Dodaj do ulubionych

Moja historia.

09.04.07, 20:45
Były plany. Zamierzaliśmy być razem, miec dzieci, wiedzieliśmy nawet do
jakiej szkoły dzieci poslemy. Na wakacje miał przyjechać i oświadczyc się
przy moich rodzicach.A jednak kończy się mój związek...Jeszcze miesiąc temu,
przed moim wyjazdem były poważne rozmowy. Potem były rozmowy przez telefon i
kolejne plany...
Dlaczego? Co się stało?Toksyczna matka, która całą miłość przelała na syna.
Udało się jej. Zwyciężyła. Mam dość. Non stop robi teatr i próbuje
WSZYSTKIEGO, abysmy sie rozstali. Udaje, że jest bardzo chora. Mówi, że już
niedługo pożyje. Najgorsze jest to, ze jak wczoraj z nim rozmawiałam,
powiedział że wie, że ona udaje...Ale co on może zrobić?Ona ma tylko jego. A
co ja mam zrobić? Zapomnieć? Zyć z nimi? Powiedziałam, ze nie chcę być jej
zabawką. Dałam mu czas na zastanowienie.Ja albo ona. I tak wiem, ze nie
zwyciężę. że przegram.Czuję sie tak, jakby to ona była jego kobieta, a ja
kochanką...Nawet przez telefon nie może normalnie porozmawiac, kiedy jest
przy niej.Przegrywam z kobietą, która ma ponad 80lat. Zrobiła z syna
pracoholika, uciekającego w prace, aby nie spędzać z nią czasu w domu. Ale
nie wyśle jej do do,mu starców, nie złatwi jej całodobowej opieki.Bo ONA TEGO
NIE CHCE. Więc woli spędzac czas w pracy, nawet iść na Wielkanoc do
pracy...Jak tak można żyć?
Wiem, że mnie kocha. Wiem, że pierwszy raz zbliżył się tak blisko do kobiety.
Widziałam łzy na jego policzkach, kiedy kłócilismy sie o nią. Wiem, ze widzi,
ze tak nie powinno byc, że jest nieszczęśliwy. Sam mi powiedział,ale nie da
sobie pomóc. Przy innych udaje twardego, przy mnie się otworzył. Jest słaby.
Zal mi jego, ale ja tak zyć nie będę.Zmarnowała dla niego życie, ale dla mnie
tego nie zrobi.
Czy jest szansa na pomoc dla niego?Czy mogę jemu jakoś pomóc, nawet jesli nie
będe z nim?
Obserwuj wątek
    • ja_adam Re: Moja historia. 09.04.07, 20:48
      dlaczego chcesz oddać życie człowiekowi który będzie ssał cyca mamuśkowego nawet
      po jej zgonie?
      ja taka matką zakopałbym w ogródku po szyję, koło budy psa...
    • ewag52 Re: Moja historia. 09.04.07, 21:24
      jedyną rzecza, jaka możesz zrobić, to iść na kompromisy.
      Wziąć na przetrzymanie.Gdybyś nawet wygrała, cokolwiek by się nie stało, byłabyś
      obciążona winą.
      Stać cie na to, by przeczekać?
      W końcu ludzie sa smiertelni
    • koala_tralalala Re: Moja historia. 09.04.07, 21:38
      Bardzo dobrze sama wszytko ujelas: matka zrobila z syna mezczyzne swojego
      zycia. Ty jestes rywalka, ktora miala go jej odebrac. On o tym wie, ale nie
      potrafi przerwac toksycznego zwiazku z matka.

      Jesli naprawde sie kochacie, to zaproponuj mu trening pyschologiczny
      (psychoterapia inaczej nazwana), ktory mu pomoze zrozumiec, dlaczego tak sie
      dzieje i wziac swoj los we wlasne rece. Narazie odlozcie plany malzenskie, np.
      na pol roku. Niech na spotkania chodzi BEZ wiedzy matki. Tyle moze zrobic dla
      siebie i dla ciebie. Przynajmniej zrozumie toksyczne relacje z matka.
      Jesli twoj mezczyzna sie na to zdecyduje, wiele zrozumie i bedzie mial sile by
      podjac meskie, choc kompromisowe, decyzje. Pomoz mu znalezc psychoterapeute i
      nazywajcie te spotkania "treninigem" nie psychoterapia.
      Jesli nie bedzie chcial pojsc na trening, trudno, mozesz tylko zapomniec. Tak
      jak on moze zapomniec o normalym zyciu.
      • polka23 Pomoc. 09.04.07, 22:57
        Wiem, że otworzyłam mu oczy na parę spraw. Przez prawie całe życie był sam.
        Niektórzy mogą powiedzieć, że jestem wariatka, ale naprawdę chcę mu pomóc. Nie
        chodzi tu już o to, czy będziemy razem, czy też nie. Jestem o prawie 20lat od
        niego młodsza. Ja sobie życie jeszcze ułożę, gorzej będzie z nim. Przez rok
        czasu bycia ze sobą (mieszkaliśmy ze sobą) zbliżyliśmy sie do siebie. On udaje
        twardego, że nic go nie rusza, wiem, że jest kompletnie inaczej. Dotarłam do
        niego i chyba dla jego matki jest to największy problem. Udało mi się go w
        pewnym stopniu otworzyć. Z typa pustelnika stawał się osobą coraz bardziej
        czulszą. Codziennie widziałam małe postępy robione przez niego. Nigdy nie
        doznał ciepła. NIe miał świąt, urodzin...Dla jego matki nie były one potrzebne.
        Zrobiła z niego zimną istotę, która wydawałoby się nie ma serca, lecz głaz.
        Dla niego przeprowadziłam się zagranicę. Na chwilę obecną wiem, że zostaje w
        POlsce. Mój luby przeprowadził się podczas mojej nieobecności do swojej matki i
        wiem, ze ma zamiar tam mieszkac, choć ma swoj własny dom.
        Zgadzam się, ze terapia byłaby wskazana, lecz on unika lekarzy. Zresztą nie ma
        na nic czasu. Jest praca albo matka...Matka nie jest nawet zadowolona, jak on
        nie idzie w sobotę do pracy (praca powinna być od poniedziałku do piątku, ale
        on robi podczas weekandu nadgodziny).Dla niego to też jest ucieczka od niej.
        Ktoś napisał, że najlepszy jest takim przypadku czas. Zgadzam, że i z tym, ze
        ludzie są niesmiertelni. Ale to może potrwać parę lat. Parę lat rozłąki sprawi,
        że on stanie się kompletnie zagubionym człowiekiem, a ja najprawdopodobniej
        prędzej czy póżniej stracę nadzieję i ułożę sobie życie bez niego.
        Najbardziej boli, jak ktoś tak bliski cierpi i trudno mu jest pomóc.
    • taisy Re: Pamietasz bajkę o księznicce spiacej w 10.04.07, 11:47
      wiezy? W Twoim wypadku jest to książe spiący w wiezy. I czekajacy na pocałunek
      od tej własciwej kobiety, aby się obudzic.Widać gdzieś tam w zakamarkach jego
      duszy ty go do konca nie obudziłaś. A moze przestraszyłas skoro znowu sie chowa.

      Ja jakoś w tą historię o złej matce nie wierzę i jej MOCY nad synem.

      Po prostu facet nie chce się wiązać, jest mu wygodnie w tym zyciu jakie ma od
      lat.
      Pewnie byłoby dalej miedzy wami wszystko dobrze o ile nie byłoby w tym zwiazku
      poważnych planów, które zaczęły przebierać forme ze się mogą napradę stać i to
      na serio. Wtedy facet "dostał zimnych stóp" i uciekł w bajkę o złej mamusi
      itepe itepe.
      • polka23 Niestety nie jest to ta bajka. 10.04.07, 13:06
        Chciałabym uwierzyć w Twoje słowa, ale niestety nie o tu chodzi. To nie ja
        byłam za az takimi poważnymi planami, choć nie przejawiałam niechęci, ale to on
        planował.Jeszcze tydzień usłyszałam, gdzie on ma zamiar zamieszkać ze mną, że
        nasze przyszłe dziecko (a najlepiej to mieć więcej, bo jedynakiem jest żle być)
        musimy posłać do takiej a takiej szkoły...I co? Wszystko się rozpieprza, gdy
        otworzyłam nieco swoje oczy. W sumie to miałam je otwarte, ale chciałam
        przyjechać do niego i prosto w oczy mu powiedzieć, ze ja nie widzę miejsca przy
        jego mamie, ze nie można tak zyć,jak żyliśmy przez rok czasu ze soba. Wstępnie
        coś mu wpsomniałam już przez telefon. POwiedział, że mam rację, ale nie
        powinniśmy o tym rozmawiać przez telefon.Jednak życie bywa przewrotne i
        zostałam zmuszona do powiedzenia mu wszystkiego przez telefon, a nie ,,face to
        face".
        Facet przez całe zycie nie umiał się związać z żadną kobietą. Jego najdłuższy
        związek to pare miesięcy. Ja byłam z nim najdłużej i najbardziej się do niego
        podobno zbliżyłam.
        Czuję, że od mojego wyjazdu znowu jego ,,mamusia zrobiła mu pranie mózgu".
        Ostatnio zauważyła, że najłatwiej jest mu wmówić, że NAJLEPIEJ będzie dla mnie,
        jak mnie zostawi, bo: jest za stary, że lepiej będzie mi w Polsce...Przykro mi
        stwierdzić, ale mój mężczyzna żyje w wegetecji od tylu juz lat, że zapomniał
        jak zyć. Powiedział, że zmarnował sobie całe zycie i nie chce tak
        żyć,ale...MAMA...Nawet wie,że to ona jest przyczyną jego cierpień...
        MOgę z nim być i czekać,aż jego mama umrze.Mogę także o niego walczyć. Albo tez
        pogodzić się z tym wszystkim i zapomnieć, choć to będzie BARDZO trudne...
        • wyssana.z.palca Re: Niestety nie jest to ta bajka. 10.04.07, 13:58
          wiesz, nie probuj uszczesliwiac kogos na sile. skoro przez ten rok, bedac z nim
          nie dokonalas jakiejs powazniejszej zmiany w jego relacjach z matka, to
          dalczego teraz mialabys to zrobic nie ebdac juz jego kobieta? skoro on wie,
          jest swaidom sytuacji i nic z nia robi, chcoiaz moglby, daj sobie spokoj. sam
          sobie jest winny i sam musi sobie z tym poradzic. a ze nie potrafi, to nie
          Twoja sprawa skoro juz razem nie jestescie.
          • taisy Re: zawalcz o niego. 10.04.07, 14:43
            Nie poddawaj sie tak szybko.Na pewno jest warto.
            A matusia napewno da kiedys w kalendarz.
    • justyna41 Re: Moja historia. 10.04.07, 14:31
      Ja na twoim miejscu chyba spróbowałabym zawalczyc jeszcze o niego, oczywiście
      nie bezterminowo.
      • polka23 Czy mam kupić sobie zatyczki do uszu? 10.04.07, 15:04
        To nie jest tak, ze my nie jesteśmy razem. Nie rozstalismy się. On CHCE być ze
        mną, tylko że na jego warunkach. Dałam mu tydzień na zastanowienie się, ja albo
        ona. Obiecał, że przemyśli. Tylko, ze ja go znam i wiem, że nie zrobi tak, jak
        ja chcę: umieszczenie matki w domu starców. Podczas ostatniej rozmowy na
        początku udawał twardego, potem się rozpłakał. Mieliśmy już takie rozmowy,
        kiedy to ja płakałam albo on (po czym drugie z nas zaczynało także
        płakać).Czasami zachowuje sie jak mały skrzywdzony chłopiec.Chcę mu pomóc, ale
        najgorsze jest to, że czasami wydaje sie, że do niego to wszystko dociera, a
        potem za jakiś czas ona go zmienia. On chce byc inny, ale nie umie. Matka gra z
        nim w grę psychologiczną od samego początku, od momentu kiedy się urodził.
        Jestem przekonana, że ja też tak bym potrafiła, ale nie chcę obrzucać się z nią
        obelgami. Najlepszy przykład, jaki może przedstawić jego matke to to, ze przed
        moim wyjazdem rozmawiała ze mna o ślubie, powiedziała, że podczas mojego pobytu
        w POlsce powinnam sie zastanowić, czy chcę być jego żoną. Dodała też
        mimochodem, że on jest ode mnie zdecydowanie starszy, że już zaczyna siwieć i
        łysieć... No a po moim wyjeżdzie ,,pogorszyło się" jej (byłam przekonana, ze
        tak bedzie). Podczas rozmowy z nia w czasie świąt powiedziała mi,że nie ma tu
        dla mnie miejsca. Mój (ex?)facet tego nie słyszał.
        Nie chcę czekać do jej śmierci. Nie wiadomo ile może to jeszcze potrwać. Może
        pare miesiecy, albo i parę lat...Chce żyć TERAZ, a nie czekać na jej
        smierć.Wiem, że nie zgodzę sie na dzielenie się z nią nim. Może to egoistyczne,
        ale chcę ułożyć sobie zycie normalnie, a nie z matka, która zawsze będzie
        przeciwko mi. On mi mówi, że ona juz się powoli do mnie przyzwyczaja...Mówi mi,
        abym nie słuchała tego co ona mówi. Ale jak nie słuchac tego wszystkiego? Mam
        non stop zatyczki nosić w uszach?
        • gklej Re: Czy mam kupić sobie zatyczki do uszu? 10.04.07, 15:32
          prawdziwy syn, tez bym tak chciała,żeby moi synowi byli tak za mną,
          ale to już za duża przesada, po co Ci taki stary, znajdź młodszego.
          Zaznaczam moich synów nie ma przy mnie, wyjechali za granicę ale nie dlatego,że
          cos im narzucałam.
          Za pracą.
          • polka23 Przegrałam z 80letnią babą... 11.04.07, 18:22
            Właśnie dostałam maila od mojego byłego mężczyzny. Pisze, że mnie kochał, kocha
            i będzie kochać. Podobno od nikogo nie dostał tyle ciepła, ile ode mnie. Tylko
            kiedy był ze mną, był szczęśliwy. Niestety na chwilę obecną jest uwikłany w
            opiekowanie się matką. Żyje z dnia na dzień. Nie chce tak żyć, ale stara się o
            tym nie myśleć.
            Właśnie straciłam jakąkolwiek nadzieję i będę musiała stworzyć sobie nowe
            życie, bo tamtego już nie mam i nie będę miała.Dał mi wprawdzie znac, że
            gdybym...Ale ju już nie mam siły tak żyć... W trójkącie nie da się żyć. Muszę
            być twarda i pamiętać o tym, że dobrą decyzję podjęłam.Nie chce tylko zrywać z
            nim kontaktu: maile, telefony, SMSy. To może być, za dużo dla mnie znaczy, abym
            traciła z nim całkowity kontakt, ale to wszystko...
            Przegrałam z 80letnią babą...
            Aż śmiać chce mi się.
            • mazur39 szukaj szczęścia wśród wychowanków 11.04.07, 21:20
              domu dziecka.

              P.S. Kiedyś facet z Ameryki szukał na forum dziewczyny z domu dziecka. Na mój
              komentarz, co on taka Caritas, odpowiedział, że nie chce po prostu aby żona
              tęskniła za rodziną i chciała wracać do kraju.
              ;-)
            • ania1022 Re: Przegrałam z 80letnią babą... 11.04.07, 22:18
              Nie dziwie sie ze przegralas skoro postawilas takie warunki. Tez nie oddalabym
              swojej matki do domu starcow zeby sie z kims zwiazac. Albo mnie bierzesz z
              calym "inwentarzem" albo adieu.
              • polka23 Bardzo łatwo jest krytykować... 11.04.07, 22:47
                A trudniej być w takim położeniu jak ja. Co byś Aniu zrobiła na moim miejscu?
                Cierpiała razem z nim, przyglądając się i słuchając słów krytyki od jego matki?
                Jakbyś sie poczuła, gdyby matka Twojego mężczyzny powiedziała, że nie ma tam
                dla Ciebie miejsca. On mieszka z nią obecnie i co ja miałabym zamieszkać razem
                z nimi? My na górze, ona na dole? Jakie Ty byś przedstawiła warunki? Jestem
                BARDZO ciekawa, co Ty byś zrobiła będąc na moim miejscu.
                Zresztą stawiając takie warunki, domyślałam się, jaka będzie decyzja.Ja do
                trójkątu się nie nadawałam. Na odkładaniu wszystkiego na jutro również(np. jego
                dom jest niewykończony, bo nie ma czasu jego wyremontować).
                Moze gdybym była w podonym do niego wieku, gdybym coś już przeżyła, ale ja
                dopiero zaczynam zycie i nie chcę czekać w zawieszeniu.Będę próbowała ułożyć
                sobie życie w Polsce, ale nie zerwę z nim kontaktu. Jeżeli cos mi się nie
                ułoży, a ona międzyczasie umrze, zastanowie się nad powrotem do niego. Czuję,
                ze jestesmy dla siebie stworzeni, ale chyba jeszcze nie nadeszła nasza
                godzina...
    • taisy Re: Nie wiem czy to sprawa, 12.04.07, 09:24
      pory dnia kiedy czyta się twój post kolejny raz,ze czlowiek zauwaza inne
      rzeczy, ale gdybym to ja była ową ponad osiemdziesiecioletnia matką - to
      zrobiłabym podobnie jak ta kobieta.
      Broniłabym swojego dziecka przed kims takim jak ty.Jestes wybitnie zaborcza i
      egoistyczna. Brak ci wspolczucia i empatii.Jego matka jest starsza osoba, ktora
      ma duze doswiadczenie zyciowe i zapewne widzi to w tobie, czego ty sama nie
      zauwazasz.
      Poza tym nie umiesz zblizyc sie psychicznie ani zrozumiec osoby starszej
      wymagajacej ciepla i wsparcia w swoich ostatnich dnia zycia, od kogos kogo
      najbardziej kocha sie w zyciu - swojego dziecka. Takiej realacji nie umiesz
      zrozumiec. Myslisz jedynie o sobie.
      I slusznie zrobil ten mezczyzna, ze choc w ostatniej chwili wycofal sie z
      ukladu, z zaborcza i egoistyczna kobieta, a nie jak kawal zimnego chama
      wyrzucil swoja rodzona matke do jakiegos domu stracow, aby tam "zdechla" jak
      pies.
      Widac on szanuje swoja matke i jej uczucia.
      Kiedys moze bedziesz sama matka to zrozumiesz jakie uczucia ma matka wobec
      wlasnych dzieci i jak silna jest wiez rodzinna.
      I moze tobie będzie dane spedzic swoje ostatnie dnu w domu starcow, gdzie
      dzieci wyrzuca ciebie i potraktuja jak smiecia.

      Rzeczywiscie, moze bedzie ci lepiej w Polsce, gdzie macie taką mentalnosc
      twarda i egosityczna, dziką, niz życ pomiedzy ludzmi bardziej cywilizowanymi.
      Ot i caly moj pogląd na te sprawę!
      • polka23 Egoizm. 12.04.07, 15:41
        Zdaję sobie sprawę, że pewnie jestem egoistyczna, ale tylko trochę.
        Wytrzymywałam przez rok, to co niektórzy nie znieśliby. Nie mieliśmy czasu
        spędzić moich urodzin, bo mama (o 22 zaczęliśmy świętowanie, o 23
        skończliśmy)... Jej obelgi na mój temat... Ile razy usłyszałam, kiedy
        wyjeżdżam? Na samym początku nie przejmowałam się, ale potem... Straciłam już
        nadzieję, że ona mnie zaakceptuje. Według mojego byłego, ona mnie lubiła...W
        dziwny sposób w takim razie przedstawiała swoją sympatię...
        Kocham go do szaleństwa. Podziwiam go za to, że wybrał matkę niż swoje
        szczęście. Kocham go jeszcze bardziej.Powtarzam wiedziałam, że wybierze matkę.
        Znam go aż za dobrze, dlatego tak bardzo go kocham.
        Gdyby była jakaś szansa na to, że ona mnie zaakceptuje, nie zachowałabym się w
        ten sposób. Ale ja ja straciłam... Jej słowa: ,,Nie ma tu dla Ciebie
        miejsca" ...
        Jest mi zle i niedobrze.Mam tam u niego swoje rzeczy. To nas jeszcze łączy...
        P.S.Możecie mnie obrażać i pisać, że jestem egoistką, ale nie zyczę NIKOMU,
        tego co ja przeszłam z tą kobietą...
        • taisy Re: Egoizm. 12.04.07, 16:36
          Nie mieliśmy czasu
          spędzić moich urodzin, bo mama (o 22 zaczęliśmy świętowanie, o 23
          skończliśmy)...

          ...

          Ja nie wiem jaka godzina dla ciebie jest ta 22 -23 w nocy czy to srodek dnia,
          czy pozny wieczor, ale dla wiekszosci jest to godzina kiedy ida i spia. Twoje
          urodziny i swietowanie z nimi zwiazane mogliscie przelozyc na bardziej
          odpowoedni czas. Tak aby matce nie przeszkadzac w nocy. Czy taki drobiazg to
          dla ciebie duzo?
        • greengrey Re: Egoizm. 12.04.07, 16:57

          Dobrze,że zostało w Tobie choć trochę zdrowego egoizmu...
        • justyna41 Re: Egoizm. 13.04.07, 15:42
          Moim zdaniem ty go nie kochasz tak naprawde.

          • polka23 Miłość. 13.04.07, 17:18
            Trudno opisać całą sytuację, a tym bardziej oceniać. Kocham go, lecz mam
            świadomość różnych spraw, które nas dzielą. Nie będę tym razem się rozpisywać.
            Nie o to tu chodzi. I tak przez forum nie zrozumielibyście jak trydna jest nasz
            sytuacja. TYlko my wiemy, co nas łączy, a co nas niestety dzieli...
      • blackisblack Re: Chorągiewka Taisy 12.04.07, 18:39
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=60473722&a=60611287
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=60473722&a=60508959
        Zobacz sama co ty piszesz kobieto! Jeśli w ogóle masz kiedyś swoje zdanie ,
        lepiej zachowaj je dla siebie a nie pisz tutaj bredni.
        • taisy Re: Chorągiewka bedzie jak dostaniesz ode mnie 12.04.07, 19:14
          w te durna czape, pod ktora kalafior fermentuje, obronco pokrzywdzonych
          kretynow.

          Wolnosc slowa polega na tym, min, ze zdanie mozna zmienic, kiedy sie chce!
          A jak ci sie nie podoba moje slowo krzewione na forum, to formulke mam
          krotka...spadaj glucie!
          • isabelchen Re: Chorągiewka bedzie jak dostaniesz ode mnie 12.04.07, 19:19
            :-)
            Kobitki górą ;-)
            • polka23 Krytykowanie. 12.04.07, 22:41
              Polak lubi krytkować innych i nic więcej.A kobiety, jak można zauważyć zmienne
              są jak pogoda...Dla wszystkich ,,życzliwie" krytkujących mnie ludzi mam
              wiadomość: pogodziliśmy się. Każde z nas musi pójść na kompromis, aby się
              udało.
              Jeżeli chcecie mogę być dla Was NAJWIĘKSZĄ egoistką świata.
              • gklej Re: Krytykowanie. 13.04.07, 17:46
                a jest takie powiedzenie, jak syn jest dobry dla matki to i dla żony będzie
                dobry, ale to chyba nie jest tak do końca.
                Matka to jest jak królowa, trzeba ją szanować, ja mieszkam daleko od matki od
                35-ciu lat, moja mama ma obecnie 83 lata.
                Jestem jej córką, moja mama ma jednego syna i cztery córki, dla synowej jest
                dobra i na odwrót.
                Jeżeli kochasz człowieka, to trzeba jakos poczekać, może wszystko się ułoży.
                • medea50 Re:A co na to rozsadek? 15.04.07, 21:11
                  Swiat nie konczy sie na tym facecie.Nie widze powodu dla ktorego ty masz sie
                  tutaj poswiecac i mu pomagac ,bo o jakiej pomocy tu moze byc mowa.Nie mam
                  watpliwosci,ze jego matka jest egoistka myslaca tylko o sobie.Ale kobieta 80-
                  letnia juz nie tyka normalnie.Jezeli twoj ukochany nie jest w stanie podjac
                  powaznej decyzji zyciowej,to co moze byc dalej? Milosc do matki i milosc do
                  zony to dwie milosci absolutnie sie niewykluczajace.Nawet ksiadz na ambonie
                  mowi,ze zona jest na pierwszym miejscu,szkoda tylko,ze babcia nie byla na tym
                  kazaniu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka