Gość: outsiderka
IP: *.sonata.waw.pl
29.03.03, 12:49
Jestem na stażu w dość dużej i znanej firmie. Problem w tym, jak tam jestem
traktowana. Pracują tam prawie wyłącznie ludzie młodzi, spora część przed 30
rż. Wszyscy sa ze sobą po imieniu, mnie nikt nie proponuje przejścia na ty
(zrobiła tak jedna osoba, która pracuje tam od niedawna). Zauważyłam, że
per "pani" mówi się tam tylko do mnie i do spzątaczek. Nie mam ustalonego
zakresu obowiązków. Szef powiedział, że mam pytać wszystkich, czy komuś w
czymś pomóc. Jestem kimś w rodzaju pomocy biurowej, ale czuję się jak
połączenie kelnerki, akwizytora i żebraka. Szef umył ręce od zawracania sobie
mną głowy. W efekcie nie wiem, kto naprawdę jest moim szefem. W dodatku nie
mam swojego miejsca. Siadam tam, gdzie jest wolne, więc często kogoś
podsiadam. Czasem zirytowany "ktoś" w milczeniu rzuca twoją teczką w stół, co
ma oznaczać, że natychmiast ma się wynieść i szukać sobie wolnego biurka. Na
staż poszłam z nastawieniem takim, że będę si wykazywać i potem mnie tam
przyjmą na dłużej. często, kiedy pytam, co mam zrobić rozlega się gromki
śmiech, nie mam pojęcia, co to ma oznaczać. Już wiem, że tam długo nie
zostanę. Nie wytrzymam. CZy o to im chodziło??? CZy będę ofiarą skutecznego
mobbingu?