kiczarcia1
29.09.07, 13:21
Kiedy miałam 25 lat przyszłam w niedzielny zimowy poranek do domu po
nieprzespanej nocy cięzkiej pracy,zrobiłam sobie herbatę,matka robi-
ła mi śniadanie,a ja szykowałam sobie kąpiel.Wtedy matka powiedziała
że ojciec poslizgnął się przed domem i boli go noga,obejrzałam,była
złamana,zapytałam dlaczego od wieczora nie wezwali pogotowia,matka
odpowiedziała -nie wiedzieliśmy co robić,czekaliśmy aż przydziesz i
powiesz.
6 lat temu miałam wypadek i świat mojej matki zawalił się,leżąc w
szpitalu mimo swoich spraw na głowie codziennie dzwoniłam do matki
pocieszając ją,że nic się nie stało,że to drobna sprawa.Po wyjściu
ze szpitala matka nie mogła uwierzyć,że wszystko jest w porządku,za
częła mieć ataki wymiotów,czego przedtem nie było,podniosło się jej
ciśnienie,ale powoli widząc mnie przekonywała się,że nie był to po-
wązny wypadek i poczuła się lepiej,gdy sąsiadka powiedziała jej,że
po takim wypadku to długo się choruje i nie wraca do zdrowia.Widzia-
łam jak ją to przybiło,zaczęła denerwoać się,aż ktoregoś dnia dosta
ła zawału i już jej nie ma. Trudno mi się z tym pogodzić,bo czuję
się winna jej śmierci.