Dodaj do ulubionych

to koniec..

IP: 80.48.38.* 20.03.03, 12:14
mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz??
Obserwuj wątek
    • miauczynska Re: to koniec.. 20.03.03, 12:21
      Gość portalu: Becia napisał(a):
      > mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz??

      A więc porozmawiajmy o Twoim małżeństwie.
      Powiedz nam o początku i powodach jego końca.
      Główka do góry!


    • Gość: Maja Re: to koniec.. IP: VPN:* / 192.168.0.* 20.03.03, 12:42
      Czasami niestety nie mamy wpływu na drugą osobę. Bardzo chcesz aby on coś
      zrozumiał, ale on najwyraźniej NIE CHCE. Zaufaj sobie. Teraz jest Ci b.żle, ale
      jeżli nie ma innego wyjścia, to tak być musi. Czasami nie wiadomo co tak
      naprawdę jest nam sądzone. Ja wierzę, że każdy ma szansę na szczęście. Przede
      wszystkim własne szczęście.Jeśli tylko mocno w to wierzy.
      • kwieto Re: to koniec.. 20.03.03, 23:12
        Czasami chcemy miec wplyw na druga osobe, nie dostrzegajac, ze problem lezy w nas a nie w drugiej osobie :")
    • Gość: aiszka4 Re: to koniec.. IP: 217.8.186.* 20.03.03, 12:43
      Gość portalu: Becia napisał(a):

      > mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz??

      Możesz sprecyzować - mąż umarł, właśnie zapadł wyrok na rozprawie rozwodowej?
      Czy też wydarzyło się coś, co spowodowało, że tak myślisz? Byłam w tej drugiej
      sytuacji, więc może Ci pomogę.
      A może chociaż Cię pocieszę:)) - choć Ci nie do śmiechu.

      Odezwij się, Beciu, nie zostawaj sama ze swoją desperacją...
      • Gość: Mevillian Re: to koniec.. IP: *.blich.krakow.pl 20.03.03, 12:45
        Napisz cos wiecej na ten temat. Uspokoj na chwile emocje - i napisz.

        Pozdrawiam, Mevillian
        • Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 20.03.03, 13:14
          jak ja mam uspokoic swoje emocje ,cała jestem znerwicowana,nawet te głupie
          proszki nie pomagaja zbytnio:(maz nie umarł,nie zapadł wyrok w sprawie
          rowodowej ale jego zachowanie pozostawia wiele do zyczenia..nie widze szans na
          dalsze to małżeństwo.no bo jak..bez miłości,czułości,czegokolwiek...tylko
          chłód,zimno,nieustajace kłótnie,nawet juz ze soba nie rozmawiamy,on zaczął sie
          upijac,przychodzic późno z pracy do domu,szlajał sie poprostu a ja jak zwykle
          musiałam sie za niego wstydzic,przepraszac:(a dzis to juz przegiął..przyszedł
          pijany do pracy!!!!!nawet nie ma poczucia winy,wstydu,niczego..olewka
          totalna,nie mam na niego zadnego wpływu,juz sie nie liczy to co ja mam do
          powiedzenia,bo on odrazu twierdzi,ze ja mu chce krzywde zrobic,widzi we mnie
          wroga!ciągłe niesłuszne oskarzenia,pouczenia,to porównywanie mnie do moich
          rodziców..przez nich sa ostatnio najwieksze problemy,dodatkowo sytuacje
          pogarsza fakt,ze kiedys mnie uderzył,choc ja tego mu nie wypominam on nie moze
          tego zapomniec,seksu brak..wiec poszedł na dziwki:(nie wytrzymuje tego!ja tez
          mam swoja godnosc,tez czasami mam racje a on sie myli,ta jego duma!!nie da
          sobie nic powiedziec,nawet swojemu bratu,swoim rodzicom..ja juz nie wiem co
          robic,on nie chce sie wyprowadzic,wiec ja musze czegos poszukac,ale tak bardzo
          sie boje!a najbardziej boli to w co tak mocno wierzy..plotki ludzi..olewałam
          to..ale one maja duzy wpływ na nasze zycie,wiec nie da sie tego ignorowac..
          Wiem,ze nie jestem idealna,mam trudny charakter..ale myslałam,ze sie jakos
          dotrzeny,jestesmy dopiero 2 lata po slubie a to co sie u nas dzieje ..poprostu
          mnie przeraza..niszczymy siebie nawzajem,walczymy,przez to wszytsko ja sie
          bardzo zmieniłam,stałąm sie newrowa,wybuchowa,zimna,nieczuła:(ja juz nie
          potrafie..czasami go rozumiem,jest mi go zal..a czasami tak bardzo sie myli:
          (((chce uciec...
          • kwieto Re: to koniec.. 20.03.03, 23:34
            Taaaa... slowem - nakrecacie sie wzajemnie. Ty chcialabys "miec na niego wplyw" i zapewne wywierasz ten wplyw zbyt agresywnie, on z kolei z nie potrafi sie temu przeciwstawic, i frustracje wyladowuje piciem...
            Zauwazasz ze masz trudny charakter. mowisz tez "jego zachowanie pozostawia wiele do zyczenia", "nie mam na niego zadnego wplywu".
            Proponuje zajac sie swoim wlasnym trudnym charakterem (zamiast naiwnie liczyc, ze "sie dotrze", a jego i wywieranie wplywu na niego zostawic na troce w spokoju.
            Nikt nie lubi jak sie usiluje naginac go do swoich wizji. Jedni jasno okreslaja granice, inni zrywaja kontakt, jeszcze inni zaczynaja pic...

            Niestety za bardzo mam wrazenie, ze to Ty jestes sila sprawcza waszych konfliktow (choc daleki jestem od rozgrzeszania czy usprawiedliwiania jego zachowania).


            A tak na marginesie - nie masz przypadkiem okienka pomiedzy kuchnia a lazienka?
            • miauczynska Re: to koniec.. 20.03.03, 23:55
              kwieto napisał:
              > A tak na marginesie - nie masz przypadkiem okienka pomiedzy kuchnia a
              lazienka?

              Ma.
              W jej drugim poście już zrobiło się jaśniej. Dużo światła wpadło przez okienko
              mimo ze to tylko okienko między łazienką a kuchnią!
              Pozdrawiam.
              k.m.
            • Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 21.03.03, 07:40
              źle mnie zrozumiełeś kwieto,ja nie chce go zmieniac..tymbardziej na siłe,moje
              prosby,rozmowy nic nie dały,chce mu pomóc przeciez to mój maz,nie chce mu źle!
              ale on sobie nie da..mówiąc,ze nie mam na niego wpływu miałam namysli to,iz
              wiele razy mi obiecywał,ze sie poprawi,ze nie bedzie tak pił,tak mnie wyzywał
              ale nie chce posłuchac,jakby mu to przyjemnosc sprawiało,nie wiem..przeciez nie
              jestem z kamienia,to boli..a najgorzej w sytuacji,kiedy np jestesmy w jakim
              gronie znajomych nie da sie zaprowadzic dajmy na to do łozka,albo zeby wrocic
              do domu,to nic ze robi wstyd sobie i mi,to nic ze zachowuje sie jak
              ostatni "lump"człowiek wykształcony..moje prosby w tym momencie schodza na
              niczym,wiem ze z pijanym nikt sie pewnie nie dogada ale do tej pory
              wierzyłam,ze zawsze jest ta jedna osoba na ktora mozesz liczyc i gdy w momencie
              kiedy jest źle,ja go np szturchne boczkiem a on sie uspokoji..(bo ja mam wtedy
              jasny obraz sytuacji z racji,ze nie piłam,nie wiem czy mnie rozumiesz..a moj
              charakter,hmm..jestem za bardzo uparta i na pewne rzeczy nie dam sobie
              pozwolic,i to nie ja jestem agresywna-on,to on mnie kiedys uderzył:(

              ..i nie wiem o co chodzi z tym okienkiem..



              > Taaaa... slowem - nakrecacie sie wzajemnie. Ty chcialabys "miec na niego
              wplyw"
              > i zapewne wywierasz ten wplyw zbyt agresywnie, on z kolei z nie potrafi sie
              t
              > emu przeciwstawic, i frustracje wyladowuje piciem...
              > Zauwazasz ze masz trudny charakter. mowisz tez "jego zachowanie pozostawia
              wiel
              > e do zyczenia", "nie mam na niego zadnego wplywu".
              > Proponuje zajac sie swoim wlasnym trudnym charakterem (zamiast naiwnie
              liczyc,
              > ze "sie dotrze", a jego i wywieranie wplywu na niego zostawic na troce w
              spokoj
              > u.
              > Nikt nie lubi jak sie usiluje naginac go do swoich wizji. Jedni jasno
              okreslaja
              > granice, inni zrywaja kontakt, jeszcze inni zaczynaja pic...
              >
              > Niestety za bardzo mam wrazenie, ze to Ty jestes sila sprawcza waszych
              konflikt
              > ow (choc daleki jestem od rozgrzeszania czy usprawiedliwiania jego
              zachowania).
              >
              >
              > A tak na marginesie - nie masz przypadkiem okienka pomiedzy kuchnia a
              lazienka?
              >
              >
              • kwieto Re: to koniec.. 21.03.03, 08:19
                Okienko to taka magiczna rzecz, o ktorej wiedza stali bywalcy i ktora wiele wyjasnia z Twojego dylematu...

                Mysle ze warto poszukac na forum watkow dotyczacych okienka :"))
            • Gość: Maja Re: to koniec.. IP: VPN:* / 192.168.0.* 21.03.03, 13:01
              Dokładnie nikt nie lubi jak się go nagina do własnych wizji. Dlatego ona już
              starała się nie naginać, jeżeli tego nie zrozumiałeś. Oczywiście teraz to on
              wyszedł na ofiarę, prawda?
              Najpierw brak szacunku, wieczne krytyki, poniżanie, poczynanie sobie do kresu
              możliwości. A czy zauważyłeś, że to właśnie ona cały czas się naginała do niego?
              Ale w końcu ile można znieść?
              Co to jest Matka Teresa aby wiecznie brać odpowiedzialność za nich oboje? Chyba
              on też brał ślub i powinien być odpowiedzialny za to co robi i mówi. A jeśli
              tak nie jest to znaczy, że nie dorósł, a być może nie jest w stanie tworzyć
              normalnego, zdrowego związku.
          • Gość: astinger Re: to koniec.. IP: 213.231.15.* 21.03.03, 12:09
            Ciekawi mnie twoja historia choc w zasadzie jest banalna " koniec małzenstwa bo
            on pije, kłócimy sie, on jest nie reformowalny". Chciałbym znac prawde o was i
            to taka sczegółowa. Czym sie zajmujecie, gdzie mieszkacie, z kim sie
            spotykacie, przyjaźnicie, jak sie spotkaliście, skad sie wzieło ze ty i on
            jesteście razem skoro on jest taki jak opisujesz, a kiedys pewnie był inny.
            Wyobraźnia podpowiada mi cos takiego: On niezbyt pewny siebie chociaz
            wykształcony, kumple, jak to w zyciu, przeróżni, ale raczej tacy co lubia wypic
            albo inaczej nie lubia nie wypić, łazi za kobietą, łazi, łazi, aż w końcu ona
            mówi TAK, potem wypadki tocza sie błyskawicznie, ślub i tu dochodzimy do sedna.
            Postawiony w sytuacji pewności w stosunku do kobiety, niezbyt pozytywnie
            myslący o sobie mężczyzna zaczyna tworzyc sobie obraz uciśnionego i źle
            traktowanego przez kobietę. Ona powie tak - źle, ona powie nie - tez nie
            dobrze. Ona z kolei nie domyslajac sie jego konstrukcji psychicznej przykreca
            srube z kazdej strony jak tylko może. Chodza tam gdzie ona chce i kiedy chce,
            zapraszaja tych których ona chce, on powinien wygladac jak ona chce, seks tyle
            ile ona chce i kiedy chce jak chce. Dobrze wie ze świat kreowany przez nią jest
            najlepszy. Jego odpowiedzia-buntem natomiast jest popijanie i agresja . Jak
            popije jest mocniejszy w gębie. A potem sumienie kaze mu pszepraszac bo on taki
            biedny, i sobie nie poradzi i zeby mu pomóc. Jak ona zacznie mu pomagac to w
            swoim stylu, czego on nie bedzie mógł znieśc.......itd, itd w kółko Macieju.
            Wniosek:
            On nie powinien był za nia łazic, ona nie powinna była mówić TAK, no ale niesty
            za póżno
    • Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 20.03.03, 13:02
      Gość portalu: Becia napisał(a):

      > mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz??

      a teraz zrób tak .... , jak skonczysz czytać to wstań i obróć się w tył,
      zamknij oczy i w środku spójrz wstecz ... zobaczysz początek znajomości, piękny
      i pełen wzruszeń, zobaczysz ślub i wspólne życie, pewnie dzieci ..., swoją
      pracę, wakacje, wigilie i te wszystkie fajne i piękne rzeczy jakie się Tobie
      przytrafiły w małżeństwie, pamięć pewnie podsunie i te gorsze. O nich postaraj
      się myśleć jak o małych czarnych kropkach, a te dobre zobacz jako kolorowe
      pocztówki albo kawałki filmów. Zobacz, że na ogół było fajnie. Więc jak już
      wiesz, że było fajnie to zmień te fajne obrazki w kolorowe kropki. Możesz się
      pobawić i różne kolory dać różnym wydarzeniom .... inne uśmiechom czy
      pocałunkom, a inne rozmowom przy stole .... nikt tylko TY może to zrobić.

      Jak już to co było zmieni się w łąńcuch kolorowych kropek, to zobacz jak mało
      jest tych czarnych ..., tak to jest właśnie, żę te czarne gdzieś znikają ....

      A jak już zobaczysz że było fajnie, to sobie popłacz jeśli masz na to
      ochotę ... A jak już skończysz płakać i się uspokoisz to znów się obróć całym
      ciałem się obróć, tak żeby za plecami mieć ten swój łańcuszek ...

      i tak samo jak w "tył", teraz w środku popatrz w "przód" - i zobacz jeszcze
      pustą linię ... w myślach umieść na niej kolorowe punkty uśmiechów, dobrych
      słów, tych których jesteś pewna, tych od rodziców i od dzieci, pochwały za
      smaczny obiad czy uznania w pracy i te wszystkie jakie tak naprawdę wiesz, że
      będą. dużo miejsc jest pustych ..., tam postaw te różowe kropki nadzieji ...,
      jakie każdy w sobie ma. TY też je masz , więc rozrzuć je tu i tam w
      przyszłości...

      A teraz obróć się bokiem tak żeby po lewej ręce był ten łańcuch z przeszłości,
      a po prawej to co będzie ... i zrób w myślach krok w tył, a może jeszcze dwa,
      tyle zrób tych kroków żeby w myślach widzieć i przeszłość i przyszłość ... ,
      tam gdzie stałaś jest czarna kropka, ale ona jest tylko jedną z kropek ...,
      razi swoją wielkością, więc dopasuj ją do reszty ....

      No więc teraz widzisz cały łańcuch. Przyjrzyj się mu uważnie. Powspominaj,
      pomarz, a jak będziesz miała dość to w myślach otwórz oczy i zobacz, że ten
      łąńcuch kolorowych kropek jest wciąż przed Tobą. Odszukaj tą małą czarną kropkę
      na któej stałaś i wróć na nią.

      Teraz obróć się tak jak stałaś na początku i otwórz oczy ...

      Czy wciąż myślisz, że to koniec?

      Przecież to tylko jedna z tak wielu kropek ..., a za nią będzie tyle innych ...

      Pozdrawiam ...
      • Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 20.03.03, 13:21
        zeby to było takie proste,popatrz tu, popatrz tam..a jak sięgne pamiecią
        wstecz..to widze czarna dziure..ten stan trwa od ponad roku,a z kazdym dniem
        jest coraz gorzej zarówno dla mnie jak i dla niego:(
        • Gość: Malwina Re: to koniec.. IP: *.d1.club-internet.fr 20.03.03, 13:28
          on pije, ty wcinasz prochy ...
          i spodziewasz sie szczescia ?
          PS
          do pracy pijany ? to alkoholik, proste jak drut
          Na co liczysz ?
          • Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 20.03.03, 13:32
            chyba źle sie wyraziłam,mówiąc prochy miałam namysli tabletki upokajające..
            na co licze?nie wiem..wiem,ze kiedys nie pił..
            • Gość: aiszka4 Re: to koniec.. do Beci IP: 217.8.186.* 20.03.03, 14:01
              Gość portalu: Becia napisał(a):

              > chyba źle sie wyraziłam,mówiąc prochy miałam namysli tabletki upokajające..
              > na co licze?nie wiem..wiem,ze kiedys nie pił..

              Beciu,
              jesteś na dnie czarnej dziury, a z tej perspektywy rzeczywiście widać tylko
              czarną dziurę. Wiem, bo przerabiałam.
              Moja propozycja (sprawdzone na sobie) psychiatra (bo tylko on ma uprawnienia do
              wypisania recepty) i leki poprawiające nastrój - na początek, bo to nie
              wystarczy. Dopiero, kiedy ustabilizujesz sie emocjonalnie, będziesz w stanie
              podjąć jakieś decyzje.
              Jeśli potrzebujesz bliższych informacji, napisz: aiszka4.gazeta.pl
              Trzymaj się i nie rób nic, póki jesteś w tej czarnej dziurze.
        • Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 20.03.03, 13:33
          Gość portalu: Becia napisał(a):

          > zeby to było takie proste,popatrz tu, popatrz tam..a jak sięgne pamiecią
          > wstecz..to widze czarna dziure..ten stan trwa od ponad roku,a z kazdym dniem
          > jest coraz gorzej zarówno dla mnie jak i dla niego:(

          Becia ... , a czy mówię że proste ... tylko mówię co może pomóc ..., a jak
          widzisz "czarną dziurę" to ja będziesz "stała" w myślach zrób tak ... wyciągnij
          ręce ... chwyć w dłonie tą "czarną dziurę" i zwiń ja w dłoniach jak się zgniata
          kulkę papieru ... i rzuć ją pod swoje stopy to jest ta kropka na której
          stoisz ... podepcz ją nogami ... a jak w myślach uniesiesz głowę to zobaczysz
          tem kolorowy łańcuch ....

          powodzenia Becia ... a jakby co ... jakbyś wolała nie tak publicznie to pisz na
          maila prostaczek3@gazeta.pl

          pozdrawiam ...
          • Gość: Malwina Re: to koniec.. IP: *.d1.club-internet.fr 20.03.03, 13:40
            ajak juz te czarna dziure zgniotlas to zrozum ze twoim kobiecym przeznaczeniem
            jest niewatpliwie cierpiec w imie utrzymania malzenstwa . Pff
            potem mozesz w ramach poswiecenia na islam przejsc i bozi dziekowac ze takie
            kolorowe zycie i dala ...
            eeeh, uciekaj gdzie pieprz rosnie
            Malwina
            (no ale ja mam alkoholowa traume ..., tobie moze trzeba doswiadczyc ...?)
            • Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 20.03.03, 16:46
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > ajak juz te czarna dziure zgniotlas to zrozum ze twoim kobiecym
              przeznaczeniem
              > jest niewatpliwie cierpiec


              .... kochana nie istneije nic takiego jak kobiece czy meskie przeznaczenie, my
              sami tak myslac zaczynamy je tworzyc ..., co chyba jest oczywiste, tyle ze
              oprocz przeznaczenia jakie sami tworzymy, sa jeszcze obowiazki jakie mamy ... i
              czesto one tez są mylone z przeznaczeniem.

              Malwina a istnieje jakiś inny sposób na zobaczenie, że poza czarną dziurą
              istnieje jescze świat ....?

              Niby można z niej wyjść i też zobaczyć ..., ale ona wtedy pozostanie ... więc
              może lepiej jest ja od razu unieszkodliwić, tak, żeby nie przeszkadzała? Jestem
              zwolennikiem poglądu, że lepiej jest możliwie szybko usunąć przyczynę traumy,
              albo przynajmniej ją możliwie mocno zredukować ... :-))


              > (no ale ja mam alkoholowa traume ..., tobie moze trzeba doswiadczyc ...?)

              ... fajny pomysł ... z deszczu pod rynnę ...

              Pozdrawiam
              • Gość: Malwina Re: to koniec.. IP: *.d1.club-internet.fr 20.03.03, 21:52
                pewnie znow inteligencji mi zabraklo bo nic nie zrozumialam z twej odpowiedzi
                wiec nie moge sie ustosunkowac.
                • Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 21.03.03, 16:41
                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > pewnie znow inteligencji mi zabraklo bo nic nie zrozumialam z twej odpowiedzi
                  > wiec nie moge sie ustosunkowac.


                  :-)) pewnie nie warto.

                  To było tylko dopowiedzenie do sposobu na poradzenie sobie z tą "czarną dziurą"
                  o jakiej Beci napisała. Tyle, że i Ona pewnie też nie zrozumiała, więc co
                  napisałem to chyba nie potrzebnie :-)

                  Pozdrawiam
    • obecna tak, to koniec:-( 20.03.03, 21:10
      No tak... nawet jak się czasami bardzo chce to nie można tego mieć. W pojedynkę
      nie naprawisz swego małzeństwa. Normalne małżenstwo to miłość i partnerstwo
      spajające się intelektualnie, duchowo i fizycznie (tzn. dwie osoby muszą nosić
      siebie nazwajem w sercu, w myślach i fizycznie... to chyba wiadomo o co chodzi:-
      ) Jeżeli choć jedna spoina nawala... to całe małżeństwo jest chore. U Ciebie to
      już ostatnie stadium choroby:-( Tak chciałabym Ci napisać, że będzie dobrze, że
      mąż przestanie pić, że będzie znowu tak pięknie... ale nie mam zwyczaju ssać z
      palca swoich wypowiedzi. Niestety to faktycznie chyba już koniec... ale koniec
      tylko Twojego małżeństwa. To nie Twój koniec, ani koniec Twojego życia!
      Zobaczysz, że czas leczy wszystko i zawsze działa na naszą korzyść... najpierw
      tylko uwolnij się od tego co Cię ogranicza życiowo i truje (czyt. mąż).
      POZDROV!
      • maarys Re: tak, to koniec:-( 21.03.03, 08:53
        obecna:
        > Tak chciałabym Ci napisać, że będzie dobrze, że
        > mąż przestanie pić, że będzie znowu tak pięknie... ale nie mam zwyczaju ssać
        > z palca swoich wypowiedzi. Niestety to faktycznie chyba już koniec...

        i ja sie dolacze do glosow Malwiny i obecnej - powiedzialabym nawet - ratuj
        siebie!!
        Wiem, ze istnieja osoby, ktore wlasna miloscia i zaangazowaniem uratowaly
        zwiazki wlasciwie beznadziejne...
        Ale to juz kwestia Twojej decyzji - ja osobiscie, w przypadku alkoholu, jestem
        za ratowaniem siebie, nie zwiazku...
        Oczywiscie wynika to z moich osobistych doswiadczen.

        Ale nie twierdze, ze to latwe.
        Zostawienie kogos kto pije przewaznie oznacza skazanie go na totalne stoczenie,
        ale moze tez sprawic, ze on sie "obudzi" i postara sie naprawic swoje zycie. Ta
        druga opcja ma szanse na powodzenie tylko w przypadku osob silnych... (znam
        tylko jedna pare, w ktorej maz przestal pic po tym, jak zostawila go zona; i po
        roku niepicia ona mu zaufala i sa znowu razem)

        No, jeszcze ta teoria, ze trzeba siegnac dna, zeby moc powrocic...


        obecna:
        > To nie Twój koniec, ani koniec Twojego życia!
        tak wlasnie!!!
        nie Twoj koniec!
      • Gość: Przemek Re: tak, to koniec:-( IP: *.tele.pw.edu.pl 21.03.03, 12:46
        obecna napisała:
        "Today is the first day of the rest of your life"

        If it is not the last day of your life :-)
    • komandos57 Re: to poczatek. 20.03.03, 21:23
      To twoje widzenie problemu.Jedna strona.Facet tez powie dlaczego to koniec.Chcesz, to przyjade i z nim
      pogadam.Komandos przecie jestem.A ty, odrobine logiki.Swojej.(jezeli ja masz?)
      • Gość: Becia Re: to poczatek. IP: 80.48.38.* 21.03.03, 07:50
        jasne,ten sarkazm zachowaj dla siebie,ja mam jeszcze rozum..nie zampominaj o
        tym..oczywiscie,ze to moja "wersja"ale wiem,ze duzo w tym prawdy i nie raz
        przyznał mi racje..(dobrowolnie,zeby jasnosc była)
        przyjedź,zobaczymy na co Cie stac.

        wczoraj byłam gotowa sie wyprowadzić a on do mnie przyszedl,z prosba o moja
        pomoc..ze sobie sam nie radzi z tym problemem(alkohol)i zebym mu pomogła..no i
        co..zostałam,pomoge mu ale nie wiem co dalej z naszym małzenstwem,mąż alkoholik:
        ((nawet jesli sie zgłosi do AA to jak to bedzie dalej?nigdy nie miałam z tym
        doczynenia,co bedzie po kilku latach???nie wiem..



        > To twoje widzenie problemu.Jedna strona.Facet tez powie dlaczego to
        koniec.Chce
        > sz, to przyjade i z nim
        > pogadam.Komandos przecie jestem.A ty, odrobine logiki.Swojej.(jezeli ja masz?)
        • alfika Re: to poczatek. 21.03.03, 09:54
          Beciu, nie złość się, ale mam wrażenie po tych paru Twoich postach, że macie z
          mężem układ mama-syn.
          Ty poczuwasz się do pilnowania i bycia osobą odpowiedzialną, on sobie
          porozrabia, przyzna się do numerków i przeprosi (teraz dość poważnych numerków,
          ale to Ty chciałaś móc go "szturchnąć" - czyli od razu część odpowiedzialności
          wzięłaś na siebie - mógł dzięki temu troszkę porozrabiać i wypić... a że jest
          nieposłuszny po wypiciu - to urodził się problem).
          Takie predyspozycje można łatwo zrozumieć i ewentualnie potwierdzić - a co
          najważniejsze poradzić sobie z nimi - na normalnej terapii u psychologa.
          Trochę kosztuje, ale warto!!!
          I nie są to najtrudniejsze tematu do przerobienia, naprawdę. Choć do banalnych
          też nie należą.
          Twój mąż się zdeklarował - chce coś zmienić, naprawić. Tym lepiej.
          Rozstać zawsze się zdążycie, nikt Wam nie zabroni. Ale może warto wysilić się
          na coś więcej? To akurat Ty wiesz najlepiej.
          Pozdrawiam serdecznie!
        • Gość: Maja Re: to poczatek. IP: VPN:* / 192.168.0.* 21.03.03, 11:48
          Przede wszystkim, nie masz pewności czy on naprawdę chce się zmienić, czy
          tylko, odwołując się do Twojej odpowiedzialności za Was, sumienia, probuje tak
          Cię zmanipulować abyś została przy nim, ponieważ tak naprawdę może odpowiada mu
          taka rola. A wie, że jeśli poprosi, Ty zostaniesz. Wie, że narozrabiał, jakoś
          nie pomyślał o Tobie robiąc to, bo wiedział że nie odejdziesz. A kiedy
          przegiął, próbuje coś wskurać innym sposobem.
          Jeśli jest zdecydowany się leczyć to zrobi to nawet jeśli Ty się wyprowadzić,
          jeśli będzie wiedział że jest to warunek dalszego bycia ze sobą.
          Zobaczysz jak on traktuje swoją deklarację po tym jak zostaniesz. Jeśli dalej
          będzie tak jak do tej pory, to raczej nie ma zamiaru niczego zmieniać.
          Może spróbujcie pójść razem do jakiejś poradni rodzinnej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka