prosentia
19.02.07, 15:41
Czesc. Czytam Wasze posty.chce mi sie milczec. Rok temu wydarzylo sie cos
bardzo niedobrego w moim zyciu. Powiedzmy ze juz to przetrawilam. Maz i
ojciec mojego dziecka wyrzucil nas na bruk, bo mial inne plany. Nie pomogla
walka w sadzie, przyznano taka stawke jak chcial malzonek. Wyjechalam pare
miesiecy temu z dzieckiem w ciemno z Polski. nie mam do czego wracac.
Zrzekalm sie calego majatku w zamian za paszport. Mam spokoj z mezem, ale mam
niestety problem z matka. Rodzice sa tu ze mna, tyle ze moja mama mieszka ze
mna. Kiedy szukam pracy, dziecko mam w przedszkolu. Niestety w ciagu czterech
miesiecy ma juz podany 5 antybiotyk. Czuje sie fatalnie, dzis matka pobila
mnie przy dziecku, bo nie moge znalezc pracy. Ojciec daje mi pieniadze na
zycie, zeby przetrwac i jest bardzo ciezko. Moja matka nie rozumie sytuacji.
Ma kurcze tyle lat, dorobila sie emerytury i wie, ze w Polsce nigdy nie
wystartowalabym z malutkim dzieckiem bez niczego, bo nas okradl tatus,
zabierajac wsio i to ja sila woli postawilam swoje zycie na ostrzu- woz albo
przewoz. Wole tu niedostatek, spokoj ale komentarze mojej matki, ktora uwaza
ze jesliu co dzien wychodze za praca i nie mam pieniedzy to jestem
prostytutka. Tylko wtedy pewnie mailabym w brod kasy. Dzis mi wykrzyczala ze
moje studia sa do dupy, ze nie umiem pracowac, ze jestem nikim. Nikt mnie nie
chce, a ona wroci do Polski i ona zrobi ze mna porzadek i powie mojemu bylemu
mez\owi,z eby zabral mi dziecko. Powiem Wam, ze pomiimo tego co sie stalo rok
temu, to w sumie maz to obcy facet, ale matka jesli cos takiego zrobi i
powie, to ja uznaje ze sciezki sa juz zamkniete do wspolnego bycia razem. Ja
walcze o lepsze jutro i dzis, ucze sie w szkole,zeby wystartowac w zawodzie,
czasem ide ulica i wyje do nieba, ale wiem, ze nie ma odwrotu. Odwrotem jest
smierc, ale ja mam dla kogo zyc, bo robie to wszystko dla mojego dziecka. Nie
chce sie poddac presji matki, ale jak tak dluzej bedzie to ja nie wiem co
robic. Nie wynajme opiekunki do dziecka, bo nie stac mnie na to. Mozna
powiedziec matce- wracaj do Polski, nie chce zebus mowila mi ze dzieki Tobie
moj swiat istnieje! Pozostaje praca na noc, ale na dluzsza mete- szkola
moja., przedszkole i praca w domu, opieka boje sie ze to strasznie sie
skonczy! tez nie mam najlepszego zdrowia, ale mam sile walki. Jestem dopiero
na starcie gdzie sie zaczyna od zera, szukam tej swojej pracy i nie poddaje
sie psychicznie, ale fizycznie warunki zmuszaja mnie do ostrego ciecia-wyslac
matke do domu i podziekowac za piekne matczyne uczucia. Zostac samemu na
sciezce zycia i nigdy nie prosic o pomoc najblizszej osoby. Nie wierze w
rodzicielskie uczucia w najtrudniejszych momentach zycia dzieci. Moja matka
uwazala zawsze ze dokonalam "cudownego" wyboru co do meza, ktory mnie okradl,
oszukal i pewnie jeszcze mial kogos, ale gdzie tu caly ten majestat matki-
corki???? Ja nie rozumiem czemu ona tak mnie nienawidzi, tylko dlatego, ze
probuje walczyc o lepsze jutro, ze mialam odwage przerwac zaklety krag i
uciec z toksycznego malzenstwa, ze walczylam w sadzie i przegralam z rodzina
prawnicza,z e chce dobrze dla swojego dziecka i ucze sie jezyka i walcze.
mimo prob ciezkich, kosztem zdrowia i wielu strat? Jestem zla,
nieudacznikiem, nic mi sie nie udaje, jestem wyrodna matka, bo zostawiam
dziecko z nia, a ona nie ma spokoju! Mogla sie okresli pare miesiecy temu,
nie teraz kiedy jestem w najciezszym momencie! Nie wytrzymuje juz ciaglego
powtarzanie takich rzeczy, ktore jak wiemy, ze nieprawda ciagle powtarzana
staje sie wreszcie prawda. To co robi moja matka zaczyna byc jak
samosprawdzajaca sie przepowiednia. Jestem w strasznym dole. Wizja takiego
zycia mnie dobija, ale jak zostane z dzieckiem sama na obczyznie to musze
calkiem przereorganizowac sowje zycie, zrezygnowac ze szkoly i co dalej? Moja
matka wiedziala ze bede ciez\ko harowac, szkola i bedzie musiala zostac z
dzieckiem. Zgodziala sie. Warunki mojej decyzji znala. Teraz mnie bije, bo
nagle sytuacja stala sie ciezka i moja matka wymiekla, ktora cale zycie
mowila jak to jej maz ja oszukal i nic z tym nie zrobila! Bo jej bylo tak
bardziej wiadomo, wygodniej. I teraz probuje przerzucac swoje nieszczesliwe
zycie na mnie- a jest jedna roznica ja zerwalam toksyczny zwiazek a ona nie.
Ja nie kracze w kolko a ona ciagle. ja zagryzam zeby, chodze do szkoly
pomimo studiow a ona nie ma tych studiow, ale uwaza sie za madra,
najmadrzejsza! Krew mnie zalala, jak pobila mnie dzisiaj! I powinnam ja zabic
chyba za to, ze cale zycie pokazywala nam w domu jaka jest nieszczesliwa. Ja
zrobilam ruch a ona pieprzyla sie ze swoim zale cale zycie. Mysle,ze moj
obraz i proba wyrwania z toksyny jest znana wielu, najgorzej sie walczy kiedy
sie nie ma nic , malutkie dziecko, ktore zaczyna chorowac i kogos obok siebie
kto podcina skrzydla. Tak i uklad doprowadza do nieszczesc! zawsze.
czytalam post "Nienawidze sswojej matki" cos w tym jest na rzeczy. Jak byscie
postapili w mojej sytuacji, gdybyscie byli na obczyznie, musieli liczyc na
pomoc rodzicow i mieli male dziecko? Honor jest dobry, zawsze, ale nie w
kazdej sytuacji, nie wolno jednak dac sie zniszczyc.
pozdrawiam z przymusowego wygnania, bo w Polsce i tak nie maialabzm lepsyego
startu, a tu pryznajmniej mam jeyzk i dyieciak bedyie tey w pryzsylosci w
lepsyej sztuacji. Tzlko w to wierye, ye kiedzs bede sama stac na wlasnzch
nogach, bey mamz i tatz, ciagle niesycyesliwzch. Walcye dalej, tak bardyo w
samotnosci. I naprawde jestem sama, cayesem tylko placye w podusyke, nie yale
sie nigdz matce!