Dodaj do ulubionych

Szczęście

22.12.06, 23:45
Jest takie powiedzenie, że jak ktoś nie ma szczęścia w kartach, to ma w
miłości (albo odwrotnie). Czy Waszym zdaniem to rzeczywiście prawda?
Z moich obserwacji wynikałoby coś przeciwnego - jeśli komuś się dobrze
powodzi, to we wszystkich dziedzinach życia, a jeśli się wali (prawo
Murphy'ego), to wszystko naraz. Od czego zatem zależy to, czy komuś szczęście
w danej chwili dopisuje? Niektórzy twierdzą, że to kwestia pozytywnego
nastawienia - pesymiści na zasadzie "feedbacku" ściągają na siebie kolejne
nieszczęścia - ale bywało przecież, że ktoś żyje sobie beztrosko i nagle
przeżyje brutalne zderzenie z okrutną rzeczywistością. Ile więc jest w tym
wszystkim przypadku? Czy uważacie, że jeśli jeden człowiek ma więcej
szczęścia, to zostaje mniej dla innych?
Obserwuj wątek
    • bez.chmurna Re: Fragile by Sting :( 23.12.06, 09:52
      If blood will flow when fresh and steel are one
      Drying in the colour of the evening sun
      Tomorrow's rain will wash the stains away
      But something in our minds will always stay
      Perhaps this final act was meant
      To clinch a lifetime's argument
      That nothing comes from violence and nothing ever could


      For all those born beneath an angry star
      Lest we forget how fragile we are

      On and on the rain will fall
      Like tears from a star like tears from a star
      On and on the rain will say
      How fragile we are how fragile we are
    • zaciekawiona_a Re: Szczęście 24.12.06, 23:44
      Bardzo ciekawy temat poruszyłeś i szkoda by było, by przeszedł bez echa.
      Faktycznie jest tak, że kiedy ktoś ma tzw. farta, to we wszystkim. Podobno
      pieniądze szczęścia nie dają, ale o tym jak trudno jest żyć bez nich wiedzą
      tylko ci, którym ich brak. Może na tej samej zasadzie o szczęściu mogą
      wypowiadać się jedynie osoby, które ono omija lub też kiedyś zaliczały się do
      szczęśliwców, a dziś żyją wspomnieniami dobrych chwil z przeszłości.

      Mówi się czasam, że szczęście jest dla każdego "na wyciągnięcie ręki" i można
      je osiągnąć przy odrobinie dobrej woli. Znajdą się też i tacy, co uważają
      szczęście za nieosiągalny ideał. Można do niego dążyć, choć nigdy nie dotrze
      się do celu (w tym przypadku pełni szczęścia).

      Dla innych wreszcie, szczęscie to drażliwy temat, który lepiej pomijać, niż się
      nad nim zastanawiać. Albo, bezpieczniej udawać, że go nie ma.....
      • brakchmur Re: Szczęście;) 27.12.06, 14:12
        zaciekawiona_a napisała:

        > Bardzo ciekawy temat poruszyłeś i szkoda by było, by przeszedł bez echa....

        Fakt....szczęście przechodzi "bez echa" niezauważone:)
        Szkoda.....
        • maureen2 Re: Szczęście;) 27.12.06, 14:15
          moje szczęscie najbliższe,to gosposia,która mi posprząta i pozmywa. Poprzednią
          wyrzuciłem.
    • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 14:49
      Ci , którzy sami siebie uważają za urodzonych pechowców nie posiadają jedynie
      umiejętności dostrzegania szczęśliwych uśmiechów losu i co za tym idzie, nie
      mogą ich wykorzystać (fuj, paskudne słowo!:) dla własnego dobra?
      • adonis1970 Re: A może ...? 27.12.06, 14:50
        Dlaczego uwazasz, ze slowo wykorzystac jest paskudne?
        czyzby jakies osobiste skojarzenia zwiazane z.... no z czym?
        • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 14:58
          A dlaczego nie podejmowałeś dyskusji o szczęściu, aż padło słowo "wykporzystanie"?:)
          Każdy ma jakieś osobiste skojarzenia, a Twoje związane z fatalnie prowadzacą się
          matką Twoich (?) dzieci były już tutaj wielkorotnie eksploatowane , chociaż nie
          tak często jak moje , związane z wykorzystaniem (sic!) mojego zaufania i nie
          tylko....
          • adonis1970 Re: A może ...? 27.12.06, 15:10
            Ja nie mam dzieci
            • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 15:11
              adonis1970 napisał:

              > Ja nie mam dzieci

              Tym bardziej nie rozumiem, skąd ta fanatyczna nienawiść do matki "cudzych dzieci" :)
              • adonis1970 Re: A może ...? 27.12.06, 15:14
                A co dzieci maja do tego. Nie jestem z matka zadnych cudzych dzieci
                • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 15:15
                  adonis1970 napisał:

                  > A co dzieci maja do tego. Nie jestem z matka zadnych cudzych dzieci


                  Oki....zostawmy ten temat:)
                  • adonis1970 Re: A może ...? 27.12.06, 15:16
                    Ta suka by chciala, no wiesz, dac utrzymanie jej i jej potomkom, ale nic z tego.
                    • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 15:21
                      adonis1970 napisał:

                      > Ta suka by chciala, no wiesz, dac utrzymanie jej i jej potomkom, ale nic z tego
                      > .


                      Mam prośbę, pozbądż się tego nieparlamentarnego słownictwa a będziesz
                      sympatycznym rozmówcą:)
                      Sorry, ale mam osobistą awersję do klnących facetów....od roku dostaję takie
                      "życzenia" non stop.
                      • adonis1970 Re: A może ...? 27.12.06, 15:25
                        Powinnas to wiedziec, ze klne tylko przez to, ze ty tu jestes. Normalnie jestem
                        kulturalnym czlowiekiem, az czasem do przesady.
                        • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 15:37
                          adonis1970 napisał:

                          > Powinnas to wiedziec, ze klne tylko przez to, ze ty tu jestes. Normalnie jestem
                          >
                          > kulturalnym czlowiekiem, az czasem do przesady.


                          Już jakieś pół roku temu usiłowałam Ci uzmysłowić, że popełniasz błąd myląc mnie
                          z tą swoja ex, ale widzę , że to na nic.....:(
                          Klnij waść sobie!;)
                          Ustawię Cię na niewidoczny:)
                          • brakchmur Re: A może ...? P.S. 27.12.06, 15:41
                            A poza tym ,spoko , jutro i tak mnie znów mnie zabanują :)))
                          • adonis1970 Re: A może ...? 27.12.06, 16:24
                            Wartosc niematerialna powiadasz. Co po szczesciu pojmowanym przez ciebie jak
                            np. nie ma co do gara wlozyc?
                            • brakchmur Re: A może ...? 27.12.06, 16:28
                              Adonis....czy Ty naprawdę planujesz ze mną przyszłość , że się tak dopytujesz?:)))
                              Zapomnij.....

                              A poważnie..."do gara musi być co włożyć":)
                              To jeden z podstawowych warunków szczęścia.
                              Rachunki też muszą być popłacone a ciuchy bez łat.:)))
    • hubkulik Re: Szczęście 27.12.06, 14:56
      Jesli ktos ma wiecej szczescia, to jest wiecej go dla innych.
      Ma czym sie dzielic, ma czym emanowac na otoczenie.
      Nikt na tym nie traci, inni moga tylko zyskac. Oczywiscie ci co chca zyskac, ci
      co chca sie zainspirowac czyims szczesciem.

      Zatem warto byc szczesliwym we wszystkich dziedzinach, poniewaz jest tego
      szczescia wiecej dla innych we wszystkich dziedzinach.

      Pozdrawiam Hubert
      • adonis1970 Re: Szczęście 27.12.06, 14:56
        Ale belkot
      • koszalek_opalek1 Re: Szczęście 27.12.06, 15:08
        Polecam film "The Secret" - zdradza on sekret szczęścia. Można go za darmo
        oglądać na osiagacz.info/w-skrocie/filmy/film-the-secret.html (po angielsku).
      • brakchmur Re: Szczęście 27.12.06, 15:09
        Zgadzam się z Hub....szczęście, to jedno z nielicznych dóbr, które podzielone
        powiela swoją wartość.
        Szkoda tylko, że szczęśliwców jakoś niedużo wokół....
        • hubkulik Re: Szczęście 27.12.06, 16:11
          > Szkoda tylko, że szczęśliwców jakoś niedużo wokół....

          Szczescie jest wartoscia niematerialna i mozemy odkryc je tylko w sobie, w
          niematerialnym wnetrzu.
          • brakchmur Re: Szczęście do Hub:) 27.12.06, 16:19
            Przypominam , ze teza o dzieleniu szczęścia jest Twoja własna:)
            Ja tylko przyznałam Ci rację....:)
            Chyba nie chcesz teraz zaprzeczać sobie?
            • hubkulik Re: Szczęście do Hub:) 27.12.06, 18:37
              Ha!
              Zeby sie miec czyms dzielic trzeba to przeciez najpierw miec.
              No i skad przychodzi doswiadczenie szczescia? No skad?

              To brzmi jak paradoks, ale nim nie jest. Ja sie moge czyms dzielic, ale czy ktos
              to wezmie, to zalezy od niego, od jego wlasnego wewnetrznego doswiadczenia
              szczescia, od jego otwartosci. Jak ktos nie jest otwarty na wziecie tego, czym
              ja chce sie podzielic, to nic z tego nie bedzie. No wiec od czego zalezy ta
              otwartosc? Otwartosc na doswiadczanie szczescia?

              Moze ta osoba nie dostanie tego, co ja chcialem dac, ale przebudzi w sobie cos,
              co jest jego wlasnym indywidualnym doswiadczeniem.
              Mozemy sie dzielic, pobudzac, ale to co wyplynie ostatecznie u osoby, z ktora
              sie dzielimy, jest jej wlasnym indywidualnym doswiadczeniem, przefiltrowanym
              przez jej osobiste uwarunkowanie. Jest tym, na co ona sie wewnetrznie godzi.

              Czyli gdy dziele sie tym, co niematerialne (szczesciem, miloscia, wewnetrznym
              pokojem) nie tylko nie pozbywam sie tego u siebie, ale nie napelniam tez
              jakiegos pustego naczynia w tej drugiej osobie. Ja tylko wspieram proces
              przebudzania, ze byc moze ta osoba zda sobie sprawe, ze ma tez to naczynie i ze
              tez moze byc ono pelne tak po prostu, bez zabierania komukolwiek czegokolwiek.

              Bo jesli jej naczynie jest puste, to bedzie do mnie zawsze przychodzic i zebrac
              o troche tego szczescia, ktore sie u mnie przelewa.
              Czy jednak chcialabys miec wokol siebie taka mase zebrakow uzaleznionych od Ciebie?

              Pozdrawiam Hubert
              • brakchmur Re: Szczęście do Hub:) 27.12.06, 18:46
                hubkulik napisał:

                Czyli gdy dziele sie tym, co niematerialne (szczesciem, miloscia, wewnetrznym
                > pokojem) nie tylko nie pozbywam sie tego u siebie, ale nie napelniam tez
                > jakiegos pustego naczynia w tej drugiej osobie. Ja tylko wspieram proces
                > przebudzania, ze byc moze ta osoba zda sobie sprawe, ze ma tez to naczynie i ze
                > tez moze byc ono pelne tak po prostu, bez zabierania komukolwiek czegokolwiek.
                >

                Dokładnie:)
                Pod tymi słowami podpisuję się i z przyjemnością czytam podlądy zbliżone do moich:)

                "No wiec od czego zalezy ta
                > otwartosc? Otwartosc na doswiadczanie szczescia?"

                A te Twoja słowa to chyba temat osobnego wątku, nie sądzisz?:)
                Od czego zależy, ze jednio przyjmą z pokorą każdy objaw dobrej woli a inni z
                szyderstwem na ustach i cynicznym uśmiechem na twarzy odrzucą największą miłość?
                Tejemnica życia, Hub......:)
                Jedna z wielu......

                "Czy jednak chcialabys miec wokol siebie taka mase zebrakow uzaleznionych od Cie
                > bie?"

                Myślę, ze każdy z nas ma wokół siebiew "taką masę żebraków":)
                Więcej.....wszyscy jesteśmy takimi żebrakami na tym łez padole:)
                >
                • hubkulik Re: Szczęście do Hub:) 27.12.06, 19:05

                  > Myślę, ze każdy z nas ma wokół siebiew "taką masę żebraków":)
                  > Więcej.....wszyscy jesteśmy takimi żebrakami na tym łez padole:)
                  > >

                  ... wyrywajacy sobie jedni drugim ochlapy, ktore udalo sie innym wyszarpac.
                  Myslisz, ze tak musi byc?
                  Jakie widzisz rozwiazanie tej sytuacji?
                  Co jest sciezka wzrostu, by opuscic "lez padol"?
                  W jaki sposob mozna zyc z godnoscia, po prostu majac to, co cenne i wartosciowe
                  i spokojnie dzielac sie tym, bez walki, bez szarpania sie, bez zebractwa?
                  • brakchmur Re: Szczęście do Hub:) 27.12.06, 19:13
                    Przeceniasz mnie, Hub....jeśli rzeczywiście oczekujesz odpowiedzi na powyższe
                    pytania:)
                    A jednocześnie kilka z nich jest dość prostych, tak sądzę....:)

                    To nie są "ochłapy" , ale dary jednego człowieka dla drugiego.
                    Nie trzeba darów sobie "wyszarpywać" , wystarczy je przyjać z wdzięcznoiścią:)
                    Łez padół opuszcza każdy w sobie przypisanym czasie , czyli na końcu własnej
                    "ścieżki wzrostu":)
                    A jak żyć z godnością? Wielu ludzi potrafi ....wystarczy iść w ich ślady:)
    • lavinka Re: Szczęście 27.12.06, 15:08
      Wszystko zależy od interpretacji tego co nas spotyka. Jeśli ktoś uważa,że jest
      nieszczęśliwy to od takiego myślenia z pewnością szczęśliwszy nie będzie.

      lav
    • ala.l Re: Szczęście zezowate 27.12.06, 15:10
      to mi sie najbardziej podoba..

    • hubkulik Re: Szczęście 27.12.06, 15:12
      Dla mnie wszelkie idee dotyczace ograniczania szczescia to jakas permanentna
      bzdura. Mysle ze tworza je ci, ktorzy sami nie potrafia byc szczesliwi i o
      szczesciu niewielkie maja pojecie. Jednoczesnie chca utrudnic innym osiagniecie
      szczescia, bo to oznaczaloby ze te osoby opuscilyby je i zostalyby samotne. Jest
      tak, poniewaz szczescie tworzy szczescie i otacza sie szczesciem. I odwrotnie
      cierpienie tworzy cierpienie i otacza sie cierpieniem. Nie jest mozliwe, by
      szczescie przebywalo razem z cierpieniem, poniewaz sa to dwie kompletnie
      odmienne energie, jak ogien i woda. Gdy szczescie emanuje soba, cierpienie musi
      zamienic sie takze w szczescie, by moc przebywac w poblizu szczescia. Musi
      odejsc od tej energii szczescia i od tej osoby, ktora nia emanuje, albo
      przekonac te osobe szczesliwa do energii cierpienia, by moc z nia nadal sie
      konaktowac.

      • adonis1970 Re: Szczęście 27.12.06, 15:13
        mowi sie wierutna bzdura, slowo permanentny oznacza ciaglosc
      • brakchmur Re: Szczęście 27.12.06, 15:14
        Cierpienie ucieka porażone blaskiem zbliżającego się szczęścia:)
        Tak łatwo uratować przed cierpieniem drugiego człowieka....szkoda , że tak
        często o tym zapominamy:(
        • hubkulik Re: Szczęście 27.12.06, 15:50
          Nie wiem, czy jestesmy w stanie kogos uratowac. To, jaka jakosc bedzie mialo
          zycie czlowieka, czy bedzie szczesliwe, czy pelne cierpien zalezy przede
          wszystkim od niego. Zauwaz, ze Bog zyczy szczescia ludziom, ale w nasze zycie
          nie ingeruje. Mozemy spotkac sie z nim w ciszy. Ale musimy wybrac te cisze. To
          od nas zalezy. Bez tego nici ze spotkania z Bogiem, chocby nie wiem kto jak nas
          namawial do szczescia.

          Pozdrawiam Hubert
          • brakchmur Re: Szczęście 27.12.06, 15:57
            Myślę, że jednak jakość życia jednostki W DUżEJ MIERZE zależy od społeczności, w
            jakiech przyszło jej żyć.
            Podkreślam, że chodzi o "jakość życia" a nie uczucie szczęścia , które jest
            związane z indywidualnym odbiorem tejże "jakości".
            Bóg daje nam wolną wolę....wybór dobra i zła, ale to społecznść nas uczy , jak
            takiego wyboru dokonywać.
            Rodzina , najbliżsi to również społeczność w skali mikro i nie zaprzeczysz chyba
            , że poczucie indywidualnego szczęścia zależy od nich:)
            • hubkulik Re: Szczęście 27.12.06, 16:09
              A czy to, co zaoferowala Ci rodzina i spoleczenstwo daje Tobie uczucie szczescia?
              • brakchmur Re: Szczęście 27.12.06, 16:17
                hubkulik napisał:

                > A czy to, co zaoferowala Ci rodzina i spoleczenstwo daje Tobie uczucie szczesci
                > a?


                W dużej mierze:)
                Poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, miłość bezwarunkowa to wartości bezwględne....
                Z drugiej strony praca zawodowa i poczucie wartości z niej płynące, nie mówiąc o
                korzyściach materialnych. Tzw pozycja w środowisku również jest istotnym
                elementem składajacym się na zadowolenie z własnej działalności zawodowej.
                Jest mnóstwo powodów, aby czuc się ogólnie szczęśliwym mając dach nad głową,
                satysfakcjonująca pracę i kochająca rodzinę.:)
                • hubkulik Re: Szczęście 27.12.06, 18:59
                  Skoro tak myslisz, ze to co daje Ci uczucie spelnienia i szczescia dostalas od
                  innych ludzi, to pomysl co by sie stalo gdybys to wszystko stracila? Z czym
                  zostaniesz, gdy umra Twoi bliscy, gdy utracisz pozycje zawodowa, prace i to
                  wszystko, co daje Ci dzis poczucie bezpieczenstwa?
                  W jaki sposob bedziesz patrzec na swoje zycie jak sama znajdziesz sie na lozu
                  smierci?

                  Ja Ci oczywiscie zycze wszystkiego, co najlepsze, znacznie wiecej i lepszego niz
                  to, co masz do tej pory. Zastanawiam sie tylko, czy dostrzegasz prawdziwe Zrodlo
                  Twojego szczescia, ktore moim zdaniem tkwi w Tobie, ktore czyni Cie osoba
                  odpowiedzialna i wolna, czy upartujesz zrodla tego, co Ci sie dobrego wydarza w
                  zewnetrzu, tylko w tym co przychodzi do Ciebie z zewnatrz.
                  Czyli: To oni mi dali, wiec mam.
                  Nie wiem oczywiscie czy jest tak w Twoim przypadku. Analizuje po prostu ten
                  sposob widzenia.
                  Dla mnie osobiscie takie widzenie byloby niebezpieczne, gdyz wraz z utrata tych
                  zewnetrznych zrodel tracilbym wszystko, bo wnetrze (wg mnie jedyna stala
                  wartosc) pozostaje puste. Dzieje sie tak wowczas, poniewaz nic nie przychodzi z
                  wewnatrz, wszystko przychodzi z zewnatrz. Wyglada mi to na swoiste uzaleznienie.
                  Dobrze jak cos jest, jak cos dobrego przychodzi, ale jak tego nie bedzie,
                  zabraknie to... katastrofa.
                  Pozostaje wtedy tylko nieszczescie. Bol i niedostatek.

                  No i jak sobie wtedy radzic?
                  • brakchmur Re: Szczęście 27.12.06, 19:07
                    Bardzo słuszny punkt widzenia.....
                    Utrata bezwględnych filarów naszego potocznie rozumianego szczęścia to prawdziwy
                    sprawdzian wielkości ducha.
                    Literatura podaje mnóstwo przykładów bohaterów tragicznych oraz ich
                    indywidualnych sposobów radzenia sobie z życiem w takich sytuacjach ,i nie myślę
                    tu jedynie o klasycznym św Aleksym.....

                    Co zrobię ja , Ty,ażdy z nas kiedy przyjdzie godzina takiej próby?
                    Tego nikt z nas nie wie i tutaj chyba wszelkie akademickie dyskusje na nic.
                    Są stany , których po prostu trzeba doświadczyć , aby poczuć....aby BARDZIEJ być
                    człowiekiem.
    • brakchmur Re: Jesteśmy cudotwórcami :)))) 27.12.06, 15:19
      Mamy moc odganiania cierpienia, moc uzdrawiania, moc uszczęśliwiania!
      Dlaczego tak niechętnie dajemy to, co mamy w nadmiarze?
      • maureen2 Re: Jesteśmy cudotwórcami :)))) 27.12.06, 15:22
        Niektorzy nie chcą dać pieniędzy z konta,a co dopiero szczęścia
        • brakchmur Re: Jesteśmy cudotwórcami :)))) 27.12.06, 15:24
          Niektórzy mają konto na debecie , ale są szczęśliwi:)
          • brakchmur Re: Jesteśmy cudotwórcami :)))) 27.12.06, 17:49
            Jesteśmy cudotwórcami dla innych a jednocześnie....how fragile we are.
            Tak łatwo cudotówrca może zmienić się w oprawcę.
            • lifelover Re: Jesteśmy cudotwórcami :)))) 28.12.06, 09:57
              Ludzie klamia i nie sa cudotworcami. Sa perfekcyjnie dobrzy w niszczeniu
              wlasnego szczescia, a w najlepszym przypadku go nie dostrzegaja. To bzdura, ze
              szczescie dzielone pomnaza sie.Dzielic mozna radosc, ale szczescie? Stan
              szczesliwosci to bardzo indywidualny stan ducha i tylko jednostki wspolczujace
              duchowo, zjednoczone w jednym duchu moga odczuwac szczescie drugiego, ale czy
              beda je dzielic? Owszem, wyraza zadowolenie, czasem trudno ukrywana zazdrosc,
              ale czy od cudzego szczescia przybedzie nam wlasnego? Nie.Szczescie to nasza
              tylko sprawa.Prywatna.
              • brakchmur Re: Jesteśmy cudotwórcami :)))) 28.12.06, 11:21
                Smutna to wizja , wg której można dzielić radość , ale już nie szczeście:(
                Radość jest ulotna, szczęście , stan trwały....
                Czy Twoim zdaniem nie można być szcześliwym trochę dłużej niż chwilę?

                Ludzie kłamią, kradną, oszukują , zdradzają i przeklinają, ale są też tacy,
                którzy kochają , dbają i opiekują się innymi.
                Jest dużo goryczy w Twoich słowach, jakby na przekór nickowi:)

                Jesteśmy cudowtórcami!
                Uwierz a pokochasz życie na prawdę:)
                • lifelover Re: uwierzmy w marzenia brakchmur 29.12.06, 04:44
                  Definicji szczescia jest tyle, ile ludzi i dlatego jest to bardzo prywatna
                  sprawa. Gdyby sie tak wszyscy tym szczesciem zaczeli dzielic, to okazaloby sie
                  ze zabrakloby prywatnosci, ktora chroni nas przed niechciana ingerencja swiata
                  zewnetrznego. Ludzie bywaja oblesni ze swoimi wersjami szczescia, a dzielic sie
                  nimi chcieliby, a jakze :)) Zadowolenie, radosc, zyczliwosc, to wszystko mozemy
                  przekazac drugiemu, ale nie mozemy go uszczesliwic, bo ten stan wymaga od niego
                  pewnego znacznego wysilku duchowego, ktoremu sprostac moze nie byc w stanie.
                  Jak sie ci to uda, ciesz sie, ale na krotko. Rownie dobrze w najmniej
                  spodziewanym momencie popelni samobojstwo i nikt nie bedzie wiedzial
                  dlaczego.Moze za gleboko weszlas w jego prywatnosc, moze az tak gleboko, ze go
                  smiertelnie zranilas.A ty chcialas go tylko uszczesliwic, podzielic sie swoim
                  szczesciem z nim. Jesli nawet przezyje, nie powie nic, nie bedzie nawet umial
                  tego wyrazic slowami, zamiast cieszyc sie zyciem jak ty, odsunie sie od ciebie
                  i innych.Pozostanie zranionym cieniem, jednym z wielu placzacych sie po ulicach
                  w bezladnym pospiechu za niczym.
                  Radosc jest ulotna i szczescie rowniez.Gdyby tak nie bylo, nie znalibysmy smaku
                  szczescia.Szczescie dla mnie to ciagly proces tworczy, to ciagle budowanie.To
                  praca, to dzialanie na rzecz najblizszych, a to rozchodzi sie dobrem jak fala i
                  dotyka innych. Moze to tak wyglada to dzielenie sie szczesciem?
                  Jezeli w wyniku tego zmienia sie czyjes zycie na lepsze to faktycznie jestesmy
                  cudotworcami:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka