Gość: Łezka
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
25.10.01, 17:17
Ten związek trwa półtora roku i na pozór jest dobrze i miło. Ostatnio jednak
zaczęły mnie gnębić pytanai, na które odpowiedzią jest cisza.Wiem, że kocham
go "całą parą" i wiem, że nie otrzymuję tego samego w zamian.Mam wrażenie, że
on kocha mnie, bo jest mu tak wygodnie. Mieszkamy razem i dla mnie to najwyższy
czas, aby wiedzieć, czy to, co się dzieje, dzieje się naprawdę. Ale to chyba
pozory. kiedy coś się rozwala, ja, wychodząc poza swoje zranione uczucia, pędzę
z miłością i "zestawem ratunkowym" na tacy.W drugą stronę to nie działa - jest
tylko jego złość i nic poza tym.Sam powiedział, że mu się wtedy nie chce.
Kiedy próbuję rozmawiać - cisza, cisza, cisza. I zero starań z jego strony,
chyba, że wyraźnie wskażę, czego oczekuję.
Po moim wczorajszym monologu, który nie wzbudził chyba żadnych w nim odczuć,
poszliśmy spać, każde w swoim kącie łóżka. dziś rano miał iść ze mną na
badania, których bardzo się zawsze boję i on o tym wie.Rano wyłączyłąm budzik i
zebrałąm się sama - nie chciałąm sie już o nic prosić.
Obudził się, gdy stałam już prawie w drzwiach.Ja w analogicznej sytuacji
wyskoczyłąbym z wyrka , nieumalowana, w czymkolwiek, wyleciałabym z nim, aby
trzymać go za rękę.
On naburmuszony, mruknął "czemu mnie nie obudziłaś"i odwrócił się na drugi bok.
I tak jest zawsze...
Czy to ma jakikolwiek sens?