Dodaj do ulubionych

Moja historia.

29.08.06, 03:55
Mam 28l. od 10 lat jestem jednym wielkim chodzącym kompulsem. Wszystko było
dobrze do czasu jak nie wyjechałam do Kielc na pierwszy rok studiów. Zmiana
środowiska, nowe stresy, pieniądze na wszystko co tylko miałam ochotę ( a
miałam na wiele smakołyków które w sklepach były ale nigdy nie dla mnie z
powodu braku kasy). Początkowo myślałam to tylko taka chętka na słodkie.
Jeszcze jedna paczka ciasteczek których nie próbowałąm, jeszcze jedna (nowa
na rynku) czekolada....
I tak z dnia na dzien straciłam rachubę. Nie długo trzeba było czekać aż
zaczęłam się zaokrąglać. Pierwsza dieta na 1-wszym roku studiów. Schudłam
drastycznie. Po czym wróciłam do poprzedniej wagi szybko jak bumerang. I
tak w zasadzie po dziś dzien. Mam setki diet za sobą, setki prób, wzlotów ,
jeszcze więcej upadków i nadal próbuję. Najbardziej przykre jest to dla mnie
że jak jem to spłaszczam cały świat do rozmiarów jednego ciasteczka , nic
wówczas nie jest dla mnie ważne. Oczywiście chwilę po zjedzeniu czegoś
słodkiego czuję totalną euforię i mówię sobie nie warto się tak katować.
Chwila refleksji przychodzi zazwyczaj po tym jak czuję ucisk w żołądku.
Niestety nic nie rozładowuje mojego napięcia, frustracji i stresów ja jedzenia
oczywiście. Kiedyś kochałam pływać. Teraz tego nie robię . Całe moje życie
toczy się wokół jedzenia i tego jak schudnę. Udało mi się kilka razy
schudnąc do wymiarów modelek , ale to było krótkotrwałe. Mój paradoks
polega na tym że doszłam już do punktu kulminacyjnego tzn. już
przeanalizowałam wszystko co było możliwe a teraz jest czas na działanie tylko
sił brak. Niemniej jednak nie poddaje się i od poniedziałku zaczęłam
abstynęcje. Pocieszający jest dla mnie fakt że zawsze jak udało mi się
dłużej wytrwać w mojej abstynecji to mówiłam sama do siebie : szkoda że tak
dużo czasu zmarnowałam - to nie jest nie do przeskoczenia. ciekawą rzecz
wyczytałam na którymś z forum a mianowicie że psychologowie radzą trzymać się
systematycznie grafika posiłków nawet jesli się najadło 10 min. przed
planowanym posiłkiem. Spróbuję. Ach i jeszcze jedno spostrzeżenie : Nie
wierzcie w to że jak będzicie miały kochającego faceta , ciekawszą pracę czy
zmnienicie środowisko to coś się zmnieni w waszym życiu. Mżonki - Mrożonki.
Mam kochającego męża, satysfakcjonującą mnie pracę , mieszkam w Kanadzie (w
najśmielszych snach chciałam tutaj budować swoją przyszłość ), mam pod
dostatkiem tomy owoców i warzyw ( zawsze wydawało mi się że jak będę mogła
skomponować moją dietę różnorodnie to napewno w niej wytrwam) i nic a nic to
nie przeszkodziło mi trwać w kompulsach. Nie ma złotego środka . A jeżeli
jest to tylko gdzieś głęboko w nas samych. Trzymajcie się koleżanki i
koledzy ( chociaż tutaj chyba takich nie ma). Wiem że marna to pociecha ale
chcę wam powiedzieć że na tym kontynęcie jest epidemia otyłości. Zwłaszcza
młodzi ludzie sobie kompletnie z tym nie radzą. Na 10 moich znajomych3 jest
otyłych ponad normę. I ani żadne farmaceutyki, ani 100 000 fitness clubs nie
pomaga, wiec nie skupiajmy się na środkach. Nie tędy droga. Pozdrawiam
cieplutko i dziekuję za każdy list Jula
Obserwuj wątek
    • stilletto Re: Moja historia. 29.08.06, 11:02
      U mnie ten problem pojawil sie bardzo niedawno, ale juz wczesniej mialam od
      czasu do czasu takie sklonnosci - owszem, ale to bylo raz czy dwa i potem przez
      wiele miesiecy bylo wszystko OK, a pare tygodni temu stalo sie powaznym
      problemem, z ktorym nie umiem sobie poradzic;( Moze to jednak rzeczywiscie nuda
      i brak snu? Ale przeciez sie nie nudze, caly czas jestem czyms zajeta... coraz
      czesciej niestety lapie mnie chandra, po napadzie z rana przez caly dzien
      jestem na siebie wsciekla i mam fatalny humor. No a juz gdy jest taka pogoda
      jak dzis, to zupelnie nie moge z siebie wykrzesac ani troche optymizmu :(
      Ae dzis dzien zaczal sie nawe niezle, wiec nie bede narzekac i pare uwag
      sensownych napisze... Masz racje Julka, mnie tez psycholog mowila, ze za
      wszelka cene trzeba mimo napadu jesc potem zgodnie z planem i zajac sie czyms.
      Nieraz mi sie juz zdarzal spedzic potem caly dzien na silowni, a kiedy
      wychodzilam z niej skatowana (chociaz nadal z pelnym zoladkiem...), obiecywalam
      sobie, ze wiecej tego nie zrobie... suma sumarum jest to jednak malo skuteczne,
      ale i tak lepsze niz lezenie do gory brzuchem albo siedzenie w pokoju i
      uzalanie sie nad soba....
      Poza tym nie wyobrazam sobie dnia bez wyjscia z domu - co prawda leje i zimno
      jest okropnie, ale i tak zaraz lece na spacer; podobno swieze powietrze
      uspokaja... Powiedzmy, ze jest ono swieze,nooo;))) Chociaz w warszawie z tym
      akurat kiepsko;)
      druga uwaga - bardzo wazne jest, zeby po napadzie nie glodowac, po prostu nie
      mozemy sie najesc na zapas, tak raz a dobrze... Jesli po poludniu nie zjem choc
      odrobiny obiadu i normalnej kolacji etc. to na pewno bede nieziemsko glodna i
      siegne po jakies badziewie, ktorego nie mialam w planie. Chociaz tegoo planu
      nieraz trudno mi dotrzymac nawet wieczorami, gdyby moja dietetyczka sie
      dowiedziala, co potrafie zjesc, pewnie wyslalaby mnie do psychiatry...
      Z tego co czytalam, wszyscy maja jakies problemy ze slodyczami, a ja od 6 lat
      nie mialam w ustach nic slodkiego... A problem mam ten sam co Wy, no i tlumacze
      sobie, ze przeciez to co jem, to same zdrowe rzeczy:( Kto mi w koncu wybije z
      glowy, ze zdrowe rzeczy tez szkodza? Sama juz nie wiem, czy lepiej byc
      szkieletem z dobrym samopoczuciem, czy cale swoje zycie poswiecac tyciu i
      katowaniu sie jedzeniem??? :(((
      Dobra, ide na ten spacer bo sie zdoluje...
      3majcie sie!
      • julka781 Coś w tym jest ! 29.08.06, 17:52
        Z całą pewnością Stilletto coć w tym jest żeby nie siedzieć w domku tylko coś ze
        sobą zrobić. To co u mnie zauważyłam ciekawego to to że ja nie tylko z braku
        zajęcia zaczynam jeść ale i w chwilach radości ( nagroda), przzygnębienia i
        użalania się nad sobą. Wspomniałaś coś o śnie. Z całą pewnośćią sen jest
        bardzo istotny. Przynajmniej u mnie zauważyłam że jak zarwę nockę to czuję się
        rozdrażniona, zmęczona i prawie zawsze sięgam po jedzenia. Podziwiam ludzi
        którzy tak jak ty potrafią się zmusić wyjść gdzieś , coś ciekawego zrobić w
        swoim życiu , chociażby to tylko siłownia, ( albo dla nie których to aż wyjście
        na siłownie). Na pewno w naszej przypadłości nie pomagają wam warunki życia w
        Polsce. Myślę o posępnych ludzkich twarzach na ulicach i ogólnym zrezygnowaniu.
        Ale cóż myślę że problem leży w nas samych. Proszę napiszcie jakie jeszcze
        nauki czerpiecie z wizyt u psychologów. Myśle ze ogólnie to duży stek bzdur ale
        zawsze można wyciągnąć coś dla siebie. Niestety nie mam dostępu do psychologa
        tzn. mam ale z kanadolem nie chcę rozmawiać na ten temat ( totalnie inna
        mentalność). W Polsce miałam kilka sesji z psycholożką . Co dało się zauważyć
        już na pierwszej sesji to to że wszyscy naokoło są winni tylko nie ja.
        Oczywiście rodzice w pierwszym rządku: że mnie nie kochali i takie tam. Daleka
        jestem od obwiniania rodziców za swoje schizy. Myślę że wszystko leży w nas
        samych. Ale sugestii psychologów chętnie posłucham . Pozdrowionka .
        • donna_25 Re: Coś w tym jest ! 29.08.06, 20:35
          witaj Julka:)
          ciekawie piszesz, duzo odnajduję w tym samej siebie
          jedzenie u mnie tez jest dobre na kazda okazje, ale chyba przewaza w tych
          smutniejszych albo nerwowych chwilach.

          co do sugestii psychologow, to mysle duzo rad zawartych jest we wczesniejszych
          postach... ja do psychologa nie chodze teraz, ale ciekawe ksiazki rozne
          czytalam i czytam, one mi najwiecej dają. Rzecz w tym, że nas nie ma jeszcze
          zbyt wielu psychologow ktorzy znaja się dobrze na ED i potrafią w tym pomóc.
          większośc z nich nie kuma, bo widzi że dziewczyna wygląda normalnie i
          niedowierza że mozna caly dzien siedziec w domu i jesc non-stop. slyszalas moze
          o Gennen Roth? - ona zajmuje sie tym problemem w US, prowadzi warsztaty
          Breaking free from compulsive eating. Mam jej ksiązki, mozna je zamowic przez
          Amazon.com

          Ciekawi mnie to skad w Ameryce ten problem jest taki poważny, ta epidemia
          otyłości i zaburzenia jedzenia...? bo przeciez podłoże jest psychologiczne, tzn
          że oni mają tam większą podatnosć na tego typu problemy, dlaczego?

          W US i Kandzie pewnie tez jest duzo róznych psychologow, ośrodków leczących ED?
          Chodziłas pewnie na mityngi OA (u nas AŻ- Anonimowe Żarłoki;)
          ja chodziłam w W-wie, bylam na wieleu nawet, ale to jednak nie dla mnie, nie
          przemawia do mnie i mam wrazenie że jest mało skuteczne. Ciągłe mówienie o
          sobie, że jestem słaby, jestem uzależniony, jestem żarłokiem (jak mantrę to sie
          powtarza w AZ)nie powoduje pozytywnych zmian, tylko utwierdza ze tak jest. no i
          ciagle uzalanie sie, narzekanie bla bla bla:/

          a psycholog Kanadyjczyk - czemu inna mentalnosć?

          tak poza tym to zazdroszcze słońca i uśmiechu na codzień, tam gdzie mieszkasz:)
          u nas faktycznie jest ponuro i posępnie trochę. ale to sie widzi dopiero jak
          sie wyjedzie na troche z kraju...

          pozdrawiam!
          trzymaj się:)

          • promyk_slonca Re: Coś w tym jest ! 05.09.06, 22:37
            Hej!

            Donna, fajnie, ze piszesz o spotkaniach Anonimowych Żarłoków. Zawsze miałam do
            tego pewien dystans, kiedys natrafiłam na stronkę www o ich organizacji i
            kompletnie do mnie to niedotarło. Nic a nic.

            A dlaczego? Uswiadomiłam to sobie dopiero, kiedy przeczytałam wypowiedź jednego
            z psychologów. Zaburzenia odżywiania to nie jest to samo co nałóg tj. np.
            alkoholizm, zaburzeń zwiazanych z zywieniem nie leczy sie metodami którymi leczy
            się nałogowców.

            Ale jednak się leczy...
            I psycholog by sie przydał...

            Dziewczyny polecam Wam bardzo artykuły psychologów piszących w necie o
            zaburzeniach odżywiania, nie wiem czy mogę tu napisać konkretne imię i
            nazwisko?? Ale mi teksty pewnego psychologa dały trochę do myslenia.

            I znowu jest to argument "ZA"
            Za terapią - bo samemu jest trudniej, a z psychologiem jednak troche prościej.

            Przeczytałam też kiedyś że w terapii zaburzeń odzywiania należy w pierwszej
            kolejności koncentrować sie na emocjach "pacjentki"/"klientki", ich przezywaniu,
            wyrazaniu, a nie zaczynać od szukania winnych dookoła. Nie ma sensu spychac winy
            na innych - koncentrowanie sie na tym przyniesie wiecej szkody niz korzyści. To
            nie rozwiązuje bowiem problemów. To a propos wypowiedzi Julki :)

            No i jak tu nie słuchac psychologów, nie czytać...
            Maja czasem troche racji.
            POZDRAWIAM

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka