Gość: niby żona IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 15.02.03, 23:59 Jak sobie radzicie z problemami tutaj, na miejscu, bo nie wierzę, że ich nie ma. A może tylko ja nie umiem wykrzesać z siebie siły do życia... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: helka Re: mąż za granicą IP: *.ny5030.east.verizon.net 16.02.03, 01:44 Jak dlugo jest juz za granica i jak dlugo ma byc? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niby żona Re: mąż za granicą IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 16.02.03, 08:42 Miał być rok, do komunii dziecka /uchodzi za bardzo pobożnego i nie wyobrażał sobie, że nie będzie go na takiej uroczystości/. Ale nie chodzi mi o męża... Tak dobrze sobie radziłam - pokonaliśmy szereg trudności, w tym poważne kłopoty zdrowotne. W domu zawsze czysto i szczęśliwie - tak mi się wydawało.Po raz kolejny się dokształciłam, zdobyłam zajmującą pracę, ale największe szczęście przynosiły mi DOBRE dzieci. Zbuntowały się nagle, każde jest osamotnione w swoim nieszczęściu. Nie lubią się i oczerniaja przed tatą, który finansowo wspiera to aktualnie nieszczęśliwsze. Raz jedno, raz drugie. Średnie szaleńczo tęskni do Taty /nie widziało go więcej lat niż miało w momencie jego wyjazdu/, starsze było z wizytą i nieco ochłodło w uczuciach. Uważa zresztą, że oboje jesteśmy siebie warci, ale "ojca można chociaż wycisnąć, jak cytrynę". Przez długie lata nie wyglądały na nieszczęśliwe z powodu wyjazdu taty. Niejednokrotnie wspierały mnie, choć starałam się traktować je jak dzieci, a nie jak konfesjonał. Kieszonkowe, które podsyła tata, pozwala im na zbytnią niezależność. Wierzyć mi się nie chce w to wszystko..... Rozmawiałam z psychologiem, dzieci nie chcą. Tata wygląda na uradowanego całą sytuacją. Przekazuje im zbyt dużo pieniędzy na własne wydatki Wprawdzie najstarsze już przeszło najgorszy bunt, zaczyna rozmawiać, radzić się - napewniej dlatego, że potrzebuje mojej pomocy w konkretnej sprawie. Tak sobie dobrze radziłam......... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: helka Re: mąż za granicą IP: *.ny5030.east.verizon.net 16.02.03, 15:38 Sprawie ci bol, ale prawda jest jedna. Twoje malzenstwo jest zagrozone, klopoty z dziecmi sa typowe dla rodzin, gdzie rodzic sprowadza swoje obowiazki do slania pieniedzy. Oczywiscie te pieniadze krzywdza twoje dzieci, ale pomysl o swojej krzywdzie jaka co maz wyrzadza przedluzajac swoj pobyt w nieskonczonosc. Postaw sie twardo - ma natychmiast wracac. Uwierz mi, ze mam racje Odpowiedz Link Zgłoś
basia510 Re: mąż za granicą 16.02.03, 16:16 Napisze Ci cos jako corka a nie zona...... moj ojciec wyjechal za granice jak mialam 7 lat, moj brat 9. Na mame i brata, wowczas jeszcze dziecko, spadl wtedy ogromny obowiazek. Mame - ze zrozumialych wzlgedow (jako rodzica), na brata - jako jedynego "mezczyzny" w domu (opieka nad siostra i wspieranie mamy). Byl to dla nas wszystkich trudny okres - dla kazdego z nas stopien trudnosci byl inny. Przyznam szczerze, ze tylko ja wyszlam w pewien sposob z tego obronna reka jako najmlodsza w rodzinie. Najgorszy czas, kryzys, potem stan wojenny i jeszcze wiekszy kryzys, pozniej znowu kryzys i powolna "odwilz" w naszym kraju - caly ten czas przezylismy sami. Wszyscy sie od nas odwrocili z zawisci, zazdrosci. Wiecznie nam czegos zazdroszczono. Nie bylismy ani aroganccy, ani sie nie obnosilismy z tym co mamy, bo tez i rodzice, caly czas utryzmujacy ze soba kontakt, rozsadnie podeszli do spraw finansowych (lokowali pieniadze na koncie a nie obnosili sie z "bogactwem"). Caly czas jednak szukano slomki do oka, a to sie nas czepiano w szkole i wypytywano czy ojciec wroci, a to polowano na mame, zeby ja zwolnic z pracy. Tylko dlatego, ze byla jedynym zywicielem - nie wyrzucili jej, ale zakusy byly powazne. W tym czasie najwieksza osotoja mamy czyli jej mama (babcia) zmarla nagle. Mama przezyla to strasznie! Rozchorowala sie z tego wszystkiego. Wpadla w depresje. Chciala umrzec. Mial dosc. Mowila nawet w co ja do trumny ubrac jak juz bedzie po wszystkim. Wtedy i ja wpadlam w depresje, nie chcialo mi sie po szkole wracac do domu, bo wiedzialam ze atmosfera w nim bedzie tak ciezka, ze prawie nie do wytrzymania. A tata bal sie wracac, bo tu stan wojenny, moze uznaja go za szpiega i wsadza do wiezienia! Sytuacja tragiczna, totalne zawieszenie - nie mozna zrobic zandego kroku, tylko czekac! Puscic nas do ojca oczywiscie nei chcieli..... Paranoja. Kiedy przyszly w koncu zmiany w kraju tata mogl nareszcie po wielu latach wrocic do kraju. Wwrocil po 10 latach. Rodzina w totalnej rozsypce musiala sie na nowo "poskladac" do kupy. Musielismy sie na nowo siebie wszyscy uczyc od nowa. Nas troje, zwiazanych silna wiezia rodzinna i tata - wlasciwie obca nam osoba, znana jedynie z listow, paczek, telefonow. Bylo bardzo, bardzo ciezko. My z bratem dorosli juz ludzie, z okreslonymi pogladami na swiat, a tu nagle "obca" osoba probuje mnie "wychowywac" i pouczac. Totalny bunt. Po 10 latach pobytu w POlsce tata zbudowal nam wszystkim piekny dom i .........odszedl nagle we snie nad ranem - spokojnie, bezbolesnie, niezauwazony..... byl wtedy w nowowybudowanym domu. Plakalismy strasznie wszyscy...... pamietam jak dotykalam jeszcze cieplego jego ciala, wiedzac jednoczesnie, ze nie ma go juz wsrod nas..... znow "wyjechal", znow "nas zostawil". Znowu rozpacz, smutek, szczegolnie mojej mamy, ktora czekala wiele lat na ojca majac nadzieje, ze nareszcie zaczna zyc jak ludzie, ze doczeka z nim starosci...... nie doczekala! Dzisiaj jest bardzo schorowana w wyniku przezyc i rozgoryczona zyciem osoba. To bardzo dobry czlowiek, ktory zaznal w zyciu jedynie obowiazku, malo radosci, niespelniona kompletnie zawodowo, a ze ma dusze artystyczna tym dotkliwiej to przezywa. Ja - doroslam, wychowalam sie praktycznie bez ojca, jestem przewrazliwiona, boje sie facetow, bo najwazniejszego wzorca w odpowiednim momencie zabraklo, brat - dorosly facet, ma problemy z podejmowaniem decyzji, jest bardzo dobrym czlowiekiem, ale na skutek zbyt duzego obciazenia obowiazkiem w dziecinstwie ma wciaz poczucie winy i probuje dawac innym ponad miare - sa tacy co to wykorzystuja bardzo chetnie. Takze i jemu zabraklo tego najwazniejszego wzorca jakim jest ojciec. Oboje jeszcze nie zalozylismy rodzin, nie mamy sympatii....... nawet nie wiemy czy chcemy miec. Zycie i ludzie sa teraz tak nastawieni konsumpcyjnie, materialistycznie - a my wrazliwcy czujemy sie czesto jak okazy nie z tej ziemi. Czuje jak ogromna krzywde nam wszytkim ta rozlaka wyrzadzila. Genralnie cala rodzina wyszla z tego niesamowicie okaleczona psychicznie. Kazdy inaczej, ale nikt nie pozostal bez pietna. Nigdy nikomu nie polecam tego typu rozstan, to jest nie do naprawienia, do nadgonienia...... To juz nigdy nie wroci! My z bratem mamy moze jeszcze szanse - mama juz jej nie ma. Powiedziala, ze nigdy juz za maz nie wyjdzie. Wiem, ze mowi powaznie...... Zastanow sie wiec czy warto poswiecac szczescie swoje i dzieci dla rozstan.....dla co tu kryc, lepszego bytu czyli pieniedzy. One sa wazne, ale czy az tak?Odpowiedz sobie sama. Moja mama zawsze powtarza, ze gdyby wiedziala, jaka cene jej przyjdzie za to zaplacic NIGDY W ZYCIU NIE ZGODZILABY SIE NA WYJAZD I ROZLAKE!!!!!! Pomyśl i wyciagnij wnioski. To ze maz twoj wyjechal, nie jest jeszcze tragedia - wazne zebyscie podjeli decyzje jak najpredzej, ze chcecie byc razem, zeby rodzina byla w komplecie - albo tam albo tu, ale w komplecie. Jesli tego nie zrobisz prawdopodobnie czeka Cie taki los jak mojej mamy..... Chociaz tu moze byc roznie. To nieprawdopodobne co teraz napisze, ale moj ojciec NIGDY mamy nie zdradzil, zyl na obczyznie jak mnich przez bite 10 lat. Byli sobie oboje wierni w czasie rozlaki. Mozna to uzanc za heroizm, ale i za glupote - zalezy jak sie an to spojrzy. Mysle, ze wiekszosc ludzi nie stac na takie poswiecenie. Czasem wrecz nie warto. W zwiazku z tym juz wkrotce zostaniesz postawiona przed wyborem: jechac do meza czy zostac tu w Polsce z dziecmi, nie tylko ze wzgledu na rozlake i pozniejesze konsekwnecje, jesli tego nie zrobisz, ale i na pokusy, ktore szczegolnie w trakcie rozlaki za granica sa ogromne (dla meza) i dla Ciebie tutaj (zalezy jaki masz temperament, wole). Przemysl dokladnie swoje polozenie....... wyciagnij wnioski na szczescie nie ze swojej opowiesci.......moze sie jednak stac ona twym udzialem......czego szczerze Ci NIE ZYCZE! Zycze natomiast wlasciwej decyzji, madrej, wywazonej, ktora bedzie wybraniem mniejszego zla.......zwlaszcza teraz w dobie kryzysu w POlsce. Trzymaj sie!...... Odpowiedz Link Zgłoś
ta_ Re: mąż za granicą 16.02.03, 23:46 Rozłąka niesie tylko zło. Oddalenie, cierpienie, samotność , uczucie opuszczenia, gorycz, zmaganie się na codzień z wieloma problemami, trudy samotnego wychowywania dzieci. Owszem, poradzisz sobie, ale osad żalu pozostanie w tobie i dzieciach na zawsze. Nie da się cofnąć czasu po złączeniu rodziny i przeżyć na nowo wszystkich dni, które minęły. Więzi emocjonalne pomiędzy ojcem i dziećmi zaburzone lub pozrywane, bywa, że wogóle niewykształcone. Rodzina kaleka, straty nie do odrobienia. W końcu obok siebie obcy ludzie. Ta_ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bambino Re: mąż za granicą IP: *.man.bialystok.pl 22.02.03, 16:01 Znam rodzinę, która po trzyletniej rozłące kocha się chyba jeszcze bardziej. Dziecko było niemowlęciem, gdy tatuś wyjechał - chorym niemowlęciem - i stąd ten wyjazd. Ale to wyjątkowi ludzie i sytuacja wyjątkowa.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niby żona Re: mąż za granicą IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 13.03.03, 12:45 Dziękuję Wam, dziewczyny, za wsparcie. Właściwie źle zatytułowałam wątek, bo moim problemem jest nie tyle mąż za granicą, co dzieci. Są już w wieku / starsze/, kiedy nie jest potrzebny Tatuś do przytulania, tylko KASA. Nie zarabiam wiele, mam duże kłopoty finansowe, a w przygotowaniu sprawę o alimenty. Dzieci są zadowolone, że dostają dolary na kosmetyki, ciuchy i inne głupoty. Nie mają pojęcia o prawdziwych wydatkach, bo nawet zwykłe szampony, mydła. pasty, waciki kosmetyczne, proszki, płyny do płukania itp. dostają w paczkach. Dodam, że jestem dobrą gospodynią, oszczędną /mąż wręcz zarzucał, że skąpą/, dzieci do niedawna pomagały mi we wszystkim, doskonale się uczyły itp. Najstarsze uważa, że przysyłanie pieniędzy im bezpośrednio nie jest w porządku, ale ojcu nic nie napomknie na ten temat, bo nie będzie miało na korepetycje i studia w innym mieście / u nas nie ma wymarzonego kierunku/, nie mówiąc już o rozrywkach. Żyć mi się nie chcę, a muszę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kret Re: mąż za granicą IP: *.ichf.edu.pl 14.03.03, 10:47 Gość portalu: niby żona napisał(a): > Dziękuję Wam, dziewczyny, za wsparcie. Właściwie źle zatytułowałam wątek, bo > moim problemem jest nie tyle mąż za granicą, co dzieci. > Są już w wieku / starsze/, kiedy nie jest potrzebny Tatuś do przytulania, > tylko KASA. > Nie zarabiam wiele, mam duże kłopoty finansowe, a w przygotowaniu sprawę o > alimenty. > Dzieci są zadowolone, że dostają dolary na kosmetyki, ciuchy i inne głupoty. > Nie mają pojęcia o prawdziwych wydatkach, bo nawet zwykłe szampony, mydła. > pasty, waciki kosmetyczne, proszki, płyny do płukania itp. dostają w > paczkach. > Dodam, że jestem dobrą gospodynią, oszczędną /mąż wręcz zarzucał, że skąpą/, > dzieci do niedawna pomagały mi we wszystkim, doskonale się uczyły itp. > Najstarsze uważa, że przysyłanie pieniędzy im bezpośrednio nie jest w > porządku, ale ojcu nic nie napomknie na ten temat, bo nie będzie miało na > korepetycje i studia w innym mieście / u nas nie ma wymarzonego kierunku/, nie > mówiąc już o rozrywkach. > Żyć mi się nie chcę, a muszę... Nic z tego nie rozumiem a już najbardziej nie rozumiem dlaczego Ci się nie chce żyć . Zyć nie umierać sytuacja Twoja jest nawet bym powiedziała prawie do pozazdroszczenia . Z tego co piszesz na mężu Ci nie zależy niech tam siedzi tylko tyle że rozpieszcza dzieci finansowo . Dziękuj losowi za to że nie musisz Ty borykać sie z problemem finansowym aby zapewnić dzieciom jakie takie warunki dawać im kieszonkowe bo z tego co piszesz nawet podstawowe rzeczy tata przysyła dzieciom - żyć to by Ci się napewno nie chciało gdybyś musiała sprostać finansowo sama ze wszyskim . A tak to sobie odpuść z wymyślaniem życiowych problemów i zajmij się lepiej stroną więzi uczuciowej z dziećmi - bo tu musisz sprostać za dwie osoby . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niby żona Re: mąż za granicą IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 16.03.03, 14:40 Krecie, a czego tu zazdrościć? Pracy i obowiązków za dwoje? Jak dzieci mają mnie szanować, skoro ojciec daje im do zrozumienia, że matka nie potrafi zrobić podstawowych zakupów w sklepie? To samo można kupić tutaj - i taniej. Jak prawie dorosłe osoby mają mieć szacunek do pracy i pieniądza, jeśli Tata przysyła im wszystkie drobiazgi, o które poproszą. /Bo w porównaniu do kosztów utrzymania, są to drobiazgi./ W zamian ojciec oczekuje określonych postaw i zachowań - więc kłamią mu, bo wiedzą, że ich nie sprawdzi. Pracuję bardzo dużo i mimo wszystko mam kłopoty finansowe. Jedyną moją ekstrawagancją było wysyłanie dzieci na języki - do tego są bardzo zdolne i chętne. Zgadzam się z Tobą w jednym, że powinnam zająć się podtrzymywaniem więzi z dziećmi. Tylko dlaczego za dwoje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gośka Re: mąż za granicą IP: *.horyniec.sdi.tpnet.pl 16.03.03, 11:17 znam ten ból rozdałam kiedyś całą paczkę od "świetego Mikołaja" obcym dzieciom , bo stwierdziłam , że wysyłanie pierdół w zastępstwie więzi psychicznej to demoralizacja. Wciąż z tym walcze, tak jak i Ty szukam rozwiązania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: helka Re: mąż za granicą IP: *.ny5030.east.verizon.net 16.03.03, 15:18 Bardzo madrze zapytalas, dlaczego odpowiedzialnosc za wychowanie dzieci ma spadac tylko na Ciebie. Glowa muru nie przebijesz, dzieci sa jak wynika dorosle lub porawie dorosle, pomysl o sobie. Uloz sobie zycie tak, zeby Cie ono troche cieszylo. Wycieczki, niekoniecznie za granice, moze byc na poczatek za miasto, przyjaciolka do pogadania, troche zadbac o siebie itd. Wiem, ze trudno sie do tego przymusic, bo jestes na granicy depresji, ale sprobuj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niby żona Re: mąż za granicą IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 16.03.03, 15:31 Do helki - dziękuję Ci z całego serca... Kilka życzliwych słów,a już mi lżej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: goska Re: mąż za granicą IP: *.horyniec.sdi.tpnet.pl 16.03.03, 17:59 nie chciałam Ci tego mówić co Helka, bo nie wiem może Ty na niego wciąż czekasz? Ja się rozwiodłam. Odżyłam. Schudłam 20 kg. Odzyskałam wiarę w siebie. A mąż ? Zaczął o nas jeszcze bardziej dbać. Co tydzień ucinamy sobie pogaduchy. Jest lepiej niż było. Odpowiedz Link Zgłoś