Dodaj do ulubionych

Dusze sie.....

IP: *.echostar.pl 08.02.03, 16:33
Dusze sie...wspomnieniami, myslami, nim. 7 miesiecy minelo a ja nadal sie
dusze... juz nie chce. Chce oddychac, chce czuc... ale no to co czuje. Nie
chce juz go nienawidzic. Chce isc dalej..dalej. DDDDAAAALLLLLEEEJJJJ.
Gdy robie krok, on pojawia sie znow na horyzoncie i znow powoduje ze sie
dusze. To jest straszne.
Obserwuj wątek
    • mysterious Re: Dusze sie..... 08.02.03, 19:40
      co on ci takeigo zrobiłże nieanawidzisz???
      • Gość: Malwina Re: Dusze sie..... IP: *.d1.club-internet.fr 08.02.03, 20:08
        opisz to jeszcze raz, ze szczegolami. Zobaczysz ze ci zacznie przechodzic :-)
      • Gość: Ewa Re: Dusze sie..... IP: *.echostar.pl 09.02.03, 15:12
        Hej.
        Zaskoczyliscie mnie niesamowicie. Myslalam ze dostane odpowiedzi w stylu kup
        sobie wibrator... a Tu ... nie Dzieki ludzie...to co napisaliście podonosi na
        duch strasznie.
        Ale po kolei...
        1. Co zrobił? Przez dwatygodnie zastanawiał sie czy byc ze mna czy ze swoja
        byłą ktora zdradziła go dwa razy. Kiedy się dowiedziałam o jego "dylemacie"
        odeszłam. Po 3 tygodniach od rozstania odezwał sie na GG. Oddał mi zdjecia i
        zaczeliśmy się spotykać. Wspólne mecze LECHA, piwo na starym, bilard... ale to
        nie prowadziło do niczego. Spotykaliśmy sie jak znajomi a nie jak para.
        Spytałam do czego to prowadzi...do niczego.... Wiec sie wycofałam. Nastapiło 3
        tygodniowe milczenie z obu stron. Ja spotakałam sie z kims innym, wiec Łukasz
        zapragnał ze mna być, zaczał sie znów starac o mnie, a że była to świerza
        sprawa, chciałam tego powrotu ...juz mialam wrócic, gdy uslyszalam...Ewa... dwa
        razy nie wychodzi sie do tej samej rzeki. Znow milczenie...znow miesiac
        ciszy... upił sie... znów slodkie slowa. Na co ja stanowcze nie... "obraził "
        sie... milczał miesiac....znow sie odezwał... czy pomoge mu w projekcie na
        uczelnie. Zgodziłam sie... spotkalismy sie... a on zamiast na kartke , patrzyl
        na mnie..."dlaczego ja jestem taki glupi". Wszyłam... znów mileczenie. Odezwał
        sie po sylwku... znow to samo..."ja nie jestesm facet dla Ciebie"....trzasnelam
        sluchawka.... Właczylam po 3 tygodniach kompa a tam na GG wiadomosc... " chce
        byc z Toba ale..." . Od 7 miesiecy tak jest.
        Tym sie dusze.... wykasowalam jego numer...to nic... jest na liscie
        ignorowanych...to nic..zakalda sobie nowe konto, nie odbieram jego numerów ,
        dzwoni do domku.
        2.Karakas... oki. Moge z nim rozmawiac , ale... to jest nienormalne. Mowi mi
        chce byc z toba ,ale... Chce byc moim kumplem. Nie che mnie w swoim zyciu, oki.
        Ale po co te slowa...tesknie, pragne, jestem zazdrosny...

        A wczoraj.... wczoraj napisal mi ze jest z inna Ewa... do ktorej mówi tak samo
        jak do mnie....

        I wiecie... przeszły mi ciarki po plecach..bo... to jest straszne ona ma na
        imie jak JA... mowi do niej JAK do mnie... boje sie spytac jak wyglada...

    • Gość: Ona Re: Dusze sie..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.03, 20:09
      7 m-cy i jeszcze sie dusisz?! Koszmar. U mnie to dopiero 2 tygodnie, dusze sie
      okropnie, jestem na granicy szalenstwa, zyje jednak nadzieja, ze czas mnie
      uleczy. To co napisalas nie napawa optymizmem.
      • karkass Re: Duszno nieprzyjemnie 08.02.03, 20:28
        hey, nie zazdroszcze i rozumiem bo znam ten stan. Kurcze czasem wydaje mi sie
        ze ludzie z wlasnej woli i chorego egoizmu wzajemnie sie kalecza. No bo skad
        do cholery taka sztywniacka i glupia zasada: zrywam, nie znamy sie,
        zapominamy, bylo-minelo... moze mam jakies inne spojrzenie ale bardzo czesto
        wykazuje sie w stosunku do ludzi mi bliskich i cennych taka lojalnoscia. Tzn.
        nie zaleznie od tego co przeszlismy, jak bylo milo czy niebezpiecznie zawsze
        jestem gotow kontynuowac znajomosc dlatego wlasnie ze bylismy blisko. Ze ktos
        pomogl mi bardziej odkryc siebie, skonfrontowac z nim samym a ja uczynilem to
        samo dla tego czlowieka. I to jest cenne. I bardzo czesto nie moge przebolec
        gdy widze jak ludzie latwo skazuja sie na wzajemne cierpienia, zrywajac
        wszelkie kontakty jakby z dnia na dzien stali sie dla siebie trutka na
        szczury. Przeciez to jest w zasadzie zdrada siebie samego. Nie mozna
        powiedziec: znalem, kochalem, wierzylem i z dnia na dzien WON, nic nie bylo.
        kompletna dziecinada. Mysle ze o pewnej dojrzalosci swiadczy mozliwosc rozmowy
        i zyczliwosc wobec drugiej osoby wlasnie dlatego ze kiedys sie bylo blisko,
        wierzylo, znalo. Tego nie mozna sie wyrzecz powodu jakis humorow czy klotni bo
        ta banaly. Ba, mysle nawet ze ludzie po doswiadczeniach niekoniecznie
        przyjemnych jesli chca i sa w stanie ze soba rozmawiac, prezentuja dopiero
        wtedy najwyzszy poziom swojej ludzkosci, wyrozumialosci i milosci. Mam w sobie
        diabla, morderce, skurwysyna ale i mase zalet i trudno zebym sie mial tego
        wstydzic czy wyrzec. Akceptujac to samo w drugim czlowieku (jesli tylko
        sklonny jest szczerze przepraszac i pokazac troche skruchy) traktuje go po
        prostu jak siebie samego. Moze o tym jest przykazanie?
        • kamfora Re: Duszno nieprzyjemnie 08.02.03, 20:56
          Pięknie to napisałaś, Karkass :-))

          I chyba trzeba o tym ciągle przypominać, ciągle na nowo,
          żeby nie zapomnieć. Masz rację: o tym jest przykazanie :-)))
          • polifoniczne.dzwonki Re: Duszno nieprzyjemnie 08.02.03, 21:06
            Dla terapii proponuję poczytać wątki o zdradzie - zobaczysz, że nie jesteś sama.
        • Gość: dzikaRoza Re: Duszno nieprzyjemnie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.02.03, 19:01
          Hmmm, powiem Ci, ze ja tez tego nie rozumiem. A jeszcze bardziej nie rozumiem
          jak mozna odejsc od kogos bez slowa wyjasnienia. Bo w ten wlasnie sposob,
          calkiem nie dawno, odeszla ode mnie osoba, ktora byla dla mnie bardzo wazna.
          Widocznie jednak trzy lata wspolnego bycia razem to za malo, by powaznie
          traktowac drugiego czlowieka.
          Teraz zastanawiam sie, czy wszyscy tacy sa, czy to byl tylko beznadziejny
          przypadek? Nie wiem czy warto w ogole sie angazowac, skoro mozesz zostac
          potraktowany jakbys nigdy nie istnial...
          • Gość: Ania Re: Duszno nieprzyjemnie IP: *.echostar.pl 09.02.03, 20:22
            Gość portalu: dzikaRoza napisał(a):

            > Hmmm, powiem Ci, ze ja tez tego nie rozumiem. A jeszcze bardziej nie rozumiem
            > jak mozna odejsc od kogos bez slowa wyjasnienia. Bo w ten wlasnie sposob,
            > calkiem nie dawno, odeszla ode mnie osoba, ktora byla dla mnie bardzo wazna.
            > Widocznie jednak trzy lata wspolnego bycia razem to za malo, by powaznie
            > traktowac drugiego czlowieka.
            > Teraz zastanawiam sie, czy wszyscy tacy sa, czy to byl tylko beznadziejny
            > przypadek? Nie wiem czy warto w ogole sie angazowac, skoro mozesz zostac
            > potraktowany jakbys nigdy nie istnial...

            Kobieto cytujesz moje zycie sprzed roku. Moj KTOS, ten KTOŚ TEN znałam go 7
            lat, byłam z nim 3 lata, pewnego dnia tak poprostu nie wyszedł po mnie na
            dworzec , gdy wracałam z weekndu spedzonego z przyjaciółka w Gdańsku. Wieczrem
            dzonił...mówił jak teskni, że nie moze sie doczekać gdy moja opalenizne objerzy
            kawałek po kawałku, ze kupił nasze wino na powitalna kolacje...i nie wyszedł. A
            ja głupia mysłałam ze coś mu sie stało. Że... wypadek, że coś nie tak w pracy.
            Rano zaniepokojna zadzwoniłam do jego domu. Odebrała jego mama zdziwiona tak
            samo jak ja... bo.... ja miałam byc z nim wlasnie na wakcjach nad morzem, a ona
            miała byc ze swoim mezem na wakacjach w Górach... obie usiadłysmy.... Do dzis
            nie wierze... nie wierze ze oszukał ja, mnie... Odkładajac słuchawke poprosiłam
            o jego mame o jedno by zostawiła mu wiadomosc, ze ja dzwonilam.... nigdy nie
            oddzwonił. Dziś mija 1,5 roku od tamtego wydarzenia. Ale nie zastanawiam sie
            juz co sie wtedy stało, dlaczego.
            Piszesz czy tylko on tak postapil... nie ... mój KTOS tez skasował jednym
            pstyrknieciem te 3 lata marzeń, uczuc. Ktoś powie...dziewczyno moze bylo mu zle
            z Toba... moze... ale ja nie chciałam niczego innego jak jego szczescia, wiec
            jesli nie znalazł jego ze mna , po co mialam mu tarasowac drzwi?
            • Gość: dzikaRoza Re: Duszno nieprzyjemnie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 17:25
              Ania-
              Hmm wszystko swietnie, ale ze sposobu w jaki piszesz o tym zdarzeniu, o nim,
              wynika ze jednak nie zapomnialas i ze mimo wszystko boli Cie to. Jesli mam
              racje to chyba zrozumiesz, ze mnie tez to boli, a jestem zaledwie 4 miesiace
              od tego. Nie mysl, ze ja nie chce jego szczescia. Prosze bardzo. Jesli go nie
              znalazl ze mna niech szuka dalej. Ale tak sie nie robi. Nie wolno odchodzic w
              ten sposob. A to mnie zranilo bardziej niz sam fakt, ze odszedl. Nie bylo
              idealnie. Ja tez sie czasami zastanawialam nad rozstaniem. Ale nie naleze do
              ludzi, ktorzy po prostu odchodza. Chcialam rozmawiac, zmieniac. Teraz staram
              sie o nim nie myslec. Nie rozpaczam. Jestem po prostu strasznie wsciekla, ze
              potraktowal mnie, jakbym nigdy nie byla dla niego wazna. I tyle.
              Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.
              @)---'--,-
    • re_ne Re: Dusze sie..... 08.02.03, 21:13
      I ja chcialem odpowiedziec na post Ewy, ale po przeczytaniu tej pieknej
      wypowiedzi Karkass, nie mam juz nic do dadania. Moze tylko to, ze ja rowniez
      zostalem tak przez kogos potraktowany, a nawet powiedzialbym o wiele gorzej!
      Bo osoba ta potarfila jeszcze na odchodne ukryc sie pod innym nickiem, i
      STRASZNIE naublizac. I TO BEZ UZASADNIENIA!
      • karkass Re: Dusze sie..... 08.02.03, 21:25
        o rany, wychodzi na to ze jakis krasomowca ze mnie i to jeszcze madry zyciowo!
        nie slodzcie tak bo kawal sukinsyna ze mnie:) piszcie lepiej swoje mysli
        Kochane skurczybyki i wiedzmy:)
        • re_ne Re: Dusze sie..... 08.02.03, 21:41
          karkass napisała:

          > o rany, wychodzi na to ze jakis krasomowca ze mnie i to jeszcze madry zyciowo!
          > nie slodzcie tak bo kawal sukinsyna ze mnie:) piszcie lepiej swoje mysli
          > Kochane skurczybyki i wiedzmy:)

          Kimkolwiek bys nie byl Karakass, to masz calkowita racje, ze co by nie bylo,
          kiedy okazuje sie skruche, powinno sie byc potraktowanym z godnoscia. A jesli
          Ty idziesz do kogos z kwiatkiem, choc sam niewiele zawiniles, chcesz sprawe
          zalagodzic, a dostajesz tylko boksa, to bardzo zle o tej osobie swiadczy.
          Bardzo zle!
          • karkass Re: Dusze sie..... 08.02.03, 21:50
            kiedy okazuje sie skruche, powinno sie byc potraktowanym z godnoscia. A jesli
            > Ty idziesz do kogos z kwiatkiem, choc sam niewiele zawiniles, chcesz sprawe
            > zalagodzic, a dostajesz tylko boksa, to bardzo zle o tej osobie swiadczy.
            > Bardzo zle!

            i o to chodzi!!!! przeciez jesli robie sam dla siebie "taryfe ulgowa" i chce
            bardzo aby ktos zrozumial moj blad i szczere przeprosiny dlaczego mam
            traktowac inaczej drugiego (bliskiego) czlowieka??? wiem, ze jestem
            czlowiekiem z roznymi ulomnosciami - wiedz i Ty drogi/kochany czlowieku ze
            daje Ci takie prawo i zawsze mozemy pogadac i zawsze moge Cie przytulic jak
            brata z krwi i kosci, wybaczyc i spojrzec prosto w oczy:) Twoja natura jest
            moja natura i odwrotnie. Thats the point
            • re_ne Re: Dusze sie..... 08.02.03, 22:35
              Ale tak potrafia tylko postepowac kobiety! Nie bez przyczyny Buddysci uwazaja,
              ze stoja one od nas w swoim rozwoju o wiele nizej, i sa reinkarnacja kota czy
              pchly. A to wlasnie ze urodzily sie jako kobiety - to jest juz ich karma.
              • Gość: Jerk Re: Dusze sie..... IP: 212.106.159.* 09.02.03, 23:20
                Cześć re_ne.

                Tyle tu prawdziwych słów padło o szacunku, o miłości bliźniego...
                A tu nagle dostaję kopa, że jestem niżej w rozwoju, smutne...

                Pozdrawiam serdecznie.
                Jerk - kolejne wcielenie chomika czy glizdy.
                • sheana Re: Dusze sie..... 10.02.03, 00:00
                  Gość portalu: Jerk napisał(a):

                  > Cześć re_ne.
                  >
                  > Tyle tu prawdziwych słów padło o szacunku, o miłości bliźniego...
                  > A tu nagle dostaję kopa, że jestem niżej w rozwoju, smutne...
                  >
                  > Pozdrawiam serdecznie.
                  > Jerk - kolejne wcielenie chomika czy glizdy.

                  Też mnie to zabolało! A do niedawna tak ślicznie pisał o kobietach
                  i taki był milutki! Kamuflował się , bo "to zła mencizna" ten re_ne.
                  Czyżby przyzwyczaił się że TYLKO mężczyzna może "dawać kosza"???!! ;-)))))
                  (W innym wątku skarży się na tę zniewagę jaka go spotkała.)
                  To dopiero jest mięczak a kobiety od robaków i insektów wyzywa!
                  Feeee!

                  sheana -
                  ja na pewno nie jestem kolejnym wcieleniem chomika , glizdy czy
                  innej dźdźownicy podobnie jak Ty Jerk! Ole! ;-))
            • calusna Re: Dusze sie..... 08.02.03, 22:50
              karkass napisała:
              wiem, ze jestem
              > czlowiekiem z roznymi ulomnosciami - wiedz i Ty drogi/kochany czlowieku ze
              > daje Ci takie prawo i zawsze mozemy pogadac i zawsze moge Cie przytulic jak
              > brata z krwi i kosci, wybaczyc i spojrzec prosto w oczy:) Twoja natura jest
              > moja natura i odwrotnie. Thats the point


              Czy ja wiem , karkass , czy thats the point?
              Ktoś pomógł mi odkryć siebie a ja uczyniłam to samo dla drugiego człowieka
              i to było cenne , był ze mną gdy było miło albo niebezpiecznie ...
              i nagle totalna zdrada ( nie , nie ta łóżkowa), prawdziwa zdrada.
              Z ironią prowadzone pokątne gierki , ośmieszenie , ból, i co? Mam zapomnieć,
              uśmiechać , rozmawiać aby potwierdzić że prezentuję "najwyższy poziom swej
              ludzkości, wyrozumiałości i miłości"???? Skurwysyństwo trzeba powściągać
              przy tych których kochamy , którzy są nam bliscy , są choćby przyjaciółmi czy
              tylko bliskimi znajomymi bo jeśli ono rani , morduje , zabija tych którzy
              kochają ,wierzą , ufają .. przestaje być skurwysyństwem i staje się zwykłym
              podłym , niskim kurestwem. Trzeba znać tę granicę poza którą nie bywa się
              diabłem , mordercą i skurwysynem a jeśli się jej nie posiada nie należy
              oczekiwać że przeprosiny i okazanie odrobiny skruchy pozwolą na kontynuację
              znajomości w jakielkolwiek formie. Wtedy ta druga osoba mówi
              'wiedz drogi/kochany człowieku że będąc skurwysynem i dając mi takie prawo że
              zawsze możemy pogadać i zawsze mnie możesz przytulić jak brata z krwi i kości ,
              wybaczyć i spojrzeć prosto w oczy' dajesz mi równiez prawo nieprzyjmowania
              Twego wielkodusznego gestu i ja z tego prawa skorzystam.

              Powiem Ci karkass że sama z tego prawa jeszcze nie korzystałam ale powiem
              również że w przeciwieństwie do Ciebie mogę przeboleć gdy patrzę na ludzi
              kiedyś sobie bliskich i rozumiem motywy którymi się kierują
              zrywając wszelkie kontakty ze sobą z dnia na dzień ,stając się dla siebie
              trutką na szczury.

              całuśnie całuję
              calusna
              • Gość: dodo Re: Dusze sie..... IP: *.sympatico.ca 08.02.03, 23:10
                z dedykacja od bulata okudzawy :-) bo tak mi sie jakos
                nawinelo pod reke w obliczu postu ewy:

                ci chlopcy mowia do nas takie rzeczy, ach takie rzeczy -
                tak kazdy kocha nas...
                i zadna nie wysmieje, nie zaprzeczy, o nie zaprzeczy -
                chce sluchac caly czas!
                powtarza taki "ja od dzis sie zmienie, od dzis sie zmienie -
                chce wszedzie byc, gdzie ty!
                ja z toba, oczywiscie, sie ozenie, sie ozenie...
                za rok, za dwa, za trzy..."

                ci chlopcy mowia do nas takie rzeczy, ach takie rzeczy,
                ze az wiruje swiat.
                pawtarza taki "ach ja im pokaze, ja im pokaze...
                za rok, za dwa, za trzy..."
                na jedno slowo twe, gdy ty rozkazesz, ty rozkazesz -
                najsmiejsze spelni sny.

                ci chlopcy mowia do nas takie rzeczy, ach takie rzeczy
                jak w najsmutniejszych snach.
                ty pytasz "dokad to? gdzie tak sie spieszysz? gdzie tak
                sie spieszysz?"
                a on juz stoi w drzwiach.
                i powie jeszcze, ze tak bylo ladnie... tak bylo ladnie
                i... "nie badz na mnie zla",
                i zanim twoja lza na ziemie spadnie, zanim spadnie...
                on powie "lece! pa!"

                i zeby nie bylo niejasnosci - dziewczyny chlopakom tez
                tak czasem robia a zostaje tylko ta lza, co nie ma sily
                spasc...
    • Gość: Ewa Re: Dusze sie..... IP: *.echostar.pl 09.02.03, 15:13
      Hej.
      Zaskoczyliscie mnie niesamowicie. Myslalam ze dostane odpowiedzi w stylu kup
      sobie wibrator... a Tu ... nie Dzieki ludzie...to co napisaliście podonosi na
      duch strasznie.
      Ale po kolei...
      1. Co zrobił? Przez dwatygodnie zastanawiał sie czy byc ze mna czy ze swoja
      byłą ktora zdradziła go dwa razy. Kiedy się dowiedziałam o jego "dylemacie"
      odeszłam. Po 3 tygodniach od rozstania odezwał sie na GG. Oddał mi zdjecia i
      zaczeliśmy się spotykać. Wspólne mecze LECHA, piwo na starym, bilard... ale to
      nie prowadziło do niczego. Spotykaliśmy sie jak znajomi a nie jak para.
      Spytałam do czego to prowadzi...do niczego.... Wiec sie wycofałam. Nastapiło 3
      tygodniowe milczenie z obu stron. Ja spotakałam sie z kims innym, wiec Łukasz
      zapragnał ze mna być, zaczał sie znów starac o mnie, a że była to świerza
      sprawa, chciałam tego powrotu ...juz mialam wrócic, gdy uslyszalam...Ewa... dwa
      razy nie wychodzi sie do tej samej rzeki. Znow milczenie...znow miesiac
      ciszy... upił sie... znów slodkie slowa. Na co ja stanowcze nie... "obraził "
      sie... milczał miesiac....znow sie odezwał... czy pomoge mu w projekcie na
      uczelnie. Zgodziłam sie... spotkalismy sie... a on zamiast na kartke , patrzyl
      na mnie..."dlaczego ja jestem taki glupi". Wszyłam... znów mileczenie. Odezwał
      sie po sylwku... znow to samo..."ja nie jestesm facet dla Ciebie"....trzasnelam
      sluchawka.... Właczylam po 3 tygodniach kompa a tam na GG wiadomosc... " chce
      byc z Toba ale..." . Od 7 miesiecy tak jest.
      Tym sie dusze.... wykasowalam jego numer...to nic... jest na liscie
      ignorowanych...to nic..zakalda sobie nowe konto, nie odbieram jego numerów ,
      dzwoni do domku.
      2.Karakas... oki. Moge z nim rozmawiac , ale... to jest nienormalne. Mowi mi
      chce byc z toba ,ale... Chce byc moim kumplem. Nie che mnie w swoim zyciu, oki.
      Ale po co te slowa...tesknie, pragne, jestem zazdrosny...

      A wczoraj.... wczoraj napisal mi ze jest z inna Ewa... do ktorej mówi tak samo
      jak do mnie....

      I wiecie... przeszły mi ciarki po plecach..bo... to jest straszne ona ma na
      imie jak JA... mowi do niej JAK do mnie... boje sie spytac jak wyglada
    • re_ne jerk, sheana 10.02.03, 08:04
      Droga Jerk i Sheano!

      Zle mnie zrozumialyscie! Nie ubolewam wcale nad soba, ze dostalem kosza, ale
      nie moge pojac tego, jak mozna byc tak perfidnym, zeby nie potrafic powiedziec
      komus czegos wprost, tylko chowac sie za mur i opluwac go zolcia. A to jest
      rorznica prawda? I o jakim wcieleniu tej osoby to swiadczy???


      Pozdrawiam, R.


      • karkass Re: Duchota umyslowa:) 10.02.03, 14:53
        generalnie stosunki miedzyludzkie sa pokomplikowane i kazdy kto tu pisze
        dostal w dupe w podobnej sytuacji, to przynajmniej czegos uczy. Wychodze z
        zalozenia, metoda prob-bledow i doswiadczenia z zycia, ze:

        +czlowiek szczegolnie bliski to nie jest zabawka, ktora w razie popsucia moze
        pojsc w kat. Tak robia dzieci obrazajac sie na swoje klocki i samochodziki.
        +jestem przekonany ze ZAWSZE warto byc otwartym i ZAWSZE arto sie staraca by
        urazone, ambicje uczucia nie stawialy krechy na kims komu sie ufalo, kochalo
        itp.
        +czlowiek to zywy organizm, zmienia sie, mysli i naprawde czuje taki obowiazek
        aby nie zamykac sie w skorupce pychy, proznosci i zawsze w obliczu czyjes
        prosby, deklaracji skruchy i poprawy normalnie dac takiemu czlowiekowi sznase,
        rozmawiac i patrzec z kim (w danej chwili) mamy do czynienia.
        +przepraszac samemu i nie wstydzic sie tego, nie wstydzic sie wlasnej glupoty
        i braku wyczucia

        To chyba jedyne chrzscijanskie przykazanie jakie gorace chce i polecam
        stosowac w zyciu. autentycznie - urastamy i zwiekszamy swa sile i "humanizm"
        bedac tak nastawionym do siebie i ludzi, zamiast forsowac tepe, mylace
        przykazanie naszych czasow o rzekomej asertywnosci, egoizmie i zapatrzeniu w
        siebie. To obrzydliwe jesli powiemy czlowiekowi bliskiemu sercu, ze od teraz,
        zaraz mam Cie gdzies, znudziles sie i spadaj na drzewo, gowno mnie obchodzisz.
        Moze nauczke przynosi podobne potraktowanie przez kogos innego. Nie ma-
        czlowiek jako organizm dynamiczny, pelen ciagot i wachan moze miec rozne
        odpaly i dajac komus prawo do przeproszenia, spotkania, rozmowy utwierdzamy
        sie sami w swojej ludzkosci i rozwoju. dla mnie to jest lojalnosc - kochalem
        Cie jako czlowieka, wiec nie zaprzeczam ze mogles/as byc podly. Prosisz,
        chcesz, deklarjesz zmiane, niech cie poslucham i popatrze w oczy. Jestem taki
        sam:))
        • carduus Re: Duchota umyslowa:) 10.02.03, 15:45
          karkass napisała:


          > +jestem przekonany ze ZAWSZE warto byc otwartym i ZAWSZE arto sie staraca by
          > urazone, ambicje uczucia nie stawialy krechy na kims komu sie ufalo, kochalo
          > itp.


          *****************

          Nie karkass. CZASEM warto. Jesli ktoś zranił Cię tak głeboko, że nadal nie
          możesz się po ytym podnieść, jesli rani Cię wciąż od nowa, mimo deklaracji
          poprawy, nie warto dawać sznasy. Bo w ten sposób narażamy sie tylko na nowe
          rany. Jesli ktoś lubi cierpienie, proszę bardzo, jego wybór. Ale jeśli nie,
          sorry, czasem naprawdę lepiej zerwać WSZELKIE więzi. Są ludzie, dla których nie
          liczy się to, że swoim zachowaniem ranią innych. Od takich uchowaj mnie Panie.


          > +czlowiek to zywy organizm, zmienia sie, mysli i naprawde czuje taki
          obowiazek
          > aby nie zamykac sie w skorupce pychy, proznosci i zawsze w obliczu czyjes
          > prosby, deklaracji skruchy i poprawy normalnie dac takiemu czlowiekowi
          sznase,

          **************
          Czasem ta sznasa wykorzystywana jest jedynie w celu zadania bólu.


          > rozmawiac i patrzec z kim (w danej chwili) mamy do czynienia.
          > +przepraszac samemu i nie wstydzic sie tego, nie wstydzic sie wlasnej glupoty
          > i braku wyczucia
          >
          > To chyba jedyne chrzscijanskie przykazanie jakie gorace chce i polecam
          > stosowac w zyciu. autentycznie - urastamy i zwiekszamy swa sile i "humanizm"
          > bedac tak nastawionym do siebie i ludzi, zamiast forsowac tepe, mylace
          > przykazanie naszych czasow o rzekomej asertywnosci, egoizmie i zapatrzeniu w
          > siebie. To obrzydliwe jesli powiemy czlowiekowi bliskiemu sercu, ze od teraz,
          > zaraz mam Cie gdzies, znudziles sie i spadaj na drzewo, gowno mnie
          obchodzisz.
          > Moze nauczke przynosi podobne potraktowanie przez kogos innego.

          ***************
          Ja mam zasadę: jesli wymagam czegoś od siebie i spełniam te wymagania, mogę
          oczekiwacv tego od innych. Jesli nie, to i od innych nie wymagam. I odwrotnie:
          Jeśli zrobiłam komus cos podłego (naprawdę podłego): NIGDY nie prosić o
          wybaczenie. Nie deklarować zmiany. Słowa nic nie znaczą. Można próbować się
          zmienić, ale TYLKO na sój rachunek. Jesli sie uda i ktoś, kiedyś to zauważy, to
          dobrze, może okaże się, że było warto. Jesli nie, trudno, widocznie taka była
          cena za błąd.


          Nie ma-
          > czlowiek jako organizm dynamiczny, pelen ciagot i wachan moze miec rozne
          > odpaly i dajac komus prawo do przeproszenia, spotkania, rozmowy utwierdzamy
          > sie sami w swojej ludzkosci i rozwoju. dla mnie to jest lojalnosc - kochalem
          > Cie jako czlowieka, wiec nie zaprzeczam ze mogles/as byc podly. Prosisz,
          > chcesz, deklarjesz zmiane, niech cie poslucham i popatrze w oczy. Jestem taki
          > sam:))
          ***************
          Pod warunkiem, że rzeczywiście jest się takim samym...

          carduus
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka