Gość: mmmore
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
06.12.02, 15:26
hey, mam taki klopot i czuje sie zatrzasniety nie mogac wykonac ruchu.
Mianowicie znam od kobiete ktora kocham. Wiem (hmmm tak mysle:)ze ona mnie
tez. Jednak nasze relacje zaklocaja ostatnio ogniste klotnie. Zaczyna sie o
jakis ledwo wyczuwalny niuans, potem sie rozkreca, potem madrzelismy,
przepraszalismy itd. Ostatnio z niewatpliwa agresja w oczach poszarpalem ja
za rece i uzylem epitetow ze ho-ho:( To poszarpanie to najwieksza "przemoc
fizyczna"jaka kiedykolwiek zaszla. O zadnym trzasnieciu w policzek z mojej
strony itp MOWY NIE MA. Jednak kobieta moja odizolowana sie kompletnie
twierdzac ze sie mnie boi i ze wtedy widziala za ja moglbym ja
uszkodzic..Podobno pokazalem prawdziwa twarz. Nie wiem co robic bo
bezskutecznie probuje to wyprostowac a nie chce w ogole sluchac. Kocham ja
cala z szykiem, myslami, jezykiem, blaskie ale i wadami i zaletami. Probuje
odwolac sie do przeszlosci, tlumaczac jaki normalnie jestem, co mowie, jak
sie traktuujemy. Przypuszczam tez ze ona takze w glebi ducha mnie kocha i
cos znacze dla niej. Teraz przy okazji niemocy porozumienia ani chociazby
dotarcia ze slowem, irytuje sie strasznie, bo wstyd mi za awanture a nie
moge sie przebic. Irytuje mnie to tak ze znowu czasem pozwole sobie na
jakies uogulnienie (epitet tfu) wyslany pod jej adresem a przeciez i ona i
ja dobrze wiemy, ze to tylko wyraz chwilowych emocji i nic wiecej. Ze rdzen
i prawdziwe uczucie po obustronach jest calkiem inne. Nie wiem jak to
przeskoczyc?