anilorak
21.07.06, 11:49
Tytul w sumie moze brzmiec jak jakis zarzut,ale to co napisze to po prostu
ciekawostka, bo juz zdazylam sie przyzwyczaic sie do takiego stanu. Otoz, mam
male dziecko, dziadkowie sa w nim zakochani, ale nigdy ani na moment nie
zaoferowali sie z pomoca. Wiem, ze o takich sprawach nalezy mowic wprost, no
wiec tak zrobilam, powiedzieli, ze to niemozliwe. Na poczatku mala byla za
mala, potem jeszcze nie tak duza, teraz jest zbyt energiczna. Caly czas jest
jakas przeszkoda, nawet w skrajnych sytuacjach nie moge liczyc na dziadkow,
ktorzy mieszkaja bardzo blisko. Nie ma mowy o zostaniu z mala, zebysmy poszli
na przyklad do kina czy gdziekolwiek. Tak tak wiem, ze to moje dziecko, bo to
mi mama powtarza za kazdym razem i to ja jestem za nie odpowiedzialna,
wszystko wiem, mam 30 lat i troche zycia poznalam. Ale przeciez, raz dziecku
mozna pokazac troche serca, a nie caly czas byc egoista. Na pokaz zrobia
wszystko, w towarzystwie mowia, ze zajmuja sie wnuczka i opowiadaja historie
jak to bylo, kiedyz z nia zostali (momenty kiedy ja chodzilam do ubikacji)Nie
chce sie w to wierzyc. Cala moja relacja z moja mama to bardzo dluga
historia. Kiedy bylam w liceum ona przekwitala, to byl dla mnie straszny
okres, trauma rzeklabym, przelewala wszystkie zale na mnie, niespelnione
ambicje, codzienne krzyki, rywalizowala ze mna na kazdym kroku, mowila mi, ze
jestem nieatrakcyjna i ze kazdy chlopak i tak mnie pusci w trabe, szok.
Podczas gdy ona ubierala sie w drogich sklepach, ja za kieszonkowe chodzilam
do lumpeksow i wychwytywalam dobre okazje, i tak wg niej wygladalam jak
szmata w powyciaganych swetrach i zbyt dlugich spodnicach, zero akceptacji
mojej innosci, mojego okresu buntu, a tak bardzo wtedy potrzebowalam
zrozumienia. Nie robie z siebie zadnej ofiary, opisuje fakty, mysle ze po
wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego bedzie mi po prostu jakos lzej. Zawsze
wiedziala co zrobic zebym ja cierpiala, z tata wychodzili na wszelakie
imprezy, ja zostawalam sama z w domu i trzeslam sie ze strachu, kiedy o tym
opowiadalam-bagatelizowala to. Nigdy nie poszla ze mna na spacer, nie
pojezdzila na rowerze, zawsze miala umalowane paznokcie i tylko ona sie
liczyla. Zaczela nienawidziec swiata za to, ze sie starzeje, nie mogla tego
nigdy, do tej pory, zaakceptowac. Teraz jest bardzo zlosliwa, na kazdym kroku
sie ze mna kloci, ja odpowiadam jej tym samym, nie ma miedzy nami dobrej
relacji, jest obcosc, czuje ze jest mi obca, zawsze ma do mnie jakas
pretensje, o wszystko, to sa drobiazgi, naprawde!no i oczywiscie uwagi co do
wychowywania corki, ze to zle , ze to niedobrze, ze dziecko powinno jesc w
kuchni a nie w pokoju (u nas w domu nie moznabylo nigdy wynosic jedzenia do
pokoju, bo tam bylo muzeum)Caly czas cos, czlowiek zaczyna sie zastanawiac co
z nim jest nie tak. Ja w stosunku do tego co dzieje sie wokol mnie jestem
otwarta, mam luz i tyle, jednak gnebia mnie takie sprawy przeszlosci,
polaczone jednak z obecna sytuacja. Zdarzalo sie tak, ze coreczka dostawala
nagle wysokiej temperatury, ja musialam zrywac sie z nowej pracy, bo babcia
nie wiedziala jak w takich sytuacjach postepowac.Ech...tak jakby sama nie
byla przystosowana do zycia... Duzo by pisac, nie mam juz zalu do nikogo i
niczego, ale dziwi mnie to wszystko.