Dodaj do ulubionych

Babcia umarła...

17.03.03, 12:23
... w sobotę. Nie mogę się z tym pogodzić. Wiem, miała
już swoje lata, ale mogła jeszcze pożyć. Jestem
przybita, załamana i bardzo smutna :( Nie wiem, co ma
sens. Przypominam sobie nasze wspólne chwile, kiedy
przyjeżdżałam do dziadków na całe wakacje, ganiałam po
leśniczówce, byłam wtedy szczęśliwa. Potem dorosłam i
przyjeżdżałam w weekendy, potem znalazłam pracę i
spotykaliśmy się raz na 2 mies.

Czy życie ma sens jeżeli bliscy odchodzą? Gdzie Ona
teraz jest? Może w chłodzie nieistnienia, a może w
niebie? Mam wyrzuty sumienia, że ostatnio tak rzadko ją
odwiedzałam... Myślałam "JEST JESZCZE CZAS, pojadę za
miesiąc, pojadę wiosną". Nie zdążyłam. Czy Bacia mi
wybaczy? Dlaczego tak łatwo zapominamy o bliskich i
żyjemy w ślepym pędzie?

Jak żyć dalej ze świadomością, że zaniedbałam nasze
kontakty? Chce mi się płakać :( Czy jeszcze się
spotkamy, czy życie "po" jest tylko fikcją stworzoną na
potrzebę nadania życiu sensu?

Jeżeli macie gdzieś bliskich których dawno nie
odwiedzaliście, z którymi szczerze nie rozmawialiście,
którym nie mówiliście jak bardzo ich kochacie - zróbcie
to teraz. Nie odkładajcie niczego.

Jak bez niej żyć?
Atlantis
Obserwuj wątek
    • joanna_1 Re: Babcia umarła... 17.03.03, 12:32
      Bardzo mi przykro...
      Nie wiem jak Cię pocieszyć, babcie są niezastąpione i już. Ja swoją babcię
      straciłam 3 lata temu i wierz mi, że nadal sie zanoszę płaczem na myśl o Jej
      cieple jakim emanowała, którego teraz tak brakuje.
      Rozmawiaj z Nią, to będzie dla Ciebie chyba łagodny sposób na pogodzenie się z
      Jej odejściem. Żyj wspomnieniami, może zrób coś co mogło by dać kontynuację
      Jej marzeń.
      Trzymaj się ciepło.

    • Gość: jaga Re: Babcia umarła... IP: *.25.116.227.unregistered.k.pl 17.03.03, 12:32
      Doskonale rozumiem Twoje cierpienie, a na pytania nie potrafię odpowiedzieć,
      zadaję je sobie codziennie już blisko dwa lata. I coraz bardziej i bardziej żal
      mi rozmów, które się nie odbyły. pozdrawiam
    • matrek Spieszcie się kochać ludzi 17.03.03, 12:40
      dalszy ciąg powiedzenia jest powszechnie znany.
      To głęboka prawda.

      Nie rób sobie jednak teraz wyrzutów, Twoja babcia na pewno "jest", a kochając
      Cię, na pewno Ci wybaczyła. Wyrzuty w tej sytuacji, tylko utrudnią Ci
      przejście przez ten trudny okres. Zachowaj ją w ciepłej pamięci i pozwól sobie
      dalej żyć.
      • alfika Re: Spieszcie się kochać ludzi 17.03.03, 13:34
        A ja dorzucę swoje: ten wiersz ks. Twardowskiego kojarzy mi sie juz tylko z
        jedną sceną.
        Jechaliśmy 2 lata temu w Wielki Czwartek na Wielkanoc do dziadków: ja i moi
        rodzice. Przed Bolesławcem zaczęli w radiu nadawać ten wiersz. Mój tata chciał
        przełączyć stację na coś weselszego, wówczas mama, rozdrażnionym głosem
        oznajmiła: "JA SŁUCHAM".
        Wiersz dobiegł końca, mama oczywiście sobie posłuchała, atmosfera do końca
        podróży była napięta, a 6 dni później, w środę, mój tata umarł.
        Ale to nie jest tak, że tylko mamę żrą wyrzuty sumienia.
        Ja też dopiero po jego odejściu "odkryłam", że gdy miał dyżur w szpitalu, to
        mogłam czasem tam po prostu do niego wpaść i pogadać...

        • matrek Re: Spieszcie się kochać ludzi 18.03.03, 13:39
          To bardzo smutne co napisałas. Bardzo Ci współczuję.
    • Gość: aiszka4 Re: Babcia umarła... IP: 217.8.186.* 17.03.03, 14:16
      atlantis75 napisała:

      > Jak bez niej żyć?

      Moja babcia umarła w piątek, dziadek następnego dnia. Pogrzeb mieli razem w
      poniedziałek - to było 12 lat temu. Też myślałam, że mam jeszcze czas, tyle
      chciałam im powiedzieć. Odczuwałam to samo, co Ty teraz - ból po stracie,
      wyrzuty sumienia, obawę, że już się nie spotkamy, nie będę miała okazji
      powiedzieć im, jak bardzo ich kocham.
      Przeżyj żałobę, jeśli masz możliwość - chodź często na grób - płacz i rozmawiaj.
      Ja chodziłam najpierw sama, potem z narzeczonym, mężem, teraz z dziećmi. Teraz
      już wiem, że oni wiedzieli, co do nich czułam, wierzę, że w jakiś sposób
      czuwają nade mną. Minął ból po stracie, sumienie też się uspokoiło. Został
      tylko cichutki żal, że nie byli na moim weselu, nie poznali mojego męża, nie
      mogę przyjść w odwiedziny z prawnukami, usiąść przy stole w kuchni...
      Wizyty na cmentarzu traktuję jak takie odwiedziny, rozmawiam w myślach. Szkoda
      tylko, że nie słyszę odpowiedzi...

      Atlantis, z innych Twoich postów wiem, że jesteś wrażliwą osobą. Więc płacz, aż
      poczujesz, że już wypłakałaś cały ból, a pozostały miłe wspomnienia i leciutka
      tęsknota...
      Ściska serdecznie :))), dla ciebie jeszcze nie raz zaświeci słoneczko
      • Gość: camel Re: Babcia umarła... IP: *.dip.t-dialin.net 17.03.03, 15:07
        atlantis...twoja babcia poszla do swojej babci, ktora tez pewnie kochala.
        moja umarla w piatek, akurat wracalem do domu z pracy autostopem.
        I juz jej tam nie zastalem:( Ale pamietam, ze tydzien przed jej smiercia,
        siedzielismy razem na kanapie, o czyms rozmawialismy, juz nie pamietam, ale
        pamietam, ze powiedzialem przez wyjazdem, ze jest i bedzie zawsze moja ukochana
        babcia. 6 dni pozniej umarla. A ja do tej pory odwiedzam jej grob i tesknie...
        A to bylo juz 5 lat temu...

      • atlantis75 Re: Babcia umarła... 19.03.03, 14:26
        Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

        > Atlantis, z innych Twoich postów wiem, że jesteś wrażliwą osobą. Więc płacz, aż
        >
        > poczujesz, że już wypłakałaś cały ból, a pozostały miłe wspomnienia i leciutka
        > tęsknota...
        > Ściska serdecznie :))), dla ciebie jeszcze nie raz zaświeci słoneczko


        Jejku, Aiszka, dziękuję za miłe słowa. A myślałam, że
        moich postów nikt nie czyta... Dziś jestem odrętwiała, nie
        wiem, jak przez to przebrnę. Śmierć jest koszmarem, nie
        mogę pogodzić się z tym, że ludzie odchodzą.
        Pozdrawiam. Atlantis
        • Gość: aiszka4 Re: Babcia umarła...dla Atlantis :))) IP: 217.8.186.* 19.03.03, 16:02
          atlantis75 napisała:

          > Jejku, Aiszka, dziękuję za miłe słowa. A myślałam, że
          > moich postów nikt nie czyta... Dziś jestem odrętwiała, nie
          > wiem, jak przez to przebrnę. Śmierć jest koszmarem, nie
          > mogę pogodzić się z tym, że ludzie odchodzą.
          > Pozdrawiam. Atlantis


          Ja się pogodziłam, że moi dziadkowie odeszli ( w sensie umarli), natomiast nie
          mogę pogodzić się z tym, że ich nie ma, bo nadal mi ich brakuje. I to chyba
          dobrze - na śmierć, jako przemianę, przejście nie mam wpływu, ale na zachowanie
          kogoś w pamięci - tak.
          Gdyby ludzie zaczęli godzić się z odejściem bliskich, to doświadczenie śmierci
          byłoby łatwiejsze do zniesienia, tylko po co żyć, jeśli nikomu nie będzie mnie
          brakowało - tzn., że już za życia nikomu na mnie nie zależało.
          Nie wiem, czy to, co piszę, to jakś pociecha dla Twojej zbolałej duszyczki. Ja
          mam ten spokój po 12 latach, dla Ciebie to bardzo świeże przeżycia.
          Pozdrawiam Cię ciepło :)))
          aiszka4
    • ellenai Re: Babcia umarła... 17.03.03, 16:25
      kochani pisze cie dokladnie o tym jak ja sie czuje po stracie babci. Widze ze
      nie jestem jedyna na tym swiecie ktora tak trudno przechodzi te strate. Moja
      babcia umarla prawie rok temu. Zal mi tego ze wiele rzeczy nie powiedzialam
      nie zrobilam ze bylam tak daleko od niej gdy odeszla i tylko zazdroszcze mojemu
      bratu i mamie ze mogli przy niej byc do konca, mogli sie nia opiekowac,takie
      okolicznosci zblizaja.Nic juz nie jest takie samo jak bylo. Z babcia odeszlo
      moje dziecinstwo bezpowrotnie. Tego mi jest okropnie zal.I tego ciepla ktore
      mi dawala, tej wielkiej milosci ,eh,i sie rozrzewnilam , atlantis kochana
      dzieki za ten post ,i dzieki wszystkim ktorzy sie tu wpisali.pozdrowka
    • Gość: kaha Re: Babcia umarła... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.03, 16:30
      Widzisz Kochana, doskonale wiem, co czujesz... w sobote odszedł mój dziadek....
      :"((((((((((
      Trzymaj się dzielnie,
      Kasia
      • atlantis75 Re: Babcia umarła... 19.03.03, 14:31
        Gość portalu: kaha napisał(a):

        > Widzisz Kochana, doskonale wiem, co czujesz... w sobote odszedł mój dziadek....
        > :"((((((((((
        > Trzymaj się dzielnie,
        > Kasia


        Kasiu, Ty też się trzymaj. Pomyśl, że nie tylko Ty
        cierpisz... Taka świadomość, że nie jest się samemu w
        nieszczęściu, bardzo pomaga. I zawsze, gdy będziemy stały
        nad grobami, Ty - Dziadka, ja - Babci, to pomyśl, że tego
        samego dnia będziemy obchodzić rocznicę ich odejścia...
        Atlantis
    • Gość: Kostucha [...] IP: 199.71.64.* 17.03.03, 19:40
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • ann.k Re: Babcia umarła... 17.03.03, 21:26
      mieszkalam z Nia w jednym pokoju jako dziecko; miala wtedy 69 lat; to bylo
      lato - przeziebila sie, jakos tak niezbyt powaznie nawet, ot zwykly katarek;
      wyjechalam na kilka tygodni na wakacje; wyslalam jej kartke; w miedzy czasie
      Ona trafila do szpitala; na biezaco mama pisala do mnie listy opisujac co sie z
      Nia dzieje; ostatni list byl krotki "siedze u Babci na lozku w szpitalu i pisze
      do Ciebie te kartke; Babcia jeszcze jest w szpitalu, ale od soboty bedzie juz
      na wsi"; ucieszylam sie, ze juz wszystko dobrze, ze wroci do siebie;
      mama "zapomniala" mi tylko jednej rzeczy napisac - w sobote byl Babci pogrzeb;
      do dzis pamietam jak stala przy szafce w kuchni w tamtej chwili kiedy
      wychodzilam... minelo juz ponad 10 lat, a ja wciaz jeszcze chodze na jej grob,
      siadam i opowiadam jej o swoich problemach; na samym poczatku umialam sie
      modlic nie o zapomnienie tylko o to, zebym sie nauczyla z tym zyc....
      • Gość: ellenai Re: Babcia umarła... IP: 65.160.55.* 17.03.03, 22:11
        ann.k napisała:
        > minelo juz ponad 10 lat, a ja wciaz jeszcze chodze na jej grob,
        > siadam i opowiadam jej o swoich problemach; na samym poczatku umialam sie
        > modlic nie o zapomnienie tylko o to, zebym sie nauczyla z tym zyc....
        >


        ....u mnie nie minal jeszcze rok, nie mialam mozliwosci pojscia na jej grob i
        opowiedzenia jej o swoich problemach, kiedys to zrobie.Ann.k napisalas
        przepiekny post,trafil mi gleboko"w serducho",tez sie modle zebym nauczyla
        sie z tym zyc, ciagle jest mi jednak trudno. Ten watek zastanowil mnie nad tym
        jak ogromna role w zyciu niektorych odgrywaja dziadkowie. Pozdrawiam Cie ann.k
        i wszystkich pozostalych forumowiczow.(niestety nie pozwolilo mi sie zalogowac
        tym razem )
        • Gość: Kostucha Twoj post trafil mnie w serducho. IP: 199.71.64.* 17.03.03, 22:19
          Tak napisala idiotka idiotce.Pocieszyciele strapionych laczcie sie.
          • Gość: WiadomoKto Re: Twoj post trafil mnie w serducho. IP: *.proxy.aol.com 18.03.03, 02:38
            Mila jests kostucha...niech Cie dzrzwi scisna.
            Moja babcia jeszcze na szczescie zyje. Ma 88 lat. Ostatnio widzialam ja kilka
            miesiecy temu. Dzieli nas ocean. Gdy czasem pomysle, ze kiedys ja strace, to
            mi serce chce peknac. Nie raz mam starszne wyrzuty sumienia, ze nie jestem
            blisko niej.
            • Gość: eva07 O babci IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 18.03.03, 03:16
              Fajnie jest miecbabcię, choc oczywiście nie wszystkie zycja blisko ze swoimi
              wnukami. J miałam...3.Jednaz moich babc miała siostrę,która mieszkala z nia i
              wychowywała mojego ojca.Dziadek zginąłw czasie wojny i tak te dwie kobiety,
              jedna robiła za matkę a druga za ojca,w bardzo cięzkich warunkach, wychowywały
              mojego tatę. POtem ja bylam ich oczkiem w głowie. Bacia była surowsza,ciocie -
              babcię zawsze możan było naciagnąc na pierscionek ze szkiełkiem i sprzedawane
              na schodach kościoła w niedzielę mordoklejki, to co w Warszawie nazywa
              się "pańską skórką". Do dziś pamietam, że jak babcia była na mnie zła to zawsze
              mogłam ją przebłagać pewnym wierszykiem, którego nauczyłam sie na
              pamięć.Wyrecytowałam, babcia zaczynała sie śmiac i było po burzy. Nie znosila
              by mówic do niej "babuniu". W naszym tajnym języku była "babciusią".A ciocia -
              babcia w swojej antycznej torebce noszonej w reku (lepsza lezala w szafie razem
              z lepszymi butami - muszę je oszczedzać -mówiła cicia babcia) wyciagała
              wystane w kolejce prince - polo albo pierniczki katarzynki. A potem wtykala mi
              do kieszeni pare złotych ze swojej smiesznie niskiej emerytury. Dobrze jest
              mieć babcię.
            • ann.k Re: Twoj post trafil mnie w serducho. 18.03.03, 13:02
              przeciez to jakis frustrat albo frustratka, śmieć, ktory probuje byc ciezko
              dowcipny; kto by sie czyms takim przejmowal?
    • Gość: Ana Re: Babcia umarła... IP: *.krakow.pl 18.03.03, 17:48
      Bardzo dobrze Cię rozumiem, choć moja Babci żyje i wczoraj miała urodziny (81).
      Ale cały czas z lękiem myslę o dniu, w którym jej zabraknie. Pamietam dzień w
      którym bardzo ciężko zachorowała. Miałam wtedy 12 lat i w ciągu jednego dnia
      schudłam 3 kg. Od tamtej pory lęk o moją Babcię nie opuszcza mnie ani na
      moment. Jak byłam mała myślałam, że dorosli ludzie jakoś łatwiej przechodzą
      takie sytuacje. Dziś wiem, że lęk o kochana osobę nie ma nic wspólnego z
      wiekiem.
      Twoja Babcia na pewno jest przy Tobie cały czas, spogląda na Ciebie z góry i
      chciałaby żebyś była szczęśliwa. Pomysl o tym co się stało nie jak o wiecznym
      rozstaniu, tylko wyobraź sobie że wyjechała gdzies na bardzo, bardzo długo.
      Kiedyś nadejdzie ten dzień że spotkacie się znowu. Trzeba żyć nadzieją i wiarą,
      która niekoniecznie ma związek z religią.

      Powiem Wam wszystkim że czytałam Wasze posty a łzy same leciały mi po
      policzkach.
    • nenne Re: Babcia umarła... 18.03.03, 17:50
      Ja też przezyłam smierc Babci ponad rok temu i do dzisiaj nie ma dnia zebym nie
      pomyslala o niej. Wychowywala mnie; rodzice pracowali. Objasniala mi swiat,
      mowiac prosto. Miala ciezkie zycie, a na nic sie nie skarzyla. Wierze ze gdzies
      jest, to mi pomaga. Ale jej odejscie bylo pierwszym, ktore tak odchorowalam,
      inne osoby z rodziny jakos mniej byly dla mnie wazne moze...W kazdym razie to
      bylo nowe doswiadczenie, poczuc co to znaczy NIGDY. Ze bede miala kiedys np 50
      lat i bede coraz dalej od czasu, w ktorym ona byla. Ze juz sie nie zobaczymy.
      Teraz tez mam lzy w oczach, rozkleilam sie. ;(
    • czarna33 Re: Babcia umarła... 18.03.03, 19:34
      Moja Babcia umarla jak mialam 5 lat wiec normalne,ze nie pamietam zbyt
      wiele.Ale w lipcu umarla moja ukochana tesciowa i do tej pory rozmawiam z nia
      przed snem ,ale najbardziej mnie intryguje jedna rzecz.Moja tesciowa zmarla 13
      lipca i tydzien wczesniej miala imieniny.Bylo lato znajomi nas kusili na
      wyjazd za miasto(moglismy sie wylgac od przyjscia na imieniny -tesciowa by
      zrozumiala) i nawet rozwazalismy ten wyjazd,ale mysle sobie to Jej swieto i
      pojedziemy.I powiem Ci ze nie wybaczylabym sobie do konca zycia gdybym wtedy
      do niej nie pojechala,gdybym poczekala jeszcze tydzien.
    • atlantis75 Dziękuję Wam... 19.03.03, 11:24
      ... za wsparcie, zrozumienie i pomoc. Nawet nie wiecie jak
      Wasze posty mi pomogły! Zrozumiałam, że nie jestem sama w
      tym trudnym momencie, że każdy z nas przeżył śmierć
      bliskiej osoby (lub przeżyje), dlatego nie powinnam się
      załamywać. Wczoraj był pogrzeb, nie mam słów, żeby opisać
      to co czuję. Gdy wróciłam do domu, mój narzeczony objął
      mnie i o nic nie pytał. A ja szukałam słów, które mogłby
      opisać to co widziałam i czułam. Patrzyłam się w okno i...
      zrozumiałam, że tego nie wypowiedzą żadne słowa.

      W sercu mam wypaloną dziurę. Wczoraj wieczorem czułam tam
      wielki ból, dziś (powrót do pracy) staram się skupiać
      wyłącznie na obowiązkach. Wszystko jest szare i pozbawione
      głębszego sensu. Na cmentarzu świeciło słońce,
      powiedziałam potem do brata: "jeszcze nigdy żaden
      słoneczny dzień nie był dla mnie tak czarny". Cierpienia
      nie da się opisać, sami o tym wiecie...
      Boję się, że sobie z tym nie poradzę, że nie pogodzę się
      ze śmiercią Babci. Wraz z nią odchodzi leśniczówka.
      Dziadka (bardzo już schorowanego) zabiera ciotka.
      Nadleśnictwo przejmuje ten dom, sad, ogród, las. A
      przecież to życie całej naszej rodziny... Już nie będę
      biegła po leśnej ścieżce z plecaczkiem na plecach
      odwracając się na rodziców taszczących torby (wakacyjne
      przyjazdy), wbiegałam w bramkę i w drzwiach czekała na
      mnie Babcia. Wielkie szczęście. Jeszcze ją widzę w chustce
      w białe groszki i w żółtym sweterku...

      Dziękuję WAM! Atlantis
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka