julka781
29.08.06, 03:55
Mam 28l. od 10 lat jestem jednym wielkim chodzącym kompulsem. Wszystko było
dobrze do czasu jak nie wyjechałam do Kielc na pierwszy rok studiów. Zmiana
środowiska, nowe stresy, pieniądze na wszystko co tylko miałam ochotę ( a
miałam na wiele smakołyków które w sklepach były ale nigdy nie dla mnie z
powodu braku kasy). Początkowo myślałam to tylko taka chętka na słodkie.
Jeszcze jedna paczka ciasteczek których nie próbowałąm, jeszcze jedna (nowa
na rynku) czekolada....
I tak z dnia na dzien straciłam rachubę. Nie długo trzeba było czekać aż
zaczęłam się zaokrąglać. Pierwsza dieta na 1-wszym roku studiów. Schudłam
drastycznie. Po czym wróciłam do poprzedniej wagi szybko jak bumerang. I
tak w zasadzie po dziś dzien. Mam setki diet za sobą, setki prób, wzlotów ,
jeszcze więcej upadków i nadal próbuję. Najbardziej przykre jest to dla mnie
że jak jem to spłaszczam cały świat do rozmiarów jednego ciasteczka , nic
wówczas nie jest dla mnie ważne. Oczywiście chwilę po zjedzeniu czegoś
słodkiego czuję totalną euforię i mówię sobie nie warto się tak katować.
Chwila refleksji przychodzi zazwyczaj po tym jak czuję ucisk w żołądku.
Niestety nic nie rozładowuje mojego napięcia, frustracji i stresów ja jedzenia
oczywiście. Kiedyś kochałam pływać. Teraz tego nie robię . Całe moje życie
toczy się wokół jedzenia i tego jak schudnę. Udało mi się kilka razy
schudnąc do wymiarów modelek , ale to było krótkotrwałe. Mój paradoks
polega na tym że doszłam już do punktu kulminacyjnego tzn. już
przeanalizowałam wszystko co było możliwe a teraz jest czas na działanie tylko
sił brak. Niemniej jednak nie poddaje się i od poniedziałku zaczęłam
abstynęcje. Pocieszający jest dla mnie fakt że zawsze jak udało mi się
dłużej wytrwać w mojej abstynecji to mówiłam sama do siebie : szkoda że tak
dużo czasu zmarnowałam - to nie jest nie do przeskoczenia. ciekawą rzecz
wyczytałam na którymś z forum a mianowicie że psychologowie radzą trzymać się
systematycznie grafika posiłków nawet jesli się najadło 10 min. przed
planowanym posiłkiem. Spróbuję. Ach i jeszcze jedno spostrzeżenie : Nie
wierzcie w to że jak będzicie miały kochającego faceta , ciekawszą pracę czy
zmnienicie środowisko to coś się zmnieni w waszym życiu. Mżonki - Mrożonki.
Mam kochającego męża, satysfakcjonującą mnie pracę , mieszkam w Kanadzie (w
najśmielszych snach chciałam tutaj budować swoją przyszłość ), mam pod
dostatkiem tomy owoców i warzyw ( zawsze wydawało mi się że jak będę mogła
skomponować moją dietę różnorodnie to napewno w niej wytrwam) i nic a nic to
nie przeszkodziło mi trwać w kompulsach. Nie ma złotego środka . A jeżeli
jest to tylko gdzieś głęboko w nas samych. Trzymajcie się koleżanki i
koledzy ( chociaż tutaj chyba takich nie ma). Wiem że marna to pociecha ale
chcę wam powiedzieć że na tym kontynęcie jest epidemia otyłości. Zwłaszcza
młodzi ludzie sobie kompletnie z tym nie radzą. Na 10 moich znajomych3 jest
otyłych ponad normę. I ani żadne farmaceutyki, ani 100 000 fitness clubs nie
pomaga, wiec nie skupiajmy się na środkach. Nie tędy droga. Pozdrawiam
cieplutko i dziekuję za każdy list Jula