Gość: akacja
IP: *.solar.silesianet.pl
23.05.03, 23:14
To dla mnie duży problem.Od lat ciężko mi sie zwiazać z kimś -zawsze coś stoi
na przeszkodzie:brak kandydata lub obiektywne problemy.
w końcu wszystko miało sie dobrze skończyć:kandydat na męża-ok, niby go
kocham,choć nieco róznimy sie od siebie.Planujemy slub,dzieci.
Im bliżej slubu tym wieksze mam obawy.Nie wiem czy to obawy tylko obiektywne
(rychła przeprowadzka do innego miasta,brak tam pracy,niezbyt lubiana
przyszła teściowa)czy może niedośc go kocham,zeby poświecic moje
dotychczasowe zycie a w zamian mieć tylko jego??
Czy moje watpliwości sa normalne??
Teraz umartwiam sie mysleniem,ze to ja mam isc na wszystkie ustepstwa bo on
nie pójdzie(co mi zakomunikowal niedawno otwarcie)- a więc nasz zwiazek
musiałby sie skończyć!Wysnułam z tego przerażajacy wniosek ze on mnie nie
kocha lub niewiele.Ponadto przede mna w rankingu ważnych rzeczy jest:jego
rodzina(rodzice,rodzenstwo),dom.
Czy za dużo żadam,ze chce być dla niego najwazniejsza??!