Dodaj do ulubionych

"Mysle, wiec jestem... sam"

IP: *.unl.edu 11.06.03, 15:06
Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tylko
podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna uczyc
od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest tak
bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
Imagine.
Obserwuj wątek
    • Gość: pom Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: 1ProxyWebServer:* 11.06.03, 15:09
      To zastanawiające, że Ci, którzy są z partnerem (zakładam zdrowy związek) nie
      mają takich wątpliwości, czy może jednak być samemu.:)
      Jeśli jest Ci tak dobrze, bo mniemam, że jest, to po co w ogóle zaprzatasz
      sobie tym głowę:)
      • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 15:13
        Gość portalu: pom napisał(a):

        > To zastanawiające, że Ci, którzy są z partnerem (zakładam zdrowy związek) nie
        > mają takich wątpliwości, czy może jednak być samemu.:)

        ********* a czy zauwazylas ze nikomu, kto jest pijany, nie przyjdzie do glowy,
        ze wolalby byc trzezwy ?

        > Jeśli jest Ci tak dobrze, bo mniemam, że jest, to po co w ogóle zaprzatasz
        > sobie tym głowę:)

        ********** lubie rozmyslac. to zle ?
        • Gość: pom Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: 1ProxyWebServer:* 11.06.03, 15:18
          Także nikomu kto ma dwie zdrowe nogi nie przyjdzie do głowy, że chciałaby mieć
          jedną, zdrową i dorodną.

          Rozmyślać owszem, też lubię. O tym, co mnie nurtuje, zaprząta myśli, drażni
          wewnętrznie... nie zaś o tym, z czym mi jest tak dobrze i wspaniale. Bo to po
          prostu jest.:) Oczywiście smakuje świadomie to, co mam dobrego, ale nie czuję
          potrzeby upewniania sie wśród innych, że to moje "dobrze" jest naprawdę dobre.
          • ginger_beer Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 17:37
            Gość portalu: pom napisał(a):

            > Także nikomu kto ma dwie zdrowe nogi nie przyjdzie do głowy, że chciałaby
            > mieć jedną, zdrową i dorodną.

            Porównanie zupełnie nietrafione...
            Ludzie nie rodzą się parami. Decyzja o związaniu się z kimś jest świadomym
            wyborem (o rozstaniu zresztą też). Dwie nogi masz zaś z natury (zwykle).
    • Gość: Malwina Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 15:15
      nie , nie potrzebujemy - chcemy.
      do czego ?
      do wzbogacenia sie
      zeby nie miec tylko dwoch kupek ksiazek na biurku bo swiat bogatszy od trzech
      teorii na krzyz
      brakuje nam wszystkiego i tym lepiej
      jak nie bedzie brakowac to umrzemy spokojnie
      gdy sie jest mlodym czuje sie presje spoleczna i nie zastanawia zbytnio nad
      prawdziwymi pragnieniami i modelem zycia ktory nam gra
      zreszta ten model sie zmienia z latami
      od innych mozna sie uczyc w nieskonczonosc bo nie sa nami wiec mystère et boule
      de gomme
      konfrontacja z wlasnym umyslem moze byc wypoczynkiem
      ale ile mozna wypoczywac
      wypchany lisek wypoczywa i mumia lenina tez
      radio jest dobre (muzyka !)
      partner tez (pod warunkiem ze mozna wylaczyc)

      ufff

      > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
      > samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tylko
      > podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna uczyc
      > od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest tak
      > bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
      > Imagine.
    • procesor Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 15:17
      Tak sie złozyło Wodzu że tylko znikomy procent ludzkości to hermafrodyci.
      A nawet ci nie sa w stanie zapłodnić sami siebie....

      Tak więc stosując sie do twej rady wykończymy ludzkość szybko. :)

      Pamiętaj - Twoja prawda nie jest jedyna i cała prawda.
      Twoje doświadczenia doprowadziły cię do takich nie innych wnioskó.
      Inni mogą miec zupełnie odwrotne wnioski.
    • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 15:20
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
      > samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tylko
      > podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna uczyc
      > od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest tak
      > bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
      > Imagine.

      Lubie byc sama ze soba, ze swoimi myslami, nie boje sie samotnosci i presji
      spolecznej.
      Uwielbiam rowniez przebywac z moim partnerem i nie sadze, ze jest to kwestia
      unikania konfrontacji z wlasnym umyslem, czy wypelniania "braku".
      Uwazam, ze z partnerem, czy bez, z mezem, czy bez jestesmy wolnymi,
      niezaleznymi ludzmi, ktorzy moga sie rozwijac duchowo, realizowac swoje pasje.
      A czy uczymy sie od siebie nawzajem, czy inspirujemy sie do rozwoju? - to
      zalezy do wybranego partnera, przy wyborze nalezy kierowac sie glowa, moze to
      malo romantyczne, ale ... pozwala uniknac rozczarowan.
      Pozdrawiam
      • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 16:36
        Gość portalu: Sonia napisał(a):

        > Gość portalu: Imagine napisał(a):
        >
        > > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w na
        > s
        > > samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tyl
        > ko
        > > podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna u
        > czyc
        > > od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest
        > tak
        > > bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
        > > Imagine.
        >
        > Lubie byc sama ze soba, ze swoimi myslami, nie boje sie samotnosci i presji
        > spolecznej.
        > Uwielbiam rowniez przebywac z moim partnerem i nie sadze, ze jest to kwestia
        > unikania konfrontacji z wlasnym umyslem, czy wypelniania "braku".
        > Uwazam, ze z partnerem, czy bez, z mezem, czy bez jestesmy wolnymi,
        > niezaleznymi ludzmi, ktorzy moga sie rozwijac duchowo, realizowac swoje pasje.
        > A czy uczymy sie od siebie nawzajem, czy inspirujemy sie do rozwoju? - to
        > zalezy do wybranego partnera, przy wyborze nalezy kierowac sie glowa, moze to
        > malo romantyczne, ale ... pozwala uniknac rozczarowan.
        > Pozdrawiam
        Lubie twa wywazona odpowiedz. Nie jestem przeciwko posiadaniu partnera, ale
        wole samotnosc od bylejakiego uczestnictwa w czymkolwiek. Na sile, aby sie nie
        nudzic.
        • trzcina Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 17:12
          Gość portalu: Imagine napisał:


          > Nie jestem przeciwko posiadaniu partnera, ale
          > wole samotnosc od bylejakiego uczestnictwa w czymkolwiek. Na sile, aby sie
          nie nudzic.


          Czyli staje jednak na "Myślę, więc jestem" ;)

          Bywa przecież i bylejaka, bezmyślna samotność. Odurniajace bycie w sobie samym.
          Reguł na zależnosć myślenia od upartnerowienia brak.
          Co innego emocje, ale to inna pieśń.

          zdrowionka
          t.))
    • Gość: aiszka4 Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: 217.8.186.* 11.06.03, 16:55
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
      > samych ?

      Nie mam takich długich ramion, żeby się sama objąć i przytulić:) I mówienie
      samej sobie "Kocham Cię" też nie jest takie cudowne, jeszcze w narcyzm wpadnę:(
      • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 17:10
        Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

        > Gość portalu: Imagine napisał(a):
        >
        > > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w na
        > s
        > > samych ?
        >
        > Nie mam takich długich ramion, żeby się sama objąć i przytulić:) I mówienie
        > samej sobie "Kocham Cię" też nie jest takie cudowne, jeszcze w narcyzm wpadnę:
        (
        a tak wpadasz w dlug.
        • Gość: aiszka4 Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: 217.8.186.* 11.06.03, 17:19
          Gość portalu: Imagine napisał(a):

          > >
          > > Nie mam takich długich ramion, żeby się sama objąć i przytulić:) I mówieni
          > e
          > > samej sobie "Kocham Cię" też nie jest takie cudowne, jeszcze w narcyzm wpa
          > dnę:
          > (
          > a tak wpadasz w dlug.

          ??????:)))))
    • truce Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 17:03
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
      > samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tylko
      > podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna uczyc
      > od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest tak
      > bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
      > Imagine.

      ***

      Wiesz, jak tak czytam Twoje rozliczne wątki, to dochodzę do wniosku, ze ten
      czas tu spędzany jest trwoniony niemożebnie, Imadżino Uno Jedyno ;) zamiast
      popełnic jakąś knigę fantazyjną, taką totalnie postmodernistyczną /groch z
      kapuchą czyli ;)/, to tkwisz tu w zastępstwie.
      nie krzycz na mnie i nie bij! prrrroszeeee :)
      a bycie z kimś, procz tego, ze Człowiek ten chciałby po prostu być, bez żadnych
      obietnic, tu i teraz, popartnerować, pokibicować, być takim
      osobistym 'szalikowcem', supportem , więc bycie z kimś takim fajnym polega tez
      na tym, ze mozna podyskutować sobie na rozne rozniaste tematy i nie trzeba
      spedzac zycia 3/4 na Forum Psychoroom... i mozna tez pobawic sie inaczej /no
      ale z TYM to juz podobno skonczyles, wiec o czym ja tu.../ pozdrowiony bądź :)



      • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 17:25
        truce napisała:

        > Wiesz, jak tak czytam Twoje rozliczne wątki, to dochodzę do wniosku, ze ten
        > czas tu spędzany jest trwoniony niemożebnie, Imadżino Uno Jedyno ;) zamiast
        > popełnic jakąś knigę fantazyjną, taką totalnie postmodernistyczną /groch z
        > kapuchą czyli ;)/, to tkwisz tu w zastępstwie.
        > nie krzycz na mnie i nie bij! prrrroszeeee :)
        > a bycie z kimś, procz tego, ze Człowiek ten chciałby po prostu być, bez
        żadnych
        >
        > obietnic, tu i teraz, popartnerować, pokibicować, być takim
        > osobistym 'szalikowcem', supportem , więc bycie z kimś takim fajnym polega
        tez
        > na tym, ze mozna podyskutować sobie na rozne rozniaste tematy i nie trzeba
        > spedzac zycia 3/4 na Forum Psychoroom... i mozna tez pobawic sie inaczej /no
        > ale z TYM to juz podobno skonczyles, wiec o czym ja tu.../ pozdrowiony bądź :)

        nie pobije cie, rany boskie !!! lubie zadawac pytania pozornie bez sensu,
        pytania dotykajace zelbetonowych podstaw naszej egzystencji. Ty nie lubisz,
        nie musisz tego robic. mozesz czytac co pisze, nie musisz odpowiadac.
        jestes wolnym, jak witold. widzisz, czy my musimy od razu kupowac browar, jak
        chcemy sie tylko napic szklenicy ulubionego Pilznera ? czy godzina spedzona
        na dyskusji z ulubionym partnerem musi sie zamieniac w dozgonna umowe bycia
        razem ? Ja nie jestem przeciwko posiadaniu znajomych, przyjaciol, ale mam
        wrazenie, ze duza czesc nas samych bez tego nie potrafi zyc. nasze sposob
        zainteresowania egzystencja przybiera rozmiary jakiejs epidemii: ludzie gnajacy
        do urzedow stanu cywilnego, z drugiej strony ulicy inny tlum okupujacy sady
        rodzinne i zadajacy rozwodow, opasli tatusiowie poganiajacy swe zony do garow,
        zakupow, sprzatania... jak sie tak przyjrzec temu, to ochota do bycia w zwiazku
        w naturalny sposob przechodzi. nasze zwiazki toczy wielka choroba, choroba
        wynikajaca z niewiedzy o nas samych, wolnych, nieskrepowanych. wygladamy jakby
        slepy prowadzil kulawego, ku czemus co ochoczo nazywamy szczesciem. nie, nie,
        nie, ja nie opowiadam o tym malym procencie doroslych dusz, ktore znalazly swego
        partnera. ja mowie o przecietnym JA, zagubionym, nierozumiejacym siebie a
        starajacego sie pomoc innym. Nie trac czasu juz wiecej i nie czytaj tego Forum.
        Na lake, do lasu, do baru ale nie tu. Tu trzeba troche myslec.
        Imagine.

        • truce Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 17:38
          Gość portalu: Imagine napisał(a):

          > nie pobije cie, rany boskie !!! lubie zadawac pytania pozornie bez sensu,
          > pytania dotykajace zelbetonowych podstaw naszej egzystencji. Ty nie lubisz,
          > nie musisz tego robic. mozesz czytac co pisze, nie musisz odpowiadac.
          > jestes wolnym, jak witold. widzisz, czy my musimy od razu kupowac browar, jak
          > chcemy sie tylko napic szklenicy ulubionego Pilznera ? czy godzina spedzona
          > na dyskusji z ulubionym partnerem musi sie zamieniac w dozgonna umowe bycia
          > razem ? Ja nie jestem przeciwko posiadaniu znajomych, przyjaciol, ale mam
          > wrazenie, ze duza czesc nas samych bez tego nie potrafi zyc. nasze sposob
          > zainteresowania egzystencja przybiera rozmiary jakiejs epidemii: ludzie
          gnajacy
          > do urzedow stanu cywilnego, z drugiej strony ulicy inny tlum okupujacy sady
          > rodzinne i zadajacy rozwodow, opasli tatusiowie poganiajacy swe zony do garow,
          > zakupow, sprzatania... jak sie tak przyjrzec temu, to ochota do bycia w
          zwiazku
          > w naturalny sposob przechodzi. nasze zwiazki toczy wielka choroba, choroba
          > wynikajaca z niewiedzy o nas samych, wolnych, nieskrepowanych. wygladamy jakby
          > slepy prowadzil kulawego, ku czemus co ochoczo nazywamy szczesciem. nie, nie,
          > nie, ja nie opowiadam o tym malym procencie doroslych dusz, ktore znalazly
          sweg
          > o
          > partnera. ja mowie o przecietnym JA, zagubionym, nierozumiejacym siebie a
          > starajacego sie pomoc innym. Nie trac czasu juz wiecej i nie czytaj tego
          Forum.
          > Na lake, do lasu, do baru ale nie tu. Tu trzeba troche myslec.
          > Imagine.
          >
          no piknie! :)
          ja tu tworzę, by Cie zmobilizowac do spisania swych mysli w opasłe tomiska, a
          zostaje tak podsumowana. OK. tyle interpretacji, ilu czytelników.
          • truce ... 11.06.03, 17:43
            chyba dotknęłam do żywego mięska...
    • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:20
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
      > samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tylko
      > podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna uczyc
      > od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest tak
      > bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
      > Imagine.
      Imaginie Szanowny, mam poważne pytanie a propos ww wątku: masz dzieci?

      Pozdrowionka
      chł.
      • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 17:27
        Oczywiscie ze mam i KOCHAM JE.
        • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:29
          może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?

          chł.:)
          • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 17:30
            Gość portalu: chłost napisał(a):

            > może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?
            >
            > chł.:)

            nie trzeba tylko mozna!
            • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:32
              Gość portalu: Sonia napisał(a):

              > Gość portalu: chłost napisał(a):
              >
              > > może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?
              > >
              > > chł.:)
              >
              > nie trzeba tylko mozna!

              Żeby się pojawiły, to chociaż krótki moment trzeba byc bardzo blisko siebie;)))
              • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 17:36
                Gość portalu: chłost napisał(a):

                > Żeby się pojawiły, to chociaż krótki moment trzeba byc bardzo blisko
                siebie;)))

                niewatpliwie, ale chyba nie o tym tu rozmawiamy
                chodzilo mi o to, ze dla dzieci utrzymywany na sile zwiazek rodzicow, to b.
                przykra sprawa - uwierz, wiem o mowie z wlasnego doswiadcznia
                Pozdrawiam
                • Gość: i jeszcze Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 17:38
                  poza tym mam alergie na slowa: trzeba, powinno sie, nalezy
                • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:40
                  Gość portalu: Sonia napisał(a):

                  > Gość portalu: chłost napisał(a):
                  >
                  > > Żeby się pojawiły, to chociaż krótki moment trzeba byc bardzo blisko
                  > siebie;)))
                  >
                  > niewatpliwie, ale chyba nie o tym tu rozmawiamy
                  > chodzilo mi o to, ze dla dzieci utrzymywany na sile zwiazek rodzicow, to b.
                  > przykra sprawa - uwierz, wiem o mowie z wlasnego doswiadcznia
                  > Pozdrawiam

                  Chodziło mi o to tylko, że warto być razem, żeby mieć dzieci, a nie odwrotnie.
                  Wiadomo, że dzieciaki to wielka radocha (oraz odpowiedzialność, cięzka praca
                  udręka;) i w związku z tym uważam, że jest to jakiś argument, żeby się łaczyć:)
                  • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 17:43
                    Gość portalu: chłost napisał(a):

                    > Chodziło mi o to tylko, że warto być razem, żeby mieć dzieci, a nie
                    odwrotnie.
                    > Wiadomo, że dzieciaki to wielka radocha (oraz odpowiedzialność, cięzka praca
                    > udręka;) i w związku z tym uważam, że jest to jakiś argument, żeby się
                    łaczyć:)

                    Niewatpliwie, ale dobrze, zeby to nie byl jedyny argument.
                    Pozdrowienie dla Ciebie i Dzieci.
                    • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:48
                      Gość portalu: Sonia napisał(a):

                      > Gość portalu: chłost napisał(a):
                      >
                      > > Chodziło mi o to tylko, że warto być razem, żeby mieć dzieci, a nie
                      > odwrotnie.
                      > > Wiadomo, że dzieciaki to wielka radocha (oraz odpowiedzialność, cięzka pra
                      > ca
                      > > udręka;) i w związku z tym uważam, że jest to jakiś argument, żeby się
                      > łaczyć:)
                      >
                      > Niewatpliwie, ale dobrze, zeby to nie byl jedyny argument.
                      > Pozdrowienie dla Ciebie i Dzieci.

                      Głowny argument to chyba ten, że się chce po prostu ze sobą być. Szanowny
                      Imagine 'myśli, wiec jest sam', ja więc chyba nie myślę;))
                      Całuski Soniu
          • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 17:47
            Gość portalu: chłost napisał(a):

            > może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?
            >
            > chł.:)
            i masz racje !!!!!!!!!! tylko, czy to wszystko ma wiecznie trwac ?
            czy jest sens sie oszukiwac ? czy nie lepiej odejsc niz podklejac cos
            co juz nie istnieje ?
            • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:50
              Gość portalu: Imagine napisał(a):

              > Gość portalu: chłost napisał(a):
              >
              > > może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?
              > >
              > > chł.:)
              > i masz racje !!!!!!!!!! tylko, czy to wszystko ma wiecznie trwac ?
              > czy jest sens sie oszukiwac ? czy nie lepiej odejsc niz podklejac cos
              > co juz nie istnieje ?
              Jeśli nie istnieje, to nie ma sensu. Jeśli jest, to nie ma o czym mówic:)
              • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 17:52
                Gość portalu: chłost napisał(a):

                > Gość portalu: Imagine napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: chłost napisał(a):
                > >
                > > > może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?
                > > >
                > > > chł.:)
                > > i masz racje !!!!!!!!!! tylko, czy to wszystko ma wiecznie trwac ?
                > > czy jest sens sie oszukiwac ? czy nie lepiej odejsc niz podklejac cos
                > > co juz nie istnieje ?
                > Jeśli nie istnieje, to nie ma sensu. Jeśli jest, to nie ma o czym mówic:)
                no to dobrnelismy do konkluzji. o to mi chodzilo. ze jak czegos nie ma to nie
                ma sensu tego kleic. uffff !!! a myslenie podpowie nam wtedy, ze powinnismy byc
                sami. czy do konca ? tego nie powiedzialem.
                • Gość: chłost Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.crowley.pl 11.06.03, 17:54
                  Gość portalu: Imagine napisał(a):

                  > Gość portalu: chłost napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: Imagine napisał(a):
                  > >
                  > > > Gość portalu: chłost napisał(a):
                  > > >
                  > > > > może trzeba być razem by były i byśmy mogli je kochać?
                  > > > >
                  > > > > chł.:)
                  > > > i masz racje !!!!!!!!!! tylko, czy to wszystko ma wiecznie trwac ?

                  > > > czy jest sens sie oszukiwac ? czy nie lepiej odejsc niz podklejac cos
                  > > > co juz nie istnieje ?
                  > > Jeśli nie istnieje, to nie ma sensu. Jeśli jest, to nie ma o czym mówic:)
                  > no to dobrnelismy do konkluzji. o to mi chodzilo. ze jak czegos nie ma to
                  nie
                  > ma sensu tego kleic. uffff !!! a myslenie podpowie nam wtedy, ze powinnismy
                  byc
                  >
                  > sami. czy do konca ? tego nie powiedzialem.
                  To oczywiste chyba, tylko Ty to w uroczy, właściwy dla siebie sposób ująłeś;)
                  Prowokatorze!:)
            • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 17:50
              Gość portalu: Imagine napisał(a):

              > i masz racje !!!!!!!!!! tylko, czy to wszystko ma wiecznie trwac ?
              > czy jest sens sie oszukiwac ? czy nie lepiej odejsc niz podklejac cos
              > co juz nie istnieje ?

              a uwazasz, ze nie moze trwac wiecznie?
              Nie zalamuj mnie, niedlugo mam wyjsc za maz!
              • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 17:56
                Gość portalu: Sonia napisał(a):

                > Gość portalu: Imagine napisał(a):
                >
                > > i masz racje !!!!!!!!!! tylko, czy to wszystko ma wiecznie trwac ?
                > > czy jest sens sie oszukiwac ? czy nie lepiej odejsc niz podklejac cos
                > > co juz nie istnieje ?
                >
                > a uwazasz, ze nie moze trwac wiecznie?
                > Nie zalamuj mnie, niedlugo mam wyjsc za maz!

                nie moze trwac wiecznie. ale swiadomosc tego jest twoim najwieksza bronia.
                im luzniej podejdziesz do zwiazku, tym ciasniejszym sie on stanie, nie
                przyduszajac jednoczesnie.
                • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 18:04
                  Gość portalu: Imagine napisał(a):

                  > nie moze trwac wiecznie. ale swiadomosc tego jest twoim najwieksza bronia.
                  > im luzniej podejdziesz do zwiazku, tym ciasniejszym sie on stanie, nie
                  > przyduszajac jednoczesnie.

                  Coz, ile bedzie trwalo, tyle bedzie trwalo.
                  Fakt, ze najgorzej jak uzaleznimy sie od drugiej osoby i zatracimy w zwiazku
                  siebie. Rowniez sztuczna reanimacja dogorywajacego malzenstwa to przykry widok.
                  Wniosek: potrzeba odwagi, odrobiny zdrowego rozsadku i samoswiadomosci!
                  Latwo powiedziec!
                  • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 18:08
                    Gość portalu: Sonia napisał(a):

                    > Gość portalu: Imagine napisał(a):
                    >
                    > > nie moze trwac wiecznie. ale swiadomosc tego jest twoim najwieksza bronia.
                    > > im luzniej podejdziesz do zwiazku, tym ciasniejszym sie on stanie, nie
                    > > przyduszajac jednoczesnie.
                    >
                    > Coz, ile bedzie trwalo, tyle bedzie trwalo.
                    > Fakt, ze najgorzej jak uzaleznimy sie od drugiej osoby i zatracimy w zwiazku
                    > siebie. Rowniez sztuczna reanimacja dogorywajacego malzenstwa to przykry
                    widok.
                    > Wniosek: potrzeba odwagi, odrobiny zdrowego rozsadku i samoswiadomosci!
                    > Latwo powiedziec!
                    .... czyli dochodzimy do tytulu: "Mysle, wiec jestem... sam".
                    • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w80-14.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 18:12
                      Gość portalu: Imagine napisał(a):

                      > .... czyli dochodzimy do tytulu: "Mysle, wiec jestem... sam".

                      Jesli owo "sam" ma znaczyc: 1.sam sobie panem
                      2.jestem niezalezny i wolny ( nawet gdy
                      jestem w zwiazku)
                      to zgadzam sie z Toba
    • sdfsfdsf Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 19:45
      popieram cie imagine na calej dlugosci i szerokosci twoich zapatrywan, ja teraz
      zdalem sobie sprawe ze tak naprawde to nic mnie do zwiazkow nie ciagnie,
      przedtem wydawalo mi sie ze za kobieta stoi jakas tajemnica, czy ja wiem,
      nazwijmy ja "istnienia", szybko przyszlo rozczarowanie i nuda, potem szukalem
      kobiety jako partnera, ale tez bez milosci nie moglo sie obejsc, nic dobrego z
      tego prawde mowiac nie wychodzilo, chociaz przyznam sie ze z calych sil
      staralem sie byc w porzadku, zauwazylem ze kochanie tak bardzo mnie zajmuje ze
      nie znajduje czasu zeby cieszyc sie zyciem, zbyt meczaca sprawa jak dla mnie, i
      tu przychodzi smutna refleksja - kobiety to hipokrytki, oklamuja nawet same
      siebie, wierza w wieczna milosc ktora wedlug moich standardow to po prostu
      przywiazanie, a i tak sa bardzo podatne na innych osobnikow co sam
      przetestowalem, oczywiscie w tym co sobie wmawiaja jest pewien sens bo zwiazek
      ma sluzyc przede wszystkim dziecku ktore musi sie wychowywac w zdrowych
      warunkach, dochodzi jeszcze poczucie bezpieczenstwa, oczywiscie ludzie moga byc
      szczesliwi jezeli im to odpowiada ale musza sie zgodzic na ograniczenie
      wolnosci zwiazane z przebywaniem z drugim czlowiekiem i wychowywaniem dziecka,
      tak naprawde po jakims czasie jest to dwoch znajomych dzielacych swoje zycie,
      moim zdaniem w tym wszystkim jest wiecej minusow niz plusow - podkreslam moim
      zdaniem - bo ja wole przebywac wiekszosc czasu sam a ze znajomymi spotykac sie
      raz na jakis czas, nie wyobrazam sobie przebywania z kims 24 godz na dobe,
      jestem po prostu smiertelnie znudzony:) wole cos poczytac, pobiegac, pojsc do
      kina ze znajomymi, do pubu, nie lubie czuc sie zwiazany, nie chce cale zycie
      musiec, wole chciec i miec wolnosc wyboru, to nie jest tekst skierowany
      przeciwko kobietom, bardzo je cenie i lubie jako rozmowcow, ale tylko w tej
      roli :) p.s. teraz mam tylko nadzieje ze gdzies przypadkowo sie nie zakocham,
      okropnosc ;)
      • Gość: Imagine ale numer !!! IP: *.unl.edu 11.06.03, 19:58
        sdfsfdsf napisał:

        > popieram cie imagine na calej dlugosci i szerokosci twoich zapatrywan, ja
        teraz
        >
        > zdalem sobie sprawe ze tak naprawde to nic mnie do zwiazkow nie ciagnie,
        > przedtem wydawalo mi sie ze za kobieta stoi jakas tajemnica, czy ja wiem,
        > nazwijmy ja "istnienia", szybko przyszlo rozczarowanie i nuda, potem szukalem
        > kobiety jako partnera, ale tez bez milosci nie moglo sie obejsc, nic dobrego
        z
        > tego prawde mowiac nie wychodzilo, chociaz przyznam sie ze z calych sil
        > staralem sie byc w porzadku, zauwazylem ze kochanie tak bardzo mnie zajmuje
        ze
        > nie znajduje czasu zeby cieszyc sie zyciem, zbyt meczaca sprawa jak dla mnie,
        i
        >
        > tu przychodzi smutna refleksja - kobiety to hipokrytki, oklamuja nawet same
        > siebie, wierza w wieczna milosc ktora wedlug moich standardow to po prostu
        > przywiazanie, a i tak sa bardzo podatne na innych osobnikow co sam
        > przetestowalem, oczywiscie w tym co sobie wmawiaja jest pewien sens bo
        zwiazek
        > ma sluzyc przede wszystkim dziecku ktore musi sie wychowywac w zdrowych
        > warunkach, dochodzi jeszcze poczucie bezpieczenstwa, oczywiscie ludzie moga
        byc
        >
        > szczesliwi jezeli im to odpowiada ale musza sie zgodzic na ograniczenie
        > wolnosci zwiazane z przebywaniem z drugim czlowiekiem i wychowywaniem
        dziecka,
        > tak naprawde po jakims czasie jest to dwoch znajomych dzielacych swoje zycie,
        > moim zdaniem w tym wszystkim jest wiecej minusow niz plusow - podkreslam moim
        > zdaniem - bo ja wole przebywac wiekszosc czasu sam a ze znajomymi spotykac
        sie
        > raz na jakis czas, nie wyobrazam sobie przebywania z kims 24 godz na dobe,
        > jestem po prostu smiertelnie znudzony:) wole cos poczytac, pobiegac, pojsc do
        > kina ze znajomymi, do pubu, nie lubie czuc sie zwiazany, nie chce cale zycie
        > musiec, wole chciec i miec wolnosc wyboru, to nie jest tekst skierowany
        > przeciwko kobietom, bardzo je cenie i lubie jako rozmowcow, ale tylko w tej
        > roli :) p.s. teraz mam tylko nadzieje ze gdzies przypadkowo sie nie zakocham,
        > okropnosc ;)

        obiema recamy i nogamy podpisuje sie pod tym co napisales. mysle dokladnie
        tak samo i nawet podejrzewam, ze czytasz w moich myslach. az mi sie wierzyc nie
        chce. sciskam cie moj bracie duchowy.
        Imagine.
        • Gość: z jeden wart drugiego ... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.06.03, 20:03
          • Gość: Imagine Re: jeden wart drugiego ... IP: *.unl.edu 11.06.03, 20:17
            cos dolega ? "sztampa" state of mind ?
      • procesor Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 20:41
        sdfsfdsf napisał:
        > wole cos poczytac, pobiegac, pojsc do
        > kina ze znajomymi, do pubu, nie lubie czuc sie zwiazany, nie chce cale zycie
        > musiec, wole chciec i miec wolnosc wyboru, to nie jest tekst skierowany
        > przeciwko kobietom, bardzo je cenie i lubie jako rozmowcow, ale tylko w tej
        > roli :) p.s. teraz mam tylko nadzieje ze gdzies przypadkowo sie nie zakocham,
        > okropnosc ;)

        No i kto ci zabroni? :)
        Sama soie wybierałes takie kobiety które ci nie pasowały.. chyba sam??
        Zapewnieam cię że jest sporo takich które by cię zadziwiły.
        Jak czytam takie teskty to rozumiem czemu tak zdumiewałam mojego męż ana
        początku znajomości.. :)

        A zakochaj się, zakochaj!!:D
        • Gość: ryba Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.06.03, 20:46
          procesor napisała:

          > sdfsfdsf napisał:
          > > wole cos poczytac, pobiegac, pojsc do
          > > kina ze znajomymi, do pubu, nie lubie czuc sie zwiazany, nie chce cale zyc
          > ie
          > > musiec, wole chciec i miec wolnosc wyboru, to nie jest tekst skierowany
          > > przeciwko kobietom, bardzo je cenie i lubie jako rozmowcow, ale tylko w te
          > j
          > > roli :) p.s. teraz mam tylko nadzieje ze gdzies przypadkowo sie nie zakoch
          > am,
          > > okropnosc ;)
          >
          > No i kto ci zabroni? :)
          > Sama soie wybierałes takie kobiety które ci nie pasowały.. chyba sam??
          > Zapewnieam cię że jest sporo takich które by cię zadziwiły.
          > Jak czytam takie teskty to rozumiem czemu tak zdumiewałam mojego męż ana
          > początku znajomości.. :)
          >
          > A zakochaj się, zakochaj!!:D
          >

          Nie kus go Procesorko. Sdf....bardzo dobrze napisal, wie o co chodzi.:)))

          ryb
        • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 20:49
          procesor napisała:

          > sdfsfdsf napisał:
          > > wole cos poczytac, pobiegac, pojsc do
          > > kina ze znajomymi, do pubu, nie lubie czuc sie zwiazany, nie chce cale zyc
          > ie
          > > musiec, wole chciec i miec wolnosc wyboru, to nie jest tekst skierowany
          > > przeciwko kobietom, bardzo je cenie i lubie jako rozmowcow, ale tylko w te
          > j
          > > roli :) p.s. teraz mam tylko nadzieje ze gdzies przypadkowo sie nie zakoch
          > am,
          > > okropnosc ;)
          >
          > No i kto ci zabroni? :)
          > Sama soie wybierałes takie kobiety które ci nie pasowały.. chyba sam??
          > Zapewnieam cię że jest sporo takich które by cię zadziwiły.
          > Jak czytam takie teskty to rozumiem czemu tak zdumiewałam mojego męż ana
          > początku znajomości.. :)
          >
          > A zakochaj się, zakochaj!!:D
          >
          to znaczy, ze on, sdf... sie myli. ze jedynym modelem zycia, godnym czleka,
          jest bycie w stadku. jedyna rzecza warta egzystencji jest bycie z drugim
          czlowiekiem. nie moge zrozumiec tego "a zakochaj sie, zakochaj". to brzmi
          bezczelnie. jestes typem naganiacza do stada, burkiem co to warczy na kazda
          owieczke chcaca byc na chwile poza kupa takich samych owiec. boze, dzieki za
          moj wlasny rozum i zdolnosc podejmowania decyzji bez ogladania sie na takich
          naganiaczy. brrrrrrrrrrrrr
          Imagine.
        • sdfsfdsf Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 20:53
          procesor napisała:

          > No i kto ci zabroni? :)
          > Sama soie wybierałes takie kobiety które ci nie pasowały.. chyba sam??
          > Zapewnieam cię że jest sporo takich które by cię zadziwiły.
          > Jak czytam takie teskty to rozumiem czemu tak zdumiewałam mojego męż ana
          > początku znajomości.. :)
          >
          > A zakochaj się, zakochaj!!:D
          >
          podobno to kobiety wybieraja;) jestem urodziwym przedstawicielem swojego
          gatunku wiec wybor jest ogromny - nie wiem owies czy siano;) oczywiscie ze jest
          sporo kobiet ktore mnie zadziwiaja, ale nie wiem dlaczego mialoby to prowadzic
          do zwiazku, po prostu nie chce i nie widze potrzeby angazowania sie, jestem
          zadowolony z bycia samemu, koniec, kropka :)
          • Gość: ryba Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.06.03, 20:59
            Dobrze myslisz Sdf..., nie daj sie. Tylko sieci by zarzucaly.:)

            ryb
          • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 21:03
            sdfsfdsf napisał:

            > po prostu nie chce i nie widze potrzeby angazowania sie, jestem
            > zadowolony z bycia samemu, koniec, kropka :)
            >

            Skoro tak, to pozwol, ze zadam glupie pytanie. Dlaczego wybrales
            sygnaturke: "Ain't no sunshine when she's gone" ? Troche to nie pasuje :))
            • sdfsfdsf Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 21:15
              to zostalo internetowej milosci ktora karmilem sie i meczylem przez rok, przez
              ten rok nic wartosciowego nie robilem tylko myslalem o ustach, o oczach, i o
              innych czesciach kobiecego ciala, poza tym byl to depresyjny rok dla mnie z
              innych powodow i traktowalem to uczucie troche w kategoriach terapeutycznych
              (?), bylem glupi i myslalem ze milosc mi pomoze w moich problemach kiedy to ja
              sam powinienem wziac sie za siebie, to sie juz skonczylo jakis czas temu i
              jestem z tego powodu bardzo zadowolony, moglem przemyslec wiele spraw,
              dowiedzialem sie o wielu swoich problemach i stalem sie silniejszy, teraz mam
              czas na swoj rozwoj, poznawanie samego siebie i tego co mnie otacza, jaki jest
              sens w kierowanie sie zamroczeniem ktore jeszcze nic dobrego do mojego zycia
              nie wnioslo?, jestem teraz zrownowazonym, spokojnym czlowiekiem i czuje sie
              szczesliwy, czego mi wiecej potrzeba?
              • Gość: Sonia Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 11.06.03, 21:19

                Dziekuje za odpowiedz i ciesze sie, ze u Ciebie lepiej.
                Swoja droga, bardzo lubie te piosenke.
                Pozdrawiam
              • procesor Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 22:00
                sdfsfdsf napisał:
                > teraz mam czas na swoj rozwoj, poznawanie samego siebie i tego co mnie
                > otacza, jaki jest
                > sens w kierowanie sie zamroczeniem ktore jeszcze nic dobrego do mojego zycia
                > nie wnioslo?, jestem teraz zrownowazonym, spokojnym czlowiekiem i czuje sie
                > szczesliwy, czego mi wiecej potrzeba?

                Jak rany!
                Przeciez żartowałam!! :)
                A Imagine mnie zaraz od burków - naganiaczy .. ech..

                Nie widze jednak sensu w zastrzeganiu - byle sie tylko nie zakochac. Co tO?
                zaraza? Przez Wodza przemawiają własne złe doświadczenia. To nie znaczy że ci
                któryz maja dobre - żyja w iluzji! Może mieli więcej szczęścia? Moż ewłożyli
                więcej serca? Może nie musieli przeżyć trzech związków i ich rozpadu jak Wódz
                by zmądrzeć? Może umiejętność współ-życia, współ-istnienia z innymi ludxmi w
                związkac miłosnych i nie tylko - wyssali z mlekiem matki??

                Można byc szcześliwym samotnikiem - i nieszcześliwym mężem/żona.
                Ale czy jeśli ktos jest szczęśliwy w związku - i druga osoba również - czemu
                wmawiac im że coś z nimi nie tak?!

                Sa jednak takie aspekty zycia gdzie potrzeba dwojga. Seks - ni erób samemu co
                można we dwoje. I poczęcie i wychowanie dzieci. Nie wierze ż ejest ktoś kto
                woli mieć TYLKO ojca lub tylko matke - chyb akażdy wolałby miec OBYDWOJE
                kochającyh - KOCHAJĄCYCH! - rodziców. KOchających swe dzieci - i siebie
                nawzajem. I sa takie rodziny!!
                Imagine - to że ty tego nie doświadczyłeś - nie znaczy że nie istnieją!

                Sdf.., :)) , bądź szczęśliwy - nie boj się co przyniesie los. Pokochasz?
                Świetnie! Nie pokochasz? To nie przymus. :) Ważne by znac , lubic i kochac
                siebie! Wtedy łątwiej i innych.
                Pamiętacie?
                "Kochaj bliźniego swego jak SIEBIE SAMEGO"!
                Jeśli ktoś nie kocha siebie - jak może innych?

                I więcej poczucia humoru prosze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                :)
    • ta_ Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 22:04
      Myślę, że jesteś sam z innego powodu ;)

      Ta_
    • Gość: weronika Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: 150.9.0.* 11.06.03, 22:09
      ja tez sie pod tym podpisuje. Zwiazek zabiera zdecydowanie zbyt wiele energii i czasu, to taki wysysacz. Nic
      sensownego z tego nie wynika. Taki jeden z drugim mysli ze kobieta to tylko by do ołtarza pędzic chciała i prać
      jakiemus ...... skarpetki. Bleee. Ja jestem zdecywanie fajniejsza jak jestem sama. Wtedy cos tam pisze, rozwijam się,
      kocham przyrode a faceci mnie ograniczają i wysysają dobrego ducha.
      • Gość: Imagine Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: *.unl.edu 11.06.03, 23:05
        Gość portalu: weronika napisał(a):
        > kocham przyrode a faceci mnie ograniczają i wysysają dobrego ducha.

        kocham cie za to co piszesz. ale nic z tego. stosuje twoja metode, hihihihihi.
        • Gość: weronika Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' IP: 150.9.0.* 11.06.03, 23:18
          i tak niech pozostanie, cieszmy sie życiem:-))))) słonko
    • cossa Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 11.06.03, 22:20
      jedni ladnie pisza "ogolnie" ja czasem nie umiem inaczej
      jak o sobie (choc wolalabym ogolnie, ale nie umiem jakos:)

      wiec od siebie - o sobie. dlugo bylam sama. lubilam moja
      samotnosc. bylo mi wygodnie. jest bardzo duzo plusow
      bycia samemu. gdy spiknelam sie z facetem bylo fajnie -
      hura na poczatku. pozniej jakos zaczelo przeszkadzac - tu
      razem, tam razem. staram sie miec duzo swobody w zwiazku,
      on rowniez, ale pewnych rzeczy sie nie uniknie. w pewnym
      momencie para sie od siebie uzaleznia. odnalesc sie w tym
      nie jest latwo. no coz - codziennosc nie jest uslana
      rozami. najwazniejsze, by isc do przodu, uczyc sie siebie
      i pomagac sobie nawzajem. bo ramie obok to wazna sprawa.
      bo mama badz tata dla dziecka to tym bardziej szalenie
      wazna sprawa. dlatego warto sie decydowac na zwiazki, ale
      warto wiedziec z kim sie wiazemy - cokolwiek sie pod tym
      kryje - by ryzyko bylo jak najmniejsze.

      gdy bylam sama mialam wiecej czasu dla siebie, wiecej
      czasu dla przyjaciol i chyba byla wieksza ich ilosc..:)

      cossa
    • alfika Re: 'Mysle, wiec jestem... sam' 12.06.03, 08:01
      Gość portalu: Imagine napisał(a):

      > Czy my naprawde potrzebujemy partnerow ? Do czego ? Czego nam brakuje w nas
      > samych ? Czy aby napewno brakuje ? Czy posiadanie partnera nie jest li tylko
      > podyktowane pregiezem spolecznym ? No jak to ? Sam, sama ? Ile sie mozna uczyc
      > od innych ? Czy uczymy sie ? Dlaczego konfrontacja z wlasnym umyslem jest tak
      > bolesna ? Czy bez radia (partnera) ani rusz ?
      > Imagine.

      Ponieważ niczego w nas nie brakuje - no, może świadomości tego faktu. Nie
      brakuje w nas też miłości, która chcemy komuś dawać. Dlatego chcemy być z kimś.
      Nie nazywając tego przenigdy "posiadaniem", brr!!!
      Bycie z kimś jest i uczeniem się - choćby współodczuwania, liczenia się z
      drugim człowiekiem, kochania, rozumienia, dzielenia się, szanowania jego woli.
      To dopiero jest konfrontacja z tym wszystkim, co nosimy w sobie, a nie tylko z
      własnym umysłem!

      Bycie samemu, jeśli taka wola, też jest wartościowe i potrzebne - i nie
      potrzeba tu społecznego przyzwolenia, wystarczy chęć.
      Ale czy bez radia (samotności) ani rusz? Bycie z kimś MUSI być bardziej
      wartościowe, bo ktoś tak zakłada i kropka, inne zdanie jest gorsze, głupsze i
      bez sensu? Nie sądzę.
      Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka