ona_24
18.02.07, 16:16
Moim przekleństwem jest nadmierne kontrolowanie siebie, zwłaszcza w
towarzystwie płci przeciwnej, choć nie tylko...W towarzystwie osób mi
bliskich, z którymi czuje sie bezpiecznie i pewnie jestem totalnie wyluzowana,
potrafię sie wyglupiac, błaznować i dowcipkować, nie ma dla mnie tematów tabu,
zabawiam towarzystwo. Tylko, ze to zamyka sie w kregu kilku osob, glownie
kobiet. Jak wchodze w nowe towarzystwo, staje na przeciwko mezczyzny
usztywniam sie, staje sie dretwa, oschla i surowa. Nawet na imprezach, po
wypiciu alkoholu niewiele sie zmienia, bo jak tylko czuje, ze trace kontrole
nad soba to uciekam od ludzi, zeby nie widzieli mnie w tak ponizajacym dla
mnie stanie. Nie potrafie najzwyczajniej w swiecie wyluzowac... byc
spontaniczna, rozesmiana i ciepla w stosunku do nieznajomych. Przez co jestem
zamnknieta w hermetycznym kregu znajomych, bardzo mi bliskich i oddanych tyle
ze moje zachowanie uniemożliwia mi poznanie innych ludzi, zainteresowania plci
przeciwnej. Jestem dosc atrakcyjna, dbam o siebie, mysle ze intelekt mam
wporzadku :) tyle, ze to nie ma znaczenia jesli na zewnatrz jestem jak
twierdza, otoczona fosa, nie dozdobycia. Pewnie osoby ktore mnie nie znaja
mysla ze jestem pewna siebie, zarozumiala i patrze z gory na innych. A ja po
prostu nie chce zeby widzialy ze czuje sie niepewnie wsrod nowych ludzi, ze
sie boje odrzucenia, wysmiania, plotkowania za plecami. To jest ponad moja
kontrole, wiem ze zdroworozsądkowo nie powinno mnie to ochodzic, nie powinnam
sie ogldac na innych, nie bac sie ale ja inaczej nie potrafie. Czuje sie
rozdarta na pol, jakby dwie 'mnie' siedzialy mi w glowie. Znajomi uwazaja mnie
za osobe odważna, ktora mowi to co mysli, potrafi dazyc do celu ale ja czuje
sie jak oszust bo tak naprawde jestem TCHORZEM!! Juz mam tego dosc, bo to mnie
skazuje na samotosc, coraz bardziej dokucza mi brak bliskiej osoby. U mnie nic
nie jest wstanie przezwyciezyc mojej samokontroli, ani zadurzenie, zakochanie
alkohol, super zabawa. Jak tylko poczuje sie nieznacznie odsunieta od
towarzystwa to sie zamykam w sobie i stoje z boku- wieczny obserwator. Nie
jest tak ze siedzie zamnknieta w czterech scianach ciagle mam doczynienia z
ludzmi, spotykam sie ze znajomymi, wychodze do knajp, kawiarni ale to niczego
nie zmienia, bo wbrew sobie daje znaki calym cialem, wyrazem oczu, mimika- nie
podchodz!, nie chce nikogo poznac! jestem zamnknieta na Ciebie!
Nie mam juz pomyslu co z tym zrobic, coraz bardziej dokucza mi samotnosc. Czy
ktos mial podobne doswiadczenia? Czy komus udalo sie to przelamac? Ograniczyc
dzialanie superego?
Bede ogromnie wdzieczna za pomoc w rozwiazaniu patowej sytuacji.