Dodaj do ulubionych

czy to jest przyjaźń czy...;-)

IP: 62.29.248.* 01.04.03, 10:05
po jakim czasie wygasa chemia(zakochanie)? to znaczy chodzi o to, że doszlam
do wniosku, że przyjaźń z kimś, do kogo chemia nie przeszła jest w pewnym
sensie katorgą a czegoś więcej być nie może, po jakim czasie to mija żeby
spokojnie móc się przyjaźnić (zalezy mi ne tej osobie), macie jakies
doświadczenia???
Obserwuj wątek
    • Gość: ToeToe Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.ihug.net 01.04.03, 10:45
      Ponoc chemia wygasa po 3 miesiacach..
      • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 10:51
        Gość portalu: ToeToe napisał(a):

        > Ponoc chemia wygasa po 3 miesiacach..

        po trzech miesiącach czego lub od czego, absolutnej abstynencji (chodzi o
        jakiekolwiek kontakty)?
        • Gość: ToeToe Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.ihug.net 01.04.03, 11:06
          Absolutna abstynecja to mi sie z nalogiem kojarzy..
          • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 11:15
            Gość portalu: ToeToe napisał(a):

            > Absolutna abstynecja to mi sie z nalogiem kojarzy..

            bo "chemia" to narkotyk przecież...
            • Gość: Malwina Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.abo.wanadoo.fr 01.04.03, 11:19
              w absolutnej abstynencji to chemia i cale zycie moze trwac
              a statystycznie podobno pasja 6 miesiecy trwa (bez abstynencji oczywiscie ;-)
              • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 11:28
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > w absolutnej abstynencji to chemia i cale zycie moze trwac
                > a statystycznie podobno pasja 6 miesiecy trwa (bez abstynencji oczywiscie ;-)


                naprawde rozbawiłaś mnie trafnością swojej opinii i chyba niestety
                prawdziwościa, hihi, bardzo dowcipne:-) kurcze chyba się z Tobą zgadzam, że
                abstynencja nakręca lub w najgorszym przypadku chemię hibernuje ale czy to
                miałby oznaczać, że nie ma innego sposobu zniszczenia demona jak ten drugi
                sposób (zniszczyć pokusę to ulec jej?, hihi)... tylko w tym przypadku z bardzo
                różnych powodów ten drugi sposób jest raczej niemożliwy więc co zostaje? chemia
                na całe życie, no ja się załamię, hihihi:-)) pozdrawiam
                • Gość: Malwina Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.abo.wanadoo.fr 01.04.03, 11:41
                  "zniszczyć pokusę to ulec jej" - jasneeee i logiczne ;-)
                  jestem w ten sposob "zakochana" od wiekow w pierwszej milosci mojego zycia ;-)
                  musze go dorwac gdzies w ciemnej uliczce bo mi kamieniem na zoladku lezy ;-)
                  (co bedzie trudne bo 2000 km miedzy nami i sto lat to nie przelewki)
                  Gdyby sie kiedys zdarzylo to ci napisze ciag dalszy (99 % gwarancji ze bedzie
                  to : The End :-) - juz widze te lysine i brzuszek !!! hi hi)
                  • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 12:04
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > "zniszczyć pokusę to ulec jej" - jasneeee i logiczne ;-)
                    > jestem w ten sposob "zakochana" od wiekow w pierwszej milosci mojego zycia ;-)
                    > musze go dorwac gdzies w ciemnej uliczce bo mi kamieniem na zoladku lezy ;-)
                    > (co bedzie trudne bo 2000 km miedzy nami i sto lat to nie przelewki)
                    > Gdyby sie kiedys zdarzylo to ci napisze ciag dalszy (99 % gwarancji ze bedzie
                    > to : The End :-) - juz widze te lysine i brzuszek !!! hi hi)

                    hihihi...ale Malwina posłuchaj a może to iluzja, może ten facet, Twoja pierwsza
                    miłość, moja i miliony innych miłości niespełnionych mają to do siebie, że je
                    cholera wie po co pielęgnujemy czy jak Ty to trafnie ujęłaś "ciążą nam na
                    żołądku" a może to wcale tego niewarte?, tych westchnienień?, może to tylko
                    jakas kolejna sztuczka naszego umysłu tylko dlatego, że nie możemy czegoś
                    mieć... ja to bym się tak chciała uwolnić i mieć święty cholera spokój...
                    jednak, gdy minie uzaleznienie myślę, że odzyskam też władze umysłowe;-) hihi
                    bo ten gość nie jest wart mojego uzaleznienia ale wiadomo jak racjonalne
                    argumenty mają się do wszelkiego rodzaju uzależnień, hihihi
                    • Gość: Malwina totalna iluzja :-) IP: *.d1.club-internet.fr 01.04.03, 12:18
                      dlatego trwa ;-)
                      • Gość: question Re: totalna iluzja :-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 13:37
                        Gość portalu: Malwina napisał(a):

                        > dlatego trwa ;-)

                        hihi totalna iluzja, magiczna sztuczka naszego chorego z urojenia umysłu a w
                        oparach miłosnej chemii przecież nie widzi się jasno więc to doskonałe poletko
                        dla tego gada-iluzji...:-)
            • Gość: ToeToe Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.ihug.net 01.04.03, 11:21
              Narkotyk to chemia, ale niekazda chemia jest narkotykiem.. Capito??:))
              A wracaj do tematu watku: doswiadczen fuull, i coz roznie to bywa..
              • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 11:36
                Gość portalu: ToeToe napisał(a):

                > Narkotyk to chemia, ale niekazda chemia jest narkotykiem.. Capito??:))
                > A wracaj do tematu watku: doswiadczen fuull, i coz roznie to bywa..

                podobno w tym stanie, o którym mówimy (jakby go nie nazwać;-) jesteśmy pod
                wpływem jakiś chmicznych substancji, które działają jak narkotyki (zapomniałam
                teraz jak się nazywają ale czytałam naukowe dywagacje na ten temat;-) więc
                jeżeli "chemia" nie jest narkotykiem to nie jest też chemią w tym wypadku lub
                może są różne rodzaje narkotyków (miękkie i twarde hihi;-), różne stopnie
                uzależnienia i rózne sposoby wychodzenia z nałogu:-)
                • Gość: Malwina Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.abo.wanadoo.fr 01.04.03, 11:44
                  Twoim twardym narkotykiem jest abstynencja ;-)
                  przejdz na "maryske" ;-)))
                  • answer7 Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 01.04.03, 11:52
                    Myslę, że troche zależy też od tego, jak długo trwała ta "chemia",
                    jak duża była "bliskość" i jak poważne są przeszkody do dlaszego "trwania
                    chemii". Pozdrawiam..
                    • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 12:11
                      answer7 napisała:

                      > Myslę, że troche zależy też od tego, jak długo trwała ta "chemia",
                      > jak duża była "bliskość" i jak poważne są przeszkody do dlaszego "trwania
                      > chemii". Pozdrawiam..

                      Przeszkody są zasadnicze... ba a nawet gdyby ich nie było to nie byłby dla mnie
                      (chyba) alternatywą a "chemia" była oj "łeb urywa" (nakręcana dodatkowo przez
                      przeszkody) a z piątej strony jest tez jakaś więź psychiczna (raz budująca raz
                      destruktywna) a właściwie ona głównie, bo chemię się tłumi, no katorga juz
                      lepiej iść na odwyk;-( pozdro
                  • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 12:07
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > Twoim twardym narkotykiem jest abstynencja ;-)
                    > przejdz na "maryske" ;-)))

                    a wiesz powiem Ci, że i to brałam pod uwagę, jakiś sposób ukręcić hydrze łeb;-)
                    ale przeszkody natury obiektywnej i tę broń wytrąciły mi z ręki, normalnie
                    kanał;-))
                • Gość: ToeToe Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.ihug.net 01.04.03, 11:50
                  Niesamowite, po prostu nie-wia-ry-godne!!:))
    • answer7 Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 01.04.03, 14:22
      To może jeszcze pomoc "nadejdzie" z Jego strony ? Jaki On ma stosunek do tego
      co Was łączy ? Może Jego rezerwa lub wątpliwości będą Ci pomocne ?
      Perspektywa trudnego odwyku....pomocy warto szukać wszędzie :-)).
      • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 01.04.03, 14:33
        answer7 napisała:

        > To może jeszcze pomoc "nadejdzie" z Jego strony ? Jaki On ma stosunek do tego
        > co Was łączy ? Może Jego rezerwa lub wątpliwości będą Ci pomocne ?
        > Perspektywa trudnego odwyku....pomocy warto szukać wszędzie :-)).


        to dziwny typ;-)on chyba nie "czuje" aż tylu przeszkód... a pomoc? nie on nie
        jest w stanie mi pomóc, tak jak nie jest w stanie pomóc sobie... sytuacja
        patowa, dlatego myślałam o tej przyjaźni ale to też kolejna iluzja, gdy chemia
        nie zdechła, nic tylko odwyk ale, co nas nie zabija...moze dam sobie radę...
        • answer7 Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 01.04.03, 18:15
          Piszesz :
          ..." to dziwny typ;-)on chyba nie "czuje" aż tylu przeszkód... a pomoc? nie on
          nie jest w stanie mi pomóc, tak jak nie jest w stanie pomóc sobie..."...

          Czy to znaczy, ze On też " cierpi" ?, że On chce tej "chemii" czy tej
          przyjaźni ? A może tych przeszkód nie ma tak dużo ? Pozdrawiam :-))


          • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 01.04.03, 20:41
            answer7 napisała:

            > Piszesz :
            > ..." to dziwny typ;-)on chyba nie "czuje" aż tylu przeszkód... a pomoc? nie
            on
            > nie jest w stanie mi pomóc, tak jak nie jest w stanie pomóc sobie..."...
            >
            > Czy to znaczy, ze On też " cierpi" ?, że On chce tej "chemii" czy tej
            > przyjaźni ? A może tych przeszkód nie ma tak dużo ? Pozdrawiam :-))
            >
            >...tak się składa, ze ta chemia była wzajemna (chyba tylko wtedy jest
            naprawde trudnoi mamy)ambaras i on raczej jest za chemią a ja przyjaźnią
            (chociaż to udręka) ale teraz mam z główki naraził mi się i miałam powód aby
            się obrazić a to nie jest facet, ktory prosi czy przeprasza więc odwyk...
            jeszcze na razie nie trzęsą mi się ręce ale piję herbatkę z melisy:-) tez
            pozdrawiam
    • Gość: speedymika Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.03, 17:54
      mi raz przeszlo po 2 miesiacach nie widywania sie i potem jakies drugie dwa
      kiedy sie spotykalismy i gdzies tam w glebi duszy jeszcze mi "pikalo".
      Teraz jest super uklad przyjacielski,ciesze sie jego szczesciem, kibicuje mocno
      i ogolnie jest pozytywnie a dawne uczucia i ta cala chemia jest tylko
      wspomnieniem.
      drugi raz to jeszcze dokladnie nie wiem kiedy mi przejdzie do konca ;)
      ogolnie mysle ze dobry jest taki wlasnie okres abstynencji, przynajmniej mi on
      pomogl.
      chyba kazdy inaczej reaguje, ale ja jesli wiem ze "z tej maki chleba nie
      bedzie", to jakos umiem powoli sie odciac - nie lubie zludzen i marzen o czyms
      co sie nie spelni, taka realistka za mnie....
      mowia tez ze "podobne leczy podobne" i wlasnie jestem w fazie sprawdzania
      prawdziwosci tego stwierdzenia ;)))
      pozdrawiam
    • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 01.04.03, 18:22
      Oj, tez mnie to interesuje. W moim przypadku taki stan trwa juz prawie dwa lata
      przy kompletnej abstynencji i niemozliwosci "sprawdzenia". W naszym przypadku
      ewentualne "cos" byloby niemoralne spolecznie i niezgodne z moimi i jego
      zasadami (ja jestem mezatka). Zreszta nie wiem, czy ta chemia nie dziala tylko
      na mnie. On nigdy nie dal mi powodow do podejrzewania, ze on tez cos czuje i
      oceniajac sprawe rozumowo, powiedzialabym, ze nie. Ale z drugiej strony
      intuicja mowi mi, ze jednak tak. Ale moze to wcale nie intuicja, tylko moja
      chora wyobraznia i pozywka dla tej calej chemii.
      No ale, czy dwa lata to nie za dlugo na "tylko" chemie? Moze to jednak cos
      wiecej? Ja juz nie daje sobie z tym rady. Myslicie, ze mam szanse na normalne
      zycie?
      • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 01.04.03, 20:47
        Gość portalu: ja napisał(a):

        > Oj, tez mnie to interesuje. W moim przypadku taki stan trwa juz prawie dwa
        lata
        >
        > przy kompletnej abstynencji i niemozliwosci "sprawdzenia". W naszym
        przypadku
        > ewentualne "cos" byloby niemoralne spolecznie i niezgodne z moimi i jego
        > zasadami (ja jestem mezatka). Zreszta nie wiem, czy ta chemia nie dziala
        tylko
        > na mnie. On nigdy nie dal mi powodow do podejrzewania, ze on tez cos czuje i
        > oceniajac sprawe rozumowo, powiedzialabym, ze nie. Ale z drugiej strony
        > intuicja mowi mi, ze jednak tak. Ale moze to wcale nie intuicja, tylko moja
        > chora wyobraznia i pozywka dla tej calej chemii.
        > No ale, czy dwa lata to nie za dlugo na "tylko" chemie? Moze to jednak cos
        > wiecej? Ja juz nie daje sobie z tym rady. Myslicie, ze mam szanse na
        normalne
        > zycie?

        No własnie doskonale Cię rozumiem ale jeśłi dobrze Ci w Twoim związku to
        zapomnij o chemii, miłości (moralnej czy niemoralnej)... jeśłi nie chcesz
        niczego zmieniać w swoim życiu to nie ryzykuj, bo zapłacisz głównie Ty...
        • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 02.04.03, 00:29
          Gość portalu: question napisał(a):
          > No własnie doskonale Cię rozumiem ale jeśłi dobrze Ci w Twoim związku to
          > zapomnij o chemii, miłości (moralnej czy niemoralnej)... jeśłi nie chcesz
          > niczego zmieniać w swoim życiu to nie ryzykuj, bo zapłacisz głównie Ty...

          A czy u Ciebie tez to trwa juz tak dlugo? Myslalam, ze to raczej kwestia kilku
          miesiecy. Ostatnio nawet prawie wcale sie nie widujemy (wczesniej kontakty byly
          niezbedne), a mi nic nie mija. Mysle o nim bez przerwy.
          W moim zwiazku jest tak sobie, ale nie na tyle zle, zeby go konczyc, tym
          bardziej dla kogos innego. Zreszta to i tak nie wchodzi w gre. Ja wlasnie chce
          zapomniec, tak jak radzisz, ale wcale mi to nie wychodzi.
          • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 02.04.03, 09:29
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > Gość portalu: question napisał(a):
            > > No własnie doskonale Cię rozumiem ale jeśłi dobrze Ci w Twoim związku to
            > > zapomnij o chemii, miłości (moralnej czy niemoralnej)... jeśłi nie chcesz
            > > niczego zmieniać w swoim życiu to nie ryzykuj, bo zapłacisz głównie Ty...
            >
            > A czy u Ciebie tez to trwa juz tak dlugo? Myslalam, ze to raczej kwestia
            kilku
            > miesiecy. Ostatnio nawet prawie wcale sie nie widujemy (wczesniej kontakty
            byly
            >
            > niezbedne), a mi nic nie mija. Mysle o nim bez przerwy.
            > W moim zwiazku jest tak sobie, ale nie na tyle zle, zeby go konczyc, tym
            > bardziej dla kogos innego. Zreszta to i tak nie wchodzi w gre. Ja wlasnie
            chce
            > zapomniec, tak jak radzisz, ale wcale mi to nie wychodzi.

            hm...z Twojego listu wynika, że ciągnie Cię bardzo a fakt, że nie znasz drugiej
            strony, która w przypadku takich układów ciągnie się jak cień tzn. rozterek,
            cierpienia, bezsennych nocy, tęsknoty, wyrzutów sumienia, sprawia, że pławisz
            się w słodkiej ilzuji ale kij ma dwa końce a Ty tego drugiego nie znasz...moim
            zdaniem jeśli zwiazek jest zły a człowiek w nim nieszczęśliwy to można
            poróbować coś zmieniać, Ty jakoś nie wykazujesz entuzjazmu dla swojego związku,
            oczywiście to bolesna ostateczność... a z drugiej strony czy jesteś pewna, że
            zTym facetem, do ktorego wzdychasz byłabys szczęśliwa? czy to ten naprawde
            wymarzony, gdy czegoś nie możemy mieć to nasz umysł wyposaży nasz nieosiągalny
            obiekt we wszystkie najlepsze cechy, często jednak rzeczywistość daleka jest od
            wyobrażeń a bywa, że zakochani byliśmy w swoich własnych wyobrażeniach...a tak
            naprawdę każdy przypadek jest inny, czasami jestem zdania, że warto coś przeżyć
            i nawet wyciągnąć bolesną lekcję niż teoretyzować i do końca życia śnić o kims,
            kto na przykład na to nie zasługuje...cóż mogę Ci powiedziec jeszcze...piszesz,
            że zmiana aktualnego związku nie wchodzi w grę...moja przyjaciólka, która nie
            jest zbyt szczęśliwa ze swoim śłubnym zakochała się na amen w innym i marzyła
            choćby o romansie ale pewna jestem, że gdyby teże się zdarzył chcialby więcej
            (zawsze chcemy więcej nawet jeśli nie zdajemy sobie sprawy lub oszukujemy się,
            że tyle nam wystarczy)...mnie łatwiej jest zapomnieć, bo poznałam smak tej
            "rokoszy" (patrz wyżej) a na dodatek okazało się, ze zauroczona byłam w kimś,
            kogo wykreował mój umysł, bo rzeczywista postać naprawdę była zupełnie inna
            chociaż pozory stwarzała złudne bardzo... a tak w ogóle chyba się nie zapomina,
            bo chcemy mieć jakieś swoje słodkie iluzje, w które raz wierzymy bardziej, raz
            mniej ale lubimy do czegoś tęsknić sama nie wiem dlaczego... pozdrawiam Cię
            bardzo ciepło a w takich rozterkach rad pewnie warto posłuchać ale człowiek i
            tak zostaje sam...trzym się!:-)
            • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 02.04.03, 17:10
              Gość portalu: question napisał(a):
              >
              > hm...z Twojego listu wynika, że ciągnie Cię bardzo a fakt, że nie znasz
              drugiej strony, która w przypadku takich układów ciągnie się jak cień tzn.
              rozterek,
              > cierpienia, bezsennych nocy, tęsknoty, wyrzutów sumienia, sprawia, że pławisz
              > się w słodkiej ilzuji ale kij ma dwa końce a Ty tego drugiego nie znasz...
              ... a z drugiej strony czy jesteś pewna, że
              > zTym facetem, do ktorego wzdychasz byłabys szczęśliwa? czy to ten naprawde
              > wymarzony, gdy czegoś nie możemy mieć to nasz umysł wyposaży nasz
              nieosiągalny
              > obiekt we wszystkie najlepsze cechy, często jednak rzeczywistość daleka jest
              od
              >
              > wyobrażeń a bywa, że zakochani byliśmy w swoich własnych wyobrażeniach...

              No wlasnie ciagnie mnie bardzo, a poniewaz to juz tak dlugo, to zaczelam sie
              zastanawiac czy to tylko chemia. A co jesli rozminelam sie z moja prawdziwa
              miloscia ;) Jesli wierzyc w przeznaczenie itd.

              Tak sie sklada, ze znam do dosyc dobrze, choc nie od strony mojego ewentualnego
              partnera z wiadomych powodow, ale jego stosunki damsko-meskie tez obserwuje i
              wiele wnioskow wyciagnelam. Wiem jak sie zachowuje w chwilach dobrych i w tych
              gorszych tez. Przez dlugi czas mielismy bardzo bliski kontakt, wiec mialam go
              okazje poobserwowoac w zyciu codziennym (nie napisze w jaki sposob, bo to
              bardzo charakterystyczna sytuacja, a mi zalezy na anonimowosci). W kazdym razie
              widze w nim wiele wad, a co najdziwniejsze, ich odkrywanie nie wiazalo sie w
              moim przypadku z rozczarowaniem, w pewien sposob mnie nawet do niego zblizylo
              (tzn. spotegowalo natretne mysli), bo dalo odczucie, ze jest normalnym
              czlowiekiem, a nie tylko wyidealizowanym wytworem mojej wyobrazni. Na pewno
              ewentualny zwiazek ukazalby tych wad wiecej, ale mysle, ze znam go bardzo
              dobrze.

              A czy bylabym z nim szczesliwa? Tego nie moge wiedziec, jesli nie sprobuje. A
              nie sprobuje na pewno. Dlatego probuje znalezc odpowiedz, czy bede juz tak
              wzdychac cale zycie, czy uda mi sie wyrwac.

              > ... pozdrawiam Cię
              > bardzo ciepło a w takich rozterkach rad pewnie warto posłuchać ale człowiek i
              > tak zostaje sam...trzym się!:-)

              Dziekuje Ci bardzo za pozdrowienia i za prawdziwosc tego zdania. Ja tez Cie
              cieplutko pozdrawiam.
              • procesor Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 02.04.03, 17:54
                Gość portalu: ja napisał(a):
                > Tak sie sklada, ze znam do dosyc dobrze, choc nie od strony mojego
                > ewentualnego partnera z wiadomych powodow, ale jego stosunki damsko-meskie
                > tez obserwuje i wiele wnioskow wyciagnelam. Wiem jak sie zachowuje w chwilach
                > dobrych i w tych gorszych tez. Przez dlugi czas mielismy bardzo bliski
                > kontakt, wiec mialam go okazje poobserwowoac w zyciu codziennym (nie napisze
                > w jaki sposob, bo to bardzo charakterystyczna sytuacja, a mi zalezy na
                > anonimowosci).

                No nie moge się powstrzymac!!
                Pracujesz dla TVNu?? :))))
                • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 02.04.03, 18:42
                  procesor napisała:

                  > Gość portalu: ja napisał(a):
                  > > Przez dlugi czas mielismy bardzo bliski
                  > > kontakt, wiec mialam go okazje poobserwowac w zyciu codziennym (nie napis
                  > ze
                  > > w jaki sposob, bo to bardzo charakterystyczna sytuacja, a mi zalezy na
                  > > anonimowosci).
                  >
                  > No nie moge się powstrzymac!!
                  > Pracujesz dla TVNu?? :))))

                  Dzieki za wywolanie usmiechu na mojej twarzy. :)))Masz racje, to rzeczywiscie
                  tak zabrzmialo. Skoro tak, to powiem o co chodzi. Przez pewien czas razem
                  mieszkalismy. Mieszkamy za granica, a on byl tu nowy, wiec mu pomagalismy
                  wynajmujac pokoj. A ze uklad: malzenstwo plus samotny facet mieszkajacy
                  wspolnie jest dosc charakterystyczny, wiec wolalam o tym nie wspominac. Chociaz
                  wlasciwie znam jeszcze kilka takich osob, wiec moze nie bedzie mnie tak latwo
                  namierzyc ;) Z wiadomych wzgledow wolalabym, zeby maz sie nie dowiedzial o
                  moich rozterkach. Zwlaszcza, ze to tylko sfera mysli.
              • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 02.04.03, 21:51
                A czy bylabym z nim szczesliwa? Tego nie moge wiedziec, jesli nie sprobuje. A
                > nie sprobuje na pewno. Dlatego probuje znalezc odpowiedz, czy bede juz tak
                > wzdychac cale zycie, czy uda mi sie wyrwac.

                No właśnie czy byłabyś szczęsliwa - nie wiesz chociaż rzeczywiście przyznaję
                masz powody żeby twierdzić, że poznałaś tego cżłowieka i nie sa to jak się
                wydaje słowa bez pokrycia (wspólne mieszkanie wiele demaskuje...)
                Mówisz, że nie spróbujesz na pewno... Czy na pewno tej pewności;-) jesteś taka
                pewna? Na moje oko i jak znam zycie to chyba bys spróbowała? ale mogę się
                mylić oczywiście...Mówię tak, dlatego, bo po pierwsze z tą pewnością to różnie
                bywa i gdyby była aż taka pewna to chyba zamknęłabyś ten rodział (nic nie
                zrobię, nie spróbuję - na pewno - tak mówisz) a Ty jednak myśłisz, ba
                pozwalasz się tym myśłom dręczyć wnioskuję, że rzeczywiście powowaznie się
                zakochałaś i wcale nie jestem taka pewna czy nie uległabyś mu bez względu na
                konsekwencje (mogę się mylić, tfu, tfu, tfu)...
                jeśli tyle w Tobie pewności, że nic z tego (w co nie do końca dowierzam:-) to
                spóbuj nie myśleć, nie dręczyć się, że to miłość Twojego życia odeszła, bo
                rzeczywiście dręczyć Cię to będzie do końca życia a to nie porawi Twojego
                samopoczucia... moja znajoma przyjaciólka starsz ode mnie ze 20 lat ostatnio z
                łazami rozmarzenia w oczach opowiadała o swojej pierwszej miłości, która
                odeszła, ta przyjaciólka ma dzieci, fajnego męża a tamten facet ma w jej
                głowie stałe miejsce, bywa tez w snach, czy to dobre czy złe nie mnie oceniać,
                że to iluzja to widać na pierwszy rzut oka, tęsknić i traktować poważnie coś,
                co nigdy się nie zdarzyło i nie zdarzy się a pielęgnujemy to zwłaszcza,
                dlatego, że sobie tyle po tym wyobrażamy...nie wiem...mnie też łatwo nie jest
                ale chociaż nie mam złudzeń, co do obiektu mojej afektacji i być może to
                ułatwia mi sprawę:-)
                pozdrafka
                • nenne Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 02.04.03, 22:25
                  Ja mam podobna sytuacje, w maju minie 15 lat odkad on zapadl mi w glowe, w
                  miedzyczasie bylo kilka zwiazkow a teraz juz staly, z kims kto jest wspanialy,
                  obiektywnie idealny. Ale tamten sni mi sie ciagle. Ostatnio wczoraj :) Czasem
                  go spotykam w miescie i przeploszona chowam sie do bramy :) bo akurat mysle ze
                  mam kiepska fryzure albo swieci mi sie nos :)a potem mysle o nim bez konca. Nie
                  wiem czego bym od niego chciala. Gdyby zadzwonil i powiedzial ze chce od jutra
                  ze mna byc do konca zycia, nie wiem czy bym rzucila moje stabilne zycie. Ale
                  siedzi we mnie, jako taka romantyczna blizna. Mysle ze to nic nowego,
                  przeczytajcie sobie chociazby Noce i Dnie (zapominajac o filmowej adaptacji z
                  histeryczna aktorka) albo Pania Bovary.
                  Moj wcozrajszy sen: spotykam go, jest z kobieta, odprowadzamy ich na lotnisko,
                  ja, moj facet, inni znajomi. Przytula mnie, pyta czy czasem o nim mysle. Mowie
                  szeptem ze codziennie. odsuwa sie zaskoczony i wzruszony.
                  Takie filmiki funduje mi podswiadomosc. Na codzien nie widuje go, wystarczy mi
                  krzepiaca mysl ze on tam gdzies sobie jest.
                  • procesor związki idealne 02.04.03, 22:36
                    Tak czyatm sobie , czytam o tych idealnych od dawna nie widzianych..
                    Przeciez to po prostu ucieczka.
                    Taki istniejący_tylko_w_wyobraźni_związek to super wygodna rzezc.
                    Można o nim/niej snić.
                    Nigdy złego słowa nie powie.
                    NIgdy nie burczy że obiadu nie ma.
                    Nigdy sie n epokłócicie o pieniadze, urlop, wychowanie dzieci.
                    Nigdy nie rzuci w kąt brudnych skarpetek.

                    I tylko jeden problem - moze to uniemożliwić dostrzeżenie kogoś prawdziwego,
                    realnego z kim mozna by przezyć całe życie.
                    Duzy problem - jesli marzenia o tamtym zaślepiaja i nie widzimy że ten ktoś
                    prawdziwy jest juz przy nas..
                    I nagle tracimy go, odchodzi do innej - i otwieraja się oczy.
                    I kolejna idealizacja gotowa.. :)

                    Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.
                    W cudzym sadzie zawsze jabłka smaczniejsze.
                    Bycie romantyczneym to nie jest bycie ślepym na rzeczywistość.
                    :))
                    • Gość: question Re: związki idealne IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 02.04.03, 23:09
                      procesor napisała:

                      > Tak czyatm sobie , czytam o tych idealnych od dawna nie widzianych..
                      > Przeciez to po prostu ucieczka.
                      > Taki istniejący_tylko_w_wyobraźni_związek to super wygodna rzezc.
                      > Można o nim/niej snić.
                      > Nigdy złego słowa nie powie.
                      > NIgdy nie burczy że obiadu nie ma.
                      > Nigdy sie n epokłócicie o pieniadze, urlop, wychowanie dzieci.
                      > Nigdy nie rzuci w kąt brudnych skarpetek.
                      >
                      > I tylko jeden problem - moze to uniemożliwić dostrzeżenie kogoś prawdziwego,
                      > realnego z kim mozna by przezyć całe życie.
                      > Duzy problem - jesli marzenia o tamtym zaślepiaja i nie widzimy że ten ktoś
                      > prawdziwy jest juz przy nas..
                      > I nagle tracimy go, odchodzi do innej - i otwieraja się oczy.
                      > I kolejna idealizacja gotowa.. :)
                      >
                      > Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.
                      > W cudzym sadzie zawsze jabłka smaczniejsze.
                      > Bycie romantyczneym to nie jest bycie ślepym na rzeczywistość.
                      > :))

                      Procesorko, święte slowa i na tym wątku nie raz padały slowa, że to chemia,
                      ucieczka, totalna iluzja, marzenia... my zdajemy sobie z tego sprawę ba z tych
                      wspaniałych obok nas, co to im zupa nie smakuje też, jasne... i prawda jest
                      również, że to zycie obok z pewnością ma większa wartość niż te wędrówki na
                      manowce iluzji ale co począc siedzi to gdzieś w nas, czsami śpi głęboko,
                      czsami coś może sen to budzi w nas... tez znam wiele takich kobiet... sama też
                      jestem za widzeniem rzeczy jakimi są i odróżniania rzeczywistości od marzeń,
                      czasami udaje się to z łątwością a czsami porywa nas fala ale chyba takie
                      życie i chyba do końca nie jesteśmy w stanie oderwać się od naszych ilzuji ale
                      ważne żeby pamiętać, że to tylko "gdyby" i że to "gdyby" to magiczna sztuczka
                      naszego lub naszych umysłow...

                      ps. ba wiem tez, ż ten ktory tkwi obok mnie i dla któremu czasami zupa nie
                      smakuje jest moim powietrzem:-) jednak...
                      pozdrawiam ciepło
                      • procesor Re: związki idealne 02.04.03, 23:18
                        Gość portalu: question napisał(a):
                        > (...)jasne... i prawda jest również, że to zycie obok z pewnością ma większa
                        > wartość niż te wędrówki na manowce iluzji ale co począc siedzi to gdzieś w
                        > nas, czsami śpi głęboko, czsami coś może sen to budzi w nas... tez znam wiele
                        takich kobiet...

                        Jak to co począć?
                        Obudzić się. :)
                        To tylko wymówka "bo to jest tak głęboko we mnie.."
                        Pisząc tamto miałam na mysli raczej te które zaniedbuja to co maja na rzecz
                        marzeń i iluzji, snów o rycerzu na białym koniu.
                        Można cos zrobic - choćby pognac za tamtym co snach - zwariowac - i sprawdzić.
                        Ostateczie marzenia warto realizowac.
                        Ale można tez sprawic by w tym naszym obudził ię rycerz. Al eto juz wyższa
                        szkoła jazdy. I nie wystarcza westchnienia.
                        Życie we śnie to nie życie.

                        > ps. ba wiem tez, ż ten ktory tkwi obok mnie i dla któremu czasami zupa nie
                        > smakuje jest moim powietrzem:-) jednak...
                        > pozdrawiam ciepło

                        No to jest OK. :))
                        Ale nie wszystkie tak maja.
                        I żyjąc marzeniami rozwalaja zycie swoje i swojej rodziny. Uch, aż nic więcej
                        nie napisze.
                        :))
                        • Gość: question Re: związki idealne IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 03.04.03, 07:49
                          procesor napisała:

                          > Gość portalu: question napisał(a):
                          > > (...)jasne... i prawda jest również, że to zycie obok z pewnością ma więks
                          > za
                          > > wartość niż te wędrówki na manowce iluzji ale co począc siedzi to gdzieś w
                          >
                          > > nas, czsami śpi głęboko, czsami coś może sen to budzi w nas... tez znam wi
                          > ele
                          > takich kobiet...
                          >
                          > Jak to co począć?
                          > Obudzić się. :)
                          > To tylko wymówka "bo to jest tak głęboko we mnie.."
                          > Pisząc tamto miałam na mysli raczej te które zaniedbuja to co maja na rzecz
                          > marzeń i iluzji, snów o rycerzu na białym koniu.
                          > Można cos zrobic - choćby pognac za tamtym co snach - zwariowac - i
                          sprawdzić.
                          >
                          > Ostateczie marzenia warto realizowac.
                          > Ale można tez sprawic by w tym naszym obudził ię rycerz. Al eto juz wyższa
                          > szkoła jazdy. I nie wystarcza westchnienia.
                          > Życie we śnie to nie życie.
                          >
                          > > ps. ba wiem tez, ż ten ktory tkwi obok mnie i dla któremu czasami zupa nie
                          >
                          > > smakuje jest moim powietrzem:-) jednak...
                          > > pozdrawiam ciepło
                          >
                          > No to jest OK. :))
                          > Ale nie wszystkie tak maja.
                          > I żyjąc marzeniami rozwalaja zycie swoje i swojej rodziny. Uch, aż nic
                          więcej
                          > nie napisze.
                          > :))

                          Jasne:-) Zgadzam się z Tobą, że ucieczka w marzenia jest złudna ale spójrz ile
                          ucieczek wokól nas (a nakotyki, alkohol, zboczenia, leki czy choćby w
                          telewizję a nawet w jedzenie), wszystko to żeby zmniejszyć ból egzytencji...
                          jasne najlepiej byłoby się obudzić ale ilu znasz tak naprawdę przebudzonych,
                          świadomych swojego życia, takich którzy naprawdę potrafią zyc?? i niby to
                          proste "przebudzić się" ale jak obserwuje różne jednostki to dla niektórych
                          skok w kosmos i wcale nie dlatego, że są jakoś specjalnie pokręcone (mnóstwo
                          takich obok), bo wbrew pozorom "budzenie" się do życia (choćby na tej
                          płaszczyźnie, na ktorej dywagujemy) to proces to nie pstryknięcie palcem a
                          większośc doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co mówisz jak i z tego, że coś
                          w ich życiu nie tak... jednak... słusznie jednak powiedziałaś, że można coś
                          zrobić ale do tego też potrzebne są pewne warunki na przykład pozbycie się
                          lęku a to nie łatwe, bo to co ewentualnie możnaby sprawdzać jest niepewne,
                          napawa więc lękiem a my w tym "uspieniu" wcale nie pałamy żądzą zmian...
                          i ja tez uwazam, że w dobrym związku wszystko jest fajne i nawet spięcia
                          prowadzą do siebie, ba często nawet będąc chorobliwie uzaleznionymi nie do
                          końca zdajemy sobie sprawę ale wystarczy mały test - wyjazd, spóźnienie i
                          wszystko wiadomo... jednak takich związków niestety wokół nie obserwuję na
                          pęczki ale takie związki jacy sami ludzie...
                          pozdrafka
                          >
                      • Gość: Malwina Re: związki idealne IP: *.d1.club-internet.fr 02.04.03, 23:24
                        eee, idealne zwiazki to nie takie
                        ja znam kilka
                        ten o ktorym mysle teraz ma ze 35 lat - sama przyjemnosc
                        rozbieznosci w nim sa
                        pewnie i konflikty tez (ale miesem nikt nie rzuca) - lecz publicznie brudow
                        nie piora
                        skarpetkipo katach nie leza , malo tego on szoruje z wlasnej woli podloge i
                        posilki przygotowuje (bo lubi dobrze zjesc ;-)
                        mowil mi ze takie drobiazgi zabieraja mu godzine czasu i to jest nic w
                        porownaniu z dobrym humorem zony
                        maja zainteresowania razem ale tez i osobno
                        zaufanie
                        no i caly czas komunikuja
                        chyba to jest najwazniejsze
                        i caly czas cos robia
                        z przyjemnoscia
                        maja plany i je realizuja
                        zycie nie jest dla nich katorga - buchaja energia
                        chodze do nich naladowac baterie :-)
                        • procesor Re: związki idealne Malwino 02.04.03, 23:28
                          No bo to co opisałaś to ideał :))

                          A związek idealny to taki co istnieje tylko w sferze idei. :))
                          • Gość: Malwina Re: związki idealne Malwino IP: *.d1.club-internet.fr 02.04.03, 23:30
                            nieee, ten drugi to sie nazywa zwiazek wyidealizowany :-)
                    • nenne związki idealne - fantasmagoryczne 03.04.03, 19:03
                      Tak, zgadzam sie ze to ucieczka. Jak napisalam wyzej, zdarzylo mi sie uciec do
                      bramy widzac go na ulicy. Wiec, za pozwoleniem, nie odkrywasz ameryki. Jednak
                      co zrobic z tym fantem? Nie da sie amputowac romantycznych tendencji ani sie
                      zaszczepic na marzenia.
                      • procesor Re: związki idealne - fantasmagoryczne 03.04.03, 23:37
                        nenne napisała:
                        > Tak, zgadzam sie ze to ucieczka. Jak napisalam wyzej, zdarzylo mi sie uciec
                        do
                        > bramy widzac go na ulicy. Wiec, za pozwoleniem, nie odkrywasz ameryki. Jednak
                        > co zrobic z tym fantem? Nie da sie amputowac romantycznych tendencji ani sie
                        > zaszczepic na marzenia.

                        Da sie. :))
                        Ale lepiej miec inne marzenia. :))
                        Umysł to potęzna siła. A my nie umiemy tak do końca z niego korzystać. :))
                        Witoldem zapachniało.. :)
                        Ja musiałam "amputowac" wiele marzeń. Bolało.
                        Ale żyję - i nadal mam marzenia. Inne.
                        I mówię - a jednak jestem szczęśliwa.
                        No kto by pomyślał. :))
                  • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 03.04.03, 19:47
                    nenne napisała:

                    > Ja mam podobna sytuacje, w maju minie 15 lat odkad on zapadl mi w glowe, w
                    > miedzyczasie bylo kilka zwiazkow a teraz juz staly, z kims kto jest
                    wspanialy,
                    > obiektywnie idealny. Ale tamten sni mi sie ciagle. Ostatnio wczoraj :) Czasem
                    > go spotykam w miescie i przeploszona chowam sie do bramy :) bo akurat mysle
                    ze
                    > mam kiepska fryzure albo swieci mi sie nos :)a potem mysle o nim bez konca.
                    Nie
                    >
                    > wiem czego bym od niego chciala. Gdyby zadzwonil i powiedzial ze chce od
                    jutra
                    > ze mna byc do konca zycia, nie wiem czy bym rzucila moje stabilne zycie. Ale
                    > siedzi we mnie, jako taka romantyczna blizna. Mysle ze to nic nowego,
                    > przeczytajcie sobie chociazby Noce i Dnie (zapominajac o filmowej adaptacji z
                    > histeryczna aktorka) albo Pania Bovary.
                    > Moj wcozrajszy sen: spotykam go, jest z kobieta, odprowadzamy ich na
                    lotnisko,
                    > ja, moj facet, inni znajomi. Przytula mnie, pyta czy czasem o nim mysle.
                    Mowie
                    > szeptem ze codziennie. odsuwa sie zaskoczony i wzruszony.
                    > Takie filmiki funduje mi podswiadomosc. Na codzien nie widuje go, wystarczy
                    mi
                    > krzepiaca mysl ze on tam gdzies sobie jest.

                    Przerazil mnie Twoj post. Ja myslalam, ze moje dwa lata to dlugo. 15 lat?!!!
                    Mam nadzieje, ze mnie to nie czeka. Chociaz widze duzo podobienstw. Tez
                    chcialabym mu sie zawsze podobac. Gdy np. przymierzam ciuchy, to w glowie
                    placze sie natretna mysl, czy jemu by sie podobalo, nawet jesli on mnie nigdy w
                    tym nie zobaczy (co jest najbardziej prawdopodobne).
                    A filmiki podsuwane przez podswiadomosc, to cala dluga historia, choc w moim
                    wypadku nie tylko we snie. Przezylismy juz mnostwo roznych sytuacji w mojej
                    glowie, czesto zupelnie banalnych. Tylko jak przestac je produkowac, przeciez
                    nie robie tego swiadomie?
                    Przepraszam, ze pytam, ale czy kiedykolwiek laczylo Cie cos z tym kims, czy
                    zawsze byla to tylko sfera wyobrazni?
                    Pozdrawiam cieplo i zycze cudownego uzdrowienia :)
                • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 03.04.03, 07:02
                  Gość portalu: question napisał(a):
                  > Mówisz, że nie spróbujesz na pewno... Czy na pewno tej pewności;-) jesteś
                  taka
                  > pewna? Na moje oko i jak znam zycie to chyba bys spróbowała? ale mogę się
                  > mylić oczywiście...Mówię tak, dlatego, bo po pierwsze z tą pewnością to
                  różnie
                  > bywa i gdyby była aż taka pewna to chyba zamknęłabyś ten rodział (nic nie
                  > zrobię, nie spróbuję - na pewno - tak mówisz) a Ty jednak myśłisz, ba
                  > pozwalasz się tym myśłom dręczyć wnioskuję, że rzeczywiście powowaznie się
                  > zakochałaś i wcale nie jestem taka pewna czy nie uległabyś mu bez względu na
                  > konsekwencje (mogę się mylić, tfu, tfu, tfu)...
                  > jeśli tyle w Tobie pewności, że nic z tego (w co nie do końca dowierzam:-) to
                  > spóbuj nie myśleć, nie dręczyć się, że to miłość Twojego życia odeszła, bo
                  > rzeczywiście dręczyć Cię to będzie do końca życia a to nie porawi Twojego
                  > samopoczucia...

                  Czy jestem 100% pewna? Chyba nie, masz racje, bo znamy sie na tyle, na ile nas
                  sprawdzono. Teraz wydaje mi sie, ze nigdy bym tego nie zrobila, ale jesli on by
                  np. nie dawal za wygrana, to nie wiem. Na szczescie on tego nie zrobi, wiec nie
                  mam sie czego obawiac. Chociaz to nie jest tak, ze tego nie chce, chce i to
                  bardzo, ale wiem, ze potem nie moglabym sama sobie w oczy spojrzec.
                  A co do przestania myslenia o nim, to caly czas tego probuje, ale to wcale nie
                  takie latwe, o czym zreszta sama wiesz. O wiele prosciej kontrolowac swoje
                  czyny, niz mysli. Pewnie sie da, ale ja jeszcze tej sztuki sie nie nauczylam. A
                  to, ze teraz to walkuje jest mi w jakis sposob potrzebne, zeby to z siebie
                  wyrzucic i mam nadzieje zdystansowac. Nigdy o tym nikomu nie mowilam, a zeby
                  sobie z czyms poradzic, musze sie wygadac, juz tak mam.
                  Dzieki za sluchanie i rady.
                  Pozdrawiam.
                  • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 03.04.03, 09:28
                    Gość portalu: ja napisał(a):

                    > Gość portalu: question napisał(a):
                    > > Mówisz, że nie spróbujesz na pewno... Czy na pewno tej pewności;-) jesteś
                    > taka
                    > > pewna? Na moje oko i jak znam zycie to chyba bys spróbowała? ale mogę się
                    > > mylić oczywiście...Mówię tak, dlatego, bo po pierwsze z tą pewnością to
                    > różnie
                    > > bywa i gdyby była aż taka pewna to chyba zamknęłabyś ten rodział (nic nie
                    > > zrobię, nie spróbuję - na pewno - tak mówisz) a Ty jednak myśłisz, ba
                    > > pozwalasz się tym myśłom dręczyć wnioskuję, że rzeczywiście powowaznie się
                    >
                    > > zakochałaś i wcale nie jestem taka pewna czy nie uległabyś mu bez względu
                    > na
                    > > konsekwencje (mogę się mylić, tfu, tfu, tfu)...
                    > > jeśli tyle w Tobie pewności, że nic z tego (w co nie do końca dowierzam:-)
                    > to
                    > > spóbuj nie myśleć, nie dręczyć się, że to miłość Twojego życia odeszła, bo
                    >
                    > > rzeczywiście dręczyć Cię to będzie do końca życia a to nie porawi Twojego
                    > > samopoczucia...
                    >
                    > Czy jestem 100% pewna? Chyba nie, masz racje, bo znamy sie na tyle, na ile
                    nas
                    > sprawdzono. Teraz wydaje mi sie, ze nigdy bym tego nie zrobila, ale jesli on
                    by
                    >
                    > np. nie dawal za wygrana, to nie wiem. Na szczescie on tego nie zrobi, wiec
                    nie
                    >
                    > mam sie czego obawiac. Chociaz to nie jest tak, ze tego nie chce, chce i to
                    > bardzo, ale wiem, ze potem nie moglabym sama sobie w oczy spojrzec.
                    > A co do przestania myslenia o nim, to caly czas tego probuje, ale to wcale
                    nie
                    > takie latwe, o czym zreszta sama wiesz. O wiele prosciej kontrolowac swoje
                    > czyny, niz mysli. Pewnie sie da, ale ja jeszcze tej sztuki sie nie nauczylam.
                    A
                    >
                    > to, ze teraz to walkuje jest mi w jakis sposob potrzebne, zeby to z siebie
                    > wyrzucic i mam nadzieje zdystansowac. Nigdy o tym nikomu nie mowilam, a zeby
                    > sobie z czyms poradzic, musze sie wygadac, juz tak mam.
                    > Dzieki za sluchanie i rady.
                    > Pozdrawiam.

                    To dobrze, że o tym mówisz, odreagowanie to dobra rzecz, kiedy pozwolimy
                    powietrzu z nas ujść... Na dłuższą jednak metę sytuacja w Twoim przypadku jest
                    patowa Ty nic nie zrobisz, on nic nie zrobi (na pewno-jak mówisz) i co Ci
                    zotało zapomnieć (wszystko mija więc nie martw się zapomnisz lub pielęgnować
                    ten afekt jak niektóry potrafią latami... z pewnością wybierzesz jakieś dogodne
                    dla siebie rozwiązanie, ja życze spokoju ducha:-)
                    • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 03.04.03, 16:12
                      Gość portalu: question napisał(a):

                      > To dobrze, że o tym mówisz, odreagowanie to dobra rzecz, kiedy pozwolimy
                      > powietrzu z nas ujść... Na dłuższą jednak metę sytuacja w Twoim przypadku
                      jest
                      > patowa Ty nic nie zrobisz, on nic nie zrobi (na pewno-jak mówisz) i co Ci
                      > zotało zapomnieć (wszystko mija więc nie martw się zapomnisz lub pielęgnować
                      > ten afekt jak niektóry potrafią latami... z pewnością wybierzesz jakieś
                      dogodne
                      >
                      > dla siebie rozwiązanie, ja życze spokoju ducha:-)

                      No ja mam nadzieje, ze jednak zapomne. Nie usmiecha mi sie przezyc calego zycia
                      gdzies obok, bujajac w oblokach. To takie jakby podwojne zycie i oszukiwanie
                      wszystkich wokol i siebie samej. Musi mi sie udac i wierze, ze tak bedzie, ale
                      na to potrzeba troche czasu.
                      Swoja droga to takie frustrujace, ze takie sytuacje zdarzaja sie tylu ludziom.
                      Moj byly wzdycha do mnie do tej pory, choc juz 7 lat minelo.
                      Pozdrawiam Cie cieplutko.
                      • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 03.04.03, 21:15
                        Gość portalu: ja napisał(a):

                        > Gość portalu: question napisał(a):
                        >
                        > > To dobrze, że o tym mówisz, odreagowanie to dobra rzecz, kiedy pozwolimy
                        > > powietrzu z nas ujść... Na dłuższą jednak metę sytuacja w Twoim przypadku
                        > jest
                        > > patowa Ty nic nie zrobisz, on nic nie zrobi (na pewno-jak mówisz) i co Ci
                        > > zotało zapomnieć (wszystko mija więc nie martw się zapomnisz lub pielęgnow
                        > ać
                        > > ten afekt jak niektóry potrafią latami... z pewnością wybierzesz jakieś
                        > dogodne
                        > >
                        > > dla siebie rozwiązanie, ja życze spokoju ducha:-)
                        >
                        > No ja mam nadzieje, ze jednak zapomne. Nie usmiecha mi sie przezyc calego
                        zycia
                        >
                        > gdzies obok, bujajac w oblokach. To takie jakby podwojne zycie i oszukiwanie
                        > wszystkich wokol i siebie samej. Musi mi sie udac i wierze, ze tak bedzie,
                        ale
                        > na to potrzeba troche czasu.
                        > Swoja droga to takie frustrujace, ze takie sytuacje zdarzaja sie tylu
                        ludziom.
                        > Moj byly wzdycha do mnie do tej pory, choc juz 7 lat minelo.
                        > Pozdrawiam Cie cieplutko.

                        Jedną z przyczyn jest, że zawsze chcemy mieć to, czego mieć nie mozemy...
                        marzymy o tym, co nam umknęło wedle starego porzekadła zakazany owoc(jak Twój
                        były) najbardziej smakuje a naczęsciej to jest po prostu iluzja (bo czymże
                        jest afekt Twojego lubego? żadnym faktem przeciez:-)... ja tez życzę Ci
                        prawdziwego życia a nie bujania w obłokach, co jakiś czas człowiek i tak
                        trochę przysypia ale przecież nie o to chodzi żeby zawsze być w 100% (co chyba
                        niemożliwe) trzeźwym:-) pozdrafka
    • ewaa76 Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 04.04.03, 08:07
      Witam
      Mnie sie wydaje, że kobiety mają już taką naturę, ze im (nam) się to
      przytrafia. Dużo myślą, analizują, fantazjują, gdybają, są romantyczne i to
      wszystko sprzyja tworzeniu drugiego swiata, gdzieś w wyobraźni z kimś
      idealnym ... Chyba mało jest kobiet, które nigdy nie marzyły o księciu z bajki,
      albo o całkiem zwykłym księciu z sąsiedztwa ...
      Sama mogę dołączyć do grona tych, co borykają się z "chemią". Ja zmagam się już
      chyba ze 3 lata. Może słowo zmagam nie jest tu poprawne, powinnam
      użyć "rozkoszuję się". Czy to źle, może i tak. Mam męża, fantastycznego, ten
      ktoś ma żonę i dzieci, udaną rodzinę. A mimo wszystko jak się widzimy to się
      dzieje coś dziwnego. A może tylko mi tak się wydaje ... ale chyba podoba mi
      się ten stan ...
      • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 04.04.03, 09:15
        ewaa76 napisała:

        > Witam
        > Mnie sie wydaje, że kobiety mają już taką naturę, ze im (nam) się to
        > przytrafia. Dużo myślą, analizują, fantazjują, gdybają, są romantyczne i to
        > wszystko sprzyja tworzeniu drugiego swiata, gdzieś w wyobraźni z kimś
        > idealnym ... Chyba mało jest kobiet, które nigdy nie marzyły o księciu z
        bajki,
        >
        > albo o całkiem zwykłym księciu z sąsiedztwa ...
        > Sama mogę dołączyć do grona tych, co borykają się z "chemią". Ja zmagam się
        już
        >
        > chyba ze 3 lata. Może słowo zmagam nie jest tu poprawne, powinnam
        > użyć "rozkoszuję się". Czy to źle, może i tak. Mam męża, fantastycznego, ten
        > ktoś ma żonę i dzieci, udaną rodzinę. A mimo wszystko jak się widzimy to się
        > dzieje coś dziwnego. A może tylko mi tak się wydaje ... ale chyba podoba mi
        > się ten stan ...

        No własnie... Muszę zgodzić sie, że o ile nie wiem czy to przypadłośc iście
        męska (żaden mężczyzna się jak do tej pory nie wypowiedział??) to właściwie
        większość kobiet, ktore znam jesli nie przeżywa aktualnie to przeżywało
        kiedyś... żaden mężczyzna niestety w kwestii nie zabrał głosu a przecież to oni
        sa obiektami tych afektacji, chemii, marzeń często mają swoje życie a może oni
        tego nie czują a wszystko to wymysł naszych kobiecych czułych serduszek...
        wiele padło tu stwierdzeń "gdy go spotykam dzieje się coś dziwnego" itpitd
        ciekawe czy oni tez to czują...moim zdaniem chemia działa naprawde wówczas
        najmocniej, gdy się czuje, widzi w oczach drugiej osoby to samo a nawet rodzi
        się wtedy, gdy spostrzeżemy w czyichś oczach, że mu sie podobamy (podobno to
        takie proste:-)
        a panowie pewnie szusują po forach politycznych jak mój luby mąż i nie
        zaglądają nawet na takie wątki:-)
        pozdrawiam wszystkie kobietki, co to im chemia nieobca:-)
        • ewaa76 Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) 04.04.03, 12:46
          Hej
          Też mnie to interesuje czy taka "chemia" jest obustronna i zkaźna :)) Czy
          któraś z kobiet, wypowiadająca się w tym wątku zdobyła się na odwagę i
          powiedziała swojemu królewiczowi co czuje i zapytała czy z wzajemnością ?
          Raczej nie sądzę, sama bym tego nigdy nie zrobiła (no może gdybym nie miała
          męża :))
          Chyba muszę się zgodzić z tym co piszesz, że "chemia działa najmocniej, gdy się
          czuje, widzi w oczach drugiej osoby to samo a nawet rodzi
          się wtedy, gdy spostrzeżemy w czyichś oczach, że mu sie podobamy". Sądząc po
          sobie, mężczyźni którzy nie zwracają na mnie uwagi nie przyciągają też mojej.
          Zaś facet który się we mnie wpatruje, albo jakoś zerka tak nieśmiało ale
          często, jak go przyłapię że się za mną zapatrzył, itd itp to wówczas i staje
          się on w jakiś sposób interesujący (zagadkowy?).
          W moim przypadku, jest jeszcze tak, że koledzy, meżczyźni dobrze mi znani,
          mężowie kolezanek nie pociągają mnie (pracuje z facetami w jednym pokoju i
          wszyscy są atrakcyjni ale chemii zero). Chyba "w tym sęk", że ta "chemia"
          działa tylko w kierunku kogoś nieodkrytego, tajemniczego a potem czar pryska.
          • Gość: wilea Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 04.04.03, 16:46
            Jest tak , że to facet robi pierwsze kroki, tak jak powedziałaś Facet wzbudza
            Twoje zainteresowanie gdy na Ciebie patrzy , gdy wyraża Tobą swoje
            zainteresowanie. I taka jest reguła , zasada - to meżczyźni wybierają sobie
            nas a nie odwrotnie. Bywa inaczej ale to wyjątki...
          • Gość: ja Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: *.client.attbi.com 04.04.03, 17:13
            ewaa76 napisała:
            > Chyba muszę się zgodzić z tym co piszesz, że "chemia działa najmocniej, gdy
            się
            >
            > czuje, widzi w oczach drugiej osoby to samo a nawet rodzi
            > się wtedy, gdy spostrzeżemy w czyichś oczach, że mu sie podobamy". Sądząc po
            > sobie, mężczyźni którzy nie zwracają na mnie uwagi nie przyciągają też mojej.
            > Zaś facet który się we mnie wpatruje, albo jakoś zerka tak nieśmiało ale
            > często, jak go przyłapię że się za mną zapatrzył, itd itp to wówczas i staje
            > się on w jakiś sposób interesujący (zagadkowy?).

            No wlasnie. W moim przypadku chemie wywolaly komplementy z jego strony. Co
            prawda byly to glownie zarty, bo on lubi adorowac kobiety, ale wystarczylo.

            > W moim przypadku, jest jeszcze tak, że koledzy, meżczyźni dobrze mi znani,
            > mężowie kolezanek nie pociągają mnie (pracuje z facetami w jednym pokoju i
            > wszyscy są atrakcyjni ale chemii zero). Chyba "w tym sęk", że ta "chemia"
            > działa tylko w kierunku kogoś nieodkrytego, tajemniczego a potem czar pryska.

            Niekoniecznie. Ja znam go dobrze, nawet bardzo dobrze. I czym poznawalam go
            lepiej, tym bardziej mnie odurzalo.
          • Gość: question Re: czy to jest przyjaźń czy...;-) IP: 62.29.248.* 04.04.03, 17:35
            ewaa76 napisała:

            > Hej
            > Też mnie to interesuje czy taka "chemia" jest obustronna i zkaźna :)) Czy
            > któraś z kobiet, wypowiadająca się w tym wątku zdobyła się na odwagę i
            > powiedziała swojemu królewiczowi co czuje i zapytała czy z wzajemnością ?
            > Raczej nie sądzę, sama bym tego nigdy nie zrobiła (no może gdybym nie miała
            > męża :))
            > Chyba muszę się zgodzić z tym co piszesz, że "chemia działa najmocniej, gdy
            się
            >
            > czuje, widzi w oczach drugiej osoby to samo a nawet rodzi
            > się wtedy, gdy spostrzeżemy w czyichś oczach, że mu sie podobamy". Sądząc po
            > sobie, mężczyźni którzy nie zwracają na mnie uwagi nie przyciągają też mojej.
            > Zaś facet który się we mnie wpatruje, albo jakoś zerka tak nieśmiało ale
            > często, jak go przyłapię że się za mną zapatrzył, itd itp to wówczas i staje
            > się on w jakiś sposób interesujący (zagadkowy?).
            > W moim przypadku, jest jeszcze tak, że koledzy, meżczyźni dobrze mi znani,
            > mężowie kolezanek nie pociągają mnie (pracuje z facetami w jednym pokoju i
            > wszyscy są atrakcyjni ale chemii zero). Chyba "w tym sęk", że ta "chemia"
            > działa tylko w kierunku kogoś nieodkrytego, tajemniczego a potem czar pryska.


            z tym jak ze wszystkim bywa róznie, czasami chemia wyzwala się dłużej a czasami
            jest to przysłowiowe pierwsze spojrzenie, tak mialam ze swoim mężem, do dzisiaj
            pamiętam chwilę, kiedy ujrzałam go po raz pierwszy i tą świadomość, intuicję,
            że jest to ktoś mi znany, tak to była miłość od pierwszego wejrzenia, to dziwne
            ale w tamtym momencie czułam, że to jest ten a chemia oj chemia to była taka,
            że "czarne chmury, siwy dym";-) do dzisiaj (minęło 10 lat) to duża siła, ktora
            nas łączy... jednak myślę, że potencjał w nas drzemie duży, kobietach?? i
            trzeba uważać, bo nigdy niewiadomo z której strony zaatakuje (licho nie śpi;-),
            dlatego ja sobie postanowiłam, że po prostu rezygnuję z flirtów, spojrzeń,
            tłumie w zarodku (wbrew pozorom mamy nad tym kontrolę), bo po co mi to
            potrzebne, same z tym kłopoty, jednak żeby do takiego wniosku dojść musiałam
            trochę doświadczyć...
            "Tak jak czysty i pachnacy kwiat lotosu wyrasta z bagiennego mulu, a nie z
            czystej gleby wyzyn, tak z brudu ziemskich namietnosci rodzi sie czyste
            Oswiecenie. Nawet bledne poglady heretyków i zludzenia namietnosci moga byc
            nasionami tego Stanu."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka