Dodaj do ulubionych

zdrada może czegoś nauczyć

IP: 213.17.180.* 03.01.03, 13:10
witam
tyle jest wątków o zdradach o nieudanych małżeństwach.....
jestem mężatką od pół roku. Z moim obecnym nmężem mieszkałam przed slubem
ponad 2 lata a wogóle jesteśmy ze sobę 6 lat. Po około roku mieszkania
zdradzałm go PÓŁ ROKU ( z jednym facetem), wiedział o tym że się spotykam z
innym ale nie dopuszczał do siebie myśli że mogłabym z mimś iść do łóżka.
Powiedział że poczeka na mnie - oczywiście były awantury, łzy, ciche dni ,
każdy z nas żył w innym świecie, a ja sie stałam profesjonalistką w kłamaniu,
udawaniu a co najgorsze potrafiłam z wrócić do domu i prosto z łóżka
kochanka wskoczyć do łóżka mojego chłopaka. Dowiedziała się rodzina o
moim "wyskoku", zaczeły się awantury z mamą, siostrą itd...
Dzisiaj dalem mieszkamy razem , z tym że jesteśmy małżeństwem. Jestem
szczęsliwa i wiem że ten "skok W bok " był mi potrzebny. Zrozumiałam że
kocham tylko jednego mężczyznę, zaspokoiłam ciekawość "jak to jest" z innym
facetem, zrozumiałam że obecny mąż bardzo mnie kocha jeżeli zniósł to
wszystko i czekał na mnie. Może to głupie ale mi ta cała sytacja była
potrzebna, wiele mnie nauczyła, przedewszystkim szacunku do uczucia jakie
mnie łaćzy zmężem i do niegao samego i wiem że nie zdradzę mojego męża.
Obserwuj wątek
    • Gość: Operator Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 03.01.03, 13:35
      To takie piękne i romantyczne. Łezka mi się zakręciła w oku...
      • Gość: Malwina Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 13:40
        no coz, trzeba miec nadzieje ze nie masz wiecej watpliwosci i na inne tematy
        (typu czy jestem morderca np)
        rob co chcesz ale po co na sile filozofie jakas kulawa dopisujesz ?
        (to nie osad ostateczny, mi sie tez takie bledy w mlodosci zdarzyly ;-)
        • Gość: just100 Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 213.17.180.* 03.01.03, 13:57
          Gość portalu: Malwina napisał(a):


          > rob co chcesz ale po co na sile filozofie jakas kulawa dopisujesz ?

          sorki ale nie mogę zrozumieć sensu tego zdania :-))) !!!
          • Gość: Malwina Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 14:10
            ale co ja na to moge poradzic ?
            • Gość: j Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 213.17.180.* 03.01.03, 14:13
              rzeczywiście to twoj problem, że nie potrafisz wyrazić tego co myslisz pisząc
              na
              klawiaturze.
              • Gość: Malwina Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.abo.wanadoo.fr 03.01.03, 14:21
                mozna tak to rozumiec ...
    • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 14:37
      Masz szczescie,ze jestes kobieta. Facet za takie słowa byłby zlinczowany!!!
      Kazdy popełnia błędy. Kazdy. Ale niewielu wyciaga z nich wnioski. Tobie sie
      udało. Jesli juz naprawde nigdy nie zdradzisz meza, to faktycznie na cos to
      bylo.
      Ale czy maz ufa Ci teraz, wiedzac, co sie wydarzylo?
      • Gość: bea Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 213.17.180.* 03.01.03, 14:42
        na pewno ale
        wiem że muszę ciągle duzo pracować żeby mial do mnie takie zaufanie jak kiedyś.
        Zreszta gdyby mi nie ufał tak do końca nie byłabym jego żoną.
        • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 14:49
          Gość portalu: bea napisał(a):

          > na pewno ale
          > wiem że muszę ciągle duzo pracować żeby mial do mnie takie zaufanie jak
          kiedyś.
          > Zreszta gdyby mi nie ufał tak do końca nie byłabym jego żoną.

          Czasem dzieja sie miedzy ludzmi rozne straszne i trudne rzeczy. Sa razem (mam
          na mysli zwiazek i przyjazn) ale zaufania takiego jak kiedys juz nie bedzie.
          Stad moje pytanie czy Ci ufa.
          Zastanawiam sie tez, czy on patrzy na to tak samo, ze warto bylo to
          przechodzic, bo plynie z tego nauka, itp, itd.
          • Gość: bea Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 213.17.180.* 03.01.03, 15:01
            na pewno w kazdym z nas jest jakaś "rana" i chcąc czy nie chcąc wracają niemiłe
            wspomnienia. Wiem że jego tez coś to nauczyło. Kiedyś przy rozmowie zapytał się
            dlaczego tak się stało, obwiniał się, że to jego wina, że za mało poświęcał mi
            czasu i uwagi, że do związku wtargneła monotonia itp ale ja wiem że to była
            wyłacznie moja wina i to ja wskoczyłam do innego łózka a nie on.
            Nie jest tak jak kiedyś - zgadza się.
            Jest między nami o wiele lepiej, cieszymy się soba i może to głupie co napiszę
            ale ta cała sytuacja umocniła nasz związek.
            • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 15:10
              A jak bylo miedzy wami, gdy to sie stalo? Jaki on byl dla Ciebie?
              Jestem strasznie ciekawa motywow tej zdrady.
              • Gość: bea Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 213.17.180.* 03.01.03, 15:34
                ogólnie dobrze....
                ale ja mi czegoś brakowało w tym zwiazku... chciałam przeżyć coś innego...
                zastanawiałam się czy mogłabym ułozyc sobie życie z innym , chciałam spróbowac
                i zasmakowac czegoś innego. Jak już się wplatałam w to bagno fasynowało mnie to
                że inny facet interesuje się mną, że się mu podobam i wogóle. Może czułam się
                niedowartościowana - nie wiem.
                • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 15:39
                  MOje dwie najblizsze przyjaciolki przezytly to samo. Fascynacje innym. Sexu
                  nie bylo- w 1 przybadku suza bliskosc fizyczna, ale nei sex. Obie wybraly
                  swwoich facetow. I wisz co? Jedna dowiedziala sie,ze jej facet ja zdradza (tez
                  bez sexu, ale zrobil to z premedytacja,aby cierpiala). Druga miesiac temu
                  rozstala sie z facetem i teraz chce dac szanse temu drugiemu- czekal na nia
                  1,5 roku.
                  Okazalo sie ze ich skoki w bok mialy glebsze podloze i zwiazki i tak sie
                  rozpadly.
                  Reakcja twojego meza jest dla mnie niespotykana. To zazwsze kobiety łatwiej
                  wybaczaja zdraDE.....
                  • Gość: bea Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 213.17.180.* 03.01.03, 15:45
                    a długo były w związkach???
                    • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 15:50
                      Dziwnym zbiegiem okolicznosci obie rozstaly sie po 3 latach.... A Ci inni byli
                      troch e wczesniej. MIeli dokladnie TO czego brakowalo ich stalym partnerom.
                      BYly jednak na tyle rozsadne (psychologia na studiach :))aby wiedziec, ze nie
                      mozna kirowac sie chwilowa fascynacja. I dzieki Bogu- przynajmniej nie zyja z
                      poczuciem,ze to one rozwalily te zwiazki!
                      A ty jak dlugo z nim wtedy bylas?
                      • inka_sama Re: zdrada może czegoś nauczyć 05.01.03, 23:29
                        Gość portalu: JO napisał(a):
                        > Dziwnym zbiegiem okolicznosci obie rozstaly sie po 3 latach.... A Ci inni
                        > byli troch e wczesniej. MIeli dokladnie TO czego brakowalo ich stalym
                        > partnerom. BYly jednak na tyle rozsadne (psychologia na studiach :))aby
                        > wiedziec, ze nie mozna kirowac sie chwilowa fascynacja. I dzieki Bogu-
                        > przynajmniej nie zyja z poczuciem,ze to one rozwalily te zwiazki!
                        > A ty jak dlugo z nim wtedy bylas?


                        Jaki związek ma psychologia z rozsądkiem?
                        Dla mnie rozsądek to w duzej mierze sprawa wrodzona.
                        A tak swoja droga - iluz ludzi idzie na psychologie bo ma problemy z samymi
                        soba. I potem oni maja pomagać innym. Zgroza.
                        • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 13:36
                          inka_sama napisała:

                          >
                          > Jaki związek ma psychologia z rozsądkiem?
                          > Dla mnie rozsądek to w duzej mierze sprawa wrodzona.
                          > A tak swoja droga - iluz ludzi idzie na psychologie bo ma problemy z samymi
                          > soba. I potem oni maja pomagać innym. Zgroza.

                          Czy widzisz :) przy tym tekscie. To byl taki skrot myslowy, zarcik.... Chdzilo
                          nie o rozsadek, ale nie kierowanie sie czyms. O to,ze przez te studia (nie
                          jestesmy na psychologi, zeby byla jasnosc) lubimy sobie analizowac wszystko od
                          tej strony.
                          A tak w ogole to jest najwazniejsze w tym watku?
                          • Gość: oak Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 15:05
                            Gość portalu: JO napisał(a):

                            > A tak w ogole to jest najwazniejsze w tym watku?

                            hm ... powinien chyba być człowiek..... a co jest ????... jego d.... ??? ...
                            nie, nie jednak .... nie ! poproszę inny zestaw pytań )
                            • Gość: JO Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.03, 12:49
                              Gość portalu: oak napisał(a):

                              > Gość portalu: JO napisał(a):
                              >
                              > > A tak w ogole to jest najwazniejsze w tym watku?
                              >
                              > hm ... powinien chyba być człowiek..... a co jest ????... jego d.... ??? ...
                              > nie, nie jednak .... nie ! poproszę inny zestaw pytań )


                              Dlaczego cytujesz moje wypowiedzi, wyrwane z kontekstu???
                • Gość: Terry Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 5.3.* / 167.178.112.* 08.01.03, 16:35
                  A ten inny chciał tylko cię p... czy żyć z tobą ?
            • Gość: zobi Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 80.48.88.* 12.01.03, 16:19
              Strasznie ciekawa dyskusja
    • ann.k Re: zdrada może czegoś nauczyć 03.01.03, 16:05
      znalam takiego goscia co potrafil wybaczyc zdrade swojej dziewczynie; a
      wlasciwie to on twierdzil, ze ona go zdradzila; najpierw podjeli decyzje o
      rostaniu, ktorej on nie potrafil zaakceptowac i za nia lazil; w tym czasie ona
      poznala innego i poszla z nim do lozka; po jakichs dwoch miesiacach rozstania
      wrocila do tego pierwszego;
      a on wciaz zapewnial, ze wybaczyl i zapomnial, ale szybko okazalo sie, ze byl z
      nia, bo sie bal, ze nie znajdzie sobie innej i z tego samego powodu chcial,
      zeby do niego wrocila; a to jego wybaczenie mialo byc tylko przykrywka do tego,
      zeby sie na swojej lubej zemscic, czyli rozmyslnie ja zranic; zgromadzil wokol
      siebie tyle dziewczyn ile tylko dal rade - podrywal na czatach, ircach, w
      pracy, a potem ostentacyjne z nimi romansowal nawet przy swojej dziewczynie -
      milosne maile, ktore niby przypadkiem zostawial na ekranie komputera wychodzac
      do lazienki, smsy, czule slowka przez telefon, itp.; w ogole sie nie kryl z
      tym; a jak go kiedys spytalam dlaczego to robi, odpowiedzial, ze chce, zeby ona
      sie poczula tak jak on; oczywiscie nadal ja kochal i nawet podjeli decyzje o
      slubie ;)
      • Gość: unknown Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.travelers.com 03.01.03, 20:22
        bea,
        czy mozesz podac kilka przykladow na poparcie tezy, ze i twojego meza twoja
        zdrada nauczyla czegos?
        krotko mowiac, czego on sie nauczyl?
        • Gość: Operator Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.acn.waw.pl 03.01.03, 21:19
          Ale mnie to wkurza, no po prostu nie zniese. Dlaczego ludzie muszą dorabiać
          filozofię do każdego badziewia??? Dziewuszka pisze przecież wyraźnie "tak w
          gruncie rzeczy nudziło mi się po prostu, tak sama nie wiedziałam o co mi chodzi
          no i się puściłam z tej okropnej pustki egzystencjalnej". Są przecież takie
          proste słowa żeby to opisać jako to np.: zdrada, słabość, kurewstwo itp. Ale
          wtedy rzecz nie byłaby tak łatwa do przełknięcia. I proszę - po pokryciu
          odpowiednią warstwą makijażu świat jest od razu piękniejszy i jakiś taki
          bardziej pachnący (a może po prostu mniej śmierdzący). I jedziemy: "tak - to
          zdarzenie wiele mi powiedziało o sobie samej, teraz już wiem że mój luby jest
          mi naprawdę luby" - co za żałosne bzdety. Chociaż jest w tym jakaś logika -
          jakiś mędrzec powiedział, że nawet czyniąc zło ponajemy Boga. No bo przecież
          jeżeli wdepniemy w gówno to więcej wiemy o tym co jest gównem a co nim nie
          jest. Co nie zmienia faktu, że wdepnięcie w gówno jest żałosnym wdepnięciem w
          gówno a nie wyprawą naukową. I napradę nie chodzi mi tu o moralizowanie tylko o
          minimum uczciwości w spoglądaniu na siebie samego.
          • rlitwin Re: zdrada może czegoś nauczyć 03.01.03, 23:16
            Gość portalu: Operator napisał(a):

            > Ale mnie to wkurza, no po prostu nie zniese. Dlaczego ludzie muszą dorabiać
            > filozofię do każdego badziewia??? Dziewuszka pisze przecież wyraźnie "tak w
            > gruncie rzeczy nudziło mi się po prostu, tak sama nie wiedziałam o co mi
            > chodzi no i się puściłam z tej okropnej pustki egzystencjalnej". Są przecież
            > takie proste słowa żeby to opisać jako to np.: zdrada, słabość, kurewstwo
            > itp. Ale wtedy rzecz nie byłaby tak łatwa do przełknięcia. I proszę - po
            > pokryciu odpowiednią warstwą makijażu świat jest od razu piękniejszy i jakiś
            > taki bardziej pachnący (a może po prostu mniej śmierdzący). I jedziemy: "tak
            > - to zdarzenie wiele mi powiedziało o sobie samej, teraz już wiem że mój luby
            > jest mi naprawdę luby" - co za żałosne bzdety. Chociaż jest w tym jakaś
            > logika - jakiś mędrzec powiedział, że nawet czyniąc zło ponajemy Boga. No bo
            > przecież jeżeli wdepniemy w gówno to więcej wiemy o tym co jest gównem a co
            > nim nie jest. Co nie zmienia faktu, że wdepnięcie w gówno jest żałosnym
            > wdepnięciem w gówno a nie wyprawą naukową. I napradę nie chodzi mi tu o
            > moralizowanie tylko o minimum uczciwości w spoglądaniu na siebie samego.

            Operator! popieram!

            Bea, po co w ogole napisalas ten post? Skoro od zdrady minal juz powiedzmy
            rok czasu, i wszystko jest ok, to skad nagle ten post? Czy na pewno jestes
            szczesliwa w tym zwiazku? A moze to, ze Twoj mąż czekał na Ciebie, kiedy Ty
            oddawalas sie swawolnym igraszkom tak Ci zaimponowalo, ze postanowilas z nim
            pozostac, mimo tego, ze on nie dawal Ci tego, czego potrzebowalas?

            Wybacz za nieco zolci w moim poscie, jednak zadziwia mnie to, w jak perfekcyjny
            sposob kobiety potrafia wytlumaczyc sobie wszystko. Ogolnie z Twojego postu
            wynika brak odpowiedzialnosci. Te wszystkie klotnie, klamstwa.. nie moge
            zrozumiec po co? Nie lepiej sobie dac spokoj, a nie sie na sile umartwiac?
          • mary_ann Operator nazwał(a) rzecz po imieniu 04.01.03, 01:25
            Gość portalu: Operator napisał(a):

            > Ale mnie to wkurza, no po prostu nie zniese. Dlaczego ludzie muszą dorabiać
            > filozofię do każdego badziewia??? (...) I jedziemy: "tak - to
            > zdarzenie wiele mi powiedziało o sobie samej, teraz już wiem że mój luby
            jest
            > mi naprawdę luby" - co za żałosne bzdety.


            Operator, zgadzam się z każdym, co do jednego, zdaniem twojego postu. Pozwolę
            sobie jeszcze dorzucić od siebie kilka innych (no, zgoda, nieco
            przejaskrawionych))) przykładów rozmówek polsko-polskich. Oto proponowane
            translacje:

            TO BOLESNE DOŚWIADCZENIE POZWOLIŁO MI WEWNĘTRZNIE DOJRZEĆ – po namyśle sądzę,
            że zostawienie na łasce losu żony z trójką nieletnich dzieci nie było
            specjalnie eleganckie

            UCZYNIŁAM WAŻNY KROK NA DRODZE KU POZNANIU MEJ PRAWDZIWEJ TOŻSAMOŚCI –
            poromansowałam z sąsiadem, żeby sprawdzić, czy na mnie poleci (i czy mąż
            będzie zazdrosny)

            NAWIĄZAŁAM WRESZCIE DIALOG Z WŁASNYM CIAŁEM/ SPOJRZAŁEM NA NASZ ZWIĄZEK Z
            NOWEJ PERSPEKTYWY/ POZNAŁAM SWOJA WARTOŚĆ JAKO KOBIETY/ POTWIERDZIŁEM SIĘ JAKO
            MĘŻCZYZNA (można dodać : „CO PRZYNIESIE OWOCE W NASZYM ZWIĄZKU”) = zachciało
            mi się skoku w bok

            MÓJ PSYCHOANALITYK ZASUGEROWAŁ, ŻE PRZECHODZĘ TERAZ FAZĘ ZDROWEGO EGOIZMU =
            mam cię w dupie, radź sobie sam(a)

            MOJA REALIZACJA/POCZUCIE SPEŁNIENIA SĄ NIEZWYKLE ISTOTNE DLA PRAWIDŁOWEGO
            ROZWOJU EMOCJONALNEGO MOJEGO DZIECKA = 2 miesiące w domu z bachorem to chyba
            dostatecznie długo

            NIE CHCIAŁ(A)BYM CIĘ SKRZYWDZIĆ = planuję cię skrzywdzić, ale czuł(a)bym się
            lepiej, gdybyś mi z góry powiedział(a), że nie ma sprawy

            TAK BĘDZIE LEPIEJ DLA NASZEGO ZWIĄZKU = tak będzie wygodniej dla mnie

            NIE JESTEM CIEBIE WART(A)/ ZASŁUGUJESZ NA KOGOŚ LEPSZEGO, NIŻ JA = ja
            zasługuję na kogoś lepszego, niż ty

            NIE PLANOWAŁAM/EM TEGO, TO SIĘ PO PROSTU STAŁO = trafiała mi się okazja, więc
            czemu nie spróbować


            > I proszę - po pokryciu odpowiednią warstwą makijażu świat jest od razu
            piękniejszy i jakiś taki
            > bardziej pachnący (a może po prostu mniej śmierdzący).


            No, właśnie. Nie ma to jak świat zgrabnych zaklęć, filozofia à la
            Cosmopolitan, magiczna mowa amerykańskich poradników...Masz rację, Operator,
            niby to samo, ale jak brzmi...))))


            > I napradę nie chodzi mi tu o moralizowanie tylko o
            >
            > minimum uczciwości w spoglądaniu na siebie samego.



            Ja też nie chcę ciskać w nikogo kamieniem. I dokładnie o to samo mi chodzi.

            Pozdrówka
            Mary_ann
            • Gość: Sidney Re: Operator nazwał(a) rzecz po imieniu IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 02:11
              mary_ann napisała:

              (...)
              > NIE CHCIAŁ(A)BYM CIĘ SKRZYWDZIĆ = planuję cię skrzywdzić, ale czuł(a)bym się
              > lepiej, gdybyś mi z góry powiedział(a), że nie ma sprawy
              >
              > TAK BĘDZIE LEPIEJ DLA NASZEGO ZWIĄZKU = tak będzie wygodniej dla mnie
              >
              > NIE JESTEM CIEBIE WART(A)/ ZASŁUGUJESZ NA KOGOŚ LEPSZEGO, NIŻ JA = ja
              > zasługuję na kogoś lepszego, niż ty
              >
              > NIE PLANOWAŁAM/EM TEGO, TO SIĘ PO PROSTU STAŁO = trafiała mi się okazja, więc
              > czemu nie spróbować

              (...)


              Zgadzam sie! Ludzie slyna z naprawde olbrzymiej umiejetnosci nazywania
              rzeczy "nie po imieniu". Te filozofie, ideologie... W pewnym sensie to jest
              wspaniale - nadaje sie na temat jakies pracy magisterskiej ;)
              Co sie zas tyczy watkodawczyni... Pisze ona: "zrozumialam, zdrada mi cos
              dala"... Fakt - na pewno dorabia ideologie, ale moze i przy okazji rzuca inne
              swiatlo na "slowo" zdrada?
              Pozdrawiam Cie mary_ann - jestes wielka ;))
              Sidney-Ktora-Idzie-Spac (i nic innego nie kryje sie pod tymi slowami ;))) )
              • mary_ann Re: Operator nazwał(a) rzecz po imieniu 04.01.03, 20:08
                Gość portalu: Sidney napisał(a):

                > > Pozdrawiam Cie mary_ann

                Ja też Cię pozdrawiam, dziękując za miłe słowa (choć w dalszym ciągu
                adresowanego do mnie zdania zdecydowanie przesadziłaś)))

                Mary_ann -ktora-też-ostatnio-chodzi-spać-o-przedziwnych-porachj


            • sheana Re: Operator nazwał(a) .. po co??! 04.01.03, 12:11
              Nie rozumiem dlaczego staracie się narzucić własny "słownik" komuś kto chce
              wyjawić nam swój stan innymi słowami?! Czy to co zrobiła bea koniecznie musimy
              nazywać kurestwem /proponuje operator/ lub z postu marry_ann : 'mam cię w dupie'
              i dalej 'dwa miesiące w domu z bachorem". Czy to nie jest przegięcie
              w przeciwną stronę? Czy to co zrobiła bea jest na pewno kurestwem? Nie musimy
              używać eufeminizmów ale czy koniecznie kurestwo , w dupie i bachor?
              I czy rzeczy należy nazywać po imieniu koniecznie w taki sposob jaki innym
              odpowiada? Niech każdy nazywa swoje sprawy tak jak mu wygodnie , to tylko
              semantyka a jeśli przynosi ulgę komuś kto popełnił błąd ,przywraca pionową
              pozycję w związku , to ..
              Odrobina tolerancji dla cudzych słabości i luzu w byciu sobą przydaje się
              i nie pozwala zwariować w szaleńczym pędzie naszego życia.

              • mary_ann Re: Operator nazwał(a) .. po co??! 04.01.03, 19:53
                sheana napisała:

                > Nie rozumiem dlaczego staracie się narzucić własny "słownik" komuś kto chce
                > wyjawić nam swój stan innymi słowami?! Czy to co zrobiła bea koniecznie
                musimy
                > nazywać kurestwem /proponuje operator/ lub z postu marry_ann : 'mam cię w
                dupie
                > '
                > i dalej 'dwa miesiące w domu z bachorem". Czy to nie jest przegięcie
                > w przeciwną stronę? Czy to co zrobiła bea jest na pewno kurestwem?


                Chwilka, kto tu mówi o narzucaniu słownika? Ja właśnie chcę, żeby zdrada
                pozostała tradycyjną słownikową zdradą, a nie awansowała do rangi „nauki”!
                Słowa „kurestwo” nie użyłam, napisałam wręcz, że – tak jak Operator – nie
                zamierzam ciskać w nikogo kamieniami. Przeczytaj raz jeszcze mój post i
                zauważ, że zaznaczyłam wyraźnie, iż to, co napiszę, będzie PRZEJASKRAWIONE
                (stąd np. niesympatyczne słowo „bachor” czy sformułowanie „mam Cię w dupie”)
                To taki zabieg stylistyczny, stosowany zazwyczaj dla uwydatnienia tego, o co
                nam chodzi. Gdybym użyła super subtelnych wyrażeń, nie wydobyłabym
                zamierzonego sensu. A chodziło mi o językowe manipulacje (na które niejako
                zawodowo jestem szczególnie wyczulona)), o zaklinanie rzeczywistości,
                tworzenie nowej sytuacji przy pomocy języka, manipulowanie rozmówcą bądź
                samookłamywanie/wybielanie się. (Świadomie lub nie, wszyscy czasem to
                stosujemy, i pewnie da się znaleźć przykłady sytuacji w których nie jest to
                jednoznacznie naganne).
                Przy pomocy odpowiedniego doboru słów nadajemy wówczas sytuacji wydźwięk,
                koloryt, często całkowicie zmieniający charakter skojarzeń powstających u
                rozmówcy, a co za tym idzie np. kwalifikację moralną czynu.

                >to tylko
                semantyka

                to tylko i AŻ semantyka)))))))))) Na tych drobnych niuansach jedzie każda
                propaganda.





                Odrobina tolerancji dla cudzych słabości i luzu w byciu
                sobą przydaje się
                i nie pozwala zwariować w szaleńczym pędzie naszego życia.



                Zgoda. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczyna dominować klimat TOTALNEJ
                akceptacji - a przynajmniej obojętności - wobec zła. Bo takie drobne akty
                przyzwolenia, zmilczenia, że coś nas oburza, tworzą sytuację, w której
                praktycznie traci znaczenie podział na dobro i zło.

                Reasumując: nie kwestionuję faktu, że zdrada czegoś tam mogła autorkę postu
                nauczyć. Redukując rzecz ad absurdum: wszystko nas może czegoś nauczyć, z
                każdego negatywnego wydarzenia można od biedy wynieść jakąś korzyść, można np.
                dojrzeć wewnętrznie w wyniku przeżycia śmierci bliskiej osoby, ale stąd daleko
                jeszcze do wniosku, że dobrze się stało, że umarła! To myślenie w stylu:„gdyby
                mu nie amputowano obu nóg, nie przeczytalby tylu książek" – to co, ma się
                cieszyć, że nie chodzi?? Bardzo trafnie wypunktował(a) to Operator.
                • procesor Re: Operator nazwał(a) .. po co??! 05.01.03, 01:03
                  mary_ann napisała:
                  > Reasumując: nie kwestionuję faktu, że zdrada czegoś tam mogła autorkę postu
                  > nauczyć. Redukując rzecz ad absurdum: wszystko nas może czegoś nauczyć, z
                  > każdego negatywnego wydarzenia można od biedy wynieść jakąś korzyść, można np.
                  > dojrzeć wewnętrznie w wyniku przeżycia śmierci bliskiej osoby, ale stąd
                  daleko jeszcze do wniosku, że dobrze się stało, że umarła! To myślenie w stylu:„
                  > gdyby mu nie amputowano obu nóg, nie przeczytalby tylu książek" – to co, ma
                  się cieszyć, że nie chodzi??

                  Mary_ann!
                  Jestes wielka!! Jak słoń!!
                  To ostatnie rozłozyło mnie totalnie ze śmiechu. :)) To metoda Polyanny
                  doprowadzona do absurdu.

                  Kontunuujac w tym duchu należy miec nadzieje ż eautorka nie uśmierci rodziców
                  by zobaczyć ja się czuja sieroty, nie podpali sie by ... itd

                  Zeby leczyć ludzi nie trzeba na wszystko chorować. Są inne żródla informacji
                  poza własnym doświadczeniem.
                  Forum na przykład. :P
                  • mary_ann Procesor, dzięki.. 06.01.03, 00:36
                    ... za mile słowa. Przy okazji dzięki i za to, że za Twoją sprawą
                    przypomnialam sobie miłą postać Pollyanny i jej "grę w zadowolenie" ( choć P.
                    stosowala ją w duzo bardziej adekwatnych sytuacjach, zgodzisz się?))))
                    Pozdrówka

                    mocno odbudowana Mary_ann
                  • mary_ann Procesor, dzięki.. 06.01.03, 00:36
                    ... za mile słowa. Przy okazji dzięki i za to, że za Twoją sprawą
                    przypomnialam sobie miłą postać Pollyanny i jej "grę w zadowolenie" ( choć P.
                    stosowala ją w duzo bardziej adekwatnych sytuacjach, zgodzisz się?))))
                    Pozdrówka

                    mocno odbudowana Mary_ann
                • rlitwin Re: Operator nazwał(a) .. po co??! 05.01.03, 13:55
                  Mary_ann!

                  To prawda! jestes wielka ;) pozdrawiam Ciebie serdecznie! ;)

                  Radek
                  • mary_ann Re: Operator nazwał(a) .. po co??! 06.01.03, 00:37
                    Dziekuję bardzo))) Tez pozdrawiam serdecznie
                    Mary_ann
    • Gość: A Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 04.01.03, 09:04
      Jezeli na to, aby nauczyc sie szacunku i milosci do wlasnego meza/
      chlopaka potrzebowalas zdradzac go przez pol roku to znaczyc ze cos z Toba jest
      grubo nie tak, a Twoje wyjasnienia o waszym szesliwym teraz zwiazku sa po
      prostu glupie. Jestes i bylas nieodpowiedzialna.
      • onnanohito Re: zdrada może czegoś nauczyć 04.01.03, 13:14
        JO napisała:
        "BYly jednak na tyle rozsadne (psychologia na studiach :))....."

        Ratunku!

      • Gość: zm Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 19:39
        Gość portalu: A napisał(a):

        > Jezeli na to, aby nauczyc sie szacunku i milosci do wlasnego meza/
        > chlopaka potrzebowalas zdradzac go przez pol roku to znaczyc ze cos z Toba
        jest
        >
        > grubo nie tak, a Twoje wyjasnienia o waszym szesliwym teraz zwiazku sa po
        > prostu glupie. Jestes i bylas nieodpowiedzialna.

        Na litość Boską - a czy widziałeś na prawdę szczęsliwy związek - gdzie każdy
        dzień to istna sielanka ??? Bea piszę o zupełnie innm szczęściu - doceniła to
        co dla niej jest TERAZ naważaniejsze !! A Ty "A" i reszta oceniających Bea,
        skąd wiecie , że nie znajdziecie się w podobnej sytuacji jak ona. ???
        Możecie ją nazwyać jak chcecie ale dziewczyna zrobiła skok w bok, wie czym to
        pachnie, przezyła to i wie jedno - NIGDY WIĘCEJ!!! KONIEC z takim "gównem" jak
        ktoś to wcześniej nazwał.
        A Wy jesteście tacy tego pewni - może sami kiedyś się wkopiecie w to gówno ??
        Jak możecie ja tak krytykować i wyzywać, przecież jest tylko człowiekiem i
        zbłądziła. Skąd wiecie że Was kiedyś dziewczyna/czhłopak/żona/mąż nie zdradzi.
        Nazwiesz swoją żone wtedy "kurwą".???? Kazdy rozsadny zacznie się zastanawieć -
        dlaczego to zrobiła , co było powodem?
        Nie udajcie szczęśliwych w związkach., kazdy ma dni kiedy wydaje się wszystko w
        związku nudne i monotonne. Wystarczy że jedna strona w związku ma takie
        podejście i wszytko się sypie, Bea dopiero po zdradzie zaczeła doceniać związek
        z osąbą z którą była. Wiem że zdrada wiele uczy, piszecie że Bea jest
        nieodpowiedzialna - racja nie była zdradzając chłopaka - ale wyciagneła z tego
        wnoiski. KAZDY JEST TYLKO CZŁOWIEKIEM I KAŻDY POWINIEN Z SWOICH BŁĘÓW WYCIĄGAĆ
        WNOISKI BO JEŚLI TAK NIE JEST O JEST Z WAMI COŚ GRUBO NIE TAK.
        Pytacie po co napisała tan post?? Wystarczy przeczytać tytuł jaki napisała
        "Zdrada może czegoś nauczyć" - i może !!!

        Bea olej te opinie!!
        • Gość: Operator Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: *.acn.waw.pl 04.01.03, 22:02
          Taaak - życie nie jest w mordeczkę takie proste. I szczerze powiedziawszy nie
          będę się już więcej wypowiadał na ten temat bo wychodzi na to że jestem gościu
          sfrustrowany wybitnie. Nie będę dowalał biednej BEI chociaż jej modliszkowaty
          sadyzm i egotyzm małego dzieciaczka wkurwia mnie do imentu. No bo jak ja będę
          wyglądał w powrównaniu z takim gładkolicym mydłkiem jak Ty??
        • joanna_1 Re: zdrada może czegoś nauczyć 04.01.03, 23:14
          Czy koniecznie trzeba zabić, żeby przekonać sie jakiego koloru jest krew?????
          Czy koniecznie trzeba czlowieka upodlić, żeby przekonac sie ile jest wart????
          Nie znajde sie w podobnej sytuacji, bo moja wyobraźnia, moja umiejetność
          analizowania sytuacji wraz z jej skutkami jest rozwinieta i nie jest w stanie
          raczkujacym!!!!!
          Nie mam wpływu na wiele rzeczy np smierc bliskiej mi osoby, zwolnienie z pracy
          bo jest sie za dobrym, i na to że autobus nie przyjedzie na czas. Do jakich
          innych spraw mam wyłączyc proces przetwarzania informacji , pytam sie?
          Posłuchaj, my ostro harujemy w naszych zwiazkach omijając gówna! Po to by sie
          nie rozdeptywac miedzy innymi, by życ wartosciami, a nie iluzjami!
        • krasnoludek1 grubo przesadzacie 05.01.03, 00:03
          > Na litość Boską - a czy widziałeś na prawdę szczęsliwy związek - gdzie każdy
          > dzień to istna sielanka ??? Bea piszę o zupełnie innm szczęściu - doceniła to
          > co dla niej jest TERAZ naważaniejsze !! A Ty "A" i reszta oceniających Bea,
          > skąd wiecie , że nie znajdziecie się w podobnej sytuacji jak ona. ???
          > Możecie ją nazwyać jak chcecie ale dziewczyna zrobiła skok w bok, wie czym to
          > pachnie, przezyła to i wie jedno - NIGDY WIĘCEJ!!! KONIEC z takim "gównem"
          jak
          > ktoś to wcześniej nazwał.
          > A Wy jesteście tacy tego pewni - może sami kiedyś się wkopiecie w to gówno ??
          > Jak możecie ja tak krytykować i wyzywać, przecież jest tylko człowiekiem i
          > zbłądziła. Skąd wiecie że Was kiedyś dziewczyna/czhłopak/żona/mąż nie
          zdradzi.
          > Nazwiesz swoją żone wtedy "kurwą".???? Kazdy rozsadny zacznie się
          zastanawieć -
          >
          > dlaczego to zrobiła , co było powodem?
          > Nie udajcie szczęśliwych w związkach., kazdy ma dni kiedy wydaje się wszystko
          w
          >
          > związku nudne i monotonne. Wystarczy że jedna strona w związku ma takie
          > podejście i wszytko się sypie, Bea dopiero po zdradzie zaczeła doceniać
          związek
          >
          > z osąbą z którą była. Wiem że zdrada wiele uczy, piszecie że Bea jest
          > nieodpowiedzialna - racja nie była zdradzając chłopaka - ale wyciagneła z
          tego
          > wnoiski. KAZDY JEST TYLKO CZŁOWIEKIEM I KAŻDY POWINIEN Z SWOICH BŁĘÓW
          WYCIĄGAĆ
          > WNOISKI BO JEŚLI TAK NIE JEST O JEST Z WAMI COŚ GRUBO NIE TAK.
          > Pytacie po co napisała tan post?? Wystarczy przeczytać tytuł jaki napisała
          > "Zdrada może czegoś nauczyć" - i może !!!
          >
          > Bea olej te opinie!!




          Zm - szacunek, w pełni Cię popieram

          "Kto jest bez winy niech piewwszy rzuci kamieniem" - zbyt szybko osądzacie
          człowieka. OK - Bea popełniła błąd - ale po co od razu ta histeria na forum?
          Każdy może pobłądzić - dziewczyna napisała, że to ją czegoś nauczyło. Trafiła
          na wyjątkowo wyrozumiałego partnera, który umiał jej wybaczyć - wzniósł się na
          wyżyny miłości i wybaczenia - to chyba dobrze parwda? Więc co was tak boli?
          Że przyznała sie do zdrady? Że umiała się przyznać do błędu? Że mąż jej
          wybaczył?

          Zbyt mocne słowa tu padły, a autorka wątku wyraźnie powiedziała, że to
          pardoksalnie zmieniło ją na lepsze. Właśnie poprzez ten zły czyn dojrzała.
          Czasami tak jest, i należy choć SPRÓBOWAĆ to zrozumieć, a nie pluć dookoła.
          • procesor Re: grubo przesadzacie 05.01.03, 01:12
            Nie chodzi o sam fakt zdrady.
            Nikt nie wie co sam moż ekiedys zrobić.
            Chodzi o dorabianie do tego ideologii "dobrze sie stało bo gdyby nie to to bym
            go nie daceniała jak teraz!".
            Może inna docenia bez takich eksperymentów?

            Bea tak sie tym zachwyca że szkoada ze nie dopisała "każdej żonie polecam,
            super metoda!".

            A to ze w tym mężu siedzi jakas zadra to prawie pewne. We mnie by siedziaął
            nawet gdybym zrozumiała i wybaczyła. Taka blizna po ranie.
            • mary_ann Re: grubo przesadzacie 06.01.03, 00:48
              procesor napisała:

              "dobrze sie stało bo gdyby nie to to bym
              > go nie daceniała jak teraz!".
              > Może inna docenia bez takich eksperymentów?
              >
              > Bea tak sie tym zachwyca że szkoada ze nie dopisała "każdej żonie polecam,
              > super metoda!".
              >
              >


              Otóż to!!!!!! Trafione w sedno. Krótko i węzłowato.
    • cynia Re: zdrada może czegoś nauczyć 05.01.03, 14:21
      A dlaczego nikt tu nie mowi o tym zdradzanym mężu ?
      Przecież to taki poczciwina.
      Czy nie zasluguje na odrobine zyczliwej uwagi ?
      :-)
      • Gość: oak nie ma poczciwych facetów. ))) IP: iB.rudanet.com:* / 192.168.1.* 05.01.03, 14:36
        hi, hi, bo tak już zbudowany jest ten nasz piękny świat.
        Zdradzony facet to się nazywa: 'jeleń", "frajer" (i inne wyrazy
        bliskoznaczne). Sam sobie jest winny. Bo pewnie sił mu nie staje, a ona bidna
        musi kombinować i kłopotać się jak sobie z tym ewidentnym zaniedbaniem
        poradzić. Przecież on z lenistwa swego, w ogóle nie chciał dostrzec jej jakże
        naturalnych potrzeb, wolał być zmęczony albo czytał właśnie gazetę, gdy jej
        natura aż kipiała.
        To on nie pozwolił jej się samorealizować, chciał ją zniewolić i posiąść na
        własność. To nie zdrada to krzyk wyzwolenia, to zrzucenie okowów narzuconych
        przez ciemnogrodzkie społeczeństwo.

        Co innego zdradzona, przez tego draba i świnię, kobieta.
        • cynia Re: nie ma poczciwych facetów. ))) 05.01.03, 15:49
          Kto wie ? Kto wie ?
          A moze on jest zadowolony z takiej sytuacji ?
          Moze lubi byc rogaczem ?
          Moze go podnieca to , ze jego zona sie puszcza ?
          Ze jego zona ochoczo przeskakuje z lozka do lozka ?
          Tego sie nie dowiemy .... A szkoda , a szkoda ....
          :-)))
          • Gość: just100 Re: nie ma poczciwych facetów. ))) IP: 213.17.180.* 06.01.03, 08:11
            cynia napisała:

            > Kto wie ? Kto wie ?
            > A moze on jest zadowolony z takiej sytuacji ?
            > Moze lubi byc rogaczem ?
            > Moze go podnieca to , ze jego zona sie puszcza ?
            > Ze jego zona ochoczo przeskakuje z lozka do lozka ?
            > Tego sie nie dowiemy .... A szkoda , a szkoda ....
            > :-)))

            Droga CYNIU
            zanim zacznieś dyskutować na forum, proszę przeczytaj dokładnie cały wątek a
            przede wszystkim list od Bey a póżniej próbuj "mądrze" się wypowiedać na ten
            temat. !!!!!!!!
    • Gość: oak taka mała refleksja IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 08:39
      Tak sobie poczytałem i nasuwa mi się taki wniosek - jak zdrada to tylko wyro i
      sex.
      Żaden inny rodzaj zdrady ani przez chwilę nie przemknął przez wszystkie te
      wątki. Zdrada jest dopiero w momencie aktu cielesnego. Cała otoczka uczuciowa,
      myślowa. lojalność i WIERNOŚĆ (ale nie sprowadzona do poziomu genitalii) się
      nie liczy. Niech nie kocha, niech grzeszy myślą, mową i zaniedbaniem. Niech się
      o niej (o nim) lekceważąco. pogardliwie wyraża. Niech czasem przyleje, niech w
      towarzystwie robi z niego (z niej) idiotę(tkę), niech ma zawsze innych przed
      nią (nim).To nie zdrada, to nie nielojalność.. to normalka ???
      Wszystko to nieważne. Byle tylko nie wetknie ... w cudze łoże.
      hm... może i tak rzeczywiście ma być ... może ???
      • Gość: carduus Re: taka mała refleksja IP: proxy / 10.30.1.* 06.01.03, 09:50
        Nie mogę pominąć milczeniem tej cennej wypowiedzi. I proszę mi tu nie
        przypisywac ironii, bo tym razem akurat ani mi ona w głowie.
        Dla mnie zdrada emocjonalna jest znacznie gorsza od tej "fizycznej". Łatwiej
        byłoby mi wybaczyć, gdyby mojemu partnerowi życiowemu przydarzył się taki
        wypadek (wszak nie wiem co by było, gdybym to ja znalazła się w sprzyjających
        okolicznościach: jakis wyjazd, poczucie osamotnienia, może złość po jakiejś
        sprzeczce, odrobinę zbyt dużo wina i nader przystojna i czarująca pokusa w
        osobie wysokiego bruneta), niż gdyby nagle okazało się że od pół roku on marzy
        o jakiejś słodkiej blondyneczce, ze mną pozostając tylko z poczucia obowiązku i
        lojalności. Ale z drugiej strony: przed zdradą czysto fizyczną chyba łatwiej
        się powstrzymać, wystarczy włączyć mózg i pomysleć sekundę. Nad naszymi
        emocjami często gęsto nie potrafimy panować i nie mam tu na myśli ulegania
        impulsom, ale to, że często zdarza się że zaczynamy coś czuć i nie wiemy
        dlaczego, a potem jest za późno. Może więc jest w tym trochę racji. Zdrada
        fizyczna boli niektórych bardziej, bo stała się choć nie musiała. Zdrada
        emocjonalna stała się także z naszej winy (czegoś nie zauważyliśmy, cos
        zaniedbaliśmy), więc obwiniając zdrdzającego, musielibysmy obwiniac także
        siebie. Choć to rozumowanie daje się zastosować tylko do przypadków "czystych",
        nie pomieszanych, a takie przecież w życiu zdecydowanie rzadziej się zdarzają.
        Dla mnie zdrada fizyczna jest albo ostrzeżeniem albo pieczęcią potwierdzającą
        zdradę emocjonalną, znacznie groźniejszą, bo zwiastującą chyba nieuchronny
        koniec związku.
        Ot takie przemyślenia...

        carduus
        bez zdrady na koncie
        • mary_ann Re: sorry, ale... 06.01.03, 20:16
          ... co ma jedno do drugiego?
          Wydaje mi się, ze dyskusja nie dotyczyła tego, czy lepsza zdrada fizyczna czy
          emocjonalna (nikt tu nie bagatelizowal tej drugiej, a twoje i Oaka o niej
          uwagi sa oczywiscie jak najbardziej słuszne), tylko tego, żeby nazywac rzecz
          po imieniu. Że zdrada jest nuienajszczęśliwszą metodą poprawiania związku. I
          ze zawsze pozostaje zdradą. Fakt, zdrada emocjonalna rzadziej bywa nazywan\a
          zdradą, i moze niesłusznie , zgadzam się, ale to pewnie dlatego, że jest
          mniej uchwytna, "niemierzalna", maskuje się.
          • procesor Re: sorry, ale... 06.01.03, 20:45
            Predzej wybaczyłabym (ale chyb anie za predko :)) zdradę fizyczną.
            Z psychiczną gorzej.
            Ta pierwsza to może byc przypadek, wypadek.
            Ta druga to stan umysłu. Cos dużo gorszego. Zdecydowanie.
          • Gość: carduus Re: sorry, ale... IP: proxy / 10.30.1.* 07.01.03, 08:09
            Pozwoliłam sobie na małą dygresję obok głównego wątku. To zabronione?
            A jeśli chodzi o wątek główny... Cóż. Czasami dyskusje tutaj dotyczą rzeczy dla
            mnie tak oczywistych, że wydaje mi się aż żenujące, że trzeba o tym mówić. Też
            uważam, że zdrada to zdrada. Można z niej wyciągać wnioski, może ona nas czegoś
            uczyć, ale nadal pozostaje tylko i aż zdradą, a nie "cennym doświadczeniem
            życiowym". I tyle.

            carduus
            • mary_ann Re: sorry, ale... 08.01.03, 00:30
              OK, zgadzam się.
      • eva07 Re: taka mała refleksja 08.01.03, 03:02
        Z tą refleksją "oaka" w pełni się zgadzam. Pamiętam dobrze wątek kobiety, która
        choc żyła z innym (chyba mezem) beznadziejnie kochała sie (chyba z wzajemnością)
        od lat w jakimś innym facecie. No i głównym, szlachetnym elementem przewodnim
        opowiesci był fakt, że oni nie poszli ze soba do łóżka. W watku tym roiło sie
        od rad by "nie zabraniać sobie uczucia" i że "człowiek jest bezradny wobec
        swoich uczuć, a najwazniejsze, że nic złego nie zrobiłaś". Dziewczyna pisała,
        że w zasadzie jest jej z mezem dobrze, maja dzieci, ale ta druga miłość jest
        silniejsza od niej. No a przeciez nie robi nic złego. POmyślałam sobie co
        poczułby ten mąz, gdyby sie dowiedział i co ja bym zrobiła gdyby okazało sie,
        że mieszkający ze mna i obok mnie facet od dwóch czy trzech lat kocha
        się "ponad wszystko" w innej. Ale nie ma sprawy... nic między nimi nie zaszło.
        Chyba bym skoczyła z mostu... Otóz wolałabym i mówie to odpowiedzialnie, żeby
        się z jakąś pożadaną babeczką kilka razy przespał. Wtedy jesli nasz związek
        byłby naprawde udany (a mój chyba jest) to z duzym prawdopodobienstwem,
        wszystko powskakiwałoby mu na własciwe miejsca. Bo te cholerne sekrety i
        klamstwa i poczucie winy sa mało komfortowe, a intymnośc z niewłasciwym
        człowiekiem całkiem łatwo przekonuje nas, że ten człowiek jednak nie jest
        właściwy. Nie jest to może nałatwiejszy i bezbolesny sposób, ale ludzkie wady,
        wahania i słabości mają swoje koszty.
        Tak więc wierzę Bei, że sie wiele nauczyła. MOże nie musiała sie uczyc akurat w
        ten sposób. A może musiała? Bywaja i takie sytuacje w zyciu, w których tylko
        tzw. zdrada lub jej wielkie prawdopodobienstwo otrzeżwia któres z małżonków.
        Tak ze nie bądźmy tacy świeci -bo tak naprawde nie jesteśmy. Mam za dużo lat i
        znam zbyt wielu ludzi, żeby o tym nie wiedzieć.
    • Gość: Terry Re: zdrada może czegoś nauczyć IP: 5.3.* / 167.178.112.* 08.01.03, 16:32
      Znacznie większe doświadczenie byś miała ze spółkowania z kilkoma (może
      naraz ?) facetami. Jeden to mało. A tak powaznie to ty nie masz zielonego
      pojęcia o takim czymś jak lojalność nie mówiąc już o słowie miłość. Spróbuj
      sobie wyobrazić, że to twój mąż wskakuje z łóżka do łóżka (a może to teraz
      robi ?). I co ? Jest super ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka