Dodaj do ulubionych

Zona "Artysty"

14.03.06, 14:50
Pewna Pani tak oto przedstawila swoja wizje Wolnosci w Milosci:

"Wazne, zeby dawac te wolnosc komus. To jest prawdziwa milosc.

I wazne, zeby nie przyznawac jej sobie. To by byl prawdziwy egoizm."

Pominawszy drobne potkniecia jezykowo-logiczne (kazdy czlowiek rodzi
sie wolny, wolnosci nie mozna dawac, moza ja tylko zabierac...)
- jest to mi wizja duchowo bliska.
(chcialbym miec tak patrzaca na zycie zone).

Laczy ona jednakze milosc z POSWIECENIEM dla danej osoby,
nie oczekujac w zamian tego samego.

Czy w 21. wieku wiele jest kobiet patrzacych na Swiat podobnie jak owa Pani,
podobnie jak zony np. Picassa, lub Dostojewskiego?

Obserwuj wątek
    • pipilutek Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 14:56
      luxi, nie wydrzesz z czlowieka wolnosci. jej czesc mozna dobrowolnie oddac, ale
      wszelkie proby zmiany proporcji koncza sie zle- wystarczy poczytac ludzkie
      przezycia. nie mozna dac calego siebie i oczekiwac od drugiego czlowieka
      identycznego poswiecenia. czlowiek jest zwierzeciem stadnym, czlowiek jest
      zwierzeciem potrzebujacym ruchu, swiezego powetrza, interakcji,nowych doznan
      zmyslowych pobudzajacych jego intelekt, wrazliwosc. nie mozna mu ograniczyc
      dostepu do dobr jakie oferuje nam zycie, nie wolno tez zrezygnowac ze
      wszystkiego tylko dlatego, zeby pragnieniem zyciowego absolutu jest wtloczenie
      wlasnego "ja" w kazda szczeline, pory i tkanke osoby wybranej. nie zda sie i
      nie uda sie.

      jaks czes siebie trzeba zachowac, rozwijac ja. jest ona wlasna, niepodzielna i
      nam nierozlaczna- to nasza wlasna czastka wolnosci i szacuenk dla niej

      pipilutek
      • paco_lopez Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 15:01
        ...i tak pojawili sie na ziemi single.
      • luxi nie jestem pewien... 14.03.06, 15:05
        pipilutek napisała:
        luxi, nie wydrzesz z czlowieka wolnosci.

        Nie jestem pewien...:)
        Ja nawet nie zamierzam wydzierac z kogokolwiek wolnosci,
        jednakze i na tym forum znajdziesz TABUNY pan sugerujacych ,
        ze nalezy kontrolowac komputer, SMS-y i billingi meza...
        Czym to jest - jak nie "wydzieraniem" wolnosci?
        • l-31 Re: nie jestem pewien... 14.03.06, 15:08
          Jak można sobie na coś takiego pozwolić? Ja bym nie dała tkwić w związku, w
          którym ktos by mnie dusił.
        • malvvina Re: nie jestem pewien... 14.03.06, 15:09
          wiesz, to co piszesz dotyczy obu zainteresowanych stron :-) I tylko tak jest
          mozliwe
    • fleuret Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 15:11
      moim zdaniem nikt nikomu wolności dać ani zabrać nie może
      • l-31 Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 15:12
        Wyjątek stanowi sąd?
        • fleuret Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 15:15
          nie sądzę
          • l-31 Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 15:18
            Ja tez nie. Uważam, że człowiek sam sobie wolność odbiera dopuszczając się
            czynów wymagających ingerencji sędziego.
      • facettt Pozwole sobie sie z Toba nie zgodzic :) 14.03.06, 15:18
        fleuret napisała:
        > moim zdaniem nikt nikomu wolności dać ani zabrać nie może

        Pozwole sobie uznac Twoje zdanie za bledne.
        Jezeli jedna ze stron (przyjmijmy dla ulatwienia - ze maz) lubi chodzic
        2 razy w tygodniu do baru z kolegami na piwo i raz na tydzien na mecz
        pilkarski, lecz zawsze potem konczy sie to awantura - wiec za kolejnym razem
        rezygnuje z tych przyjemnosci - to jest to nic innego, niz zabraniee wolnosci.
        Nawet jak Ty nazwiesz to "wymuszona" rezygnacja.

        Pomijam juz przypadki tak oczywiste, jak np. odebranie wolnosci slowa
        w panstwach dyktatorskich.


        • malvvina Re: Pozwole sobie sie z Toba nie zgodzic :) 14.03.06, 15:25
          najbardziej wolnym czlowiekiem jakiego znam (tak tak pilam z nim kawe ;-) jest
          Nelson Mandela. 28 lat w wiezieniu.
          I co tu myslec ....?
          • facettt bardzo prosto myslec :) 14.03.06, 15:37
            malvvina napisała:
            > najbardziej wolnym czlowiekiem jakiego znam (tak tak pilam z nim kawe ;-)
            jest Nelson Mandela. 28 lat w wiezieniu.
            > I co tu myslec ....?

            Bardzo prosto myslec :) Ze zyl na "Zachodzie" (RPA byla mentalnie
            jednak "Zachodem") i za poglady "tylko" tam zamykano.
            mandela mogl komunikowac sie ze swiatem, zabrano mu wolnosc osobista,
            lecz nie wolnosc wypowiedzi.
            Ci ktorzy walczyli "o wolnosc" chocby w Chile po 1973
            (ze do czasow i krajow komuny juz nie przejde) mieli mniej szczescia,
            niz Mandela.
            Lacznie z wolnoscia slowa zabrano im tez zycie :)
            • malvvina Re: bardzo prosto myslec :) 14.03.06, 15:42
              ooo kuuuu rva ! RPA miodem plynacy "zachod" ufff
              a o aparthaidzie slyszal ????

              Hi hi no my jednak jestesmy martyrem swiata z ta komuna i zaborami
              umre ze smiechu :-))
              • facettt Malwina , nie smiesz :) 14.03.06, 15:48
                malvvina napisała:
                > ooo kuuuu rva ! RPA miodem plynacy "zachod" ufff
                > a o aparthaidzie slyszal ????


                Skoro umyka Ci moja Ironia... :)
                RPA juz nie mogla sobie pozwolic na likwidacje fizyczna znanych dzialaczy
                walczacych z apartheidem...
                I pozwlalala im kontaktowac sie z wiezioenia ze swiatem...

                General Pinochet w Chile taki dobry nie byl...
                ZABIJAL (jak komunisci) - JAK POPADLO.
                Takze przypadkowe ofiary, ktor sie gdzie napatoczyly...
                Tam zadnego wolnego wyboru nikt nie mial.
                • malvvina Re: Malwina , nie smiesz :) 14.03.06, 15:56
                  ah ah tak lubie smieszyc
                  nie pomylil ci sie temat z dyskusja agitacyjna ?
                  • facettt Re: Malwina , nie smiesz :) 14.03.06, 16:07
                    malvvina napisała:
                    > nie pomylil ci sie temat z dyskusja agitacyjna ?

                    Za czym?
                    Za przewaga autorytaryzmu (RPA) nad totalitaryzem (ZSRR)? :)
                    • malvvina Re: Malwina , nie smiesz :) 14.03.06, 16:09
                      no widzisz jak ty szybko rozumiesz ....
                      • malvvina Re: Malwina , nie smiesz :) 14.03.06, 16:13
                        bardzo lubie takich delikatnych facetow jak ty
                        cytuje definicje tego "autorytatywnego rezimu" z encyklopedii

                        i ide sie posmiac :-)))

                        "apartheid, doktryna skrajnej segregacji rasowej i dyskryminacji ludności
                        niebiałej oraz oparta na niej polityka rasistowska, stosowana 1948–91 w RPA;
                        1966 ONZ uznało a. za zbrodnię przeciwko ludzkości."

                        "
                        • facettt ONZ-towska, lewacka kazuistyka :) 14.03.06, 16:23
                          W latach 70.tych i 80.tych u swego konca (a o tym okresie mowimy,
                          skoro pisalas O Mandeli w wiezieniu) sytem polityczny RPA, byl duzo
                          lagodniejszy, niz ten w Chile...

                          Tyle tylko, ze Pinochet TYSIACAMI zabijal "swoich" wiec mu bylo wolno,
                          tymczasem w RPA biali wsadzali do wiezienia czarnych
                          - co rzecz jasna oburzalo ONZ zdominowana przez "kolorowych" :)

                          Twoje powolanie na ONZ szalenie mi sie podoba :)

                          Ta zabawna organizacja zawsze protestuje, gdy Izrael zastrzeli kilku
                          Palestynczykow...(w odwecie za ich zamachy).

                          Natomiasz ani pisnie, gdy np. syryjskie sluzby specjalne zabija
                          kilkudziesieciu przeciwnikow systemu...
                          Bo przeciez Arabowi wolno zabijac Araba :)
                          • malvvina Re: ONZ-towska, lewacka kazuistyka :) 14.03.06, 16:28
                            no bo to ja pisze artykuly do encyklopedii !
                            powiem wiecej jestem w rzeczywistosci prawdziwa lewacka encyklopedystka z wieku
                            swiatla - nazywam sie Voltaire
                            mamy wplyw na wszystko , my lewacy
                            jestesmy wszedzie
                            to prawdziwy miedzynarodowy spisek

                            idz na piwo
                            ciao



                            > W latach 70.tych i 80.tych u swego konca (a o tym okresie mowimy,
                            > skoro pisalas O Mandeli w wiezieniu) sytem polityczny RPA, byl duzo
                            > lagodniejszy, niz ten w Chile...
                            >
                            > Tyle tylko, ze Pinochet TYSIACAMI zabijal "swoich" wiec mu bylo wolno,
                            > tymczasem w RPA biali wsadzali do wiezienia czarnych
                            > - co rzecz jasna oburzalo ONZ zdominowana przez "kolorowych" :)
                            >
                            > Twoje powolanie na ONZ szalenie mi sie podoba :)
                            >
                            > Ta zabawna organizacja zawsze protestuje, gdy Izrael zastrzeli kilku
                            > Palestynczykow...(w odwecie za ich zamachy).
                            >
                            > Natomiasz ani pisnie, gdy np. syryjskie sluzby specjalne zabija
                            > kilkudziesieciu przeciwnikow systemu...
                            > Bo przeciez Arabowi wolno zabijac Araba :)
                            • facettt Re: ONZ-towska, lewacka kazuistyka :) 14.03.06, 16:30
                              cieszy mnie , ze zamiast analizy argumetow wspominasz o piwie :)
                              • malvvina Re: ONZ-towska, lewacka kazuistyka :) 14.03.06, 16:33
                                wracam do pierwotnego tematu - coz lepszego jak sprawic przyjemnosc mezczyznie.
                                Toc to moje powolanie


                                > cieszy mnie , ze zamiast analizy argumetow wspominasz o piwie :)
                                • facettt cieszy mnie :) to jeszcze sobie doczytaj :) 14.03.06, 16:37
                                  malvvina napisała:
                                  > wracam do pierwotnego tematu - coz lepszego jak sprawic przyjemnosc
                                  mezczyznie.

                                  Milo mi :)

                                  Ale skoro tak kochasz te Wikipedie...
                                  To na deser doczytaj sobie jeszcze o czasach Pinocheta w Chile.
                                  by moc rozroznic miedzy systemem autorytarnym (RPA) i totalitarnym (ZSRR
                                  Stalina, czy Chile Pinocheta).

                                  zapewniam Cie ze wolabym byc murzynem w RPA, niz zwyklym Chilijczykiem
                                  w tym czasie :)
                                  pl.wikipedia.org/wiki/Raport_Valecha


        • fleuret Re: Pozwole sobie sie z Toba nie zgodzic :) 14.03.06, 15:33
          facettt napisał:

          > fleuret napisała:
          > > moim zdaniem nikt nikomu wolności dać ani zabrać nie może
          >
          > Pozwole sobie uznac Twoje zdanie za bledne.

          ależ pozwalam, pozwalam
          jesteś wolny

          > Jezeli jedna ze stron (przyjmijmy dla ulatwienia - ze maz) lubi chodzic
          > 2 razy w tygodniu do baru z kolegami na piwo i raz na tydzien na mecz
          > pilkarski, lecz zawsze potem konczy sie to awantura - wiec za kolejnym razem
          > rezygnuje z tych przyjemnosci - to jest to nic innego, niz zabraniee wolnosci.
          > Nawet jak Ty nazwiesz to "wymuszona" rezygnacja.

          umyka Ci tu proces decyzji: on świadomie w y b i e r a

          >
          > Pomijam juz przypadki tak oczywiste, jak np. odebranie wolnosci slowa
          > w panstwach dyktatorskich.

          a ja bym ich nie pomijała...
          w państwach dyktatorskich robi się wiele różnych, dużo gorszych rzeczy
          (weź np. gułagi, tortury), które nie potrafią jednak "złamać" człowieka,
          tylko dlatego, że myśli on o swojej wolności własnie w sposób przeze mnie
          przedstawiony

          • facettt NIE - Fleuret. I czepiasz sie slow, gdyz... 14.03.06, 15:44
            fleuret napisała:
            > umyka Ci tu proces decyzji: on świadomie w y b i e r a

            1. Jezeli proces wyboru miedzy zlym, a jeszcze gorszym nazywasz
            "wolnym wyborem"
            - to inaczej rozumiemy pojecie wyboru.

            2. Czlowiek (wiezien polityczny) zamkniety w izolatce - niczego swiadomie
            nie wybiera. Wolnosc komunikacji zostaje mu ODEBRANA.

            Wiem, co powiesz - ze dzialalnosc polityczna wczesniej zaczal dobrowolnie....

            3. W TAKIM RAZIE: W czasach slepego terroru stalinowskiego zamykano zupelnie
            przypadkowych ludzi, by zastraszyc spoleczenstwo i by Bezpieka mogla
            sie wykazac statystyka...

            Tu nikt nie mial CIENIA Wolnego Wyboru - Droga Fleuret :)
            • fleuret Re: NIE - Fleuret. I czepiasz sie slow, gdyz... 14.03.06, 15:53
              facettt napisał:

              > fleuret napisała:
              > > umyka Ci tu proces decyzji: on świadomie w y b i e r a
              >
              > 1. Jezeli proces wyboru miedzy zlym, a jeszcze gorszym nazywasz
              > "wolnym wyborem"
              > - to inaczej rozumiemy pojecie wyboru.

              nie chodzi o "jakość" wyboru, ale o jego mozliwość

              >
              > 2. Czlowiek (wiezien polityczny) zamkniety w izolatce - niczego swiadomie
              > nie wybiera. Wolnosc komunikacji zostaje mu ODEBRANA.

              pozostaje zawsze komunikacja z najwyższą instancją, czyli samym sobą

              >
              > Wiem, co powiesz - ze dzialalnosc polityczna wczesniej zaczal dobrowolnie....

              a więc nie zgadłeś co powiem hihi

              >
              > 3. W TAKIM RAZIE: W czasach slepego terroru stalinowskiego zamykano zupelnie
              > przypadkowych ludzi, by zastraszyc spoleczenstwo i by Bezpieka mogla
              > sie wykazac statystyka...
              >
              > Tu nikt nie mial CIENIA Wolnego Wyboru - Droga Fleuret :)

              każdy świadomy wybór jest wolny
              • facettt Nie... I kazuistyka... 14.03.06, 16:04
                fleuret napisała:
                > każdy świadomy wybór jest wolny

                1. Cieszy mnie, ze uznalas jednak, ze przypadkowi wiezniowie gulagow
                stalinowskich nie mieli zadnego wyboru, gdyz niczego nie wybierali :)

                2. natomiast wracajac do pojecia "wolny wybor" - to kwestia kazuistyki.

                Ja rozumiem, "wolny wybor" jako wybor miedzy dobrem, a zlem, lub miedzy czyms
                dobrym, a jeszcze lepszym...

                Czlowiek wybierajacy rezygnacje z chodzenia do baru wskutek AWANTUR
                zony (nie o sobie pisze, coby bylo jasne...:))) , gdyz nie zamierza sie
                z nia rozwiezc, bo np. bardzo kocha dzieci i chce przy nich codziennie byc,
                nie dokonuje WOLNEGO WYBORU, gdyz nie jest WOLNYM CZLOWIEKIEM.

                A tylko wolny czlowiek moze dokonac wolnego wyboru...

                Podobnie , gdy porwa Ci meza i porywacze domagaja sie 100 tys zl. okupu,
                to mozesz zaplacic te pieniadze - lub nie...
                Masz wybor...
                Lecz nie jest to zaden wolny wybor.
                • fleuret Re: Nie... I kazuistyka... 15.03.06, 17:58
                  facettt napisał:
                  >
                  > 1. Cieszy mnie, ze uznalas jednak, ze przypadkowi wiezniowie gulagow
                  > stalinowskich nie mieli zadnego wyboru, gdyz niczego nie wybierali :)

                  chyba Ci się zdaje..
                  jeśli tak twiedzisz, to tym samym odmawiasz
                  życiu tych więźniów, sensu

                  >
                  > 2. natomiast wracajac do pojecia "wolny wybor" - to kwestia kazuistyki.

                  ach, domyślałam się,że ten brzydkobrzmiący wyraz niczego pozytywnego nie znaczy.
                  Kopaliński to potwierdził...No ocierać się o sofistykę, to jakby zdradzić
                  szezląg dla sofy, a tego nie zrobiłabym nigdy.

                  >
                  > Ja rozumiem, "wolny wybor" jako wybor miedzy dobrem, a zlem, lub miedzy czyms
                  > dobrym, a jeszcze lepszym...
                  >
                  > Czlowiek wybierajacy rezygnacje z chodzenia do baru wskutek AWANTUR
                  > zony (nie o sobie pisze, coby bylo jasne...:))) , gdyz nie zamierza sie
                  > z nia rozwiezc, bo np. bardzo kocha dzieci i chce przy nich codziennie byc,
                  > nie dokonuje WOLNEGO WYBORU, gdyz nie jest WOLNYM CZLOWIEKIEM.

                  albo nie uświadamia sobie, że jest wolny. jego strata.

                  >
                  > A tylko wolny czlowiek moze dokonac wolnego wyboru...

                  według mnie nikt nie jest zdeterminowany

                  >
                  > Podobnie , gdy porwa Ci meza i porywacze domagaja sie 100 tys zl. okupu,
                  > to mozesz zaplacic te pieniadze - lub nie...
                  > Masz wybor...
                  > Lecz nie jest to zaden wolny wybor.

                  cóż, skoro go porwali, to może jest bardziej potrzebny gdzie indziej...
    • pipilutek Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 15:33
      luxi,na odchodne napisze jeszcze pewna uwage.przed laty poznalem starszego od
      siebie czlowieka. byl negatywnie nastawiony do otaczajacego swiata, mial jednak
      genialna zalete: mimo trudnego nastawienia potrafil cieszyc sie kazdym
      tchnieniem ziemi, potrafil proste dzialanie matematyczne rozpisac na 5 stron
      zaciekawiajac odbiorce, wciaz zadawal pytania, niecierpliwie szukal wszedzie
      odpowiedzi zaczynajac od wlasnej lepetyny. byl czlowiekim z pasja, entuzjazmem
      choc malkontentem. starannie wksztalcony, lecz nie humanistycznie. i co sie
      stalo? ten czlowiek, ktory myslal, ze tak niewiele go moze spotkac poznal
      nowych ludzi, poznal kobiete. byla dla niego idealem, poza tym miala cos, o
      czym on zawsze marzyl- miala tzw. lekkie pioro. z latwoscia i przyjemnoscia
      pisywala, on sie zachwycal. pisywala wiecej a on wprost proporcjonalnie do jej
      pisania malal. poczul sie przy niej niewyksztalcony, choc ma doktorat, poczul
      sie przy niej niepismienny choc to nie ona lecz on stworzyl dziela majce dzis
      duza i wierna publicznosc (nie, nie mowie o sobie od razu musze zastrzec, pisze
      wylacznie o moim znajomym). nieprawdopodobny kompleks z powodu braku
      humianstycznego wyksztalcenia spowodawal u niego calkowita utate wiary w
      siebie.wciaz jednak walczyl na zewnatrz, by udowodnic (i udowoldnil)ze tak nie
      jest. uwierzyl jednak,ze zdolnosc konstruowania zgrabnych zdan czesto nie
      niesie tresci, oprocz tej zlej, ktora go przez wiele lat karmiono.uwierzyl, ze
      jest nic nie warty, bo nie potafi pisac dlugich zdan zlozonych i czersto
      wtracal zaimek wskazujacy, do ktorego przywykl w innym jezyku, mowienia "tę"
      zamiast "tą" nie spomne. tak malo trzeba bylo, by go zlamac. trzeba bylo lat.
      z czasem zrozumial, ze kjakosc ulozonych w szeregu slow moze byc pozorna,
      zaczelo brakowac mu znaczen zestawionych ze soba znaczkow, a zestawianych
      zawsze w ten sam niezmienny spoosb choc z metafora. czyt to wlasnie nie
      churchil powiedzial, ze na coz nam znajomosc 25 jezykow jesli w zdanym z nich
      nie mamy nic do powiedzenia (potrojne przeczenie,ups). ten czlowiek, ktorego
      kiedys poznalem zrezygnowal na rzecz ladnego jezyka (w obliczu czasu nic z
      ladnosci juz nie zostalo)ze wszystkiego kim byl i jak myslal.zrezygnowal z
      wielowarstwowosci swojej jazni i zdolnosci bogatego myslenia na rzecz
      plaskiego, pseudointelektualnego pelzania. by byc lepiej zrozumianym?
      zaakceptowanym? nie wiem, ale ubolewam na strata bedac widzem.wyniosl osobe
      uwielbiana na szczyt gory, a gdy osoba znaazla sie na samym wierzcholku naplula
      mu prosto w twarz. dokladnie pamietam moment, gdy wcieral twarz z ptwociny,
      bylem swiadkiem i bylo mi przykro patrzec. nie zasluzyl sobie na takie
      potraktowanie, wierzyl, ze on moze kochac, uwierzyl, ze moze byc szczesliwy z
      drugim czlowiekiem. potem juz nie liczyl ilosci razy wycierania sliny z twarzy.
      ruch reki spowszednial. dzis wierzcholek jest pusty.wypchane prostota niczym
      helem acz ladnie pomalowane balony umiosly sie do gory i pekly z trzaskiem
      opadajac niczym papier na ziemie. on siedzi dzis nad szczatkiami kolorowej
      gumy, ktora zostala z wielkich i wysokich lotow balonowych ikarow i mysli co
      dalej. czy poszuka siebie sprzed lat? czy polozy sie na ziemi, by byc jeszcze
      bardziej plaski i gladki? czy wlasne, wtedy ciekawe myslenie, uprosci do
      dzwiekow przypominajacych rechotanie zab? nie wiem.. wiem tylko tyle, ze cudza
      ladna mowa to za malo, bo ta gesc sama gegac umie i samotnosc to za malo, by
      skazac siebie na poniewierke.
      nie powinno byc takiej samotnosci, ktora czyni niegdys fajnego intelektualnie
      czlowieka bezmozgowym wrakiem, tylko dlatego, ze wlasnie do takiej formy jego
      roznorodnych stron czuja przywiazanie..
      bez obrazy dla czytaczy,
      pipilutek

      • luxi Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 16:16
        Ladny tekst, nieco "of the road" i moze dlatego nie zrozumialem przeslania.
        Czy to moze jakies odniesienie do milosci i poswiecenia dla milosci?
      • mio.mio Re: Zona "Artysty" 14.03.06, 16:27
        Natrzaskaliscie sie o tych wolnych wyborach, az strach. I wydaje sie wam ,
        zescie sie z wolnej i nieprzymuszonej woli tak tematem podniecili. A w tym bylo
        tylko 10% rozsadnego, swiadomego wyboru, reszte zaloatwil za "was" mozg
        jaszczurki. Taka i lekcja z poprzedniego dramatu. Odkad o tym wiem, mysle
        swiadomiej, ale i wiecej sobie wybaczam.
      • luxi Pipilutek - 6 grzechow glownych i Twoj 7-my :) 21.05.06, 21:07
        Lutku...
        Jestem leniwcem...
        Kapiacym sie w szesciu grzechach glownych ...

        Od jednego jestem wszakze wolny.
        Zwie sie on ZAZDROSCIA.

        Uwazaj na siebie :)
    • malvvina liberte egalite choucroute 14.03.06, 16:18
      pl.wikipedia.org/wiki/Apartheid
      a tu male wyjasnienie na temat tej no tego eeee wolnosci komunikacji
      pozostawionej wiezniom politycznym RPA

      i w dalszym ciagu sie smieje...
      • facettt tez sie smieje 14.03.06, 16:28
        malvvina napisała:
        > i w dalszym ciagu sie smieje...

        I dalej przypominam, ze nie broniac apartheidu (gdyz chyba nie o to tu chodzi?)

        System ten byl duzo LAGODNIEJSZY niz czasy rzadow Pinocheta w Chile,
        nie wspominajac juz o Stalinizmie...

        Roznica byla jedna i istotna : nie zabijano tam (w RPA) przypadkowych
        ludzi tylko dla siania terroru :)
        • malvvina Re: tez sie smieje 14.03.06, 16:31
          jestem szczesliwa ze autochtonow z rpa nie nazywasz "przypadkowymi ludzmi"

          ah ah
          :-D

          pozostawiam temat pinochetow i zsrrow na jutro (byc moze pojutrze a byc moze
          nieeee....)
          • facettt Re: tez sie smieje 14.03.06, 16:44
            malvvina napisała:
            jestem szczesliwa ze autochtonow z rpa nie nazywasz "przypadkowymi" ludzmi

            Chwyt ponizej pasa :) Raz jeszcze przypomne wiec, ze w PRA nie bylo
            politycznych przesladowan na masowa skale, jak wlasnie w Chile.
            Zamykano tylko aktywnych politycznie. Powtarzam: zamykano - a nie zabijano...

            No to jeszcze jeden raporcik o Chile :)
            pl.wikipedia.org/wiki/Pucz_w_Chile_1973
            • nnatashaa Re: tez sie smieje 14.03.06, 16:49
              O Chile i Pinochecie to ona wie tyle, co było nagłosnione w Polsce przez AWS:
              tzn, ze nie jest zbrodniarzem, bo walczył z lewactwem.
              • malvvina Re: tez sie smieje 14.03.06, 23:23
                "ona" to siostra krowy ???


                O Chile i Pinochecie to ona wie tyle, co było nagłosnione
            • nnatashaa Re: tez sie smieje 14.03.06, 17:05
              Rozbroił mnie post malvviny, w którym napisała, że piła kawe z Nelsonem
              Mandelą. Pamietam, jak wieki temu znajomy psychiatra opowiadał mi o przypadkach
              ze szpitala psychiatrycznego. Było to dla mnie niewiargodne i często patrzyłam
              na niego jak na wariata, ale to wszystko było jednak możliwe. Tam też podobno
              byli tacy, którzy wódkę pili z Reaganem, rozmawiali z Bogiem, niektórzy
              wcielali sie w znane postacie świata polityki i show biznesu:)
              • lady_pretentious wracając do tematu 14.03.06, 20:51
                Bardzo mi się podoba to kojarzenie związku między kobietą a mężczyzną z
                torturami, gułagiem, apartheidem i Pinochetem...

                Ale wracając do tematu:

                Dla mnie nie istnieje miłość jednostronna. W praktyce żona "artysty" za swoje
                oddanie bez reszty, swoje poświęcenie coś sobie zapewnia - świeci światłem odbitym.
                Wiem, że zabrzmi to bardzo nieskromnie, ale nie spotkałam jeszcze w życiu
                mężczyzny, w którego cieniu mogłabym się schować...

                Samo życzenie by on był wolny, a ja w imię miłości miałabym się poświęcić, w
                moich oczach sytuuje go moralnie na poziomie jaszczurki. Unieważnia jakiekolwiek
                jego zalety. Przestaje on być "artystą" staje się nędznym obszczymurkiem
                tandeciarzem, który w niezdarnej próbie budowania swojej legendy powiela wytarte
                klisze...

                Moje wyznanie jest inne - wierzę w "państwo dwojga", gdzie żaden podarunek dla
                drugiej strony nie jest rozumiany jako poświęcenie.
                • luxi Re: wracając do tematu 14.03.06, 21:02
                  lady_pretentious napisała:

                  > Bardzo mi się podoba to kojarzenie związku między kobietą a mężczyzną
                  z torturami, gułagiem, apartheidem i Pinochetem...

                  - zle skojarzenia... jacys zblakani jezdzcy tu sie petali :)
                  >
                  > Ale wracając do tematu:
                  > Dla mnie nie istnieje miłość jednostronna. W praktyce żona "artysty"
                  za swoje oddanie bez reszty, swoje poświęcenie coś sobie zapewnia
                  - świeci światłem odbitym.

                  - istotnie, tak... i czerpie z tego radosc zycia :)

                  > Wiem, że zabrzmi to bardzo nieskromnie, ale nie spotkałam jeszcze w życiu
                  > mężczyzny, w którego cieniu mogłabym się schować...

                  - to rozumiem, ale zycie przed Toba :)
                  >
                  > Samo życzenie by on był wolny, a ja w imię miłości miałabym się poświęcić,
                  w moich oczach sytuuje go moralnie na poziomie jaszczurki. Unieważnia
                  jakiekolwiek jego zalety. Przestaje on być "artystą" staje się nędznym
                  obszczymurkiem tandeciarzem, który w niezdarnej próbie budowania swojej
                  legendy powiela wytarte klisze...

                  - czyli jednak nie zetknelas sie z "Artysta"
                  I nie doswiadczylas, co to Misterium... coz... bywa...
                  >
                  > Moje wyznanie jest inne - wierzę w "państwo dwojga", gdzie żaden podarunek
                  dla drugiej strony nie jest rozumiany jako poświęcenie.

                  - no tak, ale to "KLASYKA"...

                  nie o tym tu rozmawiamy :)
                  • nnatashaa Re: wracając do tematu 14.03.06, 21:06
                    Alez nie, na forum rozmawia sie o prostytucji, czego dowodem sa czerwone ptaki:)
                • malvvina Re: wracając do tematu 14.03.06, 23:27
                  ten pinochet i rpa to po to zebys zrozumiala (heh tyyy ;-) ze zona artysty jest
                  wolna byc byc spetana

                  hihi
                  zapraszam na kawe. Ale nie w polsce, droga neofitko forum
                  • nnatashaa Re: wracając do tematu 14.03.06, 23:30
                    Nie opłaca sie:)
                  • malvvina Re: wracając do tematu 14.03.06, 23:33
                    i tak nie zrozumiesz ? no to przepraszam ;-)
                    • nnatashaa Re: wracając do tematu 14.03.06, 23:34
                      Nawet nie chce
    • equus3 Re: Zona "Artysty" 15.03.06, 00:19
      > - jest to mi wizja duchowo bliska.
      > (chcialbym miec tak patrzaca na zycie zone).

      Za ten zlepek wypowiedzi powinieneś dostać Nobla. :D
      • luxi Re: Zona "Artysty" 15.03.06, 13:36
        equus3 napisał:

        > > - jest to mi wizja duchowo bliska.
        > > (chcialbym miec tak patrzaca na zycie zone).
        >
        > Za ten zlepek wypowiedzi powinieneś dostać Nobla. :D
        >
        - to nie byla wypowiedz, lecz jedynei komentarz do cytatu.
        Natomiast gdybym mial taka zone z pewnoscia chcialoby mi sie
        nad tym Noblem popracowac. A tak, to mi sie zwyczajnie nie chce :)
    • olga136 Re: Zona "Artysty" 15.03.06, 01:16
      Artysta mający u swego boku żonę która prawdziwie go wspiera, nie konkuruje z
      nim ale pomaga,organizuje wspólne zycie, staje się z reguły wielkim Artystą.
      • renkaforever Re: Zona "Artysty" 15.03.06, 02:35
        Uwaza sie, ze kazdy z nas, ludzi ma ogromny potencjal, tylko trzeba go
        uruchomic. Jak samochod. I pojeeedziemy! Fakt, jak nas naucza dobrze jezdzic to
        bedziemy poznawac swiat.Jak nie, to wypadek i ...komplikacje zyciowe.
        Spojrz na male dzieci.Przewaznie wszystkie sa aktywne i chca sprobowac
        wolnosci :) Jak sie to czasem konczy, to zaloga ostrego dyzuru w szpitalach
        dzieciecych wie..Ja porownuje zone artysty z matka wychowujaca dziecko, bo tak
        naprawde artysta jest bardziej dzieckiem, niz zwykly czlowiek.
        Stad poswiecenie zony artysty, opieka w imie tego czegos niezwyklego, czego nie
        ma prostak, a ma artysta.Talent, to cos swietego.Talent trzeba wspierac, trzeba
        pomoc mu sie rozwijac. Kto ma to zrobic jak nie najblizsi? Kto pierwszy zauwaza
        te szczegolne zachowania, ktore prowadza do powstania dziel, swoja prostota
        zadziwiajacych, ale czytelnych tylko dla niektorych ? Kto rozumie cierpienie
        artysty? Kto rozumie jego szczegolna tesknote do wolnosci?
        Poswiecenie sie dla idealu wcale nie musi oznaczac czyjejs krzywdy,choc
        zwiazane jest z bolem.Ale jest to bol tworzenia, bol porownywalny do
        porodowego, kiedy kazda chwila przybliza cie do zobaczenia cudu narodzin
        Wolnosci. Wszak rodzi sie zycie. To jest czyjes zycie, pelne poswiecenia i
        pasji.Ja mysle, ze zona artysty cierpi jak on i mysle, ze jego dziela sa ich
        wspolnymi dzielami. Oni tworza te dziela w cierpieniu, o ktorym sciany tylko
        maja pojecie, albo mozna je mierzyc szczekiem wyrzucanych na smietnik butelek.
        Gdzie tu Wolnosc ? W tym, co udalo sie im wydrzec z jazni przepelnionych
        cierpieniem.Ale to Artysta plodzi Wolnosc.
    • hellaa Re: Zona "Artysty" 15.03.06, 09:57
      A ja znów nawiąże do samego pojecia "Artysty".
      Zdaje się, że tutaj /wielka litera to sugeruje! ;)/ rozumie się go jako twórcę
      tzw "kultury wysokiej", działającego w rejestrach wyższej wiedzy
      specjalistycznej i tzw. wizji, czyli czegoś, co gra na emocjach, wyobraźni,
      intuicjach itd. Tak?
      Sugeruje się też, ze jego działalnośc wymaga stanu "przepływu" i koncentracji
      na ulotnych wibracjach, autoanalizy, budowania skomplikowanych myślowych
      konstrukcji, podążania za wszelkimi inspiracjami i wątkami, które wprawiają go
      w stan sprzyjajacy wykonywaniu jego pracy - że należy mu się żona, która by to
      rozumiała, nie obciążała chłopa podlewaniem kwiatków i nie robiła afery o
      bzyknięcie sąsiadki, skoro potem dobrze się Artyście spało, obudził się rześki
      i napisał dobry rozdział swego Dzieła.
      A ja wam powiadam: Wszystko jest poezja i każdy z nas jest Artysta. Każdemu
      zdałaby się opiekuńcza i nic nie żądająca żona, która z radością napawałaby się
      naszym blaskiem - z charakteru, wypisz-wymaluj, Matka Polka: oddana Sprawie,
      wyrozumiała i rozumiejąca, zawsze dwa kroki z tyłu z soczkiem i kanapką,
      skłonna do poświęceń, wielbiąca modlitewnie - tylko nie swoje dziecię, ale nas -
      Artystów! :))) Eh, byłoby to, było!!!!
      Mężczyźni w czasach historycznych próbowali - nawet niestety z sukcesem -
      wzór "żony Artysty" zaszczepić wszystkim kobietom jako obowiazujący model. Bo
      czyż każdy mężczyzna nie był, w ich mniemaniu, w jakimś sensie Artystą
      predystynowanym do rzeczy wielkich?.. Czy jego działalność polityczna,
      prowadzenie wytwórni gwoździ, wykonywanie amputacji nóg i puszczania krwi nie
      były to Rzeczy Wielkie?.. Tak się dziwnie poskładało, że mężczyzna - chirurg
      wycinający ślepą kiszkę uchodził za godnego estymy Artystę, a jego żona
      ćwiartująca kurczkę na obiad - jedynie za Artysty cień, dalekie echo, podnóżek.

      Ale czasy sie zmieniły i jeśli ktoś pożąda Żony Artysty, niech ją sobie
      importuje z Tajlandii czy głębi afrykanskiego buszu, gdzie kobiety dają sobie
      jeszcze wmawiać, ze nie są wiele warte, ich zycie to z założenia nudna szmira,
      nie mają w sobie nic twórczego, więc najlepsze, co mogą zrobić, to podcierać
      pupę facetowi - Artyście.

      W naszej kulturze na szczęście kobiety zdały sobie sprawę z tego, że są
      twórcze, dysponują jako osoby wyjątkowym potencjałem i mają prawo go
      realizować, a nie chować pod korcem w celu ułatwiania życia komuś innemu.
      Albowiem wszystko jest poezja i wszystko domaga się estymy. Dla mnie Artystą
      jest i utalentowany kucharz, który z pasją, w "przepływie" gotuje wspaniałe
      dania, i kobieta, która urządza łazienkę i z błyskiem oka, w podnieceniu, cała
      rozwibrowana "widzi", zapisuje, oblicza położenie, kolor, kształt półek, i
      dziecko uczące się sznurować bucik, pochłonięte tym bez reszty, kombinujace ze
      zmarszczonym czółkiem, jak zawiazać tę pętelkę..
      Każdy z nas ma prawo do życia w pasji i samorealizacji. Wyrzekanie się tego i
      robienie z siebie cokołu pod cudzą wielkość jest de facto pozwoleniem, by ktoś
      stanął nam na głowie, podeptał nas. Jest to chore i masochistyczne.
      Nie jest dobra postawa: Ja na dole, a ty wejdź na mnie, a będziesz wyższy.
      Dobra jest postawa: Oboje idziemy do przodu i podajemy sobie ręce żeby było
      łatwiej. Ty mnie a ja tobie. Bez lepszych i gorszych. Po równo.
      • shadowland1 Re: Zona "Artysty" 15.03.06, 16:49
        hellaa, to wspaniale co napisalas, mysle dokladnie tak samo
        • shachar Re: Zona "Artysty" 08.09.06, 15:41
          ja jestem Artysta i Misterium
          amen
      • luxi moj komentarz. 15.03.06, 17:12
        Cytat, ktora zapodalem w moim pierwszym poscie:

        "Wazne, zeby dawac te wolnosc komus. To jest prawdziwa milosc.

        I wazne, zeby nie przyznawac jej sobie. To by byl prawdziwy egoizm."

        Nie pochodzi od jakiejs "kury domowej" . Osoba, ktora go zapodala,
        jest samodzielnie myslaca i pracujaca "zurnalistka".

        A zatem i wsrod kobiet wyemancypowanych moze wystapic chec poswiecenia
        wszystkiego - dla Najdrozszego...
        Moze to w dzisiejszych czasach wyjatkowe, ale...
        Czy to takie zle, lub dziwne?
        • hellaa Re: moj komentarz. 15.03.06, 17:55
          Ależ skąd, sado-maso nie jest złe, jeśli obie dorosłe osoby się na to zgadzają,
          a bycie wyedukowaną żurnalistką wcale nie wyklucza upodobań maso! ;)
          • luxi Rozumiem, ze Matka Teresa z Kalkuty 15.03.06, 18:12
            hellaa napisała:
            >Ależ skąd, sado-maso nie jest złe, jeśli obie dorosłe osoby się na to zgadzają

            Rozumiem zatem, ze Matka Teresa z Kalkuty z jej poswieceniem, byla dla Ciebie
            uosobieniem masochizmu?

            Poswiecac mozna sie dla bardzo ronych celow, natomiast negowanie POSWIECENIA,
            jako wartosci...

            a reszte dopowiedz sobie sama.
            • hellaa Re: Rozumiem, ze Matka Teresa z Kalkuty 15.03.06, 18:40
              Czy ty mi tu, chłopie, wciskasz, że postać i działalność Matki Teresy ratującej
              życie i zdrowie ludziom odrzuconym i ubogim - i postać i działalność "żony
              Artysty" wspierajacej pozamałżeńskie dupczenie swego męża i hołubiacej bez
              umiaru gagatka - to jedno i to samo???? :))))
              Tych rzeczy nie da się zestawiać i porównywać!
              A jeśli już traktować sprawy twoją miarą, to Teresa powinna pewnie nie
              realizować własnego powołania do pracy dla chorych i ubogich, tylko poświęcić
              się dla jakiegoś chłopa i jemu pomagać - wtedy może on, kto wie?, po pięciu
              latach nauczyłby się grać gamę na flecie i dostarczył światu doznań
              artystycznych?...
              • luxi mylisz jakosc z iloscia :) 15.03.06, 18:48
                hellaa napisała:
                > Czy ty mi tu, chłopie, wciskasz, że postać i działalność Matki Teresy
                ratującej życie i zdrowie ludziom odrzuconym i ubogim - i postać i
                działalność "żony
                > Artysty" wspierajacej pozamałżeńskie dupczenie swego męża i hołubiacej bez
                > umiaru gagatka - to jedno i to samo???? :))))

                1. Kto powiedzial, ze to jedno i to samo?
                2. Kto tu pisal o "dupczeniu". Chyba nie ja - w kazdym razie?
                3. Pisalem, jedynie , ze poswiecac mozna sie dla roznych celow
                i w kazdym wypadku poswiecenie jest WARTOSCIA.
                Mniejsz lub wieksza, lecz WARTOSCIA.

                Tak, czy nie?

                > Tych rzeczy nie da się zestawiać i porównywać!

                - zestawiac i porownac mozna wszystko. Taki to juz nasz ziemski los :)
                • hellaa Re: mylisz jakosc z iloscia :) 15.03.06, 18:53
                  No dobra!
                  Poświęcenie jako wartość. Ok. Ale są wartości pozytywne i negatywne.
                  Co powiesz na takie poświęcenie:
                  Yasmina B. poświęciła pieć lat życia Sprawie. Podjęła naukę języka
                  angielskiego, wyszkoliła się w posługiwaniu się bronią i detonowaniu ładunków
                  wybuchowych - a na koniec wyjechała do Londynu, wsiadła do autobusu pełnego
                  ludzi, i poświęciła swe życie dla chwały Allaha...
                  • nnatashaa Re: mylisz jakosc z iloscia :) 15.03.06, 18:54
                    Poczytaj co zrobiła Wandzia:)
                  • luxi juz lepiej :) 15.03.06, 19:00
                    hellaa napisała:

                    > No dobra!
                    > Poświęcenie jako wartość. Ok. Ale są wartości pozytywne i negatywne.

                    - NIE. To tylko w matematyce ostnieje pojecie: "wartosc negatywna".
                    W moralnosci, to co ponizej kreski,
                    wartoscia nie jest, lecz wada, cecha (przypadloscia) itp...

                    > Co powiesz na takie poświęcenie:
                    > Yasmina B. poświęciła pieć lat życia Sprawie. Podjęła naukę języka
                    > angielskiego, wyszkoliła się w posługiwaniu się bronią i detonowaniu ładunków
                    > wybuchowych - a na koniec wyjechała do Londynu, wsiadła do autobusu pełnego
                    > ludzi, i poświęciła swe życie dla chwały Allaha...

                    - to, ze poswiecila zycie dla swoich wartosci.
                    dla nas byla wrogiem i terrorystka.
                    Wojna - to wojna takze o WARTOSCI.
                    Zwycieza lepszy (w sztuce wojennej) i wprowadza swoje WARTOSCI :)
                    • hellaa Re: juz lepiej :) 15.03.06, 19:07
                      No to wszystko sie zgadza, skoro wartość wartości jest relatywna, dla mnie
                      wartość poświęcenia polegającego na ułożeniu sie w podnóżek dla chłopa może być
                      nic nie warta a wartość leczenia trędowatych - wiele warta, a dla ciebie
                      odwrotnie czy jakoś tam, a dla Zenki B wartością będzie sweter z lumpexu - i
                      też git!
                      • luxi Re: juz lepiej :) 15.03.06, 19:26
                        Cieszy mnie, ze osiagnelismy zgode, co do dwoch spraw:
                        Tak Prawda - jak i wszelkie Wartosci sa relatywne... kazdy ma swoje...

                        Nierelatywne, czyli absolutne sa tylko:
                        1. PIENIADZE
                        2. KARABINY

                        A mimo to, cenie poswiecenie :)
                • shachar Re: mylisz jakosc z iloscia :) 08.09.06, 15:44
                  koncept, ze poswiecenie jest WARTOSCIA, uwazam za absurdalny
              • shadowland1 Re: Rozumiem, ze Matka Teresa z Kalkuty 15.03.06, 19:10
                hellaa, jestes boska, dawno nic mnie tak nie rozbawilo jak Twoje posty, pozdrawiam:)
        • shadowland1 Re: moj komentarz. 15.03.06, 18:27
          luxi, skoro poswiecenie jako Wartosc jest dla Ciebie tak cenne to nie pozostaje
          nic innego jak wprowadzic ta wartosc w swoje zycie i poswiecic sie dla jakiejs
          cudownej, utalentowanej kobiety, ktorej w holdzie dla jej geniuszu zlozysz u
          stop swoja wolnosc;))))))
          • luxi Re: moj komentarz. 15.03.06, 18:32
            shadowland1 napisała:
            ...ktorej w holdzie dla jej geniuszu zlozysz u stop swoja wolnosc ;))))))

            wreszcie prawidlowa odpowiedz ...

            Usilnie nad tym pracuje :)
            • shadowland1 Re: moj komentarz. 15.03.06, 18:43
              hehe; ale dziwie sie Twojej kobiecie bo ja na przyklad wcale bym nie chciala by
              ktos sie dla mnie poswiecal, rezygnowal z siebie, swoich pasji,
              zainteresowan...taka osoba staje sie nudna na dluzsza mete; uwierz, ze lepsze
              jest partnerstwo, wspieramy sie wzajemnie, rozwijamy swoje osobowosci, talenty i
              ciagle mozemy sie podziwiac, zaskakiwac, pomysl nad tym;)))
              • luxi Re: moj komentarz. 15.03.06, 18:50
                shadowland1 napisała:
                > to partnerstwo. ciagle mozemy sie podziwiac, zaskakiwac, pomysl nad tym;)))

                Ten etap mam juz za soba.
                Teraz pora wskoczyc na "wyzszy" :)
                • shadowland1 Re: moj komentarz. 15.03.06, 19:01

                  Pominawszy drobne potkniecia jezykowo-logiczne (kazdy czlowiek rodzi
                  sie wolny, wolnosci nie mozna dawac, moza ja tylko zabierac...)
                  - jest to mi wizja duchowo bliska.
                  (chcialbym miec tak patrzaca na zycie zone).

                  to jak to z Toba w koncu jest? skoro bys chcial, to znaczy ze nie masz;)))
                  • luxi Re: moj komentarz. 15.03.06, 19:04
                    shadowland1 napisała:
                    > to jak to z Toba w koncu jest? skoro bys chcial, to znaczy ze nie masz ;)))

                    Nie rozumiem.
                    Czy powiedzialem gdzies, ze taka mam?
                    Trombie tylko, zgola jak "Slon Jerychonski" , ze chcialbym :)
                    • lady_pretentious Re: moj komentarz. 15.03.06, 23:33
                      nie, nie luxi "państwo dwojga" to nie jest klasyka, to coś zupełnie nowego i
                      bardzo rzadko praktykowanego...

                      Ale, ale, pan luxi trochę się nam plącze -
                      mówisz, że nie chodzi o wolność seksualną? doprecyzujmy zatem o jaką wolność
                      chodzi i o jakie poświęcenie, wtedy dopiero casting na Twoją przyszłą żonę
                      będzie się mógł w pełni zacząć.

                      Być może zrozumiałam powierzchownie, że chodzi o wolność uniesień dla pana przy
                      cierpliwej tolerancji żony, która z pełnym oddania poświęceniem abdykuje bez
                      słowa z tronu Inspiracji, by przyjąć berło z powrotem gdy tylko kochanka się
                      znudzi...

                      Pamiętajmy, że taka heroiczna niewiasta zwykle po prostu z zapałem pełni rolę
                      matki jak to już ktoś inny przede mną napisał. Tylko matki...za to idealnej. W
                      tej sytuacji panu artyście wydaje się rzeczywiście niezbędne poszukiwanie
                      kobiet, które może bez winy pożądać...
                      (że się tak "klasycznie" wyrażę)
                      • luxi Toz viem :) 16.03.06, 03:22
                        lady_pretentious napisała:

                        > nie, nie Luxi, "państwo dwojga" to nie jest klasyka,
                        to coś zupełnie nowego i bardzo rzadko praktykowanego...

                        - nove to specjalnie nie jest, lecz toz tylko to jest cenne, co rzadkie,
                        pravda?
                        >
                        > Ale, ale, pan Luxi trochę się nam plącze -

                        - w prawdziwej sztuce nie ma prostej drogi :)

                        > mówisz, że nie chodzi o wolność seksualną?

                        - nie, nie o nia.

                        doprecyzujmy zatem o jaką wolność
                        > chodzi i o jakie poświęcenie, wtedy dopiero casting na Twoją przyszłą żonę
                        > będzie się mógł w pełni zacząć.
                        > Być może zrozumiałam powierzchownie, że chodzi o wolność uniesień dla pana
                        przy cierpliwej tolerancji żony, która z pełnym oddania poświęceniem abdykuje
                        bez słowa z tronu Inspiracji, by przyjąć berło z powrotem gdy tylko kochanka się
                        > znudzi... Pamiętajmy, że taka heroiczna niewiasta zwykle po prostu z zapałem
                        pełni rolę matki jak to już ktoś inny przede mną napisał. Tylko matki...za to
                        idealnej. W tej sytuacji panu artyście wydaje się rzeczywiście niezbędne
                        poszukiwanie kobiet, które może bez winy pożądać...
                        > (że się tak "klasycznie" wyrażę)

                        - wzruszajace :) Ide, Panno Poezjo, sie odwdzieczyc w Dziele :)
                        • renkaforever Re: godzic sie na wszystko:) 16.03.06, 05:21
                          Artysta czuje prawie ciagle niepokoj wewnetrzny i bol tworzenia, cierpi duuzo
                          wiecej niz przecietniak.Zona musi mu byc opiekuncza matka,ktora absolutnie
                          pozwala na wszelkie dzialania pobudzajace kreatywnosc i wyciszajace
                          cierpienie.W dodatku powinna go sama inspirowac.Bo on czuje ten bol tworczy,
                          ktory jest nie do zniesienia.Na ten bol potrzebne sa rozne painkilery i
                          alteracje.Czesto alkohol albo jakis bialy proszek daje przejsciowe ukojenie.Ale
                          eksplozja dziela jest nawieksza ulga. Wlasciwie zycie z artysta jest niezwykle
                          uciazliwe dla prymitywnych jednostek(matek). To musi byc super matka, idealna.
                          Artysta nie rozumie twoich pretensji,nawet moze pograzyc sie w depresji z
                          powodu niezrozumienia.Jezeli chcesz sie z nim rownac, zapomnij. Nigdy ci sie to
                          nie uda.Kazdy z nas ma swoj unikalny dar, moze twoim jest wlasnie umiejetnosc
                          bycia jedza :), ktora zrzedzi, ze zostawil czesci swojej garderoby na podlodze
                          albo nie pozmywal naczyn(!)..albo nie odebral dziecka z przedszkola..
                          Artysta jest ponad tymi trywializmami.
                          Jezeli go nie rozumiesz, odejdz.Twoje miejsce zapelni sie szybciej niz
                          myslisz.A i ty moze znajdziesz swojego "malego artyste", ktory nie bedzie
                          cierpial zbyt mocno i pogodzi sie z "twoja wysokoscia" :))
                          • lady_pretentious Re: godzic sie na wszystko:) 16.03.06, 08:02
                            hmm... Jeśli nie chodzi o wolność seksualną, to ja mogłabym się zastanowić.
                            Powiedz tylko drogi luxi, gdzie w dzisiejszych czasach znaleźć prawdziwego artystę??
                            • pipilutek Re: godzic sie na wszystko:) 16.03.06, 09:17
                              zaciekawila mnie dyskusja,ale nie wiem co poczac, bo stoje durny jak tabaka na
                              rogu.zaczelo sie od wolnosci, checi jej doswiadczania(?),dalej czytam o
                              dzieciecej wrazliwosci i zyciowym zaklopotaniu artysty, a ja skromnie chcialbym
                              zapytac, bo jednak zagubionym:
                              - kto to jest "artysta" wg was?
                              - co stalo sie z "zona "artysty""?
                              - co stalo sie z opisywana wolnoscia lub dazeniem(?) do jej czastkowego
                              uzyskania?
                              p.
                          • hellaa Re: godzic sie na wszystko:) 17.03.06, 08:12
                            A to niby czemu artysta=cierpiętnik?..
                            Najfajniejsi są ci "artyści szaleni", których dotyczy radosna,
                            stylowa "dekadencja i wdzięk". Ci raczej nie smędzą, tylko wręcz przeciwnie:
                            ubarwiają rzeczywistość swoją fantazją, humorem, kreatywnością. Wykładnią
                            inteligencji i klasy człowieka jest przecież jego odrobinka dystansu do samego
                            siebie oraz humoru.
                            Artysta - smędziarz jest dla mnie po prostu nudny, nadęty, w pretensjach,
                            tworzy negatywną aurę i może przywabić tylko masochistkę.
                            "Cierpiący za miliony" są już zresztą demode, poszli do lamusa, bo ich produkt
                            był krótkiej trwałości, czyli nie tak mocny artystycznie jak sądzili.
                            Zresztą każdy lubi co chce. Osobiście uważam, że wysmędzić coś artystycznie to
                            żadna sztuka, tylko zagranie na zdartych od częstego używania strunach.
                            Wyciskacze łez, krwawe melodramaty, operowe sceny, rozdzierające dźwięki...
                            Smędziarz aż nadto wyraźnie wskazuje niewyrafinowanemu odbiorcy, o co chodzi.
                            Prosty jest.
                            Lubię, kiedy artysta dokłada do swojego przekazu inteligencję i wyrafinowanie,
                            w czym niezbędnna jest postawa wzięcia się w garść i nie ma mowy o łkaniu i
                            epatowaniu cierpieniem. Lubię, gdy czyni błyskotliwą aluzję, tworzy ciekawą
                            metaforę, i przez oko, intelekt, wartości kulturowe odbiorcy trąca delikatne
                            struny jego uczuć. To jest maestro.
                            Taki "artysta", co stoi na środku pokoju zapłakany, zasmarkany i drze się do
                            żony: Kobietoooo!!!! Ja cierpięęęę!!!! Ja rodzęęęę!!!! Podaj kielnieęęę!!!!
                            to jakieś takie coś, co mnie osobiście skłania do szastnięcia nogą i
                            podziękowania za towarzystwo - niech kto inny się męczy, jak lubi.
    • jmx Re: Zona "Artysty" 17.03.06, 02:57

      Groch z kapustą na tym wątku (z góry uprzedzam - nie czytałam dokładnie
      wszystkich wypowiedzi).

      Ale - ktoś chce mieć powięcającą się żonę - niech będzie Dostojewskim czy
      Picassem, czemu nie ;). Z tego co wiem Picasso miał kilka żon więc chyba
      nieskore były do poświęceń ;). Bo najlepiej takie deklaracje weryfikuje życie.
      A nie słowa pani żurnalistki, pewnie singla, piszącej do "Twojego Stylu"
      czy "Elle".

      Z poświęceniem jest tak jak z tą słynną wolnością - ktoś w obozie może być
      bardziej "wolny" niż osoba na plaży w Kalifornii. Osoba, która kocha nie
      traktuje swoich czynności wobec obiektu miłości jako "poświęcania się". Ona
      jest mu oddana z potrzeby duszy a nie z potrzeby gratyfikacji. "Poświęcanie
      się" w takim znaczeniu jest rzeczywiście wartością. Inne nie, bo żąda zapłaty -
      "ja się poświęcam, robię dla ciebie wszystko a ty tego nie doceniasz!". A
      najczęściej mężczyzna nie żąda wszystkiego, więc część energii można
      spożytkować na inną działalność, że się tak wyrażę ;).

      Była już tu kiedyś dyskusja nt wolności i miłości, można zerknąć:


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=10121256&a=10121256
      • renkaforever Re: Zona "Artysty" 17.03.06, 04:49
        Wlasciwie przyczyna tego, ze Picasso mial kilka zon, lezy w grobie juz od dawna.
        Kobiety, ktorych dotknal, przeszly do historii.Ta ostatnia mimo, ze dziecko
        prawie, od razu wiedziala,ze to byl Wielki Artysta.Byla najszczesliwsza, bo
        tamte, 'matkujace' mu w przeszlosci, uksztaltowaly go.
        Podoba mi sie wypowiedz jmx o poswieceniu. To fakt, w milosci nie ma
        poswiecania sie. Jest po prostu milosc, duchowa potrzeba dzielenia sie soba w
        calosci. Czlowiek prawdziwie wolny nie czuje przymusu.Artysta uwalnia sie
        podczas "rodzenia". Co za ulga, osiagniecie spokoju.W efekcie ciezkich cierpien
        i skomlikowanego "porodu" narodzilo sie COS. A tu zona Artysty skrzeczy znad
        otwartej pralki : no i znowu nie wysuszyles prania ?! cholera (k.., f..),
        artysta sie znalazl..
        • hellaa Re: Zona "Artysty" 17.03.06, 07:48
          Koń Bucefał Aleksandra Wielkiego też przeszedł do historii - ale jakoś mu tego
          nie zazdroszczę! ;)))
      • luxi hiba zbyt powaznie odebralas ten watek 14.10.06, 11:22
        jmx napisała:

        >
        > Groch z kapustą na tym wątku >

        Z poświęceniem jest tak jak z tą słynną wolnością - ktoś w obozie może być
        > bardziej "wolny" niż osoba na plaży w Kalifornii. Osoba, która kocha nie
        > traktuje swoich czynności wobec obiektu miłości jako "poświęcania się". Ona
        > jest mu oddana z potrzeby duszy a nie z potrzeby gratyfikacji. "Poświęcanie
        > się" w takim znaczeniu jest rzeczywiście wartością. Inne nie, bo żąda
        zapłaty -
        > "ja się poświęcam, robię dla ciebie wszystko a ty tego nie doceniasz!". A
        > najczęściej mężczyzna nie żąda wszystkiego, więc część energii można
        > spożytkować na inną działalność, że się tak wyrażę ;).


        >Zycie, to przeciez taki groch z kapusta, a tylko dla nielicznych "Wybranych"
        okazja do samorealizacji :)))

        Lecz tak powaznie: nie ma scislej granicy miedzy poswieceniem,
        a samorealizacja, lecz sa one dosc plynne :)))

        ___________________________________
        Gdy nie wiesz - komu bije Dzwon...
        To znak, ze bije on Tobie...
    • nattasza Re: Zona "Artysty" 17.03.06, 08:15
      J to musiałabym być maksymalnie zapatrzona w faceta, musiałby mi się podobać,
      bo inaczej nie będę ukrywać, zdradzałabym go:)
    • mercurek Re: Zona "Artysty" 17.03.06, 14:40
      ja jestem żoną" artysty i nie czuje poświecenia .przeciwnie.wspieram go i
      baaaardzo ciesze sie z jego sukcesów.mysle ze to kwestia tolerancji, a przede
      wszystkim prawdziwego uczucia:):):)
      pozdruuufki!!
      • kowianeczka Re: Zona "Artysty" 17.03.06, 15:49
        mercurek, asocjujemy w kierunku venus99.

        Powiedz tylko gdzie cudzyslow sie zaczyna, a gdzie konczy, zeby lepiej
        zrozumiec to szlachetne przeslanie, hihi , iiiiihihihi

        kowianeczka
        • mercurek Re: Zona "Artysty" 19.03.06, 00:23
          przepraszam..niedopatrzenie ---> "żoną"- to poprawna wersja;)

          a ..no i venus jak najbardziej ( w wodniku;))hiehie..
    • luxi nie mam odpowiedzi -jaka powinna byc Zona Artysty? 08.09.06, 14:01

      zaznaczam - rozmawialismy tu sporo o wolnosci w Zyciu i w Procesie Tworczym,
      lecz to historie dobrze przeciez znane.

      Problemem dla Artysty jest czesto Zona, nie potrafiaca uniesc ciezkiego
      brzemienia Wolnosci Tworczej Artysty.

      Kim powinna byc wiec Zona Artysty?
      - Kura domowa?
      - Cierpliwa i Wyrozumiala Dama?
      - Venus i Natchnieniem jednoczesnie?
      - Czy moze managerem jego Tworczosci?

      • monikinha Re: nie mam odpowiedzi -jaka powinna byc Zona Art 08.09.06, 14:33
        Artysta nie powinien się żenić
        Powiniem mieć kochanki, przy których będzie się wykazywał artyzmem
        Kobiety tolerują sku..synków tylko w małych dawkach, i to konkretnie
        określonych ;)
        • luxi ninho... 08.09.06, 14:55
          monikinha napisała:

          > Artysta nie powinien się żenić

          - na ten temat mam inne zdanie.
          samotny artysta? A gdzie ciaglosc Procesu Tworczego? :)

          > Powiniem mieć kochanki, przy których będzie się wykazywał artyzmem

          - to zawsze moze. jedno nie przeczy drugiemu .
          ale nie o kochankach Atysty teraz rozmawiamy.

          > Kobiety tolerują sku..synków tylko w małych dawkach, i to konkretnie
          > określonych ;)

          - Czy sugerujesz, ze nie poradzilabys sobie w roli Zony Artysty?
          Przeciez niektorzy z nich nie sa sk...synkami, a wrecz przeciwnie,
          jak do rany przyloz :)
          • monikinha Re: ninho... 08.09.06, 14:59
            > - na ten temat mam inne zdanie.
            > samotny artysta? A gdzie ciaglosc Procesu Tworczego? :)

            :DDDD

            > - Czy sugerujesz, ze nie poradzilabys sobie w roli Zony Artysty?
            > Przeciez niektorzy z nich nie sa sk...synkami, a wrecz przeciwnie,
            > jak do rany przyloz :)

            Sugeruję jedynie, że bym nie reflektowała ;)
            • luxi Jesli nie reflektujesz... 08.09.06, 15:03
              To chyba zatem (tradycyjnie) bede musial otworzyc watek: Kochanka Artysty.

              Ale dopiero po znalezieniu wlasciwej kobiety na Zone :)
              • monikinha Re: Jesli nie reflektujesz... 08.09.06, 15:05
                Powodzenia :)
                Jest mnóstwo kobiet, które na to lecą, napewno znajdziesz tę właściwą.
                PS nie odwiedzam wątków o kochankach :D
                • luxi Re: Jesli nie reflektujesz... 08.09.06, 15:10
                  monikinha napisała:

                  > Powodzenia :)
                  > Jest mnóstwo kobiet, które na to lecą, napewno znajdziesz tę właściwą.

                  - dziekuje za slowa Tworczego wsparcia :)
                  Tylko troche mi sie chce szukac...
                  Mam juz taka jedna na oku :)

                  > PS nie odwiedzam wątków o kochankach :D

                  - To znakomicie. Dalej moge sie cieszyc na tym polu Wolnoscia Tworcza :)
                  • monikinha Re: Jesli nie reflektujesz... 08.09.06, 15:15
                    > > PS nie odwiedzam wątków o kochankach :D
                    >
                    > - To znakomicie. Dalej moge sie cieszyc na tym polu Wolnoscia Tworcza :)


                    Ależ jak najbardziej. "Artyści" zdecydowanie nie są na moje nerwy :D
                    Zresztą skoro wybranka już upatrzona, to lepiej na niej się artystycznie
                    skupić, po może wałkiem pogonić na widok Kochanki od tej, no...Wolności Twórczej
                    • luxi Re: Jesli nie reflektujesz... 08.09.06, 15:20
                      monikinha napisała:

                      > > Zresztą skoro wybranka już upatrzona, to lepiej na niej się artystycznie
                      > skupić, po może wałkiem pogonić na widok Kochanki od tej, no...Wolności
                      Twórczej..

                      Madrze powiedziane.
                      A tak a propos tego walka, to potrafisz go uzywac do jeszcze innych celow?

                      takich, wiesz, bardziej tradycyjnych - jak np. walkowanie i pieczenie
                      ciasta? :)))
                      • monikinha Re: Jesli nie reflektujesz... 08.09.06, 15:23
                        poza sztukami walki...noooo :) umiem
                        ale ciasto wałkuję butelką po whisky
                        wałka sie nie dorobiłam (nie było zapotrzebowania na jego podstawową
                        funkcję ;) )
                        a piec to wolę w kuchence :D
                        • luxi doszlismy w koncu do jakichs wspolnych konkluzji 08.09.06, 15:30
                          takich mianowicie, ze walek (ten do ciasta) jest dla nas obojga pojeciem
                          abstrakcyjnym - w oderwaniu od jego tradycyjnego przeznaczenia :)

                          A mowilem Ci juz onegdaj, ze liczy sie wspolne spojrzenie w przyszlosc
                          I wspolny osad spraw i rzeczy :)

                          Tak przynajmniej na dobry poczatek :)
                          • monikinha Re: doszlismy w koncu do jakichs wspolnych konklu 08.09.06, 15:33
                            jaki początek ???
                            ja tam kończę mój udział w tym wątku :D
                            • luxi konkluzje i iluzje :))) 08.09.06, 15:36
                              eee tam...
                              snisz, Mila :)
                              nie da sie skonczyc czegos, czego sie nie zaczelo :)))

      • fleuret Re: nie mam odpowiedzi -jaka powinna byc Zona Art 08.09.06, 14:36
        muzą
        • luxi Wiem, Fleuret, lecz tylko dla Muzyka :) 08.09.06, 17:54
          fleuret napisała:
          > muzą

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=343&w=37773833&a=37793195
    • yagiennka Re: Zona "Artysty" 08.09.06, 15:23
      Ja sama mam artystyczną duszę i cos jest w tej wolności, jakoś tak jest że typy
      artystyczne bardzo potrzebuja wolności i niezależności, często to po prostu
      indywidualiści. A w związku dogada się tylko indywidualista z drugim
      indywidualistą :) Ja daję wolność komus - po prostu uznaję że jest odrębnym
      człowiekiem i jest nie tylko "my" ale też "on" i "ja" - ale w odróżnieniu od
      owej pani wymagam też wolności dla siebie.
      • yagiennka Re: Zona "Artysty" 08.09.06, 15:29
        Aha, i nie uznaję czegoś takiego jak poświęcanie się dla drugiego człowieka,
        nawet dla dzieci. To nigdy nie jest doceniane przez drugą stronę, powoduje tylko
        postawę "daj palec a weźmie całą rekę", niszczy szacunek tej osoby do nas.
        Poświęcić się można najlepiej dla idei.
        • monikinha Re: Zona "Artysty" 08.09.06, 15:31
          iiii tam, jak chcesz się tak poświęcać to lepiej już misjonarką zostać niż się
          z trefnym chłopem męczyć, przynajmniej się kawałek świata zobaczy :D
          świętości od tego nie przybywa, bynajmniej
      • luxi Uchyle Ci rabka tajemnicy ;) 08.09.06, 15:33
        Ta Pani tez wymaga DUZO wolnosci dla siebie...
        Chociaz z drugiej strony jest sklonna do bezgranicznych poswiecen.

        Ten jej szpagat intelektualny i emocjonalny - czyni ja dlatego tak urocza :)))
        • shachar Re: Uchyle Ci rabka tajemnicy ;) 08.09.06, 15:52
          i szpagat fizyczny pewnie tez :DDDD
          • yagiennka Re: Uchyle Ci rabka tajemnicy ;) 08.09.06, 23:53
            E tam, od takiego szpagatu mozna sobie tylko nogi połamać :)
            • luxi albo sie na Amen w niej zakochac . 09.09.06, 00:09
              yagiennka napisała:
              > E tam, od takiego szpagatu mozna sobie tylko nogi połamać :)

              powszechnie wiadomo, ze milosc jest Slepa.
              i niech tak pozostanie.
    • bszalacha Re: Zona "Artysty" 09.09.06, 23:01
      A Ty własnie zaczyynasz od końca,tzn,od wymagań wobec zony.Otóż nie mamy wpływu
      na to,co czuje druga osoba.Mamy tylko mozliwośc "dawania wolnosci",gdy MY sami
      kochamy kogoś Czy Ty kochasz,czy tyylko chcesz byc kochany?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka