Dodaj do ulubionych

Dlugi dystans

12.12.06, 19:33
Jak mozna, przy porazce (mam na mysli zerwanie relacji za sprawa wyjazdu) w
ukladaniu zwiazku, odwrocic sie o 180 stopni i odejsc aby zaczac od nowa z
kims innym? Przeciez to oszukiwanie siebie, partnera/-ki i przede wszystkim
zaprzeczanie wlasnym wartosciom, ktorym najpierw tak szczytnie sie holduje.
Dlugi dystans polega na tym, ze "choruje" sie na te druga osobe bardzo dlugo
(2 - 3 lata? dluzej?), nawet jesli szanse na kontynuacje tego co bylo sa nikle.
Jest to strasznie dolujaca sytuacja, a w oczach wiekszosci osob glupota. A tak
naprawde to uczciwosc, tak mi sie wydaje, choc okupiona wielkimi wyrzeczeniami
i przykroscia. A moze czasami uwienczona nagroda... ?

Dodam, ze determinacja w dazeniu do celu nadaje sens pracy i
samodoskonaleniu. Jest to jakis cel, a im bardziej jest on utopijny, tym
bardziej czlowiek nad soba pracuje, zreszta ze swietnymi wynikami. Tyle, ze
taki tryb eksploatuje organizm i psychike maksymalnie powodujac, ze w ktoryms
momencie pada sie na twarz.
Co sadzicie o takim podejsciu? Warto? Jak sie z tego wyrwac? Ktos przezyl cos
podobnego? Czy wogole ktos zrozumial te moje zawile tlumaczenia? ;)

pozdrowienia


Obserwuj wątek
    • brak.chmur Re: Dlugi dystans 12.12.06, 19:39
      Bardzo oględnie opisujesz swój problem , ale też bardzo pięknie:)
      Tak w ogóle, to masz chyba problem zarówno z relacją , jak i przepracowaniem.
      Może po kolei?:)

      Z czego tak naprawdę chcesz się "wyrwać"?
      • dickofgeorge Re: Dlugi dystans 13.12.06, 01:10
        Chce z kims byc. Ona juz chyba nie chce, za duzo czasu minelo.
        Ja nie mam juz ochoty ani sily na czekanie/szukanie/zycie z nadzieja ze pojawi
        sie ktos znowu.
        Nie mam motywacji do pracy ani dazenia do sukcesu, bo po co...praca dla pracy?
        Chociaz robie to co lubie, to niestety tylko robota. Lepsza niz inna ale nic
        poza tym. Daje duzo, rozwija, sa perspektywy. Ale to ciagle tylko robota. Mozna
        odbierac nagrody, jedna za druga jednak one nic nie daja, do niczego nie prowadza.
        Biurko i lozko mi wystarczy, bo moge czytac, spac, byc wonlym. Swiat jest piekny
        tylko nie mam z kim dzielic swych wrazen. Obcuje z pieknymi niezwyklymi
        miejscami, ludzmi, ale nie chłone ich w pelni. Opowiadanie o pieknie jakie widze
        to jak proba opowiedzenia zdjecia. Nie da sie.
        W koncu kazda taka piekna rzecz przestaje byc synonimem szczescia a zaczyna byc
        obojetna, wrecz negatywna. To samo z z przypadkami zlymi. Staje sie obojetny na
        wszelkie emocjonalne bodzce. Zaczyna sie znieczulica zrodzona na kolejnych
        przejawach porazki.
        Duzo podrozuje, mam wymarzona prace, bo w kwestii rzeczy zalezacych ode mnie,
        moge miec wszystko. To tylko sprawa checi, wytrwalosci i zdecydowania. Chciec to
        moc.
        Tyle, ze w kwestii spraw niezaleznych ode mnie, jak zwiazek, nie ma ostatnecznej
        metody na sukces. A zwiazek to podstawa egzystencji, tak uwazam.
        Ja juz nie mam sily czekac, probowac, byc oslabionym beznadzieja a czasami byc
        odrzuconym.
        Dlatego uczciwie sobie stawiam sprawe - jak mi zalezy na Niej, to do Niej jade.
        Problemem jest brak celu w przypadku kiedy zostane sam, kiedy urwie sie obecna
        nic prowadzaca do mojeg celu. Co dalej? Wirtualny cel? Oszukiwanie siebie? Mam
        dosc, juz wymiekam. Ale wiem ze kiedys odkryje rozwiazanie, oby tylko nie
        przyszlo zbyt pozno.
        • brak.chmur Re: Urwana nić..... 13.12.06, 14:35
          Z początku Twojego postu wynika ,że "nić" , o której piszesz , już jest urwana (?)
          Skoro ona już nie chce, więc Twoje nadzieje , pogłębione emigracyjną pustką , są
          jak zamki na lodzie....
          Nie osiągniesz porozumienia z nią , wobec braku woli po drugiej stronie, niestety.
          Dużo w Twoim poście przygnębienia i apatii....jesteś chyba młodym człowiekiem?
          Nie pozwól, aby smutki odebrały Ci radość życia!:)
          Trzymaj się ciepło!:)
          • dickofgeorge Re: Urwana nić..... 13.12.06, 23:11
            Kiedys z pewnoscia bedzie dobrze. Tylko szkoda ze po takich doswiadczeniach
            zatraca sie wrazliwosc i spontanicznosc, to co piekne w ekspresji uczuc, a
            przychodzi wyrachowanie, chlodna kalkulacja i co najgorsze - coraz wieksze
            znieczulenie.
            Dzieki za dobre slowa. Pozdrawiam!
            • meg303 Re: Urwana nić..... 13.12.06, 23:34
              Wrazliwość,spontanicznosc,gotowośc do miłości jest zawsze.Złe doświadczenia mogą
              je tylko głęboko schować.Znajdą się ,kiedy dasz sobie prawo do bycia
              szczęsliwym.Wierzę,że spotkasz swoją miłośc.
              Pozdrowionka
              • brak.chmur Re Zgadzam się z Meg. 14.12.06, 09:35
                meg303 napisała:

                > Wrazliwość,spontanicznosc,gotowośc do miłości jest zawsze.Złe doświadczenia mog
                > ą
                > je tylko głęboko schować.Znajdą się ,kiedy dasz sobie prawo do bycia
                > szczęsliwym.Wierzę,że spotkasz swoją miłośc.
                > Pozdrowionka

                Podobnie jak Meg, sądzę, że w przypadku młodego człowieka "brak wrażliwości i
                wyrachowanie" o którym piszesz to głęboki uraz , ale możliwy do zapomnienia w
                szerokim tego słowa znaczeniu , pod warunkiem spotkania odpowiedniej, kochającej
                osoby, czego Ci życzę:)

                Gdybyś był starszy, problem był by daleko bardziej skomplikowany.
                Złe doświadczenia kumulują się wraz z upływającym czasem i wówczas daleko
                trudniej pogodzić się losem , który już nie ma nam nic do zaoferowania.

                Szczęścia życzę!:)
                >
                • meg303 Re: Re Zgadzam się z Meg. 14.12.06, 10:31
                  A ja się nie zgadzam,przynajmniej nie całkiem:).Nigdy nie jest za póżno aby
                  zmienić swoje życie na lepsze.Ja swoje zmieniłam po kilkunastu latach bardzo
                  toksycznego małżeństwa.Mam teraz 36 lat.
          • ernest-wampir Re: Urwana nić..... 13.12.06, 23:13
            fiu fiu , rozdajesz uściski na lewo i prawo...
    • mapia Re: Dlugi dystans 14.12.06, 00:17
      Zadaj sobie pytanie czego chesz, czy utopijnej wizji, ze kiedyś będziecie razem
      (piszesz,ze raczej nierealne), czy pomimo niespełnienia postawisz na
      samodoskonalenie i osiągnięcia w pracy? Zawsze będziesz stratny. Kiedyś
      poczujesz, że pomimo tego czekania nie chcesz być z tą osobą. Nabierzesz
      dystansu do uczucia, wzbogacony o doświadczenia zdobyte w trakcie czekania
      zechcesz komuś innemu zaofiarować swą miłość, ale inaczej... nie pazernie,
      dojrzalej.
      Takie chorowanie może trwać latami. Pomimo, ze nadaje sens życia niszczy od
      środka, czujesz się jak pustynia, grasz przed sobą i innymi, aż kiedyś braknie
      sił. Można wtedy spróbować specjalnie wymyślić sobie uczucie do kogoś innego,
      aby osłabić wspomnienia do tej właściwej osoby. Można też spróbować jeszcze raz
      porozmawiać z tą osobą,... bo przecież zawsze warto próbować.
      To ciekawe, ze mężczyźni mogą tak przeżywać miłość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka