dickofgeorge
12.12.06, 19:33
Jak mozna, przy porazce (mam na mysli zerwanie relacji za sprawa wyjazdu) w
ukladaniu zwiazku, odwrocic sie o 180 stopni i odejsc aby zaczac od nowa z
kims innym? Przeciez to oszukiwanie siebie, partnera/-ki i przede wszystkim
zaprzeczanie wlasnym wartosciom, ktorym najpierw tak szczytnie sie holduje.
Dlugi dystans polega na tym, ze "choruje" sie na te druga osobe bardzo dlugo
(2 - 3 lata? dluzej?), nawet jesli szanse na kontynuacje tego co bylo sa nikle.
Jest to strasznie dolujaca sytuacja, a w oczach wiekszosci osob glupota. A tak
naprawde to uczciwosc, tak mi sie wydaje, choc okupiona wielkimi wyrzeczeniami
i przykroscia. A moze czasami uwienczona nagroda... ?
Dodam, ze determinacja w dazeniu do celu nadaje sens pracy i
samodoskonaleniu. Jest to jakis cel, a im bardziej jest on utopijny, tym
bardziej czlowiek nad soba pracuje, zreszta ze swietnymi wynikami. Tyle, ze
taki tryb eksploatuje organizm i psychike maksymalnie powodujac, ze w ktoryms
momencie pada sie na twarz.
Co sadzicie o takim podejsciu? Warto? Jak sie z tego wyrwac? Ktos przezyl cos
podobnego? Czy wogole ktos zrozumial te moje zawile tlumaczenia? ;)
pozdrowienia