Dodaj do ulubionych

facet to nie lekarstwo

22.11.06, 00:08
Czesc dziewczyny,

Przegladajac starsze wpisy zauwazylam, ze wspominacie o Waszych facetach, albo, jesli jestescie bez
pary - o samotnosci. Pozwolcie, ze napisze pare slow na ten temat.

Otoz, zawsze myslalam, ze spotkanie faceta wyleczy mnie z kompleksow wygladu i zlikwiduje
obnizony nastroj. Chodzilam na randki, zeby sie dowartosciowac jako laska, ze skoro ktos chce sie
ze mna spotykac, to nie jestem jeszcze najgorsza potworzyca itp. Spotkalam tez facetow, ktorzy
sugerowali mi poprawienie figury, byl tez jeden, ktory kiedy troche przytylam, nie omieszkal mi
powiedziec, ze jestem gruba. Bylo to przykre, na szczescie te czasy mam juz za soba.

Od pol roku jestem w bardzo szczesliwym zwiazku, z facetem, ktory kocha i akceptuje mnie tak jak
moi najblizsi przyjaciele. Chcialabym tutaj zwrocic sie do tych z Was, ktore aktualnie sa bez pary, ze
bycie z facetem wcale nie oznacza, ze nie bedzie kompulsow! Beda, w moim przypadku - zdarzaja
mi sie napady obzarstwa, kiedy czuje sie zawiedziona, sfrustrowana, kiedy cos sie miedzy nami
uklada. Bycie w parze niesie ze soba inne stresy i problemy niz te, ktorych doswiadczamy bedac w
pojedynke. Stresy czyli pozywka do napadow na lodowke.
Na szczescie moj chlopak jest bardzo inteligentnym emocjonalnie czlowiekiem i rozwiazujemy
wszelkie problemy na bierzaco. Wie o moim BED i bardzo mnie wspiera (znalazl mi terapeute -
dietetyka - postaram sie napisac o tym kiedys wiecej - dzisiaj mialam pierwsza wizyte).
Podoba mu sie moje cialo, akceptuje je w pelni, problem w tym, ze mnie nie podoba sie wcale i nie
potrafie mu uwierzyc, kiedy mowi mi komplementy. Nie potrafie tez uwierzyc w jego milosc, bo nie
wierze, ze mozna kochac tak beznadziejna, pokrecona laske z probemami jak ja. Do czego
zmierzam -nie odkryje Ameryki tym stwierdzeniem, ale jedno jest pewne - bez akceptacji siebie
trudno nam bedzie byc z facetem, same dobrze o tym wiecie.
Mysle, ze "posiadanie" faceta to nie lekarstwo na cale zlo. Owszem - to milo, ze ktos nas adoruje
itd., ale jego afektacja nie rozwiaze problemu z niska samoocena, tu juz trzeba popracowac
samemu.
Madrze sie jak Bog wie kto, a sama jestem dopiero na poczatku bardzo dlugiej drogi i ciezkiej pracy
nad soba.

pozdrawiam Was cieplo

planasana
Obserwuj wątek
    • agacior89 Re: facet to nie lekarstwo 25.02.07, 15:44
      No własnie- facet, facet, facet. W moim przypadku facet to chyba tylko kolejna
      sprawa, powód do smutku. To znaczy sa dobre mokenty, nawet duzo, ale kiedy coś
      jest nie tak- wiem, ze to z mojej winy. Kiedy on mnie dotyka- czuję się
      okropnie, dotyka tego ciała, którego neinawidzę. Kiedy mi pisze piękne słowa,
      czuję ze to tylko słowa- może dlatego, ze sama próbuję się my zrewanżować
      wciskajac co mi do głowy przyjdzie, same czułości chociaż w środku jestem zimna
      jak lód. I jak to zmienić?
      -----------
      Będzie dobrze :)
      miss-peggy.blog4u.pl
      • horlaa Re: facet to nie lekarstwo 26.02.07, 21:54
        jasne ze facet to nie lekarstwo.
        w ogole nie ma jednego lekarstwa.

        mi mój byly facet bardzo pomogl, ale wiem ze polepszylo mi sie nie tylko dzieki niemu, w ogole nie mysle w tych kategoriach. wszystko raczej zazebia sie jedno o drugie, i na pewno nie ma jednej przyczyny.
        chociaz ja sobie ulozylam jakiś tam lancuszek: pracowalam nad sobą (terapia, itp) -> zrobilam sie bardziej otwarta (po dluuugim czasie zmagania z sobą) i bardziej zaakceptowalam siebie -> przypadkiem spotkalam tego faceta i poczulam sie z nim dobrze -> zakochalam sie -> dzieki jego bezgranicznej akceptacji zmienilam podejscie do samej siebie i czuje sie ze sobą o niebo lepiej.

        ale, ale - nie tak latwo. bo będąc z nim tez mialam napady kompulsow. dokladnie z tych powodow o ktorych planasana piszesz - klotnie, nieporozumienia, my oboje mamy dosc wybuchowe temperamenty wiec tego bylo sporo ;) a jeszcze mieszkalismy kawal drogi od siebie wiec czesto bylam zdana na siebie i swoja paranoiczną wyobraźnie (np. po kazdej klotni bylam pewna ze to juz koniec ;))

        wiec nie, nie to nie lekarstwo. ale dobry facet moze duzo pomoc. ale tak samo dobrzy przyjaciele moga duzo pomoc.
        wiec to kwestia tak naprawde innych rzeczy. moze byc facet, moze siostra, moze przyjaciel, przyjaciolka, mama.
        na pewno warto wyjsc do ludzi i porzucic swoje paranoje... kiedy uwierzylam ze nie, naprawde nie wszyscy mysla i patrza tylko na mnie (oczywiscie w negatywnym sensie) bylo juz duuuzo lepiej. przelomowy moment ;)
        ludzie maja milion innych wazniejszych spraw do roboty niz patrzenie jak bardzo okropna, brzydka, pryszczata i glupia jest horla ;)

        agacior89:
        napisalam to przed chwila juz w innym watku...
        jesli nie potrafisz byc czula wobec swojego faceta, jesli nie przekonuje ciebie on, i to co mowi... to... zastanow sie czego od niego chcesz. a moze w ogole to nie ten? jaki bys chciala zeby byl... wyobraz sobie jak powinien sie zachowywac i co robic zeby ci to pasowalo...
        • promyk_slonca Re: facet to nie lekarstwo -PRAWDA !!!! 27.02.07, 10:44
          Moge tylko przytakiwac czytając Horlę, prawda, prawda, sama prawda
          Nic dodac...

          "ludzie maja milion innych wazniejszych spraw do roboty niz patrzenie jak
          bardzo okropna, brzydka, pryszczata i glupia jest horla ;) "

          No własnie, a nam sie wydaje ze ludzie nie maja nic innego do roboty :)
          I mnie ta naiwnosc obcą nie była :)))))

          "na pewno warto wyjsc do ludzi i porzucic swoje paranoje... kiedy uwierzylam ze
          nie, naprawde nie wszyscy mysla i patrza tylko na mnie (oczywiscie w negatywnym
          sensie) bylo juz duuuzo lepiej. przelomowy moment ;)"
          Wyjscie do ludzi ma chyba dla nas działanie wrecz uzdrawiające , terapeutyczne.
          To jest wręcz LEKARSTWO na nasze zaburzenie-skrzywienie: OTWARCIE SIĘ NA LUDZI.

          I tego sobie i wszystkim zyczę :)
          I jaki plus! Bo ów Lekarstwo jest do nabycia bez recepty :)

          • horlaa Re: facet to nie lekarstwo -PRAWDA !!!! 27.02.07, 16:47

            może faktycznie z tym otwarciem się na ludzi to jest coś, co dotyczy wielu z nas?

            otwarcie, w sensie: wyjść do ludzi i umieć czerpać z tego towarzystwa.

            bo jeszcze kwestia że wiele takich kontaktów u nas jest powiązane z jakimiś wyrzutami sumienia ("ona się spotyka ze mną z łaski"), albo paranojami ("wszyscy widzą jaka jestem gruba") - pamiętam że ja miałam taki moment że miałam grupę znajomych z którymi się spotykałam, ale NIE DAWAŁO MI TO SATYSFAKCJI - tzn. grałam kogoś, i było mi z tym ewidentnie źle. niby chciałam być z nimi, ale samo przebywanie nie było tym, o co mi chodziło.
            szukałam jakby na siłę problemu - czegoś co jest we mnie 'nie tak' bo wydawało mi się nienormalne, że oni mogą mnie po prostu lubić :)

            pamiętam też że próbowałam na siłę zwrócić na siebie uwagę - tak jakbym chciała żeby WSZYSCY wiedzieli że ja jestem "trudna", "problemowa", "zaburzona" itp. potrzebowałam po prostu żeby inni zwrócili na mnie uwagę.

            a okazało się, że nie tędy droga.
            jak potem zaczęłam pracować nad sobą i sie zmieniać, z tymi samymi znajomymi czułam się stopniowo coraz lepiej.
            teraz bardzo często używam słów "przyjaciele", "moi znajomi", mówię im, że np. tęsknię za nimi i że ich lubię - i faktycznie tak czuję, a po prostu nie wstydzę się już okazać tych uczuć. a kiedy żartobliwie się ze mnie nabijają - nie obrażam się (kiedyś to był powód do objadania), tylko śmieję z nimi albo odparuję złośliwym tekstem - bo wiem, że nikt nie chce mnie dokopać.

            dużo pomaga jak sobie uświadomimy co czuje ta druga strona, tzn. dlaczego się tak zachowuje. ja sobie myślę, że jeśli co tydzień znajomi spotykają się m.in. ze mną na piwie, to chyba znaczy, że nie jestem taka do niczego, nie? albo jeśli tęsknią, kiedy mnie nie ma (dużo wyjeżdżam). ja gdybym była na ich miejscu nie próbowałabym się spotkać z kims kogo nie lubię ;)

            wniosek (uff) jest taki:
            nie bójmy się innych ludzi, dobierajmy ich dobrze, nie pozwólmy się ranić, ale jednocześnie czerpmy radość z bycia w towarzystwie innych. nie psujmy tego jakimiś naszymi wyobrażeniami, bo możemy po prostu się mylić.
    • nowahania Re: facet to nie lekarstwo 22.09.07, 13:58
      Hej,jestem tu nowa, cieszę się, że znalazłam to forum.
      To prawda, facet to nie lekarstwo. Myślałam, że jak już będę go "miała" to
      wszystko przejdzie odejdzie i nie wróci ale tak sie nie stało, jestesmy już ze
      sobą 3lata, jest dobrze nawet bardzo dobrze. Ja nadal nie potrafię akceptować
      siebie, dziwię się jemu że jest ze mną, że mu się podobam choć wydaje mi się to
      niemożliwe. Widzę jak patrzy na mnie to czuję się źle, moje życie to ciągłe
      podejrzenia, że ktoś mnie obmawia odnośnie mojego wyglądu i tak w kółko ....
      • aniellauz Re: facet to nie lekarstwo 25.09.07, 22:11
        Wiadomo, że facet to nie lekarstwo. MIałam okres, że szukłam faceta jak głupia,
        a jak znalazłam 'pierwszego' i jedynego, to zakrztusialam sie i zaczełam
        puszczac sie na lewo i prawo. Wiem, ze to brutalnie brzmi, ale tak to bylo. No
        teraz jestem madrzejsza i wiem, ze najpierw praca nad soba. Co z tego ze nie
        pasuje do tlumu zgrabnych jurnalowych lasek. Obojetne mi to zupelnie (no nie do
        konca, ale w znacznym stopniu). Sa ludzie, ktorzy mnie akceptuja i nie rozumieja
        o co mi chodzi z ta nadwaga i calymi kompleksami. I wiecie co? Zarazam sie od
        nich na wlasne szczescie tym zdziwieniem 'o co wlasciwie mam do siebie pretensje?'.
        pozdrawiam
        A.
        • horlaa Re: facet to nie lekarstwo 22.10.07, 14:12
          a ja znow jestem sama - w takim sensie, ze wreszcie sie z tym pogodzilam, a z moim byłym jestem w przyjacielskim ukladzie... i jest dobrze. co prawda nie mam aktualnie zadnego adoratora, nie ma mnie kto przytulic itp, ale dzieki ciaglej pracy nad soba mam swiadomosc ze to tylko taki przejsciowy okres, ze wiem, ze jest wszystko ze mna ok, jestem ladna, lubiana, inteligentna itp - i fakt, ze nikogo nie mam, w niczym nie umniejsza tego wszystkiego. mam jakas dziwna pewnosc, ze niedlugo spotkam kogos, z kim sie zwiaze :) chcialabym zeby to bylo prorocze uczucie. a nawet jak i nie to... jest ok.
          po prostu jest ok.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka