asocial
04.07.07, 02:10
zeby sie zabic
wiem, ze to nic nowego, bo z tego co pameitm to non stop takei watki powstaja,
sama napisalam podobny 4 lata temu pod innym nikiem.
wiem, ze tego nie zrobie, ale juz jestem blizsza szalenstwu niz wczesniej;
mialam plan wziac tyle kokainy, zeby przestac juz byc, ale nagle, po zrobieni
uwszystkim mozliwych glupot (typu przespanie sie z dilerem narkotykowym bez
zabezpieczenia, upijania i cpania conocne) okazalo sie, ze juz nie mam szans,
nie mam na to kasy, a osoba, ktora mnie tym czestowala ma mnie w dupie (ow diler).
chce nie zyc,nie mam odwagi, boje sie cierpienia, jestem sama ,w obcym kaju
(nie sa to wyspy), niby sie ucze, i pracuje, wychodze co noc, ale jest mi tak
zle, czuje taka potrzebe niebycia, nieistnienia, znikniecia juz,
niecierpienia, nie pasuje, i am a weirdo, i don't belong here, i boli
diabelnie i nie wiem dlczego, bo nie chodzi
ani
o milosc,
ani o seks,
ani o nie wiem co,
jestem po prostu sama,
jakby przez szybe,
jak wolny ptak, ktory nie umie latac,
jak latawiec zwiniety w klebek i schowany na dnie kartonu,
i wiem, ze powiecie mi(jesli w ogole) to co sie mowi zawsze,
teorie znam doskonale,
chce po prostu nie byc,
nie chce show, nie chce, chce po prostu nie istniec,
jak zdobyc sie na odwage,
nie lubie widoku krwi,
kokainy juz nie mam szans brac,
przykre tez zabic sie na obczyznie,
rodzice nie pozbieraja sie do konca zycia...
czytal ktos 'pieszczoch' romana gary'ego?
a wszytko to w rytmie grace jones.