monika388
30.10.06, 11:31
Jego niedojrzalosc zyciowa i chorobliwa zazdrosc zniszczyla nasz zwiazek.
On - nie wykazuje zadnej checi zbudowania jakiejkolwiek przyszlosci ze mna,
ale jednoczesnie uzurpuje sobie prawo do ciaglego mnie kontrolowania. Nie
moge z nikim porozmawiac kogo on nie zna, nie moge spotkac sie ze znajomymi i
kolezankami jezeli on w tych spotkaniach nie uczestniczy. Kazdy telefon do
mnie wywoluje lawine podejrzen , rygorystycznym tonem kaze mi sie tlumaczyc
kto dzwonil, po co, niedopuszczalne jezeli bylby to mezczyzna .
Jezli podejrzewa, ze moglabym wieczorem gdzies wyjsc, potrafi cala noc
przeczekac pod moim domem, wydzwaniajac non-stop na telefon stacjonarny,
komorkowy, domofon ... calutenka noc, czekajac czy odbiore czy nie.
Jestem wykonczona, nabawilam sie nerwicy. Nie mam ani przyjaciol juz, ani
znajomych. On mnie obwinia, ze to moja wina. Ostatnia rozmowa na ulicy z
przypadkowo poznana rodzina z tego samego miasta, zakonczyla sie dla mnie
bolesnie. Zostalam wyzwana od dziwki i wpedzona w poczucie winy, ze umawiam
sie z mezczyznami na jego oczach.
Czy on jest nienormalny, czy ja juz stacilam poczucie wlasciwej oceny
sytuacji?