Dodaj do ulubionych

Punki - jak wyciągnąć od nich córkę

14.02.07, 11:23
córka ma 13 lat, od pewnego czasu weszła do "społeczności Punków",
jakie argumenty zastosować aby chciała ich opuścić ?
dla nas rodziców, rzecz nie w samym "stylu ubioru i wyglądu" co w
przerażającej sytuacji olewania przez nią otoczenia, rodziców i szkoły, liczy
się dla niej tylko i wyłącznie to "czego uczy się od punkow",
małych dzieci mieć już nie będziemy, więc nie pora teraz ani tu na ubolewanie
nad rolą rodziców, złym wychowaniem, lub terapią dla rodziny, terapii i
wyprostowania poglądów na życie potrzebuje nasza córka
zdajemy sobie sprawę, iż każdy człowiek to niepowtarzalne idiwidum, zatem
prosimy o porady jak postąpić w zaistniałej sytuacji bez uciekania się do
przemocy

Obserwuj wątek
    • aga3101 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 12:11
      Powiem ci tak sama naleze do tej subkultury ale jakos mam inne podejście. główne
      hasło punków to "przepraszam że zyje to sie więcej nie powtórzy"
      PUNK w języku angielskim oznacza tyle, co śmieć, brud, „nic nie warte nic”,
      lichy, marny, zwyczajne zero. Określenie to wprowadzili przeciwnicy punków, ale
      mocno zakorzeniło się i stało się nazwą tej subkultury, gdyż zgodne jest z
      ideologią samych punków i przedstawia w jednym słowie to, co punk chce wyrazić
      swoją postawą, ubiorem i zachowaniem. Podstawą ideologii punków jest totalna
      krytyka otaczającej rzeczywistości. Negacji podlegają tradycyjne wartości
      społeczne (np. rodzina), instytucje polityczne, edukacyjne i prawne, cały system
      społeczny i reguły jego funkcjonowania, a także wartości kultury dominującej
      jako fałszywej i usprawiedliwiającej wyzysk. Punki odrzucają wszelkie
      autorytety, czy to moralne czy instytucjonalne. Oficjalne środki przekazu
      traktują jako wytwórnie kłamstw i narzędzia manipulacji. Punki nie wierzą nikomu
      i nikomu nie ufają, ponieważ każdy ich zawiódł, zarówno rząd, państwo, inne
      grupy społeczne. Konsekwencją tego jest uczucie wyobcowania. To z kolei prowadzi
      do uczucia samotności, jest to jedna z postaw, jaką cechuje się punk.

      wiat w oczach punka jest pusty, brudny, zły, brutalny, pełen nieładu i chaosu,
      który wprowadzony został przez ciągłe zakazy, nakazy, które same sobie
      zaprzeczają i tworzą krętą drogę donikąd. Według punków owe zakazy, ustawy,
      prawa są przyczyną tworzenia się handlu nielegalnego, co znowu wiąże się z
      przestępczością. Gdyby nie było zbędnych ograniczeń, każdy dbałby o dobro, nie
      potrzebując prowokować, zabijać, utajniać, oszukiwać, kraść. Człowiek jest
      według punków osaczony, skrępowany uzależnieniami, które wyżymają go i niweczą.
      Punki chcą pokoju na świecie, uważają, że systemy i granice (zarówno państw jak
      i moralne) są zbędne. Punki propagują wolność, świat bez ograniczeń, „bycie
      sobą”. Co najważniejsze nie idealizują siebie, wiedzą, że sami należą do tej
      cuchnącej maszyny systemu, w której są niestety trybem i pionkiem w grze, która
      w sumie nie ma jasnego sensu. Punki dobrze wiedzą, że też są uzależnieni od tego
      świata i sami popadają w różne nałogi (alkohol, narkotyki, wąchanie kleju itp.).
      Wiele punków twierdzi, że dążenie do zmiany świata na lepsze daje im cel w
      życiu, choć większość z nich, wie, iż ów cel nie zostanie osiągnięty, a świat,
      jaki chcieliby widzieć, jest tylko utopią. Tak więc motywacją do działań punka
      jest chęć zmiany świata, dla którego jak na razie nie ma przyszłości,
      przynajmniej nie dla takiego, jakim jest teraz. Stąd rodzi się frustracja,
      niewiara w polepszenie własnej sytuacji, realizacji pragnień i marzeń, w
      jakikolwiek sens zmagań, niechęć do szkoły, pracy, obowiązków.

      „Nie masz celu w życiu, nie wiesz, po co tak właściwie żyjesz, kochasz pokój,
      nie podoba ci się to, co robią władze, systemy, kraje, nienawidzisz wojen,
      żyjesz, bo zrodził cię świat, do którego czujesz odrazę. Jesteś taki sam jak
      inni, brzydzisz się sobą, idziesz gdzieś, nie wiesz gdzie, robisz coś, nie wiesz
      co, robisz coś, co robi wielu, twoje życie jest bez celu.... „- to typowe dla
      punków.

      Negatywistyczna i obliczona na prowokację postawa przejawia się także w języku
      punków, który charakteryzuje się całkowitym brakiem słów o pozytywnym
      zabarwieniu emocjonalnym. Używają więc wyrażeń neutralnych lub zgrubień, także
      wobec tego, co cenią. Jeśli punk chce koniecznie powiedzieć, że coś mu się
      podoba, mówi, że to jest „niekiepskie”.

      Podstawowe atrybuty stylu punków są najwyraźniej widoczne w stroju. Składa się
      on najczęściej z czarnej, skórzanej kurtki nabijanej ćwiekami, oćwiekowanego
      pasa, „pieszczotki” (skórzana bransoletka z ćwiekami) na przegubie dłoni, spodni
      z powszywanymi dodatkowo zamkami błyskawicznymi i ciężkie buty, zwykle wojskowe
      lub imitujące wojskowe. Całość uzupełnia fryzura: postawione wysoko, często
      ufarbowane włosy - w klasycznej postaci jest to czub a la Irokez; do tego
      kolczyki lub agrafki w uszach, nosach. Metal w ciele symbolizuje odporność na
      ból i to, że ciało jest niczym. Zdaniem laików kompozycja stroju punka jest
      przejawem złego gustu. W istocie ten rodzaj składanki ma za zadanie celowo
      atakować antyestetyką - chodzi właśnie o to, aby się nie podobało. Taki
      wizerunek stanowi rozpoznawalny dla swoich uniform oraz pomaga prowokacji.

      Wartościami kluczowymi dla każdego punka są: wolność - pełna ekspresja siebie,
      robienie tego, co się chce, jak się chce i z kim się chce; równość - wszyscy są
      równi, ruchy pacyfistyczne, emancypacyjne i antyrasistowskie; prawda -
      autentyczność bycia sobą, szczerość w kontaktach wewnątrz ruchu, w
      przeciwieństwie do nieszczerości panującej w świecie dorosłych; wspólnota -
      „bycie razem”, ale bez sformalizowanej struktury. Ruch punków składa się z
      małych wspólnot (załóg), które kontaktują się ze sobą okazjonalnie (np. podczas
      koncertów czy festiwali rockowych, które są dla nich „świętem”) lub komunikują
      się „medialnie” poprzez informacje w fanzinach (gazetkach) np.: „Post”,
      „Szmata”, „Zjadacz Radia”. Małe wspólnoty spotykają się w „squatach”, czyli w
      opuszczonych budynkach, pustostanach. Prawie każdy ma też swój pseudonim np.:
      „Jasio Zgniłek”, „Wredny Szymek”.Ruch punków nie ma i nie miał żadnej
      sformalizowanej struktury, żadnych liderów ani proroków czy oficjalnych
      ideologów. Związki pomiędzy załogami mają charakter luźny i niezobowiązujący.

      Polskie zespoły punkowe to m.in.: „Włochaty”, „Klozet”, „Szambo”, „Dezerter”,
      „Brygada Kryzys”, „Tilt”, „Izrael”, „Armia” i „Zwłoki”.

      To tak po krótce czym jest subkultura punków Córka ma 13 lat przejdzie jej
      powinniscie z na porozmawiac powiedziec jej ze bardzo ja kochaccie że chcecie
      dla niej jak najlepiej że powinna sie uczyc że dzieki temu kims w zyciu bedzie
      że dzieki temu będzie mieć pieniadze i szczęście na mnie by to troche podziałało
      nie wiem jak na nia nie znam jej ale jesli chodzi o starych punków takich którzy
      siedza w tym tak jak ja od kilku lat a niekiedy od kilkunastu to dla nich liczy
      sie tylko to
      • croyance Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 17:05
        "Gdyby nie było zbędnych ograniczeń, każdy dbałby o dobro, nie
        potrzebując prowokować, zabijać, utajniać, oszukiwać, kraść."

        Idealisci ... ale jest to w koncu przywilej mlodosci :-D
    • mark1965 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 12:20
      Mimo że każdy to niepowtarzalne indywiduum są podobieństwa.Okres dorastania
      charakteryzuje się "kryzysem ideałów", dewaluacją wartości które ceniło się
      jako dziecko i zmianą potrzeb dnia codziennego,krótko jak w piosence "a ja nie
      chcę czekolady..." Dla rodziców to szok bo oni mają nadal dziecko i ich postawa
      powoduje niekomfortowe "stłumienie" bo trzeba się ze swymi potrzebami kryć,
      udawać że jest jak dawniej itp.W środowisku rówieśników panuje "luz" bo tam
      nikt niczego nie narzuca (niczego co nas irytuje; nie wolno tego, tamto nie
      wypada), można odreagować.Raczej trudno będzie znaleźć alternatywę bo czy
      pozwolić 13-to latce na, np.imprezy "rozbierane" w domu?Zakazy niczego nie
      zmienią, przemoc jest niedozwolona i karalna, perswazje?Lepiej
      dyskretnie "pilotować" sytuację, stwarzając wrażenie że zawsze może liczyć na
      pomoc i może to coś zmieni niż brutalnie ingerować bo trzeba pamiętać że
      nieformalne grupy mają swoich "guru" ktorzy perfekcyjnie potrafią odciagać od
      bliskich używając wszystkich możliwych argumentów, po co dostarczać
      im "pożywki" dla chorych wyobraźni?
      P.S.
      Komentarze mile widziane.
      • aga3101 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 12:25
        popieram zakazami i nakazami niczegonie nie osiągnie jesli bedziesz zakazywał i
        nakazywał to jeszcze bardziej będzie robiła dokładnie odwrotnie tak było ze mna
        rodzice mówili nie idz ja niby szałam spac a po jakiejs pół godzinie sie
        wymykało z domu i wracało nad ranem zeby niczego nie zauwazyli. Ale jednoczesnie
        byłam na tyle odpowiedziałna że nie piłam aninic nie zażywałam owszesm zdarzało
        się zapalic ale tylko papierosa nigdy trawy albo czegos podobnego nie uznaje
        czegos takiego a co do córki to kontrolowac ja ale z umiarem moze spróbowac
        poznac jej zainteresowania a jak zobaczy że wam się to podoba to zrezygnuje z tego
        • mark1965 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 12:33
          I tu pojawia się "indywidualizm" jednostki wspominany na początku.Jeśli
          wychowanie uwypuklało samoświadomość i prawidłowe rozpoznawanie i odróżnianie
          dobrego od złego to wiele się nie stanie bo tak jak w twoim przypadku może samo
          minąć.Ale jeśli wychwano córkę na zasadzie "każdy jest lepszy" i "ty nic nie
          wiesz i nie rozumiesz" to sprawa poważniejsza bo tak naprawdę nikt nie lubi być
          gorszy i szuka sobie wtedy autorytetu" który niczego nie neguje, wszystkim się
          w osobie zachwyca itp.Finał w takim przypadku-niestety w jak najczarniejszych
          barwach.A jak już wspomniałem nie chodzi wyłącznie o samodestrukcję.
          • ernest31 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 13:37
            do szkoły chodzi, bo musi ale jest tam tylko fizycznie
            ma sporo wolności, spotyka się z nimi codziennie, chyba wszyscy są od niej
            starsi mający po 18-20 lat, chce i jeśli się nie pozwala jeździć do nich, do
            odległych miast na weekendy, robi okropne awantury
            dziadek, którego córka bardzo lubiła, próbował nawiązać z wnuczką kontakt,
            zaproponował spotkanie w cztery oczy i akceptację gdy wnuczka wytłumaczy i
            przekona, na czym ta jej subkultura ma polegać, zgodziła się ale słowa nie
            dotrzymała co jest u niej na porządku dziennym
            czasami przychodzi mi szalona myśl, odseparowanie córki w jakimś zamkniętym
            zakładzie-klasztorze (choć sam nie jestem praktykujący) jako jedyne
            alternatywne wyjście
            czy my rodzice, nie mamy żadnego prawa zmusić 13 latkę do podporządkowania się
            panującym normom społecznym, czy policja - prawo nie powinno zainteresować się
            taką "subkulturalną grupą", w której wśród pełnoletnich przebywają nieletni a
            właściwie jeszcze dzieci?






    • mskaiq Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 13:38
      Dawaj Jej jak najwiecej milosci, zrozumienia. Staraj sie zmieniac jej nastroj
      na pozytywny, wyciagaj do kina, wycieczki. Nie wspominaj nic o punkach, nie
      krytykuj niczego, nie strasz szkola i nauka albo zyciem.
      Ona sama wybierze i wybierze radosc i milosc ale mudsisz byc tym drugim
      biegunem. Nie mozesz byc krytyczny, nie mozesz rowniez stracic wiary, bo nie
      raz bedzie wybierala Punkow, szczegolnie na poczatku dlatego wazna jest
      cierpliwosc i wiara ze wygrasz Swoje Dziecko.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • pink.freud Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 17:45
      Punki nie są złe ale jest duże prawdopodobieństwo, że złapie jakiegoś syfa, drugi jej wypalą mózg a maturę będzie robić po 30tce:)
      Jak nie możesz wyprowadzić się na jakąś wieś zrób jej totalny szlaban, przenieś do innej szkoły i wymagaj, nigdzie nie puszczaj samej a towarzystwo dobierz jej sam.
      Upierdliwe ale mimo wszystko tańsze niż np. leczenie z narkomanii.
    • renebenay Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 18:03
      W jakims momencie straciliscie kontakt z corka,w tym wieku kontestuje sie
      praktycznie wszystko i idealizuje sie z czym my rodzice nie bardzo sie
      zgadzamy,zapominami ze kiedys tez bylismy nastolatkami ze swymi
      marzeniami.Niestety musicie wspolnie duzo rozmawiac o wszystkim co nas
      otacza,takze uzbroic sie w cierpliwosc i okazac zawsze jak najwiecej milosci bo
      to jest Wasza corka i zobaczycie ze,jednego dnia ona wroci do was.Odradzam
      wszelkiego zamykania w klasztorze albo w innym zakladzie zamknietym bo stracicie
      corke definitywnie,ona wam tego nigdy nie zapomni i jednoczesnie udowodni
      ze,jako rodzice nie staneliscie na wysokosci zadania.
    • mortycjan Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 14.02.07, 20:50
      Punk to ideologia polegająca na kontestowaniu rzeczywistości, ale obecnie
      hedonistyczne podejście do życia znane w latach 80-tych zostało wyparte przez
      'negację przez zaniechanie', zapytaj córki o muzykę hardcore, o ruch straight
      edge, obecnie uważa się że świat jest hedonistyczny i pusty więc aby się
      zbuntować najlepiej odrzucić konsumowanie pustych przyjemności takich jak
      alkohol, narkotyki, przygodny seks i skoncentrować się na zdobywaniu wiedzy,
      rozwoju etycznym poprzez wegetarianizm, niestosowanie kosmetyków które były
      testowane na zwierzętach, nawet nie picie kawy kupionej przez korporacje na
      nieuczciwych zasadach(fair trade). To oczywiście wybór każdego z osobna, ale
      zaproponuj jej skierowanie buntu w tych kierunkach i zainteresuj ją tym.
    • yesamin Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 15.02.07, 08:36
      Hm, punki są niekiepskie, mają świetną muzykę i sporo racji w poglądch, jednak -
      jak cała reszta ludzkości, żyją wśród innych, których prawa i wolność powinni
      respektować.
      Wasza córka, jak się wydaje, widzi tylko jedną stronę medalu: swoją wolność,
      swoje prawo do nieskrępowanego zachowania - i nieponoszenia jego negatywnych
      konsekwencji, bo przeciez jak zdarzy się "kuku", to zapewne wie, ze jej
      pomożecie, wyciągniecie za uszy itd. Ma gwarantowane "miękkie lądowanie".
      Dlatego nie ma zadnej motywacji, zeby się kontrolować - może sobie pozwolić na
      wszystko - na cudzy koszt. W dodatku jest jedynaczką - nie ma konkurencji do
      rodzicielskiej aprobaty, nie musi się starać... Każdy by tak chciał! Wy nie? ;)
      Kluczową sprawą jest uświadomienie córce, że wy też macie swoje prawa, granice
      i wolność, której nie chcecie tanio oddać. Macie prawo do spokojnego snu
      wiedząc, że wasze dziecko spędza noce w domu, nie popełnia przestępstw, nie
      ćpa, nie pije etc. i że żaden prokurator nie postawi was przed sądem za
      zaniedbywanie opieki nad nieletnią. Nie chcecie tracić wolności otrzymując
      wyrok skazujący. Dlatego, dopóki nie dojdzie do wieku, w którym jej prawo do
      wolnego życia nie będzie kolidowało z waszym prawem do wolnego życia - trzeba
      przyjąć kompromis. Chyba, jko osoba tak szanująca wolność, nie chce narażać na
      szwank waszej wolności?
      Zaproponujcie jej, by poczekała jeszcze 3 lata z kontrowersyjnymi zachowaniami.
      Dlaczego 3 lata?
      Bo, o ile wiem, polski kodeks pozwala na przyspieszenie prawnej dorosłości
      właśnie od 16 lat. Jeśli córka nadal będzie zainteresowana punkowaniem, które
      wam będzie przeszkadzać żyć: po prostu niech uzyska tę dorosłość i sama za
      siebie odpowiada - prawnie i życiowo. Koniec obiadków, prania, opłacania
      komórki, kupowania drogiego sprzętu - tylko pensyjka w wysokości alimentów,
      które moze uzyskać od rodziców osoba ucząca się. Najlepiej kupcie jej locum i
      wymeldujcie, i niech córa sobie żyje już dokładnie tak, jak chce, a wy sobie
      też nie żałujcie waszych miłych ekscesików, gdy chata wolna! ;)I przy tym
      wszystkim może się obejść bez piorunów, zaproście ja czasem na obiad itd...
      Najlepiej - wyjawcie jej otwarcie wieść, z której powinna się przecież
      ucieszyć, jako osoba pragnąca pelnego samostanowienia: że właśnie zamierzacie
      to zrobić po jej 16 urodzinach - a nie zapomnijcie zaznaczyć, że na własnym
      wolnościowym garnuszku będzie musiała sama po sobie szorować kibel, mogą jej
      wyłączyć światło i zająć sprzęt za niespłacone rachunki, że z pensyjki nie
      opłaci sobie ortodonty i dobrego dentysty, więc się przedwcześnie postarzeje i
      zamieni w szpetną babę z próchnicą, że bedzie sama musiała wzywać hydraulika...
      Do tego - najlepiej zróbcie sobie maluszka i otoczcie go uczuciem, a zapewne
      panna z przerażeniem sobie uświadomi, że jeśli jej się wasz dom nie podoba, to
      znajdą się inni, którym się spodoba - i kurczę, może nie należy was olewać?...
      Wiem, że moje propozycje wioną straszliwym liberalizmem i są jak najdalsze od
      wizji "solidarnej", gdzie jedni muszą zaciskać zęby i płacić za dupowatość i
      błędy drugich, czyli są 1. jelenie 2. bezkarni cwaniacy na nich żerujący. Tak,
      jak piszę, robi w podobnych okolicznościach część rodziców w USA, gdzie jest
      inna mentalność - mnie się to podoba, i, co więcej, młode puszczone na szeroką
      wodę często szybko uczą się pływać. Ale w Polsce dzieci się trzyma pod
      fartuchem do 30-stki i choć wszyscy duszą się ze sobą - jedni drugich nie
      popuszczą, nie uwolnią od kontroli, nie pozwolą dorosnąć... I mamy potem
      infantylne, zależne spoleczeństwo szukające autorytarnych przywódców i zarazem
      zwolnienia z odpowiedzialnosci, bierne, ofermowate i wystraszone życia...
      • ernest31 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 15.02.07, 11:35
        problem w tym, że ona już w tym siedzi, jest już napompowana punkowską
        ideologią, rozmawiać z nią nie idzie bo ona nie chce na ten temat rozmawiać,
        jest inteligentną dziewczynką ze sporą wiedzą jak na 13-latkę
        • street_pop Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 15.02.07, 12:06
          renebenay chyba dał(a) Ci najbardziej trafną radę. Pozostaje faktem, że to wiek,
          w którym podważa się autorytety ale ważne jest jeszcze coś innego: dziecko,
          które dostało wiele wolności w domu, nauczyło się wybierać samo rozważając
          konsekwencje tych wyborów (mam tu na myśli wybory na miarę 13-latka), dziecko, z
          którym ma się dobry kontakt, rozmawia się, nie narzuca się swoich prawd
          życiowych, dziecko, które ma silne poczucie własnej wartości i wynikający z tego
          krytycyzm wobec świata - nie popada tak łatwo w skrajności, nie ulega tak łatwo
          presji grupy rówieśniczej/subkulturowej. Najpierw trzeba się dokopać do przyczyn
          i własnych błędów (kto ich nie popełnia?), a potem przejść do oczekiwań i
          konsekwencji wobec córki - w przeciwnym razie dolejesz oliwy do ognia. Ale to
          jest proces, który wymaga przede wszystkim otwarcia się Was - rodziców.
          Skorzystajcie z porady terapeuty rodzinnego/dzieci i młodzieży - na pewno się
          opłaci!
        • yesamin Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 15.02.07, 14:14
          No właśnie - aby coś zmienić, trzeba wejść w dialog.
          Sprawa naprawdę jest poważna, bo dziewczyna prawdopodobnie ulega manipulacji
          idiotów, którzy są skłonni ciągnąć na dno innych i onanizować się władzą
          psychiczną nad naiwną 13-latką, a sami są zwichrowani psychicznie i nie widzą
          rzeczywistości, tylko swoją "ideolo".
          Trzeba ją obudzić z naiwności, pokazać rzeczywistość i zdeprecjonowac zadętą i
          w znacznym stopniu, jak wszystkie, fałszywą - ideologię. Ale warunek to zacząć
          wymieniac argumenty. I tu przydałaby się pomoc psychologa.
          Mów do niej, jeśli nawet nie odpowiada, demaskując prawdę o fanatykach i
          radykałach:
          1)że kręci ich władza nad ludźmi i gdyby nagle stała się nieposłuszna i zaczęła
          kwestionować ich zdanie, mówić "nie" na rozmaite propozycje - ot, tak, tytułem
          eksperymentu - z miejsca przestałaby być dla nich fajna, bo tacy nie dają
          wolności, m.in. do mówienia "nie". (Nie ma przesady w tym, że z góry
          deprecjonuję tych ludzi, bo dla mnie 18-20letni dorośli, którzy zatrzymują na
          noc i licho wie do czego namawiają 13-latkę to g.., nad którym się nie
          rozczulam).
          2) zwróć też uwagę na weryfikowanie ideologii głoszonej przez kolesi z ich
          czynami: czy naprawdę wszystko olewają i nie zabezpieczają sobie tyłów? Czy jak
          Święty Franciszek pooddawali swoje rzeczy ubogim i żyją z żebraniny? Czy dla
          wolności zrezygnowali z domowych obiadków i węzła sanitarnego? - itd.
          3) Zwróć uwagę na zło radykalizmów: jak niewinnie zaczynał się faszyzm
          (przyroda, wspólnota, sztuka) a jak się skończył (krematoria etc). Pokaż jak
          zaczynał się komunizm - i do czego doszedł. Opowiedz o Ryśku Riedlu, który
          nadmiernie przejął się hippisowskim "poszerzaniem świadomości" i zmarł na AIDS
          pozbawiając ludzi swojej pięknej muzyki i osierocając dziecko. Powiedz o
          licznych ofiarach "jedynie słusznych ideolo" - i o tym, że przegrali życie i
          zablokowali sobie dostęp do radości.
          4) Zdeprecjonuj posępny romantyzm postawy córki - pokaż mocno zasyfione oblicze
          radykalnego punkowania: że jedząc i pijąc byle co wykierowuje się na
          przedwcześnie postarzałego grubego babsztyla z popsutą cerą i zębami - tak to
          się dzieje gdy przemija pierwsza młodość a zostają złe nawyki. I patrzy się
          wtedy z zawiścią na ongiś nudne koleżanki, które wygladają na 15 lat mniej niż
          zapyziała punkówa. Uzmysłów jej, że prawdziwie olewający ludzie są zasyfieni,
          często mają próchnicę i grzybicę, a ona z kazdym łykiem wspólnego winka z
          gwinta, wciąga w głąb swojej jamy ustnej liczne cudze syfy i zarazki. Itd.
          5) Weź ją na ambicję i powiedz, ze miałeś ją za kogoś wrażliwszego i bardziej
          twórczego i odważnego - kogoś, kto nie ucieknie w marudne olewanie i smędzenie,
          tylko zrobi na tym swiecie coś fajnego. Że mogłaby być np. proekologiczna, stać
          po stronie obrońców natury i pomagać zwierzakom w schronisku, bo nie ma kto z
          nimi chodzić na spacery. Ale to jest trudne, to jest wyzwanie - a nie
          olewanie... Powiedz, ze spodziewałeś się po niej, że zrobi w życiu jakiś
          odjazdowy, twórczy ferment, że zaznaczy swoją osobowość działając i dając
          wsparcie słabszym: niszczonej ziemi, zaniedbywanym zwierzakom itd. I że przykro
          ci, ze wybrała sobie tak radykalną, nudziarską i odwróconą dupą do wszystkiego
          ideolo.
          Bo tak w ogóle, to fajnie jest, że młodzi mają pomysły na życie - tylko, do
          licha, jest milion fajniejszych rzeczy niż punkowskie nudziarskie pierdu-pierdu.
    • nar00 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 15.02.07, 12:26
      mam to już za sobą. Całe to zafascynowanie mojego dorosłego dzisiaj dziecka,
      punkami.Możecie jedynie, po prostu wykorzystać swoją władzę rodzicielską i
      wszystkie idące za tym Wasze prawa. 13 latka, to jeszcze dzieciak i możecie
      (jak pisano tu)po prostu wziąć ją za buzię. Każde wyjście, będzie lepsze,od
      tego co się wsród tej grupy dzieje. Niebezpieczeństwo, jest tak duże,że gdy
      bym zdawała sobie sprawę z tego wcześniej, pewnie wielu konsekwencji by się
      uniknęło. Wolność, tzn.narkotyki, alkohol, bunt p-ko wszystkiemu.
      Niestety wielu kolegów i koleżanek mojego dziecka już po prostu nie żyje.
      Wasza córka ma dopiero 13 lat.Za Wami jest prawo, konieczność opieki nad nią
      i co za tym idzie zapewnienie jej bezpieczeństwa.
      Nie lekceważ tego, proszę. Gdybym była z dzisiejszym rozumem, świadoma wszyst-
      kich zagrożeń, jakie to za sobą niesie, zabrałabym smarkacza na drugi koniec
      kraju.Nie będzie to łatwe, ale przy dużej dozie determinacji i konsekwencji
      w dzialaniu, może się udać.
      Dzisiaj moje dziecko, jest już dorosłe.Ruch punkowski i przynależność przeżyło,
      ale nie każdemu się udaje.Pragnę Cię jeszcze uczulić na jedno, dwie osoby
      z tego towarzystwa, trafiły do sekty. Te dzieciaki sa bardzo podatne, na ma-
      nipulacje.Nie straszę, ale obydwie już nie żyja. Mieli po 19 lat.
      Tu trzeba podjąć drastyczne kroki, nie wierzę w półśrodki.
      Idzie lato, sezon koncertowy. Jarociny i inne syfy.Podejrzewam,że zechce sie
      wybrać. A to, co się tam dzieje, to już dzisiaj znam tylko z opowieści syna.
      pozdrawiam i życzę dużo siły i konsekwencji.
    • ewag52 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 16.02.07, 08:19
      Przepraszam bardzo,ale ja chyba czegoś nie rozumiem.
      Córka ma 13 lat, czyli jest dzieckiem, a rodzic ma niewiele do powiedzenia?
      Jej punkowi kolesie są starsi, to już prędzej rozumiem-rodzice mają mniej-
      sze możliwości- ale 13 lat?

      Szlaban, ernest na wszystko. Na kompa, na jakikolwiek grosz, na ciuchy i
      sprowadzać przed godziną policyjną do domu. Pilnować każdego kroku (w miarę
      możliwości)po szkole. Im szybciej się za to weźmiecie, tym lepiej.
      Co to znaczy wg Ciebie "uciekania się do przemocy?"
      Spróbujcie ocvzywiście z psychologiem, ale na początek tylko Wy.
      Przynależność do punków, to na prawdę nic dobrego,a Wy widzę straciliście panowa
      nie nad małolatą.
      Pytasz jak wyciągnąć od nich córkę? Po prostu WYCIĄGNĄĆ!
      • renkaforever Re: 13 lat i wie lepiej 16.02.07, 08:53
        To jest tragiczne.Dziecko, ktore pewnie wyglada na 20 lat z cyckami i tylkiem
        ze hej.. to jest przyneta, na ktora stare punki slinia sie i przewracaja
        oczami. Takiej malej imponuje zainteresowanie starszych chlopakow, niewiele
        rozumie z calej ideologii, poza tym, ze ma wszystko olewac.Rodzice powinni
        zastosowac metody rodzicielskie w tej kwestii. Odciac wszelki kontakt i to
        kategorycznie i natychmiast.
        Mysle, ze sa tu jakies bledy wychowawcze, bo jak mozna stawiac wyzej jakichs
        obcych ponad swoja matke i ojca ? A ona tak robi. Lekcewazy zdanie matki, ojca,
        dziadka i rwie sie tam, gdzie glaszcza jej glod na milosc(wszak to dziecko),
        gdzie sie podoba(swieze miesko), gdzie jest akceptowana.
        • street_pop Re: 13 lat i wie lepiej 16.02.07, 11:09
          Odciac wszelki kontakt i to
          > kategorycznie i natychmiast.

          Można. Ale należy liczyć się z konsekwencją tego, że się straci dziecko na
          zawsze. Jeśli ma zdecydowany, silny temperament - spakuje manatki, zamieszka w
          squacie, zacznie ćpać bo sobie nie poradzi z własnymi emocjami, kolesie zagną na
          nią parol jeszcze większy niż w tej chwili i np. pojawi się przedwczesna ciąża.
          Nie można wszystkich dzieci mierzyć miarą swojej własnej "mądrości" bo każde
          jest inne i każde zareaguje inaczej. Nie wszystkich rodziców rajcuje ruletka (i
          dzięki Bogu!).

          bo jak mozna stawiac wyzej jakichs
          > obcych ponad swoja matke i ojca ?

          Można. I w wieku dojrzewania jest to normalne, rozwojowe zjawisko. I przechodzą
          przez to wszyscy zdrowi nastolatkowie. Pozostaje tylko kwestia, czy to tylko
          kumple z podwórka, czy subkultura młodzieżowa, która może bardzo zaszkodzić.
          Jeśli w domu jest ok, to tak łatwo w łapska punków nie wpadnie.

          Na pewno trzeba zadziałać bo na pewno są jakieś błędy. To nie w dzieciach tkwi
          problem, tylko w dorosłych.

          Z tego, co pisze autor, wynika, że terapeuta rodzinny niekoniecznie w odpowiedni
          sposób wypełnia swoje zadanie. Więc dobrze by było zastanowić się nad zmianą
          owego. Wiem, że zazwyczaj dobrzy terapeuci przyjmują w Towarzystwach Przyjaciół
          Dzieci, w oddziałach terenowych w konkretnych miastach (przyjmuje się pacjentów
          bezpłatnie).

          Ponieważ dziewczynka jest nieletnia, można spróbować powołać dla niej kuratora.
          Fakt przyznania jej kuratora mógłby mocno zasygnalizować jej, że prawo stoi po
          stronie rodziców, że 13-latka i 20-latek to sytuacje niezgodne z prawem i trzeba
          się poddać kontroli bo inaczej grożą jej (i jej kumplom) konsekwencje. Myślę, że
          13-latka prędzej się "przestraszy" niż np. 16-latka. Oczywiście, nie robić tego
          bez porozumienia z terapeutą. W każdym razie ja bym tak zrobiła oświadczając
          córce: "chodzimy na terapię i próbujemy stać się dla Ciebie lepszymi rodzicami,
          naprawić swoje błędy, ale mamy prawo bać się o Ciebie i dlatego zdecydowaliśmy,
          że będzie nam pomagał ktoś jeszcze."
      • ernest31 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 16.02.07, 09:30
        tak, zgodnie z prawem, nie wolno stosować żadnej przemocy wobec własnych
        dzieci, zastosowanie jej jest karalne
        piszesz "w miarę możliwości" - to dobra rada ale jak ją realizować *
        siedzenie w domu nie wchodzi w rachubę, pracować musimy aby utrzymać siebie i
        rodzinę, jedynie co możemy aktualnie zrobić to dopilnować aby codziennie poszła
        do szkoły, nauczyciele mają nas informować czy córka tam jeszcze jest czy
        znikła, czyli od godzina 8 rano, praktycznie nie mamy nad nią żadnej kontroli,
        ma "nakaz" przychodzenia do domu nie później jak o 20, przychodzi najczęściej
        dużo później, na drugi dzień musi iść do szkoły, więc "zamknąć" nie możemy choć
        byśmy ryzykowali wejśie w kolizję z prawem
        w szkole też siłą nikt jej nie zatrzyma, nawet gdyby była taka wola ze strony
        pedagogów (ci najchętniej zwalają winę na wychowanie w domu)
        sytuacja wydaje się beznadziejna, jesteśmy zrozpaczeni

        co do terapi - pedagog, który zajmuje się tą sprawą, rozmawia tylko i wyłącznie
        z nami, "leczy rodzinę" jak tu ktoś napisał ale jak można dać dobre rady,
        wskazywać drogę nie znając psychiki dziewczyny ?
        nam trudno z córką rozmawiać, rodzice nawet ci wyszkoleni w wychowaniu, zawsze
        będą podchodzić do sprawy emocjonalnie, tego uniknąć się nie da
        pedagog, psycholog-terapeuta może podejść bez emocji i powinien przynajmniej
        równocześnie, zrobić to w stosunku do córki a nie tylko w stosunku do rodziców,
        nie da się "leczyć" bez postawienia diagnozy i tego oczekujemy od pedagoga-
        terapeuty
        dziękuję wszystkim za słowa pocieszenia, współczucia ale także krytyki, z
        problemem będziemy musieli dać sobie radę sami o ile to jeszcze możliwe




        • alexa195 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 16.02.07, 11:04
          ja sama bylam jedynaczka, wychowywana przez mame, ktora mi na wszystko
          pozwalala. Po smierci mamy (w wieku 13 lat) zamieszkalam z babcia. Babcia nie
          widzaca swiata poza wnusia, ale jednak byla ostra i bardzo stanowcza. U niej
          tez probowalam robic po swojemu, w koncu mialam az 13-14 lat, tyle wiedzialam i
          co mi bedzie gadac co mam robic. Co uslyszalam? "Jesli Ci gowniarzu u mnie zle,
          to idz tam gdzie Ci lepiej", "Albo wracasz o porze ktora Ci wyznaczylam, albo
          nie wracasz w ogole" i wiem ze skubana by tak zrobila wiec sie przestraszylam i
          zostalam tam gdzie mi lepiej... u niej.
          Piszesz, ze nie "praktycznie nie masz kontroli" nad swoim 13-letnim DZIECKIEM
          (!!!!!). Po tym zdaniu juz wiem czemu ta mala Was tak olewa... Ona sama wie, ze
          nie macie nad nia kontroli i nie wiecie jak ja zdobyc. Pewna Pani, ktora
          wczesniej pisala (wyciagnela syna z tego srodowiska) dala Ci bardzo dobra rade.
          Wez gowniarza za pysk i doprowadz do porzadku. Ty jestes rodzicem, ktore
          wychowuje dziecko, czy dziecko wychowuje Ciebie???
        • ewag52 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 16.02.07, 11:09
          no tak, to przykre.
          Z tego co widzę, to nic się nie da.Z góry skazujesz Erneście, przegraną.
          Psychoterapeuta, nie musi stawiać diagnozy i niekoniecznie musi poznawać
          psychikę córki. Weźcie sie najpierw za Siebie,to reszta pójdzie łatwiej.
          Szkoda dziewczyny, ale przy takich założeniach rodziców, niestety będzie
          dalej robic co chce, śmiejąc się w nos.
          To na prawdę straszne!
          Ona jest górą, bo Was zna.
          • nar00 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 16.02.07, 11:40
            To fakt. Ona Was zna.Mój syn, też mnie znał i dobrze wiedział,że użyję wszelkich
            dostepnych środków, by go ratować.I w nosie miałam jakies tam "zgodnie z prawem".
            Po prostu boicie się jej. Dajecie jej przekaz MY NIC NIE MOŻEMY.
            A co Ty byś zrobił na jej miejscu? Postaw sie w jej sytuacji.Dokładnie to, co
            robi. Nie potrzeba byc prorokiem,żeby przewidziec co będzie dalej.
            A co z narkotykami? Punki ćpają. Sądzisz,że ona sie tylko przygląda?
            Teraz, to ja się nie dziwię,skąd tyle bezkarności wśród młodych ludzi.
            Jeszcze trochę i może być za późno.
        • street_pop nie doczytałam posta... 16.02.07, 11:56
          uups! Przepraszam! wcześniej źle odczytałam Twojego posta. Nie, nie, z tą
          terapią chyba wszystko jest tj. być powinno - zaczyna się od Was. No a stawianie
          diagnozy odbywa się właśnie od Was, a nie od córki bo to w rodzicach tkwi
          problem a nie w dziecku (dlatego pedagodzy "zwalają" winę na dom rodzinny). To
          sprawdzona przez lata droga postępowania a nie experyment na Waszej rodzinie. Na
          córkę tez przyjdzie pora. Tylko, ze to się nie dzieje z dnia na dzień. Nie
          pomożecie ani jej ani sobie, jeśli nie przyjmiecie do świadomości, ze to od Was
          trzeba zacząć. Jeśli nie zaczniecie od zmiany myślenia - to będzie jak będzie.

          No a jeśli boicie się własnej córki, nie stawialiście jej granic - to w efekcie
          nie ma ona poczucia bezpieczeństwa, które zapewniają owe granice. Nie chodzi o
          drastyczne "trzymanie za mordę". Teraz ona Was sprawdza - dokąd może a dokąd już
          nie. Być może to krzyk o jej własne poczucie bezpieczeństwa! Krzyk: "mamo, tato,
          potrzebuje granic by mój świat był przewidywalny i bezpieczny!"
          • ewag52 Re: nie doczytałam posta... 16.02.07, 12:20
            Chyba tu nawet nie chodzi o zwalanie winy, tylko o szukanie przyczyny.
            Prawdziwy terapeuta, nie może obciążać winą nikogo.I chyba żaden tego nie robi.
            Z tymi granicami i sprawdzaniem, to jest dokładnie tak, jak napisała street.
            Dziecko szybuje w kosmosie, bez wyraźnych granic.Jego bezpieczenstwo jest
            mocno zachwiane. Ale Ernest tego jeszcze nie rozumie. Szuka drogi na skróty.
            Na co własciwie liczył, pisząc? Ktoś ma miec receptę, na to by 13 latka,posłu-
            cyhała rodziców? Terapeuta tez nie daje dobrych rad, stad tyle osób zraża sie
            do terapii. Chcieliby wszystko szybko, sprawnie, gotowy przepis na życie i jego
            problemy. Tu trza samemu! Samemu do wszystkiego dojść, poznać swoje mozliwości.
            A córka Ernesta, wyraźnie woła o pomoc. Jaka tam ideologia u 13 letniego
            dziecka, ona woła: zauważcie mnie rodzice.A rodzice widza same przeszkody
            i niemożliwości.To Wy Rodzice musicie przejść długą terapeutyczna drogę,by
            pomóc swemu dziecku.
            Już widze odpowiedź: ale kiedy, my nie możemy bo pracujemy itd...
            Tu jest stawką życie córki, może warto zastanowić się, czy z czegoś nie dałoby
            się zrezygnować?
            • ewag52 Re: nie doczytałam posta... 16.02.07, 12:24
              Obawiam się,że Ernest nie dostał tego co chciał, usłyszał nie to wygodne
              i proste i dał sobie spokój z forum.Jeżeli sie mylę, to będe szczęśliwa.:)
              • alexa195 Re: jeszcze jedno 16.02.07, 13:24
                zastanow sie, Ernescie, co Twoja corka odpowiada, gdy ewentualnie zapytaja ja
                np. "czy twoi rodzice nie beda krzyczec jak nie wrocisz na czas do domu?" jaka
                bedzie odpowiedz Twojej corki?: "Nic nie powiedza", "Maja inne sprawy na glowie
                zeby zwrocic na to uwage", "Zachowuja sie jakby nic sie nie stalo", "Olewam to,
                oni zreszta tez"... Mam nadzieje, ze mimo wszystko zadna z powyzszych. A moze
                juz w ogole nie pytaja, bo wiedza, ze dziewczyna ma wolna reke?
                • renkaforever Re: jeszcze jedno 17.02.07, 02:18
                  Rodzice sa zdziwieni, ze od nich zaczyna sie sprawa... Przeciez to rodzice ja
                  wychowuja, to rodzice dali jej geny, to oni wymagaja, ucza, pokazuja jak nalezy
                  zyc, zeby sie nie ranic.To oni pokazuja milosc do siebie i do innych.Dziecko
                  sie przyglada.A potem jest reakcja.
                  • ewag52 Re: jeszcze jedno 17.02.07, 09:08
                    Rodzice, taką ingerencję w zaszłości, interpretuja jako atak na siebie.
                    Zamiast coś na tym budować, próbować wyciągać wnioski i łatać te wszystkie
                    dziury (chociaż cerować), obrażają się i grzęzną dalej w swoim systemie
                    i nawykach.
                    Nie chodzi o to -nie mylić- Erneście (chociaż już nie zaglądasz) o to, by
                    Tobie podobnych rodziców krytykować. Nie ma się o co obrażać - tak robią
                    dzieci- tylko zacząć weryfikowac, to wszystko, co doprowadziło do takiej
                    sytuacji.Z pewnością, wiele da się uratować, tylko tu jest potrzebny general-
                    nu remont, a nie drobna naprawa.
                    Dzieci są bardzo spostrzegawcze i muszą się w jakiś sposób odnieść, do reformy,
                    zmiany zasad i priorytetów w systemie rodzinnnym.
                    I nikt nie mówi,że będzie to łatwe. Ale za to jakie opłacalne.
                  • ernest31 Re: jeszcze jedno 17.02.07, 09:25
                    >>> Obawiam się,że Ernest nie dostał tego co chciał, usłyszał nie to wygodne
                    i proste i dał sobie spokój z forum.Jeżeli sie mylę, to będe szczęśliwa.:)<<<

                    mylisz się, nie boję się ani ktytyki ani odpowiedzialności ......
                    nie chciałem nic dostawać, nie chciałem pochwał ....
                    będę bardzo zadowolony jeśli wątek nie upadnie, jeśli będziecie dzielić się
                    doświadczeniami ......
                    ja pisząc będę musiał się powtarzać i chyba nie o to chodzi ......
                    nie mam nic przeciw tak chętnie tu wymienianej "rodzinnej terapii", w wielu
                    przypadkach, może nawet w każdym jest ona potrzebna, bywa, że bardziej jest
                    potrzebny psychiatra niż psycholog ale "terapia rodzinna" to długi proces a
                    moja córka potrzebuje pomocy teraz, każda godzina to czas stracony .......

                    >>> zastanow sie, Ernescie, co Twoja corka odpowiada, gdy ewentualnie zapytaja
                    ja
                    np. "czy twoi rodzice nie beda krzyczec jak nie wrocisz na czas do domu?" jaka
                    bedzie odpowiedz Twojej corki?: "Nic nie powiedza", <<<

                    sądziłem, iż krzykiem nic się nie osiągnie, że krzyczą tylko ludzie mali, słabi
                    i nie mający innych argumentów, okazanie niezadowolenia, bezaprobaty nie musi
                    być wyrażane krzykiem
                    decydując się na krzyk trzeba być przygotowanym na dalsze konsekwencje np. na
                    użycie przemocy może nawet bicie bo krzycząc, sami wpadamy w furię i
                    przestajemy nad sobą panować, klapsa można dać 3-latce ale nie 13-latce
                    mnie na to poprostu nie stać, byłem inaczej wychowany .......
                    zgadzam się natomiast, iż coś przenosi się w genach, w zachowaniu córki
                    dostrzegam pewne rodzinne analogie ale jak wyżej, "terapia rodzinna" to długi i
                    nie koniecznie prowadzący do poprawy proces a córka wymaga pomocy tu i teraz,
                    może jeszcze nie zapóźno ..........
                    wątek kierowałem i kieruję do ludzi, którzy przeżyli podobną sytuację i chcą
                    się podzielić doświadczeniem, dotyczy to rodzin, psychologów, pedagogów ...
                    wiem, iż nie ma dwuch identycznych sytuacji ale z doświadczeń innych, można
                    wyciągnąć wnioski i to co wydawać się może adekwatne, zastosować w zaistniałej
                    sytuacji ......

                    pozdrawiam wszystkich




                    • ewag52 Re: jeszcze jedno 17.02.07, 10:04
                      Jeszcze raz powtórzę. Nie jest Erneście, za późno! Ale powiem również,że
                      JEST późno.Nie piszę tego, co piszę z książek, czy z tzw sufitu.
                      Chcesz pomocy "tu i teraz"? W tym momencie, jest to niemożliwe.Wam jest
                      potrzebny proces. I proszę Cię, nie odbieraj tego negatywnie. Poza tym, nikt nie
                      namawia
                      Cię do krzyku. Takie emocje, nie sa absolutnie potrzebne.Nie tylko Wy, nie
                      umiecie sprostać tym konsekwencjom. Z dnia na dzień, córki nie przerobicie.
                      Jeżeli na taką sytuację (bez obrazy) pracowało się 13 lat, to dajcie Sobie
                      trochę czasu, na naprawę. Wiem,że to Ci źle brzmi, ale inaczej po prostu się nie da.
                      I co? zrazisz się i poddasz? Nie rób tego. Szkoda.
                      Ja Wam tylko (jeśli można) ze swojej strony proponuję maximum konsekwencji.
                      Odcięcie kieszonkowego,bezwzględne egzekwowanie uzgadnianych godzin powrotu
                      do domu i dopóki, nie przemyśli swojego postępowania, zero przyjemności
                      i nagród. Sprawdźcie ją również pod kontem ew.narkotyków, bo niecpającego punka
                      jeszcze nie widziałam.
                      Z tego co widzę, jest w Tobie strach, przed jej reakcją.Wiesz dlaczego? ponie-
                      waż boicie się,że ona zdaje sobie sprawę ze swojej przewagi.
                      Gorąco namawiam do terapii, ale sumiennej uczciwej, długotrwałej terapii
                      Was. Narazie zupełnie bez udziału córki.
                      Piszesz, psychiatra. A po co Wam, czy jej psychiatra? Jesteście chorzy
                      psychicznie? O tym decyduje psycholog i jeżeli widzi taką potrzebę, kieruje.
                      Cieszę się,że nas czytasz i ponieważ znam takie problemy od samej podszewki,
                      odradzam pośpiech.
                      Piszesz,że nie chcesz przemocy. Nie bardzo rozumiem,jakich instrukcji
                      oczekiwałeś?Że ktoś Ci wyśle na adres domowy czarodziejską różdżkę, która zmusi
                      córkę do zmiany środowiska? Nie ma spokojnie, łagodnie, grzecznie, bez wirów
                      i jednocześnie od razu.Oczekujesz rzeczy niemożliwych.
                      Jaka Wasza stosowana dotychczas metoda, dała pożądany efekt?
                      Co jej osobiście robi Wasza dezaprobata? Podejrzewam,że da się z tym wytrzymać.
                      Jakie ona sama, ponosi konsekwencje swojego postępowania? Okazywane niezadowolenie?
                      Wybacz, ale to pestka. Nie opłaca się jej dla tak mizernych konsekwencji, re-
                      zygnować z grupy z którą jej odpowiada.
                      Pozdrawiam Cię.
                      • ewag52 Re: jeszcze jedno 17.02.07, 10:19
                        ...i coś jeszcze. W każdej decyzji, niezbędnym elementem jest Wasza
                        jednomyślność. Jeżeli nawet się ze Sobą nie zgadzacie, córka nie ma prawa
                        tego zauważyć.W przeciwnym wypadku, wykorzysta najmniejszą szczelinę, na swoja
                        korzyść i... macie przechlapane.
                        • street_pop Re: jeszcze jedno 17.02.07, 10:39
                          Poniżej forum Ernesta dot. córki z "wychowania bez porażek" - jeszcze kilka
                          innych okoliczności:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=851&w=57190145&a=57483107&wv.x=2
                          Przepraszam Cię Erneście za ton mojego ostatniego posta ale przecież nie chodzi
                          o "głaskanie po główce".
                          • ernest31 Re: jeszcze jedno 19.02.07, 12:13
                            dokładnie to samo co ty robi moja córka, olewa istniejący porządek .....
                            sorry za zwróceni ci uwagi na ten drobiazg

                            • ewag52 Re: jeszcze jedno 19.02.07, 18:34
                              dokładnie robi to, co Ty Erneście Twoja córka.
                              Wróć na tamto forum i przeczytaj,jeżeli się nie obraziłeś.
                        • ernest31 Re: jeszcze jedno 19.02.07, 19:38
                          ewag52 napisała:

                          > ...i coś jeszcze.


                          zgadzam się, tak właśnie jest ale zmiana tego nie jest możliwa, jesteśmy zbyt
                          róźni, czy córka akurat to wykorzystuje, nie wiem ale myślę, że chyba nie
                          na wychowanie córki całkowity obowiązek spada na mnie
                          tak, była i jest "moją córką" ale synowie tego nie odczuwali, nigdy im tego nie
                          okazałem
                          wiem, że mam ogromny na nią wpływ, że jestem dla niej autorytetem, tak
                          autorytetem mimo wszystko ale wiadomo ci jak to z młodymi, lubią buntować się
                          przeciw autorytetom, nie wiem kiedy i jak poznała to środowisko, nie mogłem i
                          nie mogę ze względów obiektywnych, przebywać z córką 24 godziny na dobę, nie
                          wydaje mi się, że ćpa, byłoby to widać po jej oczach i zachowaniu, kiedy wraca
                          do domu, wiem jak to wygląda, wielokrotnie opowiadał mi o tym ojciec, który
                          aktywnie przeżył okres hippi i buntu przeciw panującemu porządkowi świata pod
                          koniec lat 60-tych, dziś jest dobrze prosperującym emerytem
                          sam też nie ma żadnej recepty na wyciągnięcie córki ale każe mi ją ratować póki
                          nie jest za póżno, kiedy mu opowiadam o "terapi rodziny" jaką mi się proponuje,
                          robi się wściekły i odpowiada, że ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o czym
                          mówią, że nie mają pojęcia co znaczy pranie mózgu, zależność i wszystko co się
                          wiąże z podobnymi ruchami, że napchani są uniwersytecką teorią całkowicie
                          oderwaną od rzeczywistości, tak było pod koniec lat 60-tych tak jest i teraz,
                          podkreśla, że tylko silni psychicznie mogą przetrwać takie bombardowania mózgu
                          i organizmu
                          w tej chwili jedyną moją nadzieją jest wiara, że córka ma trochę z psychicznych
                          genów dziadka i w porę się ocknie
                          krzyczał na nią nie będę czy bił po buzi jak tu ktoś proponuje, to nie leży w
                          mojej psychice, naturze ani kulturze, ja nie byłem bity w domu

                          dziękuje za miłe słowa


                          • ewag52 Re: jeszcze jedno 19.02.07, 20:15
                            nic dodać, nic ująć...
                            powodzenia
                            wpadnij jeszcze kiedys i powiedz, co u Ciebie :-)
                            ps.
                            tak jak myślałam, dostałeś informacje, niezgodne z oczekiwaniami.
                          • ewag52 Re: jeszcze jedno 20.02.07, 08:38
                            ernest31 napisał:
                            >aktywnie przeżył okres hippi i buntu przeciw panującemu porządkowi świata pod
                            >koniec lat 60-tych, dziś jest dobrze prosperującym emerytem
                            >sam też nie ma żadnej recepty na wyciągnięcie córki ale każe mi ją ratować póki
                            >
                            >nie jest za późno, kiedy mu opowiadam o "terapii rodziny" jaką mi się proponuje,
                            >
                            >robi się wściekły i odpowiada, że ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o czym
                            >mówią, że nie mają pojęcia co znaczy pranie mózgu, zależność i wszystko co się
                            >wiąże z podobnymi ruchami, że napchani tą uniwersytecką teorią całkowicie
                            >oderwaną od rzeczywistości...........

                            --------------------------------------------
                            bez komentarza!
                            • street_pop ewag52 20.02.07, 09:58
                              To tylko kolejny "racjonalny" argument na "nie" i na "jego metodę". O to chodzi
                              Ernestowi - poszukać wokół tylko takich informacji, argumentów, które nie zburzą
                              jego własnego postrzegania sytuacji i świata. Ja w tym widzę obwarowywanie się
                              przed trudną prawdą. Tego typu pseudo argumenty, autor wyciąga od początku
                              wątku. Klasyczny opór psychologiczny. Nic z tego, co powszechnie można by nazwać
                              "otwartym umysłem".

                              Człowiek ma jednak wolny wybór (Ernest tez go ma) i niestety, nie uratujemy
                              całego świata, nie spowodujemy, że ktoś będzie chciał dać sobie pomóc. Niestety...
                              • ewag52 Re: ewag52 20.02.07, 11:06
                                myślę Street,że zbuntowane dzieci, są głeboko nieszczęśliwe, a ich życie składa
                                się z pasma niepowodzeń i klęsk.Rodzice wymagają od nich samodzielności
                                i spełniania oczekiwań. Tymczasem relacje rodzice-dzieci są najczęściej
                                zniekształcone, przez stawiane dzieciom szczególne wymagania,obawy, lęki
                                i urazy.Z tych samych powodów poważnym zakłóceniom, ulegają związki uczuciowe
                                z dziećmi.
                                Konflikt pomiędzy ambicjami, potrzebą osiagnięć, a lękiem i przekonaniem
                                o swojej małej wartości.
                                Coś chyba rzeczywiście, musiało zaistnieć w kontakcie z terapeutą, że
                                spowodowało taką lawinę niechęci i lęk przed samopoznaniem.
                                To swoją drogą smutne,że ludzie reprezentujacy pewien poziom, z upodobaniem
                                cofają się do epoki kamienia łupanego.
                                Usprawiedliwianie się, brakiem czasu (bez 100% gwarancji sukcesu), jest
                                typową obroną starych nawyków.
                                To, co dało efekty w postaci bezproblemowych chłopców, nie chce sie sprawdzić
                                w odniesieniu do dziewczynki.Jak to? przeciez dziecko, to dziecko.
                                Zdumienie i bunt. Nie ma znaczenia,ze nie do każdej osobowości pasuje.
                                13-latka natomiast, jest dla mnie typowym "delegatem", że coś w tej rodzinie
                                niewłaściwie funkcjonuje.
                                Ale, by do tego dojść, czasem potrzeba czegoś więcej.
                                I myślę,że to otrzymają. Taki, jeszcze wyraźniejszy komunikat: "zmieńcie
                                reguły tej gry i zatrzymajcie sie na chwilę, by popatrzeć na siebie"
                                Ojciec ex-old-hippi, wyraził gniewnie swoją opinię.Kazał ratować, ale nie
                                powiedział jak.
                                Szkoda, że krótkie myślenie dorosłych, nie pozwala dziecku zaistnieć w bezpiecz-
                                nych ramach.
                                Dla mnie Ernest, jest też tak czytelny, jak duży nagłówek w codziennej prasie.
                                • street_pop Re: ewag52 20.02.07, 21:43
                                  Dla mnie Ernest, jest też tak czytelny, jak duży nagłówek w codziennej prasie.

                                  dla mnie też. I dla wielu innych też. A ja nie zamierzam udowadniać Ernestowi,
                                  że nie jestem wielbłądem.
                                  • street_pop Re: ewag52 i geny 20.02.07, 21:57
                                    aha, Ernescie: jeszcze jedno: geny (wszelkie) NIE UJAWNIAJA SIE gdy nie ma
                                    sprzyjających warunków do tego by się ujawniły. Zwalanie "winy" na geny - to
                                    kolejny dowód na Twój aktywny opór i marna próba szukania winnych na zewnątrz. Z
                                    genami jak z roślinami - jeśli nie dasz im odpowiednich warunków, nie będziesz
                                    ich podlewał - nie rozwiną się. Jesli dziecko ma pewne predyspozycje genetyczne
                                    np. silny temperament po dziadku-hippie, to musisz dać mu sposobność by powstał
                                    w niej bunt. Danie sposobności - to tworzenie np. niekorzystnego klimatu
                                    wychowawczego (np. nadmierne oczekiwania, mierzenie miarą swoich aspiracji lub
                                    miarę sukcesów starszych dzieci, porównywanie ich między sobą, bycie
                                    "wszechwiedzącym", uszczęśliwianie na siłę itd.) plus wielkie zdziwienie jako
                                    następstwo tej sytuacji. Jad sączy się niewidoczny przez całe lata niczym
                                    kropla, która drąży skałę.

                                    I to bynajmniej nie tylko jest kwestią "wiedzy książkowej", ale praktycznej
                                    znajomości zagadnienia.

                                    Mimo wszystko życzę Ci wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że naprawicie
                                    kontakty z córka i wszystko się ułoży. Bez samoświadomości jednak - ani rusz.
                                    • ewag52 Re: ewag52 i geny 20.02.07, 22:45
                                      zajrzyj Street, na tamto forum. Masz "ciekawego" posta, od ernesta.
                                      • ewag52 Re: ewag52 i geny 20.02.07, 22:47
                                        teraz jest poza "pseudoankiety".
                                        To był taki żarcik ;)z jego strony, a my durni daliśmy sie nabrać.
                                        Powiedzmy.
                                      • street_pop Re: ewag52 i geny 20.02.07, 22:53
                                        Wiem, widziałam. Nie komentuje bo w kółko Macieju to samo. Szkoda czasu i
                                        energii. Lapy opadają.

                                        jaka "pseudoankieta"? Jaki żarcik? Nie doczytałam czegośc?
                                        • ewag52 Re: ewag52 i geny 20.02.07, 23:03
                                          tak to odebrałam.
                                          Lałaś wodę jak na filmie REJS.
                                          Nie doczytałaś?
                                          erni nie ma żadnego problemu. Małolatka sie pobawi i przestanie.
                                          Tak jak dziadzio. Pojarał haszu, ale mu przeszło.
                                          A myśmy sie na maksa wydurnili.
                                          takie ha ha ha w ernestowym wykonaniu.
                                          Jesteśmy do d...
                                          a ja i tak nie wierzę. Próba zmiany scenariusza w celu zachowania twarzy.
                                          • street_pop Re: ewag52 i geny 20.02.07, 23:20
                                            Ano fakt - lałam wodę jak w "Rejsie". Najwidoczniej nie wszyscy to "lubią", a
                                            Ernest jest z tych, co nie lubią. Każdy lubi jednak co innego. Najgorzej jest
                                            jak nadmiernie lubi i kocha siebie - potem mamy takich narcystycznych Ernestów i
                                            córki z "genami" po dziadku. Chyba więc nie pozostaje mu nic innego jak
                                            zajarać z dziadkiem i córką - może wtedy coś się z tego urodzi ;-) , hasz
                                            przecież wpływa na zmiany w świadomości więc może jest jakaś nadzieja, tym
                                            bardziej, że sposób rodzinnie sprawdzony i niezawodny.... wtedy terapeuci na
                                            drzewo. No więc spadam. Na drzewo. Pozdrówka!
                    • alexa195 Re: rece opadaja... 17.02.07, 10:20

                      > sądziłem, iż krzykiem nic się nie osiągnie, że krzyczą tylko ludzie mali,
                      słabi i nie mający innych argumentów, okazanie niezadowolenia, bezaprobaty nie
                      musi być wyrażane krzykiem

                      myslisz sie. czlowiek ktory sie denerwuje podnosi glos (nie musi krzyczec),
                      mowi innym tonem. wtedy osoba naprzeciw wie, ze czlowiek jest zdenerwowany, ze
                      doprowadzily do tego czyny lub slowa ktorejs osoby. w ten sposob rowniez
                      wyrazasz emocje. jesli mowisz do corki spokojnym glosem ona oczywiscie
                      zrozumie, ale bedzie tez wiedziala, ze nie denerwuje cie swoim zachowaniem, ze
                      cokolwiek zrobi "i tak bedzie luz".a sam chyba widzisz ze mile przemawianie nic
                      nie daje.

                      >decydując się na krzyk trzeba być przygotowanym na dalsze konsekwencje np. na
                      użycie przemocy może nawet bicie bo krzycząc, sami wpadamy w furię i
                      przestajemy nad sobą panować, klapsa można dać 3-latce ale nie 13-latce

                      i tu sie mylisz. i to bardzo. nie raz bylam swiadkiem gdy 18-letni kumpel
                      dostal po twarzy od ojca lub matki. po tym wiedzial jak moze a jak nie moze sie
                      do nich odezwac. mi samej tez sie nie raz sciera oberwalo od babci, gdy
                      pozwolilam sobie na za duzo. problem w tym, ze Tobie wydaje sie, ze 13-latek to
                      czlowiek dorosly, doswiadczony i potrafiacy dac sobie rade z problemami i do
                      tego poniesc konsekwencje za swoje bledy. nawet prawo uznaje doroslosc
                      czlowieka w wieku 18 lat, ty to robisz juz dzis. nie kazdy 25-latek powinien
                      byc nazywany "doroslym", a co dopiero 13-letnia siksa??? poza tym klaps nie
                      znaczy maltretownie!!
                      jestes ojcem, srodkow jest duzo i sa skuteczne srodki by powstrzymac szykujaca
                      sie (jak na razie na wasze wlasne zyczenie) tragedie, srodki, ktore byly
                      opisane juz wczesniej. dzieci (powtarzam: DZIECI) sa bardzo inteligentne i juz
                      maluszki wiedza na co moga sobie pozwolic wzgledem rodzicow. twoja corka tez
                      wie i to swietnie wykorzystuje i ma najwyrazniej gdzies to co powiecie bo wie
                      ze sa to tylko slowa, ktorych konsekwencji nie poniesie.
                      wybacz, ze dosc ostro, ale szlag mnie trafia gdy ojciec czy matka pisze, ze nie
                      moze zrobic tego czy tamtego bo go na to nie stac, nie ma czasu, nie wie jak.
                      twoja corka jest ze 2 razy mlodsza od ciebie, a wie jak z wami postepowac, by
                      osiagnac swoj cel. rusz tylkiem i glowa czlowieku zanim bedzie za pozno!!!


    • natosi Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 19.02.07, 20:29
      Witam:)
      tak prawde mowiąc to nie wiem gdzie jest problem...ja mam 20lat,zdałam mature
      studiuje dziennie,pracuje,w sumie wyszłam na ludzi a przeciez sama jestem
      punkiem:))nadal lubie poskakac przy alternatywnej muzyce...przeciez to nic
      złego ze ludzie probuja sie odnależć,robią to co lubią...z córka trzeba
      rozmawiac,ona jest jeszcze młodziutka i nie wiem czy na pewno wie kim jest i co
      che w zyciu robic,kto wie moze za dwa dni zacznie słuchac techna...wiec nie
      naciskac tylko rozmawiac...:)))bedzie dobrze:)
      peace:))
      • ernest31 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 18:15
        dzięki, wreszcie coś rozsądnego bez naukowych wykładów i rozczulań nad
        patologię ojca i rodziny
        każde pokolenie ma swoje hobby
        ojciec był hippi, ja byłem w solidarności i biegałem z gazetkami, córka jest
        punkiem i jeśli będzie nad tym panowała to nic strasznego
        celem wątku była ciekawość opinii i poglądów
        • ewag52 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 18:51
          Nie wierzę Ci Erneście.
          Po prostu nie wierzę. Nie taki był cel Twojego wątku.
          Co chwila, sam sobie przeczysz.
          Po za tym zagrywasz nie fair play
    • k1k2 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 19.02.07, 21:21
      to co jest niepokojace w tej sytuacji to fakt ze Wasza corka ma 13 lat a spedza
      czas z osobami duzo starszymi. Moim zdaniem jest roznica miedzy buntujaca sie
      16-latka a 13-latka.... narkotyki, seks, samotne podroze daleko - czy 13-letnie
      dziecko wie jak sie bezpiecznie obracac w tym swiecie?

      zamykanie w domu i w ogole zwiekszona kontrola moga pomoc ALE moga tez skonczyc
      sie probami samobojczymi, samookaleczanie, ucieczka z domu

      moim zdaniem doswiadczony psycholog moze duzo pomoc, chocby dlatego ze dziecko
      bedzie inaczej rozmawialo z kims kto nie jest jego rodzicem. ale tez chec
      zmiany musi byc z obu stron. zalozenie ze 'my wszystko robimy w porzadku tylko
      ona jest problemem' prowadzi do... no wlasnie dokladnie do tego z czym sie
      borykacie teraz.
      • ernest31 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 18:20
        właśnie, doświadczony psycholog ale gdzie go szukać, bo musi to być ktoś kto
        wie co to jest koks i subkultury, nie tylko z książek
    • jan_stereo 13 powiadasz... 19.02.07, 21:37
      az strach odpowiadac...
    • tomekjot Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 11:30
      Toż to dziecko jeszcze psychike ma na poziomie 10 latka
      • ernest31 Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 18:21
        dziś młodzież rozwija się szybciej, także psychicznie
    • blue_as_can_be Re: Punki - jak wyciągnąć od nich córkę 20.02.07, 23:13
      sam napisałeś, że problemem jest brak kontaktu z córką, a nie jej zewnętrzne
      demonstracje. dzieci nie izolują się od rodziny tak po prostu. musiał istnieć
      jakiś powód. skoro, jak piszesz, 'nie pora teraz ani tu na ubolewanie
      nad rolą rodziców, złym wychowaniem, lub terapią dla rodziny', już wybraliście
      swoją postawę. nie zamierzacie szukać własnych błędów, nie zależy Wam na
      prawdziwej naprawie czegokolwiek, po prostu szukasz magicznej sztuczki, żeby
      córka znów była posłuszna... NIE MA TAKIEGO NUMERU, ERNEST. poszukaj przyczyny
      w sobie. a potem porozmawiaj z dzieckiem - uczciwie, jak człowiek z człowiekiem.
      • ewag52 Ernest nie ma już problemu,tylko my... 20.02.07, 23:24
        przetestował forumową społeczność i jest górą.
        Bogatszy o jeszcze jedno doświadczenie.
        Laaaaaaaaaaaaaaaanie wody z przewagą bełkotu. To otrzymał od nas.
        pozdrowionka "cwaniaczku" testowiczu
        Wpadnij, jak córka zmieni glany na adidasy i zrobi maturę.
        • ernest31 Re: Ernest nie ma już problemu,tylko my... 21.02.07, 19:43
          właściwie mógłbym w podobnym tonie, bo trafnie odgadłaś intencje z
          przypomnieniem REJSU Piwowskiego ale jestm kulturalny i tego nie zrobię ..

          przpomnę jedynie, iż terepeuta ma "leczyć" także trudne charaktery, ma
          odpowiadać na trudne pytania, spotykając się z patologią u pacjenta musi
          zachować równowagę psychiczną bo w każdym innym przypadku sam wymaga leczenia

          w każdym razie dzięki za wypowiedzi, nawet stawiając sprawę "na głowie" nie
          miałem zamiaru nikogo obrażać a jedynie prowokować do dyskusji no i nie
          sądziłem, iż terapetom brak hamulców w ukladzie nerwowym,
          to chyba pomyłka z wybraniem zawodu

          ps: opisane wydarzenie jest prawdziwe acz nie aż tak dramatyczne, ojciec nie
          stracił autorytetu, córka ma dalej przed nim a może raczej dla niego wiele
          respektu i uwielbienia, jedyny faktyczny problem to szkoła ale często bywa, iż
          problem ze szkoła mają także ci nie z "subkultur"
          czczęśliwy, że wybrała akurat taki styl napewno nie jest, pociesza go jednak
          to, że wie gdzie i z kim córka przebywa co pozwalu mu na zachowanie pewnej nad
          nią kontroli, raczej jest pewne, że nie ćpa, mając doświadczenie z
          okresu "aktywności hippisowskiej" (co prawda było to bardzo dawno ale pewne
          doświadczenia pozostają na całe życie) mogę to w miarę łatwo zauważyć,
          nie mam recepty ani patentu na "wyjście" bo takowe nie istnieje, ja sam wówczas
          wszedłem do subkultury i sam z niej wyszedłem, bez żadnej pomocy, poprostu
          potrzebna jest silna wola i świadomość tego co sie robi,
          wspominam te czasy bardzo miło, było wspaniałe, międzynarodowe towarzystwo,
          chyba wszyscy to studenci i masa amerykanów, tych co uciekli z Wietnamu,
          haszysz trzy razy dziennie, do śniadania, obiadu i obligatoryjnie kolacji,
          pamiętam długie dyskusje i słuchanie cudownej muzyki Hendriksa, Jopplin i
          innych, niestety dla wielu ta przygoda skończyła się tragicznie, wielu moich
          ówczesnych towarzyszy dziś już nie żyje, od dawna nie żyje
          cóż, wszystko jest dla ludzi ale dla ludzi rozsądnych i silnych psychicznie,
          słabi wcześniej czy później się wykańczają i tym żaden, nawet najbardziej
          doświadczony terapeuta nie pomoże,
          ważne aby potrafić zaakceptować, iż nie wszyscy, nie każdy młody człowiek ma
          mszalnik w ręku i ze wsniesionymi oczami słucha Radia Maryja,
          ważne aby ten młody człowiek nie stracił poczucia rzeczywistości,
          siłą, nakazem czy innymi grożbami napewno nic się nie osiągnie, raczej łagodna
          perswazja i okazanie, iż wszystko jedno co by być miało dom stoi otworem,
          wierzę, iż wnuczka pomimo swoich dopiero 13, prawie już 14 lat potrafi panować
          nad sytuację
          obserwując dochodzę do wniosku, iż dzisiejsze nastolatki, wiele z nich, mają
          poziom rozwoju umysłowo-psychicznego ówczesnych 20-latek
          wierzę, że z tego wyjdzie bez szwanku jak ja wyszedłem z subkultury
          hippisowskiej jeśli ma "moje geny"

          jeszcze raz dziękuje wszystkim, tak wszystkim nawet tym z patologiczną
          patologię za wypowiedzi, ciekawie było was poczytać

          hej




          • ewag52 gwoli ścisłości... 21.02.07, 22:06
            • ewag52 Re: gwoli ścisłości... 21.02.07, 22:11
              rozumiem,że to już nie Ernest.
              obawiam sie,że nic więcej nie chcę już dodać ponadto, co napisałam na
              tamtym forum.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka