Dodaj do ulubionych

Mamo pomóż mi czasem...

21.07.06, 11:49
Tytul w sumie moze brzmiec jak jakis zarzut,ale to co napisze to po prostu
ciekawostka, bo juz zdazylam sie przyzwyczaic sie do takiego stanu. Otoz, mam
male dziecko, dziadkowie sa w nim zakochani, ale nigdy ani na moment nie
zaoferowali sie z pomoca. Wiem, ze o takich sprawach nalezy mowic wprost, no
wiec tak zrobilam, powiedzieli, ze to niemozliwe. Na poczatku mala byla za
mala, potem jeszcze nie tak duza, teraz jest zbyt energiczna. Caly czas jest
jakas przeszkoda, nawet w skrajnych sytuacjach nie moge liczyc na dziadkow,
ktorzy mieszkaja bardzo blisko. Nie ma mowy o zostaniu z mala, zebysmy poszli
na przyklad do kina czy gdziekolwiek. Tak tak wiem, ze to moje dziecko, bo to
mi mama powtarza za kazdym razem i to ja jestem za nie odpowiedzialna,
wszystko wiem, mam 30 lat i troche zycia poznalam. Ale przeciez, raz dziecku
mozna pokazac troche serca, a nie caly czas byc egoista. Na pokaz zrobia
wszystko, w towarzystwie mowia, ze zajmuja sie wnuczka i opowiadaja historie
jak to bylo, kiedyz z nia zostali (momenty kiedy ja chodzilam do ubikacji)Nie
chce sie w to wierzyc. Cala moja relacja z moja mama to bardzo dluga
historia. Kiedy bylam w liceum ona przekwitala, to byl dla mnie straszny
okres, trauma rzeklabym, przelewala wszystkie zale na mnie, niespelnione
ambicje, codzienne krzyki, rywalizowala ze mna na kazdym kroku, mowila mi, ze
jestem nieatrakcyjna i ze kazdy chlopak i tak mnie pusci w trabe, szok.
Podczas gdy ona ubierala sie w drogich sklepach, ja za kieszonkowe chodzilam
do lumpeksow i wychwytywalam dobre okazje, i tak wg niej wygladalam jak
szmata w powyciaganych swetrach i zbyt dlugich spodnicach, zero akceptacji
mojej innosci, mojego okresu buntu, a tak bardzo wtedy potrzebowalam
zrozumienia. Nie robie z siebie zadnej ofiary, opisuje fakty, mysle ze po
wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego bedzie mi po prostu jakos lzej. Zawsze
wiedziala co zrobic zebym ja cierpiala, z tata wychodzili na wszelakie
imprezy, ja zostawalam sama z w domu i trzeslam sie ze strachu, kiedy o tym
opowiadalam-bagatelizowala to. Nigdy nie poszla ze mna na spacer, nie
pojezdzila na rowerze, zawsze miala umalowane paznokcie i tylko ona sie
liczyla. Zaczela nienawidziec swiata za to, ze sie starzeje, nie mogla tego
nigdy, do tej pory, zaakceptowac. Teraz jest bardzo zlosliwa, na kazdym kroku
sie ze mna kloci, ja odpowiadam jej tym samym, nie ma miedzy nami dobrej
relacji, jest obcosc, czuje ze jest mi obca, zawsze ma do mnie jakas
pretensje, o wszystko, to sa drobiazgi, naprawde!no i oczywiscie uwagi co do
wychowywania corki, ze to zle , ze to niedobrze, ze dziecko powinno jesc w
kuchni a nie w pokoju (u nas w domu nie moznabylo nigdy wynosic jedzenia do
pokoju, bo tam bylo muzeum)Caly czas cos, czlowiek zaczyna sie zastanawiac co
z nim jest nie tak. Ja w stosunku do tego co dzieje sie wokol mnie jestem
otwarta, mam luz i tyle, jednak gnebia mnie takie sprawy przeszlosci,
polaczone jednak z obecna sytuacja. Zdarzalo sie tak, ze coreczka dostawala
nagle wysokiej temperatury, ja musialam zrywac sie z nowej pracy, bo babcia
nie wiedziala jak w takich sytuacjach postepowac.Ech...tak jakby sama nie
byla przystosowana do zycia... Duzo by pisac, nie mam juz zalu do nikogo i
niczego, ale dziwi mnie to wszystko.
Obserwuj wątek
    • alfika Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:05
      i naprawdę chcesz, żeby zajmowała się Twoim dzieckiem???
      łoooomatko :)))) a po co???

      jak się chwali przed znajomymi, to jeden komentarz przychodzi mi do głowy: mama
      tak naprawdę mało zajmuje się moim dzieckiem i za to jestem jej naprawdę
      wdzieczna
      (i na tym zakończ, bo dalsza rozmowa przed znajomymi jest bez sensu)

      nie pozwalaj mamie mieszać się w Wasze sprawy, załatwienie tematu za każdym
      razem uprzejmym tekstem: "pozwól, że w tej sprawie ja (my z mężem)
      zadecydujemy" i zakończenie na tym tematu powinno przynieść spodziewane efekty

      i nie kłóć się z nią, po co?
      teraz obie jesteście dorosymi kobietami i matkami :)
      • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:11
        Madrze piszesz, dzieki, wiem ze jestesmy doroslymi kobietami ale czasem i
        dorosli maja jakies problemiki. Teraz juz jestem pewna ze nie chce by zajmowala
        sie moim dzieckiem, bo niby po co? moze tylko na chwilke po to abym i ja z
        mezem mogla zaczerpnac oddechu, zebysmy mogli isc beztrosko na spacer, tak
        wiem, beztroska sie konczy kiedy na swiat przychodzi dziecko, wszystko to wiem,
        tylko czasem lubie pomarzyc... :-)
        • alfika Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:13
          ok, wiem - ale i bez tego sobie świetnie poradzicie - jak masa małżeństw na
          świecie
          • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:15
            wiem i dzieki za sile :-) czegos takiego wlasnie potrzebuje. Maz tez mi ja
            daje, ale ja sama z tym nie potrafie czasem dac sobie rady
            • alfika Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:29
              ale Ty masz tę siłę w sobie, tylko czasem - jak każdy - potrzebujesz ją nieco
              zregenerować!
              i o to chodzi - dacie radę tym bardziej, że jesteście we dwoje :)
        • ela282 Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:20
          Wiesz, że na swoją matke nie możesz liczyć i nic na to nie poradzisz. Ale
          dzięki temu sami sobie wychowacie swoje dziecko i nie będziecie mieć do niej
          pretensji, że zostało nie tak wychowane. Ty wiesz jak nie należy swojego
          dziecka wychowywać. Wiesz, że trzeba okazać mu dużo miłości i cierpliwości.
          Twoje dziecko na pewno będzie Cię szanowało i nie będzie miało do Ciebie
          pretensji. Ale swoją drogą szkoda, że babcia nie jest 100% babcią.
          • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 12:34
            Wielka szkoda ze nie jest 100% babcia, tylko czesto sie zastanawiam dlaczego?
            Mam wrazenie jakby chciala uciec przed starosci, jakby sie tego bardzo bala, ze
            ta starosc kojarzy jej sie wlasnie z byciem babcia i dlatego na przekor nia nie
            bedzie, nie zajmie sie wnuczka, bo ma jeszcze swoje zycie i swoje zajecia.
            Kazdy z nas ma, pewnie, ja nie mowie o codziennym zajmowaniu sie, ale o
            skrajnych sytuacjach, musialam sama jechac do lekarza jak dziecko bylo
            malutkie, nie moglam jej nigdzie zostawic, bo babcia bala sie nia zajac, bo
            glowki jeszcze zbyt sztywno nie trzyma. a jak przyjdzie co do czego to obnosi
            sie z tym ze ona dwoje dzieci wychowala, malutki absurdzik...
            • maureen2 Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 13:51
              matka zapewne nie umiała pogodzić roli kobiety i matki,chciała być tylko adoro-
              waną kobietą,a dziecko to taki wypadek przy pracy,ale konieczny dla utrzymania
              małżeństwa,zajmujący czas i przysparzający obowiązków i wstyd,że się ich nie
              wypełnia.
              • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 14:07
                Acha, ja bylam drugim dzieckiem, po 12 latach
                • maureen2 Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 14:23
                  co niczego nie zmienia
            • ela282 Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 13:55
              Na pocieszenie mogę Ci powiedzieć, że nie tylko Twoja matka tak się zachowuje.
              Takich kobiet jest więcej. Moja matka też była zła jak się dowiedziała, że
              zostanie babcią. A ja bym chciała, tylko nie wiem czy w koncu się doczekam.:)
              • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 21.07.06, 14:06
                Ech, życie... ale jak mozna sie wstydziec tego, ze ktos bedzie babcia, dziadek
                jakos nie mial z tym problemu. Łatwo jest mierzyc innych swoja miarka.
    • illiterate Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 00:31
      Moze warto mamie pozwolic pozostac tym, kim jest - niedojrzala, egocentryczna
      egoistka (byc moze prawda wyglada inaczej, pisze o tym, co opisalas Ty).

      Jesli nie mozesz zmienic pewnych spraw, sprobuj zmienic swoj stosunek do nich.
      Nie wyglada na to, zeby sytuacja sie zmienila, mimo tego, ze widac, ze tego
      pragniesz. Moze zamiast mamy niech z dzieckiem posiedzi zaprzyjazniona mama
      innego malucha, a Ty ktoregos dnia zrobisz to samo dla niej.
      • abasia471 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 02:08
        Ja na Twoim miejscu nie chciałabym żeby ona zajmowała się moim dzieckiem. Z
        tego co piszesz nie była dobrą matką, dlaczego więc chcesz zrobić z niej dobrą
        babcię. To, że jest się kobietą nie znaczy, że jest się dobrym materiałem na
        matkę. Twoja matka najwyraźniej nie nadaje się do roli jaką sobie dla niej
        wymarzyłaś. Jest jaka jest i albo to zaakceptujesz, albo do końca życia
        będziesz się z tym boksować. Ona nie ma żadnego obowiązku pomagać Ci przy
        dziecku, gdyby to robiła byłaby to tylko jej dobra wola a tej jak się
        przekonałaś, Twoja matka nie posiada. Pewnie wychowywanie swoich dzieci było
        dla niej dopustem bożym, ale ze względów społecznych nie mogła się od tego
        wymigać a teraz po prostu niczego już nie musi. Pogódź się z tym i żyj na swój
        rachunek.
    • yesamin Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 08:47
      Rozumiem twoja mamę i uważam, że aktualnie zachowuje się dość sensownie. Jedyną
      uzasadnioną pretensję możesz mieć do niej za jej postepowanie wobec ciebie,
      kiedy dorastałaś. Wtedy rzeczywiście zachowywała się paskudnie i nie fair.
      Zdecydowała się przeciez mieć dziecko - ciebie, i powinna konsekwentnie cię
      wspierać i dobrze się tobą opiekować.
      Teraz gra fair. Twoje dziecko nie było jej decyzją i nie możesz oczekiwać, że
      będzie ponosić konsekwencje cudzych decyzji. Ona teraz nie ma żadnego
      obowiazku, to matka i ojciec mają obowiazek zajmowania się swoim dzieckiem.
      Teraz to ona co najwyzej może, jeśli będzie miała taką ochotę. A widocznie nie
      lubi opieki nad dziećmi i tej ochoty nie ma. I wolno jej.
      Notabene: Dlaczego oczekiwania w kwestii opiekowania się twoim dzieckiem
      kierujesz akurat do swojej matki a pomijasz teściową, teścia, ojca, szwagrów
      itd?.. Czy uważasz, że to właśnie kobieta, najlepiej twoja matka, jest
      predystynowana do zmieniania "wonnych" pieluch, a panów oszczędzamy, bo zbyt są
      wzniośli i delikatni?...
      Wydaje mi się, że wizualizując sobie w marzeniach akurat twoją piękną matkę w
      roli ocieraczki zafajdanej dziecięcej pupy - dokonujesz małej zemsty za jej
      dawne grzeszki, strącasz ją z piedestału... Stąd ta nieukojona tęsknota, żeby
      to właśnie nikt inny, jak twoja matka /nie dziadek, nie niania, nie matka
      innego dziecka/ siedziała przy rozwrzeszczanej kołysce, podczas, gdy to teraz
      ty będziesz imprezować..! ;)
      • maureen2 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 08:59
        to dziecko jest już trochę duże i nieco samodzielne. Rzeczywiście można korzy-
        stać z pomocy innej mamy,koleżanki lub niani.
      • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 09:22
        Owszem, czasem mam ochote na impreze, nie chce zeby ona zajmowala sie dzieckiem
        caly czas, nie to mialam na mysli, mialam na mysli sytuacje skrajne, kiedy jade
        do lekarza z sama soba, kiedy ide do pracy, dziecko dostaje goraczki nie mam
        jej z kim zostawic. Mowie o takich momentach, i zdaje sobie sprawe, z tego ze
        moja matka nic juz nie musi i nie ma zadnego obowiazku, tylko czasem zal mi
        serce sciska jak patrze na takie prawdziwe babcie :-)
        • vampirrr tego nie rozumiem: 22.07.06, 10:03
          ..."kiedy ide do pracy, dziecko dostaje goraczki nie mam jej z kim zostawic".

          Czy to znaczy, ze kiedy dziecko nie ma goraczki, zabierasz je do pracy ?
          (To nie jest czepianie sie szczegolow, lecz proba zrozumienia sytuacji ogolnej:-)

          v.
          • anilorak Re: tego nie rozumiem: 22.07.06, 10:07
            Zdarzaja sie takie sytuacje kiedy rano okazuje sie, ze corka jest chora,
            wowczas babcia mieszkajaca bardzo blisko, i nie pracujaca nie przyjdzie nam
            pomoc, tylko jedno z nas musi brac wolne w pracy i to jest zalosne. Dziecko to
            nasz Skarb, ale zeby tego Skarba utrzymac trzeba robic wszystko zeby nie
            stracic pracy prawda?
            • vampirrr Re: tego nie rozumiem: 22.07.06, 10:16
              Oczywiscie, ze masz racje: trzeba robic wszystko. Tylko dalej nie wiem, gdzie
              jest dziecko, kiedy nie jest chore, Wy zas jestescie w pracy.

              v.
              • anilorak Re: tego nie rozumiem: 22.07.06, 10:20
                Niania zajmuje sie dzieckiem, obca kobieta
                • vampirrr Re: tego nie rozumiem: 22.07.06, 10:26
                  Mozesz wiec odpuscic sobie mame. Nawet jesli dziecko jest chore, moze przeciez
                  zostac z niania, ktora zna (i pewnie lubi). Znam kilka doroslych (i zadowolonych
                  z zycia) osob, ktore zostaly praktycznie wychowane przez "przyszywane" babcie,
                  ciocie etc. Twojej mamy nie probuj wychowywac; jest to skazana na niepowodzenie.
                  Niektorzy umieraja w przekonaniu, ze zaswsze mieli racje - tak bedzie kiedys z
                  moim ojcem...

                  v.
        • glassempire Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 10:22
          Medal zawsze ma dwie strony.
          Moja matka pomagała mi wiele przy najstarszym synu i wydawałoby się że powinnam
          była być jej wdzięczna bo dzięki temu mogłam studiować, pracować i zająć się
          dwójką młodszych dzieci (3 lata i 12 lat młodsze od najstarszego). Zresztą
          mieszkalismy razem na jej prośbę (to matka zaproponowała żebym zamieniła
          mieszkania na jedno, potem obróciła kota ogonem twierdząc ze propozycja wyszła
          ode mnie bo tak jej by ło wygodnie) - gdy tymczasem owo zajmowanie się
          dzieckiem było jeszcze jedną formą kontroli nade mną. I ciągłym wypominaniem że
          jakby nie ona to to czy tamto.
          Wolałabys taką pomoc?
          I że dziecko jest chore (syn jest dzieckiem specjalnej troski) to pewnie moja
          wina, i że ja się nie umiem dziećmi zająć, po co mi dzieci były - w koło
          macieju jedno i to samo, wpędzanie w poczucie winy i niekompetentności. Ciągła
          krytyka. Jej zdaniem niczego nie robiłam dobrze a ona sama odkąd pamietam brała
          na siebie różne obowiązki pozornie odciążając innych a w rzeczywistości
          szantażując ich tym emocjonalnie i wypominając. Bo ja dla ciebie to czy tamto -
          a to taka niewdzięczna (jesli nie zrobilam tego czego ode mnie oczekiwała).
          Po tym wszystkim mam generalny uraz do przysług jakie wyświadczają mi inni.

          Sama zaś zapowiedziałam dorosłej córce że jeśli planuje mieć dziecko to ja jej
          pomagać nie będę bo nie umiem się zajmowac dziećmi i nie lubię dzieci. Swoje
          wychowałam i na tym koniec, dorosłe dziecko będę mieć do końca zycia i chyba
          stąd bierze się moja postawa. Jestem zmęczonym opiekunem z niewielkimi widokami
          na chwilę przerwy nie mówiąc o wsparciu. Zresztą mieszkamy daleko od siebie.
          Mogę od czasu do czasu zostać z dzieckiem ale to wszystko na co będzie mnie
          stać. Mówię uczciwie i bez fałszywej kokieterii. Nie nadaję się na babcię od
          piaskownicy.
          Piszesz że masz żal do mamy za to iz ubierała sie elegancko a Tobie zostawały
          ciucholandy. A jakby to wyglądało że córka jest lepiej ubrana od matki która na
          ten ubiór zarabia? Czy córka miałaby do matki szacunek? Znałam takie przypadki
          gdzie dziecku do dupy wchodzili własnym kosztem - dziecko ma mieć a my sobie
          odejmiemy od ust. Kolejna skrajność.
          To że Cię krytykowała i "rywalizowała" nie było w porządku, fakt. Ale ma prawo
          do własnej prywatności a Ty możesz przeciez znaleźć na krótki czas
          jakąś "bejbisitterkę" albo "zaprząc" rodzinę męża. W żadnym kodeksie nie pisze
          że wnukiem ma się zajmowac babcia "po kądzieli".
          • ela282 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 11:27
            W żadnym kodeksie nie pisze
            > że wnukiem ma się zajmowac babcia "po kądzieli".

            No tu to bym trochę polemizowała. Bo jak w domu jest babcia, a dziecko jest
            chore, to matka nie dostanie opieki nad dzieckiem. Więc Zus podchodzi do tego
            inaczej. I babcia powinna być babcią a nie znajomą. Przecież samo bycie z
            wnukami powinno sprawiać jej radość. Ja nie mówię żeby zajmowała się nimi non
            stop, ale od czasu do czasu to nawet wskazane dla dobra relacji rodzinnych.
            • alfika Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 13:19
              no, jeśli zus jest wyznacznikiem prawego działania... :))))))

              a poza tym, z ciekawości - babcia w domu to babcia mieszkająca razem z
              rodzicami dziecka?
              • ela282 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 13:38
                Oczywiście, że nie. Chciałam się ustosunkować do tego co napisała Glassempire.
                Według Zusu opiekę nad dzieckiem sprawuje domownik. Domownikiem tym może być
                babcia, gdy oboje rodzice chodzą do pracy. Przeczytaj sobie przepisy Zusu n/t
                opieki to będziesz wiedziała.
                • glassempire Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 14:05
                  Chodziło mi wyłacznie o zasadę. Że nie ma przymusu aby babcia zajmowała się
                  wnuczkami obligatoryjnie. Jest to stereotyp pokutujący w społeczeństwie -
                  babcia jako darmowa opieka do dziecka (nie zaprzeczam licznym pozytkom z tego
                  płynącym dla dziecka - a co z babcią? Człowiek w wieku poprodukcyjnym to już na
                  szroty?) i często pomoc płynąca z jej marnej renciny. Dopóki żyje i jako tako
                  zdrowie ma - bo jak nie daj Boże je straci to wtedy cała rodzina tylko czeka
                  kiedy ten ciężar szlag trafi i pokój po niej zostanie.
                  W większości babcie to się same pchają "pod nóż" do bawienia wnuków zamiast
                  wreszcie zacząć żyć dla siebie. Jak widzę taka babcię, całkiem jeszcze w sile
                  wieku i nawet zadbaną jak sadza wnusia w tramwaju zamiast najpierw samej usiąśc
                  to mi ziemniaki w piwnicy gniją.
                  Babcie bywaja nadopiekuńcze bo obawiają się widocznie krytyki ze strony
                  własnych dzieci a rodziców wnuczka. Boją się piętna "niepotrzebna".

                  Autorka topiku zreszta sama gdzies wspomniała że babcia (jej matka) z nimi nie
                  mieszka.
                  • ela282 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 14:11
                    Masz rację, we wszystkim trzeba zachować umiar. Wszelkie skrajności są nie do
                    przyjęcia.
    • renebenay Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 11:03
      Mielismy troje(3) dzieci i nikt nam nie pomagal,jezeli jestes matka to speln
      swoja role i nic wiecej.O kinie i teatrze przez lata moglismy marzyc ale od
      momentu kiedy corka (ostatnia) skonczyla 18 lat nie mamy juz dzieci,teraz
      korzystamy w pelni z zycia i w przyszlosci tez nie zamierzamy sie zajmowac wnukami.
      • hotchilli to przecie nie o zajmowanie sie dzieckiem chodzi.. 22.07.06, 11:55
        tylko o chlod emocjonalny, jakiego autorka doswiadcza/la od swojej matki

        a z tym jest juz o wiele trudniej sie pogoc\dzic niz z zatrudnianiem niani\
        • maureen2 Re: to przecie nie o zajmowanie sie dzieckiem cho 22.07.06, 12:16
          może nie chłód, tylko pomieszanie z poplątaniem
    • piekielnica1 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 19:21
      Ja lubię być babcią.
      Pracuję, ale raz w tygodniu zabieram małą do siebie na popołudnie.
      Zadrzają się sporadycznie nawet wspólne noce.
      I zawsze jest to moja inicjatywa, wyłączjąc oczywiście sytuacje awaryjne.
      • ela282 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 19:52
        Zazdroszczę Ci. Ale Ty chyba piekielnicą nie jesteś:))
        • piekielnica1 Re: Mamo pomóż mi czasem... 22.07.06, 20:54
          podobno nie ma gorszej.
          • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 24.07.06, 09:29
            Dokladnie chodzi o stosunek emocjonalny mojej matki do mnie, gdzies juz mam te
            wszystkie wyjscia do teatru, kina, chociaz wiem, ze czlowiek tez powinien
            myslec o sobie. Piszecie, ze w razie czego mozna poprosic nianie, aby zostala z
            dzieckiem dodatkowo, a co zrobic jesli niania przychodzi od do, bo na glowie ma
            swoja rodzine i nie ma mowy o jakimkolwiek dodatkowym przyjsciu? Pewno, ze
            sobie poradzimy, a co? Boleje, tylko na dytm, ze moja matka nie ma zadnej
            dobrej woli, nigdy nie byla z moim dzieckiem na spacerze, nigdy nie przewiozla
            jej wozkiem, a kiedy ja mialam 40 stopni goraczki i zapalenie piersi, ona nie
            wyjela z lozeczka placzacej malej, bo ta nie trzymala jeszcze sztywnej glowki.
            Ja nieprzytomna wstawalam,nie moglam w tym momencie liczyc na jej pomoc, chodzi
            o odrobinke tylko dobrych checi. Nic wiecej. Ale teraz zdalam sobie sprawe, ze
            nie mozemy na nia nigdy liczyc, nawet w sytuacjach awaryjnych. smutne to. Bo
            dlaczego ja kiedys mialabym nie pomoc wlasnej matce?
            • glassempire Re: Mamo pomóż mi czasem... 24.07.06, 10:43
              Przykre to ale chyba musisz sie z tym pogodzić. Taka jest Twoja rzeczywistość.
              Matka skoro taka jest już się nie zmieni.
              Tobie właściwie chodzi o coś zupełnie innego, o więź której między Wami - jako
              matką i córką - nie ma. A bawienie dziecka to taki trochę pretekst do rozważań
              i żalu.
              • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 24.07.06, 14:08
                Wiem, i plakac mi sie chce...
                • glassempire Re: Mamo pomóż mi czasem... 24.07.06, 14:15
                  Wiesz...
                  Może po raz pierwszy porozmawiaj z nia szczerze.
                  Powiedz co Cię boli z jej strony.
                  Powiedz że ją kochasz ale ona nie pozwala Ci się kochac bo jest odległa. A
                  bardzo chciałabyś aby była bliska, aby była tą matka za której miłością
                  tęsknisz.
                  Nie wstydź się o tym powiedzieć. Niczego nie stracisz bo jeśli to do niej nie
                  dotrze to będzie nadal status quo.
                  Ale może coś się zmieni.
                  Bo wiele spraw pozostaje nierozwiązanych i wiele jest cierpienia tylko dlatego
                  że ludzie nie rozmawiają ze soba tylko mówią do siebie.
                  Spróbuj, czuję że bardzo Ci na tym zależy.
                  • abasia471 Re: Mamo pomóż mi czasem... 24.07.06, 19:04
                    Przeczytałam wszystkie wpisy i muszę powiedzieć, że bardzo mi Ciebie żal.
                    Ciągle jest w Tobie dziecko tęskniące za matczyną miłością, ale musisz się z
                    tym pogodzić, że tak już zostanie. To czego nie otrzymałaś w dzieciństwie
                    zostawiło w Twojej psychice trwały ślad, którego nie wymarzesz. Jedyne co
                    możesz zrobić, żeby nie przysparzać sobie cierpień, to przestać zabiegać o
                    miłość matki i starać się o tym nie myśleć. Ja tak zrobiłam, ale dopiero 5 lat
                    po śmierci mojej mamy i bardzo żałuję, że nie odpóściłam sobie wcześniej.
            • marianna73 Re: Mamo pomóż mi czasem... 24.07.06, 19:30
              anilorak napisała:

              > Dokladnie chodzi o stosunek emocjonalny mojej matki do mnie, gdzies juz mam te
              > wszystkie wyjscia do teatru, kina, chociaz wiem, ze czlowiek tez powinien
              > myslec o sobie. Piszecie, ze w razie czego mozna poprosic nianie, aby zostala z
              >
              > dzieckiem dodatkowo, a co zrobic jesli niania przychodzi od do, bo na glowie ma
              >
              > swoja rodzine i nie ma mowy o jakimkolwiek dodatkowym przyjsciu? Pewno, ze
              > sobie poradzimy, a co? Boleje, tylko na dytm, ze moja matka nie ma zadnej
              > dobrej woli, nigdy nie byla z moim dzieckiem na spacerze, nigdy nie przewiozla
              > jej wozkiem, a kiedy ja mialam 40 stopni goraczki i zapalenie piersi, ona nie
              > wyjela z lozeczka placzacej malej, bo ta nie trzymala jeszcze sztywnej glowki.
              > Ja nieprzytomna wstawalam,nie moglam w tym momencie liczyc na jej pomoc, chodzi
              >
              > o odrobinke tylko dobrych checi. Nic wiecej. Ale teraz zdalam sobie sprawe, ze
              > nie mozemy na nia nigdy liczyc, nawet w sytuacjach awaryjnych. smutne to. Bo
              > dlaczego ja kiedys mialabym nie pomoc wlasnej matce?
              xxxxxxx
              doskonale Cię rozumiem, mam bardzo podobną matkę,pod zdecydowaną większością
              Twojego tekstu mogłabym się podpisać,zresztą mój stosunek do całej sytuacji jest
              podobny ja Twój, takze wiem jak się miotasz i jak wiele bólu i żalu to kosztuje,

              nie dośc ,ze muszę zmierzyć się z odtrąceniem jako dziecko to patrzę jak
              odtrącane przez nią jest moje dziecko,jej wnuk...to strasznie boli,cierpię za
              nas dwoje,nie potrafię jak narazie odnaleźć w sobie dystansu,a tak bardzo
              chciałabym zobojętnieć,nie cierpieć z tego powodu,być nie czuła na jej raniące
              słowa... jej obojętność, chłód emocjonalny, bezwzględność,krytykanctwo,brak
              jakiegokolwiek wsparcia,nie mówiąc o pomocy...
              • lex33 Re: Mamo pomóż mi czasem... 25.07.06, 00:39
                czytam to co piszecie..i jest mi smutno..ja też..nie mogę..liczyć..już..na nikogo w swoim życiu..moi Rodzice nie żyją..mąż mnie zostawił..a ja mam wspaniałego syna..któremu..nie umiem..tak wielu rzeczy wytłumaczyć..
                dziś brakuje mi Twej dobrej rady Mamo..dziś nie umiem sobie z tym poradzić..dzisiaj zapadam się.. :(((((
                ale..miałam wspaniałych Rodziców!!!!!!!!!!!!!dziękuję..Bogu za to..że przeżyłam z nimi 24/27 lat..a dziś...cudowne słowa..mojego synka..przecież..ja Cię..kocham..czy to nie wystarczy..to wszystko co mam Piotrusiu..wszystko co mam..
    • witch-witch Re:czy nie widzisz,że twoja mama .... 24.07.06, 19:35
      JEST PO PROSTU CHORA. Ile czasu potrzeba ci, aby to zrozumieć ,ile jeszcze razy
      będziesz z jej powodu rozczarowana i smutna, zanim oczy ci się otworzą?

      Poczytaj sobie na temat nerwic. Jezeli brak literatury w języku polskim, to
      szukaj w obcym, który znasz. Jest cała masa ciekawych ksiażek o nerwicy i
      żaburzeniach "JA"/ identyfikacja.
      W silnej nerwicy i zaburzeniach identyfikacji ludzie zachowują się podobnie
      jak twoja mama. Są bardzo egoistyczni, egocentryczni- skupieni na sobie, każda
      nowa sytuacja zyciowa wyowołuje lęki, ktore odreagowywują w sposób nerwowy i
      negatywny. Jedną z głównych cech silnej nerwicy jest egoizm i zimno emocjonalne.
      Twojej mamy nie zmienisz, a mówienie jej, że jest chora zaostrzy jeszcze
      bardziej sytację pomiedzy wami. Ona w swoim mniemaniu jest 'zdrowa' i niech jej
      tak bedzie. Spójrz na nią jak na chorego człowieka, nad którym choroba ma
      kontrolę i ciesz się,że nie chce brać twojego dziecka do siebie. Dziecko
      mogłoby nabrać pewnych cech jej zachowania, a pózniej jest to trudno usunąć.
      Szukaj do towazrystwa dla dziecka ludzi zdrowych, młodych którzy lubią bawić
      sie z dziećmi....sama to przemyśl. Radzę ci czytać wiecej z zakresu psychologii
      a zwłaszcza o zaburzeniach nerwowych i identyfikacji, łatwiej będzie ci
      zrozumiec problemy z twoją matką....
    • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 25.07.06, 10:02
      Wszyscy macie racje, ale mnie jest i tak ciezko, jezeli sie od tego odetne
      stane sie taka sama zimna kobieta jak moja matka, a ja jestem wrazliwa, nie
      chce sie wyzbyc z tej wrazliwosci. Jezeli zaczynam rozmowe z moja matka, konczy
      sie ona na klotni, nie moge z nia o niczym dyskutowac, bo zaraz odbija
      pileczke, nawet jesli zwracam sie do niej milym tonem, opowiadam o czyms, to
      ona zawsze znajdzie w tym cos co podda swojej krytyce, i to zawsze ja wyjde na
      najgorsza. Nawet jablka ktore ja kupuje sa najgorsze, a kiedy powiem ze bylam u
      super dentysty, stwierdzi ze teraz wszyscy sa super. Mieso ja tez kupuje stare,
      jesli dziecko jest przeziebione to na pewno jest to moja wina, wszystkim
      obwinia mnie!!!Brzydzi sie zjesc u mnie obiad, bo pewnie mieso z tesco, kochani
      to jakas paranoja...
      • glassempire Re: Mamo pomóż mi czasem... 25.07.06, 10:31
        Miałam podobnie i przeżyłam. Też cokolwiek nie zrobiłam w najlepszym wypadku
        było: "dobrze, ale mogło być lepiej".
        To bardzo przykre kiedy oczekujesz jakiejś zachęty a otrzymujesz ciągła krytykę.
        Właściwie czasami to mogłaby nic nie powiedzieć.
        To jest chore. Niestety. Twoja matka musi być sama ze soba bardzo nieszczęsliwa
        że tak Cię dołuje. Że szuka we wszystkim Twojej winy i krytykuje. Ona w ten
        sposób otwiera swój własny wentyl bezpieczeństwa bo jej własny wewnętrzny
        krytyk by ją zabił.
        To brzmi jakby obwiniała Cię za to że nie spełniłas jej oczekiwań, że ją
        rozczarowałaś. To oczywiście bzdura bo nie rodzimy się na świat by być
        odzwierciedleniem marzeń i ambicji naszych rodziców - ale ona tak myśli. Jej
        się nie udało więc chciała to sobie zapewnic twoimi rękami. A że Ty poszłaś
        swoją drogą to juz dla niej za trudne do zaakceptowania.
        Takim ludziom zawsze źle, nigdy nie będą zadowoleni bo sami ze soba się męczą.
        Nie jest to żadnym usprawiedliwieniem tak jak nie uniewinnia się seryjnych
        morderców bo mieli ciężkie dzieciństwo. Każdy z nas ma szansę pracy nad sobą
        jeśli czuje się nieszczęśliwy i przez to krzywdzi innych.
        Mimo to przygotuj się i spróbuj, żebys potem mogła sobie powiedzieć: zrobiłam
        wszystko co w mojej mocy, starałam się. Jeśli to nie odniesie skutku - będziesz
        dla własnego dobra musiała odciąć się od matki. Potraktować ja jak osobę
        beznadziejnie chorą i blokującą Cię.
        Mimo wszystko spróbuj, nie masz wiele do stracenia.
    • anilorak Re: Mamo pomóż mi czasem... 26.07.06, 11:48
      Scenka wczorajsza:
      Ogrod, odwiedziny nasze u rodzicow, mama na tarasie ze swoja znajoma plotkuja,
      maz na moment znika w domu, ja rowniez wchodze, uprzednio proszac mame, aby
      zwrocila uwage na dziecko, po czym wychodze z domu za okolo minute, rozgladam
      sie, dziecka nie ma, mama siedzi dalej na tarasie, pytam gdzie jest, odpowiedz:
      a nie wiem gdzies tam biega, luzik nie? myslalam, ze tam umre, a dziecko stoi
      nad oczkiem wodnym. Nic sie nie stalo, potem matka ponizyla mnie przy znajomej
      jak 5 latke, choc i 5 latek nie zasluguje na takie traktowanie, nikt na nie nie
      zasluguje. Rozsadza mnie, zawsze mialam wlasne zdanie, zawsze bylam przebojowa,
      otwarta, pogodna, ale za chiny nie moge sobie poradzic z wlasna matka i moimi
      emocjami.
      • tojaa33 Re: Mamo pomóż mi czasem... 26.07.06, 13:36
        zapraszam na forum,będziesz wśród swoich:-)
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24383
    • gappa1 Re: Mamo pomóż mi czasem... 26.07.06, 13:13
      no co? sa ludzie i sa egoisci. po tym wszystkim co napisalas o swojej mamie, o
      relacjach z nia w przeszlosci i teraz nie powinnas ise dziwic. dziwi mnie ze
      sie dziwisz :) pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka