Dodaj do ulubionych

Oj dana, dana ...

IP: *.unl.edu 16.12.02, 16:44
nie ma szatana, a swiat realny jest niepoznawalny, oj dana !
Pamietacie to ? Jesli sie nie myle, Skaldowie ? Skad oni to wiedzieli ?
A moze wiedzieli tylko troche ? Moze jest poznawalny, moze brakuje nam
narzedzi, a jesli tak, jakich ? A moze jest niepoznawalny tylko poprzez
zmysly, czy wiec sa inne drogi poznania ?
Swiat ogladany z zewnatrz. Nie do spenetrowania. Swiat bardziej jako mysl,
niz materia. Nie do przebicia. Niepoznawalny, oj dana ? Czy rzeczywiscie ?
A gdyby tak spojrzec nan od wewnatrz, moze gdybysmy mogli byc odbiciem w
lustrze i mogli patrzec na swe twarze ? Wydaje sie, ze podstawowe narzedzie
poznania, nasz umysl, jest najwieksza przeszkoda w poznaniu. Czy to nie
smieszne ? A jednak to prawda. Umysl jest refleksja rzeczywistosci, odbiciem,
podobnie jak geba ksiezyca w jeziorze. Jest nierelanym obrazem, zdeformowanym
poprzez niedoskonale zmysly dostarczajace mu materialu. Jest tylko informacja
z drugiej reki, niepelna, niewystarczajaca by poznac. Czy wiec istnieja
metody, narzedzia istniejece poza umyslem, nie katalogujace, nie oceniajace,
nie dyskryminujace, biorace realnosc taka, jaka jest, bez interpretacji,
nagusienka, prawdziwa ? Wydaje sie ze sa. Co myslicie o tym ?
Pozdr, Imagine.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kinga Re: Oj dana, dana ... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 16.12.02, 18:19
      Musielibysmy chyba zamienic sie w przedmiot. Moze byloby to mozliwe jesli
      stanelibysmy sie kamera do rejestracji obrazu i dzwieku. Tylko czy
      chcielibysmy byc taka kamera?
      • Gość: Imagine Re: Oj dana, dana ... IP: *.unl.edu 16.12.02, 18:27
        Gość portalu: Kinga napisał(a):

        > Musielibysmy chyba zamienic sie w przedmiot. Moze byloby to mozliwe jesli
        > stanelibysmy sie kamera do rejestracji obrazu i dzwieku. Tylko czy
        > chcielibysmy byc taka kamera?
        Nie, nie, nie. Kamera, o ktorej mowisz ciagle uzywa "zmyslu" wzroku i sluchu,
        nagrywajac to wszystko. Wiec to nie o to chodzi. To poznanie ma byc spoza
        "widu i slychu". Ha, wiec nie kamera - co dalej ?
        Pozdr, Imagine.
    • trzcina Re: Oj dana, dana ... 16.12.02, 18:36
      Własnie sobie dumałam nad wpadniętą mi skądsiś do mózgu myślą
      Wittgensteina: "Granice mojego języka są granicami mojego świata" i wchodzisz
      mi tem wątkiem w sam raz:)
      Zdanie owo wittgensteinowe zdaje się prawdziwe i obowiązujące (mówię już o
      sobie), ale tylko na pierwszy rzut. Przy bliższym oglądzie okazuje się, że mój
      świat sięga poza mój język. Moje poznanie również. Język stanowi tylko o
      nazywalności rzeczywistości. Co, oczywista, ułatwia i przez mozliwosć
      komunikacji z innymi - poszerza mozliwości poznania. Ale ich przecież nie
      ogranicza nieodwołalnie.
      Przecież tyle jest tego świata, którego nazwać nie mogę, a czuję, płynie przeze
      mnie, buduje mnie.
      Właściwie wszystkie chwile pełnego zanurzenia się w rzeczywistosci, zespolenia
      z nią, nienazywalne są. Bez granic skóry, języka, umysłu.

      Ale umysł wcześniej jest. Obecny nieustannie. Nie sądzę, by przeszkadzał.Raczej
      współ - pracuje z innymi (?)narzędziami nad poznaniem. Jedynie wmówiona sobie
      jedyność umysłu w poznawaniu jest ograniczająca.

      t.))
      pozdrawiam
      • Gość: Imagine Re: Oj dana, dana ... IP: *.unl.edu 16.12.02, 18:54
        trzcina napisała:

        > Własnie sobie dumałam nad wpadniętą mi skądsiś do mózgu myślą
        > Wittgensteina: "Granice mojego języka są granicami mojego świata" i wchodzisz
        > mi tem wątkiem w sam raz:)
        > Zdanie owo wittgensteinowe zdaje się prawdziwe i obowiązujące (mówię już o
        > sobie), ale tylko na pierwszy rzut. Przy bliższym oglądzie okazuje się, że
        mój
        > świat sięga poza mój język. Moje poznanie również. Język stanowi tylko o
        > nazywalności rzeczywistości. Co, oczywista, ułatwia i przez mozliwosć
        > komunikacji z innymi - poszerza mozliwości poznania. Ale ich przecież nie
        > ogranicza nieodwołalnie.
        > Przecież tyle jest tego świata, którego nazwać nie mogę, a czuję, płynie
        przeze
        >
        > mnie, buduje mnie.
        > Właściwie wszystkie chwile pełnego zanurzenia się w rzeczywistosci,
        zespolenia
        > z nią, nienazywalne są. Bez granic skóry, języka, umysłu.
        >
        > Ale umysł wcześniej jest. Obecny nieustannie. Nie sądzę, by
        przeszkadzał.Raczej
        >
        > współ - pracuje z innymi (?)narzędziami nad poznaniem. Jedynie wmówiona sobie
        > jedyność umysłu w poznawaniu jest ograniczająca.
        >
        > t.))
        > pozdrawiam
        Ladnie to ujelas Trzcinko. Tak, jezyk jest naszym ogranicznikiem,
        interpretatorem, a nie obiektem o ktorym mowimy. W taoizmie mowi sie, ze
        jesli powiemy slowo BOG, to juz z samej zasady nie bedzie to Stworca, o ktorego
        nam chodzilo. Ale caly nasz umysl dziala na tej frekwencji, ani dalej ani blizej
        od rzeczywistosci niz jezyk. Widzisz, umysl przeszkadza nam w poznaniu. I nie
        mowie tu o poznaniu wlasciwosci tzw. materii, o poznaniu pewnych praw rzadzacych
        rzeczywistoscia. Chodzi mi o to, ze umysl nie wchodzi w istote rzeczywistosci,
        jego zadaniem jest opisywanie tylko zewnetrznych, mierzalnych atrybutow.
        Pozdr, Imagine.
        • trzcina O pożytkach płynących z umysłu 16.12.02, 20:07
          Gość portalu: Imagine napisał:

          W taoizmie mowi sie, ze jesli powiemy slowo BOG, to juz z samej zasady nie
          bedzie to Stworca, o ktorego nam chodzilo. Ale caly nasz umysl dziala na tej
          frekwencji, ani dalej ani blizej od rzeczywistosci niz jezyk. Widzisz, umysl
          przeszkadza nam w poznaniu. I nie mowie tu o poznaniu wlasciwosci tzw. materii,
          o poznaniu pewnych praw rzadzacych rzeczywistoscia. Chodzi mi o to, ze umysl
          nie wchodzi w istote rzeczywistosci jego zadaniem jest opisywanie tylko
          zewnetrznych, mierzalnych atrybutow.

          ******
          A jednak to m.in. umysłem rozpoznajemy różnicę miedzy słowami i ich
          zawartością, rozpoznajemy, ze Bóg to nie Drzewo, choć zakresy tych słów mogą
          się w sposób nie do końca dla nas oczywisty zazębiać. I to rozpoznawanie nie
          jest bez znaczenia.
          Zgodzę sie, ze umysłem nie wejdziemy w istotę rzeczywistości, ale nie jest on
          tylko opisywaczem, odtwarzaczem, jest też badaczem, nie - samodzielnym może i
          nie - doskonałym (specjalnie rozłącznie to piszę;), ale niezbednym, widzi mi
          się.
          Konkludując, jeśli o poznanie idzie, jestem za współpracą i jednością
          wszystkich zaangażowanych;) w nie narzędzi. Nie sądzę, by dało się odmierzyć i
          rozdzielić, gdzie kończy się praca jednego, a zaczyna drugiego.

          zdrowienia
          t.))

          peesik

          A do W. wracając - Mój język może stanowić granice Mojego świata, ale nie
          ograniczy w żaden sposób świata, rzeczywistosci. Mój umysł może mnie zamknąć w
          moim świecie, ale świata nia zamknie. Może dlatego myslisz, że umysł
          przeszkodą, ze Tobie on wadził? Może byłeś do niego za bardzo przywiązany;)?
          • Gość: Imagine Re: O pożytkach płynących z umysłu IP: *.unl.edu 16.12.02, 20:25
            trzcina napisała:

            > Gość portalu: Imagine napisał:
            >
            > W taoizmie mowi sie, ze jesli powiemy slowo BOG, to juz z samej zasady nie
            > bedzie to Stworca, o ktorego nam chodzilo. Ale caly nasz umysl dziala na tej
            > frekwencji, ani dalej ani blizej od rzeczywistosci niz jezyk. Widzisz, umysl
            > przeszkadza nam w poznaniu. I nie mowie tu o poznaniu wlasciwosci tzw.
            materii,
            >
            > o poznaniu pewnych praw rzadzacych rzeczywistoscia. Chodzi mi o to, ze umysl
            > nie wchodzi w istote rzeczywistosci jego zadaniem jest opisywanie tylko
            > zewnetrznych, mierzalnych atrybutow.
            >
            > ******
            > A jednak to m.in. umysłem rozpoznajemy różnicę miedzy słowami i ich
            > zawartością, rozpoznajemy, ze Bóg to nie Drzewo, choć zakresy tych słów mogą
            > się w sposób nie do końca dla nas oczywisty zazębiać. I to rozpoznawanie nie
            > jest bez znaczenia.
            > Zgodzę sie, ze umysłem nie wejdziemy w istotę rzeczywistości, ale nie jest on
            > tylko opisywaczem, odtwarzaczem, jest też badaczem, nie - samodzielnym może i
            > nie - doskonałym (specjalnie rozłącznie to piszę;), ale niezbednym, widzi mi
            > się.
            > Konkludując, jeśli o poznanie idzie, jestem za współpracą i jednością
            > wszystkich zaangażowanych;) w nie narzędzi. Nie sądzę, by dało się odmierzyć
            i
            > rozdzielić, gdzie kończy się praca jednego, a zaczyna drugiego.
            >
            > zdrowienia
            > t.))
            >
            > peesik
            >
            > A do W. wracając - Mój język może stanowić granice Mojego świata, ale nie
            > ograniczy w żaden sposób świata, rzeczywistosci. Mój umysł może mnie zamknąć
            w
            > moim świecie, ale świata nia zamknie. Może dlatego myslisz, że umysł
            > przeszkodą, ze Tobie on wadził? Może byłeś do niego za bardzo przywiązany;)?

            Mysle, ze da sie wyznaczyc granice, gdzie konczy sie poznanie za pomoca umyslu,
            a pozaumyslowym poznaniem. Umysl nie moze pojsc dalej niz na to pozwalaja zmysly
            i spekulacja. Przedluzacze zmyslow (mikroskopy, teleskopy) i spekulacji
            (sztuczna inteligencja)tez niczego tak naprawde nie dodaly do naszego
            rozumienia, poza tym, ze cos moze byc jeszcze mniejsze albo wieksze. Granica owa
            jest wedlug mnie "rozdzielczosc zmyslow", czyli punkt, w ktorym niemozliwe jest
            dalsze rozlupywanie rzeczywistowsci na cos jeszcze mniejszego. Widzisz, uwazam,
            ze my jestesmy w tym swiecie ale nie jestesmy z tego swiata. Ta najbardziej
            zawoalowana czesc nas samych pochodzi z innego wymiaru i tylko z tamtego wymiaru
            mozliwe jest widzenie naszej rzeczywistosci "od podszewki", niejako z drugiej
            strony, z tej prawdziwej. To co my tutaj probujemy robic, spekulowac, mierzyc,
            eksperymentowac, to chodzenie o kulach, nic wiecej. Jedyna droga do przejscia
            na druga strone rzeczywistosci to droga do wewnatrz nas samych, po wylaczeniu
            zmyslow i zignorowaniu umyslu. Ta droga nazywa sie medytacja, ktora jest nasza
            pierwsza i ostatnia wolonoscia.
            Pozdr, Imagine.
            • Gość: dodo jest jeden maly problem ;-) IP: 209.226.65.* 16.12.02, 21:47
              rozwazania sa bardzo cool i w ogole jestem pod wrazeniem... problem w tym, ze
              cytat byl niedokladny, powinno byc:
              "oj dana, dana - nie ma szatana a swiat realny jest poznawalny"
              i tu juz sie zaczynaja schody, bo poznawalnosc swiata obiecywana przez skaldow
              zaprzecza tezie watku ale poza tym to drobiazg ;-)
              zimowe serdecznosci przesylam, dzis rano mialam okazje zapoznac sie
              z realnoscia black ice - to swietnie wplywa na wyostrzenie zmyslow w kazdej
              sprawie :-)
              • trzcina Re: jest jeden maly problem ;-) 16.12.02, 21:59
                Nie wiem, jak Imagine, ale ja się załamałam;) To o czym my rozmawiamy? O
                poznawalnym czy nie? Dramatycznie pytam. Jeden wyostrzony zmysł, namierzony
                błąd w podstawie i masz nas, Dodo, na widelcu;)

                zdrowienia
                t.))
              • Gość: Imagine Re: jest jeden maly problem ;-) IP: *.unl.edu 16.12.02, 23:15
                Gość portalu: dodo napisał(a):

                > rozwazania sa bardzo cool i w ogole jestem pod wrazeniem... problem w tym, ze
                > cytat byl niedokladny, powinno byc:
                > "oj dana, dana - nie ma szatana a swiat realny jest poznawalny"
                > i tu juz sie zaczynaja schody, bo poznawalnosc swiata obiecywana przez
                skaldow
                > zaprzecza tezie watku ale poza tym to drobiazg ;-)
                > zimowe serdecznosci przesylam, dzis rano mialam okazje zapoznac sie
                > z realnoscia black ice - to swietnie wplywa na wyostrzenie zmyslow w kazdej
                > sprawie :-)
                Oj dodo, chlopaki pisali za czasow komuny, a wtedy wszystko bylo "poznawalne".
                dzisiaj napewno napisaliby "niepoznawalny". Ale to nie zmienia istoty tego o
                czym pisze.
                Pozdr, Imagine.
            • trzcina Re: O pożytkach płynących z umysłu 16.12.02, 22:07
              Co do medytacji, jak ją rozumiem, przeczuwam, ze masz rację, choć moja wolność
              ciut inna.
              CO do namierzania granic, dla mnie nie są one czytelne, nie potrafię oddzielać,
              chyba i nie potrzebuję. Wystarczy mi, ze sie dzieje... No i wolę jedność od
              rozdzielności;)

              t.))


        • procesor Re: Oj dana, dana ... 16.12.02, 23:01
          Gość portalu: Imagine napisał(a):
          > W taoizmie mowi sie, ze jesli powiemy slowo BOG, to juz z samej zasady nie
          > bedzie to Stworca, o ktorego nam chodzilo. Ale caly nasz umysl dziala na tej
          > frekwencji, ani dalej ani blizej od rzeczywistosci niz jezyk.

          A wiesz Imagine co było w Świątyni Żydów w Jerozolimie w miejscu "świętym
          świętych" , tym najważniejszym?
          NIc.
          I ponoc dla innowierców było to przerażające. Politeizm ówczesny był powszechny.
          A to Bóg którego podobizn się nie tworzy. Którego imienia wymieniac nie wolno.

          Czy więc to był TEN Bóg?

          Czasem tak sobie myśle że te nasze chrzescijańskie ołtarze dla świętych to
          takie pogańskie bożki zakamuflowane... Ten świety od tego , ten od tamtego..
          W tym jestem chyba blizsza muzułmanom. :) I protestantom. :)
          • Gość: baccar Re: Oj dana, dana ... IP: 213.231.15.* 17.12.02, 09:20
            I ja też, i ja też. A w ogóle to sie dopisuje po to by wyciągnąć ten temat
            wyżej. I proszę pofilozofujcie jeszcze trochę. Dobrze się czyta. Ja tu raczej
            nic nie wniosę.....
          • Gość: Imagine Re: Oj dana, dana ... IP: *.unl.edu 17.12.02, 15:41
            procesor napisała:

            > Gość portalu: Imagine napisał(a):
            > > W taoizmie mowi sie, ze jesli powiemy slowo BOG, to juz z samej zasady nie
            >
            > > bedzie to Stworca, o ktorego nam chodzilo. Ale caly nasz umysl dziala na t
            > ej
            > > frekwencji, ani dalej ani blizej od rzeczywistosci niz jezyk.
            >
            > A wiesz Imagine co było w Świątyni Żydów w Jerozolimie w miejscu "świętym
            > świętych" , tym najważniejszym?
            > NIc.
            > I ponoc dla innowierców było to przerażające. Politeizm ówczesny był
            powszechny
            > .
            > A to Bóg którego podobizn się nie tworzy. Którego imienia wymieniac nie wolno.
            >
            > Czy więc to był TEN Bóg?
            >
            > Czasem tak sobie myśle że te nasze chrzescijańskie ołtarze dla świętych to
            > takie pogańskie bożki zakamuflowane... Ten świety od tego , ten od tamtego..
            > W tym jestem chyba blizsza muzułmanom. :) I protestantom. :)

            Ja bym tak od razu wszystkiego do kosza nie wyrzucal. Chrzescijanstwo nie
            tlumaczy Ci dlaczego obrazy graja taka role w calej szopce, bo chrzescijanstwo
            nie wie nic na temat energii, z ktorych sklada sie nasza rzeczywistosc.
            W hinduizmie wielka role przyklada sie do religijnych symboli ale tam
            przynajmniej ludzie wiedza dlaczego Bog Ganesza ma postac slonia (ja nie wiem)
            i wiedza tez, ze jak milion ludzi wpatrzy sie w jakis swiety klejnot, to
            w tym obiekcie zakumuluje sie ogromny potencjal energetyczny. W hinduizmie
            jest wielu bogow i tak naprawde nie wazne w jakiego wierzysz, gdyz kazdy z nich
            reprezentuje rozne rodzaje energii, ktorych akurat Tobie potrzeba a ktore sa
            udostepniane ludziom za pomoca symboli. Powiem Ci, ze jesli mialbym inklinacje
            do rytualow, ceremonii czy cos w tym stylu, to zostalbym hindusem. Co
            ciekawsze, moglbym sobie wierzyc w Chrystusa, gdyz to nikogo nie obchodzi.
            Sproboj natomiast wejsc do kosciola katolickiego z wizerunkiem Siwy albo
            Krishny. Potem daj mi znac.
            Pozdr, Imagine.
            • procesor Re: Oj dana, dana ... 17.12.02, 23:03
              Ale by się mój proboszcz zdziwił!!
              Nie będę próbowac bo w ogóle nie nosze koszulek z podobiznami.

              Ale fakt że tolerancja nie jest powszechną cecha w naszym - podobno katolickim-
              społeczeństwie.
              Tylko że to chyba jednak nie jest cecha katolicyzmu tylko naszego społeczeństwa.
              Jakby tu był Islam na jedno by wyszło z tolerancja, nie?? :))))))))

              Największa krzywdę chrzescijaństwu wyrządził ten cesarz co zrobił je religia
              państwową, cwaniak.

              Ja kiedyś czytałam wyjaśnienie w jaki sposób bóg Ganesz dostał śliczna swa
              główke ale nie chcę czegos pokręcić. Chyba mu nerwowy ojczulek urwał?.. A jak
              sie matus łzami zalała to przyszył co mu przynieśli. Hehehe!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka