nieuczesanaa
24.10.07, 18:51
Może ktoś to rozszyfruje bo ja już zgłupiałam. Od 2 miesięcy spotykam się z
facetem. Jesteśmy w takim zawieszeniu, nie wiadomo kim dla siebie, jeszcze nie
w związku a na pewno kimś więcej niż przyjaciółmi, kims bardzo bliskim.
Zaczęłiśmy się spotykac z myślą aby coś z tego było. No i tak to się wlecze.
Spotykamy się za rzadko bo on nie ma za bardzo czasu. Ale trzymamy kontakt, on
się bardzo często odzywa chociaz nie raz juz myślałam że to się urwie. Ale
nie. Coś nas do siebie ciagnie. W łózku też wylądowaliśmy więc to nie jest
platoniczne. Im dłużej go znam wiem że zalezy mi na nim, mogłabym się
zakochac. Ale ten brak jakiejś spontaniczności, uniesienia i zanurzenia się w
to mi przeszkadza strasznie. On się potrafi do mnie kilka dni nie odzywać, nie
wiem czemu nie wyśle mi nawet smsa, nie zapyta co słychac. Potem dzwoni i od
razu się tłumaczy - chociaż ja nie pytam - a to że nie miał czasu, a to coś tam.
Co z tym zrobić?? Chciałabym aby to było takie fajne, żeby nam na sobie
zależało, żeby przynosiło radość, żebyśmy pomagali sobie wzajemnie, wspierali
się, po prostu potrzebuję normalnego związku. Czy rozumiecie to dziwne
zachowanie faceta? Jak jest ze mną to jest super. A jak go nie ma to znika na
kilak dni z horyzontu i ani widu ani słychu.