Gość: fnoll
IP: 195.150.224.*
17.11.01, 14:13
zakladam ten watek pod wplywem refleksji jakie mi sie nasunely na watku
"nagrobki", a takze przy okazji rozmow o eutanazji i jej kulturowych
uwarunkowaniach
sprawa wydaje mi sie naprawde warta poruszenia
"kulture umierania" rozumiem jako jako zbior spolecznych zachowan wobec
choroby, starzenia sie i naglej smierci
chcialbym, zebysmy mogli sie tu podzielic swoimi doswiadczeniami i
przemysleniami w tym, zaniedbanym dosc, temacie - jak zachowac sie wobec
starzenia sie, choroby i umierania swoich bliskich i nieznajomych?
dla zagajenia pozwole sobie skopiowac swoje dwa posty z watku "nagrobki"
zapraszam!
-----------------------------------------------------
śmierć nie zawsze nas przerastała
przecież nie zawsze mieliśmy takie trudności z byciem wobec umierania jak dziś,
niektóre inne, istniejące dziś kultury, zapewne radzą sobie z tym lepiej od
nas,
także nie jesteśmy skazani na "ucieczkę przed śmiercią"
sami, własnym wysiłkiem, możemy się przyczynić do odbudowania kultury umierania
w
polsce - osobiście porządkując sobie problematykę przemijania, starając się
zachować dojrzale wobec osób, które odchodzą, i mając w głowie, że dla nas czas
i
choroba są równie nieubłagane
choćby w taka kwestia o której mówi przyslowie że "starych drzew sie nie
przesadza" - czyli docenienie, jak ważne jest dla starszej osoby spędzenie
ostatnich lat życia w znajomym jej miejscu, wśród bliskich
albo rozmawiając o śmierci - ucząc się o niej rozmawiać tak samo właśnie, jak
uczymy rozmawiać się o seksie, przełamując własne lęki i zahamowania
-----------------------------------------
Gość portalu: kwieto napisał(a):
> A nie wystarczy po prostu zwykle przyjecie smierci do
> wiadomosci? Bez specjalnego wychwalania, bez specjalnego potepiania?
pewnie, pewnie, ale:
przyjac do wiadomosci mozna na rozne sposoby - i to jest wlasnie ta kultura
a to przyjecie moze wyrazic sie w roznym postepowaniu - i to jest kultura w
akcji
mozna przyjac do wiadomosci smierc jako kare za grzech pierworodny na przyklad
i
zwloki oraz starzenie postrzegac jako obrzydliwa koniecznosc - ktora trzeba
maksymalnie shigienizowac (biale sciany, biale przescieradla, sterylne czarne
worki, specjalni ludzie najeci do mycia zwlok)
no nie?
w naszej kulturze nad grobami sie placze - a tacy zydzi poza odmawianiem
modliwtw
zalobnych na nagrobku takze ucztuja (!) wspominajac zmarlego w atmosferze
radosci
zycia
takze jest wiele mozliwych rytualow wokol starzenia sie, choroby i odchodzenia
z
tego swiata
ale kto ich uczy? z kim je wypelniac? nie wystarczy zmiana naszego osobistego
stosunku wobec smierci - musimy jeszcze uzgodnic z innymi jak zachowamy sie
wobec
chorego, starzejacego sie czy umierajacego czlowieka, bliskiego lub nieznanego
dlatego pisze o "kulturze umierania" - zbiorze spolecznych zachowan wobec
przemijania ludzkiego zycia i nagle konczacych go wypadkow
taki przyklad: nie wiem jak to jest na pewno, ale dzis nie tylko godzimy sie na
oddanie naszych ciezko chorych i umierajacych bliskich w rece obcych ludzi (bo
przeciez maja im pomoc!), ale, byc moze, jestesmy do tego nawet zmuszeni
zdziwienie wywoluja w nas cyganskie rodziny koczujace przed szpitalem gdy jeden
z
ich bliskich lezy w srodku - a jednak oni w tym momencie sa dla mnie bardziej
ludzcy niz my, wracajacy do swych domow w takiej sytuacji
ze cos sie zmienia to widac po zmianach w "rytuale" hospitalizacji malych
dzieci,
kiedys oczywistym bylo, ze rodzice zostawiaja swe chore dzieci w szpitalu -
dzis
w wielu szpitalach moga juz pozostac caly czas z nimi
moze kiedys podobnie bedzie z osobami starszymi, ze nie bedziemy ich wyrywac z
ich ziemi "dla ich dobra", ale rozwinie sie opieka domowa lub mozliwosc
ustawicznego towarzyszenia im w szpitalu
jasne, ze tu musi isc rownolegle zmiana w mentalnosci ludzi ze zmiana
instytuacji
moze kiedys upadna zaklady pogrzebowe i na powrot sami bedziemy myc, ubierac i
chowac swych zmarlych bliskich?