Dodaj do ulubionych

one dwie on jeden

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.03, 11:36
Mój mąż jak się okazało ma inną kobietę. Pomimo to nie chce od niego
odchodzić i dałam mu pewien czas do namysłu. On nie może się zdecydować bo
twierdzi że zależy mu i na mnie i na niej. Myślę że gdy minie ten okreslony
czas on i tak nie zdecyduje (ewentualnie będzie oszuzkiwał. Wówczas chcę od
niego odejść. Czy jest tu ktoś kto znajduje się albo znajdował się w
podobnej sytuacji. Jak sobie poradził z emocjami. Boję się tego ale pomimo
że go kocham jeśli sytuacja się nie zmnieni to odejdę. Tylko jak sobie z tym
później radzić?
Obserwuj wątek
    • re_ne Re: one dwie on jeden 23.03.03, 12:51
      Smola, w takiej czy podobnej sytuacji znalazla sie chyba prawie kazda zona, a
      jak sobie z tym radzic, to juz zalezy tylko od Twoich inwencji.
      Nie wiem w jakim jestes wieku, ale bez wzgledu na to i tak musze Cie troche
      zmartwic. Bo w przeciwienstwie do Was, jestesmy monogamistami, i nie jest to
      tylko kwestia samego seksu, ale jest to o wiele bardziej zlozone.
      Mezczyzna, juz jako maly chlopiec uzalezniony byl od swojej matki. Potrzebowal
      kogos takiego, kto bedzie za niego o wszystkim myslal, np o tym czy ma wyprane
      i wyprasowane ubrania, zrobiony obiad, ma posprzatane, itp. Kiedy z malego
      chlopca wyrasta dorosly mezczyzna, kiedy zakocha sie w jakiejs kobiecie zaklada
      z nia wlasna rodzine, i ona przejmuje role tej jego matki, bedac dla niego
      jednoczesnie tez kochanka. Z wiekiem jednak zauwaza, ze stala sie ona bardziej
      ta pierwsza. Dba o dom, zajmuje sie dziecmi, czasami rowniez tez swoja praca,
      przestaje miec czas dla niego, nie poswieca mu juz tyle uwagi, i nie jest juz
      ta sama osoba, ktora znal kiedys przed slubem. I chociaz nawet jesli nadal
      jeszcze ja kocha, potrzebuje jej, to jest ona dla niego "matka", i brakuje mu w
      niej tej drugiej - kochanki. Co nie znaczy oczywiscie, ze kazdy facet po jakims
      czasie malzenstwa musi miec na boku przyjaciolke, bo moze miec swoja moralnosc
      i zasady, ale takie mamy juz geny, i taka jest nasza natura.

      Zycze Ci powodzenia :)))

      Rene
      • kwieto Re: one dwie on jeden 23.03.03, 13:12
        Re_ne, psychologia Freudowska (uzaleznienie od matki itd.) juz daaaawno wyszla z mody :")))

        Co do mnie, zwialbym gdzie pieprz rosnie od kobiety ktora mialaby aspiracje zastepowac mi matke. A prac, gotowac, prasowac itp. sam swietnie potrafie :"))
        • kamfora Re: one dwie on jeden 23.03.03, 13:34
          kwieto napisał:

          > Re_ne, psychologia Freudowska (uzaleznienie od matki itd.) juz daaaawno
          wyszla z mody :")))

          Kwieto, a mnie się wydaje, że Re-ne ma rację.
          Poza tym argument, że coś wyszło z mody - jest marnym argumentem ;-)

          >
          > Co do mnie, zwialbym gdzie pieprz rosnie od kobiety ktora mialaby aspiracje
          zastepowac mi matke. A prac, gotowac, prasowac itp. sam swietnie potrafie :"))

          Wiesz, że to pranie, gotowanie, prasowanie - to tylko symbole.
          Chodzi o BEZWARUNKOWĄ miłość, a taką otrzymuje mężczyzna jedynie od matki,
          i takiej się szuka w żonie. A kobieta chce taką "matczyną bezwarunkową
          miłością" obdarzać - najpierw męża, potem dzieci.
          Najczęściej jednak gdy pojawiają się dzieci - męża zaczyna kochać miłością
          warunkową, co może być przyczyną jego rozżalenia i poszukiwania
          szczęścia u innej/inych.

          To, że "zwiałbyś od kobiety, która"...itd.:-)
          Na razie chyba nie znalazłeś tej, z którą chciałbyś się
          związać związkiem małżeńskim?;-) Więc NIE WIESZ NA PEWNO, że nie szukasz
          drugiej matki na żonę ;-)
          • kwieto Re: one dwie on jeden 23.03.03, 13:52
            kamfora napisała:

            > Kwieto, a mnie się wydaje, że Re-ne ma rację.
            > Poza tym argument, że coś wyszło z mody - jest marnym argumentem ;-)
            >

            Moze w takim razie prosciej ujme to co chcialem powiedziec: mysle, ze przeceniana jest rola "matki - wzorca kobiety" i jej wplyw na zycie mezczyzny oraz wybieranie partnerek. Gdyby kontakt z matka byl az tak znaczacy, niemal wszyscy mieliby kompleks Edypa badz Elektry, zaleznie od plci :")


            > Wiesz, że to pranie, gotowanie, prasowanie - to tylko symbole.

            Wiem, ale naprawde, nie chce aby mi matkowano.

            > Chodzi o BEZWARUNKOWĄ miłość, a taką otrzymuje mężczyzna jedynie od matki,
            > i takiej się szuka w żonie.

            No dobrze, ale jesli bezwarunkowa milosc otrzyma od innej kobiety (zony) to dlaczego ma takiej bezwarunkowej milosci nie otrzymac od kochanki?

            A kobieta chce taką "matczyną bezwarunkową
            > miłością" obdarzać - najpierw męża, potem dzieci.
            > Najczęściej jednak gdy pojawiają się dzieci - męża zaczyna kochać miłością
            > warunkową, co może być przyczyną jego rozżalenia i poszukiwania
            > szczęścia u innej/inych.
            >

            Mozesz przyblizyc? bo jesli chodzi o stawianie mezowi pewnych wymagan, to i matka stawia wymagania swoim dzieciom - chce zeby sie uczyly, zeby chodzily czysto i schludnie ubrane, wyrzucaly smieci itd. - zatem - albo milosc miedzy dwojgiem ludzi, moze byc bezwarunkowa pomimo dzieci, albo milosc matki do dziecka nie jest bezwarunkowa. W obu przypadkach Twoje wytlumaczenie sprawy upada.



            > To, że "zwiałbyś od kobiety, która"...itd.:-)
            > Na razie chyba nie znalazłeś tej, z którą chciałbyś się
            > związać związkiem małżeńskim?;-) Więc NIE WIESZ NA PEWNO, że nie szukasz
            > drugiej matki na żonę ;-)
            >

            Jak na razie jestem calkiem zadowolony ze swojego zwiazku :")
        • quba Re: one dwie on jeden 26.03.03, 08:19
          kwieto napisał:

          > Re_ne, psychologia Freudowska (uzaleznienie od matki itd.) juz daaaawno
          wyszla
          > z mody :")))
          >
          > Co do mnie, zwialbym gdzie pieprz rosnie od kobiety ktora mialaby aspiracje
          zas
          > tepowac mi matke. A prac, gotowac, prasowac itp. sam swietnie potrafie :"))


          pytanie tylko - czy potrafisz azy tez wykonujesz sam te prozaiczne czynnosci ?
          bowiem jedno z drugiego nie wynika
          >
        • Gość: sofia Re: one dwie on jeden IP: *.90.26.242.Dial1.Washington1.Level3.net 04.04.03, 04:16
          Kwieto, jestes moim idolem!
          Jakby moj maz chcial ze mnie zrobic mamusie to juz by mnie tu ine bylo :)
      • Gość: ida Re: one dwie on jeden IP: *.csk.pl 23.03.03, 13:54
        Hmmm.. Rene, zastanowiło mnie to "bo w przeciwieństwie do Was"... I dlaczego to
        ze jesteście monogamistami miałoby nas zmartwić?


        • re_ne Re: one dwie on jeden 23.03.03, 21:01
          Gość portalu: ida napisał(a):

          > Hmmm.. Rene, zastanowiło mnie to "bo w przeciwieństwie do Was"... I dlaczego
          to
          >
          > ze jesteście monogamistami miałoby nas zmartwić?
          >

          Ido, bardzo slusznie ze Cie to zastanowilo, bo faktycznie to co napisalem jest
          nie logiczne. To chyba tak wiosna na mnie podzialala - przejezyczylem sie :))

          Chcialem Smole troche zmartwic, ze w przeciwienstwie do Was monogamistek -
          jestesmy poligamistami.

          Teraz jest chyba "poprawnie", i mysle ze sie ze mna zgodzisz? :)
          • Gość: Smoła Re: one dwie on jeden IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.03, 21:42
            Hmm, nie sądzisz że to bardzo wygodne stwierdzić ze jesteście poligamistami?
            To w taki prosty sposób załatwia sprawę. Taki jestem i to nie moja wina.
          • Gość: blanche Re: one dwie on jeden IP: 203.42.23.* 23.03.03, 22:56
            aha, czyli spokojnie moge faceta "łapać na dziecko",
            lub też podłożyć mężowi dziecko poczęte z "lepszym materiałem genetycznym"
            my , kobiety, mamy to w genach, więc sam rozumiesz...
            uśmiech diabelski;-)
            • re_ne Re: one dwie on jeden 24.03.03, 08:39
              Gość portalu: blanche napisał(a):

              > aha, czyli spokojnie moge faceta "łapać na dziecko",
              > lub też podłożyć mężowi dziecko poczęte z "lepszym materiałem genetycznym"
              > my , kobiety, mamy to w genach, więc sam rozumiesz...
              > uśmiech diabelski;-)

              To nie jest calkiem tak. To ze istnieje taka roznica miedzy nami, nie jest moim
              stwierdzeniem, ale jest to juz naukowo udowodnione, i dla biologow czy
              psychiatrow jest to tak samo oczywiste, jak dla nas oczywiste jest np to, ze
              kobiety maja okres, a mezczyzni nie, czego udawadniac nie trzeba.
              I to, ze istnieje miedzy nami taka roznica w kwestii mono-poli-gami nie znaczy
              wcale, ze musimy otaczac sie wieloma kobietami. Bo rownie dobrze moze byc to ta
              jedna nasza kobieta, pod warunkiem, ze nie bedzie nudna jak flaki z olejem, ale
              bedzie kreatywna. Wiec jesli popatrzymy na to od strony psychologicznej, to ma
              swoj sens. Nie wystarczy raz omotac wokol siebie faceta, ale sztuka jest
              zatrzymac go przy sobie. Milosc to gra, CIAGLE zdobywanie. Inaczej to zycie
              byloby bardzo nudne :)
              • procesor Re: one dwie on jeden 24.03.03, 10:57
                Ależ tak, jesteśmy bardzo różni. Kobiety różnia się od męzczyzn - i odwrotnie.
                Ale również kobiety różnia sie między soba - i są np. męskie kobiety.
                I kobiecy męzczyźni. :))

                W takim Kaszmirze poligamia nie była chyba znana.. Tam była POLIANDRIA. Wiesz
                kobitka miałą kilku mężów. :)) Biedna.. :))

                A tak w ogóle..
                Nie wystarczy raz oczarowac kobiete, sztuka jest zatrzymać ja przy sobie.
                Milosc to gra, CIAGLE zdobywanie. Inaczej życie byłoby bardzo nudne!
                :))))

                Monogamia występuje równiez w świecie zwierzat!! :)
              • Gość: blanche Re: one dwie on jeden IP: 203.42.23.* 24.03.03, 23:57


                > I to, ze istnieje miedzy nami taka roznica w kwestii mono-poli-gami nie
                znaczy
                > wcale, ze musimy otaczac sie wieloma kobietami.

                jakas jest, czy aby tak duza, jak Ci się wydaje? pokusiłam się o małą
                statystykę dwóch serwisów randkowych: sympatii na onecie i cafe na gw
                statystyka dotyczy przedziału wiekowego 33-42lata, spośród anonsów kobiet 39%
                pochodziło od "związanych", wśród anonsów mężczyzn ten odsetek wynosił 60%
                gdy zaczynałam liczyć to stereotypowo spodziewałam sie miażdżącej "przewagi"
                mężczyzn, a tu niespodzianka...w sumie mało budująca statystyka...



                Bo rownie dobrze moze byc to ta
                >
                > jedna nasza kobieta, pod warunkiem, ze nie bedzie nudna jak flaki z olejem,
                ale
                >
                > bedzie kreatywna.
                Wiec jesli popatrzymy na to od strony psychologicznej, to ma
                > swoj sens. Nie wystarczy raz omotac wokol siebie faceta, ale sztuka jest
                > zatrzymac go przy sobie.

                procesor juz Ci napisała, że to działa takze w druga stronę


                Milosc to gra, CIAGLE zdobywanie. Inaczej to zycie
                > byloby bardzo nudne :)


                miłość to gra...zabawa urozmaicająca życie... no właśnie, dla Ciebie
                najwyraźniej tak, nie przejmujesz sie uczuciami zanadto, prawda?
                życzyć Ci, żebys trafił na rozgrywającą lepiej od Ciebie?;-)
                • re_ne do Blanche 25.03.03, 23:06
                  Bo rownie dobrze moze byc to ta
                  >
                  > jedna nasza kobieta, pod warunkiem, ze nie bedzie nudna jak flaki z olejem,
                  ale
                  >
                  > bedzie kreatywna.
                  Wiec jesli popatrzymy na to od strony psychologicznej, to ma
                  > swoj sens. Nie wystarczy raz omotac wokol siebie faceta, ale sztuka jest
                  > zatrzymac go przy sobie.

                  procesor juz Ci napisała, że to działa takze w druga stronę

                  --------------------------------------------------------------------------------
                  Oczywiscie Blanche ze to rowniez dziala i w druga strone, ale nie w tym rzecz.
                  Bo co innego oczekuja kobiety w malzenstwie - co innego mezczyzni.
                  Wy jestescie szczesliwe, jesli Wasz wybraniec zycia, zapewni Wam
                  bezpieczenstwo /z ta opinia bardzo czesto spotkalem sie ze strony kobiet/,
                  bedzie dla Was mily, bedzie z Wami chetnie rozmawial, spedzal razem z Wami
                  dlugie zimowe wieczory, bedzie kupowal Wam kwiaty, wbijal gwozdzie w sciane,
                  wynosil chetnie smiecie,...itp. Ale jesli chodzi o seks, to nie ma on dla Was
                  tak duzego znaczenia, jakie ma dla nas. I tu tkwi przyczyna tej naszej
                  poligami, ktora nie koniecznie oznaczac musi inna kobiete - ale odmiane!
                  A kobieta zamezna, majaca dzieci, prace, i inne rozne obowiazki, jest niestety
                  stale przemeczona, boli ja glowa, i dobrze jesli wogole godzi sie na co kolwiek.
                  Nie stac ja na kreatywnosc, jakas wlasna inwencje. Do sypialni wkrada sie
                  rutyna. Brakuje w tym wszystkim erotyki, i romantyzmu. Ktos kiedys powiedzial,
                  ze milosc bez erotyki, jest jak granie na skrzypcache bez strun. Mozna grac -
                  ale nie wydobedzie sie dzwieku.
                  Poza tym kobiety instynktownie wyczuwaja, ze mezczyzni moga na nich polegac.
                  Staraja sie wiec to wykorzystac, stale narzucajac im swoje racje, jak malym
                  dzieciom. Probuja nimi manipulowac, co stwarza sytuacje, ze przestaja byc
                  rownorzednym partnerem, ale sa kims ponad - jak belfer czy rodzic.
                  I pozniej sa tego skutki...:)

                  ------------------------------------------------------------------------------



                  Milosc to gra, CIAGLE zdobywanie. Inaczej to zycie
                  > byloby bardzo nudne :)


                  "miłość to gra...zabawa urozmaicająca życie... no właśnie, dla Ciebie
                  najwyraźniej tak, nie przejmujesz sie uczuciami zanadto, prawda?
                  życzyć Ci, żebys trafił na rozgrywającą lepiej od Ciebie?;-)"

                  --------------------------------------------------------------------------------
                  ...zabawa urozmaicajaca zycie - to sa Twoje slowa. Powiedzialbym raczej ciagle
                  oczarowywanie.

                  A co do uczuc, to juz chyba dosc jasno chyba sie wyrazilem? Wierze w milosc
                  nawet do grobowej deski, ale przestancie byc dla nas matkami, belframi, czy
                  innymi wychowawcami - badzcie kobietami! :) takimi jakimi bylyscie dla nas
                  kiedys.



                  • procesor Re: do Re_ne 26.03.03, 09:42
                    re_ne napisał:
                    > Ale jesli chodzi o seks, to nie ma on dla Was
                    > tak duzego znaczenia, jakie ma dla nas. I tu tkwi przyczyna tej naszej
                    > poligami, ktora nie koniecznie oznaczac musi inna kobiete - ale odmiane!

                    Wrrrrrrrr!! Re_ne! ty sie nie wypowiadaj za KOBIETY!!
                    Jeśli Tobie trafił się egzemplarz o akurat takim podejściu do seksu - to nie
                    znaczy że wszystkie kobiety tak mają!!

                    Juz lata temu okazało się że nie ma kobiet oziębłych - sa NIEROZBUDZONE..
                    Ech ci faceci, ciekawe skad te listy sfrustrowanych kobiet o dużym
                    temperamencie , których mężowie tłumacza że ich głowa boli.. :))


                    > A kobieta zamezna, majaca dzieci, prace i inne rozne obowiazki, jest niestety
                    > stale przemeczona, boli ja glowa, i dobrze jesli wogole godzi sie na cokolwiek


                    ????!!!! A gdzie ten facet? Dlaczego to ona jest taka przemęczona a on chetny??
                    Czy aby on nie powinien zdjął z jej barków obowiazków?? Wtedy by sie okazało że
                    to on pada na pysk - a ona by narzekałą że nawet kuszący negliz i inne atrakcje
                    go nie interesują.. :)))))))))))))


                    > Nie stac ja na kreatywnosc, jakas wlasna inwencje. Do sypialni wkrada sie
                    > rutyna. Brakuje w tym wszystkim erotyki i romantyzmu. Ktos kiedys powiedzial,
                    > ze milosc bez erotyki, jest jak granie na skrzypcache bez strun. Mozna grac -
                    > ale nie wydobedzie sie dzwieku.


                    Erotyka i romantyzm to nie tylko łóżko i sypialnia! Dla kobiet miłosny wieczór
                    zaczyna się już rano - od tego jak ja rano przywita - pocałunkiem czy wściekłym
                    warczeniem: dlaczego mnie wcześniej nie obudziłaś?! :)
                    Zaczyna się gdy facet pozmywa po obiedzie który ona ugotowała - a ona ma czas
                    np. poczytac lub zadbać o siebie i swój wygląd (a nie stac przy zlewie..).

                    A niektórym facetom wydaje się że wystarczy wieczorem się poprzymilać do
                    kobiety która przez cały dzień miała wrażenie (albo pewność..) ż eona ma na
                    głowie wszytsko - a on tylko pracę zawodową. :))


                    > A co do uczuc, to juz chyba dosc jasno chyba sie wyrazilem? Wierze w milosc
                    > nawet do grobowej deski, ale przestancie byc dla nas matkami, belframi, czy
                    > innymi wychowawcami - badzcie kobietami! :) takimi jakimi bylyscie dla nas
                    > kiedys.


                    A wy pójdziecie na polowanie?? Czy zakujecie się w zbroje??
                    Bo nie wiem o jakie "kiedyś" ci chodzi.
                    :)
                    Kobieta oprócz bycia kochanka JEST lub MOŻE byc matką, wychowawczynia lub nawet
                    belfrem. Moim zdaniem - faceci maja to czego chcieli - choc nie koniecznie to
                    czego potrzebe artykułowali. Czyli mówi że chce KOBIETY - a zachowuje sie jak
                    smarkacz któremu trzeba matkować. :)

                    Ale się na mnie teraz niektórzy wyżyją....
                    • re_ne do Procesorki 26.03.03, 21:57
                      procesor napisala:
                      >Ale się na mnie teraz niektórzy wyżyją....


                      A niby ktoz to mialby sie na Tobie wyzyc Procesorku? Wypowiedzialas tylko swoja
                      opinie jak kazdy inny na tym forum. Skad u Ciebie te leki? :)))))

                      Piszac o zachowaniu sie kobiet w stosunku do swoich kochanych mezow,
                      wypowiedzialem sie ogolnie, i absolutnie nie odnosilo sie to w zadnym miejscu
                      do mojej zony, wiec jej do tego nie mieszaj.

                      To co Ty napisalas na ten temat - to jest Twoje zdanie. Szanuje je - ale go nie
                      podzielam. I wiecej nie zycze sobie.... Domysl sie czego.

                      Rene
    • Gość: margo Re: one dwie on jeden IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.03.03, 22:17
      A co czujesz, czekajac na jego decyzje? Pytam, bo jestem w podobnej, a w
      zasadzie lustrzanej sytuacji jako "ta inna" kobieta.
      • Gość: smoła Re: one dwie on jeden IP: *.*.*.* 24.03.03, 08:26
        Co czuję. Pełny wahlarz odczuć. Najbardziej boli to że czuję ze kłamie. Chce
        czasu, twierdzi że chce być ze mną, nie pozwala mi odejść, ciągle daje mi
        nadzieję że skończy z tamten związek. Mówi że mnie kocha, sex jest conajmniej
        taki jaki był.
        Przypuszczam że jej też obiecuje to samo i mówi że ją kocha. Mam ochotę z nią
        pogadać ale nie wiem czy to dobry pomysł.
        Nie raz już chciałam odejść ale prawie ze płakał zebum tego nie robiła.
        Mam tak namieszane w głowie że prawie już nie wiem jak się nazywam.
        A Jak to jest z Tobą? Masz jakiegoś maila, jak chcesz pogadać to daj znać.
        • Gość: margo Re: one dwie on jeden IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 23:45
          Gość portalu: smoła napisał(a):


          > Mam tak namieszane w głowie że prawie już nie wiem jak się nazywam.
          >

          No i jak Twoje sprawy? Zdecydowal sie na cos?
          • Gość: smoła Re: one dwie on jeden IP: *.*.*.* 04.04.03, 14:58
            nie niestety.
    • Gość: Imagine Re: one dwie on jeden IP: *.unl.edu 24.03.03, 20:46
      "Mój mąż jak się okazało ma inną kobietę".

      Oto zdanie z Twojej wypowiedzi. A teraz moja: to nie jest juz twoj maz, wiec
      wszystko co piszesz odnosi sie do "kiedys tam wybranego".
      Odejdz od tego pajaca.
    • miriah Re: one dwie on jeden 26.03.03, 09:48
      Smoła byłam w takiej samej sytuacji jak Ty i zadzwoniłam do drugiej kobiety
      mojego męża, żeby zadać jej pytanie, czy ona zdaje sobie sprawę z tego, że on
      ma żonę i malutkie dziecko (co było bez sensu bo to pytanie do niego czy on
      zdaje sobie sprawe z tego) ale ona mi wtedy powiedziała: "SAMA dopuściłaś do
      tego że on Cię tak podle traktuje" i rzeczywiście miała rację (będę jej
      wdzięczna do końca życia za te słowa:-) ponieważ zrozumiałam że SAMA chcę
      zadecydowac o moim życiu, nie czekać na jego decyzję. I mimo niesprzyjających
      warunków zewnętrznych poprosiłam mężą o zebranie manatków, pogorszył mi się
      znacznie status materialny i sama musiałam zająć się małym dzieckiem, ale
      okazało się to łatwiejsze niz życie w poniżeniu.

      Z warunkami stawianymi przez żony to jest coś takiego, opowiem pewne
      zdarzenie: Przychodzi alkoholik na leczenie i terapeuta pyta znowu tu jesteś?
      co się stało? a alkoholik na to : żona mi zagroziła rozstaniem, terapeuta: to
      już nie pierwszy raz, a alkoholik: tak, ale teraz naprawdę.

      Rzecz w tym, żeby mieć własne wewnętrzne przekonanie o tym czego chce się w
      życiu, wtedy inni nie mają wątpliwości co do Ciebie. Mam wrażenie, że Twój mąż
      może nie widzi Twojego wewnętrznego przekonania, że Ty nie chcesz się nim
      dzielić z nikim innym, że jako osoba chcesz mieć lojalnego, wiernego i
      kochającego partnera, i dlatego pozostawia sobię furtkę na zastanawianie się
      którą wybrać, skoro może bo dajesz mu taką możliwość, to może później
      przesuniesz termin np.
      To oczywiście taka moja hipoteza, która może nie ma nic wspólnego z
      rzeczywistością, ale tak mi sie nasunęło to pisze.
      Pozdrawiam i życzę siły dużo. M.

      > Mój mąż jak się okazało ma inną kobietę. Pomimo to nie chce od niego
      > odchodzić i dałam mu pewien czas do namysłu. On nie może się zdecydować bo
      > twierdzi że zależy mu i na mnie i na niej. Myślę że gdy minie ten okreslony
      > czas on i tak nie zdecyduje (ewentualnie będzie oszuzkiwał. Wówczas chcę od
      > niego odejść. Czy jest tu ktoś kto znajduje się albo znajdował się w
      > podobnej sytuacji. Jak sobie poradził z emocjami. Boję się tego ale pomimo
      > że go kocham jeśli sytuacja się nie zmnieni to odejdę. Tylko jak sobie z tym
      > później radzić?
    • Gość: arriga Re: one dwie on jeden IP: 62.29.248.* 04.04.03, 10:06
      Gość portalu: smoła napisał(a):

      > Mój mąż jak się okazało ma inną kobietę. Pomimo to nie chce od niego
      > odchodzić i dałam mu pewien czas do namysłu. On nie może się zdecydować bo
      > twierdzi że zależy mu i na mnie i na niej. Myślę że gdy minie ten okreslony
      > czas on i tak nie zdecyduje (ewentualnie będzie oszuzkiwał. Wówczas chcę od
      > niego odejść. Czy jest tu ktoś kto znajduje się albo znajdował się w
      > podobnej sytuacji. Jak sobie poradził z emocjami. Boję się tego ale pomimo
      > że go kocham jeśli sytuacja się nie zmnieni to odejdę. Tylko jak sobie z tym
      > później radzić?


      Miast coś Ci poradzić jak zwykle wszyscy zajęli się sobą i konwersacją,
      odwieczną odmienności płciowych, co za każdym razem i zależnie z ktorej
      patrzymy strony wygląda trochę inaczej... jeszcze raz powiem, że sztywny
      podział na kobiety monogamistki i facetów poligamistów to bzdura... i kobiety i
      mężczyźni są ludźmi i zostali przez nature wyposażoni w podobny materiał
      psychoseksualny, faceci są tak samo emocjonalni, uczuciowi, sentymentalni
      itpitd a kobiety często uprawiają seks tylko dla przyjemności (to kolejny
      stereotyp, że kobiety z rozmarzonymi oczami marzą o księciu a książe lata i
      "sprawdza" kolejne kandydatki), kobiety wydaje mi się zdradzają równie często
      jak faceci i rózne są tego powody... dlatego uważam zamiast coś tłumaczyć
      płciowością, odmiennością tym uwarunkowaną należy spojrzec na człowieka, ludzi
      (kobiety tak samo jak mężczyźni mogą być skażone kazirodczą fiksacją do matki -
      czyli poszukiwać osoby lub osób matkujących, kochających bezwarunowo)... jasne
      są pewne różnice, że ona załóżmy bardziej odnajdzie się w kuchni a on w garażu
      ale naprawdę nie ma to większego wpływu na ich relacje...to znaczy reasumując
      uważam, że większy wpły na nasze realcje partenrskie mają nasze cechy ludzkie
      (charkter, temperament) niż odmienności wynikające z różnicy płci..
      a jeśi chodzi o Ciebie to po pierwsze bardzo, bardzo Ci współczuję... pewnie i
      Ty jesteś współwinna, pozwalasz się tak traktować ale na tyle się znamy na ile
      nas sprawdzono i można gadać skoro się nie przeżyło a tak naprawdę niewiadomo
      jak byśy w takiej sytuacji się zachowali... czasami w człowieku twki jakaś
      skłonnośc do masochizmu, często właśnie wtedy, gdy czujemy, że coś tracimy nie
      chcemy tego puścić, wydaje się to być dla nas najwazniejsze, wyzwala się
      adrenalina i chcemy walczyć o swoje, tak miała większość kobiet jakie znam z
      podobnymi problemami, walka o niego bo on kocha obie, rozmowa z tą drugą i
      generalnie horror, pytanie tylko ile potrafisz znieść żeby z tym żyć... tak
      naprawdę każdy ma jakąś granicę odporności, przekroczenie której czyni
      nieodwracalne skutki... gdy działa adrenalina i gdy tkwimy w samym epicentrum
      nie jesteśmy w stanie obiektywnie spojrzeć na sytuację, tak jak piszesz
      wszystko się miesza i nie wiesz co jest co, sama zresztą żeby w tym przetrwać
      musisz jakoś tą sytuację tłumaczyć żeby nie zwariować...często jeśłi wydarzyło
      się za dużo, upokrzeń, słów nawet jeśli nastąił jakiś powrót, emocje opadną,
      zwierzyna już się nie wymyka, pozronie zapada spokój i wtedy zaczyna się piekło
      zarzutów, żali i okazuje się, że i tak współne życie jest niemożliwe...
      zastanów się nad swoją granicą odporności...dlaczego to znosisz? dlaczego tak o
      niego walczysz poświęcając samą siebie? czy jestes w stanie wszystko mu
      wybaczyć, ile jeszcze jesteś w stanie znieść i czy nie obawiasz się jaki to
      może mieć na Ciebie wpływ?
      uważam, że powinnaś odejść (tkwiąc w tym tyglu pogrążasz tylko siebie a temu,
      co jest między wami wcale to nie służy, niestety) a on niech decyduje sam i
      wcale niewykulczone, że wrócisz do niego ale wydaje mi się na zupełnie innych
      warunkach... a swoją drogą to ciekawe po co on Ci to powiedział? jeśli nie chce
      CIę stracić a ma problem w postaci afektacji pozamałżeńskiej to powinien
      borykać się z nim sam a nie obarczać Ciebie zwłaszcza jesłi tak mu na Tobie
      "zależy"... naprawde życzę dużo siły i chroń siebie!:-)
      • Gość: smoła Re: one dwie on jeden IP: *.*.*.* 04.04.03, 14:08
        Dzięki wreszcie jakaś sensowna odpowiedź.
        Sama zastanawiam się dlaczego mi to powiedział. Jaki był jego cel. Może miał
        wyrzuty że mnie okłamuje więc powiedział i teraz jak już wiem to czuje się
        lepiej bo przecież ja wiem o tym.
        A tak w zasadzie to ja od niego to wyciągnełam kiedy po pewnym szkoleniu
        przyjechał w bardzo dziwnym nastroju.
        Może chciał mi powiedzieć ze się rozstajemy ale brakło mu odwagi??
        Czasem myślę że jest strasznym tchórzem.

        Co ciekawe to jak dotąd to jedynie ja kilka razy proponowałam rozstanie na co
        on prosił zebym tego nie robiła. (Co ona by powiedziała gdyby o tym wiedziała??)

        Staram się w myślach układać swoje życie po rozstaniu, i czasami myślę sobie że
        może to jakoś da się przeżyć ale potem ogarnia mnie taki smutek że coś
        strasznego.
        • Gość: Ona Re: one dwie on jeden IP: 212.244.226.* 04.04.03, 14:13
          Nie smuć się :))))))))))))))))
          On nie jest tego wart, zabrakło mu po prostu prostej,ludzkiej uczciwości.
        • Gość: arriga Re: one dwie on jeden IP: 62.29.248.* 04.04.03, 17:46
          Gość portalu: smoła napisał(a):

          > Dzięki wreszcie jakaś sensowna odpowiedź.
          > Sama zastanawiam się dlaczego mi to powiedział. Jaki był jego cel. Może miał
          > wyrzuty że mnie okłamuje więc powiedział i teraz jak już wiem to czuje się
          > lepiej bo przecież ja wiem o tym.
          > A tak w zasadzie to ja od niego to wyciągnełam kiedy po pewnym szkoleniu
          > przyjechał w bardzo dziwnym nastroju.
          > Może chciał mi powiedzieć ze się rozstajemy ale brakło mu odwagi??
          > Czasem myślę że jest strasznym tchórzem.
          >
          > Co ciekawe to jak dotąd to jedynie ja kilka razy proponowałam rozstanie na co
          > on prosił zebym tego nie robiła. (Co ona by powiedziała gdyby o tym
          wiedziała??
          > )
          >
          > Staram się w myślach układać swoje życie po rozstaniu, i czasami myślę sobie
          że
          >
          > może to jakoś da się przeżyć ale potem ogarnia mnie taki smutek że coś
          > strasznego.

          Myślę, że rzeczywiście takie moga być powody, dla których podzielił się z Tobą
          tymi "rewelacjami"... I dokładnie tak jak mówisz on jest tchórzem ale nie on
          jeden, oni tacy bywają... Może tez kalkuluje czy to mu się "opłaca" (oni wbrew
          pozorm lubią wygode, stabilizację itpitd)... Starowicz po przebadanych
          przypadakch stwierdził, że "mężczyzna zawsze wybierze wygodę..." - to znaczy
          taką wysnuł zasadę a wiadomo od każdej są wyjątki... Więc Twój ukochany się
          zastanawia, jest niezdecydowany, waży co straci, co zyska i nie wchodzą to w
          grę tylko uczucia (jak to zwykle bywa)...
          Wiem, że boisz się cierpienia, które rozstanie na pewno przyniesie ale czy nie
          cierpisz teraz? Już tacy my jesteśmy, że uciekamy od cierpienia lub chociaż
          chcemy je zmniejszyć, znaleźc jakieś wyjście awaryjne nawet za cenę
          upokorzenia... Wiele kobiet, ba fectów (znam przypadki) tak się zachowuje, bo
          jest tak uzależniona od drugiej osoby ale do czego to prowadzi?? raczej rzadko
          jest poźniej cudownie...
    • mariza1 Re: one dwie on jeden 04.04.03, 11:41
      Odejdź . Facet powinien sobie uświadomić, iż możesz żyć bez niego. To boli i
      będzie bolało przez jakiś czas ,ale moim zdaniem postępując w ten sposób
      zachowasz dumę i godność.
      Uważam również ,że większość mężczyzn tak naprawdę nie wie co jest ważne w
      związku. Dają się ponieść chwilowym zauroczeniom, wydaje im że to piękna, nowa
      miłość, a pózniej znów wszystko powszednieje i Pan zaczyna się zastanawiać czy
      aby z tą kobietą, z którą był wcześniej nie łączył go jakiś głębszy związek.
      Dla mnie fakt, że on ma zadecydować w jakimś czasie z kim zostanie, czy kogo
      wybierze jest upokarzające.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i nie daj się:)))
      • Gość: smoła Re: one dwie on jeden IP: *.*.*.* 04.04.03, 14:41
        Masz rację to jest upokarzające.Już kilka razy chcialam odejść ale za każdym
        razem znajdywał coś co przekonywało mnie ze jest szansa.
        A fakt faktem jesst ze największa miłość moze minąć. Kiedy zaczynaliśmy chodzic
        ze sobą wszystkie koleżanki zazdrościły mi że ktoś mnie tak kocha. Wydawało
        sięże oszaleje beze mnie. No cóż
        • Gość: arriga Re: one dwie on jeden IP: 62.29.248.* 04.04.03, 17:56
          Gość portalu: smoła napisał(a):

          > Masz rację to jest upokarzające.Już kilka razy chcialam odejść ale za każdym
          > razem znajdywał coś co przekonywało mnie ze jest szansa.
          > A fakt faktem jesst ze największa miłość moze minąć. Kiedy zaczynaliśmy
          chodzic
          >
          > ze sobą wszystkie koleżanki zazdrościły mi że ktoś mnie tak kocha. Wydawało
          > sięże oszaleje beze mnie. No cóż

          Moja Droga to przeszłość... Wiele szaleńczych miłości, które na początku wydają
          się na śmierć i żcyie kończą w popiele i te piękne początki na nic tu się
          zdadzą... Było dobrze, było pięknie... W dzsiejszych czasach kiedy ludzie z
          reguły łączą sie w pary z miłości na początku zwykle jest wspaniale ale dopiero
          czas weryfikuje prawdziwa wartość a czasami po prostu ludzka głupota niweczy to
          co prawdziwe ale nic się na to nie poradzi... Spójrz na fakty, kochał CIę ale
          czy kocha nadal? postawił Cię w upokarzającej sytuacji, z którą jak się wydaje
          nie umiesz sobie poradzić... On biedny jest niezdecydowany, jasne on też ma
          problem ale niestety w tym pomieszaniu depcze po waszym uczuciu... Być może
          wyobrażasz sobie, że to przetrzymasz i znowu będzie tak pięknie jak kiedyś, ba
          może nawet rzeczywiście musisz przez to przejść, doświadczyć jeszcze więcej
          bólu, cierpienia, stracić wszelką nadzieję lub zobaczyć, że to całe poświęcenie
          na nic się zdało, bo wszystko po drodze trafił szlag a może bo przecież i taka
          ewentualność istnieje rzeczywiście znowu będzie pięknie, on w końcu wróci a Ty
          będziesz umiała mu naprawdę wybaczyć... Czasami człowiek musi coś przeżyć do
          końca, bez względu na konsekwencje... Pozdrawiam serdecznie...
          • Gość: smoła Re: one dwie on jeden IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.03, 14:22
            Właśnie wczoraj rozmawialiśmy. Powiedziałam mu żę być może da się kochać wie,
            trzy i więcej osób jednocześnie ale ja się na to nie zgadzam-że wolę nawet być
            sama niż być z nim i jeszcze kimś. I jeszcze że robiąc to co robi powoduje że
            rośnie przepaść międzi mną a nim ale również nią a nim.
            A on na to że boi się że nie będzie koniec końców ani ze mną ani z nią. I że
            najlepiej było gdy jego znajomość z nią była na stopie koleżeńskiej.
            Ale decyzji o rozstaniu jeszcze nie podjął. Na wszelkie próby nacisku
            reaguje "ucieczką", i muszę przyznać że jest w tym mistrzem. Eeeeh
            • Gość: arriga Re: one dwie on jeden IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 06.04.03, 15:37
              Gość portalu: smoła napisał(a):

              > Właśnie wczoraj rozmawialiśmy. Powiedziałam mu żę być może da się kochać
              wie,
              > trzy i więcej osób jednocześnie ale ja się na to nie zgadzam-że wolę nawet
              być
              > sama niż być z nim i jeszcze kimś. I jeszcze że robiąc to co robi powoduje
              że
              > rośnie przepaść międzi mną a nim ale również nią a nim.
              > A on na to że boi się że nie będzie koniec końców ani ze mną ani z nią. I że
              > najlepiej było gdy jego znajomość z nią była na stopie koleżeńskiej.
              > Ale decyzji o rozstaniu jeszcze nie podjął. Na wszelkie próby nacisku
              > reaguje "ucieczką", i muszę przyznać że jest w tym mistrzem. Eeeeh

              a może mozna tak będzie kochał Ciebie i ją, jakoś podzieli czas i siebie
              między was dwie... w końcu nie we wszystkich kręgach kulturowych kroluje
              monogamia a żony moga też żyć w przyjaźni... kto wie... a powaznie to sądzę,
              że czas przyniesie rozwiązanie ale musicie się jeszcze trochę zmęczyć...
              pozdrafka
      • Gość: es Re: one dwie on jeden IP: 143.93.229.* 06.04.03, 15:08
        Dokladnie tak jest. 100 % racja. Ach ci faceci. Gdyby wszystko bylo takie
        proste. To sa takie dzieciaki.
    • daffne Re: one dwie on jeden 06.04.03, 16:58
      Zajrzyj na ten link.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=5112172

      Pozdrowienia:)
    • magda.no Re: one dwie on jeden 06.04.03, 17:36
      Smoła musisz od niego uciec jak najszybciej!
      Byłam kiedyś w prawie identycznej sytuacji, moję męki trwały kilka miesięcy!
      Tak samo nie mógł się zdecydować, zwodził mnie aż w końcu z tamtą mu coś nie
      wyszło więc wrócił. Przez cały czas mówiłam, że chcę odejść ale też mnie
      namawiał, błagał, kupował kwiaty itd. Uwierzyłam, że to się więcej nie
      powtórzy, że już z nią wszystko skończone i chyba było skończone. Nie muszę
      dodawać, że nic już nie było tak jak przedtem. Aż rok później znalazła się
      następna. Znowu strasznie to przeżywałam, było to coś najgorszego chyba w moim
      życiu. Czułam się fatalnie. Ale nie chciałam już ryzykować. Po 8 latach bycia
      razem zdecydowałam się odejść i nie żałuję tego. On oczywiście znowu mnie
      błagał o wybaczenie, obiecywał nie wiadomo co, ponad pół roku mnie
      prześladował telefonami, listami, śledził mnie... Zmieniłam numer telefonu.
      Nie ukrywam, że było mi cholernie ciężko, nieraz miałam wątpliwości czy dobrze
      robię ale wszystko minęło gdy poznałam mojego obecnego męża. Pobraliśmy się po
      roku znajomości. O moim byłym wiem, ze w czasie gdy o mnie "walczył" nie
      spotykał się z tą panienką ale potem wrócił do niej i zamieszkali razem.
      Morał z tego taki: jak raz zdradził - będzie zdradzał. Na Twoim miejscu
      bałabym się ryzykować kolejne rozczarowanie.
      Pozdrawiam i życzę trafnego wyboru

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka