Dodaj do ulubionych

NIEWDZIĘCZNOŚĆ

IP: 195.216.121.* 11.10.01, 08:21
Ty niewdzięczniku! krzyczałam na sali sądowej (na szczęście w duchu tylko...)
Niewdzięczność boli, czasem aż fizycznie...
Ale teraz sobie tak myślę, czego jak czego, ale czy ja mam prawo oczekiwać od
niego wdzięczności?
I co to właściwie jest ta wdzięczność - niewdzięczność?
Dlaczego czasem wydaje się, że ktoś ( albo ja )powinien...być wdzięcznym.
Czy zawsze trzeba się "rewanżować"?
Obserwuj wątek
    • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 09:37
      Będąc w związku otwieramy się, jesteśmy gotowi dawać. I oczekujemy, że druga
      strona zrobi to samo przynajmniej tak gorliwie jak my. Dobry, trwały, głęboki
      związek nie jest możliwy gdy tylko jedna strona ofiarowuje coś z siebie - to
      jest chyba ta wdzięczność, o której piszesz; oczekiwanie jakiejś "emocjonalnej
      wymiany".
      • Gość: sebo Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: 220.20.200.* 11.10.01, 10:46
        Trawanie w takim niespełnionym oczekiwaniu to ciągły ból,
        może strach.
        Naturalne takie czekanie na odpowiedź.
        Bez takiem "wdzięczności" żyć nie można.
        • Gość: DIKE Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: 195.216.121.* 11.10.01, 11:07
          Prawdę mówiąc, nie chodzi mi koniecznie o relacje w "toksycznym" związku dwojga
          ludzi, ale o pojęcie wdzięczności i niewdzięczności jako takich.
          Np czy i dlaczego mamy być wdzięczni rodzicom, dlaczego oczekujemy wdzięczności
          od dzieci, dlaczego np kupujemy czekoladkę za polecenie dobrego specjalisty...
          Nie chodzi mi o uczciwość, honor, obowiązek...
          No, po prostu tak.
          • Gość: sebo Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: 220.20.200.* 11.10.01, 11:25
            Bardzo skracając,
            warto dla ludzi być takim, jak chcielibyśmy aby inni byli dla nas.
            Może nie zawsze trzeba ale warto okazywać wdzięczność.
          • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 11:31
            Gość portalu: DIKE napisał(a):

            > Prawdę mówiąc, nie chodzi mi koniecznie o relacje w "toksycznym" związku dwojga
            >
            > ludzi, ale o pojęcie wdzięczności i niewdzięczności jako takich.
            > Np czy i dlaczego mamy być wdzięczni rodzicom, dlaczego oczekujemy wdzięczności
            >
            > od dzieci, dlaczego np kupujemy czekoladkę za polecenie dobrego specjalisty...
            > Nie chodzi mi o uczciwość, honor, obowiązek...
            > No, po prostu tak.

            Wypowiem się w sprawie numer 1 bo dzieci jeszcze nie posiadam a łapówek dawać nie
            potrafię. Wdzięczność wobec rodziców to dla mnie swoista spłata długu odroczona w
            czasie. Proste i logiczne - oni się mną zajmowali kiedy byłam bezbronna i
            nieporadna to teraz moja kolej. Nawet gdyby w to nie mieszać miłości zwykła
            ludzka uczciwość wymaga, żeby ten dług spłacić.
            Wkurza mnie mój kolega z firmy, który często zrzuca na mnie swoją pracę a ja nie
            zawsze umiem go wysłać do diabła. Może gdyby w ramach wdzięczności właśnie dał mi
            do zrozumienia ile to dla niego znaczy czy kupił ciastko nie złościłabym się tak
            i chętniej mu pomagała...

            • Gość: Malwina Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 12:01
              kolega z pracy ciastka nie kupi (co za dziwny pomysl !) a ty dojdziesz do frustracji i zgorzknienia i
              bedziesz miec za zle. Glupie i niepotrzebne. Wystarczy powiedziec grzecznie "nie tego nie moge/ nie
              chce zrobic za ciebie" i zobaczysz ze zadnej wdziecznosci oczekiwac nie bedziesz. i w dodatku nie
              przybierzesz na wadze ;-)
              • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Malwinie. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 13:23
                Sprawa kolegi jest zbyt małej wagi żeby mogła mnie doprowadzić do frustracji czy
                zgorzknienia. Po prostu go nie lubię i na tym koniec, a pracę przez
                niego "zleconą" wykonuję najwolniej jak potrafię.
                Wzajemne kupowanie sobie słodyczy w charakterze wyrazu symaptii czy wdzięczności
                właśnie nie wydaje mi się czymś niedorzecznym a bardzo naturalnym - praktykuję to
                od dłuższego czasu i winszuję sobie efektów. Kolega zaś jest sobkiem, nie posiada
                elementarnych umiejętności współżycia w grupie, o co też przyklaskującą mu
                Malwinę podejrzewam.

                Z poważaniem,

                S.

                • Gość: kwieto Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Malwinie. IP: *.*.*.* 11.10.01, 13:41
                  no to czemu dajesz sobie wciskac jego prace, liczac na wyimaginowana wdziecznosc?????
                  Robienie jej "jak najwolniej" to zwykly bierny opor - technika WYMUSZENIA wdziecznosci
                  tylez naiwna co nieskuteczna.
                  No i jesli robisz ta prace najwolniej jak potrafisz, to dlaczego on ma Ci kupowac ciastka? Bo
                  jestes powolna?
                  • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Kwieto. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 14:19
                    Ach kwieto, kwieto!
                    Tak się składa, że wspomniany Paskudny Kolega stoi o oczko wyżej na drabinie
                    firmowej hierarchii i nie mogę się wykręcać za każdym razem nie narażając się
                    Głównemu Pryncypałowi. Pozostańmy przy nazwaniu mojej techniki "naiwną" - jaka by
                    nie była daje mi sporo złośliwej satysfakcji ("Skoro padalec taki leniwy to niech
                    poczeka trochę").
                    No i jeśli tak mi tych ciastek konsekwentnie odmawiacie to sama sobie kupię :-)
                    O!
                    • Gość: kwieto Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Kwieto. IP: *.*.*.* 11.10.01, 14:25
                      Zmien prace, po co sie meczyc... Chyba ze chcesz sie meczyc i podlizywac, ale to znowuz
                      Twoj problem, a nie kolegi
                      • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Kwieto. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 14:49
                        Nie zmienię bo jest dobrze płatna i pracuje tu 150 osób, które lubię. Jedna
                        zakała nie zepsuje mi skutecznie nastroju.
                        Czy kwieto wstał dziś na pewno prawą nogą?

                    • Gość: unknown Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Str IP: *.travelers.com 11.10.01, 16:16
                      Gosc portalu: Str. napisał(a):
                      > Tak się składa, że wspomniany Paskudny Kolega stoi o oczko wyżej na drabinie
                      > firmowej hierarchii i nie mogę się wykręcać za każdym razem nie narażając się
                      > Głównemu Pryncypałowi.

                      Ja tu czegos nie rozumiem. Dlaczego Paskuda zrzuca na kogos innego SWOJE
                      OBOWIAZKI i dla mnie nie ma znaczenia gdzie on stoi w hierarchii firmy (chyba ze
                      jest twoim zwierzchnikiem ale na to nie wyglada). Glowny Pryncypal powinien sie
                      dowiedziec o tym ze wykonujesz czesc obowiazkow Paskudy i zastanowic sie czy moze
                      Ty masz ich za malo skoro znajdujesz czas na dodatkowe, czy Paskuda ma ich za
                      wiele i nie jest w stanie sobie z nimi poradzic. Moim zdaniem to Pryncypal jest
                      nieudolny jesli chodzi o sprawne korzystanie z podleglych mu pracownikow i swoim
                      niesprawnym zarzadzaniem deprawuje swoich podopiecznych oraz naraza ich na
                      niepotrzebny stress.
                      To rzeklszy wracam do pracy. A moze ja sama mam za malo obowiazkow skoro znajduje
                      czas na pobyt tutaj? :)
                      pozdrawiam
                      u
                      • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Unknown IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 16:29
                        > Ja tu czegos nie rozumiem. Dlaczego Paskuda zrzuca na kogos innego SWOJE
                        > OBOWIAZKI i dla mnie nie ma znaczenia gdzie on stoi w hierarchii firmy (chyba z
                        > e
                        > jest twoim zwierzchnikiem ale na to nie wyglada). Glowny Pryncypal powinien sie
                        >
                        > dowiedziec o tym ze wykonujesz czesc obowiazkow Paskudy i zastanowic sie czy mo
                        > ze
                        > Ty masz ich za malo skoro znajdujesz czas na dodatkowe, czy Paskuda ma ich za
                        > wiele i nie jest w stanie sobie z nimi poradzic. Moim zdaniem to Pryncypal jest
                        >
                        > nieudolny jesli chodzi o sprawne korzystanie z podleglych mu pracownikow i swoi
                        > m
                        > niesprawnym zarzadzaniem deprawuje swoich podopiecznych oraz naraza ich na
                        > niepotrzebny stress.
                        > To rzeklszy wracam do pracy. A moze ja sama mam za malo obowiazkow skoro znajdu
                        > je
                        > czas na pobyt tutaj? :)
                        > pozdrawiam
                        > u

                        Zupełnie możliwe.
                        Świat nie jest doskonały.
                        • Gość: unknown Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. do Str. IP: *.travelers.com 11.10.01, 16:43
                          oczywiscie ze nie , ale mozna go starac sie mimo to usprawnic. Nic nie szkodzi
                          umowic sie z Pryncypalem zeby z nim szczerze o sytuacji porozmawiac. On moze
                          byc tak zajety ze nie dostrzeze sam problemu. I moze ci bedzie WDZIECZNY ze mu
                          uswiadomisz co sie dzieje? Powodzenia.
                          pzdr
                          u
                          • Gość: unknown Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. do Str. IP: *.travelers.com 11.10.01, 16:48
                            aha, jeszcze jedno, uswiadamiaj dyplomatycznie
                            pa
                            u
                            • Gość: kwieto O! To! To! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:29
                              no i unknown w kilku postach wlasciwie napisala o co chodzi...
                • Gość: Malwina Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Malwinie. IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 14:35
                  czys ty amerykanka ze funkcjonujesz na zasadzie : kto nie jest za mna jest przeciwko mnie ??????
                  • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ. Malwinie. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 14:50
                    A nie, nie, co do wojny to trzymam z pacyfistami :-)
        • Gość: anika sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: 217.153.44.* 11.10.01, 13:30
          Zgadzam się ze Str. i z sebo w 200%. Sama jestem w związku, który od początku
          oparty był na tym że to ja "dawałam", on tylko brał, nie dając nic w zamian,
          ani zainteresowania moimi problemami ("to przecież twoja sprawa nie moja"), ani
          pomocy gdy jej potrzebowałam, ani wsparcia i poczucia że jest ze mną w trudnych
          chwilach i zawsze będzie. Według niego nasze wspólne sprawy są naszymi, gdy
          chodzi o jego problemy, o pomoc w załatwieniu jego spraw ("kochanie, może byś
          tam zadzwoniła, bo ja nie wiem co mam mówić"), itp. Może jest mu też wygodnie,
          bo on nie pracuje, choć wprawdzie szuka pracy od roku, ale jest bardzo
          wybredny. W końcu, po kolejnym "numerze", gdy po raz setny usłyszałam: "nie
          interesuje mnie to, to twoja sprawa", coś we mnie pękło. Mysle, że prawdziwy
          związek oparty powinien być na partnerstwie, a nie na tym by jedna strona była
          na każde zawołanie tej drugiej. I oczekuje się tego, mozna to nazwać
          wdzięcznością, choć może przybierać różne formy, czasem to słowo "dziękuję
          kochanie", czasem wsparcie i pewność że mam kogoś na kogo tez mogę liczyć, tak
          jak ten ktoś może liczyć na mnie. Gdy tylko dajesz i dajesz, w pewnym momencie
          uświadamiasz sobie, że jesteś wykorzystywana, że ty nie możesz na nic liczyć
          poza kolejnymi humorami ("a do czego mam się uśmiechać, nie mam pracy i w ogóle
          wszystko jest do d..., i nie mam nastroju na czułe słówka i uśmiechanie się do
          ciebie). W końcu zaczyna to być nie do zniesienia, ale... nadal tkwię w tym
          związku, bo nie potrafię powiedzieć DOSYĆ. Może ktoś powie jak mam to zrobić.
          Wszelkie próby rozmowy z partnerem na temat tego, czego oczekuję od związku
          kończyły się fiaskiem ("to co, mam udawać że mnie to interesuje?").
          Czekam na Wasze rady. Pozdrawiam
          • Gość: kwieto Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: *.*.*.* 11.10.01, 13:37
            Jeden z naszych "topowych" psychologow powiedzial kiedys, ze on glownie udziela porad
            sercowych - do czterdziestki udziela porad w sprawie milosci a po czterdziestce mowi o
            przemijaniu, czyli - jak to powiedzial - o sercu.

            Tak sobie patrze, ze ostatnio duzo osob na tym forum mowi o nieszczesliwej milosci...
            wiekszosc postow ma sens mniej wiecej taki - "on/ona nie spelnia moich oczekiwan"

            A moze oczekiwania zbyt wysokie?
            Poza tym, zawsze wydawalo mi sie, ze jesli kogos kocham, to nie oczekuje od niego niczego
            w zamian. Jesli on mnie tez kocha - fajnie, jesli nie, to jest to wylacznie moj problem.
            • Gość: ona Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 13:49
              no wlasnie kwieto, to jest wtedy twoj problem, albo raczej moj, bo mnie m.in.
              dotyczy, jak wiesz.
              ale nie zgadzam sie jesli chodzi o to, ze jak ja go kocham, to juz tak sie tym
              ciesze, ze nie oczekuje niczego w zamian. tak to ja moge kochac Keanu Reeves'a
              albo innego Brata Pitta. jest sobie piekny i wspanialy, przyprawia mnie o
              drzenie rak i palpitacje serca oraz piekne marzenia senne i finito. ale jezeli
              decydujesz sie na zycie z kims, dzielenie z nim codziennych radosci i smutkow,
              a po jakims czasie okazuje sie, ze zszedles do roli taniej sluzacej, to robi
              sie smutno i zaczynasz zastanawiac sie gdzie sie do cholery ta milosc podziala
              i DLACZEGO ON MNIE JUZ NIE KOCHA??? pytanie za pozno postawione. on nigdy nie
              kochal. a przynajmniej nikogo oprocz siebie. takich nalezy omijac duzym lukiem
              i pluc na nich przez lewe ramie! i juz lepiej sie kochac w tym Brat'cie
              Pitt'cie czy innym jakims takim...
              • Gość: kwieto Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: *.*.*.* 11.10.01, 14:23
                Cala sztuka w tym, zeby kochac i nie sprowadzic sie do roli sluzacej... Ale tego sie nie
                osiagnie przez wdziecznosc partnera, ale gruntowne przebudowanie siebie samego.

                Jak sie nie pomysli "gdzie JA popelnilem(am) blad, to sie potem puszcza na forum posty pt:
                "Dlaczego faceci sa tacy beznadziejni" czy jakos tak. Dlaczego? Bo Ci nie beznadziejni
                uciiakaja z krzykiem...
                • Gość: ona Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:14
                  ja wiem gdzie popelnilam blad.
                  i wcale nikt nie ucieka z krzykiem. tzn. nie, sklamalam, to ja teraz uciekam z
                  krzykiem. a to o czym ty mowisz nie ma nic wspolnego z miloscia. a poza tym to
                  do tanga trzeba dwojga...
                  • Gość: Malwina Re: kwieto ma racje IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 16:20
                    uciekaja z krzykiem (lub bez) w sensie ze ich po prostu nie spotykasz.
                    • Gość: ona Re: kwieto ma racje IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 17:11
                      spotykam. dlatego mowie, ze nie uciekaja.
                      a ja uciekam od tego mojego 'niewdziecznika'.
                      • Gość: kwieto Re: kwieto ma racje IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:27
                        To dobrze. Jest tylko jedno ale. Nie pakuj sie w nowy zwiazek "po to, zeby nie
                        byc samotna" - wtedy skonczy sie tak samo
              • Gość: Malwina Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 14:33
                wynika z tego ze mam role polegajaca na dobijaniu, no nic ...zniose i to.
                Dobrze, on nigdy nie kochal nikogo oprocz siebie , ale TOBIE TO ODPOWIADALO, nie widzialas
                tego,wiec zadaj sobie pytanie : jak kochasz ty ? Dlaczego nie widzisz osoby kochanej jaka jest ?
                Moze kochasz uczucie kochania ? Moze tyle dajesz (ja tu o sobie pisze, nie przejmuj sie moimi
                bredniami ;-) ze ta druga osoba nie ma mozliwosci na cokolwiek. Moze nie umiesz brac ?
                Moze ci trzeba wielu lat zeby to spostrzec ? Moze mgla spada z oczu gdy jestes juz tak wykonczona ze
                dalej nie mozna.(i do diabla, dlaczego masz te mgle na oczach ?)
                Moze tak sie boisz niezaakceptowania i odrzucenia twej osoby ze robisz za dwoje, troje za caly swiat, i
                sto razy wiecej niz trzeba ?

                On ma racje : to twoja sprawa.

                (dziekuje za uwage - jest mi troche lepiej ;-)
                • Gość: anika do Malwiny IP: 217.153.44.* 11.10.01, 14:55
                  Faktycznie, dobiłaś mnie, czyli TO WYŁĄCZNIE MOJA WINA I TO JA POWINNAM SIĘ
                  ZMIENIĆ??? Myślę że to naturalne, że jeśli jestem z kimś, to staram się mu
                  pomóc, jeśli on tej pomocy potrzebuje, że jego radości i problemy są dla mnie
                  tak samo ważne jak moje własne. Ale też oczekuję tego samego, jakiegoś
                  zaangażowania i wsparcia, gdy to ja go potrzebuję. Widziałam to od początku,
                  żadna mgła mi nie opadła, po prostu miałam nadzieję że dotrze do niego że
                  związek polega na PARTNERSTWIE, miał wiele okazji by też coś "dać" z siebie,
                  ale po co? To po prostu boli, ale jak słusznie zauważyła Str. dziwnym trafem
                  kocham tego egoistę, mimo że jego zachowanie mnie rani. Od początku kocham go
                  miłością bezwarunkową, czy to źle? Może on tego po prostu nie docenia? Ale
                  przychodzi taki moment, gdy okazuje się że nie moge liczyć na niego, bo on ma w
                  nosie "moje sprawy". Ale to ja, według kwieto mam "przebudować swoją osobę". Bo
                  skoro kocham, to jakim prawem wymagam czegoś od tej osoby, chocby to miało być
                  OKAZANIE tego uczucia, o którym mój partner potrafi pięknie MÓWIĆ. Czasem by
                  się chciało, by te SŁOWA znalazły odbicie w CODZIENNYCH SPRAWACH.
                  Pozdrawiam.
                  • Gość: Str. Re: do Aniki o poglądach. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 15:03
                    Aniko,
                    zawsze znajdzie się ktoś kto Ci powie "robisz głupio i beznadziejnie" i ktoś
                    kto o tym samym powie "Wspaniale! Tak trzymać". Twoją rolą jest nie pogubić się
                    w tym wszystkim i nie pozwolić, aby złe emocje wzięły górę.
                    Trzymam kciuki za Twoje mądre wybory.
                  • Gość: Malwina Re: i psu na bude ... IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 15:54
                    takie pewniki ! Tak , tak ! powinien sie zmienic , oczywiscie ze tak ! dla twojej i waszej rownowagi.
                    ale tylko ty tak myslisz. On tego nie odczuwa. No przeciez mu nie nasypiesz, nie nalejesz, nie
                    przenicujesz go. Wiec faktycznie i realnie tylko ty masz problem. Bierz go jakim jest (bo go kochasz)
                    albo szukaj kogos innego kto umie okazywac i wyrazac. Spedzilam dziesiec lat w malzenstwie gdzie
                    bylo duuuuzo dyskusji, oj duzo - o JEGO problemach. Ktore stawaly sie moimi problemami.
                    Moje wlasne nie byly interesujace dla pana. NASZYCH wspolnych nie bylo (""nie zawracaj glowy,
                    zlatw to sama, przeciez potrafisz").
                    tak doskonale potrafie ze skonczylo sie rozwodem, w koncu ile mozna robic za spluwaczke (brrr, co za
                    porownanie !), za pielegniarke, za nauczycielke, za psychiatre, za..za..za..
                    A ja jestem TYLKO zwyczajna istota ludzka i mam swoje limity.
                    W pewnym momencie staje sie to przelewanie z pustego (co za zmeczenie) i prozne (i to bez dna)
                    • Gość: ona Re: i psu na bude ... IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:18
                      no wlasnie.
                  • Gość: kwieto Re: do Malwiny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:31
                    Po pierwsze, to nie kochasz go bezwarunkowo (choc tak twierdzisz), bo by Cie
                    nie bolalo, ze on Cie nie wspiera
                    Po drugie, ta "mgla" to byla w Twoim przypadku naiwnosc, ze on sie zmieni...
            • Gość: Str. Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? Kwieto. Anika. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 13:55
              Ale zgodzi się kwieto z założeniem, że ludzi można odrobinę zmienić, nagiąć.
              Zatem jeśli coś nas w ukochanej osobie irytuje czemu nie spróbować jej o tym
              powiedzieć i starać się nad tym popracować?
              I nie uwierzę, że szczęście daje ideał średniowiecznej rycerskiej miłości, o
              której kwieto napomyka (czyli wzdychanie do ukochanego osobnika bez żadnych
              roszczeń). Może to miłość idealna dla idealnych ludzi, ja tam mam wiele wad i
              wolę zdolnego do odwzajemnionej miłości partnera.

              Anika gdy się upewni, że jej mężczyzna nie jest w stanie zmienić się w ten
              sposób, żeby przestał ją ranić powinna bezapelacyjnie powiedzieć mu "do
              widzenia". To ogromnie trudne, bo dziwnym trafem kocha tego egoistę, ale traci
              przy nim czas.

              Ale odbiegliśmy od głównego wątku wdzięczności...
              • Gość: kwieto Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? Kwieto. Anika. IP: *.*.*.* 11.10.01, 14:31
                No i o to chodzi. Bo mozna komys wytlumaczyc, zeby nie zostawial brudnych skarpetek na
                stole, ale juz gorzej aby nas kochal.

                A mi nie chodzi o ideal rycerskiej milosci, bo to naiwne.
                Mi chodzi o utrzymanie pewnej niezaleznosci w zwiazku. Takiej sytuacji, kiedy ja nie
                oczekuje, ze ona ugotuje mi obiad, czy upierze gacie, bo moge to sobie rownie dobrze sam
                zrobic. A kiedy ja nie oczekuje takich rzeczy (wdziecznosci? za co - za to ze laskawie z nia
                jestem???), to zwiazek wchodzi na wyzsza plaszczyzne - traktujesz ukochanego/ukochana jak
                niezaleznego drugiego czlowieka, a nie jak pralke/lodowke/robota kuchennego/przytulanke
                do zasypiania/sexomat
                • Gość: ona Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? Kwieto. Anika. IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:23
                  Gość portalu: kwieto napisał(a):

                  > No i o to chodzi. Bo mozna komys wytlumaczyc, zeby nie zostawial brudnych skarp
                  > etek na
                  > stole, ale juz gorzej aby nas kochal.
                  >
                  > A mi nie chodzi o ideal rycerskiej milosci, bo to naiwne.
                  > Mi chodzi o utrzymanie pewnej niezaleznosci w zwiazku. Takiej sytuacji, kiedy j
                  > a nie
                  > oczekuje, ze ona ugotuje mi obiad, czy upierze gacie, bo moge to sobie rownie d
                  > obrze sam
                  > zrobic. A kiedy ja nie oczekuje takich rzeczy (wdziecznosci? za co - za to ze l
                  > askawie z nia
                  > jestem???), to zwiazek wchodzi na wyzsza plaszczyzne - traktujesz ukochanego/uk
                  > ochana jak
                  > niezaleznego drugiego czlowieka, a nie jak pralke/lodowke/robota kuchennego/prz
                  > ytulanke
                  > do zasypiania/sexomat

                  kwieto, no ja mam wrazenie, ze on ja wlasnie tak potraktowal. jak
                  pralke/lodowke/robota. moze za bardzo odnosze to do siebie, ale, niestety, tak
                  jest z takimi duzymi chlopcami. sprawiaja dobre wrazenie. mowia czule slowka.
                  kochaja cie najbardziej na swiecie przez jakis tydzien, dwa, miesiac... a potem
                  ty sie dajesz nabrac, masz glowe pelna marzen, kochasz i wyobrazasz sobie, ze on
                  cie tez kocha, a tu CHALA!!! bo wpadacie w rutyne codziennego zycia i JasniePan
                  zaczyna byc znudzony. moze gdyby byl wdzieczny za to co sie dla niego robi, wtedy
                  nie bylby znudzony tylko z wdziecznosci popadalby w zachwyt nad wybranka swego
                  serca i ten zwiazek by trwal i trwal i by sie kochali, zyli dlugo i szczesliwie,
                  itd, itp...
                  • Gość: kwieto Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? Kwieto. Anika. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:38
                    Wiesz, mam takie zabawne przemyslenia.
                    Jesli podchodzilem do jakiejs kobiety adorujac, wielbiac itd., okazywalo sie,
                    ze staje sie jedynie zabawka w jej rekach - jak sie znudzi, to wyrzuci
                    Jesli podchodzilem do ktorejs z dystansem, dajac jej do zrozumienia, ze mi nie
                    zalezy - wtedy bylem dopieszczany, wychuchany przez nia, aj waj!

                    Tylko, ze oba te sposoby sa smieszne. Wiesz, niemal zawsze zwiazujesz sie z
                    kims, bo chcesz cos od niego uzyskac - wsparcie, milosc, akceptacje. Natomiast
                    w sytuacji kiedy to wszystko jestes sobie w stanie zapewnic sam(a) (da sie), to
                    wtedy milosc jest o wiele piekniejsza...
                    • Gość: ona Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? Kwieto. Anika.ona IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 17:52
                      niema zawsze. niemal. klejny etap wtajemniczenia, to wlasnie to samemu i
                      piekniej. tylko, ze zwiazujac sie z kims zakladasz, ze jestes w stanie sobie
                      samemu i jest pieknie, a potem sie okazuje, ze wpadles w jakies sidelka
                      psychologiczne i sam sie zaczynasz w tym wszystki gubic. wiesz, ze tak jest, bo
                      sam sie nie raz zgubiles. nie dlatego, ze ty jestes taki jaki jestes, tylko
                      dlatego, ze ktos inny jest na innym etapie wtajemniczenia. zalu miec do nikogo
                      nie mozna, prawda?
                      a sam sobie? coz, onanizm jest taki ubogi...
              • Gość: Malwina Re: manipulacja IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 14:39
                Nieeeeee ! ludzi nie mozna zmienic ! A jeszcze mniej naginac !
                • Gość: Str. Re: manipulacja? Raczej dwustronne ustępstwa. IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 14:54
                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > Nieeeeee ! ludzi nie mozna zmienic ! A jeszcze mniej naginac !

                  Można, można. Pod warunkiem, że chcą, a niektórzy chcą.

                  • Gość: kwieto Re: manipulacja? Raczej dwustronne ustępstwa. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:39
                    A siebie samego nie laska?
                    To juz za trudne? Lepiej sie wyzywac na kims innym, zawsze jak cos nie wyjdzie,
                    to bedzie "jego wina".
                    • Gość: ona Re: manipulacja? Raczej dwustronne ustępstwa. IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 17:53
                      laska, laska.
                      laska panska na pstrym koniu jezdzi...
                • Gość: ona Re: manipulacja IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:25
                  masz racje - ludzi zmieniac nie mozna.
                  ale ludzie sie zmieniaja, wystarczy zeby chcieli.
          • Gość: sebo Re: sebo, jakie jest Twoje zdanie? IP: 220.20.200.* 11.10.01, 14:13
            Ja powiem tak:
            trzeba być sobie nazwajem potrzebnym
            i często o tym przypominać.
            Związek zaczenie się sam kręcić.
    • Gość: ona Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 13:53
      mysle, ze sama odpowiedzialas sobie na swoje pytanie krzyczas owo
      NIEWDZIECZNIKU!!!!
      to jest, istnieje az do bolu, jak sama zauwazylas, i jest tak samo naturalne,
      jak to, ze chce ci sie pic. i jak prawo do wolnosci.
      sedno lezy jednak gdzies glebiej. tylko ty sama mozesz sobie odpowiedziec na
      pytanie DLACZEGO ON JEST NIEWDZIECZNIKIEM? jesli go zrozumiesz - wybaczysz.
      i przestaniesz krzyczec.
      • Gość: sebo Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: 220.20.200.* 11.10.01, 14:22
        Ja na przykład nie uważam, że wszystko trzeba starać się zrozumieć w życiu
        a tym bardziej wybaczać.
        • Gość: Renka Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.home.cgocable.net 11.10.01, 15:16
          Postanowilam dorzucic troche , mimo, ze chyba sie naraze kwieto, ktory
          ostatnio wpadl w megalomanie i Malwinie, ktora zawsze byla megalomanka.
          Szanuje ludzi, ktorzy czuja sie zobowiazani do wdziecznosci, sama ja zawsze
          okazuje , czuje sie zobowiazana w stosunku do osob, ktore cos dobrego dla mnie
          zrobily i robia. Zaproszenie na ciacho, czy postawienie drinka, to w moim
          stylu i NIE ZNOSZE ludzi, ktorzy sa niewdziecznikami, ktorzy nie doceniaja
          trudu innych , ich pracy. Ignoruje ich, poniewaz to oni wytwarzaja negatywna
          atmosfere w pracy, komplikuja innym zycie , narazajac ich na frustracje.Moze
          powinnismy im to powiedziec prosto w twarz, "Sluchaj, robie za ciebie ciagle
          te prace, a ty nawet sie nie potrafisz zrewanzowac? Wypchaj sie tymi
          papierami, znajdz sobie inna ofiare. Ja mam swoje obowiazki i nie nalezy do
          moich obowiazkow wykonywanie TWojej pracy.To w koncu tobie za nia placa."
          • Gość: Megalo Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 16:11
            niech mnie grom z jasnego nieba lupnie i to zaraz natychmiast jezeli kiedykolwiek bede robic cos i
            oczekiwac w zamian na wdziecznosc. A jeszcze mniej w pracy niz gdziekolwiek !
            Pracuje i oczekuje czeku pod koniec miesiaca. Kropka. Ewentualnie rozpoznania moich kompetencji
            zawodowych. Przyjemna atmosfera jest truskaweczka na torciku. Co za przyjemnosc dostac cos na co
            sie nie czekalo ! Wszystko co mi dane "poza", jest niespodzianka i ogromna przyjemnoscia. Tym
            bardziej ze na nic nie oczekiwalam. Znakomity sposob aby zdarzaly ci sie same przyjemne rzeczy.
            A juz z ukochana osoba to mowy nie ma o jakis wzajemnych interesach, odwdzieczaniu sie i innych
            "lapowkach". Ksiegowosci nie prowadze.
            • Gość: Str. Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 16:25
              Ja tam w ogóle nie rejestruję rzeczy, na które nie czekałam - skoro na nie nie
              czekam to nie są ważne, a skoro nie są ważne to sobie nie zaprzątam nimi uwagi.

              Str. Główna Księgowa.

              • Gość: Megalo Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 16:29
                a ja na nic nie czekam i dlatego otrzymuje peeeeeeelno rzeczy ;-)
                brzydkie zapominam a ladne wypelniaja mnie radoscia.
                Na pohybel frustracjom !
            • Gość: ona Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:28
              widocznie jestes na tyle silna osobowoscia, ze nikt cie nigdy nie wykorzystal.
              ja sie bije w piersi - jestem slaba...
            • Gość: kwieto Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:43
              Chyle czola - ujelas to o wiele piekniej niz ja probowalem
          • Gość: kwieto Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ slabeuszy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.10.01, 17:41
            Nie narazasz mi sie. Generalnie o to wlasnie mi chodzi!
            A co do ciacha. Nie mam nic przeciwko fundowaniu komus ciacha z wdziecznosci.
            Ale nie znosze, kiedy ktos oczekuje, ze mu to ciacho postawie.
          • Gość: dike TAK TO TERAZ WIDZĘ IP: *.icpnet.pl 11.10.01, 20:03
            Generalnie - baaardzo gorzkie są narzekania na ludzką niewdzięcznośc. A może to
            koncepcja wdzięczności jest fałszywa?
            Dostałeś - oddaj, i to najlepiej tyle samo warte... A przecież nie zawsze może
            być sprawiedliwie...Jak ktoś mi wyświadczył jakąś uprzejmość - to ja muszę od
            razu leciec z bombonierą czy zapraszać na kawę? To daję mu do zrozumienia, że
            jesteśmy kwita. A jak lekarz mnie wyciągnie z jakiegoś choróbska, to zaniosę mu
            koniak i będzie ok? ( młoda lekarka mówiła: wdzięczność proszę położyć w
            kopercie na parapecie...)
            A jak pokochałam kogoś,i starałam się budować życie razem, i wydawało mi się,
            że oboje jesteśmy szczęśliwi - a on odchodzi , bo mu przestało odpowiadać?
            To ja teraz mam od niego oczekiwać wdzięczności? Żyłam tak, jak uważałam, że
            należy. Nie jestem aniołem, zdaję sobie sprawę.
            Poświęciłam mu kawał mojego życia. Ale nie chciałabym, żeby ktoś, kogo kocham
            pozostał ze mną z WDZIĘCZNOŚCI.
            Pozdrawiam.
        • Gość: ona Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ sebo IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:30
          nie powiedzialam, ze trzeba.
          tylko to tak jest, jak zrozumiesz - wybaczysz i przestajesz miec pretensje,
          jesli je miales/mialas. takie jest moje zdanie.
          choc zdarzaja sie sytuacje, ze nie staram sie zrozumiec i potrafie wybaczyc,
          lub nie wybaczam choc rozumiem.
          w kazdym razie jestem za wdziecznoscia. dobrze, ze istnieje. chociaz zabijac
          sie o nia nie mam zamiaru.
          • Gość: Megalo Re: NIEWDZIĘCZNOŚĆ IP: *.abo.wanadoo.fr 11.10.01, 16:32
            jesli ktos mnie wykorzystal tzn ze na to pozwolilam. Przeciez nie moge JEGO za to winic (i psu na bude
            takie winienie)!!!
          • Gość: Str. Re: toast IP: *.wardynski.com.pl 11.10.01, 16:34
            No to niech każdy zostanie przy swoim (naturalnie jedynie słusznym!) poglądzie
            i wypijmy za to!
            • Gość: ona Re: toast IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 11.10.01, 16:39
              AMEN!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka