mar977
04.05.06, 14:46
Pare miesiecy temu zerwalam zareczyny. Spanikowalam, przestraszylam sie, a
moze zaczelam watpic w pewnosc moich uczuc do narzeczonego. Na dodatek od
jakiegos czasu zaprzyjaznilam sie z B. i coraz mocniej serducho zaczelo mi bic
w jego kierunku. Po zerwanych zareczynach zaczelam spotykac sie z B. Jestesmy
para od paru miesiecy, rozumiemy sie swietnie, ale problem w naszym zwiazku
polega na tym, ze ja mam zupelnie inne potrzeby i spojrzenie na zwiazek niz
moj partner (moze przez to, ze juz prawie bylam mezatka, albo poprostu
przyszedl na mnie czas). B. jest mlodszy ode mnie i tak naprawde jeszcze
glodny wolnosci, a z drugiej strony odpowiedzialny i madry. B. bardzo na mnie
zalezy i pokazuje mi to na kazdym kroku, jednak od jakiegos czasu czuje sie
bardzo niepewnie. Zaczelo sie od tego kiedy napomknelam mimochodem, ze moze
moglibysmy ze soba zamieszkac (obecnie mieszkamy w roznych miastach i widujemy
sie tylko w weekendy), ale B. przestraszyl sie moim pomyslem, powiedzial, ze
na to nie jest jeszcze gotowy, ze bardzo by chcial, ale z czasem. Tesknie za
nim i nie wystarczaja mi weekendy. Poza tym mam silna potrzebe zmiany w zyciu
i chcialabym zeby moja zmiana przyblizyla nas do siebie, a nie oddalila.
Chcialabym zebysmy o zwiazku mowili MY, ale on wciaz nas rozdziela na ON i JA,
moje szczescie i jego szczescie, moje potrzeby i jego potrzeby. Przez taka
reakcje B. stracilam poczucie bezpieczenstwa i stabilizacji w zwiazku.
Probowalam nawet chwilowej “separacji” zeby wszystko przemyslec i zastanowic
sie co robic. Coraz czesciej w moich myslach pojawial sie dawny narzeczony,
przy ktorym czulam sie bezpiecznie i ktory chcial dac mi stabilizacje i
szczescie. A przede wszystkim mial takie same potrzeby i wizje zwiazku co ja.
Staralam sie “wyrwac” z siebie uczucie do B., ale kiedy zadzwonil i
przeprowadzilismy pare rozmow, uczucie wrocilo. B. bardzo chce mnie odzyskac,
mysli caly czas nad swoim wyborem, potrzebami, chce zebym na niego poczekala,
ale ja nie chce go zmieniac na sile, nie chce zeby robil cos wbrew sobie.
Teraz troche “uciekam” od tej milosci bo sie boje cierpienia.
Moze jestem idealistka ale chcialabym naprawde stworzyc udany zwiazek. Wiem,
ze ludzie czesto wiaza sie z przypadku, a potem zyja obok siebie a nie ze
soba. Jaka jest recepta na szczesliwy zwiazek. Co sie liczy najbardziej.
Kiedy mysle glowa to “wygrywa” byly narzeczony, kiedy mysle sercem – B., gdy
mysle o przyszlosci, pracy, poczuciu bezpieczenstwa, spelnieniu w tym co chce
robic – byly narzeczony, kiedy mysle o milosci – B. Co to do licha jest milosc
i czemu tak sie rzadzi w naszym zyciu?
Chcialabym sie Was zapytac co tym wszystkim myslicie …….
I jeszcze jedno, czy uwazacie, ze lepiej mocniej kochac w zwiazku czy byc
mocniej kochanym…..