maureen2
16.07.06, 19:15
Andrzej,pełne mięsiste lekko wydęte usta,siedzi fotelu rozłozony,mowi pewnym
zdecydowanym głosem,upojony sobą,nawet nie słucha tego co mówią inni,tak jest
jak on mówi,kwadrat jest prawie prostokątem,co widać na rysunku i nie ma pod-
staw,aby uważać inaczej. Wszyscy to potwiedzają,jeden miał wątpliwości,wtedy
usłyszał "noooo,proszę pana,pan powinien się douczyć". Prawdziwy mężczyzna,po
dziwiany przez wszystkich,do niego należalo ostatnie decydujące słowo.
Miesiąc temu spowodował wypadek i uciekł.Gorączkowo szukał znajomych,którzy
coś mogą,namawiał innych aby potwierdzili,że nie ma samochodu,ustalił kim są
ofiary wypadku i dzwonił do nich anonimowo strasząc innymi nieszczęściami,
w koncu błagał znajomych aby powiedzieli,aby coś zrobili,żeby go ratować.
Zaczął nawet twierdzić,że to niemozliwe aby samochody jeżdziły po jezdni,prze
cież wszyscy to potwierdzają i rozpierał się w fotelu trzymając się kurczowo
oparcia.Ostatnio coś mi mowił cichym głosem,że kwadrat to nie prostokąt.
Zawsze uważalem go za super faceta o takim męskim imieniu.