krzys2500
28.04.06, 21:04
28 kwietnia, piątek
Piękna pogoda gwarantuje udany długi weekend. Ludzie wyjeżdżają w góry,
zagranicę czy na Mazury. Ja zostaję w Warszawie i mam dużo czasu na
rozmyślanie. Jestem sam. Właściwie nie mam do kogo zadzwonić, z kimś
pójść „gdzieś na miasto”.
Chyba odkryłem ostatnio, czego się boję. Oczywiście, tak jak wszyscy (pisał o
tym Fromm) boję się samotności. Ale najbardziej się boję Kary. Przed nią
uciekam, unikaniu jej poświęcam życie. Kara może być napiętnowaniem, krytyką,
odrzuceniem, wyśmianiem. Czymkolwiek. Całe życie (co najmniej 18 lat plus
znaczna część samodzielnego życia) byłem karany przez rodziców. Krytykowali
mnie, krzyczeli na mnie, grozili mi różnymi sankcjami, ale też wyśmiewali i
dawali do zrozumienia, że jestem nikim, że ze mną nie trzeba się liczyć. Że
jestem niebezpiecznym fajtłapą, którego trzeba chronić przed samym sobą (np.
nie pozwalając mu zrobić prawa jazdy). Próbuję to zmienić, próbuję nie bać
się ludzi, ale to takie trudne!
Takie smutne, takie samotne jest moje życie! Zostawiła mnie Ania. To już dwa
miesiące, jak nie rozmawiamy... A wcześniej, przez rok, codziennie...
Zostawiła mnie, gdy czułem się taki zagubiony, samotny po powrocie z Wielkiej
Brytanii! Gdy tak potrzebowałem ciepła, życzliwości, wsparcia. A dostawałem
tylko krytykę, śmiech i oczekiwania. Czuję się taki oszukany, jakby ktoś wbił
mi nóż w plecy! Tak mi żal, tak tęsknię za nią. Tylko czy za nią prawdziwą,
czy taką, jaką sam sobie stworzyłem w głowie.
Boję się dziewczyn, boję się, że żadna nie będzie zadowolona, będąc ze mną.
Są takie wymagające, wyniosłe. I chyba większość z nich nie widzi we mnie
mężczyzny... Czy mają rację? Nie wiem co zrobić, nie potrafię żadnej
zainteresować sobą (zresztą mam wrażenie, że każda, zawsze, całą sobą daje mi
do zrozumienia „nie jestem tobą zainteresowana”).
Znajoma powiedziała niedawno, że mam fajne okulary przeciwsłoneczne. Znów
poczułem stres. Czy się ze mnie nie naśmiewa? Tak się ze mnie naśmiewano
przez większą część życia. Niby śmiejąc, szydzili ze mnie. Ojciec, jego
rodzina... Matka wolała manipulować moimi uczuciami. Udawała chorą, udawała
cierpiącą, ciągle mnie „karała” swoim zachowaniem, ciągle podsycając we mnie
lęk i obawę.
Tak bym chciał usłyszeć „przepraszam synku”. Ale nie... wciąż tylko buta,
wciąż tylko krzyk i pogarda. Chciałbym, żeby ktoś mnie kochał, żeby ludzie
mnie akceptowali... żebym zwalczyć to wewnętrzne poczucie odrzucenia przez
świat, poczucie niższości. Tak chciałbym czuć się częścią jakiejś wspólnoty,
grupy... Wiedzieć, że mnie chcą i że ja chcę... że nie jestem samotny.
Zabijam teraz napięcie ćwiartką Żołądkowej. Jakże inaczej poradzić sobie z
samotnością, z ciszą, z płynącymi godzinami?
krzys2500@gazeta.pl