paralela
08.11.02, 19:45
Zabiegał o Nią, aranżował spotkania. Ona nie była do tego przekonana. Teraz
są sobie bliscy: nie przyjaciele, nie znajomi, razem od miesiąca, udany seks.
Nie ma wielkich słów o miłości, uczuciach.
Nie wiedzą co z tym zrobić. Gdyby chcieli, mogliby ze sobą zamieszkać (on to
sugerował jakoś zawsze), ale z chwilą, kiedy ona stała mu się przychylna
zaczął się cofać... Nie, nie unika jej, nada twierdzi, że jest mu bardzo
bliska. Ale jego entuzjazm zdecydowanie przygasa. Mówi, że to przez kłopty,
pieniądze itp... choć daleko mu do spotykania się wieczorem, na co wcześniej
zawsze miał czas. Może to rzeczywiście tylko kłpoty i jego zamknięcie nie
jest jej udziałem.
Ale o co innego pytam... czy możliwy jest udany związek dwojga ludzi oparty
nie na głębokim uczuciu, miłości, który może się udać? Kiedy nie możesz
powiedzieć: to kobieta/mężczyzna mojego życia i kiedy jej/jego nie widzę, nie
czuję, przestaję oddychać? Czy możliwe jest stworzenie udanego związku bez
tej adrenaliny na jego początku? On mówi, ze przecież ten żar nie jest zły.
Czy musi być płomień? Nie musi przecież. Są sobie naprawdę bliscy
emocjonalnie. Seks z górnej półki. A mimo to nie wiedzą, czy to jest to.
Czy ktoś zna odpowiedź?