barbarslon
26.07.06, 22:59
romans z moim profesorem, dziekanem. zwariował na moim punkcie. chodził jak
na smyczy. onanizował się po 20-30 razy dziennie, kilkanaście do telefonu,
obrzydliwie sapiąc, stękając, mówiąc, że nigdy nie miał takiej kobiety. był
na każde moje zawołanie. w domu stara żonka z obwisłymi cyckami i małe
dziecko, a dla mnie był na pstryknicie. "masz zawsze 3 minuty od mojego
sygnału - dzwonisz i robimy to przez telefon, albo orgazm cie mija". był jak
pies Pawłowa - wyćwiczony, walący sobie w domu, na ulicy, w parku, w
samochodzie, w supermarkecie, przy dziecku...
Kiedyś powiedział mi: musiałem przez ciebie kupic spodnie, a majtki wyrzucic.
walil sobie w samochodzie, za 15 minut mial egzaminy, a tu całe spodnie
wspermie... chodzil jak scyzoryk...
cdn.