Dodaj do ulubionych

Chorobliwa zazdrość

IP: 10.1.4.* 30.10.01, 14:05
Jesteśmy małżeństwem od 14 lat. Stworzyliśmy razem z mężem chyba dość udany
związek. Przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. W zasadzie chyba
jesteśmy przyjaciółmi, możemy na wiele różnych tematów porozmawiać. Zarówno na
tematy ogólne, jak również bardzo osobiste. Różnimy się odrobinę stosunkiem do
rozrywek. Ja jestem osobą, która jest raczej samotnikiem, mąż lubi towarzystwo
i wszelkie rozrywki. Muszę w tym miejscu nadmiecić, że mąż ma utrudnione
kontakty międzyludzkie, bowiem pracuje w domu i nie ma możliwości spotykania
ludzi.I tu zaczyna się problem. Kiedy pojawia się w jego życiu nowa znajomość
(szczególnie chodzi tu o kobiety, choć nie tylko) ja od razu staję się
podrażniona ("mam dziwne ukłucie w okolicy serca"). Swojego podrażnienia nie
potrawię, ani ukryć tak żeby tego nie zauważył, ani nie odczuwać tego. Nie
jestem zazdrosna, ani nie boję się tego, że mnie zostawi i odejdzie do innej,
bo wiem, że mnie ogromnie kocha. Sama boję się do tego przyznać, ale w tym
miejscu się przyznam, bo liczę na pomoc, ale boję się utracić kontrolę nad
mężem. Ta myśl jest jak natręctwo, ciągle myślę o tej sytuacji. Widać po mnie
zmianę zachowania. Mąż również to widzi i wyczuwa, stosunki się psuję. Ja
obwiniam za ten stan rzeczy jego, bo tak się bronię. Kłótnie pojawiają się
prawie codziennie. Zaczyna się błędne koło, ja coraz bardziej napieram na męża,
mąż coraz bardziej ucieka do tej osoby przede mną i w obronie swojej wolności,
którą bardzo ceni. Jestem już tym strasznie zmęczona, boję się, że w końcu mimo
całej swej miłości mnie zostawi. A ja naprawdę nie potrawię przestać o tym
myśleć. Na dodatek zaczynam go "śledzić", staję się coraz bardziej czujna, a on
to wyczuwa. Nieraz widzę, że stara się załagodzić ten konflikt przybliżając mi
tą osobę, opowiada, ale mi to nie wystarcza, ja nadal jestem naburmuszona i
niezadowolona i całą odpowiedzialność za tą sytuację zrzucam na męża, bo np.
zbyt mało czasu mi poświęca.
Tak strasznie chciałabym się pozbyć tego uczucia, które mną targa. To jest
takie okropne uczucie. Są dni, kiedy przychodzi mi to łatwiej, a są takie,
kiedy cała nagromadzona złość uderza ze wzmożoną siłą. Nie wiem jak mam temu
zaradzić? To mnie zabija. Chciałabym aby przy następnej znajomości takie
uczucie już się nie pojawiło. Chciałabym, cieszyć się razem z nim nową jego
znajomości.
Może mi ktoś pomoże?
Obserwuj wątek
    • Gość: Melba Re: Chorobliwa zazdrość IP: *.man.polbox.pl 30.10.01, 14:28
      Droga Necso, nie napisałaś niczego o sobie, swoich kontaktach i znajomościach.
      Prawdopodobnie, w przeciwieństwie do swojego męża nie pracujesz w domu, masz
      więc okazję do codziennych regularnych kontaktów z ludźmi. Podejrzewam, że
      gdyby twój mąż miał pracę poza domem, nie sprawiałaby Ci żadenej przykrości
      świadomość, że on siedzi w biurze z koleżankami. Tymczasem każda jego nowo
      nawiązana znajomość wydaje ci się niepokojąca - może właśnie dllatego, że
      wiesz, jak trudno przychodzi to Twojemu mężowi i jak dużego zaangażowania z
      jego strony wymaga?
      Jeśli rzeczywiście mu ufasz i nie obawiasz się tych osób jako zagrażających
      Waszemu związkowi, to nie powinnaś mieć dużych problemów z rozwiązaniem takiej
      sytuacji. po pierwsze - szczera rozmowa z mężem, spokojnie, bez zarzutów i
      awantur. Przecież można wydusić z siebie :"wiem, że to nieracjonalne, ale mam
      taki a taki problem". Musisz zrozumiec jego złość i nerwy - nie robi niczego
      złego, stara się zachować jak najlepiej w takiej sytuacji, a i tak są problemy.
      Poza tym zawsze możecie poprosić o pomoc kogoś z zewnątrz (psycholog?), jeśli
      problem jest poważny i stał się źródłem codziennych awantur.
      Myślę, że nie stałoby się nic, gdybyś delikatnie wciągnęła męża do grona swoich
      znajomych i sama czasem poszła na spotkanie z osobą poznaną przez niego.Poznasz
      wtedy "Malowanego diabła' i zobaczysz, czy taki straszny...
      Trzymam kciuki i sądzę, że sobie poradzisz - z taką samokrytyką i świadomością
      problemu :)
      Pozdrawiam
      • Gość: Una Re: Chorobliwa zazdrość IP: 62.233.128.* 30.10.01, 14:59
        Nie ma chyba osoby, której obce byłyby podobne do Twoich uczucia. Myślę, że
        klucz do rozwiązania problemu leży w samoakceptacji. Im jest ona mniejsza, tym
        większa zazdrość o inne osoby. Czy atrakcyjność tych kobiet nie ma przypadkiem
        wpływu na stopień Twoich odczuć? Chyba wiesz o czym mówię. Mądry, wyrozumiały
        partner powinien na każdym kroku dawać do zrozumienia (wystarczą drobne gesty),
        że Ty jesteś dla Niego najważniejsza. Pzdr
        • Gość: Nesca Re: Chorobliwa zazdrość IP: 10.1.4.* 30.10.01, 15:55
          Najdziwniejsze jest niestety to, że mąż w codziennym życiu okazuje mi ogromne
          ilości uczucia. Często mnie przytula, mówi, że mnie kocha, itp... Tym bardziej
          dziwne są moje obawy i zazdrość...
      • Gość: Nesca Re: Chorobliwa zazdrość IP: 10.1.4.* 30.10.01, 15:51
        Dziękuję Melbo bardzo z ten list. Przeczytałam go już chyba ze dwa razy, a
        prawdopodonie przeczytam jeszcze kilka, żeby dokładnie wczytać się w jego
        słowa. To fakt, że często gorzej widzę te znajomości, niż one w rzeczywistości
        wyglądają. Ale właśnie z tym nie mogę sobie poradzić...
        • Gość: Anna26 Re: Chorobliwa zazdrość IP: *.90.29.235.Dial1.Washington1.Level3.net 30.10.01, 16:27
          A moze powinnaz odwrocic kota ogonem i powtarzac sobie, ze skoro zadna z tych
          nowych znajomoscie nie rozbila Twojego malzenstwa, to znaczy to ze faktycznie
          jestes kochana. I Twoja pozycja zony jest pewna i stabilna.

          Czy ta Twoja kontrola nad mezem to nowe zjawisko, czy zawsze tak czulas? Jesli
          to cos nowego, to latwiej bedzie to pokonac. Moze wymyslasz tez zadrosc bo
          troche sie zaczelas nudzic po 14 latach i sama sie do tego nie przyznajesz, ale
          chcialabys powalczyc o meza. To jest tylko hipoteza i moge sie mylic. Moze po
          prostu jestes kobieta o duzej wyobrazni....

          Mnie tez zdarzaly sie okresy zazdrosci o mojego meza, wtedy chlopaka. Mialam
          obsesje na punkcie jego bylej dziewczyny sprzed lat 5. I mimo zapewnien, ze
          mnie kocha bardziej ja w jego domu rodzinnym obsesyjnie szukalam jej sladow.
          Nawet po slubie nie jestem wolna od zazdrosci o nia, mimo, ze moj maz
          wielokrotnie mnie za to ochrzanil i w glowke mnie pukal. Ostatnio stwierdzil,
          ze to moje odkopywanie jej ducha jest moze zgodne z tradycja Halloween ale
          bardzo irytujace. On nawet juz nie pamieta bardzo jak ona wygladala.

          Ta zazdrosc jest chyba wylacznie w Twojej glowie. Moze tak jak ja znajdujesz
          jakas chora przyjemnosc w dreczeniu samej siebie? Bo ja mialam i chyba mam
          troche frajdy z ta moja Zombie z przeszlosci. (Oczywiscie zawsze te moje ataki
          zadrosci konkluduje zapewnieniem siebie, ze to JA JESTEM ZONA, ja wygralam,
          mnie kocha bardziej, ja z lepiej do niego pasuje itd w podobnym balwochwalczym
          stylu JA JA JA.) Moze gdybys tak zaczela manipulowac swoja zazdroscia to bylob
          ci latwiej.

          Ale jesli takie proste techniki nie pomagaja to podobnie jak Melab zachecam do
          szukania pomocy z zewnatrz. Chorobliwa zazdrosc jest do pokonania.

          Inna metoda walki z natrectwami to terapa przez sztuke. Maluj te swoaj
          zadrosc, pisz wiersze i wyrzuc ja z siebie. Niewazne, ze obrazki bede godne
          siedmiolatka, a wiersze bez polotu. Ty poczujesz sie lepiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka