Dodaj do ulubionych

Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke)

07.08.06, 13:15
Ufalam mezowi, dalam mu tyle wolnosci, ile to mozliwe. Chcialam, zeby byl
szczesliwy, czul sie swobodny.
Mamy male dziecko.
Ostatnio oswiadczyl, ze ma w tym roku dwie tygodniowe delegecja - do polowy
sierpnia i od 26 grudnia (2. dzien swiat).
Wczoraj przypadkowo znalazlam kwitek z gazety- miesiac temu dal ogloszenie do
gazety, ze zasponsoruje wakacje pani.
Przyznal sie, ze te dwie delegacje to byly planowane wyjazdy z ta poznana
przez ogloszenie osoba. On chce 'ratowac rodzine' i zebym mu wybaczyla.
Najohydniejsze jest to, ze te zdrady zaplanowane byly z rozmyslem, na zimno,
z pelna premedytacja. To nie bylo zapomnienie, zauroczenie.
Chcial ubierac choinke z dzieckiem, spiewac z nami koledi i jednoczesnie
pakowac sie na wyjazd z utrzymanka.
Rozmawiajac z kolezankami dowiaduje sie ze ich mezowie
maja zero swobody, nigdzie bez rodziny nie wychodza, zony kontroluja kazdy
grosz i kazdego esemesa. Ja nieszczesna idiotka, dalam mu swobody skolko
ugodno, chodzil gdzie chcial, czesto - b.czesto urywal sie popoludzniami,
jak czul sie zestresowany jechal na weekend do kolegi (???)
nad morze sam - zeby odpoczac od zgielku rodzinnego, budzet domowy
przechodzil
przez jego rece i go nie kontrolowalam... Bylam absolutna i totalna kretynka.
Idealistka. Niezyciową debilka.
Teraz on sie kaja, obiecal abstynencje alkoholow (nie wiem ile pil, ale od lat
codziennie- nie wiem ile, ale butelki znajdowalam w szafach z ciuchami, w
piwnicy, wszedzie. Tak na oko to pol litra na 2- 3 dni. To trwalo 8 lat,
walczylam z tym, przyrzekal poprawe i..... staral sie lepiej chowac butelki.
To
bylo takie poznowieczorne picie do lustra.
I teraz jeszcze to, ta zdrada. Z dziwka poznana przez ogloszenie...
A facet ma opinia superporzadnego. Ba - on prenumeruje dwa miesieczniki
katolickie.
Nie moge sie pozbierac. Blagam o wsparcie . Dla mnie wogole pojecie zdrady
jest abstrakcyjne. Zawsze bylam idealistka.
Obserwuj wątek
    • paco_lopez Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 13:28
      Trudno cie pocieszyć, a jedynie współczuć tobie i temu twojemu superhipokrycie,
      bałwanowi i kompletnemu nie powiem już komu. jeżeli koleś ma ochote na
      zaplanowane skoki w bok i nie potrafi zrobic tego tak, żeby nic z tego oprócz
      obrotu innej laski w jego łapach nie zostało, to znaczy że do niczego powaznego
      sie nie nadaje. Nie chciałbym miec takiego kumpla. Jak już sciemniać to
      profesjonalnie a nie z butlą gorzały na odwagę.
      • maureen2 amator ? 07.08.06, 14:28
        po prostu facet z tupetem,wie na co może sobie pozwolić,przyznać się,kajać i
        wie,że wszystko wróci do normy a jego błędy zostaną wybaczone.Ciekawe dlaczego
        wolał inne niż żonę.
        • hyper_mouse Re: amator ? 22.08.06, 16:16
          Kiepska sprawa, najgorsze jest to, że tak jak pisałaś nie było w tym chwilowego
          zauroczenia jakąś panną, a świadome i zdeterminowane dążenie do zdrady, do tego
          alkholizm. Wiem, że to ciężkie, ale nie powinnaś z nim być. To po prostu zły
          człowiek.
          • hiacynaa Re: amator ? 23.08.06, 12:12
            Gdyby tak bylo, nie byloby sprawy...
            Zly czlowiek - na przyklad -nie opiekowalby sie mna przez wiele miesiecy
            ciezkiej choroby.
            On sie zrobil zly od jakiegos roku... Sam mowi: stoczylem sie.

            hyper_mouse napisała:

            > Kiepska sprawa, najgorsze jest to, że tak jak pisałaś nie było w tym chwilowego
            >
            > zauroczenia jakąś panną, a świadome i zdeterminowane dążenie do zdrady, do tego
            >
            > alkholizm. Wiem, że to ciężkie, ale nie powinnaś z nim być. To po prostu zły
            > człowiek.
            • hiacynaa Re: amator ? 24.08.06, 11:17
              Wczoraj bylam u terapeuty. Powiedziel, ze na 100% jest to choroba alkoholowa.
              Dzisiaj idzie maz, oby tylko chcial sie leczyc! On swiecie wierzy ze 'sam sobie
              poradzi'
              Podobno te jego wyczyny sa typowe w tej chorobie (zmiennosc nastrojow, ekscesy
              seksualne, zmiana osobowosci).
              Terapeuta zaznaczal kilkukrotnie, ze nie ma czegos takiego jak bezpieczne
              codzienne picie - nawet jednego piwa.
              • hiacynaa Re: amator ? 27.08.06, 19:04
                Najnowsze doniesienia z frontu: bylismy u terapeuty, ktory stwierdzil chorobe
                alkoholowa. Postanowilam dac mu JEDNA szanse:
                -ma przestac pic,
                -nigdy mnie juz nie zdradzic,
                -wprowadzic przejrzystosc dochodow i rozchodow rodzinnych (on dotychczas
                administrowal wieksza czescia sporego rodzinnego budzetu, ufalam mu i nie
                kontrolowalam.
                Z baba zerwal (na 99,99%).
                Zostalam istnym Sherlokiem Holmesem-dowiedzialam sie gdzie ona mieszka, jaki ma
                nr telefonu, gdzie jezdzili i w jakich hotelach mieszkali (na weekendach i
                hotele na godziny), gdzie byli w terminach w ktorych mieli byc
                tj. dowiedzialam sie gdzie bywal w okresach kiedy mial byc zupelnie gdzie
                indziej. Ja, niesmiala kobietka, latalam po burdelach na godziny z jego zdjeciem
                przedstawiajac sie jako np. pracownik agencji detektywistycznej i tym podobne,
                wszedzie, wszedzie go znaja. Przedstawialam sie jako dziennikarz duzego
                dziennika, ba- uzylam setek metod operacyjnych ktore dawniej nie wpadlyby mi do
                glowy...
                Wiec na przyszlosc krecenie nie przyjdzie mu juz tak latwo.
                Najwazniejsze, zeby zaczal sie porzadnie leczyc, zeby uwierzyl ze sam sobie z
                uzaleznieniem (picie od kilkunastu lat) nie poradzi. On pil pozno wieczorem.
                Alkohol wypaczyl mu zupelnie charakter. Od dawien dawna miewal okresy
                rozdraznienia zupelnie bez powodu, a ja - moja obecnosc , cokolwiek bym nie
                robila, doprowadzala go do
                atakow zlosci - widzialam poddenerwowane spojrzenie, irytacje i wybuch jak np.
                spadla mi lyzeczka. Sam twierdzi, ze najbardziej go irytuja go najblizsi.
                Niemniej, to kiedys byl cudowny facet, wyciagnal mnie z ciezkiej choroby i chce
                mu dac jeszcze jedna (!) szanse.
                On prosi aby zrobic 'gruba kreske' co jest raczej niemozliwe, niemniej nie bede
                bez powodu wracac do sprawy, dokuczac w nieskonczonosc, bo zamienie dom w pieklo.
                Inaczej dzisiaj - dziesiaty raz przypomnialam mu o tym, ze ma zapisywac wplywy
                i rozchody, na co uniosl sie swietym oburzeniem. No to uslyszal, ile wydal przez
                ostatnie pol roku na dziwki, a nie bylo tego malo.
                Jest umowiony na terapie, ktora oby sie udala!!!
                • no1teresa Re: amator ? 27.08.06, 20:36
                  naprawde podziwiam
                  i zycze, zeby sie udalo!
                  skad Ty bierzesz na to sily, dziewczyno?
                  • hiacynaa Re: amator ? 27.08.06, 23:30
                    Sile daje mi dziecko ktore bardzo kocha tatusia, i w tym wypadku nie jest tak
                    latwo zerwac wiezy (poczytaj sobie w najnowszej Polityce jaka traume przezywaja
                    dzieci w czasie rozwodu). Poza tym biore (za rada lekarza) srodki uspokajajace.
                    Wez tez pod uwage, ze on obiecuje poprawe, przysiega i blaga o przebaczenie, a
                    ja uwazam, ze po tym co dla mnie kiedys zrobil ma prawo do JEDNEJ szansy.
                    Co do obsesji sledzenia- przez jakies 10 dni od odkrycia pierwszej zdrady
                    wpadlam w istny ciag sledczy - chcialam wiedziec dokladnie gdzie, kiedy itp.
                    Przyjaciolka smieje sie ze mnie, ze powinnam pracowac w policji kryminalnej...
                    Prawda wychodzila z niego w bolach, pod moim naciskiem...
                    Podkreslam raz jeszcze- on w swoim zyciu mial wspaniale karty. To nie jest
                    menel spod ciemnej gwiazdy.
                    Sprobuje wyciagnac go z tego bagna, ale nie poswiece temu zycia. Drugiej szansy
                    nie bedzie.
                    On swego czasu, w czasie potwornie ciezkiej choroby, bardzo wiele dla mnie
                    zrobil. Wyciagnal mnie z choroby nowotworowej, a bylo juz bardzo, bardzo zle.
                    Dal mi wtedy morze milosci i dobroci.
                    Teraz zdradzal, kradl, oszukiwal...
                    Terapeuta odkryl we mnie jedna zabawna rzecz: dlaczego zgadzalam sie, zeby
                    ciagle gdzies ganial sam, wyjezdzal, znikal na cale wieczory... Otoz przez
                    ostatnie pol roku byl tak nerwowy, ze ja... wypoczywalam jak go nie bylo!
                    • podobny1 Re: amator ? 01.09.06, 12:19
                      Gratuluję Hiacynoo!
                      Podziwiam Twoją siłę i niezmierzone pokłady miłości, które w sobie masz.
                      Po Twoich ostatnich odpowiedziach na moje posty zrozumiałem,
                      że moje przeżycia, doświadczenia i wiedza w tym przypadku nie wystarczą.
                      U Twojego faceta sprawy zaszły za daleko i upieranie się przy moim toku
                      rozumowania straciło jakikolwiek sens. Dalsze mądrowanie się z mojej strony nic
                      by nie dało a tylko przekształciłoby pierwotną chęć pomocy w autoprezentację
                      swoich poglądów. A nie o to w tym chodziło.
                      Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.
                      Wierzę, że Twój facet wytrwa w swoich obietnicach i za jakiś czas wszystko się
                      między wami się ułoży i kiedyś nadejdzie ten moment, kiedy zniknie Twoje
                      poczucie krzywdy a pojawi się radość i satysfakcja z tego, że udało wam się
                      wyjść z tak dramatycznej sytuacji.
                      • hiacynaa Re: amator ? 04.09.06, 23:52
                        Doniesienia z pola walki: na razie sukcesy: nie pije, zapisal sie na terapie,
                        zerwal z kochanka, trwa w pokorze. Oby to wszystko bylo trwale. Ja choc z
                        natury miekka, jestem tym razem twarda- dowody zdrady spoczywaja w sejfie w
                        banku (i on o tym wie!), zapowiedzialam ze jeszcze raz najmniejszy numerek w
                        bok i arivederci amore.
                        Najdziwniejsze jest to, ze gwaltownie 'wysypaly mu sie' choroby somatyczne:
                        nagle ostre zapalenie zoladka, dzisiaj zemdlal (trzezwiutenki od 4 tygodni);
                        sadze ze to skutek dlugotrwalego napiecia psychicznego, a moze i podswiadoma
                        reakcja- organizm chce ukarac sam siebie... Ten ostatni wniosek wysnuwam z
                        tego, ze to w sumie zawsze byl upiornie przyzwoity facet, ktory przez rok
                        narobil gore potwornie nieprzyzwoitych swinstw. Mysle, ze doszedl do stadium,
                        ze brzydzi sie sam siebie.
                        Jak to inaczej wytlumaczyc (tj. ten wysyp chorob u silnego faceta, regularnie
                        uprawiajacego sport)
    • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 13:33
      Prosze, poradzcie....... ja juz nie moge tego wytrzymac.
      • gszesznica Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 13:36
        znajdz sobie adwokata.i zacznij zalatwiac rozwod z jego winy.
        pozdrawiam.
        • arabeski Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 13:38
          Ja bym podala o rozwod, bardzo starannie przypilnowawszy aby zostal w jednych
          majtkach- czyli goly i wesoly. No i oczywiscie wysokie alimenty.
          W takich warunkach kazdy sad orzeknie rozwod z jego winy, majatek dziecko da
          Tobie i przyzna najwyzsze jakie sie da alimenty.
          Ciekawe czy panienka od sponsorowania bedzie go rownie goraco kochac kiedy on
          przejdzie na jej utrzymanie.
          • witch-witch Re: Hiacyno współczuję Ci ogromnie!! 07.08.06, 13:48
            Wyobrazam sobie co przeżywasz. Ale z tego co piszesz to twój mąż ma problemy i
            to poważne psychiczne. Powinnas poszukać pomocy dla siebie i dla niego.
            Profesjonalnej. Dla siebie abyś była silniejsza imrzeżyła ten trudny okres.
            Moze się tez okazać, ze to facet jeszcze do uratowania. A ma jakieś problemy
            psychiczne, z którymi sie boryka. Najlepiej abyś o tym wiedziała. A moze się
            też okazać, ze jest to facet nie do uratowania..typ MAO czynnik w mózgu, który
            sprawia,ze ludzi ciągnie do tzw. 'hardcore'... naprawić takiego bez jego
            własnej woli jest wtedy trudno.
            Najważniejsze abyś czuła,ze zrobiłaś wszystko aby ratować ten związek.
            I najlepiej jak teraz pogadasz z kims kto cię wysłucha, po prostu wysłucha i
            wesprze w tej przykrej sytuacji...

            Pozdrawiam...
            • hiacynaa Re: Hiacyno współczuję Ci ogromnie!! 07.08.06, 13:49
              Co to jest tym MAO?
              • hiacynaa Re: Hiacyno współczuję Ci ogromnie!! 07.08.06, 13:51
                Dodam, ze on chyba obsesyjnie boi sie starosci - ma bzika na punkcie swojego
                ciala, opala sie po prostu na ciemny braz. Farbuje wlosy (tj. ja mu farbowalam)-
                i to nawet jak pojawily sie 2 - 3 siwe odrosty. Czesto przeglada sie w lustrze.
                WYdawalo mi sie to nieszkodliwym dziwactwem, smialam sie z tego...
              • witch-witch Re: Hiacyno współczuję Ci ogromnie!! 07.08.06, 14:31
                MAO jest to enzym wystepujcy we krwi.Substancja odpowidajaca za przerabianie
                chemiczne w organizmie takich supstancji np. jak drogi, trucizny czy alkohol
                itp.

                Osoby ktore mają niską ilosc MAO we krwi, cechuje szukanie przygód,awantur np.
                wspinanie po skałach, grotach i innych niebezpiecznych sportach, albo duża
                ilosc niebezpiecznych romansów... Alkoholicy mają niskie MAO we krwi, bardzo
                wielu artystów, karyzmatycznych przywódców,tzw. liderów....
                Ilośc MAO we krwi wiąże sie z iloscią serotoniny, substancji przkaznikowej w
                mózgu odpowiadajacej za nasze zachowanie i osobowość...
                Aby sprawdzic jak tam u meza jest, powinien poddać się badaniu krwi...a później
                przeprowadzić konkretną terapię i leczenie jego zaburzonej osobowości..

                Pozdrawiam i nie trać nadziei bo taka zawsze jest!
            • gszesznica Re: Hiacyno współczuję Ci ogromnie!! 07.08.06, 13:51
              z tym psychiatra to dobry pomysl..
              Tylko idz sama do niego,i chciej zaswiadczenie od lekarza ze maz swym czynem
              wpedzil Cie w depresje..daj adwokatowi.
              Adwokat bedzie wiedzial co z tym zaswiadczeniem zrobic..
            • 20052006s To nie takie proste - rozwód!! 07.08.06, 15:19
              i pozostawienie w jednych gaciach. Zgadzam się z przedpiszczynią - ten facet ma
              poważny problem - z osobowością, tożsamością, seksualnością. Ma stłumione ego,
              poprzez popędy i sumienie. Stąd ogłoszenia o sponsoringu a jednocześnie
              prenumerata pism katolickich. Do tego te ilości alkoholu i fakt, że butelki
              ukrywa przed Tobą. Piszesz, że to juz tak osiem lat, wiec czy nie zaniepokoiło
              Cie to wczesniej??
              Uwazam, ze powinnas z nim porozmawiac spokojnie, ze zrozumieniem i namowic na
              wizytę u psychologa, a najlepiej u psychologa rodzinnego, systemowego, bo to
              nie jest tylko jego problem, ale Wasz wspólny, gdyż "pomagałaś" mu w tym
              wszystkim (pewnie niechcący, ale jednak). Tu jest wielka potrzeba
              długoterminowej terapii a nie rozwodu, bo to ewidentnie nie chodzi o zdradę "bo
              żona oziębła a ja mam swoje potrzeby". Gdyby tak było - nie dawałby ogłoszenia
              do gazety o sponsoringu, tylko poszedl do knajpy i poderwal lalę, albo uwiodlby
              kolezanke z pracy. Do tego jeszcze ta prenumerata. Gość ma specyficzny sposób
              działania i rozładowywania swoich napięć.
              Nie załamuj się, rozmowa i psycholog systemowy mogą tu dużo zdziałać.
              Powodzenia!!
    • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 13:59
      On sie kaja. Ale gdybym tego ogloszenia nie znalazla, a byl to najczystszy
      przypadek, za 4 dni juz by z nia wyjechal. I mialby w tylku mnie, dziecko i
      rodzine- do ktorych deklaruje takie przywiazanie...
    • kiczarcia Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 14:09
      Trudno mi radzić, nie wiem czy mój sposób dał mi coś dobrego. Mój mąż wprawdzie
      nie pił,ale robi to samo,rozmowy nie doprowadzily do niczego,gdyż stwierdził,ze
      to nie prawda,a ja wiem,że kupował im prezenty z naszych pieniędzy.Nie wiem czy
      to choroba,czy psychiatra coś by tu zmienił,nigdy o tym nie myślałam.Przestałam
      oczekiwać,że zmieni się,jesteśmy razem,mamy dom,dzieci wprawdzie już duże,żyje
      my jakby obok,nie rozmawiając na pewne tematy,bo po co.Nie wiem czy to dobry
      sposób.
      • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 14:18
        Kurcze, ja mam wade serca, od kiedy sie dowiedzialam moj stan sie pogorszyl,
        ciagle bierze mnie na zemdlenie. Boje sie osierocic coreczke.
        • gszesznica Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 14:23
          hiacynaa napisała:

          > Kurcze, ja mam wade serca, od kiedy sie dowiedzialam moj stan sie pogorszyl,
          > ciagle bierze mnie na zemdlenie. Boje sie osierocic coreczke.

          no to zapomnij o calej sprawie,,i nie nazekaj..
          ze wzgledu na serce.
          a i corke.
          • kiczarcia Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 14:49
            To nie takie proste zapomnieć,tego chyba nie da się zrobić.Mimo,że nie rozma-
            wiam z nim na ten temat, to jednak czasami chodzi to gdzieś po głowie,gdy on
            jest poza domem. Żle się też czuję,gdy spotykamy się razem ze znajomymi,wesoło
            rozmawiamy,ale przestałam się dobrze czuć,kilka razy wypadł mi widelec z ręki,
            jeszcze większa konsternacja w towarzystwie.
            • hatroha Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 15:10
              każdy powinien zdradzać tyle ile wlezie, tak długo aż spotka kogoś dla którego
              zaprze się swoich pragnień i sprawi mu to przyjemność! Jesli ktos w związku
              zdradza, znaczy wtedy że albo on sam nie jest wart tego związku albo jego II
              połowa.
              • maureen2 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 15:14
                też tak uważam
              • lilajka Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 15:18
                I w tym celu trzeba zawierać małżeństwo? :|
              • miss_t1 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 18:15
                hatroha napisał:

                > każdy powinien zdradzać tyle ile wlezie, tak długo aż spotka kogoś dla
                którego
                > zaprze się swoich pragnień i sprawi mu to przyjemność! Jesli ktos w związku
                > zdradza, znaczy wtedy że albo on sam nie jest wart tego związku albo jego II
                > połowa.


                Młoda i głupia jestem jeszcze, dlatego pewnie kiedy taka właśnie myśl
                przemknęła mi przez głowę, puknęłam się mocno w nią i zapomniałam o tym. No bo
                jak to, cały czas się puszczać? Spotykam często ciekawych chłopaków, którzy
                bardzo mnie pociągają i czuję, że fajnie można by spędzić czas z takowym, nie
                tylko na jeden sposób ;), ale i rozmowa się klei i w ogóle, ale.. no właśnie,
                moja pełna zachamowań i stereotypów główka mówi mi, że to nie ten na całe życie
                i po ptokach. Ale przecież nie wiem na co ja czekam, nie wierzę w miłość, taką
                absolutną, to chyba raczej kwestia zachamowań i strachu przed oceną nie tylko
                ze strony ludzi, ale i tej drugiej osoby :/
                • hatroha Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 18:51
                  (...)zdradzać ile wlezie(...) - to oczywiste, że nie mozna tego traktować zbyt
                  dosłownie!!!

                  Mój tekst był wyłącznie odniesiony do wątku porima...ten mężczyzna sponsorujący
                  powinien sobie znaleźć kobietę która będzie wstanie szanować. I nie pomoże tu
                  zdradzanie czy próba moralnego kucia na zimno sumienia i kultury osobistej...

                  Ponoc to kobiety wybierają...
                  • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 23:41
                    Nadal nie wiem co robic. Nie wiem, czy to naprawde byl pierwszy raz? Czy moze
                    pierwszy raz go nakrylam? on pare razy wyjezdzal sam na weekend, mase popoludni
                    i wieczorow spedzil poza domem... byc moze juz wtedy pekal ze smiechu nad
                    naiwna idiotka. Jaki mam dowod ze to byl pierwszy raz? Przeciez wydalo sie
                    wylacznie przez przypadek.
                    Moze jednak to wszystko nim wstrzasnelo i nastapi jakis przelom?
                    Czy Go kocham? tak, kocham go ale czuje do niego odraze. Dziwne zestawienie,
                    ale tak jest- caly czas uswiadamiam sobie, ze gdybym przypadkowo tego nie
                    znalazla on za trzy dni juz by z nia wyjechal. Obrzydliwe.
                    Najwazniejsze, zeby nie klamal. Bo ciagle probuje krecic, klamac:np w czwartek
                    twierdzil, ze zerwal z nia wszelkie kontakty, a w sobote w poludnie odkrylam na
                    jego komorce, ze juz rano dwa razy do niej dzwonil. Odkrylam kwitek z
                    perfumerii na 200 zl - spytalam jaki zapach jej kupil, on na to ze nie pamieta,
                    dwa razy mowil ze nie pamieta, za trzecim powiedzial ze to sobie kupil wode
                    toaletowa. Teraz z kolei twierdzi ze nie mial wykupionych wczasow tylko mial z
                    nia pojechac gdzies w Polske, w co ja absolutnie nie wierze, wiec to kolejne
                    klamstwo.
                    • hatroha Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 07.08.06, 23:53
                      Wywal go z domu i wnieś sprawę o separację!
                      • ewa_xy Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 08.08.06, 15:39
                        Brawo Hatroha. Jestem podobnego zdania.
                        Miło, że tu powróciłes po długiej nieobecności.
                        Pozdrawiam Cię.
                    • lune klamstwa 09.08.06, 17:16
                      sa najgorsze ; facet sie kompletnie zagubil ;

                      mysle ze powinnac dac mu warunek : albo terapia natychmiast - albo wystepujesz
                      natychmiast o rozwod ;

                      podejrzewam ze facet jest uzalezniony a ty masz problem - jaki zwykle maja
                      partnerki uzaleznionych facetow ... wierzylas bo chcialas uwierzyc, ufalas bo
                      chcialas zaufac - a teraz bardzo sie boisz zmiany ... i chcesz znow uwierzyc i
                      zaufac ze wszystko bedzie dobrze ;

                      dla dobra dziecka i dla swojego dobra musisz to przeciac bardzo stanowczo ;
                      jesli mu NAPRAWDE zalezy na rodzinie - podda sie terapii ; jesli bedzie krecil -
                      przetnij to ... bo dalej, pozniej - bedzie jeszcze gorzej :((( bedzie ci
                      coraz trudniej ... az po latach odkryjesz ze mialas spaprane zycie bo tkwilas w
                      ukladzie ktory cie unieszczesliwial a twoje dorastajace dziecko ma wszystkie
                      problemy dziecka osoby uzaleznionej :(((

                      przemysl to ;

                      jesli go kochasz - naciskaj na to by sie zdecydowal


                      pozdrawiam cie serdecznie, trzymaj sie mocno

                      lune

                      • lune zapomnialam dodac 09.08.06, 17:21
                        bo zdawalo mi sie to oczywiste - ze ostre postawienie warunku jest takze dla
                        dobra twojego partnera ;

                        to szansa by uratowal siebie ; jersli sie zgodzi - bedzie mial twoje wsparcie ;
                        powiedz mu to ...

                        jesli nie zechce - nie ton razem z nim ; ocal siebie i dziecko


                        lune
                        • hiacynaa Re: zapomnialam dodac 09.08.06, 23:37
                          Dzis mi sie przyznal, ze kochanke mial juz od ponad pol roku, jezdzil z nia
                          razem na weekendy, spotykal sie. Byli umowieni na wakacje, kiedy ona sie z
                          jakiegos powodu wycofala, postanowil znalezc zastepstwo i dal to ogloszenie
                          ktore ja znalazlam. Z ogloszenie nic nie wyszlo i on nadal kontynuowal zwiazek
                          z kochanka. Twierdzi ze definitywnie to wszystko skonczyl i blaga o wybaczenie.
                          • lune pomysl 10.08.06, 06:48
                            jak bylo wczesniej ;

                            ja wierze ze on bardzo chce aby bylo tak jak deklaruje - ale jest jakis
                            problem, i dlatego potrzebna bylaby terapia ; moze razem powinniscie pojsc,
                            powiedziec o tym co sie zadzialo, jak bylo wczesniej ...?

                            nie chce ci zrzedzic - ale czy teraz potrafisz mu zaufac ? bo jesli mialabys
                            przez kolejne miesiace i lata 'patrzec mu na rece', podejrzliwie przygladac -
                            czy aby znow ... Dlatego tak mocno obstaje przy terapii. Mysle ze to jest wam
                            obojgu potrzebne - jesli sie kochacie i chcecie byc razem. Potrzebna wam
                            odbudowa zaufania i wiary w wasz zwiazek. Aby tak sie stalo - musicie 'sie
                            wyczyscic', przepracowac to co sie stalo.

                            wiem ze na forum jest mnostwo zwolenniczek roli 'matki, opiekunki i starszej
                            sledczej' ; wziac faceta na smycz, kontrolowac itd.
                            jestem temu przeciwna ; to powolne umieranie zwiazku ...zabijanie milosci, po
                            latach takiej roli - pozostaje tylko 'uklad' ;

                            zycze dobrej decyzji ; serdecznie pozdrawiam, lune
                          • 3mocj4 Re: zapomnialam dodac 12.08.06, 00:02
                            mój Boże......aż taka naiwna jesteś? dalej takiego ch....uja trzymasz pod dachem?...... przecież wszystko to robił z premedytacją :( zimne wyrafinowania chama :/ jezeli bedziesz z takim pedalem [prawdziwy facet nie farbuje wlosów] to on Cie zniszczy psychicznie......a wtedy zaden sąd nie przyzna Ci opieki nad córką tylko odda jemu [ przeciez jest non stop w formie psychicznej - potrafi kombinowac ;)] i lafiryndzie cieszącej sie z perfum za 200 zeta :/
    • braun_f Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 08.08.06, 21:01
      atoskurwesyn!
      kopnij go w dupe - zoral Ci psyche, a pikawe masz slaba.
      Alimenty zalagodza sprawe.
      A dziecko - male - ile ma?

      Za Wasze pieniadze - jakas paniene perfumowal, tracal i lechtal... brrrr
      • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 08.08.06, 22:44
        Dziecko ma trzy latka i potwornie kocha tatusia.
        • loltka Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 08.08.06, 23:39
          cóz, dziecka z tatusiem przeciez nie rozzwodzisz, a dla wszystkich bedzie lepeij
          sie rozstac
        • braun_f Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 15.08.06, 20:47
          skupilbym sie na dziecku - aby nie poszlo w slady (tfu!) tatusia.
          Zapewne ma cos w genach po (tfu!) nim.
          • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 16.08.06, 11:52
            Czy mozliwe, ze on naprawde przeszedl przemiane?
            Tak przysiega.
            Ze juz nigdy mnie nie zdradzi, ze potwornie zaluje, ze zachowywal sie jak
            slepiec.
            • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 16.08.06, 23:58
              Mozolne sledztwo odnioslo skutek: dowiedzialam sie kim ona jest. Oczywiscie to
              kolezanka z pracy. Najbardziej uderzajace jest to, ze ona jest niesamowicie...
              brzydka! Ja wiem, ze nikt nie odpowiada za swoj wyglad, ale to mnie zdumialo!
              Pamietam, dawno temu bylam u niego w pracy, widzialam ta dziewczyne
              (trzydziestoparoletnia singielka) kokietujaca go, ale stwierdzilam,ze to zadne
              zagrozenie. Ona nie jest troche brzydka, naprawde sie wyroznia, zero figury,
              seksapilu, urody...
              • lune hiacynoo 17.08.06, 00:10
                hiacynaa napisała:

                > Mozolne sledztwo odnioslo skutek: dowiedzialam sie kim ona jest. Oczywiscie
                to
                > kolezanka z pracy. Najbardziej uderzajace jest to, ze ona jest
                niesamowicie...
                > brzydka! Ja wiem, ze nikt nie odpowiada za swoj wyglad, ale to mnie zdumialo!
                > Pamietam, dawno temu bylam u niego w pracy, widzialam ta dziewczyne
                > (trzydziestoparoletnia singielka) kokietujaca go, ale stwierdzilam,ze to
                zadne
                > zagrozenie. Ona nie jest troche brzydka, naprawde sie wyroznia, zero figury,
                > seksapilu, urody...


                mialas zajac sie soba - a robisz sledztwo :( to ze dziewcze jest 'takie sobie' -
                nie rozwiazuje waszego problemu ;

                zlap troche dystansu do tej sprawy

                lune
              • moc_ca Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 17.08.06, 00:20
                hiacynaa napisała:

                > Mozolne sledztwo odnioslo skutek: dowiedzialam sie kim ona jest. Oczywiscie
                to
                > kolezanka z pracy. Najbardziej uderzajace jest to, ze ona jest
                niesamowicie...
                > brzydka! /ciach/
                kokietujaca go, ale stwierdzilam,ze to zadne
                > zagrozenie. Ona nie jest troche brzydka, naprawde sie wyroznia, zero figury,
                > seksapilu, urody...

                To co piszesz źle świadczy wyłącznie o Tobie.
                Kim jesteś kobieto skoro mąż zdradza Cię z takim potworem?! Musisz mieć albo
                zły charakter albo jestes jeszcze mniej urodziwa, bez seksapilu, bez
                figury ... ... ech, dziewczyno ! :-(
                Rozwiąż swój problem baczniej obserwując siebie, nie prowadź "mozolnego
                śledztwa" wobec panienki bo ono żadnych dobrych skutków nie przynosi.
                • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 17.08.06, 00:23
                  No wiesz...... On z nia spedzal po 8 godzin dziennie. I tu mogl byc atut.
                  A poza tym, moze ona zwyczajnie szuka meza?
                  • moc_ca Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 17.08.06, 00:27
                    .. może ona szuka męża ale czego u tej "potwory" szuka Twój mąż? Jeśli jest
                    naprawdę taka jak ją opisalaś to dlaczego ów "stryjek zamienił siekierkę na
                    kijek" - zastanawiasz sie nad tym , jakże ważkim, problemem?
                    • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 17.08.06, 00:32
                      Zastanawiam sie calodobowo. Obawialam sie ze to jakis wamp... Ja mysle ze
                      kobieta sie na niego zawziela (oczywiscie nie tlumacze jego 'slabosci').
                      Naprawde, nie jestem powierzchowna, ale wyobrazalam sobie ja zupelnie, zupelnie
                      inaczej.
                    • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 18.08.06, 11:23
                      Moc_ca - to nie tylko ona byla, ale tez ogloszenia towarzyskie, kradziez z domu
                      kosztownosci po moich dziadkach, picie...

                      moc_ca napisała:

                      > .. może ona szuka męża ale czego u tej "potwory" szuka Twój mąż? Jeśli jest
                      > naprawdę taka jak ją opisalaś to dlaczego ów "stryjek zamienił siekierkę na
                      > kijek" - zastanawiasz sie nad tym , jakże ważkim, problemem?
    • litinterp Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 09.08.06, 15:20
      Bardzo, bardzo Ci współczuję. Wymyśl jakieś odreagowanie, choćby bicie poduszki
      (ponoć pomaga). Zdystansuj się do sprawy, przemyśl swoje życie. Trzymaj się!
      ------------------------
      Oblicza zdrady
      zdrada.zlotemysli.pl/007ok.php
      • olejowy.bogacz Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 09.08.06, 15:34
        A ktory nie zdradza. heeheee. Jak ktorego nie stac na sponsoring albo dupek
        bojazliwiec to przynajmiej teoretycznie to robi.
    • matkaterenia Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 10.08.06, 00:49
      hiacynaa
      Zgadzam sie z wich-wich ze maz ma zaburzenia,ze powinien sie leczyc,i ze nie
      jest zapuzno aby ratowac zwiazek.
      Oczywiscie
      ALe zeby ratowac ten zwiazek,najpierw ty sie uratuj,zobacz co sie z toba
      dzieje??!!,nie widzisz siebie.Nie obchodzisz sie Ty.Grzebiesz wygzrebujesz i
      napedzasz sie w bol ,nienawisc,rozczarowanie i w samoktyrycyzm.Czy nikt ci tego
      nie napisal tu w psychologicznym niby portalu.Dziewczyno zanim zrobisz jakie
      kolwiek kroki wzgledem ratowania czy rozwodu.Odwiedz psychologa,jestes teraz w
      takim stanie ze nie wymyslisz nic oprucz slow-jaka to ja idiotka bylam,jaka to
      ja glupia,itd.Powtarzam zeby cokolwiek teraz zrobic-ty musisz byc ok.
      Zadbaj o siebie,wycisz sie.A puzniej zacznij juz dzialac.
      Pozdrawiam
      • hatroha Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 10.08.06, 02:37
        Jeśli facet po takich "zabiegach" mówi że się poprawi to ...
        naiwniaczki szuka!
        Człowiek z taką moralnością rzadko się zmienia!
    • milenna5555 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 10.08.06, 02:46
      Wydaje mi się, że gdyby nie problem alkoholowy męża, moglabyś próbować ratować
      związek. Ale z mego zawodowego doświadczenia wynika, że - wybacz - jesteś na
      przegranej pozycji. Ratuj siebie i dziecko. Odejdź, albo jemu każ odejść.
      Dziecko jest na tyle małe, że szybko zaakceptuje sytuację. Nie wiem, czy
      pracujesz, czy zarabiasz. Powinnaś zacząć liczyć na siebie. Wystąp o separację
      i alimenty dla dziecka. Jeżeli nie pracujesz - również dla siebie. Miej
      wszystko w formie orzeczeń sądowych. Wtedy jest możliwa - w
      razie "niechciejstwa" wspomagania Ciebie lub córki przez męża - egzekucja.
      Masz szansę na ułożenie sobie życia, jesteś jeszcze młoda, z postu wynika, że
      mądra i wrażliwa. Życzę Ci mądrych decyzji. Nie zwlekaj. Pozdrawiam Cię bardzo
      serdecznie. M.
    • kurka_wodna2 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 10.08.06, 11:58
      Dziewczyno,ta sytuacja jest jednoznaczna-wierz mi,szkoda każdej godziny Twego
      młodego życia...
      To strzęp z człowieka(?), dno emocjonalne i moralne,nie prezentuje najmniejszej
      więzi z Wami.
      Nie reprezentuje właściwie niczego poza własnym egoizmem,wyrachowaniem,to
      erotoman,alkoholik,narcyz.

      Zmykaj,póki jeszcze jesteś w stanie tu pisać i powłóczyć nogami.

      Pa
    • scept89 niedorzecznosc terapii 10.08.06, 18:24
      Odwrocmy sytuacje na moment: zona zdradza faceta z kim popadnie, po jakims
      czasie wychodzi to na jaw. Pytanie dla zalecajacych 'terapie': jak myslicie, ilu
      facetow zamiast rzucic kobiete warunkowalo by swoje z nia pozostanie od
      oczestnictwa w terapii na 'nimfomanie'?

      Gdzie sa granice 'leczenia'? Czy jesli ktos 'kocha' i tlucze nas po twarzy to
      zostawac i oczekiwac certyfikatu z Kursu Zmniejszaniu Agresji pierwszego stopnia
      czy moze jednak rzucic tamskiego damskiego boksera?

      Leczyc mozna tych co chca sie leczyc, ale pytanie czy ktokolwiek ma ochote na
      uzaleznianie swojego zycia od skutecznego leczenia partnera z wad
      charakterologicznych. Moze w ogole ni patrzec na cechy charakterologiczne a
      tylko zakladac ze polaczenie Partnerskiej Pigulki i psychoterapii wszystko
      udatnie przytnie i wyrowna?

      • hiacynaa Re: niedorzecznosc terapii 11.08.06, 12:37
        Zrobil jeszcze pare swinstw tak potwornych, ze nie bede ich tu opisywac.
        On mowi ze zaluje. Ze sie stoczyl na dno.
        On chce odpokutowac- planuje zaczac prace (wolontariat) w hospicjum
        popoludniami, zeby znow stac sie czlowiekiem. (cos w typie bohaterow
        Dostojewskiego? ktorego on nota bene nie czytal?)

        Co o tym myslicie?
        • no1teresa Re: niedorzecznosc terapii 11.08.06, 13:09
          niech pracuje nad soba, niech sie zmienia -b.chwalebne, ale jesli juz chcialabym
          czekac na ew.rezultaty, to tylko bedac w separacji i z uregulowanymi finansami,
          tzn. co najmniej z rozdzielnoscia majatkowa i zasadzonymi alimentami
          • hiacynaa Re: niedorzecznosc terapii 11.08.06, 14:08
            Bardzo powaznie rozwazalam wywalenia gada z domu, z tym ze w jego obecnym
            stanie psychicznym (zalamanie) to mogloby sie zakonczyc:
            -samobojstwem,
            -wejsciem na droge przestepstwa.
            Moze lepiej byloby zeby zajal sie tymi ciezko chorymi itp. Uzgodnione jest, ze
            wydatki i dochody kontrolowane beda co do zlotowki.
            • no1teresa Re: niedorzecznosc terapii 11.08.06, 14:27
              hiacyna, nie badz naiwna, bo pomysle, ze to jenak podpucha
              uzgodnienia z kims, kto Cie rolowal latami, mozesz sobie wsadzic
              musi byc sadownie!!!, tylko wtedy masz szanse pomoc jemu(bez bata nad glowa nie
              da rady!), wiec i sobie
            • lune wiesz co hiacynoo 11.08.06, 14:31
              hiacynaa napisała:

              > Bardzo powaznie rozwazalam wywalenia gada z domu, z tym ze w jego obecnym
              > stanie psychicznym (zalamanie) to mogloby sie zakonczyc:
              > -samobojstwem,
              > -wejsciem na droge przestepstwa.
              > Moze lepiej byloby zeby zajal sie tymi ciezko chorymi itp. Uzgodnione jest,
              ze
              > wydatki i dochody kontrolowane beda co do zlotowki.


              gadasz jak wspoluzalezniona ; znakomicie toba manipuluje ;
              czy to hospicjum ma byc jakas pokuta ???
              przeciez on musi /razem musicie/ rozwiazac problem ;

              jesli ma byc tak ze on bedzie 'gadem' a ty bedziesz go 'kontrolowac' - bedzie
              to kontynuacja tego co juz przerabialiscie ;

              nie wyjdziecie z tego

              przemysl to ; wejdz na jakies forum na ktorym rozmawia sie o
              wspoluzaleznieniu /na poczatek/

              lune
            • scept89 Re: niedorzecznosc terapii 11.08.06, 15:20
              hiacynaa napisała:
              > Bardzo powaznie rozwazalam wywalenia gada z domu, z tym ze w jego obecnym
              > stanie psychicznym (zalamanie) to mogloby sie zakonczyc:
              > -samobojstwem, wejsciem na droge przestepstwa.

              Bidulek. Przylapanych przestepcow tez nie wsadzajmy za kratki bo sobie jeszcze
              cos zrobia? W 99% onjest zalamany tym ze wpadl, nie tym ze Tobie zycie rozwalil.


              > Moze lepiej byloby zeby zajal sie tymi ciezko chorymi itp. Uzgodnione jest, ze
              > wydatki i dochody kontrolowane beda co do zlotowki.

              Droga wolna. Nie mozna szajmowac sie ciezko chorymi mieszkajac osobno? Ciekawe...


            • witch-witch Re: niedorzecznosc terapii 11.08.06, 15:36
              To ze bedziesz kontrolowac wydatki to juz dobry zwrot. jednak oboje
              potzebujecie pomocy zarówno Ty jak i on. Moze jest coś w twoim zachowaniu o
              czym nie jestes swiadoma, a co sprawia ze on robi się słaby?

              Wina w zwiazku lezy zawsze po obu stronach...cos moze jest co robi ze on ucieka
              w alkohol i inne kobiety. taka dokładna analiza pomogłaby wam zobaczyć swoje
              strony których nie widziecie i je naprawić. Nie bagatelizuj dobrego psychologa
              czy terapeuty. Psychologia czy terapia to jest coś co działa! Wtedy kiedy
              chcesz coś zmienić...
      • lune niedorzecznosc ? 11.08.06, 14:23
        zdaje sie ze obszerny fragment postu autorki watku - w ktorym opisuje popijanie
        meza z ukrywaniem butelek w roznych miejscach - jest dla ciebie nieistotny ;

        zdrada nie jest jedynym problemem ; przeciez nie chodzi o sam 'skok w bok';
        facet latami oklamywal zone, kluczyl ; kreuje jakis swoj wizerunek ktory nijak
        sie ma do rzeczywistosci ; dlaczego to wszystko takie podwojne ?

        uwazasz ze to dzieje sie ot tak ? bo mial ochote na panienke ?

        to bardzo zlozona sprawa, tak mysle ; dlatego terapia jest wazna ;

        ale /w nawiazaniu do kolejnego postu/ decyzja o tym jak to przeprowadzic - czy
        od razu wystapic o separacje, rozdzielnosc itd. - czy 'zaryzykowac' trwanie w
        zwiazku - nalezy do autorki watku ;

        bo ... tak naprawde to nie wiem na ile jej sie emocjonalnie 'przelalo', czy
        znajdzie w sobie sile by kontynuowac zwiazek ? terapia razem - pomoglaby w tej
        decyzji ; albo na 'tak' albo na 'nie' ...

        lune
        • scept89 Re: niedorzecznosc ? 11.08.06, 15:16
          lune napisała:
          > zdaje sie ze obszerny fragment postu autorki watku - w ktorym opisuje popijanie
          > meza z ukrywaniem butelek w roznych miejscach - jest dla ciebie nieistotny ;

          Zrozum, mnie nie interesuje czy moj partner/partnerka bil bity/upadl na glowe w
          dzicinstwie czy tez szef go w pracy wqurza -> tak dlugo jak z jego/jej objawami
          nie da sie zyc nie ma mowy o pozwoleniu na tluczenie, pijanstwa, zdrady, hazard,
          narkotyki. Maz jednej z moich kolezanek przegral ich wspolny dom i samochod:
          wyslesz kretyna na leczenie a potem bedziecie zyli dlugo i szczesliwie?
          Wolne zarty.

          Jest roznica pomiedzy wsparciem znerwicowanego praca/depresyjnego partnera a
          pozwoleniem na dowolne dzialania bez nastepstw.
          Jak ktos chce sie bawic w masochiste to niech sobie pomieszkuje z psychopatami i
          alkoholikami ktorzy to co dnia o poranku beda latac na terapie i do spowiednika
          aby wieczorem przywlec sie pijanym i przywalic.

          > zdrada nie jest jedynym problemem ; przeciez nie chodzi o sam 'skok w bok';
          > facet latami oklamywal zone, kluczyl ; kreuje jakis swoj wizerunek ktory nijak
          > sie ma do rzeczywistosci ; dlaczego to wszystko takie podwojne ?

          Bo nie dorosl. Jest na etapie malego Jasia ktory nie tylko chce miec kazda
          zabawke ale jeszcze klamie ze jej nie ukradl. Byc moze wyrosnie z tego ale jak
          napisalem powyzej to jest jego problem.





          • lune cepem w problem ;) 11.08.06, 21:29
            scept89 napisał:


            > Zrozum, mnie nie interesuje czy moj partner/partnerka bil bity/upadl na glowe
            w
            > dzicinstwie czy tez szef go w pracy wqurza -> tak dlugo jak z jego/jej obja
            > wami
            > nie da sie zyc nie ma mowy o pozwoleniu na tluczenie, pijanstwa, zdrady,
            hazard
            > ,
            > narkotyki. Maz jednej z moich kolezanek przegral ich wspolny dom i samochod:
            > wyslesz kretyna na leczenie a potem bedziecie zyli dlugo i szczesliwie?
            > Wolne zarty.


            Jasne ze mozna cepem. I ze nic cie nie obchodzi. Ale ja biore pod uwage ze Ona
            najzwyczajniej w swiecie moze go kochac. A gdy sie kogos kocha - to wspiera sie
            go gdy CHCE WYJSC Z UZALEZNIENIA. Ale 'chce' jest warunkiem.


            >
            > Jest roznica pomiedzy wsparciem znerwicowanego praca/depresyjnego partnera a
            > pozwoleniem na dowolne dzialania bez nastepstw.

            Nie napisalam niczego podobnego. Przeciwnie. Napisalam o koniecznym twardym
            warunku. O terapii.To nie jest zgoda na dalsze picie, klamstwa itd.


            > Jak ktos chce sie bawic w masochiste to niech sobie pomieszkuje z
            psychopatami
            > i
            > alkoholikami ktorzy to co dnia o poranku beda latac na terapie i do
            spowiednika
            > aby wieczorem przywlec sie pijanym i przywalic.

            Mysle ze nie do konca rozumiesz. Czlowiek uzalezniony - nie moze pic w czasie
            terapii. Kazda 'zalamka' powoduje ze musi wrocic do punktu wyjscia.
            Wielka odwage wykazuje kobieta ktora decyduje sie na wspolna terapie z
            uzaleznionym partnerem. To akt milosci. Nie zasluguje na taka ocene jaka tu
            prezentujesz.

            Kobiety ktore latami trwaja w koszmarze myslac ze kolejne picie meza to
            juz ...naprawde ostatni raz /bo on przeprasza, zaluje, obiecuje/ - potrzebuja
            wsparcia by moc zdecydowac - i postawic mu warunek : albo-albo. Zwykle nie
            robia tego ... bo rodzina, dzieci, bo on sie stoczy, straci prace itd.

            A powinny to zrobic.

            > Bo nie dorosl. Jest na etapie malego Jasia ktory nie tylko chce miec kazda
            > zabawke ale jeszcze klamie ze jej nie ukradl. Byc moze wyrosnie z tego ale jak
            > napisalem powyzej to jest jego problem.

            Ludzie rzadko sa doskonali. Jesli nie sa malymi Jasiami z problemami to sa
            duzymi Jasiami z problemami.

            lune
            • scept89 milosc Ci wszystko wybaczy... 11.08.06, 22:21
              lune napisała:

              > scept89 napisał:
              >
              >
              > > Zrozum, mnie nie interesuje czy moj partner/partnerka bil bity/upadl na g
              > lowe
              > w
              > > dzicinstwie czy tez szef go w pracy wqurza -> tak dlugo jak z jego/je
              > j obja
              > > wami
              > > nie da sie zyc nie ma mowy o pozwoleniu na tluczenie, pijanstwa, zdrady,
              > hazard
              > > ,
              > > narkotyki. Maz jednej z moich kolezanek przegral ich wspolny dom i samoch
              > od:
              > > wyslesz kretyna na leczenie a potem bedziecie zyli dlugo i szczesliwie?
              > > Wolne zarty.
              >
              >
              > Jasne ze mozna cepem. I ze nic cie nie obchodzi. Ale ja biore pod uwage ze Ona
              > najzwyczajniej w swiecie moze go kochac. A gdy sie kogos kocha - to wspiera sie
              > go gdy CHCE WYJSC Z UZALEZNIENIA. Ale 'chce' jest warunkiem.

              Pewnie ze mozna i tak. Pytanie czy w miare normalne zycie jest mozliwe z gosciem
              ktory obrzydliwie zawiodl nasze zaufanie. Jesli lubisz bawic sie w paranoje to
              glowkuj za kazdym razem kiedy spoznil sie z roboty czy byl u prostytutki czy tez
              mu jedynie tramwaj mu uciekl.
              • lune Re: milosc Ci wszystko wybaczy... 11.08.06, 22:29
                scept89 napisał:

                > Pewnie ze mozna i tak. Pytanie czy w miare normalne zycie jest mozliwe z
                goscie
                > m
                > ktory obrzydliwie zawiodl nasze zaufanie. Jesli lubisz bawic sie w paranoje to
                > glowkuj za kazdym razem kiedy spoznil sie z roboty czy byl u prostytutki czy
                te
                > z
                > mu jedynie tramwaj mu uciekl.


                Jesli 'obrzydliwie zawiedzione zaufanie' przyprawia o paranoje - to z pewnoscia
                tak zyc nie mozna :)

                A co do wybaczania ... Zakladasz ze czlek powinien byc nieomylny i bezbledny ?
                Moze i powinien - ale nie jest. Umiec wybaczyc nie kazdy potrafi ale kazdy
                chcialby by jemu wybaczono gdy zbladzi.


                lune
                • lilajka Re: milosc Ci wszystko wybaczy... 13.08.06, 12:57
                  I każdy chciałby, żeby go szanowano. Prawda?
    • szfedka ufałaś... 11.08.06, 15:53
      I dobrze, tak powinno być. Nie wyrzucaj sobie że głupia byłaś że nie
      kontrolowałaś. Co to za związek, za małżeństwo gdzie człowiek niepewny cały
      czas chodzi? Dla Ciebie jest lepiej że to wyszło teraz...
      Facet jest wyjątkowym sk...sorry, szkoda Twego życia dla niego.
      • hiacynaa Re: ufałaś... 12.08.06, 23:39
        Co nowego? Przedwczoraj znalazlam kolejne ogloszenie (z tego samego okresu, z
        ktorego bylo to pierwsze): jest jeszcze bardziej dolujace, oprocz wspolnych
        wakacji proponowal panienkom stale sponsorowanie (wynajem mieskania).
        Dodam, ze wtedy mial juz stala kochanke, z ktora sypial, i ona go zwodzila,
        miala z nim jechac na wakacje, nie pojechala, i wtedy dal to ogloszenie o
        sponsowrowaniu, ale twierdzi ze jakosc materialu ktory zglosil sie na to
        ogloszenie byl tak dolujacy, ze nie skorzystal
        Wyczyscil konto, wzial (bez mojej wiedzy) i sprzedal czesc cennej bizuterii po
        dziadkach.
        Reszta bizuterii plus oryginaly jego ogloszen (to byly ogloszenia w gazecie,
        oni daja rachunek zawierajacy tekst ogloszenia i dane ogloszeniodawcy wraz z
        jego podpisem!) - wszystko to spoczywa sobie w skrytce bankowej. Zeby nie
        kusilo.
        Kurde, a ja go naprawde mialam za ... swietego. Ufalam mu bezgranicznie.
        Wszyscy, cale otoczenie, sasiedzi, rodzina i znajomi maja o nim dobra opinie.
        Blaga o wybaczenie. Mialam strasznie mieszane uczucia. W koncu zdecydowalam
        sprobowac, ale jeszcze raz go zlapie, ze wychyli sie na milimetr w bok, ba, na
        pol milimetra, i diametralnie koniec.
        Bardzo madra osoba ktora ma spore doswiadczenie zyciowe zdecydowanie odradzila
        mi ten jego wolontariat w hospicjum: znikalby znowu na cale dni i moze noce,
        poza tym Ona powiedzialam "kobieta ktora pochyla sie nad umierajacym jest
        piekna, mezczyzni postrzegaja ja jako aniola - co nieuchronnie prowadzi do
        pojawienia sie uczuc.
        Nie pozwole z siebie robic idiotki.
    • milenna5555 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 00:10
      Jestem pełna podziwu dla Twojej determinacji. Ale dotrzymaj danego sobie słowa.
      Jeszcze raz pozdrawiam. M.
      • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 00:33
        Widzicie, jest jeszcze jedna kwestia: cztery lata temu bylam bardzo, bardzo
        ciezko chora (guz) i on miesiacami nie odstepowal mojego lozka, i w domu i w
        szpitalu...
        Ten czlowiek sklada sie ze sprzecznosci: tu dziwki i przywlaszczenie cudzego
        mieia, potem hospicja i kontemplacja!
        Gdzie tu jest logika jakas?
        No doslownie jak bohaterzy Dostojewskiego...
        • slawomir_239 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 01:04
          Zbrodnia Ikara ? może ma bogatą osobowość.
          • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 01:28
            Co to znaczy "zbrodnia Ikara"?
            • slawomir_239 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 01:37
              Dostojewski,gdzieś przeczytałem tą wersję tytułu i wydała mi się zabawna.
        • no1teresa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 01:38
          to moze chodzi o poczucie bycia waznym i potrzebnym
          moze na codzien jestes bardzo samodzielna, dobrze zorganizowana, ze wszystkim
          swietnie sobie radzisz bez niego (ta swoboda) i on nie czuje sie niezbedny?
          a w chorobie i w relacjach z panienkami byl prawdziwym mezczyzna: to on sie
          opiekowal, wymyslal, organizowal, kupowal, fundowal ?
          tak sobie glosno mysle
          te skrajnosci nasunely mi tez mysl, ze moze wchodzi w gre BPD (Borderline
          Personality Disorder)?
          • maureen2 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 03:13
            te skrajności to rzeczywiście BPD, powszechnie znane jako ekspiacja.
        • abasia471 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 02:04
          Uważam, że najpierw powinnaś się zająć sobą, a mężowi dać szansę na określenie
          się. Facet ma niezaprzeczalnie problemy, ale powinien je rozwiązywać sam.
          Robienie za żandarma w małżeństwie mija się z celem. Gdyby to chodziło o mnie,
          to najpierw poszłabym do dobrego psychologa, który pomógłby mi uwolnić się z
          uzależnienia i brania całkowitej odpowiedzialności za życie partnera. Następnie
          załatwiłabym sprawy formalne, żeby nie obudzić się po jakimś czasie z ręką w
          nocniku. Trzecią rzeczą byłoby danie mężowi szansy i zaproponowanie mu terapii,
          ale to on musiałby być odpowiedzialny za jej przebieg od początku do końca.
          Żadnego niańczenia, sprawdzania, prowadzenia za rączkę. Umiał organizować sobie
          dziwki, to niech się wykaże i zorganizuje sobie życie na nowo, licząc się z
          Twoimi warunkami. W innym wypadku nic z tego nie będzie. Zabawa w głupiego
          jasia może trwać latami, a jej efektem będzie zmarnowane życie całej rodziny. I
          uwierz mi, że to że wypadł Ci z ręki widelec, na jakimś przyjęciu to będzie
          pryszcz w porównaniu z tym, co Cię czeka w przyszłości. Dorośli ludzie biorą
          odpowiedzialność za swoje życie i to jest właśnie moment w którym każde z was
          musi się tą dorosłością wykazać.
          • miezekatze_78 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 02:30
            A dlaczego droga Hiacyno, nazywasz te dziewczyny dziwkami?
            Musisz się dowartościowywać w ten sposób?
            Uważasz, że jesteś od nich lepsza, dlatego, że udało Ci się zaobrączkować
            faceta? Zresztą powiedzmy sobie szczerze, zwykłego głupka.

            To tak tylko pozostawiam do refleksji

            .........
            Morgen wirst du sein was du heute denkst
            • abasia471 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 13.08.06, 15:22
              miezekatze_78 napisała:

              > A dlaczego droga Hiacyno, nazywasz te dziewczyny dziwkami?
              > Musisz się dowartościowywać w ten sposób?
              Może ja odpowiem. Kobieta która za pieniądze daje d..y, jest dziwką i nie ma o
              czym dyskutować. I faktycznie jeżeli się tego nie robi można mieć lepsze
              samopoczucie od tych kobiet, które to robią. Dziwi mnie to, że tego nie
              rozumiesz.
              • lune droga abasiu471 13.08.06, 17:26
                abasia471 napisała:


                > Może ja odpowiem. Kobieta która za pieniądze daje d..y, jest dziwką i nie ma
                o
                > czym dyskutować.


                Powalila mnie ta mysl.

                lune

                ps. zapytaj jakiegos faceta jaka jest roznica pomiedzy dziwka a prostytutka -
                to ci powie /chyba ze bedzie nieszczery ;)/
                • abasia471 Re: droga lune 13.08.06, 19:45
                  Bawisz się w filozofię tam gdzie jest fizjologia, a jeżeli jakaś myśl Cię
                  powala to może jesteś nieprzyzwyczajona do myślenia. Dla mnie dziwka i
                  prostytytka, to w tym wypadku wyrazy bliskoznaczne.
                  • lune :))) 14.08.06, 10:13
                    abasia471 napisała:

                    > Bawisz się w filozofię tam gdzie jest fizjologia, a jeżeli jakaś myśl Cię
                    > powala to może jesteś nieprzyzwyczajona do myślenia. Dla mnie dziwka i
                    > prostytytka, to w tym wypadku wyrazy bliskoznaczne.

                    Wg slownika : prostytutka to 'kobieta zarobkujaca prostytucja'
                    natomiast 'dziwka' to wulgarne okreslenie osoby ktora 'zle sie prowadzi'

                    Slowo 'dziwka' pada na tym forum czasami - i niekoniecznie okresla 'osobe
                    zarobkujaca prostytucja' ; bywa ze tak okreslaja partnerzy swoje partnerki
                    przylapane na niewiernosci ; bywa ze zdradzane kobiety tak nazywaja 'te
                    trzecie' ktore sa obiektem zainteresowania ich facetow ;

                    'dziwka' jest slowem wulgarnym, wyraza negatywne emocje

                    bo coz to oznacza ze ktos 'zle sie prowadzi'? gdzie jest granica po
                    przekroczeniu ktorej mozna tak kogos nazwac ?

                    dlaczego zdradzajaca kobieta staje sie 'dziwka' a zdradzajacy facet - nie ...
                    natomiast 'dziwka' jest 'ta trzecia' ?

                    bardzo zagadkowe :)

                    lune

                    ps. nie badz taka nadeta :))))


                    • hiacynaa Re: :))) 14.08.06, 10:17
                      Jezeli pani zglasza sie na ogloszenie o sponsorowaniu, to nie jest chyba
                      urocza, niesmiala romantyczka.
                      • lune oczywiscie 14.08.06, 13:55
                        hiacynaa napisała:

                        > Jezeli pani zglasza sie na ogloszenie o sponsorowaniu, to nie jest chyba
                        > urocza, niesmiala romantyczka.


                        ze oznacza to iz gotowa jest swiadczyc uslugi seksualne w zamian za pieniadze,
                        jest wiec prostytutka /moim zdaniem/; nazywanie oplaty za te uslugi -
                        sponsorowaniem - sluzy chyba tylko poprawie samopoczucia ... facetowi ... bo
                        przeciez prostytutka jest "be" :)


                        lune

        • lune hiacynoo 13.08.06, 14:02
          im bardziej sie tu rozpisujesz tym wiecej nabieram przekonania ze nie tylko
          twojemu mezowi potrzebne jest poukladanie sie z soba ;

          zadziwiajaca idealistko :)

          dobrze ci zycze - nie draz tego na forum ale pojdz po porade do specjalisty ;


          lune


          ps. chyba ze chodzi ci wylacznie o wylanie z siebie zalu - wylewaj wiec
    • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 14.08.06, 09:48
      I widzisz, teraz odwolal ten tygodniowy wyjazd z nia, kaja sie - a ja wiem, ze
      gdybym ogloszenia nie znalazla, toby wyjechal.
      Czego mu w domu brakowalo?
      On mial w domu morze milosci; ja jestem uczuciowa osoba, mamy cudowne dziecko.
      Nie jestem zaniedbana, ale nie jestem typem wymuskanej panienki; kupuje sobie
      sporo ciuchow, codziennie rano myje wlosy, preferuje delikatny makijaz, nie
      utylam. Fakt, ze nie mam duzo sily fizycznej i mam raczej delikatne zdrowie,
      ale tego nie zmienie.
      Moja rodzina odrozniala sie tym, ze dawalam facetowi pelna wolnosc w
      wychodzeniu, wyjazdach itp. Inne moje kolezanki tego nie robia.
      Ale jak mowie- on pielegnowal mnie kiedys w potwornie ciezkiej chorobie jak
      niemowlaka.
      On mowi o sobie, ze stoczyl sie jak swinia (no trudno tu oponowac) i chce
      ponownie byc czlowiekiem. Zlo rodzilo zlo, i tworzyla sie tu kwadratura kola.
      • szfedka Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 14.08.06, 12:06
        hiacynaa napisała:

        > I widzisz, teraz odwolal ten tygodniowy wyjazd z nia, kaja sie - a ja wiem,
        ze
        > gdybym ogloszenia nie znalazla, toby wyjechal.
        > Czego mu w domu brakowalo?
        > On mial w domu morze milosci; ja jestem uczuciowa osoba, mamy cudowne
        dziecko.
        > Nie jestem zaniedbana, ale nie jestem typem wymuskanej panienki; kupuje sobie
        > sporo ciuchow, codziennie rano myje wlosy, preferuje delikatny makijaz, nie
        > utylam. Fakt, ze nie mam duzo sily fizycznej i mam raczej delikatne zdrowie,
        > ale tego nie zmienie.

        No wlasnie, perfekt Matka Polka. Moze nie tak czego mu brakowalo a czego mial w
        nadmiarze.
        Nie widze tu wpisu o seksie na przyklad? Jak z tym? Glowa cie czesto boli?

        No i czemu sie jego nie zapytasz o to dlaczego raily go inne panienki?

        Jedno jest pewne, jezeli chcesz utrzymac ten zwiazek (a to wynika z Twoich
        postow) to obydwoje musicie uporzadkowac swoje zycie. Obydwoje potrzebujecie
        terapeuty. Wasz zwiazek jest chory i dlatego on szuka czegos innego.
        • no1teresa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 14.08.06, 12:27
          raczej wyglada na to, ze to on jest chory i w zwiazku z tym oboje potrzebuja
          terapeuty
        • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 14.08.06, 21:33
          Bylo o seksie: byl czesty, urozmaicony. Nigdy nie bolala mnie glowa. Ani razu w
          zyciu.


          szfedka napisała:

          >
          > No wlasnie, perfekt Matka Polka. Moze nie tak czego mu brakowalo a czego mial
          w> nadmiarze.
          > Nie widze tu wpisu o seksie na przyklad? Jak z tym? Glowa cie czesto boli?
          >
          > No i czemu sie jego nie zapytasz o to dlaczego raily go inne panienki?
          >
          > Jedno jest pewne, jezeli chcesz utrzymac ten zwiazek (a to wynika z Twoich
          > postow) to obydwoje musicie uporzadkowac swoje zycie. Obydwoje potrzebujecie
          > terapeuty. Wasz zwiazek jest chory i dlatego on szuka czegos innego.
          >
          >
    • podobny1 Bylem z tej drugiej strony i... 14.08.06, 14:21
      ...wydaje mi się wiem co czujesz i jak bardzo boli Cię ta sytuacja.
      Nie jest to może dokładna kopia Twojej sytuacji. W przeciwieństwie do Twojego
      faceta ja nie kryłem się za bardzo przed moją kobietą z moimi poglądami,
      pragnieniami i potrzebami. Ale powody, mechanizm i postawy są pewnie bardzo
      podobne, dlatego zdecydowałem się napisać ten post.
      Spędziłem setki godzin na rozmowach na ten temat ze swoją kobietą i chyba coś
      do mnie dotarło z jej argumentacji.
      To, że nadal jesteśmy razem i od paru lat przeżywamy chyba najlepsze lata
      naszego związku chyba świadczy o tym, że również do Niej coś dotarło z moich
      słów. Gdyby Ona okopała się w swoich żelaznych zasadach, ideałach i pasłaby się
      nieustannie swoim poczuciem "krzywdy" to pewnie już dawno byśmy ze sobą nie
      byli.
      Przeczytałem dość dokładnie Twoje posty i dla mnie wynika z nich, że pomimo
      tego wszystkiego co się wydarzyło, bardzo się kochacie i nie chcecie się
      rozstać, ale nic z tego nie będzie jeśli nie nauczycie się ze sobą szczerze
      rozmawiać, a to będzie niemożliwe dopóki Ty będziesz tłumaczyć sobie jego słowa
      i potrzeby kierując się tylko i wyłącznie swoim-kobiecym systemem wartości i
      potrzeb. To do niczego nie prowadzi. Jeśli nie zrezygnujesz z dogmatu, że
      jedyny słuszny prawdziwy obraz świata, ludzkich potrzeb i pragnień to taki,
      który Ty odczuwasz to nic z tego nie będzie.
      Wg. żelaznych kobiecych kryteriów facet, taki jakim naprawdę jest, zawsze
      wyjdzie na potwora i zwierzaka, którego należy trzymać w klatce a jeżeli się go
      nawet na chwilę wypuści to nie wolno go nawet na sekundę spuszczać z oka.
      Podobnie jest w drugą stronę: Kobieta oceniana oczami faceta wg jego kryteriów
      zawsze wychodzi na głupiutką cipkę, z którą nie warto rozmawiać, bo nie trzyma
      się żadnych zasad a której tylko kasa i jakieś duperele w głowie.
      A to oczywiście nieprawda.
      Początkowo, wynikiem moich rozmów z moją kobietą był szok. Wydawało mi się, że
      skoro jesteśmy ze sobą 10 lat to znamy się i rozumiemy jak nikt. A tu się
      okazało, że co prawda żyliśmy razem, darzyliśmy się głęboką miłością,
      szacunkiem i każde z nas było gotowe do poświęceń ale tak naprawdę to nie
      mieliśmy pojęcia co siedzi w naszych głowach. Ja myślałem, że ona myśli tak jak
      ja a ona myślała, że ja myślę tak jak ona. Jeśli wydarzało się coś co zakłócało
      ten obraz to interpretowaliślimy jako żart albo zły dzień partnera i tak sobie
      żyliśmy ze sobą ale tak naprawdę obok siebie. Ja miałem poczucie, że żyję w
      prawdzie i o wszystkim co czuję i robię mówię swojej kobiecie i Ona tak samo.
      Jednak to okazało się ułudą, dla niej moje słowa znaczyły zupełnie coś innego i
      odwrotnie. Gdy zaczęliśmy ze sobą głębiej rozmawiać to okazało się, nawet
      znaczenie tego co wspólnie oglądamy i widzimy w jednym momencie własnymi oczami
      jest dla nas różne i co innego zostaje nam w pamięci. Wiele miesięcy zajęło nam
      powtórne poznawanie się, krok po kroku, często w bólach i na granicy
      wytrzymałości psychicznej. Ale warto było i udało się wszystko poskładać do
      kupy w sposób znacznie lepszy niż poprzednio...czego i Wam życzę.

      Nie wydaje mi się, żeby Twój mężczyzna był chory i nienormalny.
      Z tego co wiem z rozmów z setkami facetów, w różnych sytuacjach, krajach i
      kręgach kulturowych to nie przeżywa on niczego nietypowego. Właściwie to niemal
      każdy facet w długoletnim związku przez coś takiego, z różnym natężeniem
      emocjonalnym i różnymi objawami, przechodzi. A to, że w jego przypadku wygląda
      to tak jak wygląda wynika z tego, że bardziej niż inni przejmował się wierzył w
      wyznawane przez siebie zasady, które nijak się mają do rzeczywistości.

      PS. Jeśli myślisz, ze wiedza jak taka sytuacja i generalnie długoletni związek
      wygląda od strony faceta to napisz na gazetowego maila.
      • no1teresa niesamowite 14.08.06, 14:58
        ja sie b.ciesze, ze odezwal sie doswiadczony i madry facet, chociaz mnie
        osobiscie Twoja wypowiedz odbiera resztki zludzen na dogadanie sie z meska plcia
        jestem bardzo zainteresowana ciagiem dalszym, mysle, ze nie tylko ja chcialabym
        Cie pociagnac za jezyk
        zatem, czy moglbys podzielic sie "wiedzą jak taka sytuacja i generalnie
        długoletni związek wygląda od strony faceta" tu, na forum?
        • podobny1 Re: niesamowite 15.08.06, 11:51
          Dzięki za miłe słowa, choć moim zdaniem otrzymałem je trochę na wyrost.
          Niestety nie jestem w stanie spełnić Twojej prośby.
          Taki opis zawierałby zbyt wiele osobistych czy wręcz intymnych fragmentów.
          Ciężko mi takie rzeczy robić publicznie. To zakrawałoby dla mnie o głęboko
          posunięty ekshibicjonizm.
          Ponadto wątpię, czy komukolwiek by się to do czegoś przydało.
          Z doświadczenia wiem, że takie wynurzenia mogą trafić tylko do osoby, która
          aktualnie przeżywa podobną sytuacje i jej napięcie emocjonalne z tym związane
          pozwala widzieć, słyszeć i kojarzyć więcej niż normalnie. To pozwala jej
          przypisywać poszczególne opisy i przykłady do sytuacji, które przeżyła i świeżo
          ma w pamięci a mózg intensywnie nad nimi pracuje.
          Dla postronnych obserwatorów takie wynurzenia przeważnie niczym się nie różnią
          od setek artykułów na ten temat na necie, może poza gorszym słownictwem i
          stylem lub kolejnością poruszanych tematów. Dlatego moim zdaniem nie ma to
          większego sensu.
          Mam nadzieję, że mnie rozumiesz i niczym Cię nie uraziłem.

          pozdrawiam
    • skrzydlate Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 15.08.06, 18:52
      ale głupek, nawet zony zdradzic nie umie z klasa... palant i zasluguje na troche
      piekiełka.. tak.. nie sądzę, zeby swiat skladal sie z samych doskonalosci i
      umiem zrozumiec ludzkie slabosci. ale do licha... nalezy przede wszystkim zadbac
      o uczucia najblizszych!!!

      jestem sama od wielu lat, taka sytuacja powoduje troche inne relacje ze swiatem
      i inne nieco kontakty, inne zwierzenia.. innych ludzi... niz gdyb bylam
      "szczesliwą" mezatką... no i rozni tam tacy sie krecili naokolo mnie... no i
      opadły ze mnie wszystkie złudzenia na temat panów.. pań zresztą tez.. niektore z
      zapalem godnym lepszej sprawy oklamuja same siebie.. bez sensu.. trzymaja calym
      sercem fikcje i tak zyja... inne oszukuja swoich kochajacych facetow.. tak samo
      jak mezczyźni... juz lepiej potraktowac te niewygody bardziej filozoficznie, tak
      mysle... panowie sa naprawde bardzo różni, ale seks jest dla nich troche czyms
      innym niż dla nas... dobrze jest zdac sobie sprawe, ze oni naprawde traktują to
      inaczej niz my, niektorzy potrafia kochac jedna kobiete mocno i powaznie a druga
      tak jakos niepowazniej.. i jeszcze trzecia tak calkiem na niby... i one to kupują ;)

      myslę, ze sa niereformowalni, mężczyzny nie mozna zmienic, mozna go tylko
      zamienic..

      nauczyc sie zyc w tym niedoskonalym swiecie i starac sie zebrac dla siebie to co
      lda nas najwazniejsze... ale nie oczekujmy cudow pd naszych bliźnich... znalam
      mezczyzn zabojczych, na ktorych widok wiele kobiet usmiechalo sie ciekawie... a
      ich zony grzezly w hipokryzji i samotnosci, znalam swietych i dobrych, tzw
      wspanialych mezow, ktorzy tak naprawde nie umieją nawet sensownie i
      komunikatywnie porozmawiac z kobieta .. sa zdziadzialymi i potwornie
      narzekającymi zrzedami.. to sa dwa bieguny... jak znaleśc tego idealnego posrodku?

      trzym sie
      • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 17.08.06, 00:18
        Wiesz, przynajmniej nie doszlam do wniosku, ze jestem stara i brzydka.
        Zawsze cos.
      • podobny1 Ale super post!!!! 17.08.06, 00:47
        Jestem porażony. Nigdy nie czytałem czegoś co trafniej opisywałoby faceta w
        oczami prawdziwej i doświadczonej kobiety, chociaż to oczywiście mała część
        całego postu. Ja tak kumplowi kobiety zgrabnie opisać nie potrafię:)
        Pozdrawiam
        • hiacynaa Re: Ale super post!!!! 17.08.06, 00:54
          O jakim poscie myslisz???

          podobny1 napisał:

          > Jestem porażony. Nigdy nie czytałem czegoś co trafniej opisywałoby faceta w
          > oczami prawdziwej i doświadczonej kobiety, chociaż to oczywiście mała część
          > całego postu. Ja tak kumplowi kobiety zgrabnie opisać nie potrafię:)
          > Pozdrawiam
          • podobny1 Re: Ale super post!!!! 17.08.06, 00:59
            Sorry:( zapomniałem dodać: chodziło mi o post "skrzydlate".
            Twój post też mnie bardzo ucieszył i też miałem do Ciebie pisać, ale chyba już
            dziś nie dam rady. Padam po dniu pełnym wrażeń.
            Dobranoc i wierzę, że wam się wszystko fajnie ułoży.
            Nawet fajniej niż było dotychczas:)
            • hiacynaa Re: Ale super post!!!! 17.08.06, 01:10
              Wybaczcie, wiem ze ten post o jej wygladzie byl plytki, ale widzicie...
              Budowalam sobie jej obraz: wamp, paznokcie na pol metra, mini po pępek. Czyli
              klasyczna szparka sekretarka. Nie czulam sie troche zdolna konkurowac z takim
              stworzeniem.
              A tu - zdumienie totalne.

              • podobny1 Re: Ale super post!!!! 17.08.06, 22:22
                Wcale ten Twój ostatni post nie był płytki! tzn. jakiś strasznie głęboki to on
                oczywiście też i nie był, ale też i nie o to w tym momencie chodziło. To co mi
                się w nim najbardziej spodobało to jego autentyczność i w ładunek Twojej
                radości w nim zawarty:)

                A tak wogóle to napewno niepotrzebnie zwątpiłaś w swoją atrakcyjność.
                Nigdy Cię na oczy nie widziałem, ani nie słyszałem Twego głosu. Nie wiem też
                ile masz lat. Ale jakoś od przeczytania pierwszego zdania Twojego postu miałem
                pewność, że jesteś super laską.
                A gdy doczytałem Twój pierwszy post do końca, to byłem pewien, że na całym
                świecie i również w Twojej bliskiej okolicy jest dużo fajnych facetów, którzy
                marzą o tym, żeby być z taką kobietą.
                I to nie są wygłupy, ani jakieś ściemnianie-tak mi intuicja podpowiedziała i
                już:)
                I please-nie chcę słyszeć, że jest odwrotnie! Jak już nutka przekory w tobie
                zadźwięczy to opanuj ją! Przynajmniej uszanuj mój wysiłek jak włożyłem w to,
                żeby sobie taki Twój obraz w swojej własnej głowie wybudować i nie niszcz mi
                go:)

                Fajnie, że w końcu, po serii samych postów, z których biło tylko poczucie
                krzywdy, pesymizm, cierpienie i zniechęcenie nagle zaświeciło słoneczko,
                pojawiła się jakaś radość. Narazie mała, ale dająca nadzieję na serie większych.

                Bardzo fajne i budujące też jest to, że pomimo tego, że statystycznie
                zdecydowana większość postów na twój wątek jest za Waszym rozstaniem lub
                wysłaniem Twojego faceta do psychiaty Ty mówisz NIE.
                Niektórzy lub niektóre pewnie nawet wysłaliby go na Marsa. Radykaliści
                najchętniej by go zgładziłi, a Ci z ciągotkami sadystycznymi wcześniej jeszcze
                chętnie by go sobie, przynajmniej przez chwilkę, potorturowali.
                A Ty mimo wszystko każdym swoim postem dajesz wyraz Twojego głębokiego uczucia
                do Złoczyńcy. Nie szukasz tanich wytłumaczeń, potrafisz w tak ekstremalnej
                sytuacji przypomnieć sobie i dostrzec złoczyńcy zalety lub dobre uczynki.
                Poprostu czad! Może się mylę, ale tak jakoś mi się wydaje, że większość ludzi w
                takiej sytuacji zostałaby przytłoczona ilością negatywnych rad, uzbroiłaby się
                w nienawiść do Złoczyńcy, schowałaby się za paragrafami. Później na poczuciu
                własnej, niewybaczalnej krzywdy ruszyłaby do walki na śmierć i życie o
                zagarnięcie tego co jeszcze wartościowego z tego wspólnego epizodu pozostało.
                A Ty NIE!

                Oprócz tego co w Twoich postach przeczytałem i z nich się dowiedziałem to jest
                jeszcze parę akspektów, w które wierzę, że są dla mnie są takie jak dalej
                opisuję:

                Wierzę też w tym huraganie myśli jaki ostatnio wieje w Twojej głowie, czasem
                pojawia się lekki zefirek wiejący wbrew fizyce typu: "No jasne, zrobił
                strasznie źle! Niewybaczalne! Ale czy ja znowu taka święta w tym wszystkim
                byłam? Może ja też robiłam takie rzeczy, które dla Złoczyńcy w tamtym momencie
                miały wagę niemal taką, jak to co on teraz zrobił mi. Czy przypadkiem ja
                również się temu, w jakiś sposób, wtedy napewno nieświadomie, przysłużyłam"

                Wierzę też, że po euforii tym, że wróg jest brzydki, nic sobą nie reprezentuje
                i pokonanie go to pestka, nadejdzie chwila konstruktywnego działania a
                następnie refleksja: "Jak to jest możliwe, że mój facet, który zawsze
                deklarował, że jestem najpiękniejsza na świecie, wzbudził w sobie jakieś
                uczucie do tak brzydkiego wroga! Przecież to się kupy nie trzyma! Do tej pory
                wszystko we mnie mówiło, że jeżeli On kiedykolwiek się zainteresuje się jakąś
                inną kobietą to będzie to jakaś niewyobrażalna wręcz Seksbomba!":) A tu nie! I
                to nie jest sen! To się dzieje naprawdę!
                Mam nadzieję, że końcowym wnioskiem z tych rozważań, które niechybnie nastąpią,
                nie będzie to, że złoczyńca jest jakimś zboczeńcem i właściwie to cud że do tej
                pory nie zostałam przez niego ciemną nocą jeszcze zamordowana:)
                A wydaje mi się, że jeśli będziesz twardo bronić swoich ideałów, które do tego
                wydarzenia wyznawałaś, to będzie jedyne logiczne wytłumaczenie. A sama wiesz
                najlepiej, że tak nie jest. A taki wniosek pociąga za sobą kolejne, jeszcze
                bardziej niewygodne pytania, które niechybnie prowadzą do kolejnego zaniżenia
                własnej wartości. A to nie jest prawda. To jest dobry moment startowy na
                przemyślenie swoich ideałów,swojego zestawu wartości i zadanie sobie
                pytania: "Może przydałoby się moim ideałom i poglądom jakieś lekkie odświeżenie
                albo przystosowanie do panujących realiów?"

                No przyszedł czas na najważniejsze, z Twoich postów wynika, że dopiełaś swego!
                Wiem doskonale, że będąć w środku wydarzeń, świeżo po osobistej tragedii i
                rozchwianiu fundamentów osobowości tego się nie zauważa. Na pewno uczucie bólu
                i zagrożenia zwycięża wszelkie inne odczucia. Nie ma możliwości, żebyś z tego
                powodu odczuwała taką prawdziwą radość i satysfakcję. Ale takie są fakty.
                Złoczyńca obiecał wszystko co chciałaś. Jest nastraszony maksymalnie. Trochę
                dotarło do niego jak wielką krzywdę Ci wyrządził.
                Może niekoniecznie Jego organizm i serce jest gotowe już obiecać Ci z czystym
                sumieniem to samo co pod wpływem strachu, obiecał Tobie już Jego mózg. Ale
                napewno jego mózg dołoży wszelkich starań aby jego organizm i serce, przy
                zauważeniu nawet najmniejszego objawu że sytuacja może się powtórzyć, z
                maksymalną bezwzględnością go spacyfikować...przez jakiś czas.

                I chociaż to może dla Ciebie w tym momencie niezauważalne, to teraz przed tobą
                stoi najważniejsza decyzja, która zadecyduje o tym, czy wasz związek dalej
                będzie szczęśliwy i trwał do końca waszych dni, czy też nie i dalej nastąpi
                najwyżej odsuniecie w czasie tego co nieuchronne.
                A ta decyzja dotyczy głównie tego co Ty z tym teraźniejszym moralnym
                zwycięstwem nad Złoczyńcą zrobisz.

                Wybór jest w Twoich rękach. Możliwości jest wiele. Mieszczą się między dwoma
                ekstremalnymi przypadkami opisanymi poniżej:

                a) Zostaniesz w tym związku z powodu wyższych racji, wyznawanych ideałów i dla
                dobra dziecka ale na statusie dożywotnio-pokrzywdzonej. Do końca życia będziesz
                mu wypominała jaki on jest zły i używała tego argumentu do tłumaczenia
                wszystkich swoich przyszłych grzeszków i grzechów. Będzie to wg. Ciebie
                normalna i naturalna reakcja na jego grzech pierworodny. Za przykładem swoich
                koleżanek, które trzymają swoich facetów na krótkiej smyczy, wyznaczysz twarde
                i nieprzekraczalne reguły a radość z dalszego życia będziesz czerpać z ich
                zaostrzania, zmieniania ich wg. swojego widzimisię i karania złoczyńcy za
                najmniejsze odstępstwa.
                Ale radzę, nim się na to zdecydujesz, przyjrzeć się dokładnie związkom tych
                swoich koleżanek czy aby napewno to jest to czego szukasz. Bo jakoś wątpię.

                b)Uda Ci się niektóre rzeczy z męskiego świata zrozumieći zaakceptować w małem
                stopniu jego inność, po jakimś czasie trochę wyluzować, znowu wyzwolić w sobie
                ciekawość tej inności tak jak to było gdy się poznaliście i w końcu dać
                złoczyńcy szansę na to, żeby pokazał, że nie jest aż tak zły jak to z jego
                ostatniego niewątpliwie barzo karygodnego występku by wynikało.
                Z tego co znam facetów, ich reakcję na różne sytuacje i znając waszą historię z
                Twojego opisu, to są bardzo duże szanse na to, że On już nie zawiedzie.
                Jeśli taką opcję wybierzesz jest bardzo duża szansa na to, że za jakiś czas w
                nagrodę, zamiast wieczorów ciszy lub kłótni lub w najlepszym wypadku wymiany
                suchych komunikatów na temat bieżącej sytuacji w rodzinie jak to przeważnie
                jest w przypadku wyboru opcji a), otrzymasz wieczory pełne czułości i miłości,
                długich, wciągających i prawdziwych rozmów bez potrzeby ukrywania czegokolwiek
                i pozbawione strachu przed sobą.

                Tego wam życzę i wierzę, że Twoja mądrość, którą już do tej pory pokazałaś,
                spowoduje, że wasze dalsze wspólne życie będzię dużo bliżej opcji b) niż opcji
                a)

                Pewnie, jeśli wogóle dotrwałaś do tego miejsca, zadajesz sobie pytanie komu i w
                jakim celu chce się płodzić tak długie listy na mój temat. Szczerze
                mówiąc...sam nie wiem:) Jakoś ostatnio wydaje mi się, że gdy moja kobieta jest
                daleko, to je
              • podobny1 urwało mi końcówkę:( cd. 17.08.06, 22:23
                Pewnie, jeśli wogóle dotrwałaś do tego miejsca, zadajesz sobie pytanie komu i w
                jakim celu chce się płodzić tak długie listy na mój temat. Szczerze
                mówiąc...sam nie wiem:) Jakoś ostatnio wydaje mi się, że gdy moja kobieta jest
                daleko, to jest to dużo ciekawsze zajęcie niż ściemnianie jakiś przypadkowych
                lasek po barach:)
                ...I mimo tonu i formy niektórych fragmentów nie traktuj tego listu jako próby
                przekonywania Cię do czegokolwiek. To jest tylko opis oczami faceta, który tak
                naprawdę g...o na Wasz temat wie, na bazie swoich doświadczeń i obserwacji
                wszystko sobie wymyślił i opisał. A czy on ma rację czy też nie to tego
                niewiadomo. Nie ma takiej możliwości, żeby na podstawie iluś tam postów
                opisujących małe fragmenty Waszego życia i tylko Twoimi oczami, tak naprawdę
                zrozumieć sedno sprawy. Ale napewno nie pisał tego w złej wierze. Nie po to,
                żeby Cię wprowadzić w błąd lub oszukać. Nie po to żeby Cię nastraszyć jakie to
                wszystko jest skomplikowane, bo jak się nawet najtrudniejszą rzecz robi krok po
                kroczku, nie oczekując, że efekt będzie od razu to prędzej czy później,
                (przeważnie później niż się początkowo myślało) przychodzi efekt i sprawy się
                układają.

                Pozdrawiam i życzę właściwych decyzji.
                • hiacynaa Re: urwało mi końcówkę:( cd. 18.08.06, 11:06
                  Drogi 'podobny1" - dziekuje za Twoja wypowiedz. Jestes wspanialym gosciem.
                  Wyobraz sobie, ze ja tez doszlam do podobnych wnioskow- pokajal sie, i nie robie
                  mu wyrzutow, awantur ani nic takiego. Staram sie z nim o tym spokojnie i z
                  sercem (!) porozmawiac. Glownie chodzi mi o problem alkoholowy: przeciez ktos
                  kto byl dobrym czlowiekiem nagle zmienia osobowosc: w domu draznili go
                  domownicy, mialam chwilami odczucie ze on nas nienawidzi, do tego kochanka, do
                  tego platny seks, wynoszenie z domu moich bardzo drogocennych rzeczy i
                  sprzedawanie ich. - o tym wiem, a czego nie wiem? Tego moze byc wiele, wiele
                  wiecej. On pil codziennie, nie wiem w jakich ilosciach, ale butelki znajdowalam
                  w piwnicy, pod ciuchami, w jego aktowce. TO JEDYNE WYTLUMACZENIE JAKIE WIDZE
                  KOMPLETNEJ ZMIANY JEGO OSOBOWOSCI.
                  Od 10 dni nie pije, ale chyba nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, bo
                  wczoraj kupil sobie piwo. Poprosilam, wiec nie wypil. Ale boje ze za pare lat
                  znowu sie zacznie, i wtedy przysiegam, przysiegam na wszystko co mi drogie, ze
                  juz nie bede probowac.
                  Nie robie mu wyrzutow, w przyszlosci moze czasem wychodzic z kolegami do pubu,
                  ale ja chce wiedziec do jakiego pubu (!). Chce zeby jego komorka lezala na
                  wierzchu. Chce widziec wyciagi bankowe. Czy to za duzo?
                  O wielu podlych rzeczach ktore zrobil nie napisalam, bo moglyby ew. pomoc
                  zidentyfikowac kim jestem...
                  • podobny1 Re: urwało mi końcówkę:( cd. 18.08.06, 13:51
                    Dzięki za uznanie:) Mocno na wyrost w stosunku do tego jaki tak na co dzień
                    jestem, ale i tak jest mi bardzo miło:)
                    Ja Ciebie wczoraj zasypałem komplementami, więc dziś przejdę od razu do
                    konkretów:)
                    Moim zdaniem koncentrujesz się na skutkach i objawach problemu a nie na jego
                    przyczynach.
                    Rozdrażnienie, popijanie, jakieś inne głupie i złe zachowania u faceta, który
                    kiedyś był dobrym, czułym i odpowiedziałnym małżonkiem są skutkami problemu a
                    nie jego przyczyną. A bez usunięcia przyczyny nic z tego nie będzie. Temat
                    będzie wracał. Będziesz działać po omacku, ciągle walczyć z objawami a problem
                    jak był tak będzie i cały wysiłek na nic.
                    Niestety dzis mam mocno limitowany czas a na weekend jestem offline.
                    Opisanie przyczyny jednym zdaniem i bez wyjaśnień spowoduje tylko Twój szok,
                    pewnie w to nie uwierzysz, a jeśli nawet, to wynikiem będzie Twoje totalne
                    zniechęcenie i poczucie niemożności wyjścia z problemu-a nie o To tu chodzi i
                    wcale tak nie jest:)

                    • hiacynaa Re: urwało mi końcówkę:( cd. 18.08.06, 14:22
                      To popijanie zaczelo sie juz wiele lat temu, praktycznie pare miesiecy po
                      slubie. O ile picie 7 dni w tygodniu mozna nazwac 'popijaniem'.
                      Podejrzewam ze przed slubem tez pil a tuz po slubie probowal rzucic.
                      Oczywiscie kazda moja uwaga byla uwazana za objaw bzika (choc nie, przekonalam
                      go i nie pil przez kilka miesiecy po urodzeniu dziecka).
                      Sadze ze ta generacja osobowosci jest na tle choroby alkoholowej. Znam podobny
                      przypadek (mily facet pil przez lata i stoczyl sie we wszystkich mozliwych
                      kierunkach)
                      On mowi, ze go strasznie ciagnie do tego alkoholu.
                      • podobny1 Re: urwało mi końcówkę:( cd. 18.08.06, 14:27
                        A jak długo byliście razem przed ślubem?
                        • hiacynaa Re: urwało mi końcówkę:( cd. 18.08.06, 14:32
                          Nie mieszkalismy razem. A ze on pija poznymi wieczorami, wiec moglam przeoczyc.
                          Znalismy sie okolo roku.
                          Najdziwniejsze jest to, ze przez caly czas nie bylo problemu z seksem- byl
                          czesty, bardzo udany, urozmaicony.
                          • podobny1 Powiem Ci szczerze, że... 21.08.06, 23:10
                            ...przez chwilę zwątpiłem w trafność swojej oceny i przestraszyłem się.
                            Wypisuję tu różne swoje teorie i myśli, przekonuję, czasem namawiam Cię do
                            różnych postaw a tym czasem rzeczywistość może być zupełnie inna. Bardzo
                            ciężko, widząc tylko niewielki fragmencik całości i nie mając nawet pojęcia o
                            niektórych rzeczach trafnie odgadnąć jaka naprawdę jest sytuacja.
                            Przez chwilę już chciałem Ci napisać, że poddaje się, sprawa mnie przerasta i
                            za przykładem innych poradzić Ci udanie się do jakiegoś specjalisty.
                            ...ale z po głębszym przemyśleniu i przeczytaniu Twoich opisów jeszcze raz,
                            wydaje mi się, że na takie rady z mojej strony jest jeszcze za wcześnie...i
                            znalazłem w sobie jeszcze siłę, żeby nadal być adwokatem diabła:)
                            Pewny oczywiście nie jestem, ale nadal mi się wydaje, że problem leży nie w
                            tym, że on sobie wieczorami popija a w czymś zupełnie innym. Nadal wydaje mi
                            się, że jego popijanie wynika z problemu a nie jest jego źródłem i przyczyną.
                            Z mojego doświadczenia wiem, że kobiety są bardzo przewrażliwione na punkcie
                            alkoholu. Jest to jak najbardziej zrozumiałe i nie jest to, broń boże, jakiś
                            zarzut.W końcu w przypadku gdy sprawa popijania wymyka się facetowi spod
                            kontroli to one i dzieci na tym pierwsze i najbardziej cierpią. Więc nie jest
                            to dziwne, że się bardzo tego obawiają.
                            Ale też wiem, że bardzo często problemu nie ma, nie ma żadnego zagrożenia a
                            kobiety niepotrzebnie wytwarzają atmosferę grozy.
                            W sumie ja też lubie sobie wypic z wieczorka piwko albo dwa.
                            Właściwie to zdarza mi się to niemal codziennie.
                            Dla mnie dzień który właśnie się kończy jest dniem OK i z którego jestem
                            zadowolony wtedy, gdy ma mniej więcej taki przebieg:
                            z rana powalczę sobie z moimi codziennymi wyzwaniami. Fajnie jest, gdy odniosę
                            jakiś sukcesik, nawet malutki:)
                            ...Ale nie za wszelką cenę.
                            Lepiej gdy w ferworze codziennej walki nie wyczerpię wszystkich sił. Fajnie gdy
                            później, po tym wszystkim, mam jeszcze radość i chęć na zabawę z córką, ciepłą
                            rozmowę o wszystkim i o niczym z moją Madam:). To zazwyczaj owocuje moim
                            wzmożeniem czułości i chęcią na wieczorne radosne figle:)
                            Po tak dobrze spędzonym dniu, w poczuciu radości i odprężenia, fajnie go sobie
                            podsumować na koniec zimnym piwkiem:)
                            Przeważnie moja kobieta już śpi. Nim zaśnie przeważnie znajduję siły i chęć na
                            wygłaskanie Ją na dobranoc jeszcze pleckach. Jak już zaśnie, to z piwkiem w
                            dłoni, zadowolony, jeszcze się chwilę pozastanawiam, co by tu porobić jutro,
                            myję zęby i idę spać:)

                            Czyli w sumie to podobnie jak Twój facet!

                            Oczywiście nie ma tak dobrze, że każdy dzień kończy mi się tak idyllicznie jak
                            powyżej.
                            Czasem od rana nic się nie udaje. Niby jestem w domu ale myślami cały czas
                            walcze ze swoimi (prawdziwymi lub urojonymi) problemami. Niby bawię się z córką
                            ale moja głowa jest gdzie indziej, nikt z tego zabawy za bardzo radości nie ma.
                            Cały czas jestem zamyślony i ciężko się ze mną skontaktować.
                            I co wtedy robie wieczorem? Tez wypijam piwko, jedno albo dwa:)
                            Jeśli moje cierpienia nie znajdują za bardzo zrozumienia u mojej Kobiety to
                            czasem robi się z tego trzy albo cztery piwka...a do tego milion fajek.
                            Jeśli moja kobieta w takim dniu jakoś potrafi to wyczuć i przenosi na "jutro"
                            wszelkie dodatkowe problemy jakie zna, powstrzymuje się od zadawania trudnych
                            pytań i robienia słusznych i uzasadnionych wyrzutów, to dużo mi łatwiej podczas
                            takiego parszywego dnia po ludzku funkcjonować
                            Zna mnie już troche i wie, że jak jest mały problem to z wieczora mi już
                            przejdzie. Jak problem jest większy to może to potrwać dłużej, ale max 3-4 dni.
                            Wiadomo, że po tak długim czasie to ja się tym smuceniem już tak zmęczę...że aż
                            się uśmiechnę:)
                            Nie stresuje się na zapas i wie, że swiat się nie zawali jeśli inne sprawy
                            poczekają parę dni.
                            A jeśli, mimo tak skandalicznego zachowania z mojej strony, zdobędzie się przed
                            snem na przytulenie, buziak, uśmiech i sakramentalne "Ale będzie dobrze,
                            tak?:)", to wtedy przeważnie pozostaje przy jednym piwku albo żadnym. A często
                            się też zdarza, że mimo tak złych prognoz, dzień pod koniec zmienia swe
                            parszywe oblicze i jest super:)
                            Oczywiście ja też rozumiem, że nie zawsze ona może sobie pozwolić na taką
                            wspaniałomyślność. Też ma swoje sprawy, problemy, czasem lęki i może nie mieć
                            siły na zgrywanie miłosiernej. Wtedy, jak sytuacja jest poważna, staram się
                            zapominieć o swoich problemach i staram się wczuć w Jej problem, odładając
                            swoje problemy na później. W końcu świat się nie zawali...:)
                            Też więc, jakby ktoś spytałby mnie, czy lubie alkohol to odpowiedziałbym, że
                            jasne!:)
                            Czyli w sumie to podobnie jak Twój facet!

                            Napewno nie jestem jakimś modelowym facetem, a tym bardziej jakimkolwiek wzorem
                            do naśladowania.
                            A może mnie się tylko wydaje? Może żyję w złudnym przeświadczeniu, że wszystko
                            jest OK a tak naprawdę to może ja też jestem już alkoholikiem???
                            Mam nadzieje, że nie:)

                            Nie lubię się upijać i nienawidzę porannego kaca. Ale raz na jakiś czas (rok,
                            dwa) zdarza mi się niechcący nieźle się zgrzać. I wtedy po wytrzeźwieniu mam
                            długo, długo mega-doła i alkoholowstręt:) Czuję, że przegiąłem, głupio się z
                            tym czuję i staram się to Moim kobietom jakoś wynagrodzić...i przez jakiś czas
                            mają ze mną lepiej niż zwykle:)
                            Jeszcze na usprawiedliwienie tego mojego alkoholizmu mógłbym dodać to, że nawet
                            podczas największych moich alkoholowych przegięć, nigdy nie jestem w stosunku
                            do moich kobiet agresywny. Nawet się nigdy nie zdarzyło tak żebyśmy się
                            pokłócili i wierzę mocno, że nigdy tak się nie zdarzy. Nie mieści mi się to w
                            głowie, żeby jakoś tak bardzo się upić, żeby tak się stało.
                            ...i tak się jakoś ten nasz żywot toczy:)

                            Znam też wielu innych facetów i wydaje mi się, że śmiało mogę stwierdzić, że
                            prawie wszyscy lubią alkohol!
                            Mam dwoch czy trzech kolegów, którzy nie piją, bo poprostu nie lubią. Na
                            podobnej zasadzie jak ja np. nie lubie śledzi. Wszyscy dookoła lubią śledzie a
                            ja nie! I nie mam na to racjonalnego wyjaśnienia. Nie lubię i już:)
                            Mam dwoch czy trzech kolegów, którzy nie piją, bo mieli z alkoholem poważny
                            problem i już się go tyle w życiu napili, narobili różnych głupot, wyjście z
                            tego tak wiele ich kosztowało, że mają dość. Wyrobił im się odruch wymiotny na
                            samą myśl. Ci też, przeważnie najaktywniej walczą o trzeźwość:)
                            Cała reszta znajomych mi facetów lubi alkohol, a jest ich pewnie ze stu:) U nas
                            lubią wodke, w Niemczech piwko, we Francji winko a w USA lubią wszystko:).
                            Jedni lubią bardziej albo mogą wypić więcej a inni mniej. Nie ma reguł.
                            Tych kliku, którzy mieli poważny z alkoholem problem opowiadało mi, że oni nie
                            zaczeli pić dlatego, że pewnego pięknego dnia tak bardzo polubili smak
                            alkoholu, że nie mogli się powstrzymać. Zaczęli uciekać od jakiegoś swojego
                            (prawdziwego lub urojonego) problemu. Z czymś nie mogli sobie w życiu poradzić
                            i aby choć na chwilę odciążyć głowę od niemiłych myśli zaczęli popijać coraz
                            więcej i więcej. Im więcej popijali tym gorzej im było rozwiązywać problem.
                            Wszystko się tak posypało, że zaczeli się wszystkiego bać.
                            Później nawet zaczęli się bać kaca, który rano nastąpi....i poleciało.

                            Z tej zdecydowanej większości tych, którzy lubią alkohol i nie mają z nim
                            problemu część żyje z kobietami przewrażliwionymi na punkcie alkoholu. Z ich
                            opowieści wynika, że na początku przeważnie chwilę próbowali
                            przekonać swoją ukochaną, żeby się trochę wyluzowała. Nie dało to rezultatu,
                            więc chwile się z nią pokłócili. Oczywiście przegrali i musieli obiecać, że już
                            nigdy-nigdy więcej. Chwilę w postanowieniu wytrzymali, jednak ciągle nie mogąc
                            zrozumieć o co tej mojej ukochanej chodzi.
                            W końcu niestety przegrali ze swoją słabo-silną wolą i wymyślili jakiś
                            sposób "coby wilk był syty a i owca cała":)
                            Ci, którzy nie wymyślili, chodzą wkurzeni, obrażają się o nie wiadomo co
                            i...... kombinują co by tu wymyślić:)
                            Niektórzy z nich, przewrażliwieni w drugą stronę,
                          • podobny1 cd... 21.08.06, 23:13
                            Niektórzy z nich, przewrażliwieni w drugą stronę, biorą takie zakazy wręcz za
                            zamach na ich wolność osobistą i wyraz ewidentnego braku zaufania. U takich
                            facetów czasem dochodzi do paradoksu, że działanie jego ukochanej, jakby nie
                            było słuszne, przynosi dokładnie odwrotny efekt i facet zamiast mniej to więcej
                            popija!
                            Moja kobieta, na szczęście, do tych przewrażliwionych nie należy i nie muszę
                            przed nią się ukrywać czy kombinować, ale pewnie gdyby taka była...to też bym
                            kombinował:) Z miłości wszystko bym jej obiecał a później tak wszystko robił,
                            żeby jej nie martwić:)
                            A tak, mogę się dalej spokojnie utwierdzać w swoim bardzo głębokim (prawdziwym
                            lub urojonym) przeświadczeniu, że żyję z najfajniejszą babką na ziemi!
                            Oczywiście nie tylko z tego jednego powodu, ale napewno jest to poważny i
                            solidny fundament tej misternie, latami, w znoju budowanej konstrukcji!!!:)
                            To przeświadczenie powoduje, że na co dzień dużo bardziej uważam na jej słowa i
                            staram się odczytywać jej nastroje.
                            Nie zawsze jest tak różowo. Czasem widzę, że i ona się trochę zaczyna martwić i
                            zastanawiać, czy ja nie przeginam.
                            Gdy to zauważe nie jest dla mnie żadnym problemem, w imię wyższych racji,
                            zawiesić na jakiś czas folgowanie sobie swoim przyjemnostkom wierząc, że nie
                            będzie trwał zbyt długo:)

                            U mnie to wygląda mniej więcej tak.
                            Przyznam, że rozbudziłaś u mnie ciekawość co moja Madam sądzi na temat mojego
                            wieczornego piwkowania i napewno, w odpowiednim czasie i z nienacka Ją w tym
                            temacie przepytam:)
                            Super byłoby, żebyś też na tym pomyślała i odpisała mi, czy według ciebie facet
                            z moimi objawami, według Twojej oceny jest alkoholikiem czy też nie:) Szczerze,
                            bez taryfy ulgowej.

                            ...a jak Twój facet zachowuje się na codzień to Ty wiesz najlepiej.
                            Jak Ci się chce to pomyśl przez chwilę gdzie Twój facet leży w schemacie wyżej
                            opisanym i może jakoś będzie łatwiej.
                            Wydaje mi się, że jeśli po tych przemyśleniach wyjdzie Ci, że Twój facet się
                            notorycznie ostro upija, zawala inne sprawy. Od rana wali mu z gęby wódą i z
                            dnia na dzień staje się coraz bardziej agresywny albo jeszcze gorzej to chyba
                            lepiej dać sobie spokój i pomyśleć o poważnych zmianach w życiu.
                            • hiacynaa Re: cd... 22.08.06, 12:13
                              Sluchaj, jesli ten alkohol to jest wodka chowana w roznych szafach, facet
                              przyznaje, ze do przytomnosci dochodzi codziennie (!) dopiero ok. godz. 11, do
                              tego dochodzi totalna zmiana charakteriologiczna, to nie jest takie sobie
                              niewinne popijanie.
                              Ja tez bylam tolerancyjna i sie nie czepialam, dopoko oprocz piwa lub dwoch nie
                              zaczelam zauwazac DODATKOWO pochowanych butelek wodki.
                              • podobny1 Jeśli tak to... 22.08.06, 14:37
                                ...wygląda na to, że Twój facet napewno alkoholikiem to jeszcze nie jest, ale
                                chyba jest na ścieżce, która do tego prowadzi. Pewnie nie stanie sie to jutro,
                                pojutrze ani za miesiąc, ale jeśli się nic w określonym czasie nie wydarzy, to
                                może być niedobrze. Tak mi się wydaje.
                                Dzis tez mam limitowany czas, ale jeśli chcesz to w ciagu paru dni Ci sprobuje
                                zgadnac co go gryzie i Ci napisac co możnaby spróbować zrobić. Przynajmniej
                                przeczytać nie zaszkodzi:) Nos do góry! Jakoś się wszystko ułoży, najwyżej
                                trochę inaczej niż się myślało na początku. Świat się nie zawali.
                                • lune ciekawe 22.08.06, 19:44
                                  podobny1 napisał:

                                  > ...wygląda na to, że Twój facet napewno alkoholikiem to jeszcze nie jest, ale
                                  > chyba jest na ścieżce, która do tego prowadzi. Pewnie nie stanie sie to
                                  jutro,
                                  > pojutrze ani za miesiąc, ale jeśli się nic w określonym czasie nie wydarzy,
                                  to
                                  > może być niedobrze. Tak mi się wydaje.
                                  > Dzis tez mam limitowany czas, ale jeśli chcesz to w ciagu paru dni Ci
                                  sprobuje
                                  > zgadnac co go gryzie i Ci napisac co możnaby spróbować zrobić. Przynajmniej
                                  > przeczytać nie zaszkodzi:) Nos do góry! Jakoś się wszystko ułoży, najwyżej
                                  > trochę inaczej niż się myślało na początku. Świat się nie zawali.

                                  Ciekawe z czego wnosisz ze on nie jest alkoholikiem ?
                                  Pochowane butelki z wodka potwierdzaja ze facet JUZ ma problem ; doradzalam
                                  zalozycielce watku by poszukala pomocy - bo prawdopodobnie jest
                                  wspoluzalezniona ; wiem ze to brzmi 'niefajnie' - ale sytuacja jest powazna i
                                  nie bede dziewczynie sciemniac ze 'wszystko bedzie dobrze' ; jesli nie zrobi
                                  wlasciwego kroku, nie bedzie dobrze ;

                                  lune
                                  • lune linki do watkow na F-Uzaleznienia 22.08.06, 19:53
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=35042528&a=35042528
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=34557940&v=2&s=0
                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=43880473&v=2&s=0


      • hiacynaa Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 17.08.06, 01:13
        Tez dlugo bylam singielka. Wtedy tez kochalam sie w zonatym mezczyznie (na 90%)
        ze wzajemnoscia. Ale zadne z nas nie uczynilo nic w tej kwestii.
        Malzenstwo rzecz swieta.
        • veronika62 Re: Zdrada (maz 'sponsoruje' panienke) 18.08.06, 11:45
          przeczytalam dyskusje z zaciekawieniem. Wspolczuje Ci dziewczyno,
          ale...czytajac o Twoim mezu doszlam do wniosku, ze facet jest typem " bohatera"
          Ja nie jestem psychologiem,ale Twoj maz potrzebuje wyzwania. No sa tacy
          ludzie..sama do nich naleze. Zebysmy sie dobrze zrozumialy! Ja nie
          usprawiedliwiam zdrady !
          Chodzi o watek w ktorym pisalas z jakim oddaniem On Ciebie w czasie choroby
          pielegnowal, ze chce pomagac w Hospicjum, a nawet to , ze pije...
          Czytajac o Twoim mezu...znalazlam mnostwo o samej sobie. Tak. Jedna z przyczyn
          takiego stanu rzeczy bywa- podswiadoma znajomosc swoich mozliwosci- czesto
          wydaje sie nam, ze potrafimy ...no swiat na glowie postawic, i nie ma sprawy,
          ktorej MY nie bylibysmy w stanie zalatwic, ale potrzebujemy WYZWANIA !
          Jest taka grupa nazwalabym " poszukiwaczy guza " Jestesmy w stanie dla idei,
          czy dla ludzi, ktorych kochamy: zapracowac sie na smierc, gwiazdy sciagac z
          nieba, oddac nerke i szpik kostny- musimy czuc sie wyjatkowi, spelnieni...a ,i
          to jest nasz problem- niechetnie spelniamy sie w tzw. szarym codziennym dniu.
          Jednostjnosc, monotonia, rutyna- to powoduje- nude.
          Piszesz, ze dawalas mezowi tyle wolnosci ile to mozliwe...zupelnie
          niepotrzebnie. My jestesmy woni ...my jestesmy tylko sami siebie w stanie
          okielznac. Popelnilam wiekszosc z grzechow Twojego meza.Zdradzalam, chlalam za
          duzo- i bylo na to wytlumaczenie ! Faryzejskie- a jakze !
          Bo ja jestem taka INNA( az niedobrze sie robi jak sie to czyta , co? ) ...bo
          tyle w nas szatana i aniola. Nie wiem jednego o Twoim mezu...czy potrafi
          zarobic pieniadze. Ja potrafie. I potrafilam wychowac 5 dzieci...i podobno
          niezle mi to wyszlo,i moze tutaj i tylko tutaj, moj wlasny egoizm nie byl
          silniejszy niz milosc do dzieci...moze macierzynstwo mnie uratowalo ?
          Twoj maz ...zatracil sens.
          Zycze Tobie i rodzinie wszystkoego dobrego!
          tylko uswiadom sobie , ze On jest z tych stracencow,i sam musi, tylko
          sam...sobie pomoc- zakladam, ze jest facetem inteligentnym, tzn. lapie Go tez
          autorefleksja.
          Cokolwiek nie zdecydujesz, latwo z takim czlowiekiem sie nie zyje. My jestesmy
          trudni- chociaz i ostatnia koszule oddalibysmy .
          Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka