Dodaj do ulubionych

Nie umiem być kochanką. :(

26.01.03, 13:27
Gdy go poznałam nie pomyślałam że jest żonaty,który żonaty miałby dla mnie
tyle czasu,popołudnia,niedziele. Teraz już wiem że ma żonę i kilkuletnią
córkę. I niestety nie umiem się z nim rozstać,kocham go i potrzebuję. On
twierdzi to samo. I że jego stan cywilny to formalność i nic nie zmienia. Ale
nie zmienia to faktu że ciągle jestem tylko kochanką.I czasem przychodzą
takie myśli że czuję się jak ostatnia szmata. Czas upływa a ja stoję w
miejscu. Nie mogę wiele planować z Nim a nie potrafiąc nic planować z
kimkolwiek innym. :(
Obserwuj wątek
    • Gość: cóż Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.kra.cdp.pl / *.crowley.pl 26.01.03, 13:48
      piszesz że nie umiesz być kochanką, a pytanie: czy chcesz ? odpowiedz sobie na
      nie a potem......chyba wiesz ? jesli "nie" to albo jego rozwód albo wasze
      rozstanie - poboli ale cóż. a jeśli "tak" - to nic nie musisz zmieniać oprócz
      swojego samopoczucia...
    • Gość: Wenus Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.lodz.dialog.net.pl 26.01.03, 13:51
      Bardzo Ci wspolczuję. Banalnie zabrzmi: "zakoncz ten zwiazek, bo nic z tego
      dobrego nie wyjdzie". Wiekszosc takich trojkatow konczy sie zle - dla kochanki.
      Zreszta jakby zle sie nie konczyly zawsze ktos trzeci cierpi. Przykro mi, nie
      wiem co Ci poradzic. Moze odwagi w podjeciu wlasciwej decyzji?

      pozdrawiam
      • zdzichu-nr1 Re: Nie umiem być kochanką. :( 26.01.03, 14:51
        A co on mówi żonie a propos tych popołudni, niedziel, wolnych sobót i
        czwartkowych wieczorów? Bo jeśli mówi, że tyra w robocie za grosze lub wymyśla
        delegacje służbowe, no to mogiła, raczej nic z tego nie będzie. Ale jeśli jego
        związek małżeński się rwie i znika bez słowa na całe dnie, bądź nawet mówi
        żonie o Tobie, to warto się starać.
    • Gość: pokrecony-szczurek Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.ipartners.pl 26.01.03, 15:19
      Kurcze, nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem! cale zycie zarzekalam sie, ze
      nigdy, przenigdy z zonatym... A jak mawia stare, dobre powiedzenie "nigdy nie
      mow nigdy!". Stalo sie! Zakochalam sie... na amen i z wzajemnoscia. Wiem, ze ze
      wzgledu na dziecko, nie moge i nie chce Go zmuszac do rozwodu, mimo, ze jego
      malzenstwo to fikcja. Za bardzo Go szanuje i nie chce, zeby czegokolwiek
      kiedykolwiek przeze mnie zalowal (kto powiedzial, ze razem nie popelnimy tych
      samych bledow?). Musi sam podjac te decyzje a nie jest prosta, bo bardzo kocha
      corke. Moze powinnismy sie rozstac... Pewnie tak... Tylko, ze nie wyobrazam
      sobie zycia bez Niego... A zycie z Nim tez nie jest latwe... Opcji "klin
      klinem" tez jakos nie dopuszczam... I tak sie bujam od euforii po dolek i
      kompletnie sobie nie radze, bo nie widze wyjscia z sytuacji. Jedyne, co Ci moge
      powiedziec to to, ze rozumem... i nie zamierzam ani krytykowac ani wspierac, bo
      nie jestem na silach ocenic wlasnego zycia, nie mowiac juz o cudzym...
      Zycze sily!
      • Gość: magda Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.telsten.com / 10.21.7.* 26.01.03, 19:07
        Gość portalu: pokrecony-szczurek napisał(a):

        > Kurcze, nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem! cale zycie zarzekalam sie,
        ze
        > nigdy, przenigdy z zonatym... A jak mawia stare, dobre powiedzenie "nigdy nie
        > mow nigdy!". Stalo sie! Zakochalam sie... na amen i z wzajemnoscia. Wiem, ze
        ze

        drogi szczurku, jak czytam ten post czuje sie tak jakbym sama to napisala.
        dokladnie to samo sobie to kiedys powtarzalam. mysle ze zadna kobieta ktora nie
        znalazla sie w takiej sytuacji nie jest w stanie zrozumiec tego co my czujemy.
        nie rozmawiam juz o tym z nikim, doszlam do wniosku ze taka rozmowa to tak
        "jak ze slepym o kolorach". kazda z nas musi sobie sama z tym poradzic.
        nie jest latwo tak zyc, ani tobie ani jemu. jezeli to was dziewczyny jakos moze
        pocieszyc to moze pomyslcie sobie zze nie jestescie same w takiej sytuacji.
        a jezeli ktos was potepia... coz ludzie maja do tego prawo, byc moze maja
        racje, ale napewno nikt kto to samo przezyl was nigdy nie potepi.

        >
        > nie jestem na silach ocenic wlasnego zycia, nie mowiac juz o cudzym...
        > Zycze sily!

        ja tez zycze duzo sily.
        • Gość: gb Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 27.01.03, 11:16
          Na pewno nikt nikogo tutaj potępiać nie zamierza ale:
          - jeżeli tak żle się czujesz w takim układzie, to go zmień
          - gdy człowiek zakochać się potrafi, to i odkochać się też umie, uwierz mi
          - zdecydowanie lepsze samopoczucie ma ten, kto za sobą pozostawia tylko
          rozwiązane sprawy.
          - a jeżeli już zamierzasz tkwić w takim układzie, to nie wypada nic innego
          tylko znależć jakieś pozytywne strony ale to już naciąganie sprawy i
          oszukiwanie siebie.
          Serdecznie pozdrawiam :-)
        • Gość: pokrecony-szczurek Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.ipartners.pl 27.01.03, 14:47
          Hej Magda! Wielkie dzieki! Takie cos pomaga, bo to ze jestem w bezsensownej
          sytuacji to juz wiem. Ale milo jest uslyszec cos milego. A teraz chyba sie
          wylaczam i postaram sie jakos sobie poradzic. Musze zrobic to sama, bo nikt za
          mnie decyzji podjac nie moze. Trzymaj sie dzielnie! Zycze sily sobie i
          wszystkim w podobnej sytuacji! Pa!
          >
          > drogi szczurku, jak czytam ten post czuje sie tak jakbym sama to napisala.
          > dokladnie to samo sobie to kiedys powtarzalam. mysle ze zadna kobieta ktora
          nie
          >
          > znalazla sie w takiej sytuacji nie jest w stanie zrozumiec tego co my
          czujemy.
          > nie rozmawiam juz o tym z nikim, doszlam do wniosku ze taka rozmowa to tak
          > "jak ze slepym o kolorach". kazda z nas musi sobie sama z tym poradzic.
          > nie jest latwo tak zyc, ani tobie ani jemu. jezeli to was dziewczyny jakos
          moze
          >
          > pocieszyc to moze pomyslcie sobie zze nie jestescie same w takiej sytuacji.
          > a jezeli ktos was potepia... coz ludzie maja do tego prawo, byc moze maja
          > racje, ale napewno nikt kto to samo przezyl was nigdy nie potepi.
          >
          > >
          > > nie jestem na silach ocenic wlasnego zycia, nie mowiac juz o cudzym...
          > > Zycze sily!
          >
          > ja tez zycze duzo sily.
    • kamfora Re: Nie umiem być kochanką. :( 26.01.03, 15:39
      fimka napisała:

      > Gdy go poznałam nie pomyślałam że jest żonaty,który żonaty miałby dla mnie
      > tyle czasu,popołudnia,niedziele. Teraz już wiem że ma żonę i kilkuletnią
      > córkę.

      Mężczyzna, który ukrywa swój stan cywilny, nie jest człowiekiem godnym
      zaufania. (to moja opinia)

      Z faktu że nie zamierza nic zmieniać w swoim życiu wynika, że
      nie traktuje Cię poważnie (siebie, żony i córki też nie).

      Może warto byłoby porozmawiać z jego żoną? Może ona nawet nie ma
      pojęcia, że w ich związku jest "coś nie tak"?

      I nie mówcie, że jego żona nie ma tu nic do rzeczy, że to sprawa między
      dwojgiem. Ma i to dużo. I równie dobrze może się okazać, że właśnie
      ma iść rodzić - a ukochany mąż będzie asystował.

      A w ogóle takie sytuacje są dla mnie po prostu...żenujące.
      • Gość: ewers Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: 213.231.15.* 27.01.03, 11:03
        Mądra kobita z tej kamfory. Uczcie sie dziewczyny!
    • Gość: julla Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 16:40
      fimka napisała:

      > Nie mogę wiele planować z Nim a nie potrafiąc nic planować z
      > kimkolwiek innym. :(
      ****
      Być może tylko tak myslisz teraz, świat jednak jest bardzo zaludniony a nawet
      przeludniony, więc znalazłoby się wiele osób z którymi można by coś poplanować.
      Po co więc tkwisz w takim dziwnym zawieszeniu? Jakbyś chciała skrzywdzić i
      siebie i kogoś jeszcze... Rusz z miejsca, zrób ten wysiłek. Jeśli wiesz, że on
      ma rodzinę to po co tkwić w tym dalej?
      Nie każdą osobę, którą darzymy uczuciem musimy koniecznie mieć dla siebie. Tak
      myślę.
    • Gość: weronika Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.kopernik.gliwice.pl 26.01.03, 21:27
      ciekawe że druga poani o podobnym problemie mówiu że małżeństwo ich partnera to fikacja. No nie
      dziwne? Skoro fikcja to czemu trwa. Może szanownemu panu NIE CHCE się burzyc dotychczasowego
      życia. Ma żóne dom, obiady dziecko i super kochankę. Popatrzcie na to racjonalnie
      pozdrawiam
      • procesor Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 01:13
        Taaaak.
        Ciekawe jak nazywa się pan z którym się spotyka autorka watku?
        Mam cicha nadzieję że to nie ten o którym myślę.
        Nie, na pewno nie ten.. Takich facetów jest tak wielu.

        To nie ty powinnaś najbardziej się tu zastanawiać tylko ten .. twój znajomy.
        Tak naprawdę to ON ma problem - ze sobą.
        Czy jestes pewna że chcesz byc z facetem który tak traktuje swoja żonę?
        Uprzedzam ze nie jestem obiektywna.
        Ale wyobraziłam sobie że spotykasz sie z pewnym znajomym mi facetem. Wiele
        wskazuje na to że ma kogoś na boku. A jest tez meżem i ojcem. Na zewnątrz dla
        znajomych i własnej mamusi jest ucieleśnieniem cnót - miły, sympatyczny facet,
        roztargniony nieco, wesoły i pomocny dla kumpli. Cud. I żali się jak to mu źle
        z żona, teściowie się czepiają, maja jakieś wymagania wobec niego!
        I kto nie ma okazji zobaczyć go w domu a raczej jak go NIE MA w domu nie
        uwierzy jaki potrafi byc w tych chwilach gdy JEST.
        Nie, nie pije. Nie, nie pali. Nie używa?? A tu - kto wie? Osobiście jestem
        zdania że jeśli facet wraca regularnie przez miesiąc do domu nad ranem, a przez
        tygodnie i miesiące "na wyrywki", starannie starając się ukryc o której to
        było - to spokojnie można go podejrzewac o zdradę.
        W razie pytań gdzie był opowiada różne historyjki. Prawdopodobne. Ale nie
        codziennie! A potem w dodatku kłamstwa częściowo się wydają.. :))

        Wyobraź sobie że to dla ciebie droga autorko on tak znika.
        Jak myślisz - czy taki facet jest godny zaufania?
        Wiele tak jeszcze innych "kwiatków" kwitnie - ale nie o to chodzi.
        Mało o nim wiesz. Nie widzisz go w jego codziennych układach. Nie wiesz jak w
        nich funkcjonuje. Nie pójdziesz z nim do jego rodziców chyba?? Do niego do
        domu?? Niestety jego obraz u ciebie tworzy sie na podstawie jego - GRY. A
        przynajmniej na kanwie niedopowiedzeń.

        To sytuacja dla ciebie niebezpieczna.
        Moze oczywiście wyglądać inaczej, skończyć sie happy endem. Ale tylko może.
        I to ty będziesz w razie czego najbarzdiej cierpieć.

        Uważaj na siebie.
        Gdybys była kochanka tego kogo ja mam na myśli - to szkoda ciebie dla niego!
        Szkoda każdej sensownej kobiety dla niego.
        A kiedyś i ja myślałam że on taki fajny facet choc ma pare wad.

        Pozory, pozory, pozory.
    • cossa Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 01:00
      Fimka,
      jelsi nie umiesz byc kochanka to nia nie badz:) proste.
      trudno z niego zrezygnowac? ktos wspomnial, ze jesli nie
      wiedzialas od poczastku o tym, ze jest zonaty to juz o
      nim cos swiadczy. juz staralabym sie to "wyolbrzymic" na
      swoja korzysc - probowac odejsc. moim zdaniem nikly
      procent z tego typu sytacji sa wielkimi milosciami.
      pozniej bedzie placz i zgrzytanie zebow, bo nawet jesli
      sie "zejdziecie" w obojetnie jaki sposob - nie masz
      pewnosci, ze Wasz zwiazek dla tego pana rowniez nie
      stanie sie fikcja. zbyt duzo tego typu sytaucji sie
      dzieje i zbyt duzo ma tragiczny final.
      Ja osobiscie zrobilabym wszystko, by to zakonczyc - ze
      wzgledu na siebie, na jego "fikcyjna" rodzine.

      pozdrawiam
      cossa

      fimka napisała:

      > Gdy go poznałam nie pomyślałam że jest żonaty,który
      żonaty miałby dla mnie
      > tyle czasu,popołudnia,niedziele. Teraz już wiem że ma
      żonę i kilkuletnią
      > córkę. I niestety nie umiem się z nim rozstać,kocham go
      i potrzebuję. On
      > twierdzi to samo. I że jego stan cywilny to formalność
      i nic nie zmienia. Ale
      > nie zmienia to faktu że ciągle jestem tylko kochanką.I
      czasem przychodzą
      > takie myśli że czuję się jak ostatnia szmata. Czas
      upływa a ja stoję w
      > miejscu. Nie mogę wiele planować z Nim a nie potrafiąc
      nic planować z
      > kimkolwiek innym. :(
      >
      • Gość: A Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.proxy.aol.com 27.01.03, 01:20
        propopnuje zalozyc zwiazek zawodowy kochanek !!!
        • procesor Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 01:34
          Gość portalu: A napisał(a):
          > propopnuje zalozyc zwiazek zawodowy kochanek !!!

          Przepraszam - a kochanki dostają wynagrodzenie za bycie kochanką?? To się chyba
          wtedy troche inaczej nazywa!

          :P
    • Gość: plutonka Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.acn.waw.pl 27.01.03, 11:20
      Koniecznie zostań jego kochanka pod warunkiem, że chcesz;
      - po walce ze sobą wreszcie ulec i zakochać sie
      -usłyszeć, kiedy juz poległac, że jednak kocha swoją żonę
      -pomylił się choć kiedy mówił, że coś do ciebie czuje naprawdę tak myślał
      -żałuje tego, co się stało
      -jego żona jest jednak dla niegp najważniejsza
      Wtedy nawet nie będziesz miała czego wspominać, bo zostanie tylko wstyd i
      upokoraenie
      Nie licz na jego lojalność i szczerość. Facet nie ma skrupułów. Mój mąż
      powiedział swojej kochance, że się w niej zakochałi odejdzie ode mnie. A potem
      płacząc zawodził, że nie może beze mnie żyć bo tak naprawde czuł się tylko
      przeze mnie za mało "wielbiony". O niej powiedział, że jej błąd polegał na tym,
      że mu uwierzyła!!!
      A ona czuje się jak stara , naiwna szmata.
      Chcesz tego? Na 90% tak będzie. A może nawet gorzej. Póki co, trzymaj się od
      niego z daleka.
      • Gość: endo Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.chello.pl 27.01.03, 12:06
        Gdzie Twoje poczucie godności, Fimka?To najcenniejsze, co ma człowiek.
        Nie powiesz mi chyba,że po latach posuchy trafił Ci się nadzwyczajny facet i
        teraz musisz trzymać się go pazurami za wszelką cenę, nawet upokorzeń.
        Nadzwyczajny gość na pewno nie jest.Tylko szmata ukrywa fakt pozostawania w
        związku.Prawdopodobnie jestes dla niego tylko świeżym mięsem, jeszcze jednym do
        kolekcji.Wielu facetów tak ma,żyłka myśliwska i tyle.Może nawet oprócz Ciebie
        są jeszcze inne?
        Pewnie i tak będziesz siebie oszukiwała do końca, wolała wierzyć jemu niz innym
        kobietom.Twój wybór- tylko po co piszesz o tym na forum?
    • Gość: Wytrwała Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.um.poznan.pl 27.01.03, 13:15
      Ludzie!!! Czy Wy nie rozumiecie,że ona go KOCHA!!!...tak
      ślepo...bezmyślnie...nieszcześliwie! I porady typu : "Fimka,
      jeśli nie umiesz byc kochanka to nia nie badz:) proste." - są nie na miejscu.

      Wiem, bo mnie też tak radzono...i co? Byłam rok "tą drugą" zakochaną do
      szaleństwa i nie przekonały mnie żadne racjonalne przesłanki. A teraz
      jestem "pierwsza" i chociaż wiem, że nie będę jego żoną ( ..te typy tak mają;)
      to niczego nie żałuję!

      Kierujcie sie głosem serca...
      • cossa Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 17:57
        a czy zawsze, by zwiazac sie z zonatym facetem trzeba
        najpierw byc ta druga? jesli tak kocha to niech zostawia
        cala rodzine i niech idzie w pioruny za swoja wielka
        miloscia. wtedy "wielka milosc" bedzie dla niego
        pierwsza. warto dla takiego uczucia wszystko dla niej
        poswiecic - nieprawdaz?
        jak ktos chce sie bzykac i nie dogaduje sie z mezem czy
        zona - niech sobie tak zyje jak mu wygodnie, ale nie
        gadajcie glupot, ze facet zakochuje sie na zaboj i nie
        umie odejsc od zony - kupy sie to nie trzyma. wymowka -
        dzieci nie wolno krzywdzic. g.. prawda - jak sie rodzice
        nie kochaja i mijaja sie w zyciu - dzieci niejednokrotnie
        gorzej to przechodza niz rozwod rodzicow.
        i niewielka pociecha z tego, ze "bylam druga - jestem
        pierwsza". chodzi o to by nigdy nie byc ta druga. to
        ponizej godnosci, ale to moje zdanie.

        pozdrawiam
        cossa
      • Gość: R-31 Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.03, 22:41
        Gość portalu: Wytrwała napisał(a):
        [ciach]
        > Wiem, bo mnie też tak radzono...i co? Byłam rok "tą drugą" zakochaną do
        > szaleństwa i nie przekonały mnie żadne racjonalne przesłanki. A teraz
        > jestem "pierwsza" i chociaż wiem, że nie będę jego żoną ( ..te typy tak
        mają;)

        - teraz jestes PIERWSZA, albo tylko sie tobie tak wydaje

        >
        > to niczego nie żałuję!
        >

        - nie zalujesz dopoki nie dowiesz sie, ze ktos wlasnie zajął Twoje pierwsze
        miejsce (zaufasz człowiekowi, który raz zdradził, że nie zrobi tego drugi, ale
        tym razem tobie)

        > Kierujcie sie głosem serca...

        - a może rozsądek górą? Po co zdradzać? Czy nie lepiej jesli tobie źle to się
        rozwiedź, odejdź i zacznij od nowa?
        No nieee... wygodniej mieć kogoś na boku, bo jak nie wyjdzie to się wróci do
        pierwszego

        Żenujące - tu nie psycholog jest potrzebny, a spec od etyki.
      • Gość: czyjaś żona Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: proxy / 217.8.186.* 05.02.03, 12:55
        Do WYTRWAŁEJ
        Nie sądzisz, że budowanie własnego szczęścia na cudzej krzywdzie, to świństwo?
        Dążysz do tego po trupach!!!
        Piszę to jako dziecko z takiego (takich) popieprzonych związków, była kochanka
        żonatego i dzieciatego faceta, a obecnie (o ironio) zdradzona (zdradzana
        nadal?) żona.
      • Gość: lissa Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.chello.pl 05.02.03, 13:02
        Wytrwała- znaczy jak plują , to według ciebie pada deszcz?
        Grunt, że złapałaś chłopa , cieszysz się - ale pamiętaj, ciebie też kiedyś
        zjedzą robaki, a po tamtej stronie ktoś może cię rozliczy z Twojej
        " szlachetności".
        Z dnia na dzień żyją wróbelki, od człowieka należałoby chyba wymagać czegoś
        więcej - no chyba, że ma w mózgu tylko jedną komórkę.
    • Gość: plutonka Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.acn.waw.pl 27.01.03, 13:25
      Hej Wytrwała gratuluję dobrego samopoczucia i klapek na oczach. Co to znaczy,
      że teraz jesteś pierwsza choć nigdy nie będziesz żoną? O moja droga, tak to
      kazdy potrafi sobie wszystko wytłumaczyc.Napluto Ci w twarz? Nie, to tylko
      deszcz pada...
      Hahahahah. Żałosne.
      • Gość: endo Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.chello.pl 27.01.03, 14:37
        I jak tu nie zazdrościć facetom: różne wycieraczki same się podkładają pod
        nózki i jeszcze twierdzą,że im z tym dobrze.
    • eremka Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 15:49
      Wychodzi na to, ze swiat jest pelen mezow, dla ktorych ich zwiazek
      jest "formalnoscia" i fikcja. Chodze po necie i co rusz natykam sie
      problem"zdrady". Oto w sobote trafilam na bloga pisanego przez zonatego faceta,
      ktory znalazl sobie kochanke, tfu, co ja gadam! milosc swego zycia przez
      Internet. Ot, po prostu wpisal w wyszukiwarke wiek 24-29 lat i bingo! niczym
      ewa z zebra Adama wyskoczyla mu nomen-omen EWA! Po przeczytaniu jego zapiskow
      stwierdzilam, ze malo, ze grafoman, to hipokryta. Zone zdradza i co z tego?
      Bedzie ja zdradzal, bo stalo sie! I niczym "pierun w mietle szczelil", on
      zostal razony piorunem milosci przez wielkie M. Ale... nic to! Oczy moje
      przybraly rozmiary mlynskich kamieni, gdy poczytalam sobie komentarze publiki.
      Wszyscy rozplywajaq sie nad jego wrazliwoscia i tragizmem jego sytuacji, zycza
      mu szczescia i trzymaja kciuki i tym podobne. jedna kobita mu dobrze napisala,
      ze dlaczego, skoro tak kocha i cierpi, nie odejdzie od zony. Moze zona tez go
      juz nie kocha, skoro prze tyle miesiecy nie domyslila sie, ze on ja zdradza.
      Obok mozemy poczytac zwierzenia jego milosci zycia. Zero refleksji, tylko
      pojekiwania "Loj, nie widzialam go, loj, tesknie" itd. Zenada. Wszystko sobie
      odpuszczamy, cel uswieca srodki, the fittest survive. Pozostaje tylko nadzieja
      na rownowage w naturze - ze bol wyrzadzony innym wroci do nich, szpetnych
      trzydziestoletnich. faceci maja instynkt lowny , tlumaczy ich biologia i inne
      takie tam. A Wy, kochane panie, panienki? Co powoduje, ze chcecie budowac swoje
      szczescie na cudzym nieszczesciu 9a moze sie tak zdarzyc)? Tez nagle olsnienie
      i milosc od pierwszego wejrzenia, co gory przenosi i nie liczy sie z nikim i z
      niczym?
      • calusna Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 19:04
        eremka napisała:
        A Wy, kochane panie, panienki? Co powoduje, ze chcecie budowac swoje
        > szczescie na cudzym nieszczesciu 9a moze sie tak zdarzyc)? Tez nagle
        olsnienie i milosc od pierwszego wejrzenia, co gory przenosi i nie liczy sie z
        nikim i z niczym?


        Które 'panie i panienki' masz na myśli zadając swoje pytanie?
        Czy to pytanie do ogółu kobiet biorących udział w dyskusji czy też do
        konkretnych 'pań i panienek'? A Ciebie także dotyczy?
        I dlaczego piszesz że 'pozostaje TYLKO nadzieja że ból wyrządzony innym wróci
        do nich'? Czy to się nazywa złorzeczenie i mściwość?
        Mowisz że facetów tłumaczy biologia? A kobiety to niby co? Fizyka? Cybernetyka?
        Czy też inna botanika?
        Oj , eremka! Co Ci podyktowało Twój post?

        Wracając do tematu wątku.
        Mnie najbardziej 'zachwyca' stwierdzanie każdego z panów pozostajacych
        w trójkącie że ich małżeństwo jest : FIKCJĄ , FORMALNOŚCIĄ ,OD DAWNA ISTNIEJE
        TYLKO NA PAPIERZE, ZOSTAŁO ZAWARTE Z PRZYMUSU ( tu do wyboru ciąża , rodzice
        mnie zmusili, dziewczyna groziła samobójstwem itp.) i jeszcze koniecznie
        dodają : OD DAWNA ZE SOBĄ NIE SYPIAMY. To ich usprawiedliwia. To lub 'biologia'
        jak twierdzi eremka. Ech , zawsze zazdrościłam facetom ich płci. O ileż łatwiej
        się im żyje! Jak łatwo są rozgrzeszani! Jak wiele im uchodzi tzw. płazem! ;-))

        Serdecznie Ci współczuję fimko. Ty wiesz tak samo jak my że powinnaś jak
        najszybciej zakończyć ten związek a my wiemy tak jak Ty że to trudne.
        Licz na swój instynkt samozachowawczy.
        Całuję mocno.
        calusna

        • eremka Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 22:53
          calusna napisała:

          > eremka napisała:
          > A Wy, kochane panie, panienki? Co powoduje, ze chcecie budowac swoje
          > > szczescie na cudzym nieszczesciu 9a moze sie tak zdarzyc)? Tez nagle
          > olsnienie i milosc od pierwszego wejrzenia, co gory przenosi i nie liczy sie
          z
          > nikim i z niczym?
          >
          >
          > Które 'panie i panienki' masz na myśli zadając swoje pytanie?
          Wlasnie te, ktore tak jak wspomniana Ewa, zostaja kochankami zonatych facetow,
          ktorych malzenstwa sa fikcja, formalnoscia itd. NIE ROZUMIEM, co nimi powoduje,
          kiedy po tygodniu znajomosci internetowej spotykaja sie z facetem i ida znim do
          lozka.

          > Czy to pytanie do ogółu kobiet biorących udział w dyskusji czy też do
          > konkretnych 'pań i panienek'? A Ciebie także dotyczy?

          Nie, mnie to na razie nie dotyczy, chociaz tez mam meza :-)

          > I dlaczego piszesz że 'pozostaje TYLKO nadzieja że ból wyrządzony innym wróci
          > do nich'? Czy to się nazywa złorzeczenie i mściwość?

          Mozesz to sobie nazwac, jak Ci sie podoba. Ja po prostu wierze w sprawiedliwosc
          ludowa :-)
          > Mowisz że facetów tłumaczy biologia? A kobiety to niby co? Fizyka?
          Cybernetyka?
          > Czy też inna botanika?
          To miala byc ironia - zauwazylam tylko, ze ludzie potrafia wszystko - kazde
          qrestwo - wytlumaczyc. Np. biologia, ze kazdy facet musi sobie pociupciac na
          boku, albo psychologia od siedmiu bolesci ze zdrada wzmacnia zwiazek, bo co nas
          nie zabije, to nas wzmocni, albo zyciowo, ze jesli facet szuka kochanki, to
          znaczy ze zona winna i jego malzenstwo czy zwiazek jest do doopy. Naprawde nie
          spotkalas takich wyjasnien?
          > Oj , eremka! Co Ci podyktowało Twój post?
          Przeogromne i niewymowne zdumienie - Fimka nie moze odejsc od faceta, ktory ja
          oszukuje, oszukuje tez swoja zone i ona go kocha, bo - zaraz ktos tu wtraci na
          bank - milosc jest slepa. Ja odchodzilam 3 razy - i w koncu mi sie udalo. Ale
          trzeba probowac. Pewnie mnie zbluzgacie, ale nie wspolczuje jej.
          >
          > Wracając do tematu wątku.
          > Mnie najbardziej 'zachwyca' stwierdzanie każdego z panów pozostajacych
          > w trójkącie że ich małżeństwo jest : FIKCJĄ , FORMALNOŚCIĄ ,OD DAWNA ISTNIEJE
          > TYLKO NA PAPIERZE, ZOSTAŁO ZAWARTE Z PRZYMUSU ( tu do wyboru ciąża , rodzice
          > mnie zmusili, dziewczyna groziła samobójstwem itp.) i jeszcze koniecznie
          > dodają : OD DAWNA ZE SOBĄ NIE SYPIAMY. To ich usprawiedliwia. To
          lub 'biologia'
          >
          > jak twierdzi eremka. Ech , zawsze zazdrościłam facetom ich płci. O ileż
          łatwiej
          >
          > się im żyje! Jak łatwo są rozgrzeszani! Jak wiele im uchodzi tzw. płazem! ;-))
          >


          > Serdecznie Ci współczuję fimko. Ty wiesz tak samo jak my że powinnaś jak
          > najszybciej zakończyć ten związek a my wiemy tak jak Ty że to trudne.
          > Licz na swój instynkt samozachowawczy.
          > Całuję mocno.
          > calusna
          >
          Ide sie powiesic, moj tekst mial byc ironiczny - zwlaszcza jesli chodzi o
          zrozumienie plci brzydkiej (zaraz ktos zapyta: a ktora to ;-), ale w ogole mi
          sie to nie udalo, wnisokujac z Twojej odp.
          Nie caluje, bo Cie nie znam ;-)
          ale co tam pozdrowic moge.
          • calusna Re: Nie umiem być kochanką. :( 28.01.03, 00:42
            eremka napisała:
            > Ide sie powiesic, moj tekst mial byc ironiczny - zwlaszcza jesli chodzi o
            > zrozumienie plci brzydkiej (zaraz ktos zapyta: a ktora to ;-), ale w ogole mi
            > sie to nie udalo, wnisokujac z Twojej odp.
            > Nie caluje, bo Cie nie znam ;-)
            > ale co tam pozdrowic moge.

            iiitam .. , nie chodź się wieszać , jest OK!;-) Zrozumiałam ironię zawartą
            w Twoim poście i szczerze mowiąc historyjka z blogiem pisanym przez pana
            zdradzającego żonę mnie ubawiła ale znalazłam w Twoim tekście parę z lekka
            szowinistycznych zdań wypowiedzianych w kierunku 'tych drugich' kobiet
            w trójkącie i to mnie wqrzyło ( ale tylko troszkę).
            Oczywiście że to nic dobrego mieć romans z żonatym gosciem ale nie jest
            łatwo go zakończyć jeśli już się w nim tkwi 'po uszy'.Często już wykiełkowało
            uczucie , może nawet miłość a to głupie serce wcale nie chce zrozumieć że ON
            jest żonaty i łajdak na dodatek (bo np. okłamał na początku).
            Albo miał być zabawny flirt i tylko spojrzenia lub tylko kilka e-maili ,
            parę rozmów na czacie bo PRZECIEŻ ON JEST ŻONATY ale jakoś tak się stało
            a to głupie serce .. (refren)
            Dlatego rozgrzeszam te dziewczyny/te kobiety i współczuję im serdecznie.
            Nie wierzę że świadomie wlazły w to 'gówno' jakim bez wątpienia jest
            związek z żonatym gościem , że świadomie wzięły sobie na kark jego żonę
            i wymówki rodziny , przyjaciół , samotne święta , i te wszystkie ćmoje-boje
            jakie wiążą się z byciem kochanką , wiesz eremko? Właśnie dlatego nie życzę
            im żeby los się na nich zemścił , opatrzność ukarała a "ból wyrządzony innym
            wrócił do nich szpetnych trzydziestoletnich". Niech im się rozjaśni życie,
            zagoją rany (bezboleśnie dla wszystkich trojga zresztą)i niech znajdą swoją
            prawdziwą połówkę jabłka. Ole! ;-)
            też Cię nie znam eremko a mimo to całuję bom całuśna!:-)
            calusna
          • elein Re: Nie umiem być kochanką. :( 28.01.03, 08:47

            > > eremka napisała:
            > > A Wy, kochane panie, panienki? Co powoduje, ze chcecie budowac swoje
            > > > szczescie na cudzym nieszczesciu 9a moze sie tak zdarzyc)? Tez nagle
            > > olsnienie i milosc od pierwszego wejrzenia, co gory przenosi i nie liczy s
            > ie z > > nikim i z niczym?
            > Które 'panie i panienki' masz na myśli zadając swoje pytanie?
            > Wlasnie te, ktore tak jak wspomniana Ewa, zostaja kochankami zonatych
            facetow,
            > ktorych malzenstwa sa fikcja, formalnoscia itd. NIE ROZUMIEM, co nimi
            powoduje,> > kiedy po tygodniu znajomosci internetowej spotykaja sie z facetem
            i ida znim do> lozka.

            dlaczego tak dziecinnie szufladkujesz?
            a co z tymi ktore po kilku miesiacach znajomosci, gdy sie juz zaangazuja to
            dowiaduja sie ze jest jeszcze jakas zona z ktora on ma podobno od dawna
            tylko "przyjacielskie" kontakty?
            tez to one sa winne ??
            no tak, faceci to biologia- a cale zlo przez te glupie pazerne na cudze
            szczescie panienki...

    • re_ne Re: Nie umiem być kochanką. :( 27.01.03, 23:13
      Bo z tymi zwiazkami to jest tak: faceci i kobiety diametrialnie roznia sie od
      siebie, i bardzo trudno jest nam we wszystkich sprawach sie co do joty zgodzic.
      Ale z drugiej strony, prawda jest tez i taka, ze przeciez nie potrafimy zyc bez
      siebie! A to juz paradoks. Wiec jak to rozwiazac?
      Kiedys jakis psycholog na podstawie wieloletnich badan, obserwacji itd, doszedl
      do wniosku, ze malzenstwo jest tym bardziej trwale - im mniej przebywa ze soba.
      Wiec by ratowac nasze malzenstwa... :)))
    • Gość: moi Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: 213.25.85.* 28.01.03, 09:15
      Świat zawsze był, jest i będzie pełen byłych, aktualnych i przyszłych żon,
      kochanek, mężów i kochanków, tych pierwszych i tych drugich, więc czy warto aż
      tak emocjonalnie podchodzic do sprawy? Tak sobie myślę...
    • Gość: mag Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.waw.cdp.pl / *.crowley.pl 28.01.03, 09:51
      Wiem coś o tym.... strasznie sie meczylam przez ostatnie dwa lata... zakochalam
      sie w 40 letnim zonatym facecie, który ma dwie córki... było bardzo cieżko..
      przestalismy sie spotykac miesiac temu... jest okropnie ale juz z tego
      wychodze... pomyslalam ze nie moge stac w miejscu i musze zajac sie swoim
      zyiem, zrozumialam ze nigdy nie bede najwazniejsza w jego zyciu. Wierz mi...
      tak jest lepiej, chociaż na początku tuz po rozstaniu serducho peka....
    • Gość: M&M Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.01.03, 17:22
      Zawsze jest wyjscie.
      Poznalam kiedys mezczyzne, ktory w owym czasie od jakiegos roku byl w separacji
      z zona, 2 dzieci, sliczne cory.
      No i dopadlo mnie! Ta milosc, prawdziwa. Dopiero wtedy zdalam sobie sprawe, ze
      w zderzeniu z tym uczuciem, tak naprawde nigdy nie kochalam nawet mojego exmeza
      (uscislajac-rozwiodlam sie przed poznaniem).
      Bylo pieknie. To fakt.
      I zadziwiajace - zaczelam go uczyc, czym tak naprawde jest zwiazek, czego tak
      naprawde kobieta potrzebuje. A przeciez on swoja zone znal kupe lat a tak
      naprawde byli bardzo daleko do siebie, nie potrafila z nim rozmawiac a on
      sluchac.
      Przy mnie zaczal patrzec na pewne sprawy juz zupelnie inaczej, z innej
      perspektywy.
      Nie poznalam nigdy osobiscie jego zony, ale w jakis sposob bylo mi jej zal,
      staralam sie wczuc w jej sytuacje. Duzo o tym rozmawialismy. Nie wiem dlaczego,
      skad we mnie taka potrzeba sie zrodzila, ale przyjelam postawe broniacej...jej
      wlasnie. Moze jakas solidarnosc jajnikow? ;-) Wplynelam tez na to, aby z
      niedzielnego tatusia stal sie prawdziwym ojcem., choc zdawalam sobie sprawe tez
      i z tego,ze kontakt z zona bedzie przez to czestrzy.
      Naprawde nie potrafie sama sobie wyjasnic tego dziwnego pedu ku zblizeniu tej
      rodziny...
      Przeciez tak go kochalam a jednoczesnie podcinalam skrzydla tej milosci.
      I ucielam to.
      Nagle, gwaltownie - przynajmniej w jego odczuciu.
      Ale widzialam, ze i ja sie mecze, bo nawet jezeli nigdy nie wrocilby do zony,
      ja nie potrafie byc (pomimo milosci), jako ta druga - a tak by bylo, bo tam juz
      byly dzieci, i chyba zawsze mialabym wyrzuty sumienia, choc przeciez to nie ja
      rozbilam to malzenstwo, nie ja bylam przyczyna. W jakis sposob rozniez
      niepokoilo mnie to, ze pomimo rocznej separacji oraz poznania potem mnie, jakos
      nie potrafil sie zdobyc na oficjalne zakonczenie, na rozwod. I on rowniez
      zaczal sie miotac, nie wiedzial juz w koncu gdzie jego miejsce - kochal mnie,
      wiem to, ale z znona laczyly go wspolnie przezyte lata, dzieci, rodzina itd.
      Tak bylo lepiej.
      No i wrocil, po moim pass, do zony i cor.
      Bolalo, jak cholera, dlugo nie moglam sie wyleczyc - tym bardziej, ze zanim
      pogodzil sie z zona, bardzo probowal zmienic moja decyzje o odejsciu, walczyl.
      Ech, jak trudno zachowac wtedy zimna krew, dystans i konsekwencje - gdy serce
      wrzeszczy jak opetane.

      Tera jest juz OK, juz po "kuracji", juz sie wyleczylam i tym bardziej jestem
      szczesliwa (tak, to dobre slow) z mojego kroku.

      A teraz ciesze sie nadal zyciem, raz jest fajno, innym razem same dolki wokol
      mnie, ale wierze i spokojnie, nie nerwowo, czekam, na ... milosc :-)
      Jedno tylko mi zostalo - uciekam w poplochu przed kazdym zainteresowanym mna
      zonatym, czy tez dzieciatym facetem, wrrr... ;-) "Komety" sa dobre...ale dla
      nieba ;-)

      Z kazdej sytuacji jest wyjscie i ze wszystkiego mozna sie wyleczyc - trzeba
      miec tylko chec, tak naprawde, nauczyc sie sluchac swojej intuicji, nie
      zagluszac tych wewnetrznych podszeptow, i dac sobie czas.


      Pozdr
      :-))))))))))
      • eremka Re: Nie umiem być kochanką. :( 29.01.03, 13:27
        DZIEKI, dzieki i jeszcze raz dzieki! za to, co napisalas. Jestes... no, brak mi
        okreslenia, ktore nie byloby wyswiechtane i banalne, dla Twojego postepowania.
        Podziwiam Cie szczerze.
        pozdrawiam
      • Gość: stary misio jestes jebnieta no/txt IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.01.03, 18:16
        • Gość: Manitra do zramolalego leciwego misia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.03, 22:11
          nynka, nynka, coz za "slicznosci" tu wypisujesz, ech, i te
          subtelne "komplementa", fiu, fiu! pogratulowac tylko tak upublicznionej
          samokrytyki! to sie nazywa odwaga!
        • Gość: magdalena do starego....... IP: *.lodz.dialog.net.pl 02.02.03, 12:26
          Chyba sobie Twoje rozważania(rady?) wydrukuję i powieszę nad łózkiem jako motto
          na "dalszą drogę..."
          dzięki Misiu;)))
    • reykjavik101 Re: Nie umiem być kochanką. :( 31.01.03, 14:36
      Przez krótki czas byłam kochanką. Nienawidzę siebie za to i chciałabym wymazać
      to z pamięci. Żadna kobieta nie zasługuje na takie upokorzenie.
    • Gość: Ktoś Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.net 31.01.03, 14:48
      Nie umiesz być kochanką?
      Przecież nią jesteś i musisz doskonale spełniać się w tej roli, skoro facet
      nadal się z Tobą spotyka.

      Pewnie poczujesz się urażona tymi słowami....ale cóż - takie jest moje zdanie.
      Nie rozumiem jak można przeciągać tą nazwaną przez Niego "formalność" w
      nieskończoność. Ciekawe jakbyś się poczuła będąc na miejscu Jego żony.
      Pomyśl - MIEĆ NA GŁOWIE DOM, WYCHOWANIE DZIECKA, ORAZ FACET, KTÓRY W DODATKU
      MNIE NIE SZANUJE - BO ZDRADZA !!!

      Moim zdaniem jeśli nie zamierza zmienić tego stanu to jest zwyczajnym oszustem
      i nie nabieraj się na jego czułe słówka, których pewnie nie szczędzi oraz na
      litość

      Powodzenia
    • Gość: stary misio Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.01.03, 18:40
      Jak czytam te "wspaniale" porady sercowe innych pan to robi mi sie slabo.
      KOBITO!

      Siadz sobie spokojnie na sofie, wygodnie, zrob sobie kawke i zadaj sobie kilka
      pytan. Potem je sobie zapisz i pomysl. Pomysl dwa razy.

      Czego Ty wlasciwie chcesz i czego od SIEBIE oczekujesz?
      Dopiero na drugim miejscu zadaj sobie pytanie czego oczekujesz od wymarzonego
      faceta?
      A na koncu jaki jest ten twoj obecny kochanek?

      Jezeli uwazasz, ze jego zwiazek z zona jest gorszej jakosci niz z Toba to masz
      szanse. Sprobuj pogadac z tym gosciem przy swietle (najlepiej po seksie)
      i poogladaj sobie jego twarz. Zobacz czy na pytanie o zone uciekaja mu oczy.
      Po prostu wybadaj go dokladnie. Ocen SWOJE szanse.
      Jezeli uznasz - ze Twoje sa niezle (bo np. jego seks z zona stoi kiepsko)
      to zaplanuj dokladnie swoje postepowanie i rozbij ich zwiazek.

      Nie ma sentymentow. To jest Twoje zycie. Ten gosc moze byc tym jedynym, ktorego
      pragniesz, mezczyzni maja wiele wad, w tym sa slabi i niezdecydowani, kiepscy,
      trzeba ich popchnac w kierunku, w ktorym TY chcesz. Tylko najpierw ocen na zimno
      czy Twoja ocena jego osoby jest sluszna. Pomylic sie latwo. A ew. konsekwencje
      to TWOJ nieudany zwiazek. Pamietaj tez, ze jezeli trzeba sie wycofac, bo gosc
      nie spelnia Twoich oczekiwan, to trudno - trzeba sie wycofac.
      NIE MOZNA tkwic w takiej patologii zwiazku ani chwili dluzej. Jasne?

      Zapamietaj sobie raz na jutro, ze u faceta ma wieksza szanse ta kobieta, ktora
      go lepiej zrozumie i daje mu lepszy seks. W tej wlasnie kolejnosci.
      To czy gosc ma zone czy tez nie - jest bez znaczenia. Jak mu zle to odejdzie.
      Musisz mu dac alternatywe, bez emocji, otwarcie, wyjasnic mu za i przeciw, dac
      mu to na tacy. Jak propozycje odrzuci to albo jest z niego glupiec albo
      skurwiel-wykorzystywacz, wtedy nie warto dla takiego tracic czasu.
      Faceci niestety tacy czasem sa, ale zwykle sa prosci, jak sie tak przedstawia
      sprawe to od razu wylazi szydlo z worka.


      Jestem starym facetem i niejedno juz na tym lez padole widzialem, wiem ze
      jezeli jest szansa na prawdziwy szczery zwiazek to trzeba te szanse brac.
      A nie plakac i pierdolic jak to jest zle z zonatym facetem.
      Faceta sie bierze jak towar, jak jest dobry to bedzie udany zwiazek.
      To - ze facet w jednym zwiazku nie spelnia sie nie oznacza absolutnie ze w
      innym bedzie tak samo. Kobieta cementuje zwiazek. Uczucia sa efektem zarowno
      pragnien jak i pracy nad zwiazkiem. Bierz tego goscia, najwyzej bedziesz miala
      jedno wiecej doswiadczenie zyciowe. Po 50 bedzie juz za pozno na szalenstwa i
      ZYCIE. Szanse traci sie bowiem bezpowrotnie.

      Cokolwiek zrobisz - zrob to dobrze.
      I nie sluchaj takich gratulujacych odwagi bab.
      To brednie.
      • Gość: Ktoś Re: Nie umiem być kochanką. :( IP: *.net 31.01.03, 18:54
        Czuję się urażona.
        Dziewczyna po to napisała aby szukać pomocy... więc jeśli ktoś jej mówi co ma
        zrobić, to tylko dlatego, że jej dobrze życzy.
        A Ty misiu uważasz się chyba za pępek świata, bo nie uznajesz racji innych osób.
        W dodatku nie podtafisz z szacunkiem zwrócić się do kobiet - kim dla Ciebie
        są "baby" ?
        To że przeżyłeś już trochę nie czyni z ciebie boga tego świata.

        I jeszcze jedno: Tobie też życzę powodzenia (pewnie uznasz to znowu za akt
        głupoty, ale co tam ... to wyłącznie Twoja opinia)
        • Gość: stary misio glowa do gory IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.01.03, 19:29
          >Czuję się urażona.

          Niepotrzebnie.
          Nie kierujmy sie emocjami.
          Dobra rada jest dobra tylko wtedy kiedy patrzymy na sytuacje z boku, nie?
          Czy nigdy nie chcialabys byc calkowicie i bezgranicznie szczesliwa?
          Czy nigdy nie pragnelas pelnego spelnienia w milosci?
          Calkowitego oddania i pelni zrozumienia?
          Po co robic z glupstwa wielkie sprawy (baby, urazanie i obrazanie) kiedy tak
          naprawde rozmawiamy o szczesciu w milosci autorki watku?
          Czyz nasze klotnie nie sa nieistotne?
          Ja przedstawiam meskie zdanie. Wy je sprawiedliwie ocencie.
          Niech z tego cos wyniknie.
          I na milosc boska przestancie sie obrazac!

          >I jeszcze jedno: Tobie też życzę powodzenia (pewnie uznasz to znowu za akt
          głupoty,

          A dlaczego zakladasz - ze ja cos uznam a czegos nie uznam?
          W ogole nie zrozumialem tej aluzji do glupoty...

          Zycze WSZYSTKIM szczescia w milosci. Oraz odwagi w podjmowaniu decyzji i
          doswiadczaniu swiata. Pamietaj ze jestes kowalem wlasnego losu. To TY zmieniasz
          swoje otoczenie. Jak postapisz tak bedziesz miala to szczescie lub nie.
          Najwazniejsze jest wybrac dobrze tego kogos sposrod wielu.
          I wziac go dla siebie chocby nie wiem co.
          Tyle ze to musi byc sluszny wybor. Inaczej nie wyjdzie.
          Napisalem to poniewaz kiedys tez zrezygnowalem z pewnej milosci do "zajetej"
          kobiety. Tyle ze ona sie rozwiodla a mnie wtedy juz tam kolo niej nie bylo.
          Teraz zaluje tego. I nie ma tygodnia abym o tej sytuacji sprzed lat nie myslal.
          To okropny blad. Nie powielajcie go!



          • Gość: anula do starego misia IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 31.01.03, 20:56
            drogi stary misiu
            zaluje ze kiedy sama mialam taki problem to nikt nie doradzil mi w taki wlasnie
            sposob. Byc moze wszsytko ulozyloby sie inaczej.Niestety ja bylam zbyt slaba i
            sama z tym wszsytkim i nie mialam nikogo do rady. Szkoda.
            Popieram to co napisales w swoim powyzszym poscie - niestety ja bylam zbyt
            glupia aby usiasc na czterech literach i spokojnie wszsytko sobie na zimno
            przemyslec, to czego ja chce od siebie a potem od faceta.
            Jest to jedyny naprawde rozsadny post na tan teamt jaki od dluzszego czasu
            udalo mi sie przeczytac, bez trucia na temat ewentualnej odwagi, jej braku,
            sily lub jej braku, moralnosci lub jej braku, trucia o zonie, dzieciach, tej
            trzeciej jako hienie bez skrupulow omotujacej niewinnego mezusia, bez zyczen
            pt. obys odebrala na wlasnej skorze.... bez rozwazan dotyczacych
            godnosci ....etc etc. Na wszsytkie gromy ktore spadna na nie po tym co
            napisalam moge odpowiedziec ze sama bylam i ta trzecia i ta pierwsza i
            widzialam wiele takich ukladow, tak wiec wiem o czym pisze.
            pozdrawiam serdecznie
            • Gość: stary misio Re: do starej anuli IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 31.01.03, 22:39
              "ja bylam zbyt slaba i sama z tym wszystkim i nie mialam nikogo"

              nie ma co rozpaczac. zamien slabosc w sile. faceci sa wszedzie.
              to nie to co po wojnie w 45.

              Niech zyje radosc i swawola!
              Jak mnie krzyze bola albo sily nie ma
              - to jest to wymarzony czas na mala lampke winka na ganku.

              Carpe Diem!!
    • Gość: plutonka do misia IP: *.acn.waw.pl 01.02.03, 01:07
      chrzanisz tak, bo jesteś stary czy masz tak od urodzenia?
      • meniskwypukly Re: do misia 01.02.03, 20:00
        Byłbyż stary misio kobietą?
    • eremka Re: Nie umiem być kochanką. :( 04.02.03, 23:28
      Iii...tam, moze to i tzw. menszczyzna, ino wcale nie stara; napisal, ze jest
      starym facetem, zeby sobie dodac powagi!!?*!$%^&*( I ta lampka wina na ganku!
      LOL
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka