croyance
13.03.06, 15:40
Przysnilo mi sie dzisiaj cos niesamowicie realnego.
Zazwyczaj mam swiadome sny, czesto wiec sprawdzam, czy to na pewno sen (mam
swoje sposoby), ale to byl na pewno sen.
Kleczalam w blocie, i coraz blizej i blizej podchodzi do mnie niemiecki
zolnierz. Po to, zeby mnie zastrzelic. Naokolo bylowielu takich ludzi jak ja.
Widzialam lufe karabinu, czulam zimno blota, wszystko to bylo tak prawdziwe,
ze teraz, kiedy to pisze, swiat naokolo wydaje sie mniej prawdziwy niz tamto.
Padal snieg, byl ciemny zimowy dzien. Bylam tak sparalizowana strachem, ze
skupialam sie na drobiazgach; na platkach spadajacego sniegu, ksztalcie
grudki blota przy moich kolanach. Pomyslalam, jakie to niesamowite, ze zaraz
umre, i dowiem sie, co dalej, i ze ostatnia rzecza, jaka zapamietam, beda
sniegowe platki. Zolnierz przytknal mi lufe do czola - nie wiem, jak opisac
to uczucie. Czegos tak silnego nie doswiadczylam nigdy na jawie. Juz mial
strzelic, ale sie rozmysli. Odszedl z innymi. Zostalam sama w blocie i
pomyslalam, ze chociaz nigdy na jawie nie przezylam czegos takiego,
doswiadczenie ze snu liczy sie tak samo, wiec wiem juz, co sie czuje w takiej
chwili. Kiedy sie obudzilam, serce bilo mi glosno, i caly dzisiejszy dzien
mam wrazenie, ze uniknelam smierci.
Jak myslicie, czy takie doswiadczenie w sensie emocjonalnym liczy sie
jako "wiem, ze umre" przezycie? Bylo bardziej realne, niz biuro, w ktorym
siedze.
Kiedys w takim snie umarlam. Podobno nie mozna umrzec we snie, ale raz w
zyciu mi sie udalo i zostalam zabita. Co wiecej, sen mial ciag dalszy, gdy
bladzilam gdzies w bialej chmurze.
Ale to dzisiejsze mnie zupelnie rozbilo, ciagle czuje to przerazenie i widze
platki sniegu.