jerzynowa
15.06.06, 10:06
Postaram się przedstawić tak sytuację, żeby było jak najbardziej obiektywnie.
Nie chcę się wybielać. Mam problemy z komunikowaniem się z ludźmi. W trudnych
sytuacjach, a trudną sytuacją jest dla mnie rozwiązanie sytuacji
konfliktowej, podnoszę głos i reaguję złością. Nie potrafię przedstawić jasno
i przejrzyście swoich racji, chociaż czasami rację mam. Zadzwoniła do mnie
koleżanka z pracy z problemem xy, moja reakcja była taka jak zwykle, bo
poczułam, że ona rozwiązać sprawę po swojemu bez liczenia się z moim zdaniem
(dla mnie rozwiązanie po jej myśli łączyłoby się z bardzo konkretnymi
stratami finansowymi). Między nami zawsze było jakieś takie tarcie, nigdy nie
mówiłyśmy o tym głośno, ale tak było. W pewnym momencie bałam się jej o
cokolwiek zapytać, bo na pytania potrafiła odpowiadać w następujący sposób:
tak, nie, nie!, tak, no dobrze!, więc wyglądało to tak, że ja się przed nią
wiłam jak piskorz, próbując rozmawiać, a na jej twarzy widziałam cień
szyderczego uśmiechu i odpowiedzi rzucane na odczepne. Innym razem się ze mną
nie przywitała. Innym razem witała kwaśną miną. To tyle jeśli chodzi o tło.
Wracając do sytuacji przez telefon - powiedziała, że mój ton jest nieznośny
(potrafi taki niestety być), więc odpowiedziałam jej, że owszem, za co
przepraszam, ale to ma swoją przyczynę. Powiedziałam jej, że odczuwam z jej
strony pewną niechęć do mnie, mimo że nigdy nie dałam jej jakiegoś
konkretnego powodu, że czasami była dla mnie niemiła bez powodu, że czasami
bałam się do niej podejść i o coś zapytać. Porozmawiałyśmy, emocje opadły i
temat uważałam za zamknięty. Od tamtego czasu minął miesiąc, bo nasze relacje
naprawdę uległy poprawie - na gruncie zawodowym, bo nie mamy żadnych
kontaktów poza pracą.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w rozmowie z szefem (taką rozmowę
przeprowadza się u nas raz do roku) ten na koniec zapytał, jak oceniam swoje
kontakty z pracownikami administracyjnymi (jest ich dwoje), powiedziałam, że
był problem z xx. On powiedział, że o tym wie i zapytał, czy taki sam problem
jest z kimś innym. Powiedziałam, że nie. A on mi na to, że słyszał coś
jeszcze od innego igreka. Straciłam grunt pod nogami. Byłam zaskoczona. Ze
strony tej drugiej osoby nigdy nie słyszałam żadnych tego typu uwag, po
prostu nie wiedziałam, że jest problem, a ona poszła z tym do szefa, od razu,
bez dania szansy. Jest mi też przykro, że mimo że relacje z tą pierwszą osobą
uległy poprawie, ona zdecydowała się pójść z tym do szefa. Czeka mnie rozmowa
z tą drugą osobą - temat spotkania: mój styl porozumiewania się z innymi.
Boję się tego spotkania. Nie wiem, co powiedzieć i jak się zachować. Znowu
narasta we mnie gniew do osoby, z którą uważałam, że mam załatwione sprawy
(cieszyłam się, że sprawa jest wyjaśniona i kwasy mamy za sobą). Narasta we
mnie gniew w stosunku do osoby, która nigdy ze mną o tym problemie nie
rozmawiała, a poszła poskarżyć do szefa. Boję się swojej reakcji. Boję się,
że wszystko obróci się przeciwko mnie i stracę pracę, bo szef uwierzy im, a
nie mi. Boję się, bo one nade mną mają przewagę - nieraz rozmawiały wspólnie
o tej sytuacji. Nie wiem, jak z tego wybrnąć. Wiem, jakie problemy są
opisywane na tym forum, ale ja naprawdę sobie z moim nie poradzę. Trudno mi
przyznać się do błędu, ale trudno będzie też osobie, z którą będę rozmawiała -
ona jest moim bezpośrednim przełożonym, więc postawi na swoim. Jak wyjść z
tej rozmowy z twarzą? Poczułam się w jakiś sposób oszukana. Żałuję, że to nie
ja poszłam pierwsza do szefa, no ale skoro sytuacja została rozwiązana ... A
poza tym na pewno doszłoby do ostracyzmu mojej osoby w całej grupie
pracowników, pewnie dowiedziałabym się, że latanie na skargę jest niegodne, i
takie sprawy załatwia się bezpośrednio z osobą zainteresowaną (już po prostu
słyszę te słowa). Co mam zrobić? Jak się zachować? Będę wdzięczna za
jakiekolwiek uwagi.
dziękuję