Dodaj do ulubionych

ciagla walka...........

18.01.07, 17:05
Pracuje od wielu lat w firmie i jestem raczej lubiana. Znam tu kazdy kawalek
pracy i mimo wielu zmian caly czas trwam w tym miejscu. Lubie swoja prace i
bardzo mi zalezy na niej. I wsyzstko bylo ok do czasu pojawienia sie mlodej,
wyksztalconej, ambitnej osoby. Najpierw byl spokoj, zapoznanie z praca a
teraz to jest poprostu walka:( Osoba chce pokazac, ze jest lepsza, chce
osiagnac szybko sukces, mowi wprost o awansach rozwoju. Czuje sie strasznie,
mam metlik w glowie bo nie mam ochoty na walki z ta osoba. Poprostu chce
odebrac mi prace i zajac moje miejsce. Udaje przyjazna osobe, przyjaciolke
ale robi swoje. To widac i czuc. Mecze sie i nie wiem jakie metody stosowac
zeby wrescie skonczyc z tym. Daje jej do zrozumienia bo jestem osoba raczej
spokojna i mowie co mysle. Jednak ona robi swoje, jej cel to KARIERA. Co
robic?? Rozmowy nie pomagaja, ona udaje kogos innego a jest kims zupelnie
innym.:(
Obserwuj wątek
    • street_pop Re: ciagla walka........... 18.01.07, 21:39
      ...Przyznam, że nie byłam nigdy w podobnej sytuacji, pracowałam i pracuję w
      nieco innych warunkach ale... Na Twoim miejscu robiłabym nadal "swoje" -
      najlepiej jak potrafię i przede wszystkim - nie okazywała poczucia zagrożenia.
      Spokój to chyba najlepszy doradca. Tak juz jest w przyrodzie, że jesli okażesz
      słabośc (czytaj: zobaczą, że się boisz, wahasz)- zjedzą Cię w pierwszej
      kolejnosci. A "konkurentka", która tak często mówi o awansie, może w ten sposób
      maskowac swój strach, że "nie wypali" jej wizja awansu zawodowego. Osoba pewna
      siebie i swoich kompetencji nie musi udowadniac "swiatu" swoim gadaniem, że jest
      coś warta...
      Skoro ona robi "swoje" - to Ty też rób "swoje". Ponoć "najlepiej pokonac
      przeciwnika jego własną bronią".
      • bszalacha Re: ciagla walka........... 18.01.07, 22:19
        Potrzebne Ci teraz bardzo duże wsparcie.Nie koncentruj się na walce ale idż do
        najbardziej zaufanych osób i poproś,żeby wyrażnie i szczegółowo wymienili
        wszystkie Twoje zalety:za co mnie mozna lubić,co jest we mnie
        cennego,dobrego,wartego zachowania na zawsze itp.Potrzebny Ci taki zapas na
        wszystkie złe chwile w zyciu.A na jej ewentualne zaczepki odpowiedz:widzę,że
        zależy Ci na zasianiu strachu,niepokoju.Izasiałaś go,na wszelki wypadek muszę
        się przygotować na zmianę z swoim życiu bo ważniejsze jest dla mnie z kim
        pracuję,niż gdzie pracuję/to ważna prawda,pamiętaj/.
    • 5aga5 Re: ciagla walka........... 19.01.07, 00:51
      A jakie Ty masz stosować metody?
      Moim zdaniem powinnaś robić to, co do tej pory i tak, jak do tej pory.
      Nie wdawac się w zadne ,, kombinacje ".
      Mówi że jest dobra i wspaniała? Ok, niech sobie mówi a czas pokaże czy
      faktycznie taka jest.
      Rób swoje i nie zawracaj sobie głowy innymi.
      • karolina5011 Re: ciagla walka........... 19.01.07, 09:19
        Dzieki za wasze wypowiedzi.
        Tylko podkresle jeszcze, ze szef niektore sprawy daje do zalatwienia NAM nie
        mowiac wprost ktorej. Konczy sie tym, ze ja to zalatwiam. To mi tez sie nie
        podoba bo on publicznie mowi, ze zrobi to np. Dzial Ksiegowosci - bez wskazania
        osoby a doskonale wie ze ja tym sie zajme. Robie swoje i staram sie bardzo ale
        jednoczesnie wewnatrz czuje czasem niepokoj. Ona moze miec jakies tu uklady i
        czasem to widac. Jestem pewna, ze ludzie mnie lubia i szef rowniez ale o cos mu
        chodzi z ta panna. Pozatym ona strasznie klamie, robi wszystko tak, zebym ja
        popelnila blad. Wiec staram sie trzymac reke na pulsie we wszystkich sprawach,
        zeby nie bylo wpadki ale jak dlugo pociagne. Czy nie wymiekne i nie poddam sie -
        tego sie boje.
        • jan_stereo Re: ciagla walka........... 19.01.07, 17:29
          karolina5011 napisała:


          > Tylko podkresle jeszcze, ze szef niektore sprawy daje do zalatwienia NAM nie
          > mowiac wprost ktorej. Konczy sie tym, ze ja to zalatwiam. To mi tez sie nie
          > podoba bo on publicznie mowi, ze zrobi to np. Dzial Ksiegowosci - bez
          >wskazania osoby a doskonale wie ze ja tym sie zajme.

          Znaczy to, ze dla niego Dzial Ksiegowosci to Ty i nikt inny,a to tylko powinno
          Cie utwierdzic jakie sa priorytety personalne dla szefa ;")
    • mathias_sammer Re: ciagla walka........... 19.01.07, 12:56
      witaj karolino,
      wpadlem do gazety, by poczytac jaka sytuacja z orkanem w polsce (mnie wczoraj o
      malo okna nie wylecialy, na szczescie porzadna konstrukcja), przeczytalem kilka
      art, zajrzalem na kilka ulubionych for, w tym na to, przeczytalem twoj wpis i i
      zdecydowalem sie odpisac. pojde w konwencje i napisze moj punkt widzenia, byc
      moze wyciagniesz z niego cos dla siebie.

      otoz ja mam w pracy...(tja, konwencja..)dwie kolezanki. jedna pracuje w
      ksiegowosci, druga w dziale zaopatrzenia:). od lat, powtorze od lat, kolezanka
      z ksiegowosci grzebie w moich papierach, zreszta grzebie w papierach wszystkich
      pracownikow i mowa tu nie o dokumentach, do ktorych z racji pracy w ksiegowosci
      mam dostep. ona grzebie ludziom w mailach, w szufladach, skrzyneczkach na
      korespondencje. i pewnie machnalbym reke na jej dzialania bo to co na wierzchu
      to na wierzchu i kazdy zerka, gdyby nie to, ze pozniej biegnie do innych
      kolezanek z dzialu (jest kierowniczka i zatrudnia wylacznie tzw. psy goncze,
      ktore robia to , co ona chce, wiecznie jej przytakuja i chwala jaka to
      wspaniala i madra osoba jest) i klepie japa. kilkakrotnie zwrocilem jej uwage,
      zeby zajela sie wylacznie swoim zyciem i praca, bo od tego jest miejsce w
      szeregu, w ktorym przebywa i za to jej placa. niestety, ona ma mentalnosc
      najgorszego sortu ludzkiego i wiem, ze nie zmieni sie. musiala zawsze taka
      byc, w swoim poprzednim miejscu pracy i pewnie bedzie w kazdym kolejnym.
      przekazywalem jej niejednokrotnie, ze ja zajmuje sie swoimi sprawami, wykonuje
      swojej obowiazki (znam swoja umowe z firma)i POPROSILEM ja, zeby nie mowila o
      mnie w szatni i w toalecie, bo to zwyczajnie godzi w jej kobiecosc.
      rozszczekala sie na cala hale produkcyjna, ze ona nie moze inaczej, bo zycie
      innych jest tym, co ona tylko ma, ze jej marzeniem jest, abym odszedl
      calkowicie z pracy , a nie pracowal na 1/4 etatu ( z racji wieku) i nie
      spocznie dopoki nie odejde (niczym islamscy terrorysci nie spoczna poki izrael
      nie zniknie z mapy). wzialem urlop (mam tez inne zlecenia) i nie bylo mnie w
      pracy jakis czas. po pierwsze o mojej prosbie poinformowala wszystkich
      pracownikow twierdzac, ze ja- najwieksza dame IV rzeczpospolitej- nikt nie
      bedzie szantazowal (sic!), bo tak jak islamisci ona na zadne pokojowe ugody z
      izraelem nie pojdzie. podczas mojej nieobecnosci nie tracila czasu.
      przewertowala wiele dokumentow, zrobila wiele awantur w dziale zbytu za to, ze
      jakies moje podpisy (nawet nie sprawdzalem ktore, a w koncu kierownikiem tez
      bylem) widnialy na fakturach, a nie mialy prawa , bo tylko ona i jej psy goncze
      moga podpisywac powyzsze dokumenty, co jest absolutnie niezgodne z moim
      statusem w firmie . niektorzy z firmy caly czas smieja sie z niej, inni machaja
      reka, jeszcze inni odnosza wrazenie, ze kobieta jest opetana poczuciem porazki,
      czy ..uj wie czego. tak czy inaczej, siedzi po godzinach i pladruje i oskarza i
      wyzywa. wrocilem z urlopu i wystosowalem do niej pisemna prosbe. ryknela
      smiechem mowiac " w tej firmie ja jestem pania i nie spoczne dopoki nie wykopie
      cie z niej" i choc kobicina jest tylko zwyklym pracownikiem sredniego szczebla
      uwierzyla, ze ma moc boga. dzial zbytu, ktory jej podlega (przyjeli z radoscia
      jej kierownictwo) maja ogromne z nia problemy, ale innych w zakladzie to nie
      interesuje, bo sami chcieli. natomiast pozostali pracownicy doszli do wniosku,
      ze kobieta ma mentalnosc faszysty i gdyby urodzila sie w niemczech (urodzila
      sie wloszka)w latach 20tych XX wieku i gdyby dano jej w rece narzedzia i wladze
      bylaby skuteczniejsza niz niejedna kobieca kapo w obozie koncentracyjnym. ma
      mentalnosc tyrana i gdyby tylko mogla wyrznelaby caly zaklad w pien. wiem tez,
      ze poswieci cale swoje zycie, by zniszczyc przedsiebiorstwo, bo uwaza, ze po
      niej to chocby potop. czesc ludzi odeszlo, dzial zbytu pozostanie, gdyz bedzie
      i byl w historii nie tej filii, ale innej dlugo przed nia, wiec nie jej
      decydowac o jego likwidacji, ale jak mowie- mnie rybka. zostalem jej tylko ja i
      szefowa dzialu zbytu, ktora jest jej psem nie gonczym , ale do bicia. znow nie
      moj problem , nie wtracam sie od dluzszego czasu w ich relacje, ale
      kierowniczka od cyferek popelnila jeden blad. uznala bowiem, ze ze mna moze
      rozmawiac w ten sam spoosb jak ze swoimi psami. no coz, przykro mi, ze ja
      rozczarowalem.
      a teraz karolino posluchaj na moim przykladzie- osoba, ktora opisuje mnie nie
      interesuje. nie wiem, czy potrafisz zrozumiec, ze ona nie ma dla mnie
      najmniejszego znaczenia. nawet nie moge powiedziec, ze jej nie lubie (kiedys
      tak), ale od pewnego czasu jest mi totalnie obojetna. kompletnie nie zrobi na
      mnie wrazenia informacja, ze nareszcie znalazla meza (zaden facet dla niej nie
      jest dobry , ale i faceci nie garna sie by byc z kims takim na tzw.
      codziennosc). tak samo jak nie zrobi na mnie najmniejszego wrazenia info, ze
      jest jej zle, jest chora, a moze bardzo chora, moze umrze. nie wywoluje u mnie
      zadnych uczuc. powietrze. natomiast, gdy bedac w zakladzie zlapalem ja na
      grzebaniu w moich papierach i dyskutowaniu w stolowce i innych miejscach o mnie
      uznalem, ze coz, musze zareagowac, gdyz ja nie rzucam slow na wiatr i jestem
      konsekwentny. wzialem ja do swojego pokoju i powiedzialem, ze jest brzydka
      kobieta i nie chce jej dotykac i po raz ostatni prosze ja, aby umozliwla mi
      brak kontaktu z nia. siegnela po lezaca na stole ksiazke w grubiej oprawie i
      cisnela we mnie. podeszlem i wyrznalem ja twarz. raz i drugi. wiem, ze zrobilem
      cos obrzydliwego, ale nie mam wyrzutow sumienia i jesli trzeba bedzie to
      czynnosc powtorze, choc naprawde nie chce. nie chce miec z nia cokolwiek
      wspolnego. powiedzialem jej, ze czasami bywam w firmie i wykonuje okreslone
      rzeczy. niech trzyma sie ode mnie z daleka- wsumie trzyma sie, bo ona nie ma
      odwagi spojrzec mi w oczy, gdy jestem na korytarzu schodzi mi z drogi. bardzo
      ok. ona jednak plotkuje po katach- wiesz takie plytkie zagrania czlowieka
      tchorzliwego, ktory swoje frustracje uzewnetrznia na innych, sobie podleglych.
      mam nadzieje, ze wreszcie zrozumie i odczepi sie. jesli nie, no to coz bedzie
      jak bedzie.

      karolino, nie wiem czy zrozumialas o czym mowa:))))), ale powiem jasniej-
      odejde z firmy wtedy kiedy JA i tylko JA o tym zdecyduje, tak jak zdecydowalem
      sie pracowac na 1/4 etatu, z czasem w przyszlosci nawet na 1/8. odeszdlym z
      firmy calkowicie, wpadajac tylko raz na kwartal, ale ona poprosila, zebym
      zostal, bo jej zycie zawodowe beze mnie nie ma sensu. czujesz paradoks? wisi
      mi kalafiorem osoba, jesli natomiast przekonam sie, ze obgaduje moje _zwykle_
      wykonywanie obowiazkow zawodowych, ktore NIE MA Z NIA NIC WSPOlNEGO, to bede
      musial zareagowac metodami PRZEZ NIA CENIONYMI. pokojowych rozwiazan ani prosb
      nie uznaje, w takim razie bede musial zastosowac sile i bynajmniej ja tego nie
      chce, tylko ona.

      bede robil dalej swoje i radze ci robic to samo. swiat sklada sie ze
      wspanialych rzeczy, sytuacji i ludzi. otaczaj sie ludzmi, ktorzy niosa pozytwne
      myslenie, radosc, usmiech, oddziel sie od tych, ktorzy probujeaswoje frustracje
      przelac na ciebie. ty musisz znalezc swoje metody, bo kazdy ma swoje. wazne,
      aby byly skuteczne.

      klaniam sie,
      m.s.
      • karolina5011 Re: ciagla walka........... 19.01.07, 15:47
        mathias_sammer napisał:

        ____________

        Bardzo Ci dziekuje, bo poswieciles duzo czasu na swoja wypowiedz. Masz jak
        widze duze doswiadczenie i wiesz jak postepowac.
        Mysle, ze mnie tez zycie nauczyly i nie raz dostalam juz po tylku.
        Generalnie robie swoje i mam zamiar to robic coraz lepiej. Jednak sa chwile
        takie zalamania, ze nie wiem jak dac do zrozumienia KOMUS zeby zajas sie swoja
        osoba i praca a nie moja.
        Reasumujac najblizsze dnia powinny zdecydowac kto ma jaka pozycje. Mysle, ze
        moje lata pracy w firmie pokazaly jaka jestem osoba i nie musze brac udzialu w
        bezsensownych wyscigach. Swiat sie tak zmienia... jakos wczesniej nie mialam
        problemu z takimi zachowaniami. Mysle ze za bardzo sie przejmuje ale wole sie
        przejmowac i trzymac reke na pulsie niz wogole nie reagowac. Mlode osoby sa
        bardzo cwane, chca miec wszystko od razu i na zawolanie. Mysla, ze jak skoncza
        studia to juz sa kims a studia to czysta teoria a gdzie praktyka. Mam nadzieje,
        ze nie pogubie sie przez to wszystko, ze ktos taki nie zniszczy mojego zycia
        zawodowego. A jesli mu sie to uda to wiem... ze kazda krzywda wraca i kiedys to
        sie odbije.
        Dzieki i pozdrawiam.
      • kowianeczka Re: ciagla walka........... 21.01.07, 00:46
        Czesc Mathias, przywitam sie, choc od dawna nie uzywalam slow powitalnych.
        Jestem od pol godziny w necie, porzadkuje netowe rupiecie w wolnej chwili, przy
        okazji wlaczylam tez gw i przerzucilam kilka watkow. Oczywiscie, ze widze.
        Trudno nie widziec. Widze jednak tez cos innego , calkiem mila rzecz-
        mianowicie Ty starasz sie dostosowac do mojej prosby. Dziekuje. Reszta..wybacz,
        ale na glupote nie ma lekarstwa. Nie schyle sie...

        Pozdrawiam,
        kowianeczka
        • shachar Re: ciagla walka........... 21.01.07, 01:05
          mathias, rety, ale historia
          a ja czuje ze jakby ci nic nie grozilo to zarznalbys jak swinie
          a moze ja zarznelabym? juz sama nie wiem
      • justyna41 Re: ciagla walka........... 21.01.07, 08:36
        mathias_sammer

        Dziękuję Ci za to, co napisałeś.

        Jestem w podobnej sytuacji i też nie wiem co robić.

        Postanowiłam sobie poszukać nowej pracy.




    • grazynaraj Re: ciagla walka........... 21.01.07, 11:55
      Droga Karolino ,tak teraz będzie ,że w pracy musimy cały czas spodziewać ,że
      przyjdzie ktoś młodszy ,bardziej wykształcony, ambitny ,który chce tą wiedzę
      wykorzystać, a aby ją wykorzystać musi robić tzw karierę /nie lubie tego słowa/
      To są jej argumenty .Natomiast Ty to wszystko przeżywasz bo dzisiaj praca jest
      największym dobrem, a tym bardziej kiedy ją lubimy.Zaczyna działać u Ciebie
      instynkt zachowawczy.Jestem zdania ,że dzisiaj młode osoby w momencie kiedy
      otrzymają pracę powinny natychmiast szukać nowej /nie znaczy ,że mają być złymi
      pracownikami /to daje wieksze poczucie bezpieczeńtwa bo znamy rynek pracy i
      np.kiedy przyjdzie do pracy nowa sekretarka która okręci szefa a nas nie polubi
      jesteśmy przygotowani na zmianę pracy.W Twojej sytuacji argumenty które
      podajesz mogą być dla szefa za słabe /bo to on decyduje/ uznałaś ,że Twoje
      stanowisko Ci przysługuje z zasiedzenia.Błąd, dziś potrzebny jest szefowi
      pracownik ze świeżą krwią ambitny.Natomiast jest jedno za .Skoro pracujesz
      długo w tej firmie masz wieksze doświadczenie i jeśli zaczniesz się dokształcać
      i będziesz dobrym pracownikiem i do tego bezkonfliktowym to napewno możesz
      jeszcze być spokojna o pracę mądry szef to doceni.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka