Dodaj do ulubionych

Są jakieś granice poświęcenia dla innych...?

20.09.07, 22:10
Witajcie,

nie wiem, jak o tym napisać...Zawaliło mi się życie :(

23 lata temu zmarła moja mama na raka...Miałam 21 lat, na głowie
miałam wtedy cały dom, ojca i brata...
Zrezygnowałam z kursu angielskiego u "Metodystów" - wtedy to była
najlepsza szkoła językowa, a ja byłam na kursie najlepsza :(
Poświęciłam się dla domu, bo mamy zbrakło...gotowanie, sprzątanie,
zakupy etc...

3 lata póżniej wyszłam za mąż - to był cały mój świat...urodził się
nam syn, budowaliśmy dom, firma się rozwijała...
Brat zazdrościł - był sam , nie miał rodziny, nie miał
pieniędzy...buntował ojca na mnie i moją rodzinę...

Po kilkunastu latach mąż odszedł, bo nie wytrzymał...a ja nie miałam
odwagi opuścić ojca, bo brat straszył, ze ojca odda do domu
starców... Moja wina, że nie zareagowałam w odpowiednim czasie...

Myslałam, że mąż zrozumie mnie, ale się pomyliłam...Tak więc -
niechcący poświęciłam swoją rodzinę, czego nie mogę sobie do dziś
wybaczyć :(

Od lat jestem sama z 2-ką dzieci, znalazłam sobie od września pracę
na etat - robię to, co lubię, mam "tip-top" szefową, ale...wygląda
na to, że będę musiała pracę porzucić ...

Ojciec jest po udarze - ma pewien niedowład kończyn oraz mowy więc
jest pod "naszą" - moją i brata opieką. Ja pracuję 3 dni w tygodniu
i muszę wtedy być w pracy - brat nie pracuje, ale "ma ważne sprawy",
więc ja muszę siedzieć w domu wtedy, kiedy on ma zamiar wyjść -
oczywiście wcześniej mnie nie uprzedza o tym...
Ja mam być, i koniec !
Kocham ojca, ale już mam tego zachowania brata dość...zwłaszcza, że
on rości sobie prawa do całości "spadku" po ojcu ...
Ojciec jeszcze żyje, a on już "dzieli skórę na biegającym
niedżwiedziu", panoszy się na całej posesji twierdząc, ze to już
jest jego własność. Mnie nie chodzi o kasę - matrwię się o ojca i
inne sprawy, ale ... mam 46 lat i w moim wieku niełatwo znależć
satysfakcjonującą pracę...

Mam mieszane uczucia:(
Jak byście postapili na moim miejscu?
pozdr
Obserwuj wątek
    • fale_morskie Re: Są jakieś granice poświęcenia dla innych...? 20.09.07, 23:11

      Brat Cię wykorzystuje, to pewne. Jeśli, ojciec był dla niego dobry,
      a temu tylko spadek w głowie - to jest on zwykłym materialistą.
      Należałoby, urządzić sobie z nim stanowczą pogadankę. Możliwe, że ma
      ważne sprawy, o których nawet nie mówi, ale ma się określić - albo
      pomaga przy ojcu, albo niech Ci się nie pałęta w życiu pod nogami.
      Granice poświęcenia: poświęcamy się dla tych, których kochamy,
      ponieważ nas potrzebują, ale należy odróżnić, kiedy ktoś naprawdę
      sobie nie radzi a kiedy nas wykorzystuje (bywa to trudne). W Twoim
      przypadku, na najwięcej zasługiwał mąż, który jest największą ofiarą
      zamieszania.
    • mon_sty Re: Są jakieś granice poświęcenia dla innych...? 21.09.07, 07:32
      Brata raczej nie zmienisz, to fakt, że Cię wykorzystuje.
      Nie wiem, czy to dla Ciebie będzie dobre rozwiązanie, ale może
      mogłabyś wspomóc się w opiece nad ojcem kimś do pomocy, za
      pieniądze, na godziny.
      Pamiętam jak kiedyś moje koleżnaki, wtedy studentki, dorabiały sobie
      w ten sposób - nie musiałabyś rezygnować z pracy, bo moim zdaniem
      szkoda, skoro jest fajna.

      mona
      • szpilkaaa Re: Są jakieś granice poświęcenia dla innych...? 21.09.07, 10:14
        myślę,że wynajęcie kogoś do opieki nad ojcem nie jest zbyt dobrym sposobem
        dlatego,że w ten sposób pokazujesz swojemu bratu ,że nawet jak Ci będzie rzucał
        jakieś resztki wdzięczności to Ty go będziesz po stopach całować.

        ja bym zapytała:masz dzieci?
        masz pracę?
        i co to za ważne sprawy ,że nie jesteś w stanie
        poświęcić się trochę?


        jesteś maksymalnie wykorzystywana.
        Twojemu bratu chyba pasuje posiadanie siły roboczej i nie przejmowanie się,że Ty
        poświęciłaś swoje małżeństwo.A on nie jest w stanie poświęcić niczego..
        • mona.blue Re: Są jakieś granice poświęcenia dla innych...? 21.09.07, 23:10
          szpilkaaa napisała:

          > myślę,że wynajęcie kogoś do opieki nad ojcem nie jest zbyt dobrym
          sposobem
          > dlatego,że w ten sposób pokazujesz swojemu bratu ,że nawet jak Ci
          będzie rzucał
          > jakieś resztki wdzięczności to Ty go będziesz po stopach całować.
          >

          Chodzi o to, żeby samej sobie pomóc, a nie pokazywać coś, albo nie
          bratu.
    • piesbaskervill Re: Są jakieś granice poświęcenia dla innych...? 22.09.07, 09:03
      porozmawiać konkrtetnie z bratem o podziale obowiązków "od tąd do
      tąd" robi jedno a resztę drugie i nie wdawać się w dyskusje.
    • maureen2 Re: Są jakieś granice poświęcenia dla innych...? 22.09.07, 09:16
      jesteś chyba klasyczną ofiarą,po której można jeżdzić dowoli,
      "no cóż ja biedna mogę zrobić"
    • naprawdetrzezwy 0. nie dopuściłbym, by śmierdzące lenie żyły na mó 22.09.07, 12:13
      j koszt.

      (mam na myśli zastąpienie mamy w praniu, sprzątaniu, gotowaniu, robieniu zakupów itd.)

      Teraz co zrobić?
      To samo.

      (o ile jesteś w stanie zrozumieć wyrazy: pasorzyt(*), szantażysta, szuja w odniesieniu do pasorzytujących(*) na twoim życiu, szantażujących cię, zachwoujących się wobec ciebie jak szuje.


      (*-przed reformą z lat ~60 ubiegłego wieku tak się właśnie pisało ten wyraz: www.ap.krakow.pl/stud_dzien/studium2/w1.html)
      • e_w_a_g_5 Re: 0. nie dopuściłbym, by śmierdzące lenie żyły 22.09.07, 14:58
        pasożyt pisze się przez "z" z kropkom :)

        do autorki: co to znaczy "poświęcać się" ? Ktos Ci kazał? chyba nie.
        robiłas to z własnej woli, więc nie wykrzykuj zdań typu POŚWIĘCAM!
        z capsem na A4
    • synvilla Re: ewa-anna 22.09.07, 15:13
      A czy ciebie cokolwiek tu napiszemy ciebie zmieni?
      Jestes beznadziejnym przypadkiem.

      Pokazalas nam swoj obraz prawdziwej chrzescijanki.Widac jednak masz
      problem z odpowiedzialnoscia za wlasne czyny.
      Duzo w twoim poscie "agresji" i oskarzen przeciwko bratu.tak
      jakgdyby ta ukryta agresja szukala wentyla dla swojego ujscia.
      Wylatywala poprzez osobe brata.
      Taak, to on egosita jest winny WSZYSTKIEGO nawét rozapadu
      malzenstwa.
      Wybacz, ale takiej historii to ja nie kupuje.
      Nie pasuje mi ona do realiow zycia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka