Dodaj do ulubionych

Akceptować wszystko?

02.03.03, 22:02
Mój maz nie lubi wychodzić z domu. Jest strasznym domatorem. Miedzy innymi
nie lubi wyjsc do mojej rodziny. Chodzi o sytuacje, które maja miejsce
doslownie kilka razy w roku; lacznie ze swietami-5,6 razy. Dzis tez był taki
dzien. Naprawde zalezy mi na tym, żeby odwiedzic rodzicow od czasu do czasu.
Sama chodze i dzwonie czesciej ale bywa tak, ze zapraszaja nas na obiad i
wtedy naprawde mi zalezy zebysmy byli wszyscy. Mój maz tez. Rodzice sa bardzo
szczesliwi z powodu tych wizyt.
Mój maz już od samego wyjscia z domu się nade mna zneca. Do ostatniej chwili
grozi ze nie pojdzie itd. Pozniej jest nerwowy, okazuje mi to. Nawet już u
rodzicow gdy tylko zostajemy sami w pokoju stwierdza, ze on woli siedziec w
domu i ma gdzies takie wizyty. Znaczaco spoglada na zegarek i daje mi do
zrozumienia, ze już chce isc.
A ja się strasznie mecze:-(((((
Powiedzcie mi co mam zrobic. Czy ja robie blad? Wiem, ze milosc powinna dawac
wolnosc drugiemu czlowiekowi. Czemu boli mnie to, ze on się nie umie dla mnie
i dla moich rodzicow „poswiecic”? To może brzydkie slowo- poswiecenie, ale
czy milosc niekiedy nie wymaga drobnych ustepstw i pojscia na kompromis. Czy
ja tak wiele wymagam. Mam się zgodzic i akceptowac doslownie wszystko? Nie
umiem. Wiec nie akceptuje i się mecze:-(((

To malzenstwo dla mnie jest bledem. Mamy bardzo rozne charaktery, upodobania,
poglady na zycie, ale sa dzieci i trzeba razem zyc. Jakos nam się to udaje.
Nie jest az tak zle. Sama nie wiem. Wiele spraw przemilczam i w sobie dusze
bo nie lubie konfliktow pomiedzy nami. Może to jest blad. Pozniej byle
sytuacja jest takim zapalnikiem i trace checi do zycia. Mi się w ogole nie
chce zyc.
Mój maz tlumaczy się, ze jest znerwicowany i ze ja tez go nie potrafie
zrozumiec.

Może to co napisalam, wydaje się komus bzdurne. Ale dla mnie to naprawde jest
duzy problem. Nie potrafie znalezc odpowiedzi w sobie. Pomożcie proszę.
Obserwuj wątek
    • re_ne Re: Akceptować wszystko? 02.03.03, 23:24
      Dorot6, jesli weszlas juz w ten uklad, ktory nazywa sie malzenstwem, macie
      dzieci, i jesli chcesz zeby to jakos sie trzymalo i bylo trwale, to musisz
      przyjac jedna zasade: Niech kazdy z Was, martwi sie tylko o siebie!

      Wiem ze moze wyda Ci sie to dziwaczne, bo z pewnoscia wydaje Ci sie ze
      najdoskonalszy zwiazek to taki, w ktorym troszczymy sie o druga osobe, ale to
      jest nie prawda.
      Przyczyna nieudanego zwiazku jest przewaznie skupianie sie na partnerze, czesto
      do tego stopnia ze prowadzi to do obsesji. Nie patrz na to kim jest? Co ma? Co
      robi? O czym mysli? Czego chce? Co zada? Bo to wszystko jest bez znaczenia!
      Wazne jest to, jaka Ty jestes w stosunku do tego!

      Chcesz zeby Twoj maz wykazal sie ze Cie kocha, i zeby zmienil sie dla Ciebie.
      Jesli go ladnie o to poprosisz, byc moze zmieni swoje postepowanie, ale Wasz
      zwiazek wcale nie bedzie przez to mocniejszy! Przez takie naginanie drugiej
      osoby - zwiazek sie tylko zatraca. Twoj maz bedzie sie czul pomniejszony w
      stosunku do tego, jaki byl osobno. Bedzie sie czul mniej radosny, mniej
      zadowolony, upokorzony. Jesli bedzie podporzadkowywal sie Tobie, bedzie czul ze
      nie jest juz soba, ze bedac z Toba, utracil czastke swojej tozsamosci.
      Wiec reasumujac - pozwol mu byc takim, jaki jest.


      Powodzenia!

      Rene
      • procesor Re: Akceptować wszystko? 02.03.03, 23:39
        re_ne napisał:
        > Dorot6, jesli weszlas juz w ten uklad, ktory nazywa sie malzenstwem, macie
        > dzieci, i jesli chcesz zeby to jakos sie trzymalo i bylo trwale, to musisz
        > przyjac jedna zasade: Niech kazdy z Was, martwi sie tylko o siebie!


        A kto o dzieci??


        > Wiem ze moze wyda Ci sie to dziwaczne, bo z pewnoscia wydaje Ci sie ze
        > najdoskonalszy zwiazek to taki, w ktorym troszczymy sie o druga osobe, ale to
        > jest nie prawda.
        > Przyczyna nieudanego zwiazku jest przewaznie skupianie sie na partnerze,
        czesto do tego stopnia ze prowadzi to do obsesji.


        Fakt. Nadmeirne skupienie na partnerze jest szkodliwe. Tu się zgadzam. Trzeba
        dac oddech drugiemu złapać. :))


        > (...) Przez takie naginanie drugiej
        > osoby - zwiazek sie tylko zatraca. Twoj maz bedzie sie czul pomniejszony w
        > stosunku do tego, jaki byl osobno. Bedzie sie czul mniej radosny, mniej
        > zadowolony, upokorzony. Jesli bedzie podporzadkowywal sie Tobie, bedzie czul
        ze nie jest juz soba, ze bedac z Toba, utracil czastke swojej tozsamosci.
        > Wiec reasumujac - pozwol mu byc takim, jaki jest.


        No tak. Ale czy w takiej sytuacji nie lepiej się rozwieść??
        Bo czy takie martwienie się tylko o siebie, nieingerowanie zawsze jest
        przejawem tolerancyjności i wolności w związku?? NIe.
        Czasem jest przejawem że papierek świadczy o "byciem małżeństwem" dwojga
        całkiem obcych ludzi. Których już nic nie łączy.
        Wszystko zalezy od proporcji.
        W tym cała sztuka by byc z kimś - a nie zniewolic go. Jakie to proste nie? :))
        Ale niektórym chodzi właśnie o to by kogos zniewolic. :))
        Jeśli spotka się dwoje ludzi i okaże się że maja zupełnie rózne cele w życiu
        (nie więzienne od razu zaznaczam!), rózne wartości wyznaja - i ni eopatrznie
        zostana małżeństwem - to jak to sie może skończyć??
    • kwieto Re: Akceptować wszystko? 03.03.03, 06:36
      Oj, cos mi sie wydaje, ze problem nie tylko w obiadkach u rodziny :(

      Z tego co piszesz nie uklada wam sie o wiele bardziej niz tylko przy okazji rodzinnych spotkaniach.
      Argumentujesz: "sa przeciez dzieci". Dzieci nie powinny was powstrzymywac przed rozstaniem, jesli cala reszta jest beznadziejna (moze nie jest, Ty musisz ocenic). Ale z dwojga zlego, chyba lepiej jesli dziecko przejdzie szok zwiazany z rozwodem, niz przyglada sie jak zyja jego rodzice - zupelnie sobie obcy i nie rozumiejacy sie...

      Moze rzeczywiscie, jak pisze Re_ne, po prostu brakuje wam "oddechu".
      Nie rozumiem komentarza meza, ze on "jest znerwicowany a Ty go nie rozumiesz". To troche takie "daj mi spokoj!" tylko powiedziane nieco inaczej. Moze maz ucieka od rozmowy na dany temat? A moze to Ty za bardzo sie interesujesz tym, co on chcialby zostawic dla siebie? Jesli to drugie - to nic nie da sie zrobic na sile. Zbytnie zainteresowanie moze wrecz zaszkodzic i odstraszac.

      Powyzsze, to takie luzne mysli zwiazane z Twoim postem. czy i gdzie mam racje - to juz musisz sama ocenic.
    • yo_anna Re: Akceptować wszystko? 03.03.03, 19:22
      Uwazam, ze jesli nie czujesz sie z tym facetem szczesliwa i ze bardziej go
      nienawidzisz niz kochasz, to powinnas sie rozwiesc. Pomysl o reszcie zycia.
      Masz zamiar do konca byc tak traktowana? Dzieci sa bardzo wazne, owszem. Na
      swoim przykladzie Ci powiem, ze wolalabym, aby moi rodzicie rozwiedli sie
      wtedy, gdy jeszcze mogli to zrobic. Wolalabym nie miec dwoch rodzicow przy
      sobie niz patrzec cale zycie na to jak sie kloca, nie szanuja, jak robia sobie
      na zlosc, jak wiecznie ciagle sie o cos obwiniaja - taka atmosfera jest bardzo
      niezdrowa. A dzieci jak dorosna, to zrozumieja, dlaczego sie rozeszliscie.
      Zreszta Wasze rozstanie sie wcale nie zmniejszy Waszej milosci do nich, a jak
      wiele da Wam. To normalne, ze ludzie moga nagle odkryc, ze nie kochaja siebie i
      ze nie chca ze soba byc. A byc ze soba i meczyc sie w imie czego? Moze ja to
      tak prosto widze, ale ja bym na pewno tak postapila. Byc moze przed Toba jest
      poznanie tego jedynego prawdziwego? Moze dopiero czeka Cie wielka milosc?
      • Gość: sasky7 Re: gwoździki do ..... IP: *.iig.pl / 192.168.22.* 03.03.03, 19:57
        Kobieta napisała o obiadkach u rodziców , bo właśnie z takiego wróciła i kilka
        spraw jej "nie pasiło"- a tu padają słowa : ROZWÓD ,po co marnować sobie
        życie...
        Pewnie,że nie jest lekko... , ale chyba nie tego dorot6 oczekiwała od
        forumowiczów...
        • dorot6 Re: gwoździki do ..... 03.03.03, 21:36
          Dzieki wszystkim za maile.

          Re_ne gdy przeczytalam to co napisales to poczulam ulge. Jak ja bym chciala,
          zeby malzenstwo wlasnie tak wygladalo! "Niech kazde z Was, martwi sie tylko o
          siebie!" Czy ja kiedykolwiek sie tego naucze? Takie podejscie daje wolnosc,
          przestrzen. Dopiero z takiej pozycji mozna mowic o prawdziwej milosci.
          Jak sie tego nauczyc?
          Rzeczywistosc jest inna. Mam oczekiwania, nadzieje. Nie umiem zaakceptowac
          tego, ze ktos nie potrafi zrobic dla ukochanej osoby drobnych gestow ktore
          naprawde niewiele kosztuja. Efekt jest taki, ze wkurzam sie na siebie i nie
          akceptuje tego, ze nie akceptuje swojego meza.
          Powiedzcie jak jest z akceptacja u was w zwiazkach. Godzicie się na wszystko?

          Macie totalnie luzackie podejscie do partnera? Jak to wyposrodkowac?
          I jak znalezc w sobie na tyle mocne oparcie by nie uzalezniac się od drugiej
          osoby, by nie uzalezniac się nikogo. Zyc swoim zyciem.

          A może wymagac jednak niewielkich ustepstw. Bo z drugiej strony to czuje się
          czasami calkowicie bezwolna w tym zwiazku.

          Rozwod nie wchodzi w rachube. Nasze wspolne zycie nie jest takie zle. Dzieci
          maja normalny dom i kochanego tate. To wszystko o czym pisze, przezywam sama,
          wewnetrznie. Moj maz nie jest partnerem do takich rozmow. Wiem, ze komunikacja
          szwankuje pomiedzy nami ale nie jestem w stanie tego zmienic. On juz taki jest.

          • zuzka111 Re: gwoździki do ..... 05.03.03, 00:04

            W jaki sposób może funkcjonować związek w którym ludzie ze sobą nie rozmawiają?
            Jeśli nie komunikują sobie swoich potrzeb?
            NIe można stwierdzić - bo on taki jest. Może to Ty nie potrafisz nawiązać więzi?
            Masz wymagania i nie chcesz się pogodzić z potrzebami innej osoby?
            Jeśli Twój mąż nie ma ochoty na zapewne nudne do bólu wizyty u teściowej, czy
            gdzieś tam to niech nie chodzi. To jego wybór.
            Oceniasz jakim kosztem dla niego są te wizyty(małym kosztem można cos zrobić
            dla ukochanej osoby) nie wiedząc tego, bo nie rozmawiacie. Albo może Ty nie
            słuchasz, bo wiesz lepiej. Albo wiesz co dobre ale dla Ciebie...
            Mnie by nic i nikt nie zmusił do wizyty u teściowej gdybym tego nie chciała.
            Żaden szantaż typu - jak mnie kochasz to pójdzesz - zacięłabym się jeszcze
            bardziej.
            Życzę powodzenia w walce z własnym egoizmem.

            • Gość: weronika Re: gwoździki do ..... IP: *.kopernik.gliwice.pl 05.03.03, 00:13
              szantaż???? ty dziewczynko nie masz żadnego pojęcia o życiu.
              • zuzka111 Re: gwoździki do ..... 05.03.03, 14:33
                Gość portalu: weronika napisał(a):

                > szantaż???? ty dziewczynko nie masz żadnego pojęcia o życiu.

                napisz cos na temat kiciu :-)
    • zuzka111 Re: Akceptować wszystko? 05.03.03, 14:49
      akceptować i rozmawiać, próbować zrozumieć i jego i siebie.
      MOże zostawić dzieci z rodzicami i wyjechać tylko ze sobą.
      Odnaleźć to co było. On jest znerwicowany, Ty też, nie piszesz o scenografi tej
      całej historii. MOże Twój mąż ma problemy z pracą, z finansami, może ze
      zdrowiem. Może nie mówi o wszystkim.
      Podstawą jest rozmowa. Słuchanie się wzajemne. Staranie się być miłym dla
      siebie. To działa.:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka