Gość: Becia IP: 80.48.38.* 20.03.03, 12:14 mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz?? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
miauczynska Re: to koniec.. 20.03.03, 12:21 Gość portalu: Becia napisał(a): > mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz?? A więc porozmawiajmy o Twoim małżeństwie. Powiedz nam o początku i powodach jego końca. Główka do góry! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maja Re: to koniec.. IP: VPN:* / 192.168.0.* 20.03.03, 12:42 Czasami niestety nie mamy wpływu na drugą osobę. Bardzo chcesz aby on coś zrozumiał, ale on najwyraźniej NIE CHCE. Zaufaj sobie. Teraz jest Ci b.żle, ale jeżli nie ma innego wyjścia, to tak być musi. Czasami nie wiadomo co tak naprawdę jest nam sądzone. Ja wierzę, że każdy ma szansę na szczęście. Przede wszystkim własne szczęście.Jeśli tylko mocno w to wierzy. Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: to koniec.. 20.03.03, 23:12 Czasami chcemy miec wplyw na druga osobe, nie dostrzegajac, ze problem lezy w nas a nie w drugiej osobie :") Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aiszka4 Re: to koniec.. IP: 217.8.186.* 20.03.03, 12:43 Gość portalu: Becia napisał(a): > mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz?? Możesz sprecyzować - mąż umarł, właśnie zapadł wyrok na rozprawie rozwodowej? Czy też wydarzyło się coś, co spowodowało, że tak myślisz? Byłam w tej drugiej sytuacji, więc może Ci pomogę. A może chociaż Cię pocieszę:)) - choć Ci nie do śmiechu. Odezwij się, Beciu, nie zostawaj sama ze swoją desperacją... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mevillian Re: to koniec.. IP: *.blich.krakow.pl 20.03.03, 12:45 Napisz cos wiecej na ten temat. Uspokoj na chwile emocje - i napisz. Pozdrawiam, Mevillian Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 20.03.03, 13:14 jak ja mam uspokoic swoje emocje ,cała jestem znerwicowana,nawet te głupie proszki nie pomagaja zbytnio:(maz nie umarł,nie zapadł wyrok w sprawie rowodowej ale jego zachowanie pozostawia wiele do zyczenia..nie widze szans na dalsze to małżeństwo.no bo jak..bez miłości,czułości,czegokolwiek...tylko chłód,zimno,nieustajace kłótnie,nawet juz ze soba nie rozmawiamy,on zaczął sie upijac,przychodzic późno z pracy do domu,szlajał sie poprostu a ja jak zwykle musiałam sie za niego wstydzic,przepraszac:(a dzis to juz przegiął..przyszedł pijany do pracy!!!!!nawet nie ma poczucia winy,wstydu,niczego..olewka totalna,nie mam na niego zadnego wpływu,juz sie nie liczy to co ja mam do powiedzenia,bo on odrazu twierdzi,ze ja mu chce krzywde zrobic,widzi we mnie wroga!ciągłe niesłuszne oskarzenia,pouczenia,to porównywanie mnie do moich rodziców..przez nich sa ostatnio najwieksze problemy,dodatkowo sytuacje pogarsza fakt,ze kiedys mnie uderzył,choc ja tego mu nie wypominam on nie moze tego zapomniec,seksu brak..wiec poszedł na dziwki:(nie wytrzymuje tego!ja tez mam swoja godnosc,tez czasami mam racje a on sie myli,ta jego duma!!nie da sobie nic powiedziec,nawet swojemu bratu,swoim rodzicom..ja juz nie wiem co robic,on nie chce sie wyprowadzic,wiec ja musze czegos poszukac,ale tak bardzo sie boje!a najbardziej boli to w co tak mocno wierzy..plotki ludzi..olewałam to..ale one maja duzy wpływ na nasze zycie,wiec nie da sie tego ignorowac.. Wiem,ze nie jestem idealna,mam trudny charakter..ale myslałam,ze sie jakos dotrzeny,jestesmy dopiero 2 lata po slubie a to co sie u nas dzieje ..poprostu mnie przeraza..niszczymy siebie nawzajem,walczymy,przez to wszytsko ja sie bardzo zmieniłam,stałąm sie newrowa,wybuchowa,zimna,nieczuła:(ja juz nie potrafie..czasami go rozumiem,jest mi go zal..a czasami tak bardzo sie myli: (((chce uciec... Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: to koniec.. 20.03.03, 23:34 Taaaa... slowem - nakrecacie sie wzajemnie. Ty chcialabys "miec na niego wplyw" i zapewne wywierasz ten wplyw zbyt agresywnie, on z kolei z nie potrafi sie temu przeciwstawic, i frustracje wyladowuje piciem... Zauwazasz ze masz trudny charakter. mowisz tez "jego zachowanie pozostawia wiele do zyczenia", "nie mam na niego zadnego wplywu". Proponuje zajac sie swoim wlasnym trudnym charakterem (zamiast naiwnie liczyc, ze "sie dotrze", a jego i wywieranie wplywu na niego zostawic na troce w spokoju. Nikt nie lubi jak sie usiluje naginac go do swoich wizji. Jedni jasno okreslaja granice, inni zrywaja kontakt, jeszcze inni zaczynaja pic... Niestety za bardzo mam wrazenie, ze to Ty jestes sila sprawcza waszych konfliktow (choc daleki jestem od rozgrzeszania czy usprawiedliwiania jego zachowania). A tak na marginesie - nie masz przypadkiem okienka pomiedzy kuchnia a lazienka? Odpowiedz Link Zgłoś
miauczynska Re: to koniec.. 20.03.03, 23:55 kwieto napisał: > A tak na marginesie - nie masz przypadkiem okienka pomiedzy kuchnia a lazienka? Ma. W jej drugim poście już zrobiło się jaśniej. Dużo światła wpadło przez okienko mimo ze to tylko okienko między łazienką a kuchnią! Pozdrawiam. k.m. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 21.03.03, 07:40 źle mnie zrozumiełeś kwieto,ja nie chce go zmieniac..tymbardziej na siłe,moje prosby,rozmowy nic nie dały,chce mu pomóc przeciez to mój maz,nie chce mu źle! ale on sobie nie da..mówiąc,ze nie mam na niego wpływu miałam namysli to,iz wiele razy mi obiecywał,ze sie poprawi,ze nie bedzie tak pił,tak mnie wyzywał ale nie chce posłuchac,jakby mu to przyjemnosc sprawiało,nie wiem..przeciez nie jestem z kamienia,to boli..a najgorzej w sytuacji,kiedy np jestesmy w jakim gronie znajomych nie da sie zaprowadzic dajmy na to do łozka,albo zeby wrocic do domu,to nic ze robi wstyd sobie i mi,to nic ze zachowuje sie jak ostatni "lump"człowiek wykształcony..moje prosby w tym momencie schodza na niczym,wiem ze z pijanym nikt sie pewnie nie dogada ale do tej pory wierzyłam,ze zawsze jest ta jedna osoba na ktora mozesz liczyc i gdy w momencie kiedy jest źle,ja go np szturchne boczkiem a on sie uspokoji..(bo ja mam wtedy jasny obraz sytuacji z racji,ze nie piłam,nie wiem czy mnie rozumiesz..a moj charakter,hmm..jestem za bardzo uparta i na pewne rzeczy nie dam sobie pozwolic,i to nie ja jestem agresywna-on,to on mnie kiedys uderzył:( ..i nie wiem o co chodzi z tym okienkiem.. > Taaaa... slowem - nakrecacie sie wzajemnie. Ty chcialabys "miec na niego wplyw" > i zapewne wywierasz ten wplyw zbyt agresywnie, on z kolei z nie potrafi sie t > emu przeciwstawic, i frustracje wyladowuje piciem... > Zauwazasz ze masz trudny charakter. mowisz tez "jego zachowanie pozostawia wiel > e do zyczenia", "nie mam na niego zadnego wplywu". > Proponuje zajac sie swoim wlasnym trudnym charakterem (zamiast naiwnie liczyc, > ze "sie dotrze", a jego i wywieranie wplywu na niego zostawic na troce w spokoj > u. > Nikt nie lubi jak sie usiluje naginac go do swoich wizji. Jedni jasno okreslaja > granice, inni zrywaja kontakt, jeszcze inni zaczynaja pic... > > Niestety za bardzo mam wrazenie, ze to Ty jestes sila sprawcza waszych konflikt > ow (choc daleki jestem od rozgrzeszania czy usprawiedliwiania jego zachowania). > > > A tak na marginesie - nie masz przypadkiem okienka pomiedzy kuchnia a lazienka? > > Odpowiedz Link Zgłoś
kwieto Re: to koniec.. 21.03.03, 08:19 Okienko to taka magiczna rzecz, o ktorej wiedza stali bywalcy i ktora wiele wyjasnia z Twojego dylematu... Mysle ze warto poszukac na forum watkow dotyczacych okienka :")) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maja Re: to koniec.. IP: VPN:* / 192.168.0.* 21.03.03, 13:01 Dokładnie nikt nie lubi jak się go nagina do własnych wizji. Dlatego ona już starała się nie naginać, jeżeli tego nie zrozumiałeś. Oczywiście teraz to on wyszedł na ofiarę, prawda? Najpierw brak szacunku, wieczne krytyki, poniżanie, poczynanie sobie do kresu możliwości. A czy zauważyłeś, że to właśnie ona cały czas się naginała do niego? Ale w końcu ile można znieść? Co to jest Matka Teresa aby wiecznie brać odpowiedzialność za nich oboje? Chyba on też brał ślub i powinien być odpowiedzialny za to co robi i mówi. A jeśli tak nie jest to znaczy, że nie dorósł, a być może nie jest w stanie tworzyć normalnego, zdrowego związku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: astinger Re: to koniec.. IP: 213.231.15.* 21.03.03, 12:09 Ciekawi mnie twoja historia choc w zasadzie jest banalna " koniec małzenstwa bo on pije, kłócimy sie, on jest nie reformowalny". Chciałbym znac prawde o was i to taka sczegółowa. Czym sie zajmujecie, gdzie mieszkacie, z kim sie spotykacie, przyjaźnicie, jak sie spotkaliście, skad sie wzieło ze ty i on jesteście razem skoro on jest taki jak opisujesz, a kiedys pewnie był inny. Wyobraźnia podpowiada mi cos takiego: On niezbyt pewny siebie chociaz wykształcony, kumple, jak to w zyciu, przeróżni, ale raczej tacy co lubia wypic albo inaczej nie lubia nie wypić, łazi za kobietą, łazi, łazi, aż w końcu ona mówi TAK, potem wypadki tocza sie błyskawicznie, ślub i tu dochodzimy do sedna. Postawiony w sytuacji pewności w stosunku do kobiety, niezbyt pozytywnie myslący o sobie mężczyzna zaczyna tworzyc sobie obraz uciśnionego i źle traktowanego przez kobietę. Ona powie tak - źle, ona powie nie - tez nie dobrze. Ona z kolei nie domyslajac sie jego konstrukcji psychicznej przykreca srube z kazdej strony jak tylko może. Chodza tam gdzie ona chce i kiedy chce, zapraszaja tych których ona chce, on powinien wygladac jak ona chce, seks tyle ile ona chce i kiedy chce jak chce. Dobrze wie ze świat kreowany przez nią jest najlepszy. Jego odpowiedzia-buntem natomiast jest popijanie i agresja . Jak popije jest mocniejszy w gębie. A potem sumienie kaze mu pszepraszac bo on taki biedny, i sobie nie poradzi i zeby mu pomóc. Jak ona zacznie mu pomagac to w swoim stylu, czego on nie bedzie mógł znieśc.......itd, itd w kółko Macieju. Wniosek: On nie powinien był za nia łazic, ona nie powinna była mówić TAK, no ale niesty za póżno Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 20.03.03, 13:02 Gość portalu: Becia napisał(a): > mojego małżeństwa:((((((((jestem załamana,zdesperowana,samotna..i co teraz?? a teraz zrób tak .... , jak skonczysz czytać to wstań i obróć się w tył, zamknij oczy i w środku spójrz wstecz ... zobaczysz początek znajomości, piękny i pełen wzruszeń, zobaczysz ślub i wspólne życie, pewnie dzieci ..., swoją pracę, wakacje, wigilie i te wszystkie fajne i piękne rzeczy jakie się Tobie przytrafiły w małżeństwie, pamięć pewnie podsunie i te gorsze. O nich postaraj się myśleć jak o małych czarnych kropkach, a te dobre zobacz jako kolorowe pocztówki albo kawałki filmów. Zobacz, że na ogół było fajnie. Więc jak już wiesz, że było fajnie to zmień te fajne obrazki w kolorowe kropki. Możesz się pobawić i różne kolory dać różnym wydarzeniom .... inne uśmiechom czy pocałunkom, a inne rozmowom przy stole .... nikt tylko TY może to zrobić. Jak już to co było zmieni się w łąńcuch kolorowych kropek, to zobacz jak mało jest tych czarnych ..., tak to jest właśnie, żę te czarne gdzieś znikają .... A jak już zobaczysz że było fajnie, to sobie popłacz jeśli masz na to ochotę ... A jak już skończysz płakać i się uspokoisz to znów się obróć całym ciałem się obróć, tak żeby za plecami mieć ten swój łańcuszek ... i tak samo jak w "tył", teraz w środku popatrz w "przód" - i zobacz jeszcze pustą linię ... w myślach umieść na niej kolorowe punkty uśmiechów, dobrych słów, tych których jesteś pewna, tych od rodziców i od dzieci, pochwały za smaczny obiad czy uznania w pracy i te wszystkie jakie tak naprawdę wiesz, że będą. dużo miejsc jest pustych ..., tam postaw te różowe kropki nadzieji ..., jakie każdy w sobie ma. TY też je masz , więc rozrzuć je tu i tam w przyszłości... A teraz obróć się bokiem tak żeby po lewej ręce był ten łańcuch z przeszłości, a po prawej to co będzie ... i zrób w myślach krok w tył, a może jeszcze dwa, tyle zrób tych kroków żeby w myślach widzieć i przeszłość i przyszłość ... , tam gdzie stałaś jest czarna kropka, ale ona jest tylko jedną z kropek ..., razi swoją wielkością, więc dopasuj ją do reszty .... No więc teraz widzisz cały łańcuch. Przyjrzyj się mu uważnie. Powspominaj, pomarz, a jak będziesz miała dość to w myślach otwórz oczy i zobacz, że ten łąńcuch kolorowych kropek jest wciąż przed Tobą. Odszukaj tą małą czarną kropkę na któej stałaś i wróć na nią. Teraz obróć się tak jak stałaś na początku i otwórz oczy ... Czy wciąż myślisz, że to koniec? Przecież to tylko jedna z tak wielu kropek ..., a za nią będzie tyle innych ... Pozdrawiam ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 20.03.03, 13:21 zeby to było takie proste,popatrz tu, popatrz tam..a jak sięgne pamiecią wstecz..to widze czarna dziure..ten stan trwa od ponad roku,a z kazdym dniem jest coraz gorzej zarówno dla mnie jak i dla niego:( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malwina Re: to koniec.. IP: *.d1.club-internet.fr 20.03.03, 13:28 on pije, ty wcinasz prochy ... i spodziewasz sie szczescia ? PS do pracy pijany ? to alkoholik, proste jak drut Na co liczysz ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Becia Re: to koniec.. IP: 80.48.38.* 20.03.03, 13:32 chyba źle sie wyraziłam,mówiąc prochy miałam namysli tabletki upokajające.. na co licze?nie wiem..wiem,ze kiedys nie pił.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aiszka4 Re: to koniec.. do Beci IP: 217.8.186.* 20.03.03, 14:01 Gość portalu: Becia napisał(a): > chyba źle sie wyraziłam,mówiąc prochy miałam namysli tabletki upokajające.. > na co licze?nie wiem..wiem,ze kiedys nie pił.. Beciu, jesteś na dnie czarnej dziury, a z tej perspektywy rzeczywiście widać tylko czarną dziurę. Wiem, bo przerabiałam. Moja propozycja (sprawdzone na sobie) psychiatra (bo tylko on ma uprawnienia do wypisania recepty) i leki poprawiające nastrój - na początek, bo to nie wystarczy. Dopiero, kiedy ustabilizujesz sie emocjonalnie, będziesz w stanie podjąć jakieś decyzje. Jeśli potrzebujesz bliższych informacji, napisz: aiszka4.gazeta.pl Trzymaj się i nie rób nic, póki jesteś w tej czarnej dziurze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 20.03.03, 13:33 Gość portalu: Becia napisał(a): > zeby to było takie proste,popatrz tu, popatrz tam..a jak sięgne pamiecią > wstecz..to widze czarna dziure..ten stan trwa od ponad roku,a z kazdym dniem > jest coraz gorzej zarówno dla mnie jak i dla niego:( Becia ... , a czy mówię że proste ... tylko mówię co może pomóc ..., a jak widzisz "czarną dziurę" to ja będziesz "stała" w myślach zrób tak ... wyciągnij ręce ... chwyć w dłonie tą "czarną dziurę" i zwiń ja w dłoniach jak się zgniata kulkę papieru ... i rzuć ją pod swoje stopy to jest ta kropka na której stoisz ... podepcz ją nogami ... a jak w myślach uniesiesz głowę to zobaczysz tem kolorowy łańcuch .... powodzenia Becia ... a jakby co ... jakbyś wolała nie tak publicznie to pisz na maila prostaczek3@gazeta.pl pozdrawiam ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malwina Re: to koniec.. IP: *.d1.club-internet.fr 20.03.03, 13:40 ajak juz te czarna dziure zgniotlas to zrozum ze twoim kobiecym przeznaczeniem jest niewatpliwie cierpiec w imie utrzymania malzenstwa . Pff potem mozesz w ramach poswiecenia na islam przejsc i bozi dziekowac ze takie kolorowe zycie i dala ... eeeh, uciekaj gdzie pieprz rosnie Malwina (no ale ja mam alkoholowa traume ..., tobie moze trzeba doswiadczyc ...?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 20.03.03, 16:46 Gość portalu: Malwina napisał(a): > ajak juz te czarna dziure zgniotlas to zrozum ze twoim kobiecym przeznaczeniem > jest niewatpliwie cierpiec .... kochana nie istneije nic takiego jak kobiece czy meskie przeznaczenie, my sami tak myslac zaczynamy je tworzyc ..., co chyba jest oczywiste, tyle ze oprocz przeznaczenia jakie sami tworzymy, sa jeszcze obowiazki jakie mamy ... i czesto one tez są mylone z przeznaczeniem. Malwina a istnieje jakiś inny sposób na zobaczenie, że poza czarną dziurą istnieje jescze świat ....? Niby można z niej wyjść i też zobaczyć ..., ale ona wtedy pozostanie ... więc może lepiej jest ja od razu unieszkodliwić, tak, żeby nie przeszkadzała? Jestem zwolennikiem poglądu, że lepiej jest możliwie szybko usunąć przyczynę traumy, albo przynajmniej ją możliwie mocno zredukować ... :-)) > (no ale ja mam alkoholowa traume ..., tobie moze trzeba doswiadczyc ...?) ... fajny pomysł ... z deszczu pod rynnę ... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Malwina Re: to koniec.. IP: *.d1.club-internet.fr 20.03.03, 21:52 pewnie znow inteligencji mi zabraklo bo nic nie zrozumialam z twej odpowiedzi wiec nie moge sie ustosunkowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prostaczek Re: to koniec.. IP: *.ki.net.pl 21.03.03, 16:41 Gość portalu: Malwina napisał(a): > pewnie znow inteligencji mi zabraklo bo nic nie zrozumialam z twej odpowiedzi > wiec nie moge sie ustosunkowac. :-)) pewnie nie warto. To było tylko dopowiedzenie do sposobu na poradzenie sobie z tą "czarną dziurą" o jakiej Beci napisała. Tyle, że i Ona pewnie też nie zrozumiała, więc co napisałem to chyba nie potrzebnie :-) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
obecna tak, to koniec:-( 20.03.03, 21:10 No tak... nawet jak się czasami bardzo chce to nie można tego mieć. W pojedynkę nie naprawisz swego małzeństwa. Normalne małżenstwo to miłość i partnerstwo spajające się intelektualnie, duchowo i fizycznie (tzn. dwie osoby muszą nosić siebie nazwajem w sercu, w myślach i fizycznie... to chyba wiadomo o co chodzi:- ) Jeżeli choć jedna spoina nawala... to całe małżeństwo jest chore. U Ciebie to już ostatnie stadium choroby:-( Tak chciałabym Ci napisać, że będzie dobrze, że mąż przestanie pić, że będzie znowu tak pięknie... ale nie mam zwyczaju ssać z palca swoich wypowiedzi. Niestety to faktycznie chyba już koniec... ale koniec tylko Twojego małżeństwa. To nie Twój koniec, ani koniec Twojego życia! Zobaczysz, że czas leczy wszystko i zawsze działa na naszą korzyść... najpierw tylko uwolnij się od tego co Cię ogranicza życiowo i truje (czyt. mąż). POZDROV! Odpowiedz Link Zgłoś
maarys Re: tak, to koniec:-( 21.03.03, 08:53 obecna: > Tak chciałabym Ci napisać, że będzie dobrze, że > mąż przestanie pić, że będzie znowu tak pięknie... ale nie mam zwyczaju ssać > z palca swoich wypowiedzi. Niestety to faktycznie chyba już koniec... i ja sie dolacze do glosow Malwiny i obecnej - powiedzialabym nawet - ratuj siebie!! Wiem, ze istnieja osoby, ktore wlasna miloscia i zaangazowaniem uratowaly zwiazki wlasciwie beznadziejne... Ale to juz kwestia Twojej decyzji - ja osobiscie, w przypadku alkoholu, jestem za ratowaniem siebie, nie zwiazku... Oczywiscie wynika to z moich osobistych doswiadczen. Ale nie twierdze, ze to latwe. Zostawienie kogos kto pije przewaznie oznacza skazanie go na totalne stoczenie, ale moze tez sprawic, ze on sie "obudzi" i postara sie naprawic swoje zycie. Ta druga opcja ma szanse na powodzenie tylko w przypadku osob silnych... (znam tylko jedna pare, w ktorej maz przestal pic po tym, jak zostawila go zona; i po roku niepicia ona mu zaufala i sa znowu razem) No, jeszcze ta teoria, ze trzeba siegnac dna, zeby moc powrocic... obecna: > To nie Twój koniec, ani koniec Twojego życia! tak wlasnie!!! nie Twoj koniec! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Przemek Re: tak, to koniec:-( IP: *.tele.pw.edu.pl 21.03.03, 12:46 obecna napisała: "Today is the first day of the rest of your life" If it is not the last day of your life :-) Odpowiedz Link Zgłoś
komandos57 Re: to poczatek. 20.03.03, 21:23 To twoje widzenie problemu.Jedna strona.Facet tez powie dlaczego to koniec.Chcesz, to przyjade i z nim pogadam.Komandos przecie jestem.A ty, odrobine logiki.Swojej.(jezeli ja masz?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Becia Re: to poczatek. IP: 80.48.38.* 21.03.03, 07:50 jasne,ten sarkazm zachowaj dla siebie,ja mam jeszcze rozum..nie zampominaj o tym..oczywiscie,ze to moja "wersja"ale wiem,ze duzo w tym prawdy i nie raz przyznał mi racje..(dobrowolnie,zeby jasnosc była) przyjedź,zobaczymy na co Cie stac. wczoraj byłam gotowa sie wyprowadzić a on do mnie przyszedl,z prosba o moja pomoc..ze sobie sam nie radzi z tym problemem(alkohol)i zebym mu pomogła..no i co..zostałam,pomoge mu ale nie wiem co dalej z naszym małzenstwem,mąż alkoholik: ((nawet jesli sie zgłosi do AA to jak to bedzie dalej?nigdy nie miałam z tym doczynenia,co bedzie po kilku latach???nie wiem.. > To twoje widzenie problemu.Jedna strona.Facet tez powie dlaczego to koniec.Chce > sz, to przyjade i z nim > pogadam.Komandos przecie jestem.A ty, odrobine logiki.Swojej.(jezeli ja masz?) Odpowiedz Link Zgłoś
alfika Re: to poczatek. 21.03.03, 09:54 Beciu, nie złość się, ale mam wrażenie po tych paru Twoich postach, że macie z mężem układ mama-syn. Ty poczuwasz się do pilnowania i bycia osobą odpowiedzialną, on sobie porozrabia, przyzna się do numerków i przeprosi (teraz dość poważnych numerków, ale to Ty chciałaś móc go "szturchnąć" - czyli od razu część odpowiedzialności wzięłaś na siebie - mógł dzięki temu troszkę porozrabiać i wypić... a że jest nieposłuszny po wypiciu - to urodził się problem). Takie predyspozycje można łatwo zrozumieć i ewentualnie potwierdzić - a co najważniejsze poradzić sobie z nimi - na normalnej terapii u psychologa. Trochę kosztuje, ale warto!!! I nie są to najtrudniejsze tematu do przerobienia, naprawdę. Choć do banalnych też nie należą. Twój mąż się zdeklarował - chce coś zmienić, naprawić. Tym lepiej. Rozstać zawsze się zdążycie, nikt Wam nie zabroni. Ale może warto wysilić się na coś więcej? To akurat Ty wiesz najlepiej. Pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maja Re: to poczatek. IP: VPN:* / 192.168.0.* 21.03.03, 11:48 Przede wszystkim, nie masz pewności czy on naprawdę chce się zmienić, czy tylko, odwołując się do Twojej odpowiedzialności za Was, sumienia, probuje tak Cię zmanipulować abyś została przy nim, ponieważ tak naprawdę może odpowiada mu taka rola. A wie, że jeśli poprosi, Ty zostaniesz. Wie, że narozrabiał, jakoś nie pomyślał o Tobie robiąc to, bo wiedział że nie odejdziesz. A kiedy przegiął, próbuje coś wskurać innym sposobem. Jeśli jest zdecydowany się leczyć to zrobi to nawet jeśli Ty się wyprowadzić, jeśli będzie wiedział że jest to warunek dalszego bycia ze sobą. Zobaczysz jak on traktuje swoją deklarację po tym jak zostaniesz. Jeśli dalej będzie tak jak do tej pory, to raczej nie ma zamiaru niczego zmieniać. Może spróbujcie pójść razem do jakiejś poradni rodzinnej. Odpowiedz Link Zgłoś