Gość: JOJO
IP: *.solar.silesianet.pl
01.07.03, 11:42
Czy to możliwe,ze jestem masochistką?Nie,nie w sensie seksualnym.Chodzi m u
to,ze mam skłonności do wymyslania problemów lub do wyolbrzymiania ich tak
bardzo,ze mnie przerastaja.Mysle wówczas: nie dam sobie rady,boje sie
decyzji ,zmian,nie mam poczucia bezpieczeństwa,nie widze możliwośco wyjścia
z sytuacji,wpadam w depresję,nie umie podjąc decyzji...jestem skłonna do
histerii,płaczy,potem mi sie poprawia-staram bagatelizowac problemy,które i
tak wychodza pózniej...
Nie wiem czy mnie rozumecie.Ale w ten sposób pogrzebalam dwa moje zwiazki
uczuciowe- bi ciężko wytrzymać moje nastroje.Trochę zdaje sobie z tego
sprawę,ale tylko w niewielkim stopniu jestem w stanie nad tym zapanowac.
Nie wiem czemu ale może potrzebne mi do czegos takie dołowanie sie???
Tylko do czego...do złamania sobie życia chyba.
moje klezanki tez mówia,ze maja podobnie skrajne reakcje-płaczą,sa
nieszczesliwe itd.Ja jednak zrujowalam kolejny zwiazek moim wycofaniem sie,
niewiarą.Moae gdyby moj partner bardziej chciał,mógł zrozumiec moje reakcje
to byloby ok,ale nie moge wymagac od niego psychoterapii, poza tym nie
rozumie tego.
Czy tez tak macie i co z tym zrobić??Terapia czy co/Brak mi od kilku lat
wiary i odwagi w podejmowaniu decyzji.Wszystko cyba zbyt serio biore.