Żar ale nie płomień

08.11.02, 19:45
Zabiegał o Nią, aranżował spotkania. Ona nie była do tego przekonana. Teraz
są sobie bliscy: nie przyjaciele, nie znajomi, razem od miesiąca, udany seks.
Nie ma wielkich słów o miłości, uczuciach.
Nie wiedzą co z tym zrobić. Gdyby chcieli, mogliby ze sobą zamieszkać (on to
sugerował jakoś zawsze), ale z chwilą, kiedy ona stała mu się przychylna
zaczął się cofać... Nie, nie unika jej, nada twierdzi, że jest mu bardzo
bliska. Ale jego entuzjazm zdecydowanie przygasa. Mówi, że to przez kłopty,
pieniądze itp... choć daleko mu do spotykania się wieczorem, na co wcześniej
zawsze miał czas. Może to rzeczywiście tylko kłpoty i jego zamknięcie nie
jest jej udziałem.
Ale o co innego pytam... czy możliwy jest udany związek dwojga ludzi oparty
nie na głębokim uczuciu, miłości, który może się udać? Kiedy nie możesz
powiedzieć: to kobieta/mężczyzna mojego życia i kiedy jej/jego nie widzę, nie
czuję, przestaję oddychać? Czy możliwe jest stworzenie udanego związku bez
tej adrenaliny na jego początku? On mówi, ze przecież ten żar nie jest zły.
Czy musi być płomień? Nie musi przecież. Są sobie naprawdę bliscy
emocjonalnie. Seks z górnej półki. A mimo to nie wiedzą, czy to jest to.
Czy ktoś zna odpowiedź?
    • kwieto Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 20:15
      Bo nie ma euforii?
      Zycie to nie tylko euforia, ktora zreszta zawsze kiedys mija.

      Z drugiej strony, zycie to nie tylko "cieple kluchy".

      Czy warto wchodzic w taki zwiazek? Sama musisz zdecydowac
      • paralela Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 20:42
        W jakimś sensie już weszłam w ten związek. Coś rozważam, myślę jakby to było
        razem... zresztą on także rozważa i nie ma pewności, którą miał na początku,
        kiedy tygodniami starał się, żeby być razem.
        I tu chyba nie chodzi o zdobycie fizyczne. Minęło parę miesięcy zanim
        spędziliśmy ze sobą noc. I tylko dlatego, że ja chciałam; on by mnie jak
        zwykle odwiózł do domu...

        Nie ma euforii ale ciepłych kluch nie ma także.
        • kwieto Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 21:11
          Pytanie czy Ci to odpowiada?
          Mi np. jakis czas temu zbrzydly euforyczne porywy serca. Nie przecze, fajne sa, ale nie
          przeszkadza mi specjalnie, jesli przez jakis czas ich nie ma - kiedy jest razem dobrze,
          cieplo, ale nie ma sie "miekkich nog" na widok drugiej osoby.

          Tyle ze taki uklad trzeba jednak wybrac swiadomie. Tzn. "wiesz na co sie
          decydujesz". Jesli czujesz, ze w takim "gotujacym sie, ale nie kipiacym" zwiazku
          bedziesz czula sie zle - to daj sobie spokoj.
          • paralela Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 21:42
            Znam siłę płomienia; tę watę w nogach, adrenalinę w całym ciele. Nigdzie mnie
            to nie doprowadziło... za to poczyniło sporo spustoszeń.
            Chyba nie mam siły szukać płomienia znowu i przeżywać wszystko na nowo. Chcę
            być z kimś, spokojnie, cieszyć się drugą osobą po cichu. Jestem zmęczona.
    • proo Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 20:55

      Myślę że tu problem leży gdzie indziej niz mówisz. Mimo zażegnywania się
      że o co innego pytasz wracasz do "żaru" i do jego stwierdzenia że ten
      "żar nie jest zły".
      Miesiąc to nie zbyt długi okres a już przestał aranzować spotkania ,
      nie reaguje na zachętę do zamieszkania razem z Tobą , nie ma czasu na
      spotkania wieczorem choć przedtem zawsze miał ... On już wie.
      Stygnie.
      Za chwilę z żaru pozostanie popiół i chłod przeniknie
      Was na wskroś a wtedy seks moze także spaść na niższą półkę.
      Co zostanie?

      Ad rem
      Czy możliwe jest stworzenie udanego związku nie opartego na
      głebokim uczuciu , miłości? Możliwe.
      Ale po co?

      pozdrawiam
      proo
      • paralela Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 21:11
        Rozmawialiśmy dziś. To chyba jednak nie stygnięcie. Też mam chwile, kiedy nie
        chcę się z nikim widywać. Nie chcę bronić ani jego ani tego, kim dla niego
        jestem.
        Po prostu czuję, że nie można kilka miesięcy zabiegać o kobietę, prosić, by
        dała mu szansę, zabiagać o spotkania, pomagać jej, pytać, czy czegoś jej nie
        potrzeba... potem ją zdobyć ją i po miesiącu zacząć stygnąć.
        Mogłam fundnąć sobie niewinny romansik jak tylko poznaliśmy się. Wówczas
        miałabym brak tego przeczucia. Ale nie wierzę, by mężczyzna, który tyle daje
        coś z siebie nie żądając niczego w zamian, pragnie obecności, ofiarujący
        cierpliwość i nie tylko, który od razu twierdził, że nie chce odprawy pt.
        bądźmy przyjaciółmi, teraz nagle się wycofa ot tak, po prostu.

        Ale wiem też, że mogę się mylić.

        • kwieto Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 21:17
          A jak to jest z ta propozycja mieszkania razem? Bo ja zrozumialem, ze on tej
          propozycji nie wycofal, a Ty odmawiasz. Proo sugeruje cos innego. Jak z tym jest w
          koncu?
          • paralela Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 21:29
            Propozycji jako takiej nie było.
            Mieszkamy w tym samym mieście, ja mam małe mieszkanko, ona ma duże mieszkanie i
            je właśnie urządza. Kiedy spotykaliśmy się tylko i do niczego nie dochodziło
            pytał się mnie o wiele rzeczy, co mi się podoba jak widzę to czy tamto...
            wyczuwałam, że jest to dla niego ważne. Kiedy dowiedział się, że planuję kupić
            większe mieszkanie (zrobię to i tak, z różnych względów, o których nie chcę
            pisać), minę miał niewąską. Wiem, że nie cieszył się razem ze mną i omijał
            temat.
            Nigdy nie sugerowałam, że może byśmy razem zamieszkali. Chyba bym się nawet nie
            ośmieliła, tym bardziej, kiedy np. dziś on jest u siebie a ja u siebie i nie
            zaproponował wspólnego wieczoru. A gdyby chciał, na pewno by to uczynił.

            Tak więc sprawy maja się tak, że wcześniej dawał sygnały, że poważnie rozważa
            taką możliwość, teraz nie mówi nic. A ja nie zagajam.
            • kwieto Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 22:06
              Poczekaj wiec... czasem trzeba troche wytchnienia. Kiedys, zastanawiajac sie jak
              mialby wygladac moj dom, obowiazkowo przewidzialem w nim "samotnie" - takie
              miejsce gdzie moglbym zagladac tylko ja. Co prawda ten pomysl mi "przeszedl", ale
              znam jeszcze pare osob, ktore maja podobne wymagania - musi byc miejsce, w
              ktorym mozna by sie bylo odciac od swiata na jakis czas...
              Wiec moze on rowniez ma taka potrzebe.
              Gorzej jesli ten stan zacznie sie przeciagac - miesiac, dwa, trzy...
              • paralela Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 22:24
                Zaczekam. Za miesiąc będę wiedziała, gdzie jesteśmy. Czy razem, czy osobno.
                Może to radykalne podejście, bowiem jest to typ mężczyzny, który jeśli
                zamieszka z kobietą i wprowadzi ją do swego domu to jest to dla niego
                równoznaczne, że się ożeni, że będą dzieci, itp.
                Może też i stąd jego wahanie. Są jeszcze inne rzeczy, które go gryzą: jestem
                wykształcona, on przerwał studia, mam perspektywy zawodowe i finansowe. U niego
                z tym gorzej. Rozmawialiśmy o tym; obawia sie tego. Tak więc jest sporo rzeczy,
                które mogą to hamować. Kwestia tego, jak bardzo będzie zdeterminowany.
                • kwieto Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 22:48
                  tak czy siak, zapewne potrzebuje czasu, by sie z tym oswoic. I raczej spokoju niz
                  czekania "kiedy sie wreszcie zdecydujesz".
                  Choc, jesli bedzie to zdecydowanie za bardzo przeciagal...

                  Tak czy siak, trzymam kciuki :")
                  • paralela Re: Żar ale nie płomień 08.11.02, 23:00
                    :)) Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć.:)
    • Gość: ida Re: Żar ale nie płomień IP: *.csk.pl / *.csk.pl 08.11.02, 23:27
      paralela napisała:

      > Zabiegał o Nią, aranżował spotkania. Ona nie była do tego przekonana. Teraz
      > są sobie bliscy: nie przyjaciele, nie znajomi, razem od miesiąca, udany seks.
      > Nie ma wielkich słów o miłości, uczuciach.
      > Nie wiedzą co z tym zrobić. Gdyby chcieli, mogliby ze sobą zamieszkać (on to
      > sugerował jakoś zawsze), ale z chwilą, kiedy ona stała mu się przychylna
      > zaczął się cofać... Nie, nie unika jej, nada twierdzi, że jest mu bardzo
      > bliska. Ale jego entuzjazm zdecydowanie przygasa. Mówi, że to przez kłopty,
      > pieniądze itp... choć daleko mu do spotykania się wieczorem, na co wcześniej
      > zawsze miał czas. Może to rzeczywiście tylko kłpoty i jego zamknięcie nie
      > jest jej udziałem.
      > Ale o co innego pytam... czy możliwy jest udany związek dwojga ludzi oparty
      > nie na głębokim uczuciu, miłości, który może się udać? Kiedy nie możesz
      > powiedzieć: to kobieta/mężczyzna mojego życia i kiedy jej/jego nie widzę, nie
      > czuję, przestaję oddychać? Czy możliwe jest stworzenie udanego związku bez
      > tej adrenaliny na jego początku? On mówi, ze przecież ten żar nie jest zły.
      > Czy musi być płomień? Nie musi przecież. Są sobie naprawdę bliscy
      > emocjonalnie. Seks z górnej półki. A mimo to nie wiedzą, czy to jest to.
      > Czy ktoś zna odpowiedź?

      Podejrzewam, że jest mozliwy udany związek bez wielkich słow o miłości, bez
      adrenaliny na początku, i to nie jest tak, że jak sie nie widzi
      kobiety/mężczyzny swojego życia to nie można normalnie funkcjonować, ale...
      Ma sie to wewnętrzne przekonanie, że tak, to jest właśnie ta osoba, z którą
      chciałabym/chciałbym być tak długo jak sie da... I nie ma się co do tego
      wątpliwości, cokolwiek by sie nie działo. I szczerze mwiąc nie bardzo sobie
      wyobrażam taki stan bez miłości, i nie jestem tak do końca przekonana, czy
      emocjonalna bliskość (?) i seks z górnej półki wystarczą, żeby sobie planowac
      z kimś życie...
      • paralela Re: Żar ale nie płomień 09.11.02, 10:32
        Wiem... i nie twierdzę, że nie mam rozterek. Z jednej strony to taki spokojny
        związek, bez wielkich kataklizmów i emocji a z drugiej to wieczne poczucie, że
        w każdej chwili może pojawić sie (dla niego i dla niej) ktoś, kto tym spokojnym
        światem zatrzęsie i prawda okaże się brutalna; że cały ten misternie zbudowany
        spokój to pył i proch. Ale miłość może przyjść potem... nie ma chyba mądrych.
Pełna wersja