozumie tym mniej
      będzie potem rozczarowań...druga osoba jest odrębną częścią wszechświata, nie
      możemy jej mieć na własnośc, zresztą po co?

      • Gość: linda Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.zab.cdp.pl, / *.kat.cdp.pl 10.11.02, 12:28
        Teoretycznie popieram Ciebie,Pastwę i Idę w 100%
        Teoretycznie - bo nigdy nie zdradziłam mego lubego
        i nic mi nie wiadomo o jego zdradzie (jesteśmy razem 12lat).
        Nie znam też w moim otoczeniu ani jednego przykładu
        związku w którym świadomie akceptuje się wolność seksualną partnera.
        Jestem b.ciekawa czy w praktyce może to rzeczywiście tak świetnie
        funkcjonować jak by to mogło wynikać z logicznego myślenia.
        Pozdrawiam :)
        • saana do zdradzonych i nie tylko 10.11.02, 14:02
          ja rowniez nie znam zwiazku wolngo i byc moze ze nie mozna wszystkiego
          przelozyc na jezyk logiki. Napisalam ten post z lekka obawa jak zostanie
          przyjety. zaczelam sie zastanawiac dlaczego? a nie szukac usprawiedliwienia
          dla zdrady. Wspolczuje osobom ktore przezywaja bol z powodu zdrady. I
          domyslam sie, ze trudno zdystansowac sie do tej sytuacji. Ale gdybyscie tak na
          chwile staneli obok i sprobowali napisac co boli i dlaczego. Milosc wlasna, czy
          milosc do drugiego czlowieka a moze.... notabene zauwazylam, ze ktos napisal
          ze czuje do osoby zdradzajcej fizyczna odraze.
          PS dziekuje za wszystkie posty,
          • joanna_1 Re: do zdradzonych i nie tylko 10.11.02, 17:22
            Swego czasu wiele razy stawałam obok siebie, dystansowalam się wyrabiając w ten
            sposób 200% normy i wiele rzeczy stało się prostrzymi do zrozumienia w swej
            istocie.
            Pytasz się co boli i dlaczego.To jak bardzo boli, wielu już tu opisało - boli,
            aż do żywego, ból psychiczny szybko przeradza się w ból fizyczny.
            Najbardziej boli moja miłość skierowana do mojego partnera. Moja nieporadna
            miłość, kulawa, przyślepa, niedoskonała, nie taka jaką sobie partner wyobrażał,
            że będę go obdarowywać.Słowem boli mnie moja własna nieudolność, ktora w sferze
            miłości do osoby znalazła swoje tragiczne ujście. Zrzucanie cięzaru jarzma tej
            nieudolności na druga osobę jest chyba tylko buforem pomiędzy niezaspokojonym
            poczuciem krzywdy a genezą konfliktu w związku. Najważniejsze, by wyciągnąc
            konstruktywne wnioski z przykrych doswiadczeń, nauczyc sie postrzegać swiat
            oczami partnera, nie rezygnując przy tym z własnych zasad i wartości.Wymaga to
            sporo pracy, ale kto powiedział, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie.
        • tusiaz Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 12.11.02, 11:30
          Gość portalu: linda napisał(a):


          > Nie znam też w moim otoczeniu ani jednego przykładu
          > związku w którym świadomie akceptuje się wolność seksualną partnera.


          I slusznie bo wiekszości związków partnerzy zachowujują wierność ,o
          krótkotrwałej wiernosci mowimy często w przypadku romansów nawet gdyby to miała
          być tylko wierność psychiczna.
          Wolnośc seksualną można chyba uzyskac w przypadku
          czerpania przyjemnosci fizycznej,seksualnej z tego typu relacji,
          pragnienia swobody dla siebie (znudzenie w stałym zwiazku),dając ją chcemy
          sami z niej korzystac,z braku miłosci lub jej wygaśnięcia.Łatwiej zaakceptować
          ową wolnosc w stosunku do osoby z którą nie jestesmy w związku,jesteśmy wtedy
          bardziej wyrozumiali...

          I nie twierdzę ,że wolnosc seksualna jest zła,bo każdy robi w swoim zyciu co
          chce i jezeli lubi to nikomu nic do tego,chyba ,że kogos sie tym zachowaniem
          rani.
          A dlaczego nie chcemy byc zdradzani....bo chcemy być najważniejsi dla swojego
          partnera,chcemy wyłacznosci (,bez względu na to ,czy sie to komuś podoba czy
          nie),bo miłośc jest zaborcza...,bo najnormalniej w swiecie nie chcemy
          by ,któregos dnia ta ukochana osoba poprostu odeszła...,obdarowała uczuciem
          miłości kogos innego.A zdrada uderza bezpośrednio w osobę zdradzana w jej
          godnosc,spycha ja na pozycje osoby przegranej,
          nie potrafiącej byc na tyle dobrej by zatrzymac przy sobie partnera,i dotyczy
          to zarówno zdrady fizycznej i psychicznej.

          • Gość: Ab Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 12:40
            Masz rację TUZIS Boimy się odrzucenia,boimy się samotnościi zastanawiamy się
            dlaczego tak się stało.Ponieważ jesteśmy istotą mającą uczucia.Nie jesteśmy
            mechanicznymi zabawkami do nakręćania,które mają kochaćdo momentu aż sprężyna
            nakręcająca mechanizm pracuje,albo zabawka znudzi się.Poza tym zadajemy sobie
            cierpienie nie potrafiąc wytłumaczyć dlaczego tak się stało i jak mogła nas
            zawieść osoba w sumie najbliższa i najdroższa.I kto tu nie dorósł.^Tak ! Zdrada
            to niedojrzałość emocjonalna,poszukiwanie .....,a w sumie biedno/głupi ten
            partner szukając czegoś innego,które na początku poza podniesieniem
            adrenaliny okazuje się.... No własnie czym ? W moim odczuciu klęską.Niech sobie
            zdradzający zada pytanieCo zyskał,a co stracił.
      • tusiaz Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 12.11.02, 10:43
        Gość portalu: Nati napisał(a):

        > wierność jest nawet biologicznie absourdalna. Człowiek nie jest z natury
        > momogamiczny..a juz napewno nie facet...im wcześniej to się zrozumie tym
        mniej
        > będzie potem rozczarowań...druga osoba jest odrębną częścią wszechświata, nie
        > możemy jej mieć na własnośc, zresztą po co?
        >
        >
        Pewnie pod warunkiem ,że odczłowieczymy mężczyznę i sprowadzimy do pozycji
        bezrozumnego zwierzęcia targanego przez popęd seksualny...........
        Wszystko zależy od dobrej woli i nie musi sie wiazać z posiadaniem......
        • Gość: inka_sama człowiek - istota rozumna?... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.11.02, 14:25
          > Gość portalu: Nati napisał(a):
          > wierność jest nawet biologicznie absourdalna. Człowiek nie jest z natury
          > momogamiczny..a juz napewno nie facet...im wcześniej to się zrozumie tym
          > mniej będzie potem rozczarowań...druga osoba jest odrębną częścią
          > wszechświata, nie możemy jej mieć na własnośc, zresztą po co?

          tusiaz napisała:
          > Pewnie pod warunkiem ,że odczłowieczymy mężczyznę i sprowadzimy do pozycji
          > bezrozumnego zwierzęcia targanego przez popęd seksualny...........
          > Wszystko zależy od dobrej woli i nie musi sie wiazać z posiadaniem......

          Tusiu! Masz rację ile razy czytam że faceci "juz tak mają" to mam ochotę pytać
          która głową oni w takim razie myślą?... To tylko wymówka by usprawiedliwiać
          swoje słabości, czyz nie? A co do natury - to nawet wsród zwierząt istnieje
          wierność po śmierć - a nawet dalej. Wybieramy zwykle te przykłądy które nam
          pasują i to w każdej dziedzienie , nie tylko w seksie.
          Chęć BYCIA RAZEM nie musi oznaczać chęci POSIADANIA. To umiejętność dawania - i
          brania. Także poczucia bezpieczeństwa - ja je tworze i je przyjmuję. Wierność
          jest dla mnie jednym z warunków zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ale...
          Nie wykluczałam nigdy że któreś z nas może zdradzić - nie że mu wolno ale że
          każdemu zdarza sie potknąć i "nigdy nie mów nigdy". Ale my rozmawialismy o
          tym - nie na zasadzie przyzwolenia bo tego żadne z nas nie chciało - ale na
          zasadzie jak byśmy postapili gdyby... I wiem jedno - byłoby ciężko ale
          wybaczyłabym! Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać. Dochowaliśmy sobie
          wierności aż do końca. I nie było to żadne wyrzeczenie...

          Czy rozmawiacie ze swoimi partnerami o zdradzie ZANIM cokolwiek takiego ma
          miejsce??? czy wiecie od nich co oni o tym myślą - i czy oni wiedzą co wy
          sądzicie?
    • Gość: Zdzichu Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 10.11.02, 20:49
      A mi się pomyślało tak samo jak Tobie :)
    • gso dlaczego... ? poszukajmy w słowniku 12.11.02, 13:43
      Poszukajmy w słowniku co oznacza słowo zdradzać, zdrada ...
      Znaczenie tego słowa jest zupełnie jednoznaczne i nie moge sie zgodzić z nową
      treścią, którą w wielu wątkach chce się w nie wtłoczyć :
      "Poszukiwanie szczęścia"
      • pastwa Re: dlaczego... ? poszukajmy w słowniku 12.11.02, 13:59
        gso napisała:

        > Poszukajmy w słowniku co oznacza słowo zdradzać, zdrada ...
        > Znaczenie tego słowa jest zupełnie jednoznaczne i nie moge sie zgodzić z nową
        > treścią, którą w wielu wątkach chce się w nie wtłoczyć :
        > "Poszukiwanie szczęścia"

        Owo "wtłaczanie" nowej tresci wynika z tego, ze słowo zdrada jest automatycznie
        kojarzone z przespaniem sie z kims spoza zwiazku, co nie koniecznie musi byc
        zdradą przeciez. Wszystko zalezy od przyjetych wczesniej postanowien. Zauwaz
        tez, ze inaczej jest traktowana zdrada "łózkowa", a inaczej najpewniej wielu
        podejdzie do zdradzenia np. tajemnicy przez kogos bliskiego. Pytanie teraz,
        dlaczego ta ostatnia forma zdrady wywołuje o wiele mniejsze emocje i
        obrzydzenie ?
        • gso Re: dlaczego... ? poszukajmy w słowniku 12.11.02, 14:18
          pastwa napisał:

          > Wszystko zalezy od przyjetych wczesniej postanowien.

          Święte słowa. Chodzi wszak nie o tytuł własności "na osobę", ale dochowanie
          wierności pewnym ideałom, które jak rozumiem kierują naszymi postanowieniami.
        • Gość: inka_sama Re: dlaczego... ? poszukajmy w słowniku IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.11.02, 14:37
          pastwa napisał:
          > Zauwaz tez, ze inaczej jest traktowana zdrada "łózkowa", a inaczej
          > najpewniej wielu podejdzie do zdradzenia np. tajemnicy przez kogos bliskiego.
          > Pytanie teraz, dlaczego ta ostatnia forma zdrady wywołuje o wiele mniejsze
          > emocje i obrzydzenie ?

          No nie wiem Pastwo!
          We mnie obrzydzenie budzi rónież ta druga zdrada - może nawet większe, zalezy
          od okoliczności tych zdrad!
          Bo inaczej potraktowałambym zdrade - przespanie się z kimś bo nagle zawiodły
          hamulce, okoliczności - i jest chęć naprawy, świadomość ze zawiodło się i
          niechęć do "powtórki", niesmak itd. - u zdradzającego. A zdradzenie tajemnicy?
          Co? Korzyści? Chęć dokopania komus? Forsa?
          Jakoś gorzej bym to widziała.
          No ale facet/kobieta co zdradza na prawo i lewo bo tak chce i nic go nie
          obchodza uczucia osoby zdradzanej - niech nie zdradza! Niech uczciwie powie =
          to koniec, rozstańmy się bo to nie ma sensu, nie spełnie twych oczekiwań bo to
          odbiera mi wolność. Przynajmniej nie będzie oszustem.
          A nie taki wariant - żona i dzieci w domu, wikt i opierunek itpd. - a na boku
          kochanka- odpoczynek wojownika... Fuj! Śmierdzący tchórz. No chyba że to
          świadomy wybór żony, że wie ale godzi się na to. Ale to też o niej świadczy...
          • matrek Zgadzam się (n/t) 13.11.02, 14:51

        • matrek Re: dlaczego... ? poszukajmy w słowniku 13.11.02, 14:49
          pastwa napisał:

          >... a inaczej najpewniej wielu
          > podejdzie do zdradzenia np. tajemnicy przez kogos bliskiego. Pytanie teraz,
          > dlaczego ta ostatnia forma zdrady wywołuje o wiele mniejsze emocje i
          > obrzydzenie ?


          A wywołuje mniejsze ? To zależy od stopnia "tajemniczości" tajemnicy. Są
          tajemnice i tajemnice. Mniej i bardziej osobiste. Zdrada łóżkowa, jeśli o niej
          mówimy, jest zdradą czegoś najbardziej osobistego, najbardziej intymnego. To
          coś co odpowiada zdradzie najściślej skrywanej i najistotniejszej dla nas
          tajemnicy.
    • tusiaz Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 12.11.02, 23:36
      Coś na koniec...,to nie kobiety wymyśliły instytuje małżenstwa by usidlić
      nieszczęsnego faceta. :)
      Kiedyś czytałam ksiażke jakiegos amerykańskiego antropologa ,który zajmował
      się badaniem zycia ludzi pierwotnych.Było tam parę teorii,z którymi mozna było
      sie nie zgodzić,ale nie mnie to osadzać bo za glupia w tej materii jestem.
      Jedna taka teoria jest bardzo prawdopodobna,a dotyczy pierwotnych zwiazków
      niby malżeńskich... mianowicie..
      Wszystko krąży wokoł nieszczęsnych cech genetycznych,które łącząc się w różnych
      konfiguracjach ,w efekcie dają zdrowe ,dorodne potomstwo.
      W takiej pierwotnej osadzie,osobnicy o najbardziej poszukiwanych cechach,
      najcześciej wyruszali na łowy..,i co wtedy....W wiosce zostawali osobnicy
      słabsi,o cechach potrzebnych do codziennego funkcjonowania osady.
      Gdyby to oni płodzili potomstwo z kobietami w wiosce,po jakimś czasie
      populacja byłaby słabsza,mniej odporna na choroby ,itp......dlatego.....
      Wymyślono,że na wspaniałego ,męskiego,dzielnego wojownika będzie czekała
      jego zdrowa kobieta,mogąca rodzić wspaniałe dzieci z cechami pozwalającymi na
      przetrwanie.
      Częste sypianie z wieloma kobietami w osadzie ,tez nie było dobrym pomysłem
      bo szybko by doszło do "spotkania się " tych samych genów.Co innego..
      inna osada...,z innymi kobietami,a że kontakty przynajmmniej na początku były
      raczej utrudnione...

      Tyle na wesoło...,uważam ,że i kobieta i mężczyzna jeśli chcą
      potrafią dotrzymać wiernosci partnerowi.Ale gdyby wszyscy byli tacy porzadni
      najstarszy zawód świata przestałby istnieć......,a ma się dobrze...
      Uwazam tez ,że nie ma ludzi doskonałych i choć zdrada bardzo boli,czasami
      warto wybaczyć,zaufać raz jeszcze i dać drugą szansę .Wyrzuty sumienia
      mogą być najlepsza nauczką,na dodatek nie do zmazania.

      Podobno najprościej wybaczamy błędy ,które sami popełniliśmy, bo wiemy jak to
      wyglądało z naszej strony,co je spowodowało...
      • malwinamalwina Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 12.11.02, 23:49
        odrobina uczciwosci :
        nie chcemy byc zdradzani bo pragniemy byc ta jedna jedyna istota , najlepsza,
        najwspanialsza, najinteligentniejsza, najpiekniejsza w sumie JEDYNA wyrozniona.

        (zupelnie tak jak dziecko mamusi/tatusia ;-)))
        zagubiony raj.....
    • Gość: carduus Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: proxy / 10.30.1.* 13.11.02, 09:16
      Przecież każdy z nas chciałby być JEDYNYM/JEDYNĄ (ten Twój altruizm, Pastwo
      wydaje mi się tak idealny, że chyba aż nierzeczywisty)). A zdrada jest dla nas
      po prostu dowodem na to, że tak nie jest. Dlatego boli. To przykre przekonać
      się, że nie przestaliśmy być na tyle interesujący, fascynujący, wspaniali, że
      ten wymarzony szuka czegoś innego. I tyle.
      Uważam jednak, podobnie jak niektórzy tutaj, że znacznie gorsza do przełknięcia
      jest zdrada psychiczna. Czym innym jest bowiem pojedynczy skok w bok (za dużo
      alkoholu, przyćmione światło, przystojna pokusa, jak dodamy jeszcze - choćby
      chwilowe i bezpodstawne- poczucie osamotnienia, to "katastrofa" gotowa) a czym
      innym trzyletni romans i podwójne życie.
      Ale nawet taki pojedynczy wyskok boli. Może również dlatego, że - przynajmniej
      dla większości z nas - uprawianie seksu należy do czynności intymnych, a jest
      rzeczą bezsporną, że do uczestnictwo w takowych chcemy zachować tylko dla
      wybranych, często właśnie JEDYNYCH. Zdrada jest w pewnym sensie "rozszerzeniem"
      grona osób, które dopuszczamy do uczestnictwa w czynności intymnej. I nie ma tu
      wielkiego znaczenia, że "oczy nie widzą". Fakt, jest faktem.
      A poza tym, nie jest pozbawione sensu stwierdzenie, że to podobnie jak z tym
      myciem zębów: nikt nie lubi, gdy ktoś inny używa jego osobistej szczoteczki))

      carduus
      • Gość: Aa Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.02, 12:58
        Ująłeśw słowa to czego nie potrafiłabym tak pięknie powiedzieć o sprawach dla
        każdego zdradzonego tak bolesnych.Poczułam zdradę jako stracone chwile ze
        wspólnego życia (które miały być portem omijanym przez wszystkieg burze)Gdyby
        chwile "tokowania" przeznaczył partner na zabiegi,dowody miłości dla
        partnera"domowego ogniska" służyłoby to na pewno odwzajemnieniu zabiegów i
        scementowało ognisko domowe.Tak zaczyna się zdrada,że któryś z partnerów po
        prostu sobie odpuszcza,.a potem lawinowo idzie dalej.Bo któż nie lubi
        przybierać innej skóry i być podziwianym,....itp itd
    • matrek Bo zdrada godzi w nasze ego 13.11.02, 14:39
      Rani naszą miłość własną, poczucie własnej wartości, równa z poziomem gruntu
      nasze uczucia, czyni je mało istotnimi - niewiele wartymi, zadaje kłam naszemu
      poczuciu własności czyjegoś ciała, czy duszy (jeśli mówimy o zdradzie
      emocjonalnej), wyrywa z korzeniami cząstkę naszej własnej duszy, czy - na
      koniec - kala wartość naszego własnego wcześniejszego seksu z osobą
      zdradzającą. Nie w sensie jakości tego seksu, lecz emocjonalnym.

      To tyle, IMO, ale choć z całą pewnością część z tego co napisałem jest wspólna
      dla wszystkich, jednak każdy będzie przeżywał zdradę na swój własny sposób.
      • matrek P.S. Paradoksalnie... 13.11.02, 14:44
        W związku z tym że zdrada rani ego zdradzanego, sposobem na neutralizację bólu
        wywołanego zdradą jest - wydaje mi się - podbudowanie poczucia własnej
        wartości. Nie koniecznie nawet w sferze stosunków z drugą płcią. Odbudować
        poczucie własnej wartości można na m8ilion sposobów i każdy jest dobry.

        Coś na zasadzie zdrowej złości - "ja mu (jej) pokaże, ile jestem warta(y)"
    • Gość: Nati Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 21:48
      nie zaznaczyłam, że miałam na mysli czysto "łóżkową" zdradę. np. po pijanemu na
      imprezie. I mi chodzi tylko o to, że jak już się stało to chcę wiedzieć, bo
      przecież to ja jestem pania jego serca, a tamtej imienia na drugi dzień nie
      będzie pamietał.
      • saana prostytutka a kochanka 19.11.02, 14:02
        w ktoryms z postow pojawilo sie stwierdzenie ,ze gdyby zdrada nie istniala nie
        istnial by tez ten najstarszy zawod.
        Czy wizyta u prostytutki to tez zdrada? To nie kochanka i nie przygodna noc..
    • atlantis75 Re: dlaczego nie chcemy byc zdradzani... 19.11.02, 16:11
      Saana, ja myślę, że nie chcemy być zdradzani, bo zdrada to
      oszustwo. Mnie nie obrzydza myśl o moim narzeczonym w
      ramionach innej kobiety, tylko fakt, że mogłabym żyć w
      nieświadomości, że zostałam zdradzona... Dlatego (chociaż
      mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie!) powiedziałam
      mojemu ukochanemu, że jeżeli gdzieś-kiedyś coś takiego by
      się stało, to ma mnie nie oszukiwać tylko szczerze mi
      powiedzieć...

      Zdrada to nie dosłownie przespanie się z kimś, ale
      złamanie przysięgi wierności, oszukanie bliskiego
      człwoieka, skrzywdzenie go poprzez pdeptanie uczuć i
      zaufania. Gdyby jednak pójście do łóżka wynikło z
      obopólnej zgody partnerów (żona akceptuje seks męża z
      innymi kobietami i vice versa) - to nie jest już zdrada.

      Zdrada nie łączy się dla mnie z przyjemnością, ale z
      utratą bezpieczeństwa.

      Pozdrawiam. Atlantis

      P.S
      Jeżeli powtarzam czyjeś poglądy to całkiem nieświadomie.
      Nie miałam czasu przeczytać wszystki postów.




      saana napisała:

      > wilki sa sobie bardzo wierne, wynika to ze sposobu w jaki zyja. Gdyby doszlo
      > do rywalizacji miedzy samcami rozbilo by to jednosc watachy, razem zerujacej
      > zima. Skrajny przypadkiem sa malpy, samica zeby byc zaakceptowana w stadzie
      > musi przypodobac sie wszystkim innym czlonkom stada uprawiajac seks z kazdym
      > samcem. ..
      > a TERAZ ludzie, nie chcemy byc zdradzani, wiernosc jest wazna itd itd.
      > Ale..Ja w moim malym mozgu jak wyobrazam sobie Jego z inna kobieta w intymnej
      > sytuacji to napawa mnie obrzydzeniem i to perwsze przychodzi mi do glowy. brr
      > chyba nie moglabym go po tym dotykac najnormalniej bym sie brzydzila.
      > Wzgledy inne, typu zdradzil oszukiwal itd itd to oczywiscie byloby szokiem
      > ale chyba takim wyuczonym gleboko zakorzenionym przez kulture, racje moralne
      > wszystko wyuczone...bo prawdziwe byloby te fizyczne obrzydzenie. Tak mi sie
      > wlasnie pomyslalo a jak Wam sie mysli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka