saana
31.07.03, 12:33
Polska jest jednym z głównych krajów, skąd pochodzą chłopcy świadczący usługi
seksualne
Rozmawiała Dominika Pszczółkowska 30-07-2003, ostatnia aktualizacja 30-07-
2003 21:16
Podczas pierwszego Światowego Kongresu Przeciwko Seksualnemu Wykorzystywaniu
Dzieci w Celach Komercyjnych w 1996 r. Polska zobowiązała się stworzyć
narodowy plan zwalczania dziecięcej prostytucji i pornografii. Taki plan nie
powstał do dziś - mówią działaczki fundacji Dzieci Niczyje
Dominika Pszczółkowska: W raporcie UNICEF-u Polska jest określana jako kraj
docelowy, do którego przemycane są dzieci. Czy wiadomo, jaka jest skala
zjawiska i co się dzieje z tymi dziećmi w Polsce?
Maria Keller-Hamela i Agnieszka Morawska: Danych prawie nie ma. Wiadomo
jedynie, że w ciągu ostatnich dwóch lat za handel dziećmi zostało w Polsce
skazanych sześć osób. Zjawisko na pewno jednak jest większe, ale tego rodzaju
przestępstwo bardzo trudno wykryć i udowodnić.
Prawdopodobnie jesteśmy zarówno krajem docelowym, gdzie przywożone są dzieci,
jak i krajem-źródłem. Z jednej strony stajemy się bogatsi, z drugiej - bardzo
dużo jest ognisk biedy, np. na obszarach popegeerowskich. Kiedyś, gdy trudno
było podróżować, skala zjawiska była mniejsza. Otwartość granic i swoboda
podróżowania sprzyjają takim procederom.
Skąd przemycane są do nas dzieci?
- Na pewno z biednych republik b. ZSRR, Mołdawii, Albanii. Jeden ze szlaków z
Albanii na Zachód prowadzi przez Polskę. Szlaków jest jednak wiele, także
przez Węgry i Czechy. Od lat najwięcej przypadków handlu dziećmi odnotowuje
się w województwach zachodnich: dolnośląskim, zachodniopomorskim. Niektóre
dzieci czy nastoletnie dziewczęta wysyłają rodziny, inne zostają oszukane -
wydaje im się, że jadą do normalnej pracy, a trafiają do domu publicznego.
Jaka jest skala dziecięcej prostytucji w Polsce?
- Co roku policja ogłasza raport w tej sprawie. W 2002 roku było 170
przypadków wszczęcia procedur prawnych w sprawie dzieci powyżej 15. roku
życia uprawiających prostytucję. Co roku ta liczba się waha. Jednak oficjalne
dane nie odpowiadają prawdzie, bo proceder coraz częściej prowadzą dobrze
zorganizowane grupy ze Wschodu i wykrywalność spada. Najwięcej przypadków
odnotowuje się przy granicy zachodniej.
W dziedzinie prostytucji chłopięcej Polska jest w czołówce, razem z Czechami.
Według szacunków policji prostytucję homoseksualną uprawia w Berlinie 150
polskich chłopców, ale zdaniem organizacji pozarządowych mogą być ich setki.
Większość trafia właśnie do Berlina. Często nie można jednak mówić o handlu
dziećmi, bo chłopcy jadą do Berlina na własną rękę. Pochodzą z województw
przygranicznych, z rodzin, w których są zaniedbywani - szukają łatwego
zarobku, pieniędzy na droższy kosmetyk, fajne ciuchy lub żeby podwyższyć swój
standard życia i pozycję w grupie. Wiadomo jest, że najmłodsi mają po 12-13
lat, ale granica wieku się obniża. Dziewczynki najczęściej są sprzedawane do
domów publicznych i zmuszane do prostytucji, chłopcy często działają na
własną rękę. Słyszałam także o przypadkach chłopców, którzy w Polsce jeździli
po kempingach, szukając klientów.
Czy polskie władze powinny robić więcej, by przeciwdziałać tego typu
procederom?
- W 1996 r. podczas pierwszego Światowego Kongresu Przeciwko Seksualnemu
Wykorzystywaniu Dzieci w Celach Komercyjnych Polska zobowiązała się stworzyć
narodowy plan zwalczania dziecięcej prostytucji i pornografii. Nie powstał do
dziś. Ministerstwa tłumaczą się, że nie mają danych, że skala zjawiska jest
mała... Na drugi kongres nikogo nie wysłano, reprezentował Polskę jedynie
ktoś z ambasady. Niektóre organizacje międzynarodowe, np. UNICEF, ECCAP -
działają bardzo aktywnie na tym polu. Wystarczy wyciągnąć do nich rękę...
Niezbędna jest współpraca międzynarodowa. Potrzebne są nie tyle nowe
regulacje prawne, ile konkretne działania, szkolenia policji i innych służb w
wykrywaniu tego typu przestępstw.