Dodaj do ulubionych

Poezja rozstania

10.02.06, 00:13
Lubię być zakochana, uwielbiam to otumanienie. Ale czasem dumam nad tym czy to
nie jest jedynie przedsmak poezji rozstania... Rozstanie to dopiero jest
oszołomienie, ta nagła wolność, krok w chmurach, przetykany promieniami
łagodnej, melancholijnej tęsknoty.

Świat niesie się ze mną, z każdym moim krokiem szumi mi w uszach swoboda...
Życie jest piękne!

Czy ktoś wie o czym ja mówię?
Obserwuj wątek
    • equus3 Re: Poezja rozstania 10.02.06, 00:16
      O mamo, niech mnie los chroni od tej poezji rozstania!

      :P

      (To mój pierwszy związek. :P)
    • solaris_38 Poezja hajowa 10.02.06, 00:16
      ja nauczyłam sie nie ufac otumanieniom i nie szukam ich

      ale jesli tak to lubisz to jest cała gama narkotyków
      to sa dopiero chmury
      co tam naturalne haje (a czy co sie rozstajesz z nimi tez tak euforycznie to
      znosza ? - zastanawiasz sie nad tym ?) )
      • lady_pretentious Re: Poezja hajowa 10.02.06, 00:26
        solaris:

        nie lubię chemicznych narkotyków i powiem Ci szczerze, że mają się do
        naturalnych jak hm... pornografia do miłości...

        Poezja rozstania jest niezależna od tego kto skończył. I nie myśl, że wszystko
        jest na niby - jest niedowierzanie, ból i łzy i smutek, który wydaje się nigdy
        nie kończyć, ale potem nadchodzi ten dzień, w którym ufnie wierząc we własne
        przeznaczenie widzę wschód mojej duszy...
        • solaris_38 Re: Poezja hajowa 10.02.06, 00:34
          jestem zwolenniczką cieszenia sie wszystkim co niesie zycie (choc nie zawsze
          to wychodzi)
          znam faceta kóry nawet jak wymiotował to sie tym cieszył czym mnie wprawił w
          zdumienie :)

          rozumiem radośc z bólu jako radość w z włąsnej wrażliwosci
          nei da sie wsak kochac bez bólu
          dozgonna miłoscia MOŻE zakończyć się jeden zwiazek
          wszystkie pozostałe musza mieć faze bólu
          i wołając miłośc trzeba ja przyjąć ze wszystkim jej dziećmi

          coś tam wspólnego wiec mamy :)
          • lady_pretentious Re: Poezja hajowa 10.02.06, 00:44
            W dodatku, w dodatku solaris droga - z każdym razem następnym coraz więcej
            jesteśmy w stanie dać, przyjąć, coraz więcej o sobie i innych wiemy...

            Zupełnie odwrotnie niż z chemią, która tępi naszą wrażliwość i zmusza do
            przyjmowania coraz mniej działających dawek.

            Przy każdym kolejnym zakochaniu w sposób dosłowny i symboliczny zbliżamy się do
            śmierci, aż spotykamy kogoś, o kim myślimy, że tego rozstania nie przeżylibyśmy,
            a jednak, o niebiosa! żyjemy dalej!!

            Żaden narkotyk nie da Ci iluzji zmartwychwstania...
            • solaris_38 a religia? nt 10.02.06, 00:46
              • lady_pretentious Re: a religia? nt 10.02.06, 07:46
                ;-)

                solaris raczysz żartować. religia tylko obiecuje zmartwychwstanie, ewentualnie
                opisuje. Co innego przeżywać je w rzeczywistości.

                Każdy kto uniknął śmierci, kto wyszedł cało z sytuacji zagrożenia życia jest
                także pełen poezji rozstania - rozstania z samym sobą sprzed owego zdarzenia -
                to totalnie odmienia, zmienia perspektywę, daje nam nowe życie.
                • solaris_38 ok ale 11.02.06, 05:25
                  tylko tym którzy o tym wiedza :)
                • luxi Lady??? 11.02.06, 06:55
                  Akurat nieco znam, to o czym piszesz...
                  Czynienie jednak z tragedii rozstania (a niekiedy tylko banalu) Poezje,
                  to zaiste wyzsza szkola jazdy :).

                  Wolnosc "od" piekna sprawa jezd...
                  - Lecz tylko wtedy, gdy masz swiadomosc wolnosci "do"...

                  Poki ten karnawalowy Bal tak u Ciebie wyglada, trzymam kciuki :)
    • renkaforever Re: Poezja rozstania 11.02.06, 08:04
      Moze i masz racje..ale kazde rozstanie jest inne. Przezycie wlasnej "smierci"
      to bolesne oszolomienie.Jest tesknota. Jest chwila w chmurach.Ale nie ma w tym
      wolnosci.
    • ruth_71 Re: Poezja rozstania 11.02.06, 12:03
      lady_pretentious, czytam i zastanawiam się ile masz lat.
      I dochodzę do wniosku, że chyba nigdy nie przeżyłaś prawdziwej straty... (czego Ci nie życzę). Może na początku można odnaleźć w tym coś z poezji, tragedii, smakować... Ale później, gdy rozebrana jesteś z tych wszystkich uczuć, zostaje tylko ten ból, w którym nie ma już nic z piękna...
      Nie nie wiem, o czym mówisz i Ty chyba też...
      No chyba, że miałaś na myśli, rozstanie, po jakimś tam zauroczeniu, a nie po dojrzałej, głębokiej miłości... wszak pisałaś tylko o zakochaniu...
      • lady_pretentious Re: Poezja rozstania 12.02.06, 00:22
        ruth_71 napisała:

        > lady_pretentious, czytam i zastanawiam się ile masz lat.
        > I dochodzę do wniosku, że chyba nigdy nie przeżyłaś prawdziwej straty... (czego
        > Ci nie życzę). Może na początku można odnaleźć w tym coś z poezji, tragedii, s
        > makować... Ale później, gdy rozebrana jesteś z tych wszystkich uczuć, zostaje t
        > ylko ten ból, w którym nie ma już nic z piękna...
        > Nie nie wiem, o czym mówisz i Ty chyba też...
        > No chyba, że miałaś na myśli, rozstanie, po jakimś tam zauroczeniu, a nie po do
        > jrzałej, głębokiej miłości... wszak pisałaś tylko o zakochaniu...

        Surowe słowa, Ruth...

        Kłopot w tym, że opowiadam właśnie o przeżyciu straty - o chwilach PO bólu.
        nadchodzi moment, w którym rozstajesz się z cierpieniem, chyba, że należysz do
        tych licznych, co opacznie rozumiejąc przysłowie nadaremnie dręczą duszy swej
        tworzywo aż kruszy się w ich rękach zupełnie nieszlachetnie...

        Zakochanie podobne jest do rozstania z cierpieniem - jest jego końcem i nowym
        początkiem. Pomiędzy nimi zawarta jest głębia, którą każdy na swój sposób
        przemierzamy, zawsze w ciemności, zawsze po raz pierwszy...
        • luxi Poezja powstania (Gwiazdy) 12.02.06, 01:11
          lady_pretentious napisała:
          >> Kłopot w tym, że opowiadam właśnie o przeżyciu straty - o chwilach PO bólu.
          > nadchodzi moment, w którym rozstajesz się z cierpieniem, chyba, że należysz do
          > tych licznych, co opacznie rozumiejąc przysłowie, nadaremnie dręczą duszy swej
          > tworzywo aż kruszy się w ich rękach zupełnie nieszlachetnie...

          - jestes coraz lepsza. Wiedzialem, ze tak bedzie.
          Pamietaj jednak: Summa summarum - strata nie jest zyskiem.
          >
          > Zakochanie podobne jest do rozstania z cierpieniem - jest jego końcem i nowym
          > początkiem. Pomiędzy nimi zawarta jest głębia, którą każdy na swój sposób
          > przemierzamy, zawsze w ciemności, zawsze po raz pierwszy...

          - Tak. Jest jednakze (PONADTO) czyms duzo wiecej :)
          • lady_pretentious Re: Poezja powstania (Gwiazdy) 12.02.06, 11:58
            luxi:

            > Pamietaj jednak: Summa summarum - strata nie jest zyskiem.

            Cóż wielu przede mną twierdziło, że w każdej dziedzinie, poczynając od znaczenia
            słów - poprzez godzenie się z tym czego one NIE oznaczają (więc z pewną formą
            utraty) dochodzimy do możliwości sprawnego w nich się poruszania (czyż to nie
            jest zyskiem?)

            Więc nie zgadzam się z Tobą - strata bywa zyskiem i odwrotnie.
            • luxi Zycie, to nie matematyka , Gwiazdko:) 12.02.06, 20:39
              lady_pretentious napisała:
              > Więc nie zgadzam się z Tobą - strata bywa zyskiem i odwrotnie.

              To tylko ekwilibrystyka slowna i logiczne, lecz jednak tylko pocieszenie.
              (podobnie jak: - nie ma tego zlego, coby na dobre nie wyszlo).

              W czysto logicznym, matematycznym wyrazie - tak czesto bywa.
              Zycie to jednak nie matematyka. Mimo, ze (paradoksalnie) matematycznie sie
              czesto liczy... Jezeli strace co waznego, a zyskam niejako poprzez to, cos
              mniej waznego, to ponioslem netto strate i basta - a cala to operacja byla
              w sumie funta klakow warta - gdy bilans wychodzi na minus.

              Uwazasz (w domysle zapewne), ze cos mi da to na przyszlosc?
              Moze, lecz wcale nie musi.

              • lady_pretentious Re: Zycie, to nie matematyka , Gwiazdko:) 12.02.06, 21:37
                luxi napisał:

                > W czysto logicznym, matematycznym wyrazie - tak czesto bywa.
                > Zycie to jednak nie matematyka. Mimo, ze (paradoksalnie) matematycznie sie
                > czesto liczy... Jezeli strace co waznego, a zyskam niejako poprzez to, cos
                > mniej waznego, to ponioslem netto strate i basta - a cala to operacja byla
                > w sumie funta klakow warta - gdy bilans wychodzi na minus.
                >
                > Uwazasz (w domysle zapewne), ze cos mi da to na przyszlosc?
                > Moze, lecz wcale nie musi.

                Och, luxi drogi po cóż ten pesymizm...

                Życie... To nie matematyka na pewno. Poprzez rozstanie staję się kimś innym,
                kimś kto żyje mimo, że ważna jego część umarła. Nie da się przyrównać tego co
                odrasta, bo z reguły jest czymś zupełnie innym niż to co było.

                Trzeba być bardzo przywiązanym do siebie by myśleć, że to tylko pocieszenie.
                Ostatecznie nie masz większej wolności jak przestać myśleć w kategoriach zysku i
                straty...
                • luxi Re: Zycie, to nie matematyka , Gwiazdko:) 12.02.06, 21:55
                  chociaz i nie czysta metafizyka, niestety...:)

                  lady_pretentious napisała:
                  > Och, luxi drogi, po cóż ten pesymizm...

                  - to tylko realizm :)
                  >
                  > Poprzez rozstanie staję się kimś innym, kimś kto żyje mimo,
                  że ważna jego część umarła.

                  - alez oczywiscie, ale to nie "dzieki" rozstaniu lecz, przezwyciezajac jego
                  skutki...
                  Rozstanie (najczesciej) jest zwykla strata, co najwyzej impulsem do pracy
                  nad soba, a tylko dzieki temu, ze potrafimy (tez najczesciej, choc nie
                  zawsze ) przezwyciezac jego skutki, plywamy dalej "na powierzchni" :)

                  Nie da się przyrównać tego co odrasta, bo z reguły jest czymś zupełnie innym
                  niż to co było.

                  - Tu tez sie roznimy. Trudno porownywac (ciastko) Ptysia z Whisky
                  (choc niektorzy i tak czynia :),
                  lecz porownac siebie dzis, z soba wczoraj zawsze mozna :)
                  >
                  > Trzeba być bardzo przywiązanym do siebie by myśleć, że to tylko pocieszenie.
                  > Ostatecznie nie masz większej wolności jak przestać myśleć w kategoriach
                  zysku i straty...

                  - I tu znowu sie roznimy. Budzac sie codziennie, nie rodzisz sie
                  kazdego dnia na nowo... Pewien Twoj "twardy rdzen" pozostaje staly...

                  Ale ciesze sie, ze w tym Twym poscie - wyczuwam juz nieco Twego uczuciowego
                  ciepla :)
                  wysylkowa.pl/o/d2/3/308563.JPG
    • czarnycharakter wiem, o czym mowisz, lady: o grafomanii... 12.02.06, 00:29
      czch
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka