Dodaj do ulubionych

Wasza opinia o takiej partnerce?

28.10.06, 07:26
Mowi "tak" dla zwiazku i wyraznie chce byc "razem", lecz w rzeczywistosci
chce tego jedynie na jej warunkach. Oczekuje wiele od drugiej osoby, a sama
daje absolutne minimum, niewiele poza seksem.

Cieszy sie jak dziecko gdy zrobisz cos dla niej, a gdy chcesz cos od niej to
milczy, albo udaje ze nie slyszala.

co sadzicie o takiej partnerce?
Obserwuj wątek
    • wiedzma15 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 09:15
      myślę że jest po prostu niedojrzała, a może nawet infantylna...
      • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 09:19
        wiedzma15 napisała:

        > myślę że jest po prostu niedojrzała, a może nawet infantylna...

        no tak, nie chce zeby wygladalo ze ona posiadala same minusy, bo gdyby tak bylo
        to wybor bylby dla mnie latwiejszy....
        • wiedzma15 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 10:02
          oczywiście że byłoby ci łatwiej wybrać, ale nikt na świecie nie jest zbiorem samych wad...
          może należysz do tej kategorii mężczyzn, którym podoba się właśnie ten typ kobiety, taka maleńka, rozkapryszona dziewczynka, która tupie nóżką kiedy się jej nie da upragnionej zabawki... odwdzięcza się za wszystko swoją urodą i czasem pozwala łaskawie się adorować, czasem nawet wykazuje jakąś inicjatywę w seksie i to wystarcza żeby przez długie lata trzymać przy sobie sponsora- jelenia
          ale wybacz, nazywanie kogoś takiego "partnerką" wydaje mi się nieco na wyrost...
          • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 10:17
            wiedzma15 napisała:

            > oczywiście że byłoby ci łatwiej wybrać, ale nikt na świecie nie jest zbiorem
            > samych wad...może należysz do tej kategorii mężczyzn, którym podoba się
            > właśnie ten typ kobiety, taka maleńka, rozkapryszona dziewczynka, która tupie
            > nóżką kiedy się jej nie da upragnionej zabawki... odwdzięcza się za wszystko
            > swoją urodą i czasem pozwala łaskawie się adorować, czasem nawet wykazuje
            > jakąś inicjatywę w seksie i to wystarcza żeby przez długie lata trzymać przy
            > sobie sponsora- jeleniaale wybacz, nazywanie kogoś takiego "partnerką" wydaje
            > mi się nieco na wyrost...

            Wcale nie mam Tobie za zle ze mowisz wprost co myslisz o mnie, potrzebowalem
            tego. Choc decyzja podjalem dawno temu, lecz nigdy nie mialem satysfakcji,
            oficjalnie zerwac z nia, poprostu pewnoego dnia, wpadelm w apatie, i nie
            chcialem juz nia o nic prosic, ani niczego tlumaczyc, bo moje poprzednie
            prosby, sugestie spotykaly sie z jej milczeniem i udwala ze wszystko jest ok. A
            przeciez mogla powiedziec; sluchaj nie moge, nie potrafie lub nie chce, nie
            jestem gotowa zeby dac tobie tyle milosci ile ty mi dajesz.

            Wolala, lekcewazyc moje potrzeby, i trzymac sie swojego planu, myslala ze
            wystarczy mi sporadyczne spotkania raz. lub dwa razy w roku w wakacje (nasza
            znajomosc byla w wiekszowsci znajomoscia na odleglosc). Nie pisala przez 6
            miesiecy potem pisze ze przyjezdza tylko zamiast na studia mojego miasta jak
            planowalismy, to wybrala sie na stydia w innym miescie na drugim krancu USA, i
            do tego udaje jakby nic sie nie stalo, i ze spotkamy sie w czasie feri za..6
            miesiecy.

            Zerwalem z nia, mialem dosc.

            • wiedzma15 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 10:23
              a dlaczego ciągle to aż tak przeżywasz, bo ten temat widziałam już w kilku(nastu) twoich wątkach?

              • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 10:35
                wiedzma15 napisała:

                > a dlaczego ciągle to aż tak przeżywasz, bo ten temat widziałam już w kilku
                > (nastu) twoich wątkach?

                No coz bylem w niej zakochany, i nigdy chyba nie udalo mi sie zupelnie o niej
                zapomniec. Najgorsze jest to ze z mojej winy, nasze ponowne spotkanie nie
                doszlo do skutku, a wycofalem sie po 1.5 roku czekania, a moglem jeszcze
                poczekac 3-6 miesiace, bo wtedy mielismy sie spotkac, ale chyba zbytnio bylem
                na nia zly i niemoglem juz przyjmowac takich warunkow, i po tak dlugim czasie
                doszlem do wniosku ze nie na taka Junko czekalem, okazala sie zupelnie inna
                kobieta niz ja ja uwazalem za.

                Mniej wiecej wygladalo to tak, jakbys byla zla na twojego pracodawce a twoj
                pracodawca mowil ci ze porozmawia z toba za 3-6 miesciecy, a ty nie chcialabys
                czekac znowu pol roku tylko po to zeby powiedziec ze masz tego dosc czekania na
                podwyzke/ lepsze traktowanie!
                • wiedzma15 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 11:09
                  a czy ta twoja niezapomniana z przeszłosci fascynacja, miłosc, czy jak ją chcesz nazwać nie obciąża twoich późniejszych związków z kobietami? bo to chyba tu masz jakis problem, skoro ciagle do tego wracasz...?
                  • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 12:04
                    wiedzma15 napisała:

                    > a czy ta twoja niezapomniana z przeszłosci fascynacja, miłosc, czy jak ją
                    > chcesz nazwać nie obciąża twoich późniejszych związków z kobietami? bo to
                    > chyba tu masz jakis problem, skoro ciagle do tego wracasz...?

                    oczywiscie ze obciaza ale ja choc chce o niej zapomniec, ale nie potrafie, to
                    znaczy myslalem ze juz dawno zapomnialem, ale wtedy pare miesiecy temu
                    przysnila mi sie Junko, ze przyjechala wkoncu, tak jakby nigdy nic sie nie
                    zmienilo, miala taki radosny usmiech na twarzy, a ja nie wiedzialem czy sie
                    cieszyc, bo przeciez zawsze na ten moment czekalem, czy tez zalowac ze stalo
                    sie to za pozno, bo teraz mam juz zone. Od tego czasu niemoge sobie poradzic z
                    roznymi myslami.

                    Niby wiem ze podjalem decyzje i mialem racje, ze Junko nie starala sie wogle,
                    wiec skonczylo sie na niczym. Ale zawsze pozostaje jakies "ale" bo przeciez
                    nigdy niepowiedziala nie, tylko zwlekala, bo niby miala powod, i chciala sie
                    spotkac ze mna, ale na bardzo trudnych wrecz drakonskich dla mnie warunkach.

                    Gdybym czekal na nia tyle ile ona rzadala to albo bym wpadl w zupelna apatie, i
                    nie potrafilbym sie cieszyc ze spotykam ja po 2 latach na 7-9 dni, i potem
                    nastepne 3 lata znajomosci na odleglosc, az skonczy college, no i nie bylo
                    zadnej gwarancji, ze bedziemy razem.

                    Po co wogole spotykac sie z dziewczyna ktora nie robi nic zeby bylismy blizej,
                    pisze malo, to tego prosi zeby "na nia czekac bo zpotkamy sie kiedys znowu"..

                    Paranoja...
    • bszalacha Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 13:21
      PARTNERKĄ na pewno nie jest bo z definicji wynika,że w partnerstwie jest
      obopólność dawania i brania.Będziesz kozłem ofiarnym,uwazaj
      • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 28.10.06, 13:24
        bszalacha napisała:

        > PARTNERKĄ na pewno nie jest bo z definicji wynika,że w partnerstwie jest
        > obopólność dawania i brania.Będziesz kozłem ofiarnym,uwazaj

        to bylo w czasie przeszlym. Zastanawialem sie czy nie popelnilem bledu zrywajac
        z nia/ wlasciewie jej zachowanie zmusilo mnie to tego.

        Ale wychodzi na to ze zrobilem dobrze, dzieki za rade! :)
        • shangri-la Re: Waldi.... 28.10.06, 13:38
          Dlaczego regularnie co tydzień "zastanawiasz się" , czy słusznie postąpiłeś w
          tej sprawie?
          Ilekroć czytam Cię, ja się z kolei zastanawiam, o co tak naprawdę chodzi w
          Twojej historii.....(?)
          Czy Ty masz jakieś wyrzuty sumienia? Czy nie do końca jesteś szczery wobec nas ,
          a może i wobec siebie samego?
          Przecież nikt nie ma wątpliwości , że "to zła kobieta była" a Tobie jednak wciąż
          coś nie daje spokoju....
          Co tak NAPRAWDĘ Cie dręczy?
          • empe42 Re: Waldi.... 29.10.06, 00:02
            Nie żałuj, upłynie trochę czasu i zapomnisz. Ta dziewczyna nie jest Ciebie
            warta.
            • waldek1610 Re: Waldi.... 29.10.06, 05:23
              empe42 napisała:

              > Nie żałuj, upłynie trochę czasu i zapomnisz. Ta dziewczyna nie jest Ciebie
              > warta.

              hmm. "troche czasu"??? ja juz od 7 lat sie mecze...
          • waldek1610 Re: Waldi.... do Shangri-li 29.10.06, 05:57
            shangri-la napisała:

            > Dlaczego regularnie co tydzień "zastanawiasz się" , czy słusznie postąpiłeś w
            > tej sprawie?

            Dlatego ze nie potrafie o niej zapomniec, choc w gruncie rzeczy zerwalem z nia
            bo mialem powody, wlasciwie ona zmusila mnie do zerwania. Po prostu dala mi
            drakonskie warunki, ktorych chyba nikt normalny nie bylby wstanie zaakceptowac.

            > Ilekroć czytam Cię, ja się z kolei zastanawiam, o co tak naprawdę chodzi w
            > Twojej historii.....(?)
            > Czy Ty masz jakieś wyrzuty sumienia? Czy nie do końca jesteś szczery wobec
            > nas,a może i wobec siebie samego?

            Mam wyrzuty sumienia ze wycofalem sie z tej znajomosci, zerwalem z nia bez
            slowa. A co ty bys zrobila gdybys znala kogos zaledwie 2 miesiace, potem 1.5
            roku rozlaki, ja w USA ona w Japoni. Obiecala ze przyjedzie studiowac w USA za
            6 miesiecy, ale minelo 1.5 roku, napisanla zaledwie 8-10 listow do mnie, pod
            koniec nie pisala wogole przez pol roku napisala tylko jeden list, nagle pisze
            krotka notatke do mnie ze: "przyjezdza wrescice do USA, do Seattle czyli na
            przeciwlegle wybrzerze, no i zobaczymy sie kiedys moze na 7-9 dni podczas jej
            feri zimowych lub wiosennych czyli za 4-6 miesiecy"


            > Przecież nikt nie ma wątpliwości , że "to zła kobieta była" a Tobie jednak
            > wciąż coś nie daje spokoju....Co tak NAPRAWDĘ Cie dręczy?

            Co mnie dreczy? No chyba wlasnie to ze zerwalem z nia bez slowa, bo po 1.5 roku
            czekania, mialem dosc wpadlem w apatie, i dlatego ze nie pisala zaczalem sie
            rozgladac za kims innym, nagle pisze ze przyjezdza... na drugi kraniec USA, co
            mialem myslec. Po 1.5 roku czekania ona pisze ze bedzie studiowac w Seattle
            przez 3 lata, chyba gdyby jej na mnie zalezalo to zapisalaby sie na studia
            gdziesz blizej mnie, jak planowalismy...

            Mysle ze ona zrobila tak specjalnie, zeby trzymac mnie daleko, ale nie chciala
            ze mnie rezygnowac, bo zawsze fajnie jest jak fajny chlopak zabierze ja na
            wakacje, ale za co mam jej fundowac wakacje? I nie chodzi tutaj wogole o
            pieniadze, ona nie zasluzyla zebym na nia tyle czekal. Czekalem na wymarzona
            cudowna Junko, a ona okazala sie zupelnie inna kobieta, zachowywala sie tak
            jakby ona wogole nie musiala nic robic dla mnie, pomimo tego mowila mi zebym
            czekal na nia.

            Ale na co mialem czekac? Po 1 i pol roku, mialem czekac nastepne pol roku poto
            tylko zeby wkoncu spotkac sie z nia, powiedziec ze ja juz dluzej tak nie
            potrafie? Nigdy nie powiedziala mi ze mnie kocha, tylko gdy ja spotkalem
            powiedizala ze chce byc moja dziewczyna i zebym na nia czekal, a przeciez mogla
            pokazac swoje uczucia nawet listownie, ale widocznie dla wielu Japonek milosc
            to zupelnie cos innego niz dla nas Polakow, jej wydawalo sie ze przespi sie ze
            mna i powie mi ze jest moja dziewczyna i ma mnie na zawsze, ale nic nie musi
            robic, bo sama nie jest zbytnio ucuciowa wiec nie ma pojecia co to znaczy
            kochac, bo gdyby wiedziala to napisalaby wszystko w liscie albo telefonicznie.

            Nic tylko chciala zebym czekal i czekal, mowila glownie o sobie, a gdy ja
            mowilem jej o moich uczuciach do niej to milczala, a przeciez mogla powiedziec
            sluchaj Waldek nie jestem gotowa na prawdziwa milosc, chce tylko powierzchownej
            znajomosci, seksu i wspolnych wakacji....

            Wlasnie to mnie dreczy bo nie chciala zerwac ze mna, tylko trzymac mnie sobie,
            jako chlopaka na wakacje... Ale ja tak nie potrafilem, bo dla mnie milosc to
            wszystko albo nic. Albo jestesmy razem albo nie. Zreszta wiedziala ze ja kocham
            bo jej powiedzialem, zanim wyjechalem z Japoni, nie rozumiem jak mozna byc tak
            nieczulym. Wiedziala ze ja kocham i potrzebuje jej milosci, ale trzymala mnie
            na odleglosc, ale nie kochala mnie, ani tez nie pozwolila po prostu odejsc.

            Sam nie wiem co mam myslec?
            • shangri-la Re: Shan do Waldi:) 29.10.06, 10:46
              waldek1610 napisał:

              >
              >
              > Dlatego ze nie potrafie o niej zapomniec, choc w gruncie rzeczy zerwalem z nia
              > bo mialem powody, wlasciwie ona zmusila mnie do zerwania. Po prostu dala mi
              > drakonskie warunki, ktorych chyba nikt normalny nie bylby wstanie zaakceptowac.

              Waldi, może zbyt wiele energii poświęcasz na "zapominanie"? Wysiłek nie przynosi
              efektu, bo tak naprawdę pielęgnujesz swoje niespełnione uczucie.
              Pozwól swoim myślom płynąć swobodnie, a nie "zapominać na siłę".
              Miałeś powody , więc zerwałeś.
              Zaakcepuj własną decyzję , którą podjąłeś kiedyś zupełnie świadomie i dobrowolnie.

              >
              >
              >
              > Mam wyrzuty sumienia ze wycofalem sie z tej znajomosci, zerwalem z nia bez
              > slowa. A co ty bys zrobila gdybys znala kogos zaledwie 2 miesiace, potem 1.5
              > roku rozlaki, ja w USA ona w Japoni. Obiecala ze przyjedzie studiowac w USA za
              > 6 miesiecy, ale minelo 1.5 roku, napisanla zaledwie 8-10 listow do mnie, pod
              > koniec nie pisala wogole przez pol roku napisala tylko jeden list, nagle pisze
              > krotka notatke do mnie ze: "przyjezdza wrescice do USA, do Seattle czyli na
              > przeciwlegle wybrzerze, no i zobaczymy sie kiedys moze na 7-9 dni podczas jej
              > feri zimowych lub wiosennych czyli za 4-6 miesiecy"

              Taktowała Cie zapewne jako "koło zapasowe" czy też , jak słusznie sam zauważyłeś
              "chłopaka na wakacje". Była podła i wyrafinowana wobec Ciebie.
              Nie masz powodów , aby żyć z wyrzutami sumienia.
              Ona chyba zdołała ci wmówić winę a Ty przyjąłeś jej sugestir bezkrytycznie.
              >
              >
              >
              >
              > Co mnie dreczy? No chyba wlasnie to ze zerwalem z nia bez slowa, bo po 1.5 roku
              >
              > czekania, mialem dosc wpadlem w apatie, i dlatego ze nie pisala zaczalem sie
              > rozgladac za kims innym, nagle pisze ze przyjezdza... na drugi kraniec USA, co
              > mialem myslec. Po 1.5 roku czekania ona pisze ze bedzie studiowac w Seattle
              > przez 3 lata, chyba gdyby jej na mnie zalezalo to zapisalaby sie na studia
              > gdziesz blizej mnie, jak planowalismy...
              >
              > Mysle ze ona zrobila tak specjalnie, zeby trzymac mnie daleko, ale nie chciala
              > ze mnie rezygnowac, bo zawsze fajnie jest jak fajny chlopak zabierze ja na
              > wakacje, ale za co mam jej fundowac wakacje? I nie chodzi tutaj wogole o
              > pieniadze, ona nie zasluzyla zebym na nia tyle czekal. Czekalem na wymarzona
              > cudowna Junko, a ona okazala sie zupelnie inna kobieta, zachowywala sie tak
              > jakby ona wogole nie musiala nic robic dla mnie, pomimo tego mowila mi zebym
              > czekal na nia.


              Rozczarowł Cię kontrast miedzy osobą jaką znałeś, a jaką się okazała.Rozumiem
              ten ból, ale w Twoim przypadku boli zbyt długo(!)
              Miej litość nad samym sobą:)

              >
              > Ale na co mialem czekac? Po 1 i pol roku, mialem czekac nastepne pol roku poto
              > tylko zeby wkoncu spotkac sie z nia, powiedziec ze ja juz dluzej tak nie
              > potrafie? Nigdy nie powiedziala mi ze mnie kocha, tylko gdy ja spotkalem
              > powiedizala ze chce byc moja dziewczyna i zebym na nia czekal, a przeciez mogla
              >
              > pokazac swoje uczucia nawet listownie, ale widocznie dla wielu Japonek milosc
              > to zupelnie cos innego niz dla nas Polakow, jej wydawalo sie ze przespi sie ze
              > mna i powie mi ze jest moja dziewczyna i ma mnie na zawsze, ale nic nie musi
              > robic, bo sama nie jest zbytnio ucuciowa wiec nie ma pojecia co to znaczy
              > kochac, bo gdyby wiedziala to napisalaby wszystko w liscie albo telefonicznie.
              >
              > Nic tylko chciala zebym czekal i czekal, mowila glownie o sobie, a gdy ja
              > mowilem jej o moich uczuciach do niej to milczala, a przeciez mogla powiedziec
              > sluchaj Waldek nie jestem gotowa na prawdziwa milosc, chce tylko powierzchownej
              >
              > znajomosci, seksu i wspolnych wakacji....
              >
              > Wlasnie to mnie dreczy bo nie chciala zerwac ze mna, tylko trzymac mnie sobie,
              > jako chlopaka na wakacje... Ale ja tak nie potrafilem, bo dla mnie milosc to
              > wszystko albo nic. Albo jestesmy razem albo nie. Zreszta wiedziala ze ja kocham
              >
              > bo jej powiedzialem, zanim wyjechalem z Japoni, nie rozumiem jak mozna byc tak
              > nieczulym. Wiedziala ze ja kocham i potrzebuje jej milosci, ale trzymala mnie
              > na odleglosc, ale nie kochala mnie, ani tez nie pozwolila po prostu odejsc.
              >
              > Sam nie wiem co mam myslec?


              Już powinieneś wiedzieć, że mysleć w ogóle nie warto....
              Była zimna, bezwględna i wyrachowana. Typowa egoistka.
              Może to kwestia odmiennej kultury , a może całkowita niezdolnosć do głębokich
              uczuć(?)
              Daj sobie szansę na normalne życie...
              Nie wolno pozwalać innym się niszczyć i zabijać to, co najlepsze.
              Ona nie istnieje, bo nie warta była Twoich uczuć.
              Pozdrówki i trzymaj się:)
              >
              >
              • waldek1610 Re: Shan do Waldi:) 29.10.06, 12:06
                Problem w tym ze po latach oprocz tych wszystkich zlych rzeczy, pamietam i te
                dobre, ktore rowniez byly. Byc moze byla wyrachowana egoistka, ale byla rowniez
                mila skromna dziewczyna, ktora chciala rozumiec kazde moje slowo, gdy bylismy
                razem w Osace. Nie bylo miedzy nami zadnej bariery jezykowej bo jej angielski
                byl calkiem dobry, gdy rozmawialismy w czetery oczy, to zawsze wszystko ja
                interesowalo o mnie, chciala wszystko wiedziec co ja o niej mysle, a ja zawsze
                bylem szczery.

                Zreszta gdy chodzilismy razem powiedziala mi; "I think we can be lovers","Do
                you need g/f now?" Powiedzialem jej ze moge poczekac. Ale gdy wyjechalem z
                Japoni to jedym milym slowem ktore napisala bylo "Look toward seeing me again
                some day", "do not worry too much, we will met some day","and take care of
                yourself" Mowila o tym ze schudla 7 kilo, i ze pewnie bedzie mi sie bardziej
                podobac, ale ani slowa o jej uczuciach do mnie.

                Ale gdy wczesniej kiedys nie moglem wytrzymac jej zimnych listow napisalem jej
                ze; "jest samolubna" "ma kamien zamiast serca" i ze "nawet moja ciotka okazuje
                mi wiecej serca w korespondencji niz ona"...

                ...to ona, choc zwykle bardzo spokojna wpadla w furie i powiedziala mi ze "you
                want to posess me!!!", i cos ze niby ja nie zachowuje sie jak jej chlopak tylko
                jak jej starszy brat, dlatego ze niby mowie jej co robic....

                Ale ja wcale nie mowilem jej co ma robic, tylko bylem zly na nia bo niby kaze
                mi czekac na siebie, ale nie okazuje zadnych glebszych, uczuc, a przeciez chyba
                nie ma nic w tym zlego ze oczekiwalem milosci oraz wiecej czulosci od swojej
                dziewczyny?

                Poza tym ja bralem pod uwage jej odmiennosc kulturowa, wiem ze w Japoni jest
                normalka ze nawet malzenstwa z 40 letnim stazem nigdy alb prawie nigdy nie
                wymawiaja slow "I love you", bo to dla nich krempujace, tylko okazuja swoje
                uczucia czynami, ale pech chial ze nasza znajomosc w 90% byla na odleglosc,
                wiec skad mialem wiedziec co ona mysli.

                Kiedys gdy jej kolezanka zapytala sie czy ja i Junko jestesmy razem, byla zla
                ze takich rzeczy nie powinienem mowic obcym, to jedyny przypadek kiedy pokazaja
                zlosc i mnie opieprzyla w Osace, ale powinienem sie domyslec ze ma ukrywa swoja
                prawdziwa osobowosc, bo tez innym razem odepchnela mnie gdy siedzielismy w jej
                pokoju, a ja chcialem ja objac, ale innym razem lubila to. Raz gdy
                nieoczekiwanie przyszla jej matka do jej mieszkania a ja bylem z nia,
                (mieszkala z kolezanka) to nawet nie przedstawila mi jej, wiec czulem sie
                glupio, i widac bylo ze nie ma dobrych stosunkow z matka, cos tylko mruczala
                pod nosem, zlosliwie do matki, powinienem sie domyslec ze Junko, ma zmienny
                charakter, jednym slowem "cicha woda".

                Sorry, ze sie rozpisalem ale musialem to z siebie wyrzucic, i dziekuje ci za
                wysluchanie mnie, i za twoje rady. Dzieki!!!


                shangri-la napisała:

                > Waldi, może zbyt wiele energii poświęcasz na "zapominanie"? Wysiłek nie
                > przynosi efektu, bo tak naprawdę pielęgnujesz swoje niespełnione uczucie.
                > Pozwól swoim myślom płynąć swobodnie, a nie "zapominać na siłę".
                > Miałeś powody , więc zerwałeś. Zaakcepuj własną decyzję , którą podjąłeś
                > kiedyś zupełnie świadomie i dobrowolnie.

                > Taktowała Cie zapewne jako "koło zapasowe" czy też , jak słusznie sam
                > zauważyłeś "chłopaka na wakacje". Była podła i wyrafinowana wobec Ciebie.
                > Nie masz powodów , aby żyć z wyrzutami sumienia.
                > Ona chyba zdołała ci wmówić winę a Ty przyjąłeś jej sugestir bezkrytycznie.
                > Rozczarowł Cię kontrast miedzy osobą jaką znałeś, a jaką się okazała.Rozumiem
                > ten ból, ale w Twoim przypadku boli zbyt długo(!) Miej litość nad samym sobą:)
                > Już powinieneś wiedzieć, że mysleć w ogóle nie warto....
                > Była zimna, bezwględna i wyrachowana. Typowa egoistka.
                > Może to kwestia odmiennej kultury , a może całkowita niezdolnosć do głębokich
                > uczuć(?)
                > Daj sobie szansę na normalne życie...
                > Nie wolno pozwalać innym się niszczyć i zabijać to, co najlepsze.
                > Ona nie istnieje, bo nie warta była Twoich uczuć.
                > Pozdrówki i trzymaj się:)

    • mar.lena To zadna partnerka. 29.10.06, 13:09
      Waldek, to zadna partnerka, skoro widzieliscie sie dwa razy do roku.
      W takiej sytuacji nie tylko nam trudno o niej wydac opinie, ale i Tobie rowniez.
      Znajoma, ot, co.
      • waldek1610 Re: To zadna partnerka. 29.10.06, 13:19
        mar.lena napisała:

        > Waldek, to zadna partnerka, skoro widzieliscie sie dwa razy do roku.
        > W takiej sytuacji nie tylko nam trudno o niej wydac opinie, ale i Tobie
        > rowniez. Znajoma, ot, co.

        Wiesz, czasami okolicznosci sa winne a nie partner/ka, i trzeba to brac pod
        uwage, do tego dochodza roznice kulturowe, rozniece w wieku (ona byla mlodsza 6
        lat odemnie), wiec bylo wiele okolicznosci lagodzacych, dlatego trudniej bylo
        mi zgadnac czy ona naprawde miala zle checi, czy po prostu nie mogla zrobic
        tego co ja od niej oczekiwalem tak po prostu.
        • joanna10010 Re: To zadna partnerka. 29.10.06, 13:32
          Waldek nie rozczulaj się nad sobą. To jak piszesz było 7 lat temu. Masz żonę
          (pradopodobnie) więc zajmij się nią. Swoją drogą wszędzie cię pełno.Masz
          chłopie duuuużo czasu na pisanie.
          • waldek1610 Re: To zadna partnerka. 30.10.06, 05:50
            joanna10010 napisała:

            > Waldek nie rozczulaj się nad sobą. To jak piszesz było 7 lat temu. Masz żonę
            > (pradopodobnie) więc zajmij się nią. Swoją drogą wszędzie cię pełno.Masz
            > chłopie duuuużo czasu na pisanie.

            Problem w tym ze nie jestem "chlopem" tylko mezczyzna wiec sprawy nie sa dla
            mnie takie proste i nie wytlumaczysz cos tak skomplikowanego jak stosunkow
            miedzyludzkich lopatologicznie w dwoch zdaniach...
            • joanna10010 Re: To zadna partnerka. 30.10.06, 17:22
              Waldek skoro mówisz, że nie jesteś chłopem tylko meżczyzną( oooogromna różnica-
              widać wziąłeś to dosłownie)- więc sprawy nie są dla ciebie tak proste. Tak
              skomplikowanych stosunków międzyludzkich jak twoje nie wytłumaczę
              (lopatologicznie w dwóch zdaniach) jak to określiłeś, mogę użyć do tego kilku
              zdań. Uważam, że przesadą jest użalanie się nad sobą na wielu forach. Pisałeś,
              że jesteś żonaty i szczęśliwy, więc po co rozgrzebujesz stare rany. Myślę, że
              piszesz, by pisać. Zauważyłam, że jesteś konfliktowym facetem. Między innymi
              przez ciebie FORUM MALARSTWO opuścił Ktoś, kto miał dużo do powiedzenia w tej
              dziedzinie. Myślę, że jesteś starym zgorzkniałym facetem, gdybyś był
              szczęśliwie-żonaty, zajmowałbyś się rodziną, a nie siedział non-stop przy
              komputerze. Widać strasznie ci nudno w realu. Mimo wszystko życzę powodzenia i
              pozdrawiam.
              • waldek1610 Re: To zadna partnerka. 02.11.06, 09:16
                moze masz racje, za wyjatkiem tego ze na internecie nie trace czasu, bo pisze
                jedynie w czasie pracy. No i zgorzknialy na pewno nie jestem, raczej jestem
                niepoprawnym romantykiem, ale mysle ze ludzie tacy jak Junko ucza mnie rozumu,
                ze w zyciu nie kazdy jest fair w stosunku do innych. Mozna nie kochac, ale
                wykorzystywac osobe ktora sie nie kocha to jest czysty egoizm, oraz
                wyrachowanie. Junko w 75% to zla kobieta, tylko w 25% jest ok, dba tylko o
                swoje dobro, trudna byc z taka egioistyczna kobieta, na jej warunkach.


                Odnosnie Oldmalarza to facet nie potrafi myslec kreatywnie, za bardzo jest
                zawieszony w Polskich realiach poza ktorych nie potrafi sie wychylic.

                Po drugie, ja nie jestem konfliktowy, tylko po prostu jestem inny, ze ktos jest
                w opozycji, nie znaczy ze mysli inaczej tylko dlatego zeby "myslec inaczej".
                Posiadam inne doswiadczenia, zyje w innych realiach, mam inne idealy oraz
                charakter wiec nie jest dziwne ze nie chce sluchac faceta ktory zdaje sie byc
                moim przeciwienstwem.
        • mar.lena Re: To zadna partnerka. 29.10.06, 19:50
          Jeszcze raz powtarzam, to naprawde nie byla Twoja partnerka. Wg mnie dopiero
          sie do partnerstwa przymierzaliscie, i to moze nawet tylko Ty, bo jej zdania
          nie znamy. Twoj zal wzgledem niej, nie dotyczy chyba jej cech i wymagan, ale
          raczej niespelnienia Twoich wlasnych oczekiwan. Po prostu Wam nie wyszlo. I
          dzis sobie gdybasz, bo z zona chyba nie jest tak super jak bys chcial. Lepiej
          nie odwracaj sie wstecz bo nie masz do czego, to taka mydlana niespelniona
          bajka, a mozesz przeciez zmarnowac swoje obecne zycie. [Ktore i tak chyba
          marnujesz siedzac na forum...]

          W sytuacjach, kiedy uczucie jakie nas nawiedza jest bardzo silne, a czlowiek
          wie, ze byc moze spotkal "to cos, co na cale zycie", wtedy walczy sie z calych
          sil.
          Czemu wiec sam nie pojechales do niej albo nie postawiles mocnych warunkow?
          Moj facet lubi, kiedy z rzadka, ale jednak czasem, zezloszcze sie na niego,
          tupne noga i zazadam, zeby dla mnie cos poswiecil. Chocby czas. Wtedy widzi
          moje zaanagazowanie. Widzi, ze znam swoja wartosc. Sam pisales gdzies, ze
          milosc jest egoistyczna. Moze nie o negatywny egoizm, tu chodzi...

          • waldek1610 Re: To zadna partnerka. 30.10.06, 06:11
            mar.lena napisała:

            > Jeszcze raz powtarzam, to naprawde nie byla Twoja partnerka. Wg mnie dopiero
            > sie do partnerstwa przymierzaliscie, i to moze nawet tylko Ty, bo jej zdania
            > nie znamy. Twoj zal wzgledem niej, nie dotyczy chyba jej cech i wymagan, ale
            > raczej niespelnienia Twoich wlasnych oczekiwan. Po prostu Wam nie wyszlo. I
            > dzis sobie gdybasz, bo z zona chyba nie jest tak super jak bys chcial. Lepiej
            > nie odwracaj sie wstecz bo nie masz do czego, to taka mydlana niespelniona
            > bajka, a mozesz przeciez zmarnowac swoje obecne zycie. [Ktore i tak chyba
            > marnujesz siedzac na forum...]

            Nie jest tak zle, mam prace ktora daje mi wiele wolnego czasu, wiec czasu nie
            marnuje.

            > W sytuacjach, kiedy uczucie jakie nas nawiedza jest bardzo silne, a czlowiek
            > wie, ze byc moze spotkal "to cos, co na cale zycie", wtedy walczy sie z
            > calych sil.
            > Czemu wiec sam nie pojechales do niej albo nie postawiles mocnych warunkow?

            Walczylem, ale trudno walczyc gdy druga osoba unika konfrontacji, ale tez nie
            chce zerwac. Wlasciwie to mialem okazje rozmawiac z nia powaznie w cztery oczy,
            gdy bylem w w jej miescie w Osace, bylo wszystko wporzadku, spalismy ze soba,
            spedzili wiele czasu, ona sama powiedziala mi ze chce byc moja dziewczyna.
            Zapytala sie mnie czy potrzebuje dziewczyny teraz i czy moge poczekac, az
            przyjedzie do USA? Ja zgodzilem sie ale sadzilem z po calkiem dobrym poczatku,
            ona bedzie rownie czyla po moim wyjezdzie, niby pisala, ale bez uczuc.

            No i pewnego dnia wkurzylem sie i napisalem jej co o niej mysle, ze "ma kamien
            zamiast serca", ze "jest samolubna" i ze "moja ciotka ukazuje mi wiecej uczuc
            niz ona", choc zbykle byla spokojna to wpadla w furie, i powiedizala mi ze "ja
            chce ja posiasc"...ale ja powiedzialem jej ze tesknie za nia, i jej potrzebuje,
            i zdenerwowalem sie dlatego ze jej niewidzalem tak dlugo, i chcilbym widziec ja
            czesciej. Poza tym co dopiero wrocilem z Japoni, wiec teraz byla jej kolej zeby
            mnie odwiedzic. Ale wychodzi na to ze on tylko chciala uczymac na sile
            znajomosc ze mna bo zamierzala przyjechac studiowac w USA, wiec chciala miec
            kogos w USA, to wszystko.



            > Moj facet lubi, kiedy z rzadka, ale jednak czasem, zezloszcze sie na niego,
            > tupne noga i zazadam, zeby dla mnie cos poswiecil. Chocby czas. Wtedy widzi
            > moje zaanagazowanie. Widzi, ze znam swoja wartosc. Sam pisales gdzies, ze
            > milosc jest egoistyczna. Moze nie o negatywny egoizm, tu chodzi...


            ja bylem u niej w Osace, odwiedzilem ja wczesniej na poczatku naszejznajomosci,
            wiec to byla jej kolej zeby zrobic podobny krok i pokazac ze jej zalezy na
            mnie. Widocznie nie zalezalo jej wystarczajaco, a ze pisala choc malo ale
            pisala to tylko dlatego ze nie chciala rezygnowac ze mnie, bo zawsze moglem jej
            sie przydac pozniej. Ale nie tak to sobie wyobrazalem, nie wiem czy ktokolwiek
            tak by sobie wyobrazal wymarzony zwiazek....
    • sinny Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 29.10.06, 13:44
      O niej: że nie kocha ciebie.
      O nim: że głupi, że z nią jest. chyba, że lubi być upokarzany.
      • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 30.10.06, 06:14
        dzieki, zawsze wole nawet gorzka prawde, niz jej slodkie klamstwa. Mysle ze
        postapilem dobrze ze z nia zerwale, i zadna kolejna konfrontacja z nia by nie
        pomogla, bo nie mozna domagac sie uczuc, albo sa odwzajemniona albo nie i wtedy
        trzeba odejsc.
        • wioletta123 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 31.10.06, 23:08
          A ja uważam że ty ją kochasz, że to jest ta niespełniona miłośc taka jaką się
          pamięta na zawsze. I wcale nie jesteś szczęśliwy, bo tęsknisz za nią, sam sobie
          i komuś wmawiasz na siłę że jesteś szczęśliwy. Dlaczego tak uważam? Niemalże w
          każdym poście od kilku czy nawet kilkunastu miesięcy piszesz O NIEJ!Junko i
          Junko....Na twoim miejscu zrobiłabym wszystko aby ją odnależć, skontaktować się
          z nią, porozmawiać. Widać, że bardzo cie to wszystko gryzie, zadajesz sobie
          miliony pytań dlaczego...Jak tego nie zrobisz to pamiętaj będzie cię to zawsze
          zżerało, będziesz ciągle zastanawiał się dlaczego, co by było gdyby...itd. I na
          nic się zda tłumaczenie "zapomnij", bo nie zapomnisz.
          • waldek1610 co z tego ze ja kochalem, ona kochala tylko siebie 02.11.06, 09:04
            wioletta123 napisała:

            > A ja uważam że ty ją kochasz, że to jest ta niespełniona miłośc taka jaką się
            > pamięta na zawsze.

            Tak, kochalem Junko, ale teraz to tylko meczy mnie wspomnienie o niej. Fakt ze
            kochalem ja, ona chciala utrzymac znajomosc ale tylko na swoich warunkach,
            ktore byly nie do zaakceptowania dla mnie. Niestety Junko to osoba ktora moje
            glebokie uczucia do niej odbierala jako ograniczanie jej wolnosci. Mysle ze
            byla egoistka, i chodzilo jej jedynie o jej dobro.

            Zreszta co pomyslalabys o osobie, ktora na moje listy w ktorych ja pisze ze
            tesknie za nia i placze bo mi jej brakuje, ona odpowiada ze mysla ze ja
            zartuje...Zebym nie plakal tylko "bawil sie dobrze kazdego dnia"....Taka osoba
            chyba nie ma pojecia co to milosc i tesknota.

            > I wcale nie jesteś szczęśliwy, bo tęsknisz za nią, sam
            > sobie i komuś wmawiasz na siłę że jesteś szczęśliwy. Dlaczego tak uważam?
            > Niemalże w każdym poście od kilku czy nawet kilkunastu miesięcy piszesz
            > O Junko....

            Wiesz, ja zerwalem z nia (wlasciwie nie mialem innego wyjscia) juz 7 lat temu,
            i dlatego ze znajomosc z nia byla istnym koszmarem, niby nie odchodzila, ale
            nie robila nic od siebie zeby pokazac ze chce byc ze mna. Niby kazala mi na
            siebie czekac, ale tylko po to zeby spotykac sie ze mna w czasie wakacji, bo
            gdyby mnie kochala to wybralaby studia w moim miescie a nie na przeciwleglym
            wybrzerzu na nastepne 3 lata.



            > Na twoim miejscu zrobiłabym wszystko aby ją odnależć, skontaktować się z nią,
            > porozmawiać.

            Wioletta,
            Chyba mnie nie doceniasz, ja juz to zrobilem, jeszcze wczesnym latem wyslalem
            jej 2 dlugie listy. Napisalem 3 sms-y, oraz nawet zadzwonilem do jej rodzicow w
            Japoni, oni dali mi jej nowy numer telefonu, ale ona nie chce odebrac, malo
            tego zmienila numer. Zreszta wytlymaczylem jej sytuacje, ze ja kochalem, o czym
            ona juz wiedziala, ze nigdy tak naprawde nie przestalem ja kochac, tylko
            uciekalem od niespelnionej milosci ktora mnie ranila.

            Zrobilem bardzo duzo, raz odwidzilem ja w Osace, wsiadlem na samolot tylko po
            to zeby ja zobaczyc, tym razem byla jej kolej zeby pokazac ze jej na mnie
            zalezy. Ale przeciez miala prawie 2 lata zeby udowodnic mi ze teskni, a tego u
            niej wogole nie bylo, jednynie kolezenskie listy, i niezbyt konkretne
            zapewnienia ze sie zobaczymi jeszcze kiedys. Tak jakby miala tylko ochote
            spotkac sie kiedys na seks, lub na fajne wakacje. Malo tego specjalnie
            zapisala sie na przeciwleglym wybrzezu zeby trzymac mnie na odleglosc.





            > Widać, że bardzo cie to wszystko gryzie, zadajesz sobie
            > miliony pytań dlaczego...Jak tego nie zrobisz to pamiętaj będzie cię to
            > zawsze zżerało, będziesz ciągle zastanawiał się dlaczego, co by było
            > gdyby...itd. I nanic się zda tłumaczenie "zapomnij", bo nie zapomnisz.

            I ja wlasnie zrobilem wszystko, powiedzialem jej ze ja kocham juz na samym
            poczatku, pisalem przez prawie 2 lata milosne listy, obsypywalem ja prezentami
            i miloscia. A ona po 1.5 roku pisze ze przyjezdza ale na przeciwlegle wybrzeze
            na studia do Seattle, ja mieszkalem w North Carolina...czyli ok 5 tysiecy
            kilometrow. Mialem wtedy 28 lat, i nie moglem zyc tylko zyciem, a ona nie
            chciala rozmawiac o zadnym kompromisie. Poza tym zerwalem z nia bo ona mnie
            wykorzystywala, choc wcale mnie nie kochala.

            Nawet teraz nie opowiedziala, choc odnalazlem ja, nawet rozmwialem z jej
            rodzicami w Japoni, oni dali mi jej numer ale ona nie chce nawet rozmawiac,
            malo tego zmienila numer. Poza tym gdybym pojechal do niej, to nie sadze ze
            bylaby zachwycona, po jej zachowaniu mozna sie domyslec ze raczej mialbym
            klopoty z prawem.

            Mysle ze Junko od poczatku byla nastawiona na wykorzystanie, byla egoistka, i
            zadne moje zabiegi by nie pomogly, no chyba ze zrezygnowalbym z wszystkiego, na
            jej rzecz, a przeciez ona nie dawala mi zadnych gwarancji. Wiem w milosci nie
            ma gwarancji, ale czego mozna spodziewac sie po dziwczynie ktora po prawie 1 i
            pol rku mowi ze zobaczymy sie za pare miesiecy gdy bedzie miala 7-9 dni feri. I
            co ja mam sie cieszyc ze bede mial kobiete na tydzien, po 2 latach czekania, i
            potem w perspektywie 3 lata zdaleka od niej, to sie dobrze nie zapowiadalo.

            Gdyby mnie kochala to rzycilbym wszystko i pojechalbym do niej, ale ona wcale
            nie chciala mnie widziec na stale, i po 2 latach znajomosci na ogleglosc,
            przekonalem sie ze zamiast mojej cudownej Junko, mam do czynienia z samolubna
            kobieta ktora unika trudnych tematow, i wogole nie dba zbytnio o to czy ja
            tesknie, czy jej potrzebuje... Tak, ja ja kochalem, ale ona mnie nie, i nie
            sadze ze kiedykolwiek zdolna bylaby do milosci.
      • piekielnica1 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 02.11.06, 09:27
        A odwrotna konfiguracja jest ok?
        • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 02.11.06, 10:38
          sinny napisała:

          > O niej: że nie kocha ciebie.
          > O nim: że głupi, że z nią jest. chyba, że lubi być upokarzany.


          piekielnica1 napisała:

          > A odwrotna konfiguracja jest ok? Ze ja ja "upokarzalem" bo ja kochalem?


          Jaka odwrotna konfiguracja?
    • mademoislle Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 30.10.06, 16:01
      Daj sobie z nia spokoj- prawdziwy związek nie polega tylko na braniu ale
      również na dawaniu i nie mam tu na myśli tylko rzeczy materialnych. nie
      wyobrażam sobie takiej sytuacji, to co opisałeś jest dla mnie chore!
      • waldek1610 Re: Wasza opinia o takiej partnerce? 02.11.06, 09:06
        masz racje, ale, niestety w jak sie ktos zakocha to sa same "ale"...nawet w
        przypadku gdy ona na nia wogole nie zasluguje, to jednak...
    • aroden weekendowa panienka :))) 30.10.06, 16:05
      spotykamy sie z taka w weekendy i nie czesciej
      i nie robimy sobie zadnych planow :)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka