paolo101
10.09.06, 18:29
u mnie w domu nigdy nie mowilo sie o milosci do drugiej osoby, ani o
takiej czystej ani o seksie. są to u nas w domu takie troche tematy tabu. a
temat seksu jest taki jak zlo... do ktorego kazdy dojdzie w swoim czasie i
nie powinno sie dzieci wtajemniczac w to zbyt wczesnie... ja na szczescie
jestem na tyle dojrzaly jak n aswoj wiek(mam 17 lat) i nie potrzebne mi są
zadne nauczania o tych sprawach..
ja praktycznie nie wiem na czym stoję
nie potrafie dziewczynie, ktora mi sie podoba okazac tego w dostateczny
sposob, ze mi sie podoba, lub ze to juz uczucie do niej...
boje sie odrzucenia, odmowy, moze sie wstydze, a jednoczesnie boje sie troche
pakowac w pozniejszy zwiazek, ktory po jakims czasie bedzie trzeba
uoficjalnic bo ...rodzice
a nawet jesli gdyby mnie chciala i bysmy chcieli byc razem to nie mam
kompletnie pojecia jak mialbym o tym powiedziec rodzicom. niby to nic
takiego, mam 17 lat i wiekszosc rowiesnikow ma juz drugą osobę, ale ja
naprawdeobawiam sie reakcji rodzicow.
Duzo sie juz nasluchalem jakis "dogryzek" na temat jakis moich znajomych,
ktorzy kogos maja...
np.: oo co oni juz z nią maja teraz sie dziewczyna na psychologa
wybiera..hehh, a wyzenila sie juz, bo tak latala z tym chlopakiem...!?
i tym podobne ironiczne teksty...
szczegoolnie mojego ojca..
niekiedy mam wrazenie, ze on jest z innej epoki, i zawsze ma swoja
umysloną teorie na jakis problem..ON ZAWSzE WIE WSZYSTKO LEPIEJ..
mozna mu tlumaczyc, a on i tak ma swoje zdanie...
w domu przyjdzie z pracy to musi zjesc, obejrzec telewizor, isc na
podworko cos porobic..ale nigdy z nami nie rozmawia(z bratem 16 letnim tez)
co slychac, nie zapyta sie o cos konkretnego, nie rozwinie tematu. bo jesli
sie juz pyta o cos to zwykle tylko co slychac..? i to mu wystarczy...
on nie martwi sie ze za poltora roku mam mature, ze trzeba isc na jakies
kursy...
dopiero jak mu o tym powiedzialem to chwile sie zastanowil i
odparl..."eeee wymyslasz..."
jakie ja mam oparcie w domu?????
skoro do rodzinnych spraw tak podchodza rodzice..
Ale wracając do dojrzewania..
kiedys mama do mnnie mowi tak: "A wiesz, ze mama Anity mowila mi, ze Anita
sobie jakiegos chlopaka znalazla i sobie jezdza codziennie nad wode itp.."
ostatnio pare dni temu powiedziala do mnie takim sciszonym tonem, i
jednoczesnie z takim zaskoczeniem "a wiesz,z e widzialam jak dzis MArtyna
przyjechala autobusem z jakim chlopakiem.... A ja na to: no i co z tego? nic
nie odpowiedziala...
ale skoro zaczyna kwestie z chodzeniem to mogla by sie zapytac mnie juz
czy ja czasem kogos nie mam, albo czy mi sie ktoras dziewczyna nie podoba
czasem..???
ale skąd..takiego pytania nigdy nie bedzie...
wiem, ze to troche dziwne..rodzice sie niczym nie przejmują to co mu
szkodzi..niech sobie znajdzie kogos i szaleje z ta osoba..
niekiedy mam takie momenty, ze chetnie bym usiadl z jakas bliska osoba i
porozmawial szczerze, pocalowal, przytulil sie do niej...
ale nie ma takiej osoby...;/
a gdyby byla to zaraz rodzice by mi prawdopodobnie prawili kazania, ze mam
uwarzac i nic jej nie zrobic..i zmierzali by tym do tematu seksu, ale
oczywiscie u nas w domu nikt po imieniu tego nie nazwie tylko beda to
obchodzic koleczkiem...
mzoe to sie bierze z tego, iz moi rodzice nie maja wyzszego
wyksztalcenia... nie potrafia dostrzec i podjasc niektorych dzialan...
ja osobiscie nie wyobrazam sobie, aby moje dziecko mialo zyc w podobnej
atmosferze...obludy, ocenzurowania tematow, unikania ich...
niby mi ufaja, a jednak nie wiem jaka bedzie ich reakcja na to jak sie
dowieda, iz sie z kims spotykam(jak to niebawem zapewne nastapi..).Co prawda
kazdy ma prawo do milosci i nikt mu tego nie zabroni, ale jesli ktos by byl
kontrolowany tak jak mi sie to niekiedy zdarza...ze mama sie pyta od kogo
ten sms przyszedl bo slyszalam z ecos przyszlo, albo z kim piszesz przez
internet, pokaz..., lub jak ktos do mnie dzwoni na komorke to nasluchuje
rozmowy i sie pozniej dopytuje o co chodizlo, co i jak..? itd...
jak bym z kims czarne interesy prowadzil czy na seks sie z kims umawial
czego nie robie...
kiedys w nocy korzystalem z uprzejmosci pewnej studentki psychologii,
ktora zgodzila sie ze mna porozmawiac na temat mojej platonicznej milosci do
kolezanki z klasy, w ktorej bylem zakochany, a ona na moich oczach zaczela
chodzicz innym.
bolalo mie to, iz nie potrafilem jej tego okazac..ze ktos mnie ubiegl...
chcialem, aby ta studentka pomogla mi oderwac mysli ku tej dziewczynie...i
udalo sie pomoglo...
ale zal do tego co zrobilem, albo czego nie zrobilem pozostal...
niekiedy czuje sie taki osamotniony, nie mam nikogo bliskiego-jest zle,
bede mial to znow ze strony rodzicow bedzie zle...i kolo sie zamyka..
mam zal do rodzicow, ze mnie nie przygotowali na ten czas...
ze pomysleli sobie, iz ja sam do wszystkiego dojde...
tak to prawda, ale ja kompletnie nie wiem na czym stoje... co na temat
mojego bycia z kims powiedzą rodzice, skoro ciagle slysze jakies glupie
teksty na temat innych, ze kogos maja..
mama moze jeszcze, ale ojciec szczegolnie-czlowiek bardzoooostarej daty
(jego brat, a moj wujek mial w wieku 15 lat dziewczyne z ktora wziąl slub,
ale ten zwiazek sie rozpadl teraz i ojciec chyba uwaza ze to przez to
wczesne poznanie sie.....co jest najglupsza teoria)
co o tym sądzicie, macie podobne problemy, jak sobie radziliscie.
dziekuje za wszelkie opinie.