anilorak
12.08.06, 06:22
Ciezko mi rozpoczac ten watek...Mam bardzo ambitnego meza. Zawsze taki byl,
nie usiedzi na miejscu, jest bardzo aktywny, przedsiebiorczy, jest wspanialym
ojcem, cudownym mezem, swietnym managerem, az nagle przychodzi dzien kiedy
zostaje zdegradowany w pracy... To dla nas szok, dla niego policzek,
przezywam to razem z nim, na jego miejsce trafia osoba, za ktorej sznurki
mozna latwo pociagac, wyrywa sie chwasta, ktory przeszkadza. U meza nastepuje
totalne zalamanie psychiczne, mowi, ze jest nikim, ze wszyscy maja go gdzies,
ze na nic sie zda jego dlugoletnie doswiadczenie, jego wiedza, jest jedyna
kompetentna osoba w tym miejscu. Jest tam nadal, ale czuje sie wiecie jak.
Nie moze na razie zmienic pracy, to nie jest latwe w tym momencie, dlatego w
tym tkwi i nie moze sie pogodzic z ta mysla. Czuje sie niepotrzebny, wspieram
go cala soba, calym sercem, cialem i dusza. Dla niego dom to azyl, to
ucieczka, ale caly czas gore biora jego ambicje i myslenie jak ktos tak mogl
podle z nim postapic? kiedy bedzie mogl przekazac komukolwiek swoje
doswiadczenie?swoje racje, bo obiektywnie stwierdzam, ze takowe ma, ech duzo
by pisac?ja juz nie wiem jak mu pomoc, jestem caly czas, dzialam, ale kiedy
widze jego upadek tez upadam...