Dodaj do ulubionych

bycie drugą żoną

IP: 194.181.36.* 10.12.01, 15:18
Słuchajcie, jestem drugą żoną mojego męża, jest między nami 13 lat różnicy co
może nie jest najistotniejsze w tym temacie. Mąż nie daje mi żadnych podstaw do
zazdrości, byłą żonę traktuje na luzie jak koleżankę. Nie istniałaby w naszym
życiu gdyby nie ja. Nie mogę przestać być zazdrosna o przeszłość.Przypomianm mu
o niej, choć to wbrew moim interesom. Wydaje mi się to beznadziejne i głupie.
Może któraś z was przeżyła coś takiego? Odezwijcie się, Roma
Obserwuj wątek
    • Gość: Anna27 Re: bycie drugą miloscia IP: *.157.52.106.Dial1.Washington1.Level3.net 11.12.01, 02:48
      Skoro nikt sie jeszcze nie wypowiedzial to ja powiem. Uhhmm, umhh...

      Ja jestem pierwsza zona mojego meza, ale problem zazdrosci o byla nie jest mi
      obcy. Bylam zazdrosna o byla dziewczyne meza, z ktora o malo sie nie ozenil.
      Ta moja zazdrosc przybierala formy obsesji. Ta dziewucha byla kobieta
      nietuzinka i z tendencjami psychotycznymi, ale przez to wydawala MI sie jeszcze
      BARDZIEJ CIEKAWA.

      Grzebalam w rzeczach mojego faceta, w jego domu rodzinnym, w poszukiwaniu jej
      sladow. Wynalazlam jej zdjecie i poczulam sie brzydsza i grubsza i w ogole
      nieciekawa. Bo w owym czasie mialam pare kilo za duzo, bardzo niskie poczucie
      wartosci i nie czulam sie pewnie w tym zwiazku. Nie pomagaly zapewnienia, ze
      mnie kocha bardziej itd. Az w koncu chyba sie sama znudzilam ta sado-
      masochistyczna zabawa i dalam se spokoj. Moj chlop nawet zartowal, ze moje
      zainteresowanie nia bylo chyba wieksze niz jego uczucie dla niej i ze to w
      ogole absurd. "Grow up Anna" mowil mi. W koncu minelo...

      I teraz nawet nie czuje, ze ona byla atrakcyjniejsza ode mnie, ani nic w tym
      stylu. Mysle nawet, ze moj maz potrzebowal tego zwiazku z nia, zeby potem
      zadecydowac, ze ktos taki jak ona jest nie dla niego. A taka Anna27 w sam raz
      dla niego. I ze mna jest szczesliwy tak jak z nia nigdy nie byl. I to wiem od
      niego.

      Czasem mysl o tej dziewczynie przeleci mi przez glowe, ale staram sie odganiac
      jak muche.
      • Gość: Roma Re: bycie drugą miloscia IP: 194.181.36.* 11.12.01, 08:34
        Dięki za odzew, może nie jestem tak bardzo nienormalna jak myślałam. A jeśli
        chodzi o to co napisałaś, to pierwsza żona mojego mężą to pasztet (starsza ode
        mnie o 13 lat), nie ma powodów do kompleksów, mąż mi ciągle powtarza, że z
        nikim nie był tak szczęśliwy jak ze mną, że kocha tylko mnie i nic to nie
        pomaga. Poznałam ją i nawet fajnie nam się gadało, chore jest to, że chciałabym
        żebyśmy z nią utrzymywali kontakt ale mój mąż nie chce (pewnie słusznie).Jest
        moją totalną obsesją. Jak gdzieś jesteśmy u znajomych wyobrażam sobie jak bywał
        tam z nią, wykończę mojego męża tą obsesją a jeszcze wcześniej pewnie siebie,
        jeszcze raz dzięki, Roma
        • Gość: fanou Re: bycie drugą miloscia IP: *.*.*.* 11.12.01, 10:38
          A już myślałam, że coś ze mną nie w porządku...
          Wprawdzie nie jestem drugą zoną, ale przeżyłam rozwód mojego mężczyzny, który
          mieszkał jeszcze z była zona przez pół roku... wyobrażacie sobie ten koszmar?
          Nie pomagały zapewnienia o uczuciach... potworna zazdrość była potęgowana takim
          stanem rzeczy. Wyprowadzł się w końcu i widzę, jaki ma stosunek do niej -
          bardzo negatywny (długo by opowiadać, co sie działo między nimi).
          Bardzo mnie tym wszystkim pokaleczył i nie wiem, jak bardzo trzeba kochać
          człowieka, żeby to wszystko znieść...

          I mimo, że widze, że czuje do niej niechęć (czasem wręcz mu mówię, żeby nie
          mowił o niej tak źle, bo w końcu on też ponosi winę za to co sie stało, nie
          tylko ona), że zapewnia mnie o swej miłości to jednak trudno wyzbyć się tego
          zielnookiego potwora... Mierzę siłę jego miłości do tej kobiety nienawiścią
          jaka do niej teraz czuje. I że mnie nigdy tak kochać nie będzie... mimo, ze go
          bardzo w zyciu poraniła... Ma z nią swojego ukochanego pierworodnego syna i
          byli małżeństem przez 9 lat. Teraz jest chłodny w swym odczuwaniu, nie wysila
          się, zdystansowany do wszystkiego co nas dotyczy. Nie chciał mieć dzieci. Ugiął
          się pod moim naciskiem.
          Niby już jest znacznie lepiej, nasze wspólne problemy zacierają jej postać, ale
          ona wciąż istnieje, bo istnieje ich wspólne dziecko, a mój mężczyzna kocha je
          bardziej niż kogokolwiek i kontakty są częste.

          Do tego jego odrętwienie uczuciowe... kiedy mówi o dystansie do uczuć. Kocha
          mnie ale taka znieczulica, jaką czuję od niego czasem mnie przeraża i też sobie
          nie bardzo z nią radzę... Nie spędzimy planowanych wczesniej Świąt, bo on
          stwierdził, że to jednak rodzinne święta i jeśli już to spędzimy Sylwestra
          razem. A jednocześnie mówi o w spólnym życiu i byciu...
          Przepraszam, że odbiegłam od wątku, ale własnie wszystko to przeżywam i
          musiałam sie wypisać.

          Pozdrawiam.
          • Gość: soso Re: bycie drugą miloscia IP: 195.41.66.* 11.12.01, 12:02


            Mysle,ze czescia wejscia w nowy, powazny zwiazek jest odrzucenie tego
            poprzedniego, tzn. odrzucenie tej poprzedniej osoby. Tak dzieje sie chyba w
            ramach normalnego mechanizmu psychicznego i dawni partnerzy sa znacznie mniej
            wazni niz nam sie wydaje nowym partnerom bo po prostu jest zwyczajnie za ciezko
            wiklac sie w dodatkowe myslenie i rozwazanie o nich w jakichkolwiek kontekstach.

            Inna sprawa to myslenie o miejscach, gdzie juz byli kiedys on i jego byla itp.
            Na to sa 2 rady. Jedna to jak pisze A27: czas. A druga, ta na teraz, to
            unikanie powtorki z rozrywki. Trzyba budowac nowe nawyki, zwyczaje, odwiedzac
            nowe miejsca i szukac nowych rozrywek. Tak jest zdrowiej a i po czasie stare
            przestanie bolec. Zadnego wyjezdzania na wakcje w miejsca, gdzie byliscie, te
            same restauracje czy hotele. Nowe, nowe i nowe.

            Slyszalem o jakichs powrotach do dawnych zwiazkow ale dla mnie jest to
            nienaturalne. Zdrowy mezczyzna nie powtarza drugi raz tego samego bledu :-)



            -
            • Gość: Roma Re: do Soso IP: 194.181.36.* 11.12.01, 12:26
              Pewnie masz rację tylko nie zawsze to jest takie proste. Ja niestety często
              bywam w miejscach, gdzie bywał z nią, bo jeździmy na ich działkę, którą b.
              lubię i nie bardzo chciałabym zrezygnować z jej powodu. A poza tym u mnie to
              chyba przybiera chorobliwe rozmiary, w styczniu mamy gdzieś wyjechać, i ja
              oczywiście nie wiem zupełnie czemu ciągnie mnie tam, gdzie oni byli w podróży
              poślubnej. Może ja po prostu jestem masochistką i zupełnie bez sensu chcę się
              ranić. Jak pojechaliśmy pierwszy raz na działkę to pierwsze co pomyślałam to,
              że jestem po raz pierwszy w miejscu, gdzie z nią uprawiał seks, Roma
              • Gość: Ania Re: do Soso IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 11.12.01, 15:09
                A ja myślę Romo że Ty pragniesz sobie i wszystkim dookoła udowodnić że jesteś
                lepsza od tamtej,pragniesz się cały czas porównywać,że On kocha Cię
                bardziej,chciałabyś aby wręcz Ci o tym powiedział ,myślisz sobie że nawet że
                dobrze by było aby na tej działce kochał się z Tobą i żeby mu było lepiej niż z
                pierwszą.Czy nie ma w tym prawdy?
                • Gość: Roma Re: do Ani IP: 194.181.36.* 11.12.01, 15:42
                  Aniu problem polega na tym, że on mi mówi, że jestem rewelacja, że warto było
                  się rozwodzić, żeby przeżywać te chwile ze mną ale mi to nie wystarcza. W tym
                  co napisałaś, że chcę być lepsza od niej jest nie tylko trochę prawdy ale nawet
                  b. dużo. On zupełnie tego nie rozumie, nie zależy mu, żeby jej cokolwiek
                  udowadniać, pokazywać jaki to jest teraz b. szczęśliwy. Obiektywnie patrząc nie
                  jest dla mnie żadną konkurencją, nieatrakcyjna, przeciętnie inteligentna. Może
                  gdyby to był ktoś z klasą nie przeżywałabym tego tak bardzo, możliwe, że wkurza
                  mnie, że moją poprzedniczką była taka mierna istota. W tym miejscu nie
                  przemawia przeze mnie zazdrość, oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie
                  namówiła męża, żeby nas z sobą poznał, nawet sympatycznie pogadałyśmy przy
                  kawie.Sorry za ten długi post ale taki mi wyszedł. Pozdrawiam Roma
                  • Gość: Nell Re: do Ani IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 13.12.01, 19:16
                    Roma, czy ty rozbilas to malzenstwo?
              • Gość: Bini Re: bycie druga zona-fanou,Roma IP: *.hkcable.com.hk 11.12.01, 15:27

                Dziewczyny, co wy wyprawiacie? Chcecie sobie naprawde zmarnowac zycie?
                W drugim zwiazku bylam druga zona i w tym teraz tez jestem druga. Za to moj maz
                jest moim trzecim. Gdybysmy chcieli pamietac o tym wszystkim co za nami to nie
                starczyloby nam czasu dla siebie.

                Polozcie kreske nad przeszloscia i to gruuuuba! Ludzie sie rozwodza nie
                dlatego, ze im bylo dobrze, wiec po co o tym wciaz przypominac. Ja bym sie
                raczej martwila o potencjalne konkurentki, ktore moga sie pojawic wlasnie
                teraz, gdyz taki niedoceniony mezczyzna staje sie latwym lupem dla nowej,
                usmiechnietej, rozumiejacej go kobiety.
                A skoro daja dowody swoich uczuc, to im uwierzcie, bo po co byc z kims do kogo
                nie ma sie zaufania (chorobliwa zazdrosc to wlasnie brak zaufania, nic wiecej).

                Nigdy nie rezygnowalismy z naszych bliskich znajomych ani z ulubionych miejsc,
                bo dzieki temu to wszystko stawalo sie czescia naszego zycia i naszymi
                wspolnymi wspomnieniami wypierajac te wczesniejsze (po raz pierwszy nie zgadzam
                sie z Soso!). Nowe, oczywiscie, tez sa wskazane.

                Maz ciagnie Rome do miejsca, gdzie byl w podrozy poslubnej, ja zaciagnelam
                swojego podczas naszej podrozy zareczynowej do miejsca, gdzie bylam wczesniej z
                kims innym i to tylko z jednego powodu – uwielbiam je, jest jednym z
                najpiekniejszych na swiecie, wiec chcialam je pokazac mezczyznie, ktorego
                kocham. Pojechalismy, mamy kupe zdjec i wspomnien i ... to miejsce stalo sie
                naszym miejscem.

                Fanou:
                Ex-zona/maz przestaje byc rodzina w momencie rozwodu. Poniewaz macie wspolne
                dziecko, to czy nie mozecie urzadzic Wigilii w swoim domu i zaprosic jego
                pierworodnego?
                Moj drugi maz mial kilkuletnia corke i tak planowalismy, aby ona mogla byc
                najpierw u nas, a potem ok. 19-tej odwozilismy ja do jej mamy. Jesli nie
                mieszkacie daleko od siebie, to chyba warto rozwazyc taka mozliwosc, aby nikt
                nie czul sie pokrzywdzony.

                Nie mysl o tym, ze on Cie nigdy tak kochac nie bedzie, nie mozna kochac tak
                samo. Ale moze bedzie Cie kochal lepiej niz tamta, jesli stworzysz mu cieply i
                bezpieczny dom o jakim sama marzysz, i w ktorym tez bedzie miejsce dla jego
                starszego dziecka (ktore przeciez jest przyrodnim bratem Twojego).
                Moze jego chlod spowodowany jest tym, ze sam przezywa rozterki (rozlaka z
                synem) a napieta sytuacja w domu tego mu nie ulatwia. Przeszlosci nie da sie
                calkowicie wymazac, ale mozna, a nawet trzeba, przestac nia zyc.

                A mowi Wam to praktykujaca optymistka.

                Pozdrawiam
                Bini
                • Gość: fanou Re: bycie druga zona-fanou,Roma IP: *.*.*.* 11.12.01, 16:04
                  Dzięki Bini za odpowiedź.
                  To, co piszesz trzyma się kupy. Choć trochę inaczej to wygląda niż to opisałaś.
                  Nie mamy dziecka. Ugiął się nie oznacza, że już je mamy. Mieszkamy daleko od
                  siebie i to miała być nasz pierwsza Wigilia. Nie będzie. Trudno, nie powieszę
                  się.
                  Bardzo lubię jego synka i on mnie też, choć widzieliśmy sie dopiero parę razy.
                  Umiem sie dogadać z moim facetem i patrzeć na życie realistycznie... Tłumacze
                  sobie jego zachowanie, jego oschłość i brak czułości... ale czasem po prostu
                  człowiek nie może tak długo trwać, natykając się na ścianę.
                  I kto powiedział, że zazdrość jest racjonalna? Niestety, jej przyczyna drzemie
                  w nas samych, w naszej niskiej samoocenie. a to już zupełnie inna historia.

                  Pozdrawiam ciepło
                • Gość: soso Tylko do Bini, inni niech nie czytaja. IP: 195.41.66.* 11.12.01, 16:35
                  Binii,

                  Z tymi miejscami to jest tak - ja takze bywalem w miejscach, ktore sa piekne i
                  ktore znalem wczesniej z podrozy z kims, z kim juz nie jestem. Podobnie bylem w
                  miejscach waznych dla mojej obecnej dlatego, ze ona uwaza je za piekne. Ale w
                  gruncie rzeczy nie bylo tak wspaniale jak mozna bylo oczekiwac. Gdzies te
                  wspomnienia i porownania chocby pogody czy hoteli zostaja i nie mozna tak
                  calkiem byc w starych miejscach 'na nowo'. Wiem, ze dla niej bylo okay bo
                  wlasnie pierwszy raz. Ale dla mnie juz troche inaczej. To nie to, ze generuja
                  sie jakies specjalne emocje ale pojawia sie rodzaj zniecierpliwienia. W koncu
                  postanowilismy, ze raczej bedziemy jezdzic do miejsc zupelnie nowych dla nas
                  obojga. Oczywiscie, nie mozna tak robic, ze wyrzuca sie z repertuaru miasta jak
                  Wenecja, Paryz czy Londyn bo to nie przeszkadza. Ale juz pewne plaze to mozna
                  naprawde sobie darowac.
                  Podobnie ma sie rzecz np. z zapachami. Nie wiem jak Ty ale ja nie przepadalbym
                  ze perfumami na mojej zonie, ktore ona dostala kiedys od innego mezczyzny.
                  Niech to sie zamknie i nie wchodzi z butami gdzie nie jest potrzebne. Taki
                  rodzaj niewaznej delikatnosci, ktorej latwo dotrzymac kroku. Zapachy sa dla
                  mnie bardzo wazne i bardzo prywatne.

                  Bylismy tego lata na bardzo zwariowanych wakacjach typu 'niemal w ciemno'.
                  Samolot, wynajety samochod terenowy i mapa. Zupelnie nowe i zupelnie
                  zaskakujace dla nas obojga - kazdy nastepny dzien planowalismy na goraco
                  cieszac sie tym jak dzieci bo naprawde wszystko bylo pierwszy raz. Mysle, ze
                  porownujac retrospekcje i wlasnie takie dni bylo to zdrowsze i czystsze, bez
                  jakichkolwiek podtekstow nawet, jezeli pojawiaja sie w glowach tylko na ulamki
                  sekund no bo tak naprawde to przeciez nie maja znaczenia.

                  Z drugiej strony jestem bardzo odporny na znaczenia i nie przeszkadza mi, ze
                  ona nosi kolczyki, ktore dostala kiedys od innego czy jako argumenty powtarza
                  jego opinie. Jednak rozumiem ludzi, ktorzy nie potrafia sie kochac w tym samym
                  miejscu, bo cos tam im chodzi po glowie. (Mnie by chyba raczej tylko
                  motywowalo :-) ). I wlasnie dla nich moze jest dobrze jak na ile to mozliwe
                  beda unikac lomotania serca. Oczywiscie zamiana dzialki, wymiana lozka, palenie
                  zdjec i robienie z imienia poprzedniczki slowa taboo uwazam za przesade i wiem,
                  ze czas robi swoje ale jezeli nie to jak zyc?!
                  • Gość: Roma Re: Tylko do Bini, inni niech nie czytaja. IP: 194.181.36.* 11.12.01, 16:53
                    Słuchajcie napisałam o tym, bo to dla mnie problem b. utrudniający mi życie.
                    Jednak jak przeczytałam wasze posty to pomyślałam, że ja jestem zupełnie
                    pomylona. Nie chcę palić jej zdjęć, jej imię nie jest tabu, nie zamierzam
                    przestać bywać w miejscach, gdzie oni bywali. Mam po prostu chyba obsesję.
                    Jakby tylko chciał mi o niej opowiadać mogłabym słuchać bez przeszkód,
                    chciałabym z nią utzrymywać kontakt. Bardzo fajnie się czułam jak jeden jedyny
                    raz byliśmy u niej i widziałam ich razem, muszę się chyba leczyć, dzięki za
                    wszystkie życzliwe głosy, Roma
                  • Gość: Anna27 Roma IP: *.215.158.2.Dial1.Washington1.Level3.net 11.12.01, 16:55
                    Tak sie zastanawiam nad tym co napisalas i dochodze do wniosku, ze Ty pewnie w
                    innych dziedzinach niz milosc tez chcesz byc najlepsza. Chyba tez porownujesz
                    sie do innych ludzi i nic bardziej nie motywuje Cie niz pokonanie kogos, kto
                    zalazl Ci za skore, albo czyms imponuje. W przypadku bylej zony, Ty chyba
                    chcesz polozyc swoj slad na wszystkich tych miejscach, gdzie ona z nim byla
                    itd. I chyba lubisz troche te zabawe, ale czasem Cie meczy.

                    To nie jest zadna krytyka, tylko pewna obserwacja. Bo ja mam podobne cechy
                    charakteru tylko moze mniej rozwiniete.
                    • Gość: Roma Re: Roma IP: 194.181.36.* 12.12.01, 08:41
                      Aniu w tym co napisałaś o moim stosunku do byłej mojego męża jest wiele prawdy
                      przed, którą chylę czoła. Jeżeli jednak masz podobny charakter może mi
                      poradzisz jak to zwalczać, bo, że tak jest to ja wiem, chciałabym tylko sobie z
                      tym poradzić, jak chcesz to napisz do mnie na priv. roma53@wp.pl, podrawiam Cię
                      serdecznie i dziękuję, Roma
    • Gość: Miska Re: bycie drugą żoną IP: 195.94.193.* 11.12.01, 21:37
      Witam :-)
      ja mialam podobny problem ale w druga strone z moim narzeczonym. Byl zazdrosny
      o kazda moja kolezanke, kolege widzac w nich moich potencjalnych kochankow.
      Caly czas mialam robione sceny zazdrosci, sledzil mnie, wydzwanial co chwila,
      robil awantury... caly czas zylam pod presja. Balam sie odejsc, balam sie o to,
      ze po raz kolejny bedzie chcial sobie cos zrobic. Doszlam kiedys do wniosku, ze
      bylam z nim juz tylko z litosci, przez ostatni rok bycia razem caly czas
      planowalam jakby sie z nim rozstac, zeby go to nie zabolalo...
      W koncu nadszedl ten dzien, ktory byl jednym z najgorszych w moim zyciu,
      nastepne tez... nawyzywal mnie (potem tlumaczyl sie, ze robil to dlatego, zeby
      mniej mnie kochac), jego matka wydzwaniala do mnie do pracy i mnie obrazala
      posadzajac o jakies dziwne romanse wymyslone przez jej ukochanego synka. Zepsul
      mi opinie wsrod naszych znajomych, mojej rodziny, w pracy...
      Rozmawialam na ten temat z psychologiem to jest zespol Otella czyli chorobliwa
      zazdrosc, prowadzaca do paranoi i obsesji.

      Od pazdziernika jestem zwiazana z innym mezczyzna, ktorego w maju zostawila
      zona ale jak sie dowiedziala, ze on ma teraz kobiete, to i ona zaczela sie nami
      interesowac... kolejne klody pod nogi... Mimo to, ze jestesmy razem niedlugo to
      kochamy sie i wiem, ze on do niej nie wroci. Ona nie potrafila zaakceptowac go
      takim jaki jest, jego hobby, przeciez wiedziala jaki jest wiec nie wiem po co
      nalegala na slub ? Cale szczescie, ze sa bezdzietni. A sex przeciez jest
      fundamentem kazdego zwiazku - ona nie mogla tego zrozumiec...

      Czasami zastanawiam sie czy tylko ja mam takie problemy...
      • Gość: czarek Re: bycie drugą żoną IP: 65.128.156.* 12.12.01, 04:56
        a w jakim stadium znajdowal sie Otello kiedy odchodzilas?
        A moze po prostu nie kochalas go nigdy, dlatego on tak szalal?
        • Gość: Bini Re: Tylko do Soso.............. IP: *.hkcable.com.hk 12.12.01, 06:24

          Soso,
          ja nie pisalam, ze wszystkie miejsca maja byc ponownie odwiedzone. Ale po co
          stwarzac sobie takie ramy, ktore do niczego nie prowadza. Jesli nie idziesz do
          jakiejs restauracji tylko dlatego, ze Twoja zona tam wczesniej chodzila, to np.
          przechodzac obok tejze codziennie, podswiadomosc podsuwa Ci wlasnie te mysl. I
          potrzeba wiecej czasu, zeby sie z tego wyzwolic.
          Zapachy, to inna sprawa (ta flaszeczka moze sie gdzies zawieruszyc, prawda?).

          Tez bywalam w zyciu zazdrosna, ale z perspektywy czasu wiem, ze bylo w tym
          wiecej mojej imaginacji niz faktow i dlatego dzisiaj mam takie poglady.
          Po przeprowadzce do domu mojego meza zmienilam wszystkie meble (lacznie z
          pokojem jego syna), a na pierwszy ogien poszlo… lozko. Urzadzilam wszystko po
          swojemu i poczulam sie u siebie. Jego kolekcje starych listow zawiazalam
          czerwona wstazeczka i poszly do piwnicy, stare albumy ze zdjeciami (i moje, i
          jego) leza gleboko w szafie, a reszte rzeczy, ktore mi nie pasowaly po prostu
          wyrzucilam. W/g zasady: co z oczu, to i z serca.

          Wspomnienia maja to do siebie, ze czasem przychodza w najmniej oczekiwanym
          momencie, chodzi o to, aby je zatrzymac wylacznie dla siebie, tym bardziej, ze
          nie ma w nich emocji a tylko sa chlodna rejestracja. Mnie to dopada nawet dosyc
          czesto, dlatego ze zawsze wychodzilam za ten sam typ czlowieka. Ale tak jak
          mowie, sa to wylacznie krotkie, nic nie znaczace skojarzenia. Zycie nauczylo
          mnie rowniez, ze im mniej sie wie o przeszlosci drugiej polowy tym lepiej i to
          dotyczy obu stron. A utrzymywanie kontaku czy przyjazn z “bylymi” sa dla mnie
          calkiem niezrozumiale, gdyz pozbawiaja ten nowy zwiazek intymnosci.

          Serdecznosci
          Bini
        • Gość: Miska Re: bycie drugą żoną IP: 195.94.193.* 12.12.01, 22:37
          W jakim stanie ? to trudne pytanie, pograzal sie coraz bardziej w swojej
          paranoi, probowalam mu pomagac, rozmawialam z nim, lekarzem, jego rodzicami,
          ktorzy i tak sie odemnie odwrocili i pomimo, ze chcialam pomoc ich synowi to
          oskarzali mnie o to, ze cala porazka zyciowa to moja wina. Sami chcieli sie
          dowartosciowac upokarzajac mnie. On zaczal cpac, puscil z torbami swoja firme,
          zaczal sie leczyc u psychologa... ja mialam juz dosc wiecznego posadzania mnie
          o jego kleske i powiedzialam DOSYC.
          Szkoda mi go ale kazdy sobie gotuje los...
      • Gość: Bini Re: bycie drugą żoną IP: *.hkcable.com.hk 12.12.01, 06:20
        Roma:
        (…)“W tym co napisałaś, że chcę być lepsza od niej jest nie tylko trochę prawdy
        ale nawet b. dużo. On zupełnie tego nie rozumie, nie zależy mu, żeby jej
        cokolwiek udowadniać, pokazywać jaki to jest teraz b. szczęśliwy.
        Obiektywnie patrząc nie jest dla mnie żadną konkurencją, nieatrakcyjna,
        przeciętnie inteligentna. Moze gdyby to był ktoś z klasą nie przeżywałabym tego
        tak bardzo, możliwe, że wkurza mnie, że moją poprzedniczką była taka mierna
        istota.”

        (…)“Jakby tylko chciał mi o niej opowiadać mogłabym słuchać bez przeszkód,
        chciałabym z nią utzrymywać kontakt. Bardzo fajnie się czułam jak jeden jedyny
        raz byliśmy u niej i widziałam ich razem, muszę się chyba leczyć”.


        No coz, chyba zrobilas nas w tzw. konia.
        W/g mnie Twoim problemem jest kompleks wyzszosci, a nie zazdrosc o meza. I
        bycie druga zona nie ma z tym nic wspolnego - chcialabys po prostu napawac sie
        widokiem tej miernoty, zeby poprawic sobie samopoczucie. I tyle...
        Pozdrawiam


        • Gość: Roma Re: do Bini IP: 194.181.36.* 12.12.01, 08:54
          Wiesz może moja psychika jest bardziej skomplikowana niż myslałam ale z
          pewnością nie zrobiłam was w konia i nie chodzi o poczucie wyższości. Widocznie
          nie umiem tego wytłumaczyć tak aby inni to zrozumieli. Oni przez 15 lat byli
          zgranym małżeństwem (mój mąż został z nią jak się dowiedział, że nie będzie
          mogła mieć dzieci chociaż bardzo tego chciał), potem nagle się wszystko im
          posypało. Jednak dla mnie chyba ten ich 15 letni związek stał się odnośnikiem
          naszego, chcę, żeby mi o niej opowiadał, lubię patrzeć na nich jak są razem nie
          dlatego, że mam poczucie wyższości nad kobietą, którą w jakiś sposób lubię, ale
          dlatego, że patrząc na nich razem widzę, jak nasz związek się różni od ich, i
          chciałabym to poprawić. Nam jest świetnie w łóżku, wiele razy mąż mi mówił, że
          dopiero przy mnie wie co to jest prawdziwy seks. Ale jeśli chodzi o psychikę to
          obiektywnie uważam, że oni byli bardziej dopasowani, lepiej się rozumieli,
          odbierali na podobnym poziomie wrażliwości. Fakt, chęci poznania jej bliżej
          niestety nie wyklucza uczucia zazdrości o przeszłość. Nie mam żadnych obaw o
          teraźniejszość a tylko o tą cholerną przeszłość, której nie można zmienić.
          Jeżeli mnie źle zrozumieliście to znaczy tylko tyle, że rzeczywiście jestem
          trochę pokręcona emocjonalnie, pozdrawiam was serdecznie i dziękuję za odzew,
          Roma
          • Gość: soso Do Bini IP: 195.41.66.* 12.12.01, 09:43
            Zaczynajac od konca (a nie od tylu)

            1. Nie wydaje mi sie, ze jest zle znac przeszlosc partnera. Mysle nawet, ze
            jest znacznie lepiej jak sie widzi w nim czlowieka takiego, jakim jest, z
            plusami i minusami, z rysami na przeszlosci. To pomaga chyba w zrozumieniu a
            takze wyzwala wiecej uczuc. Poza tym jest to rodzaj szczerej komunikacji i to
            takze jest dobre. Przynajmniej tak to widze. Osoby, ktore cos kryja przede mna,
            bliskie osoby, wydaja mi sie zamkniete, nie dazace mnie zaufaniem. To przykre.

            2. Co do tych miejsc to chyba sie dogadalismy i sie rozumiemy. Mamy pewne swoje
            obszary, ktore nam sie wydaja prywatne i je chronimy starajac sie jednoczesnie
            nie ranic partnera. Masz tez racje, ze czas jest absolutnie kluczowy w sprawie.
            Emocje z czasem opadaja i latwiej jest widziec sprawy normalniej jak nie
            przyslaniaja ich konteksty. Ciekawe, ze jezeli partner mowi nam, ze przeszle
            uczucia juz nie sa wazne dla niego to my z poczatku nie bardzo potrafimy
            wczuwac sie w te zapewnienia. Dopiero czas i wspolne zycie usuwaja w cien
            watpliwosci.

            3. No i w 100% zgadzam sie z Toba, ze nie rozumiem ponadkoniecznych kontaktow z
            bylymi partnerami. To jest cokolwiek chore. Pewne sprawy wymagaja zdecydowania
            i wlasnie przeciecie starych wiezi wydaje mi sie priorytetem dla nowych
            zwiazkow. To jest wazne.

            I na koniec do Romy - wydaje Ci sie, ze oni byli bardziej dopasowani. Moze. Ale
            moze tez jest tak, ze Wy po 15 latach bedziecie bardzo dopasowani. To jest
            proces i mimo, ze latwiej o gietkosc w mlodym wieku to i tak znajdziecie wlasne
            recepty na pozorne niedopasowania. Ostatecznie roznice przyciagaja i sa atutami
            a nie balastem. Mysl pozytywnie.

            soso
            • Gość: Bini Re: Do Soso IP: *.hkcable.com.hk 12.12.01, 12:00
              Gość portalu: soso napisał(a):

              > 1. Nie wydaje mi sie, ze jest zle znac przeszlosc partnera. Mysle nawet, ze
              > jest znacznie lepiej jak sie widzi w nim czlowieka takiego, jakim jest, z
              > plusami i minusami, z rysami na przeszlosci. To pomaga chyba w zrozumieniu a
              > takze wyzwala wiecej uczuc. Poza tym jest to rodzaj szczerej komunikacji i to
              > takze jest dobre. Przynajmniej tak to widze. Osoby, ktore cos kryja przede mna,
              >bliskie osoby, wydaja mi sie zamkniete, nie dazace mnie zaufaniem. To przykre.

              Znac przeszlosc, ze tak powiem w zarysie, ale nie z detalami - taka szeroka
              wiedza jest podlozem do porownan i dania upustu wyobrazni. Odnoszac to do
              konkretnych sytuacji szuka sie wtedy analogii w postepowaniu do poprzedniej
              osoby. I najczesciej tlumaczy sie to na swoja niekorzysc.
              Druga zasada okulistyczna: czego oczy nie widza/widzialy, tego sercu nie zal.

              Czytajac rozne watki na ten sam temat stwierdzilam, ze zdecydowana wiekszosc
              watpi w szczerosc uczuc partnera, ktory byl z kims wczesniej i potrzebuje
              ciaglych dowodow na to, ze tak nie jest. Choc dla nich to tez nie jest ten
              pierwszy zwiazek, to jednak swoich uczuc sa pewni i z pewnoscia by sie oburzyli,
              gdyby partner poddal je w watpliwosc. Z czego to wynika?
              Ja naleze do tych skrytych, nie lubie opowiadac o moim prywatnym (domowym) zyciu
              bliskim znajomym, ani tym bardziej o moich poprzednich zwiazkach mezowi - forum
              jest wyjatkiem, bo zapewnia mi anonimowosc.
              Poza tym zwiazek sie zmienia, czesto podlega nastrojom i nieraz to, co sie powie
              w chwilach szczerosci moze byc wykorzystane przeciwko nam. Wiec taka asekurancka
              postawa daje mi poczucie bezpieczenstwa.

              Pozdrawiam
              Bini

          • Gość: Bini Re: do Romy IP: *.hkcable.com.hk 12.12.01, 11:06

            No widzisz Roma, trzeba bylo tak odrazu....nie musialabym sie tak wywnetrzac, i
            to publicznie.
            Tez pozdrawiam
            • Gość: Ania Re: do Romy IP: *.grojec.sdi.tpnet.pl 12.12.01, 12:32
              Droga Romo
              To fakt że osoby z tak głębokim wnętrzem,mają dużo ciężej niż osoby nie
              zagłębiające się.Coś o tym wiem,bo sama chciała bym wyzwolić się z kilku
              ciągnących się od lat spraw.Doskonale Cię rozumiem.Trudno Ci coś poradzić.Może
              Ty oprócz porównywania się,chciałabyś zgłebić tajemnicę ich 15-letniego
              związku,zadziwia Cię co go trzymało tyle lat, czy to tylko lojalność,honor
              itp.czy było coś więcej a jeśli tak to co ???!!! Może twoją obsesją jest ta
              właśnie tajemnica. Cuż ,jeśli nie są już razem to chyba nie było to nic
              nadzwyczajnego.Problem jest już rozwiązany.A Ty nie wyważaj otwartych
              drzwi.Często ludzie tkwią w złych związkach całe życie nie mając odwagi znienić
              cokolwiek-a przyczyny bycia razem są bardzo przyziemne-wygoda,brak odwagi,brak
              warunków tj.kasy na nowe mieszkanie.alimenty itp,itd.Jeśli on jest z Tobą to
              chyba jest OK.Jeśli możesz daj znak co myślisz o tym co napisałam,czy jest w
              tym trochę racji.Rozumiem Cię.Ania.
              P.S.Czemu rozstał się z poprzednią partnerką?







              • Gość: Roma Re: do Ani IP: 194.181.36.* 12.12.01, 12:54
                Dzięki Aniu za serdeczność. Na pewno jest wiele racji w tym co piszesz.
                Rozstali się, bo ona znalazła sobie faceta z większym kontem w banku (najkrócej
                tak to można ująć). No i tu jest pies pogrzebany droga Aniu. On jak się o tym
                dowiedział, to chciał z nią porozmawiać czy chce cośz tym jeszcze zrobić, no
                ale ona wtedy nie chciała. Jak mi to powiedział to sobie pomyślałam, no kurcze
                facet musiał ją niesamowicie kochać taki numer a on chce dalej być (nie będę
                cię zanudzać całą historią ale go próbowała jeszcze wyrolować finansowo i
                robiła różna świństwa.) Dość szybko po tym wszystkim my zostaliśmy parą ok. 5 m-
                cy i jemu przeszło. Wszedł w nasz związek właściwie bez obciążeń co jest dla
                mnie nezrozumiałe, bo ja z niektórych rzeczy po latach nie mogę się wyleczyć.
                Jak powiedzieliśmy jego żonie o ślubie to też miała pretensje, że tak szybko
                się zdecydował na małżeństwo. A on nic pełen luz, jak byliśmy u niej w domu
                (zabierał rzeczy)to śmiał się, wygłupiał. Tego za bardzo nie rozumiem. Jak
                można kogoś tak bardzo kochać, żeby mu nawet wybaczyć skok w bok (może nie znam
                życia) a potem tak dalece zobojętnieć. Mam zupełnie inną strukturę psychiczną,
                on pojmuje życie prosto nie chce mnie to się nie przejmuję i układam życie od
                nowa, ja staję na głowie, żeby osiągnąć swój cel. I jeszcze jedno. Zupełnie nie
                umiem zapanować, żeby mu nie wypominać przeszłość jak mnie z czymś wkurzy zaraz
                słyszy coś na jej temat. Kiedyś mi powiedział, że zawsze się słyszy, że po
                rozwodzie często się porównuje nowe osoby do byłych,i nie może zapomnieć a on
                nie ma tego problemu, tylko ja mu przypominam, bo dawno by nie pamietał kto to
                jest. Słuchaj napisz do mnie na priv. roma52@wp.pl, jeszcze raz dzięki, Roma

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka