Dodaj do ulubionych

Czy to ma sens?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.01, 17:17
Ten związek trwa półtora roku i na pozór jest dobrze i miło. Ostatnio jednak
zaczęły mnie gnębić pytanai, na które odpowiedzią jest cisza.Wiem, że kocham
go "całą parą" i wiem, że nie otrzymuję tego samego w zamian.Mam wrażenie, że
on kocha mnie, bo jest mu tak wygodnie. Mieszkamy razem i dla mnie to najwyższy
czas, aby wiedzieć, czy to, co się dzieje, dzieje się naprawdę. Ale to chyba
pozory. kiedy coś się rozwala, ja, wychodząc poza swoje zranione uczucia, pędzę
z miłością i "zestawem ratunkowym" na tacy.W drugą stronę to nie działa - jest
tylko jego złość i nic poza tym.Sam powiedział, że mu się wtedy nie chce.
Kiedy próbuję rozmawiać - cisza, cisza, cisza. I zero starań z jego strony,
chyba, że wyraźnie wskażę, czego oczekuję.
Po moim wczorajszym monologu, który nie wzbudził chyba żadnych w nim odczuć,
poszliśmy spać, każde w swoim kącie łóżka. dziś rano miał iść ze mną na
badania, których bardzo się zawsze boję i on o tym wie.Rano wyłączyłąm budzik i
zebrałąm się sama - nie chciałąm sie już o nic prosić.
Obudził się, gdy stałam już prawie w drzwiach.Ja w analogicznej sytuacji
wyskoczyłąbym z wyrka , nieumalowana, w czymkolwiek, wyleciałabym z nim, aby
trzymać go za rękę.
On naburmuszony, mruknął "czemu mnie nie obudziłaś"i odwrócił się na drugi bok.
I tak jest zawsze...
Czy to ma jakikolwiek sens?
Obserwuj wątek
    • Gość: kwieto Re: Czy to ma sens? IP: *.*.*.* 25.10.01, 17:23
      Nie ma
      • Gość: Kika Re: Czy to ma sens? IP: *.reset.net.pl 28.10.01, 22:29
        Obudz sie!Spojrz prawdzie w oczy.Nie oszukuj samej siebie.Podobnie bylo ze
        mna,nie chcialam przyznac sie sama przed soba,ze boje sie zostac sama,a tak
        naprawde bylam sama.Podjelam decyzje- nie jest mi latwo,ale wie,ze teraz ja
        decyduje o sobie i ja stawiam warunki.I wreszcie przestalam zyc
        zludzeniami.Malymi kroczkami ucze sie zyc na nowo istaram sie cieszyc kazda
        chwila.Bol powraca,ale coraz mniejszy...
    • Gość: Milka Re: Czy to ma sens? IP: 195.216.97.* 25.10.01, 17:42
      Łezko... Sadzę, że nie ma sensu..
      Gubisz w swoich niespełnionych nadziejach, Twoje słowa odbijaja sie od niego
      jak od gumowej sciany,. Niedługo zaczniesz sie czuc jak w pokoju bez kalmek i
      okien.
      Chron swoja wrażaliwość.
      To nieprawda , że lepiej mieć troche bylejakiego uczucia niz nic.
      To nieprawda
      • galadriela Re: Czy to ma sens? 25.10.01, 17:51
        Raczej nie. Ty dajesz On bierze, na to mi wygląda. Przeprowadź z Nim porządną
        rozmowę. Jeżeli Jego zachowanie się nie zmieni, to cóż na Twoim miejscu dałabym
        sobie z Nim spokój. Myśl w tym momencie o sobie i bądź dobra DLA SIEBIE.
        Trzymaj się cieplutko.
    • Gość: kitek Re: Czy to ma sens? IP: *.opole.dialup.inetia.pl 25.10.01, 17:46
      nastapilo zmeczenie materialu, odwal jakis mocny numer to cala noc bedzie
      czuwal czy nie wstajesz
      • Gość: Łezka Re: Czy to ma sens? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.01, 21:04
        Dziękuję Wam. Rozmawiać próbowałam setki razy.Efekty jak powyżej...Nie mam siły
        na "numery". Najgorsze, że nie mam siły zrobić już nic, chyba nawet dążyć do
        rozstania...
        Ale miałam na tyle siły, że przetrwałam sama badania :))))
        Czy myślicie, że to tak się właśnie powoli rozpada - cegiełka zdejmowana po
        cegiełce? Nitka po nitce się z tego wyplączę?
        Boję się...
        • Gość: Kiepski Re: Czy to ma sens? IP: *.CMB2.splitrock.net 25.10.01, 21:52
          Sensu nie ma usilowac namowic kogos do dokonanaia zmiany. Kazdy moze zmienic tylko siebie
          samego. Inna osoba moze sie zmienic tylko sama - warunek nieodzowny: MUSI CIE KOCHAC!!!
          Bez uczucia (jak napisalas) cegielki sie same rozleca - niestety.

          Moja rada - sprobuj zainwestowac swoje uczucia w kogos innego.

          Powodzenia,

          Kiepski
        • Gość: kwieto Re: Czy to ma sens? IP: *.ipartners.pl 25.10.01, 22:20
          Boisz sie... czego?
          Rozstania? Procesu rozstawania? Tego co bedzie pozniej?

          Najwyzej przez jakis czas bedziesz sama - to bardzo fajne uczucie, masz czas wylacznie dla
          siebie :")))
          • Gość: mała mi Re: Czy to ma sens? IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.10.01, 22:45
            Popieram wszystkie wypowiedzi,znam to,sama przez takie uczucie przeszłam.Za
            późno się jednak ocknęłam i parę lat życia mi umknęło.Nie były to lata stracone
            bo czegoś się nauczyłam.Ale......no własnie,może nauczyła bym się więcej gdybym
            nie trwała z uporem maniaka w toksycznym związku i
            rozmawiała,rozmawiała,rozmawiała.Aż mój ex stwierdził,że on ma swój cel w życiu
            i niczego nie zmieni.Więc zwinęłam żagle.I dzięki temu jestem tu - na
            forum,poznaję nowych ,wspaniałych ludzi i czuję się szczęśliwa.Zaczęłam żyć
            SWOIM życiem.W obecnym związku,stawiam sprawy jasno,wyrażnie mówię czego
            oczekuję.Tego nauczył mnie poprzedni - mężczyźnie musisz jasno i wyraźnie
            powiedzieć co ma zrobić.Oni (przepraszam z góry wszystkich panów) są inaczej
            skonstruowani psychicznie i dla nich czarne to czarne i już.Nie widzą i nie
            słyszą subtelności w wypowiedzi,nie czują szóstym zmysłem -czego chcesz.Zawsze
            jasno i wyrażnie.Nie ma wtedy niedomówień i cichych dni,bo on miał z tobą iść
            do lekarza ale ty nie dałaś tego jasno do zrozumienia,on powinien zerwać sie i
            biec.Rano mogłaś go ściągnąć z łóżka ,nic by się nie stało,ręczę.Daj jemu i
            sobie szansę nie poprzez rozmowy (głównie monologi jak sądzę )ale przez
            mówienie czego oczekujesz w danej chwili.Jasno i wyrażnie! Jak nie pomoże,zmień
            go na innego.Lub pobądź sama.Ulży ci -naprawdę
            Trzymam kciuki:-))))))))
        • pomeranka Re: Czy to ma sens? 25.10.01, 22:27
          Wiem, że to nie będzie proste, ale zaciśnij zęby i postaraj się go ignorować.
          Tak, po prostu, miej zlew, jakby powiedziała moja siostrunia:)

          Albo się podrapie w głowę albo pójdzie w diabły i tylko na tym skorzystasz!!!
          Jestem obecnie po takiej akcji i dobrze na tym wychodzę. Przynajmniej
          odzyskałam szacunek dla samej siebie.
          Też sie strasznie bałam... że będe sama, co to bedzie, jak to bedzie bez
          NIEGO... Tak było jeszcze w wakacje...A dziś? Żyję własnym życiem i choć jestem
          z tym facetem a związek przypomina dziadka stare kalesony, umiem sie uśmiechać
          i żyć bez szarpaniny.
          NAUCZ SIĘ ŻYĆ BEZ NIEGO. Umów się na niewinną randkę! Nic tak nie poprawia
          samopoczucia kobiety jak inny facet:)
          Początki miałam równie żałosne. Ale otrząsnęłam się i mówię Ci - warto było.
          A ten mój? Krąży po orbicie i coś tam brzęczy, że on dla mnie to a tamto...
          I dobrze! Jak chce, prosze bardzo.
          Maleńka - przestań się starać!!!!!!!!!!!!!!
          Nie wiosłuj tak, nie duś go swoją dobrocią. Nie bądź tym bluszczem, który
          oplata.
          Kiedyś przeczytałam takie zdanie: niszczy związek ten, kto nie potrafi być
          czasem zły.
          Pozwól sobie na mały, slodki, kobiecy egoizm. Małe kaprysy księżniczki. A
          z "koła ratunkowego" spuść powietrze.
          Bo jak opadniesz z sił, Twój ból i uraza będą tak silne, że Go znienawidzisz.
          Wiem, co mówię. A nie warto tak się dać zniszczyć. Żaden człowiek nie jest tego
          wart.

          Trzymaj się
    • Gość: Sara Re: Czy to ma sens? IP: 213.25.85.* 26.10.01, 12:04
      Możesz mi wierzyć, że związek w którym tylko jedna strona daje nie ma sensu. Na
      początku dawanie sprawia wielką radośc, ale po kilku latach nie zaspakajania
      własnych potrzeb przez partnera rodzi frustrację, gniew, nienawiść za stracone
      lata. I wtedy pewnego dnia pakuje się, bierze się 10 letnią córkę, na stole
      zostawia się list. A po kilku dniach słyszy się jakim to on był dupkiem, że
      stracił TAKĄ żonę, że mnie zawsze kochał, ale nie umiał mi tego okazać itd....
      Nie wykluczam, że był w tym szczery, ale spóźnił się o jeden dzień.
      • Gość: iwona Re: Czy to ma sens? IP: *.elblag.dialog.net.pl 26.10.01, 21:32
        Łezko,tak mi się smutno zrobiło po przeczytaniu Twojej wypowiedzi!Wydajesz się
        być dobrą i wrażliwą osobą.Liczysz się z tą drugą
        stroną.Niektórzy,wyżej,pisali,żebyś pomyślała o sobie.Czuję,że daleko Ci do
        egoizmu,więc pomyśl o Nim.Czy ktoś taki zasługuje,żeby trwać przy Tobie w nie-
        świadomości,że jesteś taka wrażliwa?Jak wskażesz mu drzwi/ja bym tak zrobiła/
        nie będziesz sama ,masz nas wszystkich tu na forum.Bardzo Cię proszę ,bądż sobą.
        Pozdr.I.
        • Gość: Anna26 Re: Czy to ma sens? IP: *.tnt1.ashland.oh.da.uu.net 28.10.01, 20:00
          Mozna go ignorowac - ale to nic nie da. Ten Pan jest najwyrazniej slepy na
          Twoje potrzeby. Lepiej zerwac. Moze zerwanie i swiadomosc, ze Cie stracil go
          zmieni. A jesli to go nie zmieni, to on byl po prostu NIEREFORMOWALNY,
          NIEPOTRZEBNY NIKOMU EGOISTA. Nie warto mu poswiecac ani jednego dnia i ani
          jednej lezki wiecej.
          Dziewczyno, Ty jestes fajna kobieta, zdolna do milosci i dawania. Nie marnuj
          swoich darow na takiego kmiotka. ZASLUGUJESZ NA COS LEPSZEGO>
          AMEN!!!
    • Gość: sapcia Re: Czy to ma sens? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.01, 20:16
      A czy na poczatku Waszego zwiazku bylo inaczej? Czy Ty myslalas, ze on sie przy
      Tobie zmieni? Czlowiek raczej nie zmienia sie tak bardzo - albo akceptujesz go
      takim, jaki jest, albo idziesz swoja droga.
      Czy to czasem nie tak, ze rozgladasz sie i widzisz kto ciebie akceptuje.
      Wybierasz najlepszego dla ciebie, natychmiast. A jesli jest tylko jeden? To
      tego - bo inny moze sie nie trafi. I potem zaczyna sie "przerabianie" na swoja
      modle. Jedyna jego zaleta to to, ze Ciebie pokochal, albo po prostu wyrazil
      chec bycia na krotko moze razem.
      Co sie dzieje. Czy kazdy musi miec kogos, kogokolwiek. Czy to taka poza?
      Czy to na pokaz? Zeby nie byc "gorsza" od innych?
      Naprawde, teraz jestem prawie zgorszona.
      Ale pozdrawiam
      Babcia - Sapcia
    • Gość: anika Re: Nie, to nie ma sensu IP: 217.153.44.* 29.10.01, 13:15
      Łezko, byłam W DOKŁADNIE TAKIEJ SAMEJ SYTUACJI. Ale decyzja przyszła mi bardzo
      trudno. Te wszystkie wypowiedzi na tym formum, o tym że nie warto byc z takim
      facetem TO SZCZERA PRAWDA i doceń to że możesz się uczyć na cudzych błędach i
      nie stracić kilku lat w związku, w którym przecież nie czujesz się szczęśliwa!

      Zastanawia mnie, co przesądza o tym, że pewnego dnia kobieta stwierdza, że
      owszem, jej związek pozostawia wiele do życzenia, ale ona jest na tyle
      szlachetna, zdolna do poświęceń, a co najważniejsze - tak mocno kocha, że
      właściwe to może kochac za dwoje i ta jej miłość przez duze M jest gwarantem
      dozgonnego szczescia? Niegdyś to kobieta czekała na księcia na białym koniu.
      Dzisiaj to kobieta jest księżniczką na koniu, ba, często jest samym koniem,
      który na własnym karku wlecze wybrańca serca po wyboistym bruku życia. I często
      jeszcze jej pan potrafi narzekac, że mu niewygodnie, nudno. I co wówczas robi
      biedna kobiecina? Na rzęsach staje, by być lepszą. I nawet kiedy ma 1000
      namacalnych dowodów na to że jej meżczyzna jest tylko meżczyzny nędzną
      imitacją - brnie dalej. Po drodze gubi gdzieś godność, dumę, szacunek do samej
      siebie. Często są to straty nie do nadrobienia. Dopiero silny szok, albo
      krańcowe obrzydzenie do partnera są w stanie rozwiać tę mgłę otumanienia. Ale
      póki to nie nastąpi, maleńkie zniesmaczenie i ciągłe poczucie braku czegoś w
      związku (?), toleruje sie dość długo.

      Nie wiem dlaczego jesteśmy zdolne do poświęcania się, dlaczego akceptujemy to,
      a czasem traktujemy jako coś normalnego. Jeśli to facetowi jest źle, nie
      rozczula się, nie analizuje, nie roztrząsa, nie błaga. Po prostu mówi "nie
      wyszło, trudno" i żyje dalej. A nam się wydaje że nie można życ bez powietrza.
      I cierpimy długo, za długo. Trudno jest oddzielic emocje od rozumu, gdy serce
      krzyczy z rozpaczy. Ale niszczymy wtedy coś najważniejszego - SIEBIE. A co
      najdziwniejsze, mimo że często widzimy co sie z nami dzieje, pozwalamy na to.

      Kilka razy na tym forum spotkałam się z sytuacją, że kobieta "daje" nie
      otrzymując nic w zamian, ani wsparcia, gdy go potrzebuje, ani zrozumienia, ani
      partnerstwa. Po pewnym czasie zaczyna to męczyć, potem staje się nie do
      zniesienia. Naprawdę nie warto tkwić w związku z egoistą. Możesz mi wierzyć
      Łezko: nie zmienisz go, to niemożliwe. Mnie tez się wydawało, że skoro kocha...
      Nieprawda. Jemu jest po prostu wygodnie tak jak jest i nie będzie tego
      zmieniał, nawet dla Ciebie. Przykre ale prawdziwe.

      Wiem też że mimo rad żebyś się z nim rozstała (mądrych rad), nie zrobisz tego,
      na pewno nie w tej chwili. Wiesz że coś jest nie tak, wiesz nawet co, ale
      ostatecznej decyzji nie podejmiesz. Bo to trudne. Mimo że nie czujesz się z nim
      szczęśliwa, będziesz tkwić z nim jeszcze długo, dopóki nie zdarzy się coś, co
      rozwieje mgłę złudzenia i zaślepienia. Tylko czy warto tracić SWOJE ŻYCIE?

      Życzę samych mądrych wyborów, dla Ciebie.

      • Gość: Mina Re: Nie, to nie ma sensu IP: *.turboline.skynet.be 29.10.01, 15:48
        Nie wiem, czy u Ciebie to zadziala, ale podobno w wielu przypadkach i owszem:
        powiedz mu, ze potrzebujesz wiecej przestrzeni zyciowej i zacznijcie (wiem ze
        to trudne, ale mozliwe) mieszkac oddzielnie. Korzysc bedzie obustronna: Ty
        przestaniesz go wyreczac we wszystkim (mieszkajac razem nie odzwyczaisz sie od
        tego, to jak nalog, trzeba czasu, zeby sobie wyksztalcic nowe nawyki), a on sie
        ocknie i nagle zacznie Ci nadskakiwac ze wszystkim. Twoj luby to moze byc typ
        faceta, ktory nie ceni tego, co juz ma, dopiero jak mu sie grunt usuwa spod
        stop, zaczyna sie aktywizowac i przede wszystkim okreslac, o co mu chodzi.
        Ludziom charakterki sie nie zmieniaja, ale sa reformowalni, zapewniam.
        PS. jak nie zacznie nadskakiwac - olej sprawe. Bedzie znaczylo, ze umarlo. A
        trup zacznie smierdziec predzej czy pozniej, jak mawiaja patolodzy. Woz albo
        przewoz - decyduj sie dziewczyno i odwagi. Wygrasz w obu przypadkach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka